|
|
Przyszkolny teren, trwają na nim jakieś gry i zabawy. Sa rożne grupy. Podchodzę do jednej z nich. Pytam co tu jest grane? To Historyczny Biwak Miłości. -Chcesz się dołączyć do naszego teamu? - Jasne! Dołączam do dziwnej gry wiklinowymi paletami.Cos odbijamy. Jest dwóch chlopaków, jedna dziewczyna, ja i wysoki starszy od nas Facet o rudawojasnych krótkich włosach jasnej twarzy, wąskich jasnych oczach, ogolony. Mówią na niego Brytyjczyk. Zaczynamy rozwalać innych nasza grą. Zwyciężamy turnieje. Nagle przenoszę się w inny punkt czasoprzestrzeni. Ide boso chodnikiem. Ze sklepu wychodzi pani i macha do mnie ręką z papierosem. Przywołuje mnie. Chodxno tu Pani, kup pani sobie buty, co tak łazic bez a mamy 20% znizki dziś. Wchodzę. Przymierzam buty płaskie mokasyny dziwne, futurystyczne jakby zrastały się ze stopami. Jasnobłękitne lekkie z dziwnego materiału. Nie znam takiego. Sa przewygodne. Wychodzę w nich i uciekam bo zaczynają mnie gonić. Tunele podziemne, supernowoczesne, ale ja daję radę jakby te buty mnie niosły 2xszybciej. Ktoś tez ze mna ucieka. Chłopak. I dołacza sie kolejny. Pytam gdzie jesteśmy, ale zaczynam poznawać miejsca. Ogromne drzewo którego pień rozrasta sie na dwie strony. Chcę go zapamiętać i robie mu kilka zdjęć. Osoby które się zebrały - rozpoznaję, że to osoby z mojego Teamu - z Historycznego Biwaku Miłości. Mówie im, ze poznaję ich. A oni pytają: - Widziałaś Brytyjczyka? - To ten nasz z Teamu? - Tak, on miał przyjaciela "obcego" jak tu był z nami, on sam pochodzi z gwiazd. Widziałaś go znów? _ - czemu pytacie? - Bo jak ponownie sie pojawi to zacznie się odliczanie do końca. Przenoszę się znów na biwak Miłości. Widzę Brytyjczyka. Cofam sie do budynku szkoły. Odnajduję jego gabinet. Jest naszym nauczycielem. W szufladzie sa kartki - rysunki i opisy jego konstelacji, wygląd ludzki i nieludzki. Okrągła głowa, małe wiotkie ciało. jakieś znaki układu gwiazd. Ma wrócić i połączyć TEAM. Przenoszę się do wielkiej posiadłości białej strzeżonej. Super zelektronizowanej. Stoję przy oknie. Zza rolety obserwuję niebo. Czekam na coś. wiem że to moja rodzinna posiadłość. Ze ją dziedziczę. Wychodzę na taras. Jem cos pysznego w blasku wieczornego słońca. Chce płacic kelnerowi ale moja siostra zabiera stówe którą kładę. To twoja weranda, nie płacisz tu. Wstaję i widze pod stołem coś. Podnoszę. Złoty pocisk jakby - z końcówką z rubinu.
Trzecia nieprzespana noc. Wibracje jak cholera. Dostałam w nocy wizję. Stanęła nade mną postać. Energie jej odbieram jako żeńską. Zerwała dłonią kwiatek biały z gałęzi na którym było jeszcze kilka kwiatków. I podaje mi go. Biorę mentalną dłonią i pytam: - dlaczego dajesz mi kwiat? Co to za symbol? - TO TY - usłyszałam - Ja? Dlaczego ja? Dlaczego zerwałaś mój kwiat? - Juz pora. - Ale on kwitnie pięknie! - Minął rok. Pora kwitnienia przeszła, nie czekaj aż opadnie lada chwila. Zapamiętaj go w takim stanie. - Ale dlaczego rok, co dalej ze mną? - wszystko jest cykliczne, na gałęzi kiełkuje już nowy pączek i z niego rozwinie się twój nowy kwiat, zakwitniesz znów. Zrozumiałam...
