oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 22
Wizyta z Edem Carterem

Obiecałem, że spotkam się z Edem Carterem w Centrum Kształcenia, choć nie wiedziałem dokładnie, co mieliśmy tam robić. Oczyszczenie się z oporu przed przepływem energii Miłości przez serce wyostrzyło moją percepcję. Wtedy nie uświadomiłem sobie tego, ale skorzystałem z rady Eda, którą dał mi podczas naszego poprzedniego spotkania w moim miejscu w Focusie 27, aby "otworzyć się trochę bardziej na energię Miłości".

Kiedy przybyłem do Centrum Kształcenia w Focusie 27, pomiędzy znajomymi wysokimi, pełnymi książek półkami, holodekami i kręcącymi się wszędzie ludźmi, niemal natychmiast ujrzałem Eda.

- Cieszę się, że udało ci się tu dotrzeć - zauważył. - Chodź, pokażę ci coś.

Po kilku krokach minęliśmy wejście do Holu Wspaniałych Pomysłów. Nie widziałem równych rzędów półek z książkami, gdyż tym razem weszliśmy wprost w czerń pomieszczenia i zatrzymaliśmy się. Tuż przede mną zaczął się formować obraz.

- To urządzenie komunikacyjne - poinformował mnie Ed jakby mimochodem. - Służy do komunikowania się między światem fizycznym i niefizycznym.

Niestety, prawo patentowe nie pozwala mi tu wdawać się w szczegóły tego urządzenia. Ed opisał każdy składnik i sposób jego działania. Kiedy skończył, powtórzyłem wszystko jeszcze raz, aby sprawdzić, czy dobrze zrozumiałem.

- Uhm, tak właśnie działa - potwierdził. - Chwyciłeś zasadę. A teraz, kiedy zaczniesz pracować z tym urządzeniem, głos, który usłyszysz może wydać ci się podobny do szyfru Morse'a, gdyż my, niefizyczni, uczymy się przez nie mówić. Kiedy usłyszysz głos przypominający Morse'a, będziesz wiedział, że jesteś na właściwej drodze.

- Jeśli uda nam się to uruchomić, to chyba będziemy mogli nawiązać prawdziwy kontakt pomiędzy światami, i to w czasie realnym - zauważyłem.

- To właśnie jest celem tego prototypu - oświadczył Ed. - Kiedy zaczniesz z nim pracować, lepiej zrozumiesz zasady jego działania, a wtedy urządzenie będzie można zmniejszyć do wielkości pojemnika do chleba.

Obraz prototypu zniknął w czerni, a ja nagle stwierdziłem, że stoję w czyimś pokoju gościnnym i patrzę na coś, co mogło być radioodbiornikiem z lat 1950-tych. Było wielkości wielkiego tostera, miało ciemny kolor i dwa białe pokrętła. Do pokoju wszedł chłopak i usiadł obok tego czegoś. Przekręcił jedno pokrętło; zrozumiałem, że właśnie włączył urządzenie i podkręcił głośność do takiej skali, w jakiej słuchał zazwyczaj. Wtedy położył na urządzeniu rękę i przekręcił drugie pokrętło, jakby wybierał radiostację. Odezwał się do niego głos jego dziadka. Dziadek od wielu lat był głuchy, a chłopak lubił słuchać jego opowieści o życiu w miejscu, gdzie przebywał obecnie dziadek. Wszystko wydawało się normalne i naturalne, żadnych niespodzianek, zwyczajna rozmowa z dziadkiem.

- Patrzysz właśnie na prawdopodobny wynik końcowy prac nad prototypem, który ci pokazałem - wyjaśnił Ed.

- Sony mogłoby produkować te rzeczy milionami, jeśli tylko poradzimy sobie jakoś w punkcie przejścia.

- Jakim punkcie przejścia? - zapytałem.

- Chodzi tu o czas. Widzisz, zbliża się przełom wieków, a przypadkowo jest to także chwila połączenia Ziemi z energią Czystej Bezwarunkowej Miłości (CBM), czyli innymi słowy, chodzi tu o Zmiany na Ziemi. Wynalazek ten mógłby stać się nadzwyczaj pomocny dla ludzi ze świata fizycznego; dzięki niemu mogliby lepiej uświadomić sobie charakter nadchodzących zmian. Wynalazek ten bazuje na technologii, tak więc może z niego bezpiecznie korzystać większa liczba ludzi. Spójrz na to w ten sposób

- Ed uniósł palec nad stół, który nagle pojawił się przed nim nie wiadomo skąd. - Odległość od stołu do mojego palca przedstawia liczbę ludzi żyjących fizycznie na Ziemi, i tylko tylu jest obecnie otwartych na energię CBM -umieścił palec na drugiej dłoni, milimetry nad stołem.

- Między moimi palcami znajduje się ogromna większość ludzi, którzy będą mieli problemy z nadchodzącą zmianą świadomości. Największy procent tych ludzi będzie miało problemy z powodu swoich przekonań religijnych. Jak wiesz, bardzo trudno jest wyjść poza tak silny system uwarunkowań.

- Tak, wiem, dowiedziałem się tego przy okazji Piekła Maxa i odkrywania Piekieł i Płytkich Niebios w Focusie 25 - odparłem.

- Kiedy liczba tej części populacji zwiększy się - mówiąc to powoli unosił palec - zaczniemy zbliżać się do progu, punktu przejścia, o którym mówiłem wcześniej. A kiedy już osiągniemy liczbę przejścia, stanie się to łatwiejsze również dla tych, którzy znajdują się między moimi palcami. Podobnie było, kiedy po raz pierwszy pojawiła się telewizja, pamiętasz? - zapytał Ed. Pamiętałem.

