oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 18
Kolejny program Exploration 27

W lutym 1997, dzięki niewiarygodnym wręcz kilku zbiegom okoliczności, niemal rok po pierwszym, Wszechświat dał mi możliwość uczestniczenia w drugim programie typu Exploration 27. Wiele się zdarzyło w ciągu tego roku. Skończyłem pisać moje pierwsze trzy książki i zacząłem pracować nad czwartą. Wciąż odkrywałem nieznane krainy z tymi samymi osobami, z którymi robiłem to w poprzednim programie. Doświadczenia te stały się materiałem na czwartą książkę. Na początku stycznia 1996 zmarł Ed Carter, człowiek, którego pokochałem jak ojca. Do drugiego programu podszedłem bez żadnych oczekiwań; nie miałem pojęcia co się może zdarzyć, co powinienem robić czy czego szukać. Dzięki temu mogłem bez przeszkód obserwować moje "programowe Ja" w akcji i nie martwić się, że marnuję czas.

W ciągu tego programu wiele się dowiedziałem o sobie samym. Pierwszego sobotniego popołudnia programu, siedząc wraz z innymi przy stole przy pierwszym posiłku, zdałem sobie sprawę, że przyglądam się uważnie każdej obecnej kobiecie i każdej, która wchodziła do pomieszczenia. Pamiętam, że myślałem: "Nie, ta jest za niska, ta za stara, ta nie dość ładna. Chwileczkę... ta młoda, ciemnowłosa piękność może... nieee... zajęta... ten młody gość, który właśnie wszedł, najwyraźniej jest z nią. Hmmm... może Erica, wysoka, błyskotliwa, atrakcyjna blondynka o żywej osobowości, może ona? Hmmm... jeszcze jedna. Estelle, młoda, ładna, dobra figura, bardzo kobieca, ciemnowłosa, skupiona na czymś, co się dzieje wewnątrz niej. Trochę za niska, ale daję dodatkowe punkty za dobry wygląd. Może ona, a może ona też nie".

Kiedy złapałem się na tym wewnętrznym monologu, zacząłem się zastanawiać czego właściwie szukam. "Jestem szczęśliwie żonatym człowiekiem. Czyżby to seks chodził mi po głowie?". Poszukałem głęboko w sobie odpowiedzi na to pytanie i znalazłem ją, przynajmniej częściowo. Uświadomiłem sobie, że patrzę na każdą kobietę, gdyż szukam takiej, z którą mógłbym wspólnie osiągnąć pewien poziom natężenia jakiejś energii. Było to pragnienie połączenia się z atrakcyjną kobietą w sposób czysto platoniczny, choć jednocześnie w sposób, który miałby w sobie coś z energii seksualnej. Nie fantazjowałem tu na temat potencjalnej partnerki seksualnej, ale raczej odczuwałem silne pragnienie uczucia, które mogłoby zaistnieć między daną kobietą a mną. Nie rozumiałem dlaczego w ogóle czegoś takiego pragnę, zwłaszcza że nie chodziło tu o seks, ale uświadomiłem sobie, że było to coś, czego szukałem w każdym programie organizowanym przez Instytut Monroe.

Później tego wieczoru poznałem tę wysoką blondynkę i wydało mi się, że już moje pierwsze słowa zraziły ją do mnie. Czułem się dziwnie. Wymyśliłem sobie tę platoniczną, seksualną energię, a jednak odpychałem ją każdym moim słowem. Bardzo dziwne. Odszedłem zanim zdążyłem narobić jeszcze większego zamieszania. Zauważyłem wtedy dwie kobiety, które właśnie przyjechały, Sabrinę i Ellen.

Sabrina, wysoka, młoda atrakcyjna kobieta, z początku wydała mi się idealna, ale potem zauważyłem w niej coś, co kłuło niczym szpilki. Coś w rodzaju stali i betonu, smok w damskim wydaniu. Byłem pewien, że to nie mogła być Sabrina - trzymała zbyt wielki dystans, była zbyt chłodna.

W piątek wieczorem spotkaliśmy się z trenerami, żeby omówić program i przedstawić się innymi uczestnikom. Pierwsze słowa, jakie wypowiedziała Estelle (młoda, energiczna, ciemnowłosa kobieta) brzmiały:

- Jestem lesbijką, a przynajmniej tak mi się wydaje. To znaczy, poślubiłam kobietę, więc muszę być lesbijką.

