oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 20
Esencja rzeczy

Na początku kolejnego ćwiczenia z taśmą przybyłem do mojego miejsca w Focusie 27 i zastałem zwykłą grupę przyjaciół siedzących przy stole i czekających na mnie. Była tam też Sabrina. Przed ćwiczeniem, podczas przerwy na papierosa, rozmawialiśmy ze sobą. Wtedy Sabrina powiedziała mi, że chciałaby spotkać Białego Niedźwiedzia. Podszedłem więc do niej, poprosiłem Białego Niedźwiedzia i dokonałem prezentacji.

Rozejrzałem się za Kobietą ze Zmysłów i przez chwilę czułem zakłopotanie, gdyż przez moment zdawało mi się, że ona i Sabrina to jedna i ta sama osoba. Potem Zmysło-wa/Sabrina zaproponowała spacer. Wzięła mnie za rękę, tak jak to zazwyczaj robiła Zmysłowa, i skierowaliśmy się nad jezioro. Miałem wrażenie, że już kiedyś odbywaliśmy takie spacery, ale kiedy tak patrzyłem na idącą obok mnie piękną kobietę, obrazy Sabriny i Zmysłowej wciąż to nakładały się na siebie, to blakły. Niepewność przerodziła się w podenerwowanie, kiedy uświadomiłem sobie, że wpatruję się pożądliwym okiem w Zmysłową i że myśli te nie zmieniają się, kiedy widzę zamiast niej Sabrinę. Najbardziej niepokoiło mnie to, że Zmysłowa była kobietą niefizyczną. W jakiś sposób nie było nic złego w wyrażaniu takich uczuć w stosunku do niej, gdyż nie mogły one przeniknąć do mojego fizycznego życia. Ale Sabrina była kobietą, którą znałem ze świata fizycznego właśnie. I to w jakiś sposób sprawiło, że te same uczucia stały się jednocześnie cudowne i odpychające. Jestem mężczyzną żonatym, i to szczęśliwie, i w moim życiu nie było miejsca na kłopoty, które mogłyby wyniknąć z wyrażania tego typu uczuć w stosunku do innej kobiety ze świata fizycznego. Kiedy dotarliśmy w końcu do brzegu jeziora, Zmysłowej nie było, a obok mnie widniał obraz Sabriny, wysokiej i pięknej.

Czułem się wyjątkowo niepewnie, kiedy zdejmowaliśmy ubrania, żeby popływać. Przecież my, ludzie fizycznie żywi, nie powinniśmy rozbierać się przed sobą, ale to i tak mnie nie powstrzymało. Wskoczyliśmy do wody z wielkim pluskiem niby para dzieciaków. Sabrina zauważyła, że woda była wspaniale ciepła i sprawiała wrażenie nieco gęściejszej niż woda ze świata fizycznego. Pomyślałem sobie: "Oczywiście, że tak! Dlaczego miałbym stwarzać wodę, w której byłoby za zimno! A to, że jest trochę gęściejsza niż normalnie, to świetnie, bo jest milsza w dotyku i delikatnie pieści ciało podczas pływania!".

Potem urządziliśmy sobie wyścigi; kto pierwszy dopłynie do środka jeziora. Kiedy się zatrzymaliśmy, zapytała na której skale kochałem się ze Zmysłową podczas poprzedniego programu. Zakłopotany, pokazałem jej wielką, płaską skałę po mojej prawej stronie, zastanawiając się jednocześnie skąd o tym wie i do czego zmierza jej pytanie. Nagle oboje siedzieliśmy właśnie w tym miejscu, ja tyłem do jeziora, a Sabrina przodem do mnie.

Nasze nagie ciała lśniły wielobarwnymi, wirującymi światłami. Wiedziałem, co się miało stać i czułem, ze gdzieś w środku mnie kłębią się sprzeczne uczucia. Siedzieliśmy patrząc na siebie, a miedzy nami narastała energia o wyraźnie seksualnym zabarwieniu. Stawała się coraz silniejsza, a ja czułem się coraz mniej pewny siebie. Lecz ta energia po prostu narastała między nami, póki nie poczułem jak moje ciało zbliża się do Sabriny, jakby przyciągane potężnym magnesem.

