oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 14
Druga Grupa Zgromadzenia, drugi kontakt

Następne ćwiczenie było ostatnią pozycją programu. Było to tak ekscytujące, tak ciekawe doświadczenie, że na koniec programu czekałem z owym słodko--gorzkim uczuciem niezdecydowania. Obchodząc dźwięki Hemi-Sync prowadzące do Focusa 27, przybyłem do mojego miejsca i stwierdziłem, że wszystkie krzesła stojące przy stole są zajęte. Z wyjątkiem jednego, na którym natychmiast usiadłem. Siedzący przy stole uśmiechali się. Bob, Rebecca, Tralo, Biały Niedźwiedź, Trener i Kobieta Zmysłów, wszyscy jaśnieli radością. Pierwszy zabrał głos Bob.

- No cóż, jak na program, w którym wszystko miało stać się dopiero później, była to niezła jazda, co? - zauważył. - Teraz mogę ci to powiedzieć: później będzie tego jeszcze więcej. Już nie mogę się doczekać, kiedy w przyszłości znów będziemy razem pracować. Teraz jednak chcemy tylko, żebyś wiedział, ze doceniamy to, co zrobiłeś dla nas, dla grupy i dla własnego Ja. To był najlepszy program Exploration 27 ze wszystkich, i to dzięki tobie właśnie.

- A jakie postępy zrobiłeś w uczeniu się znaczenia Miłości! - wtrąciła Rebecca. - Bruce, jestem taka szczęśliwa! To po prostu wspaniałe!

- Kiedy program dobiegnie końca i wrócisz do domu - zatonował Biały Niedźwiedź - przychodź do nas kiedy tylko zechcesz, będziemy dalej ćwiczyć skakanie. Wiedza, którą zdobyłeś do tej pory zajmie ci trochę czasu. Pamiętaj, skakanie może cię wiele nauczyć!

- Pamiętam nasze początki, Bruce - włączył się Trener.

- Jak walczyłeś, żeby znaleźć Rebekę w kwiatach, nasze pierwsze spotkanie. Synu, od tego czasu wiele się nauczyłeś. Wiem, że ciekawość zaprowadzi cię do miejsc, których istnienia nie potrafisz sobie w tej chwili nawet wyobrazić. Zawsze będę w pobliżu, zawsze będę cię obserwował i zachęcał.

- A jeśli chodzi o mnie - odezwała się Kobieta Zmysłów głosem ociekającym słodyczą - to czekam z niecierpliwością na chwilę, kiedy znów spotkamy się w tym samym miejscu, co poprzednio. Póki co jednak, oczekuj mnie w snach i na jawie.

A potem był już czas, żeby pójść do TMI-Tam i spotkać się z grupą przy krysztale. Zanim jednak ich opuściłem, wszyscy wstali i zaczęli klaskać. Wciąż jeszcze mnie ta scena zdumiewa. Kiedy przybyłem do kryształu w TM1--Tam, Bob i Ed już tam na mnie czekali. Bab skinął, prosząc w ten sposób, żebym do niego podszedł.

- Jeszcze jedno, zanim pójdziesz - odezwał się. - Bla, bla, bla, bla... bla, bla, bla.

Bla, bla to niezupełnie to, co wtedy powiedział, ale dla mnie było to zupełnie pozbawione jakiegokolwiek sensu. Poczułem nagle, że ktoś obok mnie stoi. Odwróciłem się i ujrzałem tego samego gościa, którego widziałem poprzed nio, kiedy Bob również" mówił coś bez sensu. Ten sani nieznajomy.

- Bob, znów tu jest ten sam facet, kto to? - zapytałem.

Bob wciąż gadał coś bez ładu i składu, jakby nie w ogóle nie słyszał. Zwróciłem się do Eda.

- Ed, kto to jest?

Ed tylko się uśmiechnął, ale nie powiedział ani słowa. Było to zastanawiające, ale i frustrujące. Spojrzałem na nieznajomego jeszcze raz. To był ten sam facet, ten sam średni wzrost, czarne jak węgiel włosy, ten sam, neutralny wyraz twarzy, te same długie baki, niemal byczy kark, jakieś 1,75 wzrostu. Bez brody czy wąsów, ciemnobrązowe oczy, średniej budowy i ciemna cera. Odwróciłem się do Boba.

- Przestań, Bob, kto to jest?

- Nie przyszedł z tobą? - wzruszył ramionami w odpowiedzi.

- Bob, Ed... kim on jest?