To stwarzało interesujące możliwości. Wcześniej rozmawialiśmy trochę i wyczułem w niej to samo pragnienie wytworzenia takiej energii, jakiej i ja pragnąłem. Może moglibyśmy razem pozwolić, żeby energia ta wytworzyła się między nami, a jednocześnie nie zaplątać się w jakieś emocjonalno-seksualne układy, jako że żadne z nas nie miało żadnych seksualnych oczekiwań w takim związku. Cały czas o tym myślałem.

Gdzieś głęboko w mojej podświadomości tkwiła myśl, że skoro zacząłem ten program bez żadnych oczekiwań, to nic się nie wydarzy. Zawsze przedtem zaczynałem program z jakimiś oczekiwaniami. Rzadko się zdarzało to, czego się spodziewałem, ale jednak zawsze było coś mocnego i interesującego. W tym programie dopiero po kilku ćwiczeniach z taśmą, po kilku wizytach w Focusie 21, cokolwiek się zdarzyło. Kiedy tam przybyłem, usłyszałem chór głosów dochodzących z różowego szumu taśmy, były ich setki, a wszystkie bez przerwy szeptały "Kochamy cię, kochamy cię, kochamy cię". Od razu wiedziałem, że głosy te to szersza część mnie samego, którą nazywam moim Dyskiem. Po raz pierwszy spotkałem mój Dysk całe lata wcześniej podczas programu Podróż przez Bramę. Słysząc je teraz poczułem, że dodają mi odwagi, pomimo to, ze niczego nie oczekiwałem, coś jednak się działo.

Słowa wyśpiewywane przez chór zmieniały się co jakiś czas. Czasami słyszałem "Kochamy cię", czasami .,Ciebie kochamy", a czasami "Kochamy... kochasz". A czasami zdawało mi się, że słyszę "My jesteśmy Miłością, Ty jesteś Miłością". Słuchając ich odprężyłem się w delikatnym cieple ich energii. Kiedy głosy powoli rozpłynęły się w różowym szumie i zniknęły, zacząłem się zastanawiać, na czym też powinienem się tym razem skupić. Czego powinienem się nauczyć w tym tygodniu?, pytałem sam siebie projektując to pytanie we wszystkich kierunkach.

- Wiedza, wiedza o Sobie - przyszła odpowiedź udzielona głosem czystym i zdecydowanym. Nie spodziewałem się właściwie, że usłyszę cokolwiek, więc zaskoczyło mnie to trochę - nie to, że odpowiedź była tak jasna, ale raczej to, że było to owo stare, dobrze znane "poznaj samego siebie". Leżałem sobie pławiąc się w dodającej mi otuchy energii, kiedy nagle na wprost mnie, wkroczywszy do mojego pomieszczenia z lewej strony, pojawiły się trzy ciemne, zakapturzone postaci. Za nimi sunęła Erica, wysoka blondynka, trzymając w ręku białą filiżankę.

- Erica! Tutaj! To ja, Bruce - krzyknąłem w myślach. Odwróciła się i spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się, ale widziałem wyraźnie, że jest zaskoczona.

- Gdzie idziesz z tą filiżanką? - zapytałem. Miałem nadzieję, że zwrócę jej uwagę na coś, co znała ze świata fizycznego. Ale ona tylko wskazała na trzy postacie przed nią.

- Idę za nimi - odparła. - To moi przewodnicy.

Po czym odwróciła się ode mnie i dogoniła ich w chwili, kiedy znikali w głębokiej ciemności po mojej prawej stronie.

Potem ujrzałem panią Szpilę, Sabrinę, która również wychynęła ku mnie z ciemności. Zdawało mi się, że chce coś ode mnie, ale nie miałem pojęcia co to może być. Była nader bezpośrednia, niemal natrętna, a ja stwierdziłem, że chcę tylko, żeby sobie poszła. No cóż, posmakowałem mojego własnego lekarstwa, jako że zwykle to ja jestem tym, który wpycha się nieproszony w czyjeś przeżycia. Chyba nie przywykłem do tego, żeby ktoś umyślnie odwiedzał mnie, kiedy sam tego nie chcę. Wprawiło mnie to w lekkie zakłopotanie, a kiedy podążałem do świadomości C1, zastanawiałem się czego chciała Sabrina.