Część mnie próbowała zaryć piętami w ziemię i zatrzymać nieposłuszne ciało; inna część czuła coraz silniejsze pragnienie zbliżenia się do niej.

Wciąż zbliżałem się do Sabriny, kiedy nagle ujrzałem, że jej ciało zaczyna jaśnieć i promieniować światłem, podobnie zresztą jak moje. Kiedy nasze ciała się zetknęły, wciąż wewnętrznie walczyłem między pragnieniem oporu i chęcią pozbycia się wszelkich obiekcji. Objęliśmy się, a nasz uścisk był uściskiem dwojga fizycznych ludzi uprawiających miłość. Czasami jednak nasze połączenie nie miało żadnego posmaku erotycznego, był to tylko wybuch energii Czystej Bezwarunkowej Miłości eksplodujący oślepiającymi rozbłyskami światła rozjaśniającymi ciemność na kilometry wokół nas. A jednak przez cały czas tkwił we mnie konflikt etyczny dotyczący naszego niefizycznego połączenia. Wciąż zmagałem się z uczuciami, które wahały się od zanurzenia się w totalnej, ekstatycznej błogości, do odsunięcia się w całkowitym odrzuceniu tego aktu. Czułem, jak mój wewnętrzny konflikt zablokował, całkowicie i nieodwołalnie, bezwarunkowe, pełne miłości połączenie z Sabrina i jak ograniczył przepływ jego mocy.

Potem, jakby ktoś wcisnął przycisk wyłącznika, nagle i niespodziewanie oboje z Sabrina zostaliśmy wystrzeleni ze skały i w następnej chwili staliśmy przy moim stole, a cała nasza grupa przyglądała się nam. To prawda, rozczarowanie może sprawić, że ciało niefizyczne zacznie się rumienić tak samo, jak fizyczne. Miałem wrażenie, że zostaliśmy przyłapani in flagranti przez całe nasze rodziny, kiedy ci niespodziewanie weszli do pokoju gościnnego i zapalili światło. Wszyscy uśmiechali się projektując uczucie mówiące, że nic się nie stało, nie ma się czym martwić, dzieciaki zawsze będą dzieciakami. Nie mogę powiedzieć, żeby mi to pomogło!

Wtedy Sabrina odwróciła się do mnie i powiedziała: - Bruce, nasze połączenie niekoniecznie musiało mieć seksualny charakter.

Zastanawiałem się nad tą uwagą, kiedy głos z taśmy zasugerował, że czas zacząć badać esencję rzeczy w TMI-Tam. Opuściłem moje miejsce kierując się do pomieszczenia CHEC , w którym leżałem fizycznie. Wylądowałem w pokoju z kryształem i, przez kuchnię i schody, poleciałem na pierwsze piętro. Kiedy byłem w pół drogi, coś zaczęło ciągnąć mnie z powrotem. Ściągnęło mnie ze schodów i postawiło przed stołem w miejscu nazywanym Jaskinią Lisa w Instytucie w świecie fizycznym. Postanowiłem więc poćwiczyć wyczuwanie esencji rzeczy poprzez wejście w stół.

Kiedy się do niego zbliżyłem, uświadomiłem sobie, że obok mnie stoi Sabrina, i nagle znów poczułem potężny przepływ energii seksualnej. Znów się pojawił mój wewnętrzny konflikt, przybrał maksymalne natężenie, po czym po sekundzie zniknął, a my ruszyliśmy ku sobie niczym wygłodniali kochankowie. Objęliśmy się, a nas/e ciała przylegały ciasno do siebie, a nasz pocałunek szybko przekształcił się w ten ekstatyczny pocałunek całego ciała, jakim obdarzają się spragnieni siebie kochankowie. Z Sabrina w ramionach odwróciłem się do stołu i delikatnie acz stanowczo popchnąłem ją aż jej nogi dotknęły jego brzegu. Ogarnął nas szał; ubrania fruwały po całym pomieszczeniu, aż w końcu Sabrina opadła lekko na stół, a zapraszający uśmiech na jej twarzy mówił, teraz! Kiedy tak radośnie używaliśmy stołu, żadne z nas nie zwracało uwagi na sugestie płynące z taśmy, abyśmy spróbowali wyczuć jego esencję. A może właśnie to te sugestie sprawiły, że nasze ciała połączyły się? Zwarliśmy się w szalonej błogości i razem przelecieliśmy przez stół i znaleźliśmy się na podłodze. Jakaś maleńka część mnie zarejestrowała wrażenie dotyku drewna, kiedy nasze ciała przechodziły przez nie, ale to tylko dlatego, że stanowiło ono granicę dla jednego ciała, jakim się staliśmy.