Wczorajmiałam mentalno-astralne dzis Eteryczno -Astralne Pokusze sie o porównanie. Wibracje nastapiły w trzecim oku. Bardzo silne grzanie. Zaczęłam dostrajać się do tych wibracji i wciągać je wokół głowy. Zaczęło być jasno. W tej jasności poczułam na ślepo szosę. Chwile dostrajania i zaczełam odczuwać więcej szczegółów otoczenia. W tym momencie zobaczyłam jak w moje trzecie oko wlewaja sie duże krople "wody". Wpływa bulgocząco, czuję łakotanie w oku. Obserwuję to z centrum głowy, centrum bani. Czuję jak "woda" się rozlewa w tej bani. Czuję cały czas ślepo przede mną rozciągające się pole. Poruszam stopami. powoli. Każdy krok obserwuję. Zaczynam mieć przebłyski widzenia. Percepcja typowo eteryczna. Słyszę ciamkanie błotnistej szosy. Czuję przyklejanie sie butów do niej. Przebłyski widzenia odczuwamjak rwanie papieru , rozdzieranie papieru i za nim obraz. Tak jest - pole. Ciemno a w oddali wioska uspiona nocą. Idę tą ciemną szosą przykucam by dotknąc zimnej ziemi i palcami dotykam błotnistej gliniastej ziemi. idę w kierunku wioski i proszę "..." o prowadzenie. W tym momencie znajduję się w moim łóżku i czuję, że z łątwością wstaję górną częścią ciała niefizycznego. Siadam dostosowuję percepcje i zmysły. odwracam się na czworaka nad sobą spiącą. Uwalniam resztę. Patrzę na siebie, wyglądam jak śpiąca ale nie moge dłużej patrzeć na siebie bo obraz ucieka. Wstaję obok i rozglądamsię. Mójdom ale troche inny. Na fotelusiedzi moja babcia. podchodze do niej, bardzo blisko. Nie widzi mnie, mówi coś do mojej mamy. Śmieje się. Moja mama krząta się po pokoju co rusz włazi we mnie. Kiedy przechodziprzeze mnie czuje łaskotanie. Idę po domu - one mnie nie widza ani nie czują. Przechodze przez korytarz po drodze wkładając dłoń w różne rzeczy. Ostatni pokój. Siedzi tam moja córka. (normalnie ma inny pokój) biurko tyłem obrócone do drzwi. Chcę zobaczyć co robi. Podchodzę. Włączony komputer. Ale kiedy podchodze ona odwracasię do mnie. I patrzy na mnie. Zdziwiłam się. Tak ona patrzy i mówi do mnie: Cześć, znasz może moja mamę? Niepewnie dośc pyta. A ja uradowana, że ona mnie widzi objęłam ja i mówie: to ja, ja jestem twoją mamą! Takjakby częściowo ja czuję. Dziwnie. To zdziwienie lekko cofa mnie na łóżko. Ale znów wychodzę. Ide tam znów. Po drodze nikt mnie nie widzi. Ona tak, z daleka juz do mnie gada. Próbuje złapac za rękę. Wchodze do kuchni. Jest taka sama jak moja. Właściwie cały czas nie czuje własnych nóg. Tak jakbym ich nie miała. Lewituję tak. Wlewitowałam na parapet okna. Z oknemciemno. Patrze na szybe i znów zabawa dłonią. Obserwuję jak wnika w szybe. Zauważam, ze kiedy wnika staje sie transparentna a reszta zostaje bardziej "gęsta i ciemniejsza. Kiedy cofam to miejsce przy styku szyby staje się dla moich oczu bardziej materialne. O dziwo - włączyła mi się analiza. Myślę, czy ja tak wyglądam? A może to nadal iluzja? A jakbym miała 6 palców? I natychmiast mam 6. A jakbym miała 10 u jednej ręki? I mam