Sfrustrowany, dołączyłem do grupy przy krysztale. Jeszcze przed tym ćwiczeniem postanowiłem, że tym razem nie pójdę do Focusa 34/35, a zamiast tego zrobię wszystko na własną rękę. Zamierzałem przekonać się czy mogłem przydać się do czegoś innym członkom grupy. Podczas naszych rozmów po każdym ćwiczeniu dochodziłem do wniosku, że niektórzy z nich mieli problemy w Zgromadzeniu. Dla mnie samego było to łatwe, uzyskałem tez więcej informacji niż się tego spodziewałem, postanowiłem więc, pomóc niektórym z nich. Po naszym rytuale WOOOO-AAAAHHHH, stanąłem trochę z boku, podczas gdy wszyscy inni skierowali się do Focusa 34/35. Wreszcie ruszyłem i ja rozglądając się wokół w poszukiwaniu tych, którzy mogli mieć problemy. Właśnie miałem zamiar wyrazić pragnienie towarzyszenia im, kiedy nagle poczułem nader dziwne, bardzo silne pociągnięcie, jakby bardzo dziwna grawitacja ciągnęła się od czubka mojej głowy. Nie miałem pojęcia czym była ta dziwna siła ani dlaczego mnie ciągnęła, zrobiłem więc to, co wydało mi się stosowne, mianowicie pozwoliłem się ciągnąć tam, gdzie chciała mnie ujrzeć owa siła. Przez chwilę miałem wrażenie, że poruszam się w czerni, a potem stwierdziłem, że stoję naprzeciw rzecznika Drugiej Grupy. Byłem wewnątrz statku.

- Przepraszam za to gwałtowne zaproszenie, ale ostatnim razem odszedłeś zanim zdołaliśmy naprawdę zapisać informacje z waszego pokazu. To dla nas bardzo ważne i chcemy kontynuować. Czy mógłbyś nam zademonstrować EEEE... MMMOOO... energię Czystej Bezwarunkowej Miłości jeszcze raz? - poprosił rzecznik. - Tak naprawdę to ostatnim razem nie zebraliśmy niczego, co mogłoby nam się przydać, ale jesteśmy prawie pewni, że to, co robiliście ma związek z tym, dlaczego tu przybyliśmy.

- Oczywiście, z przyjemnością - odparłem.

Rozejrzałem się wokół i ujrzałem dwóch członków załogi stojących przodem do siebie na platformie. Stali sztywno między rzecznikiem a mną.

- Tak - odezwał się rzecznik. - Ta dwójka zgłosiła się na ochotnika do twojego eksperymentu. Powiedziałeś, ze będziemy musieli stać się urządzeniami zapisującymi, więc oni zgłosili swoje ciała, żeby pomóc ci przeprowadzić pokaz. Wybraliśmy kobietę i mężczyznę, bo w twojej demonstracji też była kobieta i mężczyzna.

Wciąż mam przed oczami obraz tych dwojga ochotników. Stali w gotowości, jak żołnierze. Oboje ubrani byli w uniformy, które sprawiały, że trudno było mi odróżnić które było kobietą, a które mężczyzną, nie widziałem tez żadnych widzialnych oznak przynależności do jednej z płci. Tym bardziej, że na głowach mieli coś w rodzaju wielkich hełmów. Ich głowy były nieproporcjonalnie duże w porównaniu z resztą ciała. Oboje na ochotnika zgłosili się do eksperymentu, który cała Druga Grupa uważała za potencjalnie niebezpieczny. Byli jak nasi komandosi: zgłosili się do czegoś, co przecież mogło ich kosztować życie. Byli to oddani sprawie, profesjonalni Badacze, którzy rozumieli pojęcie ryzyka i zysku. Fakt, że mogą zostać zabici nie wpłynął na ich logiczny tok myślenia, który mówił, że przecież ktoś musi zgłosić się na ochotnika, aby wypełnić cel misji. Potencjalny zysk dla ich całej rasy usprawiedliwiał ryzyko.

Kiedy tak patrzyłem na ochotników, pojawiła się Robyn. Przywitałem ją serią pisków, którymi opowiedziałem jej całą historię.

- Jasne, wchodzę w to. Pokażmy im to jeszcze raz - brzmiała odpowiedź Robyn na ich prośbę. - Ci ochotnicy są tacy poważni! Może powinniśmy im powiedzieć, że to nie będzie bolało? - zaśmiała się. - Nieee, niech to odkryją sami - postanowiła kończąc swą wypowiedź iście szatańskim chichotem.

Stanęliśmy obok ochotników i jeszcze raz dokładnie się im przyjrzeliśmy.

- Nie wiesz, Robyn... które z nich jest kobietą, a które mężczyzną? - zatonowałem do niej próbując usilnie zachować powagę.

- Hm... dobre pytanie, Bruce - zachichotała. - W tych garniturkach trudno dojrzeć jakieś ich cechy, jeśli w ogóle jakieś mają.

- Wiesz co, chyba naprawdę bym chciał, żeby wszystko pokazać im dokładnie - zaśmiałem się w końcu. - Hm... zdaje mi się, że mężczyzna to ten po lewej.

- A! - odparła. - Właśnie myślałam, że ten po prawej to kobieta. A wiec, zostańmy przy tym.