Wciąż jednakże powracało uczucie wewnętrznego konfliktu. Raz za razem odczuwałem odrazę do tego, co właśnie robiliśmy, aby w następnej chwili ulecieć. Gdzieś w tym pomieszaniu błogości i potępienia głos z taśmy zasugerował, abyśmy wyszli na zewnętrz i tam kontynuowali nasze "wyczuwanie esencji". Skierowaliśmy się na zewnątrz i rozdzieliliśmy się.

Stałem pod bardzo dziwnym drzewem przyglądając się uważnie jego korze. Była gładka niby kora topoli, tylko kolor miała inny; ciemnozielony, niemal brązowy. I choć gładka jak topola, wyglądała raczej jak szorstka kora dębu. Co za kombinacja! Nie widziałem liści, ale wiedziałem, że w jakiś sposób również przyczyniały się do dziwaczności tego drzewa. Rozglądałem się za czymś, z czym mógłbym się porozumieć, i za poradą głosu z taśmy, zająłem się dziwnie wyglądającym kwiatem. Ależ był dziwny! Jasno-żółty, kształtami przypominał trochę irys, trochę lilię i orchideę, a czasami wyglądał jak przerośnięta stokrotka. Już miałem poprosić go o pozwolenie na zmianę jego wyglądu, kiedy na jego rozłożystych płatkach wylądował jasnożółty motyl. Zmieniłem szybko zdanie i zapytałem motyla o pozwolenie na zmianę jego wyglądu, po czym powiększyłem go do rozmiarów połowy samolotu typu Cessna 150. Wspiąłem się na jego grzbiet i poczułem, że za mną usadowiła się Sabrina.

Kiedy ruszyliśmy, olbrzymie skrzydła motyla zdawały się płynąć w górę i w dół w zwolnionym tempie. Kiedy mijaliśmy budynki TMI-Tam wysoko nad ziemią, zachwycił nas wspaniały widok okolicy. Po wylądowaniu z powrotem obok kwiatu, motyl wrócił do swoich pierwotnych rozmiarów. Usiadł na płatkach delikatnie poruszając skrzydełkami, a obok niego pojawił się kolejny jasnożółty motyl. Skierowałem świadomość na motyla siedzącego na kwiatku i natychmiast wyczułem, ze to Sabrina. Wskoczyłem więc w ciało krążącego nad nią motyla i w ciepłym powietrzu i jasnym słońcu zaczęliśmy taniec godowy. Kiedy nadszedł czas, aby wracać do świadomości C1, leniwym lotem opadliśmy w dół. Po kilku chwilach cała scena zmieniła się. Czułem, że otacza mnie woda, że moje ciało porusza się w niej zręcznymi ruchami delfina. Płynąłem tuż przy dnie i przyglądałem się małej ośmiornicy płynącej po dnie. Wyraźnie widziałem ślad jaki zostawiała na piasku. Podpłynąłem do niej, spojrzałem dokładniej i poczułem, że chwytam ją szczękami i połykam, a w żołądku rozpływa mi się błoga satysfakcja zaspokojonego głodu.

Nagle scena znów się zmieniła i byłem jedną z dwóch egzotycznych tropikalnych ryb płynących powolną spiralą w dół, ku C1. Obie nie spuszczałyśmy się z oczu, kiedy tak zataczałyśmy wokół siebie powolne kręgi. Opalizujące błękity, czerwienie i żółcie mojej towarzyszki były przepiękne. Zacząłem na przemian wyskakiwać i wskakiwać do ciała ryby, tak by móc czuć i oglądać z zewnątrz surrealistyczne piękno dwóch ryb zataczających wokół siebie niespieszne kręgi. Kiedy znajdowałem się wewnątrz ciała ryby, zmieniał się zupełnie sposób mojego postrzegania; stawał się dziwnie obcy. Mogłem wtedy patrzeć albo jednym okiem znajdującym się z boku mojej głowy, albo obojgiem oczu jednocześnie. Ta jednoczesność patrzenia była jednak bardzo dziwna, jakbym płynął mając pole widzenia o zasięgu 360 stopni i widział dosłownie wszystko w zasięgu wzroku. Bardzo dziwne wrażenie. Kontynuowaliśmy z Sabrina nasz rybny taniec aż do samej świadomości C1.