natychmiast 10. A jakbym miała dwie, trzy dłonie w ręce? Tak się staje. Sprawdzam dokładnie przyglądam sie jak kreuję. Chciałam wylecieć przez okno. Ale cos mnie zatrzymało. W kuchni mam na scianie małe lustro. Olśnienie! ZObacze czy widac mnie w lustrze! Podchodzę ostrożnie. Jestem. mamna sobie swój ulubiony czerwony sweter. Podchodzę bliżej przyjżec sie twarzy. Zaczynam się rozciągać jak w gabinecie krzywych luster. W szerz. Skupiamsie. Twarz bardzo niewyraźnie. I bardzo dobrze widzę że nie moge zobaczyc oczu. Moje oczy sa rozmyte gaussowsko (planti będzie wiedział jak ;) specjalnie, same oczy. Reszte widzę. Próbuje sie dostroic by zobaczyc oczy ale cały czas tak samo. Ale oto za mna stoi druga ja. Tak samo czerwonym sweterku, szczuplejsza od pierwszej i patrzy z taka cierpliwością na mnie jak matka w piaskownicy na dziecko które podziwia robaka. Wróciłam dociała nagle ale jeszcze raz udało mi się wyjść. W pokoju była wanna a moja córka sie szykowała do kąpieli. Widziała mnie i opowiadała coś. Ja podniosłam kaczkę gumową. I wrzuciłamja do wanny. Nazwałam ją imieniem w stylu meksykańskim. Chciałm podejśc do jeszcze jednej osoby w pokoju przy komputerze. Zobaczyć co robi. Ale nie mogłam. odbijało mnie.I wciągneło mnie do ciała. To wszystko stało sie podczas gdydomownicy w domu wcale nie byli cicho i robili mnóstwo rzeczy, nie wybiło mnie to ;) fajnie. Ufff. może to, że o tym piszę będzie dla kogoś wskazówką..
Jak to jest z tymi podróżami mentalnymi? medytujemy lub wizualizujemy, albo wyobrażamy sobie lub zamyślamy się nad czymś. W którym momencie przestajemy kontrolować kreacje a zaczynamy byc tam i przeżywać to. Zaprzyjaźnienie z Amenem spowodowało silne wzajemne zalogowanie w tym czasie. Miałam wczoraj dwa mentalne wyjścia. Pierwsze. Znalazłam sie na łące - to był jakby sad z drzewkami wisni. Pora kwitnienia - Japonia. Strasznie mi sie spodobały drzewka i zaczęłam je łapać , gałązki i strząsać kwiaty. Te płatki takleciały i mnie wznosiły w radość bardzo silnie. medytowałam nad przywołaniem radości. I nagle pod drzewkiem nieopodal zobaczyłam Amena. Siedział pod takim materiałowym namiotem-altaną. Przy stoliczku jakby. Zamyślony patrzył sobie w moja stronę. Podbiegłam do niego i strząsnęłam mu te płatki na głowę ze śmiechem. i wywaliło mnie z powrotem pod moje drewko. ;) Zdziwiłam sie. Zaczęłam mu się przyglądać. I wtedy zaczęłam słyszeć jego myśli. Ale żeby było ciekawiej z obu stron namiotu altany wyszła Conchita i Kronopio. Szli teatralnym krokiem recytując na zmianę myśli Amena. Były pięknym białym wierszem. Trwało to sporo czasu. Pamiętam niektóre urywki wiersza było liryce i miłości ogólnie. Szczegóły sa trochę osobiste więc zatrzymam dla siebie. Potem coś mi przerwało i kontynuowałam za chwile. Poczułam siebie w wielkim namiocie. Ciemno było. Dokoła unosiły sie jakieś opary ziół palonych. Byłam skrępowana. Ręce na plecach. siedziałam. Chwilę szarpałam sie z tych więzów. Ale za chwile