Oboje ustawiliśmy się tuż za ochotnikami, Robyn za kobietą, ja za mężczyzną. Ochotnicy byli trochę jakby przezroczyści, widziałem przez nich roześmianą twarz Robyn, jakby nałożoną na trochę mniej przezroczyste ciało kobiety. Skinieniem głowy dałem rzecznikowi do zrozumienia, że jesteśmy gotowi rozpocząć demonstrację.

- Chwileczkę - odparł. - Sprawdźmy najpierw czy wszystkie instrumenty są przygotowane.

Spojrzałem na techników; wszystkie oczy wbite były w monitory.

- W porządku, możecie zaczynać - obwieścił rzecznik. Odwróciłem się i spojrzałem Robyn prosto w oczy. Uśmiechnęła się radośnie. Ja również. Poczucie Czystej Bezwarunkowej Miłości zaczęło przepełniać nas oboje. Pozwoliliśmy, aby jeszcze przez chwilę narastało, po czym wstąpiliśmy w ciała obojga ochotników. Staliśmy tak w nich przez jakiś trzy czy cztery sekundy patrząc sobie w serca, a między nami przepływała energia Miłości. Spojrzałem na techników, wszyscy byli jak zamurowani, niebotycznie zdumieni. Nawet rzecznik. Żaden z nich nie patrzył w monitory, które jeszcze chwilę przedtem tak ich pochłaniały. Na niektórych twarzach zaczął się pojawiać wyraz uniesienia, błogości, a na wargach ekstatyczne uśmiechy. Nagle uświadomiłem sobie, że oni przecież są rasą telepatyczną, więc wszyscy doświadczają tego samego, co ich ochotnicy. Spojrzałem na Robyn i oboje jednocześnie wyszliśmy z ochotników.

Pomieszczenie rozbrzmiało podekscytowanymi głosami, kiedy wszyscy ocknęli się ze stuporu i rzucili do monitorów. Żaden z nich nie pozostał świadomy podczas naszej demonstracji. W języku Instytutu Monroe powiedzielibyśmy, że "wyłączyli się".

- Ach... mmm... to bardzo niezwykłe - odezwał się rzecznik. - Zapewniam was, że nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzyło! Domyślam się, że doświadczyliśmy czegoś w rodzaju całkowitego zaniku działania wszystkich naszych urządzeń. Zegary pokazują, że upłynęły mniej więcej trzy-cztery wasze ziemskie sekundy, ale żaden instrument nic nie zarejestrował! Przepraszam was za niedogodność, ale czy nie moglibyście zademonstrować nam tego jeszcze raz?

Spojrzałem w kierunku Robyn, ale ku mojemu zdumieniu już jej nie było. Zamiast niej, za ochotniczką stała Rebecca. Uśmiechnęła się i skinęła głową.

- Wierz mi - zwróciłem się do rzecznika - zrobimy to z przyjemnością.

- Świetnie, potrzebujemy tylko kilku chwil na sprawdzenie instrumentów.

- Oczywiście, nie ma pośpiechu - odparłem.

Znów spojrzałem na Rebekę i oddałem jej radosny uśmiech. Czekaliśmy cierpliwie na znak rzecznika.

- Jesteśmy gotowi - oznajmiłem rzecznikowi próbując z całych sił nie roześmiać się na głos.

Po chwili rzecznik skinął głową na znak, że są gotowi. Wraz z Rebecca spojrzeliśmy sobie prosto w serca i jednocześnie wstąpiliśmy w ciała ochotników. Znów zaczęła narastać w nas energia Czystej Bezwarunkowej Miłości, tym razem jednak trwało to jakieś sześć-siedem sekund. Znów spojrzałem na techników. Na ich twarzach znów i zaczęły pojawić się jakby głupawe, pełne szczęścia uśmiechy. Nie ustawaliśmy, póki wszyscy nie wsparli głów o oparcia krzeseł, zupełnie rozluźnieni, aż w końcu na wszystkich twarzach zagościł błogostan. Wszyscy całkowicie się wyłączyli, zupełnie nieświadomi otoczenia. Wtedy wyszliśmy z Rebeccą z ciał ochotników.

Tym razem technicy dłużej pławili się w energii Czystej Bezwarunkowej Miłości. Siedzieli w krzesłach rozluźnieni, kiedy więc nagle i niespodziewanie przerwaliśmy demonstrację, dla niektórych z nich był to prawdziwy szok. Ich fizyczne ciała podskoczyły gwałtownie i z powrotem przyjęły pozycję gotowości do pracy. Gdyby mieli ciała podobne do naszych, wielu najpewniej doznałoby urazu karku. Większość z nich wróciła do poprzedniej pozycji nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że cokolwiek niezwykłego zaszło. Pomieszczenie znów wypełniło się odgłosami wytężonej pracy, a kiedy wszystko trochę się uspokoiło, rzecznik znów zwrócił się do mnie.