Podczas spotkania grupy przed następnym ćwiczeniem opowiedziałem Franceen, jednej z nauczycielek, o moim wewnętrznym konflikcie etycznym dotyczącym doświadczeń z Sabrina. W odpowiedzi na to podzieliła się ze mną swoimi własnymi doświadczeniami, których podłożem był podobny konflikt. Miało to miejsce lata temu, podczas podobnego programu w TMI.

W tym czasie Franceen niefizycznie spotkała kogoś, kto według jej słów wyglądał jak grecki bóg. Wciąż pojawiał się w czasie jej ćwiczeń, a za każdym razem Franceen stwierdzała, że ta jego obecność coraz bardziej ją ekscytuje. Ona również miała męża i odczuwała podobny konflikt; czuła się winna, że pociąga ją ów niefizyczny człowiek-bóg, i opierała się temu uczuciu z całych sił. Zapytała go o imię. lasman, odparł. Zaczęła pytać innych uczestników programu, czy wiedzą coś na temat greckiej mitologii i czy słyszeli kiedyś o greckim bogu o imieniu lasman. Ktoś ją poprosił, żeby napisała to imię sugerując, że może pisownia pomoże im odkryć tożsamość owej mitologicznej istoty. Kiedy to zrobiła, natychmiast zdała sobie sprawę, co to imię oznaczało. To nie było imię greckiego boga, nazwa ta oznaczała I-as-man [I-as-man - w tłumaczeniu dosłownym znaczy "ja-jako-człowiek" lub "ja-jako-mężczyzna"]. Człowiek, którego spotykała niefizycznie był jej męskim ja. Wyjaśniła mi, że dzięki dalszym spotkaniom z I-as-manem uświadomiła sobie, że pragnie połączyć się z nim, jako z częścią swej własnej, pełnej istoty ludzkiej. Zrozumiała, że nie musiało bynajmniej dojść do zbliżenia seksualnego, lecz raczej chodziło tu o ponowne połączenie żeńskiego i męskiego elementu niej samej. Od tego doświadczenia jej życie zmieniło się i nigdy już nie było takie jak poprzednio.

Zacząłem więc patrzeć na moje niefizyczne doświadczenie z Sabriną w nowym świetle. Przed ćwiczeniem z taśmą zastanowiłem się jeszcze czy aby na pewno konieczny jest tu udział Sabriny. "Czy jest to doświadczenie takie samo, jak u Franceen? Czy to moje Ja-jako-kobieta? I co to wszystko ma znaczyć?". Kiedy ćwiczenie się zaczęło, Sabriną już stała przede mną. Trzymając się za ręce, tańczyliśmy i wirowaliśmy w drodze do mojego miejsca w Focusie 27. Wtedy, niby łyżwiarze figurowi na Olimpiadzie, wdzięcznie płynęliśmy i wirowali na powierzchni jeziora, czasami śmiejąc się do siebie jak para rozbawionych dzieciaków.

Potem nasze ciała przekształciły się w ciała delfinie i płynęliśmy wciąż razem tuż pod powierzchnią wody. Nabieraliśmy szybkości i jednocześnie przeskakiwaliśmy przez siebie tuż nad wodą. Jedno z nas po prostu płynęło nieco niżej pod wodą, podczas gdy drugie lekko się z niej wynurzało dotykając niemal w skoku ciała drugiego. Zaciekawiło mnie jak też możemy wyglądać z oddali. Wyszedłem z mojego delfiniego ciała i zdumiałem się widząc jak skomplikowany utworzyliśmy wzór na powierzchni wody, wzór, którego utworzenie musiały poprzedzać długie ćwiczenia. A przecież, kiedy tak skakaliśmy nad sobą i delikatnie pieściliśmy nasze delfinie ciała, była to czysta, nie zmącona żadnym wysiłkiem radość. Potem, ostatnim skokiem znaleźliśmy się z powrotem w naszych ludzkich ciałach i siedzieliśmy naprzeciw siebie, jak poprzednio, na skale na brzegu jeziora.

