oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 17
Integracja wielowymiarowa

Pierwszy program typu Exploration 27 otworzył moją świadomość i percepcję na aspekty mnie samego i świata niefizycznego, które podczas odzyskiwań programu Linia Życia zostały ledwie zaznaczone. Zawsze podpisywałem się pod stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy istotami wielowymiarowymi, lecz nie rozumiemy co to tak naprawdę oznacza. Kiedy mój przewodnik w Centrum Kształcenia, najwyraźniej zwiedziony moim pozornym "graniem głupka" powiedział mi, że widział mnie wcześniej przynajmniej kilka razy, pomyślałem sobie najpierw, że pewnie żartuje. Potem zrozumiałem, że mówił coś o wielowymiarowym aspekcie tego kim i czym jestem. Zupełnie nie pamiętam, abym kiedykolwiek wcześniej był w Centrum Kształcenia czy Holu Wspaniałych Pomysłów. A jednak mój przewodnik twierdził, że byłem tam częstym gościem. Może część mojej istoty istnieje w innym wymiarze i regularnie odwiedza te miejsca bez mojej świadomej wiedzy?

Przez lata pracy jako inżynier i wynalazca wypracowałem w sobie umiejętność rozwiązywania problemów związanych z projektami. Jednak tę umiejętność zacząłem dostrzegać w sobie dopiero po awansie z kierownika biura na dyrektora wydziału projektów. Kierowałem zespołem, którego zadaniem było przekształcenie pewnego produktu ubocznego pracy laboratorium w przynoszący zyski produkt. Nie było do tego żadnego podręcznika i nikt nie wiedział jak zrobić to, co miało być zrobione. Napotykaliśmy wiele przeszkód, często gęsto uderzaliśmy głową w mur, kilka nawet rozbiliśmy, po czym opracowałem technikę, która wydawała się zawsze prowadzić do pożądanego celu.

Zamiast na ślepo próbować znaleźć rozwiązanie, skupiłem się na dokładniejszym zdefiniowaniu problemu. Przeprowadzałem eksperymenty, aby dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego coś tam nie chciało działać. Pochłonęły mnie szczegóły problemu, myślałem o nich dniami i nocami, aż na samą myśl o nich robiło mi się niedobrze. Wtedy zupełnie świadomie przestałem o tym myśleć. Robiłem wszystko, aby tylko nie dopuszczać do siebie myśli o impasie, w jakim się znaleźliśmy. Zazwyczaj po dwóch lub trzech tygodniach trwania takiej sytuacji nagle i niespodziewanie pojawiało się rozwiązanie. Może siedziałem sobie w toalecie, może gapiłem się przez okno nie myśląc o niczym konkretnym, kiedy nagle, oczami umysłu, widziałem rozwiązanie mojego problemu w postaci szczegółowego, pełnego projektu, który zawsze się sprawdzał! Przez trzy lata pracy, jakie minęły od tego projektu, czas między zdefiniowaniem problemu a rozwiązaniem skrócił się do kilku dni.

Doszedłem do wniosku, że rozwiązanie każdego problemu musi już istnieć gdzieś w eterze. Musiałem tylko jasno i zwięźle zdefiniować problem, po czym, w jakiś sposób dochodziłem do miejsca, w którym tkwiło owo rozwiązanie. Nie miałem pojęcia na jakiej zasadzie to wszystko działa, a większość moich znajomych inżynierów śmiała się, kiedy usiłowałem im to wytłumaczyć, ale wiem tylko, że proces ten zawsze był skuteczny, bez względu na to jak trudny problem miałem akurat rozwiązać.

Kiedy przed wielu laty zrezygnowałem z pracy dla Coors Brewing Company, mój szef zdradził mi pewną tajemnicę. Podczas naszej ostatniej rozmowy zapytał czy zauważyłem, że moi koledzy z zespołu często zachodzili do mojego pomieszczenia, żeby porozmawiać o problemie, nad jakim akurat pracowali. Wtedy nie widziałem w tym nic, co by odbiegało od normy. Okazało się jednak, że przez ponad dwa lata, ilekroć któryś z członków grupy utknął w jakimś punkcie swego projektu, mój szef zawsze sugerował, żeby taka osoba porozmawiała ze mną. Wtedy ten ktoś po prostu przychodził do mojego biurka, siadał i zaczynał rozmowę o tym, z czym akurat nie mógł sobie poradzić. Ja wtedy odprężałem się i słuchałem, a w moim umyśle pojawiały się obrazy. Szkicowałem te obrazy w notatniku i pokazywałem je jako potencjalne rozwiązanie. Jeśli to nie wystarczało, dana osoba po prostu mówiła dalej, a ja dalej widziałem obrazy i rysowałem w notatniku. Tajemnica mojego szefa polegała na tym, że wiedział, iż piętnaście minut takiej rozmowy sprawi, że mój rozmówca przebrnie przez przeszkodę. Wtedy uważałem to za miły komplement. Teraz wiem, że w grę wchodził tu najprawdopodobniej Hol Wspaniałych Pomysłów.

W owym czasie z pewnością korzystałem z mego wielowymiarowego dostępu do informacji i wykorzystywałem go w moim fizycznym świecie. Nie było w tym jednak żadnej widzialnej "granicy" i nigdy nie podejrzewałem, że w innej rzeczywistości istnieje jakieś inne "ja", które szuka dla mnie odpowiedzi na pytania. A jednak, po wizytach, jakie złożyłem w Holu Wspaniałych Pomysłów, to wyjaśnienie wydaje się najlepsze. Zastanawiam się przy tym, jak wiele jest we mnie ciała fizycznego, a jak wiele czegoś jeszcze? I jak by to było, gdybym był bardziej świadomy istnienia mojej wielowymiarowej Istoty. Zastanawiam się też nad tym, kiedy jeszcze w moim życiu taka integracja miała miejsce?

Informacje, jakie zdobyłem od Drugiej Grupy podczas programu Expłoration 27 również sprawiły, że zacząłem zadawać sobie pytania dotyczące roli Czystej Bezwarunkowej Miłości w moim życiu. Dlaczego tak ważne jest to, abyśmy bezwarunkowo kochali i akceptowali siebie samych i innych? Dlaczego istnieje Zgromadzenie innych Inteligencji Wszechświata, które obserwują Ziemię i Zmiany? Dlaczego ma nastąpić to intergalaktyczne połączenie, które ma obdarzyć System Życia Ziemskiego i istoty ludzkie energią Czystej Bezwarunkowej Miłości? Czy niszczycielsko potężny wybuch Czystej Bezwarunkowej Miłości Nancy Monroe z pierwszego programu ma coś wspólnego z moją niewiarygodnie czystą, trójwymiarową, barwną wizją z tego punktu programu? Mój drugi program Exploration 27 był szansą na uzyskanie wielu odpowiedzi.