- Najmocniej przepraszam - odezwał się. - To coś zupełnie niezwykłego. Zdaje się, że mamy kolejną awarię Tym razem nasze zegary pokazują, że upłynęło sześć czy siedem waszych sekund. A to też jest dziwne. Nikt z nas nie pamięta tych kilku sekund. Podczas waszego eksperymentu doświadczamy utraty czasu. Wiem, że to dla was kłopot, ale czy moglibyście zademonstrować nam to jeszcze raz?

- Oczywiście - odparłem. - Z przyjemnością.

Tym razem przywitała mnie uśmiechnięta twarz Franceen, kiedy odwróciłem się spodziewając się, że ujrzę Rebekę, Franceen zajęła miejsce Rebeki i oboje robiliśmy, co tylko w naszej mocy, aby nie wybuchnąć śmiechem

- Jak tylko będziecie gotowi! - zawołałem do rzecznika.

Technicy jeszcze raz sprawdzili wszystkie urządzenia, po czym rzecznik skinął, dając tym samym znak, że możemy zaczynać. Tym razem Franceen i ja utrzymaliśmy energię Czystej Bezwarunkowej Miłości przez jakieś dwadzieścia sekund. Płynęła ciepłym, przytulnym strumieniem, błogostan, w którym mógłbym zanurzyć się na zawsze. Uśmiechając się od ucha do ucha, znów popatrzyłem na techników. Nasz pokaz trwał tak długo, że niektórzy z nich zaczęli odzyskiwać świadomość jeszcze zanim wyszliśmy z ciał ochotników. Kilku zaczęło chyba pojmować co też się z nimi działo. Reszta, prawie wszyscy, nie odzyskała świadomości w ogóle i znów podskoczyli gwałtownie, kiedy ich ciała zaczęły przyjmować poprzednie pozycje. Nikt nie był do końca pewien co się dzieje, ale kilku z nich było niemal świadomych tego uczucia.

W pomieszczeniu znów rozległy się piski i gulgotania.

- To niemożliwe! - wykrzyknął sfrustrowany rzecznik, kiedy indyki trochę się uspokoiły. - Nasze urządzenia znów nie zadziałały! Tym razem trochę ponad dwadzieścia sekund! Lecz tym razem niektórzy członkowie naszej załogi twierdzą, że coś się w tym czasie działo. Nikt nie jest w stanie tego opisać tak, żeby reszta zrozumiała. Uważamy, że demonstrujecie nam, że w jakiś sposób potraficie kontrolować czas. Zdaje się, że Ziemianie potrafią sprawiać, że czas znika i odbierać nam świadomość. Jeśli nasze zegary mówią prawdę, to znaczy to, że potraficie sprawić, że w jakiś sposób przestajemy mieć świadomość upływającego czasu i nie potrafimy się temu oprzeć. Niektórzy członkowie naszej załogi uważają, że jest to potencjalne zagrożenie naszego bezpieczeństwa. Te odgłosy, które słyszeliście oznaczają, że usiłujemy przywrócić porządek i uzyskać zgodę całej załogi na przeprowadzenie dalszych eksperymentów. Zgodziliśmy się na to z powodu wagi naszej misji, ale musimy mieć na względzie również nasze bezpieczeństwo. Czy dochodzimy do logicznego punktu, w którym należy jednak przerwać dalsze eksperymenty? - zapytał rzecznik.

- Ten upływ czasu, który zauważyliście, na Ziemi nazywa się zazwyczaj "wyłączeniem się" - odparłem. - Niektórzy z nas uważają, że kiedy doświadczamy czegoś, co całkowicie wykracza poza nasze możliwości rozumienia, często skutkiem tego jest utrata świadomości. Wyłączenie się jest częstym zjawiskiem również wśród Ziemian. Oznacza ono "bycie nieświadomym podczas doświadczenia". Spróbujmy jeszcze raz, myślę, że tym razem zdołacie zrozumieć. Dajcie znać, kiedy będziecie gotowi.

Podniosłem wzrok i stwierdziłem, że wróciła Robyn Wprost promieniała, radość wyzierała z każdej cząstki jej Istoty. Otaczały ją jasne róże i żółcie. Patrząc na mą zdałem sobie sprawę, że kobiety zmieniały się miejscami, żeby uświadomić wszystkim bezosobową naturę energii Czystej Bezwarunkowej Miłości. Chciały w ten sposób pokazać, że nie jest ona zarezerwowana li tylko do jedne] pary ludzi, ze mogą ją dzielić wszyscy.