Pamiętając, że nie musi to być seksualne połączenie tego rodzaju, który przydał mi tyle wątpliwości, odprężyłem się i poddałem temu, co miało nastąpić. Czułem magnetyczny pociąg ku Sabrinie (Mnie-jako-kobiety?), a nasze ciała zaczęły promieniować coraz jaśniejszym, biało-żółtym światłem. Wewnętrzny opór znów się pojawił, kiedy moje ciało zaczęło zbliżać się do Sabriny. Wtedy stało się coś dziwnego; spojrzałem w dół i ujrzałem, że moja lewa ręka odpadła od reszty ciała i wylądowała na skale. Widziałem, jak powoli rozpada się na świetlisty pył. Potem to samo spotkało moją lewą rękę, nogi, głowę i korpus. Ciało Sabriny musiało przechodzić ten sam proces, gdyż kiedy spojrzałem na nią, gdy rozpadła się ostatnia część mojego ciała, ona była światłem zbyt-jasnym-żeby-patrzeć, delikatną poświatą białego światła emanującą energią Czystej Bezwarunkowej Miłości.

Wtedy, nagle poruszyliśmy się razem, przeplatając nasze świetlne ciała na podobieństwo tych małych, długich baloników, z których układa się różne kształty. Wirowaliśmy wokół siebie jak łańcuch DNA. Zanurzonych w uczuciu całkowitej akceptacji Jednej Istoty, pochłaniały nas tańczące wokół odcienie różu, lawendy, żółci i błękitu. Cały mój wewnętrzny opór rozpłynął się w niewysłowionym, potężnym, dodającym siły sercu rozbłysku Czystej Bezwarunkowej Miłości i Akceptacji, jako że te dwa pojęcia zlały się w Jedno. A potem...

KLIK: Jesteśmy przy krysztale w TMI-Tam i czuję, że Sabriną stoi koło mnie. Oboje jesteśmy długimi, drżącymi owalami światła, czuję jak barwy Sabriny wirują w niej. Wrażenie naszego połączenia sprawiło, że zupełnie zapomniałem o badaniach prowadzonych z Focusa 27, o celu ćwiczenia z taśmą, czyli o Dyrektorze Sekcji Wejścia (EDzie) i Centrum Planowania. O wiele bardziej wolałem trwać jako Jedna Istota, którą się właśnie staliśmy. Niechętnie jednak, skierowałem się ku EDowi, kiedy z taśmy rozległ się spokojny głos Dar. Powiedziałem sobie: "Jeśli masz mi coś do powiedzenia, to po prostu mi to powiedz, bo ja nie mam zamiaru tracić czasu na wywiad z tobą, ED".

Z tego co pamiętam, ED mówił o pewnej mojej teorii dotyczącej tego, że fizyczny ludzki mózg bynajmniej nie jest miejscem, gdzie magazynowane są i przechowywane wspomnienia, ani gdzie powstają myśli. Słuchałem go jednym uchem, a on wyjaśniał, że mózg przypomina bardziej przetwornik, urządzenie wysyłające i odbierające informacje, które łączy mnie z moim Ja/Tam. Że wszystkie wspomnienia z mojej egzystencji w świecie fizycznym są magazynowane w świadomości mego Dysku, czyli Ja/Tam, że wszystkie myśli zachodzą Tam. Że mam do nich dostęp ze świata fizycznego poprzez włókno świadomości, przez fizyczny mózg. Że powszechnie uważa się mózg za magazyn, co jest błędem. Jest on jedynie przetwornikiem, który przywodzi nasze wspomnienia magazynowane w Ja/Tam do rzeczywistości świata fizycznego. Jestem pewien, że ED miał dla mnie jeszcze ważniejsze rewelacje, ale mnie pochłaniał fakt ponownego doświadczenia bycia jedną istotą i nie zwracałem na niego uwagi.