- Któryś sąsiad kupił jeden z tych nowomodnych telewizorów, a niedługo potem inni sąsiedzi zaczęli odwiedzać go, kiedy pokazywano "Kocham Lucy". Ludzie przynosili ze sobą przekąski i napoje, i zbierali się wokół ekranu. Wkrótce więcej ludzi kupiło telewizory, a wtedy życie szybko zaczęło krążyć wokół obrazów i dźwięków pojawiających się w ich domach. I życie zmieniło się całkowicie.

- Chwytasz - uśmiechnął się Ed. - Kiedy będziemy już umieli go zbudować w rozmiarach tostera, wtedy stanie się to samo, co w przypadku telewizji. Sąsiedzi będą się spotykać, aby obejrzeć nową zabawkę, będą ją wypróbowywać, a w ten sposób komunikować się ze światem niefizycznym. Jeśli to wszystko zdarzy się w odpowiednim czasie, to będzie to ogromnie ważnym czynnikiem w nadchodzących zmianach w ludzkiej świadomości. Ale, jak już wspomniałem wcześniej, jest problem dotyczący czasu właśnie.

- Czyli?

- Wiele religii, a zwłaszcza chrześcijaństwo, wierzy, że Mesjasz powróci gdzieś koło przełomu wieków. Wielu przepowiada, że zanim to się stanie, Szatan dokona jeszcze jednej, ostatniej, próby zdobycia dla siebie dusz wszystkich ludzi na świecie i że, w owej bitwie, Mesjasz zwycięży. Możliwe więc, że urządzenie, które pomożesz nam opracować, gdy wejdzie do powszechnego użytku, zostanie napiętnowane jako dzieło Szatana przez wiele religii. Sprawy mogą się skomplikować. Nie trzeba chyba mówić, co zrobią ludzie, jeśli użyje się ich strachu przeciw nim samym, a to właśnie niektóre religie będą robić; podsycać strach ludzi, aby tylko utrzymać kontrolę nad swoimi owieczkami.

- Brzmi to trochę przerażająco - pomyślałem na głos.

- Jeśli duża liczba ludzi będzie gotowa na zmianę, kiedy urządzenie przygotujemy do dystrybucji, to jest szansa, że wszystko się uda. Jeśli jednak zbyt mało osób będzie miało nową zabawkę, to łatwiej będzie ich zniechęcić. A jeśli to się stanie, wtedy nasze technologiczne urządzenie nie będzie miało szans przetrwać i nie będzie z niego wielkiego pożytku w nadchodzących zmianach.

- Więc może ono być potencjalnym technologicznym punktem krytycznym zmiany ludzkiej świadomości, którą powszechnie nazywa się zmianami na Ziemi.

- Tak, ale ważny jest też czas.

- Przekażę tę informację wszystkim, których znam, a którzy mogą być pomocni - oświadczyłem.

- Dobrze, a teraz przejdźmy do czegoś innego - rzekł Ed. - Znajdźmy moją starą przyjaciółkę Ellen... spróbuję jeszcze raz się z nią skontaktować.

Chwilę później ujrzeliśmy Ellen. Zdawało mi się, że jest bardzo zajęta, skupiona wyłącznie na tym, co właśnie robiła, cokolwiek to było. Próbowałem wszystkiego, co tylko przyszło mi na myśl, aby tylko przyciągnąć jej uwagę. Wołałem ją po imieniu, skakałem przed nią, wygłupiałem się, a wszystko po to, żeby tylko na mnie spojrzała.

- Stanę za tobą - szepnął Ed. - Spróbujmy tej sztuczki "spojrzę jej w oczy przez twoje oczy".

Poczułem, jak Ed staje za mną i zaczyna patrzeć moimi oczyma na Ellen. Tę sztuczkę wykorzystywało wielu tych, którzy brali udział w odzyskiwaniach. Możesz, czytelniku, pamiętać z mojej drugiej książki, że tak właśnie Ribby dotarła do Chelika podczas jego odzyskiwania po eksplozji, która zniszczyła kiosk i zabiła Chelika. Czułem, jak Ed skupia się na Ellen, stojąc od niej nie dalej niż półtora metra.

- Ellen! - wrzasnąłem. - Ellen, spójrz mi w oczy!

Mój wrzask na krótką chwilę zwrócił jej uwagę. Zagapiła się na mnie z zaciekawionym wyrazem twarzy, jakby właśnie naprawdę usłyszała swoje imię, ale nie ujrzała tego, kto je wywrzaskiwał. Raz spojrzała nawet prosto w moje oczy, ale na jej twarzy nie pojawił się błysk rozpoznania. Potem jej twarz zaczęła się zmieniać. Wyglądało to, jak przyspieszony proces starzenia się, twarz Ellen robiła się coraz starsza i starsza, a potem całkiem znikła.

- Ed, chyba nie zauważyła żadnego z nas - odezwałem się po minucie czy dwóch.

- Nie, była tak bardzo skupiona, że nie daliśmy rady się do niej przebić - stwierdził. - Dzięki za pomoc, spróbujemy jeszcze raz trochę później.

To powiedziawszy, Ed odszedł w czerń. A kiedy przygotowywałem się do powrotu do C1, pojawiła się Sabrina. Chwyciliśmy się za ręce i zaczęliśmy wirować, jak poprzednio. I tak dotarliśmy do C1.