oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 16
No, Bob, kim jest ten gość?

Piątkowe śniadanie jest dla członków programów TMI ostatnią szansą na spotkanie się jako grupa. Program dobiegł końca, doświadczenia spisano bezpiecznie w notatnikach i pamięci, teraz nadszedł czas na pożegnanie tych, którzy w ciągu ostatnich sześciu dni stali się przyjaciółmi. Jest piątek rano, trochę po wschodzie słońca. Trzy linie czasu-wydarzenia za chwilę spotkają się w jednym punkcie.

Nałożyłem sobie na talerz jajka i naleśniki i zacząłem się rozglądać za wolnym miejscem. Nagle zauważyłem, że do pokoju wchodzi ktoś obcy i wtedy wydało mi się, że przeżywam doświadczenie deja vu. Bo oto ujrzałem człowieka, który podczas programu stał sobie obok mnie, Boba i Eda! Musiałem chyba wtedy otworzyć buzię ze zdziwienia. Wyglądał dokładnie tak samo, jak w swojej niefizycznej postaci: miał jakieś sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, ciemną cerę, czarne włosy, długie baki, był bez wąsów, średniej budowy ciała. Patrzyłem jak nakłada sobie jedzenie na talerz i przypomniałem sobie, jak ostatnim razem pytałem Boba i Eda o to, kim też może być. A teraz widziałem go naprawdę i byłem naprawdę ciekaw! Wtedy do nieznajomego podszedł Ed Carter i obaj zaczęli rozmawiać. I w ten sposób przedstawiono mi Franka De-Marco, jednego z właścicieli Hampton Roads Publishing Company. Przez pierwszych kilka minut siedziałem obok niego i Eda zbyt zdumiony, żeby wziąć udział w rozmowie, gdyż przypomniałem sobie jeszcze fakt, iż mówiono mi, że w piątek rano, trochę po wschodzie słońca, poznam kogoś.

Potem Frank i ja rozmawialiśmy o programie, który właśnie się zakończył, i o wydawaniu książek. Po półtorej godziny rozmowy, Frank oświadczył, że jeśli będę potrzebował kontraktu na wydanie książki, on może go podpisać jeszcze zanim wyjadę z Wirginii! Znów się zdumiałem! Bob Monroe pracował po swojej stronie niestrudzenie. Inni pisarze, o których słyszałem, opowiadali o tym, jak to wysyłają manuskrypty do wielu wydawców i czekają miesiące całe, zanim któryś okaże zainteresowanie ich książką. A oto tu ja, inżynier z zawodu, z zaledwie szkicem książki, mam wydawcę gotowego podpisać ze mną kontrakt! Nie potrzebowałem kontraktu, żeby dalej pisać - po tym doświadczeniu po prostu nie mogłem już przestać pisać. Zgodziłem się jednak, aby Hampton Roads przejrzało mój pierwszy manuskrypt, a dopiero potem mieliśmy podpisać kontrakt. Wyjechałem z Wirginii czując, że mam za sobą cały Wszechświat.

Wróciwszy do pracy stwierdziłem, że podczas mojej nieobecności powstało wiele nowych projektów. Kiedy brałem dwutygodniowy bezpłatny urlop, żeby móc wziąć udział w programie Exploration 27, miałem raczej niewiele pracy. Pracowałem tylko trzy dni w tygodniu, dzięki czemu dwa dni w tygodniu i weekendy mogłem poświęcać na pisanie. Teraz jednak mój szef poinformował mnie, że mamy taki nawał pracy, że będę musiał pracować sześć dni w tygodniu. Tak zaczęła się długa seria wydarzeń, które okazały się w końcu największym sprawdzianem zaufania w całym moim życiu. Wewnętrzny impuls zmuszający mnie do pisania był czymś, czego nie mogłem tak po prostu zignorować czy odłożyć na bok. Po pięciu dniach późnych powrotów z pracy wręczyłem szefowi dwutygodniowe wymówienie. Nie miałem pojęcia jak zdołam się utrzymać, ale musiałem pisać. A potem sprawy zaczęły się po prostu układać tak, że mogłem pisać bez żadnych przeszkód.