zaczęłam się temu przyglądać. Zaczęłam słyszeć głosy - coś jak pieśni indiańskie. Szybkie, rytmiczne meksykańskie czy Apaczów jakichś? Powtarzające się słowa wielokrotnie. Przy namiocie stał straznik. Indianin. Pilnował mnie ale zarazem jakby strzegł mnie. Cos ze mna się działo. Miałam na sobie ubranie ze skór, związane rzemieniami. Poczułam, że jestem tam z własnej woli. jakiś namiot oczyszczenia czy cos? Wyszłam transparentnie widzeniem poza namiot i zobaczyłam Jakiegoś wodza lub czarownika-szamana. To był Amen. Miał skórzane odzienie i zwisające rzemienie i pióra. Miał coś na głowie, spadało to na ramiona jakby pióropusz... Albo przepaska. Wszystko było w nocy jakby. Jakieś ognisko płonęło obok niego i sporo innych indian. Amen-Szaman poczuł mnie mentalnie. Widać było. A mnie zagłuszyły dźwieki śpiewów indiańskich. Było mi ogromnie gorąco i zaczęłam znów się szarpać. Po tym ogarnął mnie mrok. Nieczucie. paraliz. Leżałam godzinę az sie ocknęłam. nie wiem jakie rejony odwiedziłam. Moje? Czy Amena?
Ciekawe spostrzeżenia. Od jakiegoś czasu zaczynam "zauważać" wyłażące ciała z ludzi. Tydzień temu byłam na wykładzie hooponopono i przyglądałam sie aurom. Widziałam pierwszy raz kilkanaście aur na raz od tyłu. Siedziałam dość z tyłu więc prelegatka i słuchacze byli przede mną. Obserwowałam jak ruszaja się te aury w różnych kolorach jak balansują rożnie wokół ludzi. Potem siedziałam na kawie z Kazikiem i nagle on mówiąc wysunął swoje ciało niefizyczne w moja stronę, minął stolik i przytulił mnie serdecznie całując mnie w policzek. I wrócił do siebie. To było strasznie radosne i miłe. Jakby wyraził nifizycznie swoją serdeczność, że mnie lubi. Wczoraj w knajpce obserwowałam Kazika, Joasię M. i mojego przyjaciela Arkadiusza. Znów miałam łatwość widzenia. Arek trzymał ciała w kupie. Był skoncentrowany i lekko spiety. Uwalniał tylko części ciał, np. rękę gdy gestykulował emocjonalnie, to ręka zamiatała na pół sali. Joasia balansowała niepewnie w przód i w tył jakby wychodziła naprzeciw i na wstecznym. I tak wokoło siebie. Natomiast Kazika ciała robiły zupełnie coś innego niż on. Miałam ubaw. Widziłąm go przezroczystego jakby, ale czasami "widać było" oczy tak eterycznie, ostro. Najwyraźniej czułam -widziałam dłonie. Cos zapisywał jakby, właził pod stół, albo na stół, i inne rzeczy których świadomy byc może nie był. Ciekawe te ciała... Ciekawe, ze tak zaczynam je widzieć. Pół roku temu zaczęłam czuć pojawiające[right][/right] się istoty energetyczne, stały za mną w kuchni i w łażience. Czasem myślałam, że ktos z domowników wszedł i odwracałąm się pytając, kto tu jest? I uśmiechałam się do pustego miejsca.A teraz zaczynam bardziej widzieć i czuc ident jesli to ktoś znajomy. Wczoraj przy stoliku pojawił sie tez Amen. Był z nami co najmniej raz. W nocy widzialam Conchite jak siedziała oparta na dłoni na czerwonym dywanie w białej srebrzącej się sukni i obok niej dwie róże po obu stronach lezały. |
Moje Albumy
|