Kiedy rzecznik dał nam znak, znów wstąpiliśmy w ciała ochotników. Tym razem zacząłem obserwować techników przed rozpoczęciem eksperymentu i patrzyłem na nich przez cały czas demonstracji. Zdawało się, że wielu z nich zapomniało o swoich konsoletach, monitorach czy czujnikach. Siedzieli wygodnie w fotelach, odprężeni, i czekali na demonstrację. Kiedy wstąpiliśmy w ciała ochotników, wyraz miłości powrócił na ich twarze i wiedziałem już, ze znów całkowicie poddali się sile energii Miłości. Robyn i ja pozwalaliśmy jej narastać póki nie zaczęła przypominać swym natężeniem mojego pierwszego doświadczenia z taśmą. W końcu poczułem się jak wtedy, gdy Nancy Monroe otoczyła Boba, Eda, Rebekę i mnie chmurą. Znów miałem wrażenie, że jeszcze chwila, a wybuchnę płomieniem. Utrzymywaliśmy ten stan przez ponad półtorej minuty, a nasze ciała niemal zniknęły w miękkiej kuli delikatnych, drżących pasteli. Ciepłe, delikatne prądy miękkiego piękna płynęły orbitą naszych ciał. Jedna Istota, kochająca samą siebie. Promienieliśmy ogniem i mocą Słońca.

Mniej więcej po pierwszej minucie niektórzy technicy zaczęli odzyskiwać świadomość i poruszać się ociężale. Nie przerywaliśmy. Kilku z nich było w stanie wstać i zrobić parę kroków. Kilku świadomie pozwoliło wejść energii w siebie z całą jej mocą, w pełni odczuwając uczucie Czystej Bezwarunkowej Miłości, jaka może połączyć dwie istoty ludzkie.

Błogostan na twarzach tych kilku techników jasno wskazywał, że byli oni w pełni świadomi przepełniającego ich uczucia. Utrzymywaliśmy je dość długo, aby ci, którzy byli świadomi zachowali w pamięci to doświadczenie. Kiedy już byliśmy pewni, że tak się stanie, zaczęliśmy stopniowo wyciszać energię, wracając powoli do swych własnych ja. Potem wyciszyliśmy je całkowicie do wielkości płomyka świecy. Wtedy jeszcze kilku innych techników zaczęło chodzić po pomieszczeniu. Stopniowe zmniejszanie natężenia energii zminimalizowało też szok, jakiemu poddana była załoga. W końcu zupełnie wyszliśmy z ciał ochotników. Wtedy poziom energii opadł, a ja natychmiast poczułem kolektywne pragnienie tych kilku techników, którzy zachowali wspomnienie uczucia. Doświadczyli potężnej dawki energii Czystej Bezwarunkowej Miłości, a teraz pragnęli jedynie powtórzyć to doświadczenie. Ostre poczucie utraty tej energii płynęło od tych, którzy ją poczuli. Kiedy reszta techników odzyskiwała świadomość wyczułem, że energia Czystej Bezwarunkowej Miłości płynie od tych, którzy rozbudzili się podczas doświadczenia do tych, którzy pozostali nieświadomi. Taka możliwość nawet nie przyszła mi do głowy przed demonstracją. Pamięć doświadczenia, mocno odcisnęła się w umysłach tych kilku członków załogi i szybko przepłynęła przez cały statek. Myśli nie były już tylko sposobem telepatycznego komunikowania informacji, ale stały się również drogą przekazywania sobie Czystej Bezwarunkowej Miłości. Jak tylko ta jedna myśl doszła do ostatniego członka załogi, wszystkich ogarnęło to samo pragnienie, aby doświadczyć tego jeszcze raz. Pragnienie to ogarnęło i mnie, niby delikatne muśnięcie fali. Tyle w nim było gorzko-słodkiej tęsknoty! Nie zdając sobie sprawy, co się właściwie dzieje, nie pojmując konsekwencji, cała Druga Grupa doświadczyła emocjonalnego wpływu i Czystej Bezwarunkowej Miłości, i jej przeciwieństwa, czyli jej braku. Pragnienie opadło trochę, a my wciąż staliśmy w milczeniu, wciąż smakując tamto uczucie.

- Zdaje się, że tym razem się udało - odezwałem się do rzecznika. - Sądząc po wyglądzie twoich techników i tęsknocie, jaką od nich wyczuwam, powiedziałbym, że tym razem z pewnością wam się udało.

- Tak... tak... stało się... coś... bardzo... dziwnego - odparł z wahaniem. - Nie jesteśmy jeszcze pewni, co to takiego... ale wszyscy to coś pamiętamy... coś, co wykracza poza nasze zdolności opisania w słowach. Czy to właśnie to nazywacie uczuciem?

- Tak... tak, to właśnie było uczucie. I choć my na Ziemi ubieramy uczucia w słowa, to są one czymś, co wykracza daleko poza słowa. Jest to energia emocjonalna drzemiąca w nas jako energia Czystej Bezwarunkowej Miłości. A teraz i wy ją znacie - odparłem.