Podczas ćwiczenia z taśmą, kiedy pierwszy raz odwiedziliśmy nasze miejsca w Focusie 27, uśmiechałem się bezwiednie, a potem poczułem w piersi pieczenie i swędzenie. W 27 usłyszałem wesołe okrzyki i oklaski, pośród których zdołałem wyróżnić słowa: "Jesteś tu! Udało się!". Czekali na mnie, wszyscy, Bob, Rebecca, Tralo, Biały Niedźwiedź, Trener i Kobieta Zmysłów. Kiedy przybyłem tam, podnieśli się zza mojego stołu, a Rebecca mocno mnie uścisnęła. Potem poszedłem z nią na spacer nad jezioro, gdzie przez dobrą chwilę po prostu staliśmy bez słowa, chłonąc widok jeziora, delfinów i gór.

- Tym razem będzie to coś wielkiego, Bruce - Rebecca w końcu przerwała milczenie. - Pewnie nie tego się spodziewasz, ale w końcu tym razem udało ci się tu przyjść bez żadnych oczekiwań. Dobra robota!

- Taak, tym razem było trochę inaczej niż zazwyczaj. Trochę to przerażające, ale jakoś sobie radzę - odparłem.

- A jeśli chodzi o zwyczaje... nie mogłam nie zauważyć, że tym razem uświadomiłeś sobie jeden ze swoich nawyków.

- Dziwne, ale nigdy wcześniej nie myślałem o tej platoniczno-seksualnej energii. Jest taka narzucająca się, a jednocześnie taka znajoma.

- Może jest jeszcze coś, co powinieneś sobie uświadomić - powiedziała zagadkowo.

Kiedy wróciliśmy do stołu, Biały Niedźwiedź zauważył, że spoglądam spod oka na Kobietę Zmysłów. "Skrum, triip, baluuum", poczułem jak mówi, co natychmiast przełożyłem sobie na: "Prawdziwa piękność zawsze przyciąga uwagę!".

Oderwałem od niej bezmyślne-zachwycone spojrzenie i przyłączyłem się do tonowanej konwersacji.

- Dobrze ci szły ćwiczenia ze skakaniem - zatonowal. - Ale przyda ci się jednak trochę więcej praktyki. A skoro tak, to mam dla ciebie nowe ćwiczenie, które chciałbym ci pokazać.

Odwróciłem się, żeby pójść z nim do jeziora, ale nagle wszystko na moment pogrążyło się w ciemności, po czym, kiedy za chwilę znów się rozjaśniło, stałem z Białym Niedźwiedziem na szczycie wysokiej skały. W powietrzu wirowały kłęby mgły. Miałem wrażenie, że znam to miejsce. Po czym naprawdę je sobie przypomniałem.

- Wygląda to jak miejsce, gdzie ujrzałem Klifowego Nurka - zatonowałem do Białego Niedźwiedzia.

Podczas Podróży przez Bramę, mojego pierwszego programu TMI, zobaczyłem kogoś, kto wykonał doskonały skok z miejsca dokładnie takiego, jak to, w którym staliśmy obecnie. Wtedy nie rozumiałem tego, co widzę, ale pamięć tego zdarzenia pozostała.

- To to samo miejsce. Jeśli pamiętasz, że byłeś tu wcześniej, to może pamiętasz też sposób skakania, jaki teraz poćwiczymy - odtonował. - Pierwszy raz tylko stałeś tu i patrzyłeś. Za drugim razem skoczyłeś z Klifowym Nurkiem przynajmniej częściowo, poza skaczącym ciałem, ale przynajmniej częściowo.

Miałem wrażenie, że skała wznosi się wysoko nad powierzchnią ziemi, a dziesięć metrów niżej otacza ją gęsta, nieprzenikniona czerń, tak jak to było podczas Podróży przez Bramę.