Kiedy znaleźliśmy się w Centrum Planowania, wciąż niespecjalnie mnie interesowało zbieranie informacji. Ktoś wyjaśniał mi, że moje obecne życie, moje obecna tożsamość była mieszanką osobowości Ja/Tam wybranych po to, aby funkcjonowały w świecie fizycznym jako ten, który zajmuje się odzyskiwaniami. Ów ktoś położył szczególny nacisk na to, że mój Dysk, czyli Ja/Tam, zbliża się do zaliczenia tego etapu, a moja rola jako "odzyskiwacza" była ważna, gdyż wszyscy "wielcy i zagubieni" członkowie Ja/Tam musieli wrócić do Dysku, aby zaliczenie tego etapu w ogóle było możliwe.

Te części mnie, które poświęciłem sprawie odzyskiwań, były "trudnymi celami", jak powiedział mój przewodnik, w które niełatwo było trafić. Joshua z mojego pierwszego programu Linia Życia, był właśnie takim celem, a także ten ja, który umarł w pożarze domu, w którym zginęły również moje dzieci; także ten ja, który został pochowany w morskich głębinach. Dowiedziałem się, że jeśli uzmysłowię sobie fakt, że jestem typem "Odzyskiwacza", wtedy w procesie odzyskiwań zdobędę większą świadomość tego kim i czym naprawdę jestem. A to z kolei sprawi, że moje obecne wcielenie nie będzie musiało być odzyskane po mojej fizycznej śmierci.

Przewodnik z Centrum Planowania ględził dalej o stadium kompresji w ponownym wejściu do świata fizycznego. Poinformował mnie, że można to postrzegać jako coś w rodzaju "welonu zapomnienia", ale dokładniej należałoby powiedzieć, że wszystkie wspomnienia są zawsze w Dysku, dostępne poprzez włókno świadomości.

Powinienem był chyba zwracać większą uwagę na to, co mówił, ale całą uwagę zaprzątał mi błogostan połączenia się z Sabriną/Kobietą-ze-Zmysłów/Mną-jako-kobietą wciąż unoszącą się w powietrzu obok mnie. Ciągle pławiłem się w poczuciu bycia Całością. Kiedy nadszedł czas powrotu do świadomości C1, przekształciliśmy się z Sabriną w delfiny i zaczęliśmy nasz powolny, wirujący wodny taniec w dół. Zanim przybyliśmy na miejsce, przekształciliśmy się w dwie jaskrawe, egzotyczne ryby i w końcu w dwa jaśniejące światełka. We wszystkich tych formach okrążaliśmy się nieustannie i patrzyliśmy na siebie jako na dwie oddzielne części jednej Całości.

Podczas przerwy między ćwiczeniami zauważyłem, że coś mnie lekko swędzi gdzieś pośrodku klatki piersiowej. Nie na tyle, żeby stanowiło to problem fizyczny, raczej jak jakaś pozostałość po świecie niefizycznym zawieruszona w świecie fizycznym. Niektórzy lekarze alternatywni nazywają tego typu ból zablokowaniem energii.

Na początku następnego ćwiczenia odprężyłem się i zapytałem: - Jakie przekonanie blokuje jaką energię i wywołuje ten ból?

Odpowiedź nadeszła szybko: - Każde przekonanie, które mówi, że energia Miłości może być przekazywana li tylko za pośrednictwem świata fizycznego. Wiele jest takich przekonań, które mówią, że Miłość można wyrazić tylko w świecie fizycznym. Jedna z bardziej znanych tego typu teorii twierdzi, że można ją wyrazić jedynie za pomocą fizycznego, seksualnego złączenia. Każde z tych przekonań służy powstrzymaniu przepływu energii Czystej Bezwarunkowej Miłości (CBM). Przeświadczenie, że CBM nie można wyrazić w świecie fizycznym nie urażając czyichś przekonań etycznych, blokuje jej przepływ. Wszystkie stojące w sprzeczności ze sobą uczucia, takie jak konflikty etyczne czy moralne powstałe na podłożu własnych przekonań i interpretacji tego, czym jest Miłość, blokuje przypływ CBM. Wiara, że to tylko seks sprawia. iż blokujesz przepływ CBM. To właśnie wywołuje u ciebie ból w piersi.

Dłużej trwało przelanie tego na papier niż doświadczenie.

Zanim przeniosłem się do Focusa 10, przede mną znów pojawiła się Sabrina. W drodze do Focusa 27 trzymaliśmy się za ręce i wirowaliśmy w tańcu. Przez chwilę czułem, że płynę przez czerń, a potem stwierdziłem, że jestem sam i stoję obok stołu w moim miejscu w Focusie 27. Przy stole siedzieli ci, co zwykle, a niedaleko, jakieś sześć metrów ode mnie, stała Sabrina.