Wszyscy znów ucichliśmy na chwilę, a uczucie, którego przed chwila doświadczyliśmy zakorzeniało się w nas. W tym czasie przybyło dwóch innych członków mojej grupy. Będę ich nazywał Julie i Roiło. Tych dwoje uczestników Exploration 27 zakochało się w sobie w ciągu trwania programu. Nie zdziwiło mnie więc, że byli razem i razem wyruszyli na badania.

- Słuchaj - odezwałem się nagłe do rzecznika. - Moi przyjaciele i ja musimy zająć się jeszcze kilkoma sprawami i naprawdę musimy już iść dalej.

- A czy moglibyście zademonstrować nam to jeszcze raz? - poprosił rzecznik.

Dwójka ochotników wciąż stała na platformie, gotowa kontynuować swoją misję. Spojrzałem ku Julie i Rollowi, i w kilku tonach zadałem im to samo pytanie, jednocześnie opowiadając całą historię spotkania z Drugą Grupą. Zakończyłem znakiem zapytania, jako że pytałem ich, czy nie zechcieliby zająć naszych miejsc podczas demonstracji.

Spojrzeli na siebie roziskrzonym wzrokiem, dając sobie znać, że chcą to zrobić. Potem spojrzeli na mnie, a ich Uśmiechnięte, szczęśliwe twarze mówiły: - Jasne, z przyjemnością!

- Pamiętajcie, to doświadczenie ma na celu zademonstrowanie emocjonalnego wpływu energii Czystej Bezwarunkowej Miłości - zauważyłem. - Może lepiej byłoby odpuścić sobie obecnie seksualny aspekt sprawy. Decyzję zostawiam wam.

Następnie odwróciłem się do Robyn, aby ciepłym uśmiechem wyrazić jej podziękowania za pomoc i za to, jaką jest wspaniałą, pełną ciepła Istotą. Miłość narastała w nas, łzy radości pojawiły się w naszych oczach, kiedy patrzyliśmy sobie w serca. Potem spojrzałem na rzecznika Drugiej Grupy. Wyraźnie widziałem, jak się uśmiecha w oczekiwaniu na demonstrację Julie i Roiło, którzy w międzyczasie zajęli miejsca za ochotnikami. To był mój ostatni kontakt z Drugą Grupą. Oddalając się, widziałem właśnie tę scenę.

Sprawdziłem ile jeszcze zostało mi czasu i okazało się, że minęła dopiero połowa ćwiczenia. Rozdzieliliśmy się z Robyn; każde z nas poszło dalej swoją drogą. Postanowiłem wrócić do mojego pierwotnego zamiaru, czyli poszukać innych członków mojej grupy. Świadomie powtórzyłem sobie w myślach imiona wszystkich i skoncentrowałem się na ich odnalezieniu. Przechodziłem od jednego do drugiego, sprawdzając czy przypadkiem nie potrzebują pomocy, nie wtrącając się jednocześnie do tego, czym akurat byli zajęci. Stwierdziłem, że dobrze sobie radzą i nie potrzebują mojej pomocy. Niektórzy z nich połączyli się w grupy, inni pracowali samodzielnie. Uświadomiłem sobie wtedy, że mam szczęście pracować z grupą naprawdę wspaniałych Istot. Kiedy już odwiedziłem wszystkich, na taśmie rozległ się głos Dar nawołujący nas do powrotu do kryształu w TMI-Tam. Skoncentrowałem się na obrazie kryształu i pozwoliłem, aby przyciągnął mnie do siebie.

Kiedy przybyłem na miejsce, reszta grupy już tam była. Wokół nas słyszeliśmy radosne pokrzykiwania. Energia Miłości rozbłyskiwała po całym pomieszczeniu niby kolorowe fajerwerki. Nie widziałem kto robił cały ten hałas, ale był on naprawdę miły memu sercu. Widziałem tam Boba, Eda, Nancy i Rebekę uśmiechających się do całej naszej grupy.

Wtedy głos Dar z taśmy przypomniał nam, że mamy przecież kontynuować odkrywanie, czyli wrócić do Centrum Edukacji, Planowania, Zdrowia i Regeneracji. Udaliśmy się tam wszyscy razem. Wszędzie witano nas brawami l okrzykami radości. Pracujące tam Istoty patrzyły na nas Z uśmiechami, a każdy przerywał to, czym się właśnie zajmował, żeby choć na nas spojrzeć. I wszędzie wszyscy naśladowali ten ruch i dźwięk, które po raz pierwszy pomogły nam naładować się energią przy krysztale w TMI--Tam. Wszyscy robili krok w przód, ręce kierowali w kierunku koła, zupełnie jak my w naszym kręgu przy krysztale. Potem robili krok w tył, wznosili ramiona nad głowę i wykrzykiwali nasze "WOOOO-AAAAA!...", które w końcu rozbrzmiewało, gdzie tylko się pojawiliśmy. Tyle było radości w tym dźwięku, tyle wdzięczności! Wszystkie twarze jaśniały szczęściem i uśmiechami. Wiedziałem, że przez cały czas wszyscy byli świadomi, czym się zajmowaliśmy, a teraz chcieli nam okazać swoje poparcie i wdzięczność. Wszyscy mieliśmy wrażenie, że staliśmy się czymś pomiędzy sławami a kosmonautami wracającymi do domu po udanej misji.