- Chodzi o to, żebyś skakał tak samo, jak poprzednio - rzekł Biały Niedźwiedź. - Bądź cały czas skoncentrowany na swoim skaczącym ciele, od początku skoku aż do jego końca - to powiedziawszy, Biały Niedźwiedź mrugnął do mnie, odwrócił się twarzą do czerni w dole i wyskoczył wysoko w powietrze. U szczytu skoku na mgnienie oka zawisł bez ruchu, skierował się z dół i wykonał wprost doskonały skok, niby olimpijczyk, który właśnie zdobył medal. Kilka sekund później zniknął w gęstej czerni poniżej. "Ciekawe co tam jest, pomyślałem sobie przygotowując się do skoku. Wolałbym nie nadziać się na skałę gdzieś tam w dole!". Tego typu nerwowe myśli rozpraszały mnie. Udało mi się utrzymać uwagę na moim nurkującym ciele aż do chwili, kiedy po wyskoku, zacząłem lecieć w dół. Nagle ujrzałem siebie samego, jak spadam z rozpostartymi ramionami w czekającą w dole czerń. "Nie! Przecież mam pozostawać w środku! Lepiej wrócę zanim wpadnę w tę czerń". Po czym wskoczyłem z powrotem w moje nurkujące ciało akurat w chwili, kiedy czubkami palców dotknąłem czerni. Czułem, jak z niewiarygodną szybkością otacza moją twarz, ale i tak wydawało mi się, że dzieje się to zbyt wolno. "Wszystko jest dobrze! Jestem w moim ciele i właśnie nurkuję przez czerń. Tylko co dalej?". Wydawało mi się, że przeleciałem już wiele kilometrów, kiedy czerń zaczęła ustępować światłu. Ujrzałem siebie samego, jak delikatnie ląduję stopami w dół na innej skale, tuż obok Białego Niedźwiedzia.

- Spróbujmy jeszcze raz - zatonował. - I zwróć większą uwagę na lądowanie.

I nie mówiąc nic więcej, odwrócił się i poszybował w dół, a po chwili zniknął w czerni.

Jego komentarz sprawił, że oczami wyobraźni ujrzałem moje lądowanie. Zastanowiło mnie to, bo działo się coś dziwnego. Przysiągłbym na wszystkie świętości, że przez cały czas byłem w moim nurkującym ciele. Ale miałem w pamięci również wrażenie, że stoję na skale obok Białego Niedźwiedzia i czekam aż moje ciało wyląduje. "Hmmm... to dziwne", pomyślałem przygotowując się do następnego skoku. "Jestem pewien, że przez cały czas byłem w środku...? No cóż, tym razem postaram się lepiej". Odwróciłem się do czerni i moje ciało skoczyło zanim tak naprawdę byłem gotowy, ale zdołałem do niego dołączyć w szczytowym punkcie skoku. I pozostałem w nim, lecąc znów wiele kilometrów w dół i czując zewsząd otaczającą mnie czerń. Wtedy, chwilę przed pojawieniem się światła, odczułem, że Biały Niedźwiedź stoi obok mnie. Dotknąłem stopami ciepłej skały. Obaj spoglądaliśmy w górę i śmialiśmy się. Tylko że jednocześnie cały czas czułem opływającą mnie w pędzie czerń. Kiedy wylądowałem na szczycie innej skały, Biały Niedźwiedź mrugnął do mnie i bez słowa znów skoczył. Tym razem, u szczytu skoku przywiódł kolana do piersi i pokoziołkował w dół. Tuż przed wejściem w czerń wyprostował się i zatonował: "Zwracaj większą uwagę na lądowanie!". Kiedy spróbowałem zrobić to samo co on, wyleciałem chaotycznymi koziołkami z ciała i musiałem mocno się starać, żeby wrócić do niego w czerni w dole. "Jak długo możemy tak lecieć w dół, zastanawiałem się, zanim w końcu staniemy na twardym gruncie?". Na poły oczekiwałem, że w każdej chwili zaryję głową w ziemię.

Tym razem, kiedy przedarłem się przez ciemność ku światłu przysiągłbym, że widziałem kogoś stojącego na skale obok Białego Niedźwiedzia. "Zdaje się, że Biały Niedźwiedź pracuje nad tym ćwiczeniem z kimś jeszcze. Ciekawe kto to?", pomyślałem bez specjalnego zainteresowania. Po czym wylądowałem obok Białego Niedźwiedzia pogrążonego w rozmowie.

- Martwi cię, że rozbijesz się o ziemię w dole - mówił. - Tym razem zajmijmy się tym aspektem. - To mówiąc, skoczył w powietrze i znikł z pola widzenia.