Coś przyciągnęło moją uwagę, odwróciłem się więc do stołu i spojrzałem na Rebekę siedzącą po drugiej stronie. Po kilku chwilach Rebecca wstała, obeszła stół i zbliżyła się do mnie. Podchodząc, otworzyła ramiona, a potem objęła mnie. Poczułem, jak coś przepływa od niej do mnie. Instynktownie odsunąłem się od niej i złapałem się rękami za pierś, jakbym chciał zablokować uderzenie.

KLIK!

Coś przyciągnęło moją uwagę, odwróciłem się więc do stołu i spojrzałem na Rebekę siedzącą po drugiej stronie. Niewyraźnie przypomniałem sobie, że znam tę scenę, miałem wrażenie, że przeżywam coś w rodzaju deja vu. Po kilku chwilach Rebecca wstała, obeszła stół i zbliżyła się do mnie. Podchodząc, otworzyła ramiona, a potem objęła mnie. Poczułem, jak coś przepływa od niej do mnie. Instynktownie odsunąłem się od niej i złapałem się rękami za pierś, jakbym chciał zablokować uderzenie.

KLIK!

Coś przyciągnęło moją uwagę, odwróciłem się więc do stołu i spojrzałem na Rebekę siedzącą po drugiej stronie. Zupełnie wyraźnie pamiętałem, że już się coś takiego zdarzyło, jakbym przewijał taśmę. Kiedy Rebecca zbliżyła się do mnie, otworzyła ramiona i objęła mnie, poczułem jak coś przepływa od niej do mnie. I znów instynktownie odsunąłem się od niej i złapałem się rękami za pierś, jakbym chciał zablokować uderzenie.

KLIK!

Rozumiesz chyba? Scena "KLIK!" wielokrotnie wracała do punktu wyjścia i odgrywała się jeszcze raz, dokładnie tak samo, jak poprzednio, jakbyśmy wielokrotnie cofali taśmę w magnetowidzie. A potem...

KLIK!

Coś przyciągnęło moją uwagę, odwróciłem się więc do stołu i spojrzałem na Rebekę siedzącą po drugiej stronie. Kiedy zbliżała się ze swoim uściskiem, zacząłem się zastanawiać, co właściwie przepływało między nią a mną i dlaczego instynktownie się odsuwałem, aby to zablokować. Zacząłem skupiać uwagę na wewnętrznym oporze wobec jej gestu. Uświadomiłem sobie wtedy, że płynął od niej strumień CBM, który kierował się do mego serca. Uświadomiłem sobie, że mój opór dotyczył seksualnego przyciągania, a wywodził się ze świata fizycznego. Jakbym nosił seks-okulary. Rebecca kierowała do mnie CBM, ale moje okulary rejestrowały ją jako seksualne preludium. Rebecca nie była dla mnie seksualnie atrakcyjna, opierałem się więc przepływowi CBM. Uwolniłem się od owego oporu i kiedy Rebecca znów mnie objęła, poczułem niewiarygodne pchnięcie CBM.

KLIK!

Moją uwagę przyciąga Sabrina wciąż stojąca niedaleko. Nie pamiętam doświadczenia z Rebeką sprzed chwili. Z uśmiechem na ustach, Sabrina zaczyna iść w moim kierunku i wyciąga ramiona. Czuję, jak coś przepływa od niej do mnie. Instynktownie odsuwam się od niej i łapię się rękami za pierś, jakbym chciał zablokować uderzenie.

KLIK!

Moją uwagę przyciąga Sabrina wciąż stojąca niedaleko. Nie pamiętam doświadczenia z Rebeką sprzed chwili. Z uśmiechem na ustach, Sabrina zaczyna iść w moim kierunku i wyciąga ramiona. Niejasno pamiętam poprzednią scenę, więc teraz przeżywam ja od nowa. Czuję, jak coś przepływa od niej do mnie. Instynktownie odsuwam się od niej i łapię się rękami za pierś, jakbym chciał zablokować uderzenie.

KLIK!