W Centrum Planowania jeden z tamtejszych pracowników podpowiedział mi tytuł niniejszej książki, który stał Się raczej tytułem całej serii, a także zachęcił mnie do zakończenia pisania pierwszej z nich i zajęcia się następną.

- Powinieneś napisać serię książek - oświadczył. - Nie martw się finansowym aspektem całej sprawy. Zaufaj energii Czystej Bezwarunkowej Miłości; ona doda ci sił i zatroszczy się o twoje potrzeby - usłyszałem. - W Focusie 15 już opracowano dla ciebie plan pomocy.

W Centrum Zdrowia i Regeneracji czekała na mnie sesja pracy z energią, której działaniu poddano całe moje ciało.

Stałem obok jednego z tamtejszych pracowników, a silne impulsy energii przeszywały całe moje ciało, ładując każdą czakrę po kolei. Po wszystkim czułem w całym ciele wspaniałe ciepło.

Wtedy głos Dar z taśmy powiedział nam, że czas wracać do TMI-Tam, aby zakończyć ostatnie zadanie naszego programu. Przybywszy tam, po raz ostatni chwyciliśmy się za ręce, stanęliśmy w kręgu wokół kryształu. Otoczyła nas fala energii Czystej Bezwarunkowej Miłości płynącej od kryształu. Widziałem Rebekę, Boba, Eda i Nancy; uśmiechali się, wyrażając w ten sposób wdzięczność za to, co wszyscy robiliśmy. Kiedy znalazłem się z powrotem w moim pomieszczeniu CHEC , poczułem, że po policzkach płyną mi łzy. Poziom energii Czystej Bezwarunkowej Miłości obniżył się i pomyślałem, że to już koniec, ale za chwilę znów ją poczułem, płynącą od każdego uczestnika programu. Nie potrafię oddać słowami radości, jaką wtedy czułem. Zawsze, kiedy wspominam tę chwilę, coś ściska mnie w gardle, a pod powiekami zbierają się łzy. Pamiętam, że powiedziałem wtedy do siebie: "Otwieram się, aby przyjąć jak najwięcej Miłości".

A potem nadszedł czas na ostatnie zadanie programu. Przy krysztale w TMI-Tam mieliśmy zebrać jak najwięcej energii Czystej Bezwarunkowej Miłości, a potem przynieść ją do Kryształu Jądra Ziemi i tam zakotwiczyć.

Stanęliśmy wokół kryształu i zaczęliśmy zbierać ją w sobie. Patrzyłem, jak inni członkowie grupy wskakiwali do kryształu i opadali ku jądru Ziemi. W końcu zostałem tylko ja i Robyn. Spojrzeliśmy sobie w serca i zebraliśmy jeszcze trochę energii. Poczułem, że łzy radości znów płyną mi po twarzy. Potem, wciąż uśmiechając się do siebie, wskoczyliśmy do kryształu i zanurkowaliśmy ku jądru Ziemi. Po wylądowaniu wciąż czułem, że w ramionach trzymam ładunek energii Czystej Miłości. Czułem też w całym ciele wibrowanie niskiej częstotliwości Kryształu Jądra Ziemi. Znane mi już napięcie ogarnęło każdy mięsień, skacząc i wibrując jak zwykle. Potem uwolniłem Czystą Bezwarunkową Miłość do Kryształu Jądra Ziemi i wyraziłem zamiar zakotwiczenia jej tam. Czułem jak kryształ absorbuje energię, a kiedy wziął ją całą, częstotliwość jego wibracji wyraźnie wzrosła! Przyjrzałem się uważnie energii wibrującej w moim ciele. Była zdecydowanie wyższa niż kiedykolwiek wcześniej! Sądząc po znacznie łagodniejszym wibrowaniu jej w moim ciele, powiedziałbym że częstotliwość kryształu znajdowała się gdzieś w granicach 20 cykli na sekundę. Nie było to już gwałtowne szarpanie, a raczej delikatne buczenie.

Rozejrzałem się wokół i ujrzałem, że wszyscy członkowie naszej grupy tańczą, śpiewają i radośnie wymachują rękami, a każdą twarz rozświetla uśmiech szczęścia. Znów wzięliśmy się za ręce i powtórzyliśmy ruch otwierającego się kwiatu lotosu i okrzyk WOOOO-AAAA pełen radości i wdzięczności. Potem krąg się przerwał, ale wszyscy i tak wciąż tańczyli i śpiewali radośnie jeszcze przez dobrą chwilę. Prawdę mówiąc, trwało to tak długo, że zacząłem już rozglądać się za czymś do roboty.