Teraz naprawdę zacząłem się martwić tym, że rozbiję się o ziemię i zastanawiałem się, jak też Biały Niedźwiedź się tym "zajmie". Zdołałem utrzymać się w moim nurkującym ciele przez cały czas, ale gotów byłem w każdej chwili wyskoczyć z niego, jeśli tylko będę widział, że mogą się spełnić moje najgorsze obawy. Kiedy znów znalazłem się w świetle, obok Białego Niedźwiedzia stał ten sam gość, a ciała obu do połowy zanurzone były w skale. Znałem skądś to miejsce. A potem ja sam znalazłem się obok niego, a moje ciało do połowy zanurzyło się w skale. "Ciekawe gdzie się podział ten gość", pomyślałem i jednocześnie uświadomiłem sobie, że nie pamiętam chwili lądowania i nie pamiętam też kiedy dokładnie tamten zniknął.

- Widzisz? - zatonował Biały Niedźwiedź. - Skała nie jest aż tak twarda, jak ci się wydawało!

Rozejrzawszy się, stwierdziłem że staliśmy z powrotem na tej samej skale, z której rozpoczęliśmy skakanie.

- Chwileczkę! - wykrzyknąłem ze zdumieniem. - Jesteśmy w tym samym miejscu, z którego zaczęliśmy.

- Zgadza się - zaśmiał się.

- Ale przecież wciąż skakaliśmy w dół, całe kilometry? Więc w jaki sposób mogliśmy się znaleźć z powrotem tutaj, w górze?

- Skakaliśmy w dół? Naprawdę? - zatonował Biały Niedźwiedź zupełnie poważnie. - Z powrotem w górze?

- No tak, zdaje się, że chwytam o co tu chodzi - odparłem w zakłopotaniu. - Dół to koncept ze świata fizycznego. A my nie jesteśmy ani w górze, ani w dole. O to chodzi w tej lekcji, prawda? - stwierdziłem czując dumę, że w końcu zrozumiałem. - Mam usunąć kolejny koncept fizycznego ograniczenia w myśleniu, tak? Ruch w dół kojarzę i z grawitacją, i poruszaniem się mojej świadomości w dół, ku świadomości C1 świata fizycznego.

- To tylko część lekcji - zaśmiał się. - Ale jeśli w przyszłości skupisz się bardziej na lądowaniach, to pewnie odkryjesz więcej.

Biały Niedźwiedź skończył mówić, a ja stwierdziłem, że otaczająca nas czerń odpłynęła czarnymi chmurami z miejsca, gdzie staliśmy. Ujrzałem znajome góry stojące w moim miejscu w Focusie 27. Czekało tam na nas wielu ludzi. Niektórych rozpoznałem, innych nie. Zbliżyłem się do stołu i usiadłem na wiszącym krześle naprzeciw Eda Cartera.

To był ten sam człowiek, którego spotkałem niemal rok wcześniej, podczas mojego pierwszego programu Exploration 27, człowiek, który zadbał o to, abym nawiązał znajomość z kimś, kto zajmuje się publikowaniem książek.

W grudniu 1996 Ed nagle i niespodziewanie umarł. Po jego śmierci nadal pozostawaliśmy w kontakcie. A teraz znalazłem go w Życiu po Śmierci; siedział przy stole naprzeciwko mnie, pod dachem mojego domku na plaży, w moim miejscu w Focusie 27. Dobrze było znów go zobaczyć.

- Bruce - odezwał się Ed swoim charakterystycznym głosem. - Chcę ci coś pokazać w Centrum Kształcenia. Zrobiłbym to od razu, ale masz trochę niski poziom energii.

- Zgadza się, wciąż widzę wszystko trochę za mgłą - odparłem. - Zdaje mi się, jakbym dryfował i trudno mi skupić uwagę na jednym punkcie. Widzę wiele fragmentów obrazów zamiast jednego, spójnego.

- Może mógłbyś coś z tym zrobić jeszcze przed początkiem następnego ćwiczenia z taśmą w Centrum Kształcenia - zasugerował Ed.

- Co proponujesz?

- Może odkryjesz coś, co pomoże ci, jeśli przemyślisz dokładnie skoki Białego Niedźwiedzia. I może spróbuj jeszcze trochę bardziej otworzyć się na energię Miłości.

- Dzięki, Ed. Popracuję nad tym.

- I spotkamy się później w Centrum Kształcenia? - zapytał Ed tonem, na który musiałem odpowiedzieć twierdząco.

- Będę tam, bez względu na poziom mojej energii - odparłem.