Ta scena powtarza się przynajmniej jeszcze trzy razy zanim wreszcie zaświta mi, że znów mam się skupić na oporze wobec uścisku Sabriny. Wciąż nie pamiętam poprzedniej sceny z Rebeką. W końcu...

KLIK!

Moją uwagę przyciąga Sabrina wciąż stojąca niedaleko. Pamiętam dokładnie wszystkie poprzednie sceny z nią i skupiam uwagę na tym, co poprzez uścisk płynie od niej do mnie. Spoglądam na ręce, zastanawiając się, o co właściwie tu chodzi, na czym polega mój opór. Uświadamiam sobie, że od początku tego programu projektuję na Sabrinę pewien obraz. Jest to obraz ostrej-jak-szpilki szefowej, Smoczycy. Uświadamiam sobie, że we wszystkich naszych poprzednich ćwiczeniach z taśmą również kierowała do mnie swą CBM. Uświadamiam sobie, że znów patrzę na to wszystko przez moje seks-okulary i biorę CBM za energię seksualną. Opuszczam ręce i rezygnuję z oporu. Pchnięcie energii CBM rozbłyska we mnie i zalewa mnie czystą błogością.

KLIK!

Pojawia się Pharon, moja żona, jakby przez całą tę scenę stała sobie gdzieś z boku. Nie pamiętam poprzednich scen z Rebeką i Sabriną. Pharon zbliża się do mnie z pełnym miłości uśmiechem, obejmuje i zaczynamy się całować. Czuję, jak coś przepływa od niej do mnie. Instynktownie odsuwam się od niej i łapię się rękami za pierś, jakbym chciał zablokować uderzenie. KLIK!

Scena powtarza się wielokrotnie, a ja wciąż nie pamiętam poprzednich doświadczeń z Rebeką i Sabriną. Nareszcie...

KLIK!

Pojawia się Pharon, moja żona, jakby przez całą tę scenę stała sobie gdzieś z boku. Pamiętam dokładnie, że chwilę przedtem zdarzyła się taka sama scena. Wiem, że przeżywam ją ponownie. Kiedy czuję, że moje ręce podnoszą się w geście obrony, spoglądam na nie zastanawiając się, czym właściwie jest mój opór. Uświadamiam sobie, że mój opór jest bardziej odrazą. Moje seks-okulary zmieniają zasadę CBM płynącej od wszystkich innych kobiet i sprawiają, ze zaczyna wyglądać ona na energię seksualną. Projektowałem ją na Pharon, ponieważ jest moją żoną i nie mogę przyjmować owej seksualnie zabarwionej CBM od innych kobiet, więc moją odrazę projektuję również na nią.

KLIK!

Rebecca podnosi się z krzesła i obchodzi stół, a Sabriną uśmiecha się i również idzie w moim kierunku. Zbliżają się do mnie, a wtedy dostrzegam Pharon; wygląda, jakby przez cały czas stała sobie z boku i przyglądała się wszystkiemu. Po raz pierwszy pamiętam sceny z wszystkimi trzema kobietami, kiedy więc wszystkie zbliżają się do mnie, stwierdzam, że te trzy kobiety, przesyłają mi swoją CBM. Nie czuję oporu. Rozciągam energię Czystej Bezwarunkowej Miłości na nie i wszystkich nas porywa niebiański rozbłysk ciepłych, delikatnych uczuć i obsypują nas iskierki Miłości. W błogości tej chwili moje fizyczne ciało płacze z radości, żalu i wdzięczności. Czuję ogromną radość, gdyż pozwoliłem, aby energia CBM przepłynęła przeze mnie. Czuję żal, gdyż pozwoliłem sobie postrzegać tę Miłość jako coś, czym nie była, a tym samym na tak długo zablokować jej przepływ. Czuję wdzięczność za bezinteresowną, pełną miłości obecność tych trzech kobiet, które pomogły mi zrozumieć.

Kiedy ćwiczenie z taśmą dobiegło końca, tak długo leżałem łkając, że nie miałem czasu na zrobienie żadnych notatek przed spotkaniem grupy. Ale to naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Niepotrzebne są żadne notatki, tego doświadczenia nie zapomnę do końca życia. Idąc na spotkanie grupy, zastanawiałem się, czy będę w stanie przekazać tę lekcję w świecie fizycznym.