Przyszło mi wtedy do głowy, że dobrze by było przynieść do kryształu jeszcze jeden ładunek Czystej Bezwarunkowej Miłości. Wykorzystałem więc metodę jednego oddechu i wystartowałem z powrotem do TMI-Tam w Focusie 27. Po drodze ujrzałem Robyn również podążającą w tym samym kierunku; musiał jej przyjść do głowy ten sam pomysł. Kiedy przybyliśmy, miejsce wydało nam się opuszczone. Zaskoczyliśmy wszystkich! Każde z nas znów wzięło ogromną garść energii Miłości i skoczyliśmy z powrotem do TMI-Tam uśmiechając się do siebie.

Tym razem, kiedy zjawiliśmy się przez podłogę, Bob stanął obok mnie, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Odwróciłem się do Robyn i przez chwilę oboje zaśmiewaliśmy się serdecznie z tego, że udało nam się go zaskoczyć. Z jakiegoś powodu rozbawiło mnie ogromnie to, że nie miał pojęcia, iż wracamy. A więc... mistrz nie wie jednak wszystkiego! Stojąc przed Bobem, uśmiechając się w sercach, Robyn i ja wciąż zbieraliśmy energię Miłości. W końcu oboje stanęliśmy przy otworze w podłodze, przez który przybyliśmy. Jeszcze raz spojrzeliśmy na zdumioną minę Boba i skoczyliśmy w powietrze, by szczęśliwie wylądować przy Krysztale Jądra Ziemi.

Oboje zaśmiewaliśmy się tak radośnie, że aż trudno nam było pozbyć się ładunku. Bob miał tak zabawną minę chichocząc i śmiejąc się w głos na przemian, zataczaliśmy się jak pijani i o mało nie poprzewracaliśmy się o własne nogi. Co najmniej pół minuty zajęło nam dojście do siebie na tyle, aby móc znów wrócić do Boba. Tym razem Bob czekał na nas, kiedy pojawiliśmy się w TMI-Tam.

Uniósł brwi w uśmiechu, jakby chciał powiedzieć: "Oj. złapaliście mnie!", a my znów zachichotaliśmy histerycznie.

Jeszcze raz powróciliśmy z ładunkiem energii Miłości, a kiedy go zakotwiczyliśmy, zwolniliśmy trochę tempa i powstrzymaliśmy śmiech, już choćby z samego szacunku dla starszego pana. Tym razem, kiedy znów wyskoczyliśmy przez podłogę, poza Bobem czekała na nas również Rebecca i kilka innych osób. Wiedziałem, że w pośpiechu wymyślili coś, co mieliśmy zabrać ze sobą. Na szczęście dla nich, wraz z Robyn tym razem wracaliśmy do nich dłużej, gdyż najpierw musieliśmy się trochę uspokoić.

- To było... hm - zaczął Bob - dość nieoczekiwane. Złapaliście nas, jesteśmy całkiem nieprzygotowani.

Nagle Bob rzucił mi na ręce coś, co wyglądało jak szeroka, żółta jedwabna szarfa. Miała co najmniej trzydzieści centymetrów szerokości, była cieniutka, a w dotyku delikatna jak prawdziwy jedwab.

- Zabierz to ze sobą i zakotwicz przy Krysztale Jądra Ziemi - powiedział.

Chwyciłem szarfę mocno za jeden koniec, gotów do powrotnego skoku. Spojrzawszy na Robyn stwierdziłem, że trzyma w rękach podobną szarfę, tylko że różową, czy zieloną, nie pamiętam dokładnie. Uchwyciłem jej spojrzenie w chwili, kiedy skakaliśmy. Przewróciliśmy się na plecy i patrzyliśmy, jak za nami szybują w powietrzu nasze szarfy. Uświadomiłem sobie, że szarfy muszą chyba czemuś służyć, być może uczestnikom kolejnego programu Exploration 27. Nie wiem jednak, jaką spełniają rolę.

Kiedy wylądowałem pośród reszty uczestników naszego programu, wszyscy wciąż tańczyli i śpiewali radośnie. W pobliżu nie zauważyłem nic, do czego mógłbym przywiązać szarfę. Krzyknąłem w stroną będących najbliżej mnie osób, prosząc o pomoc. Podeszli do mnie, a wtedy, nieoczekiwanie i całkiem znikąd, pojawił się obok mnie ogromny kołek z obręczą zamiast główki. Przywiązałem do niego moją szarfę i obejrzałem się, żeby sprawdzić jak radzi sobie Robyn. Wraz z kilkoma innymi osobami właśnie kończyła przywiązywać swoją szarfę do podobnego kołka.

Podążyliśmy do Boba jeszcze raz, aby sprawdzić czy mieliśmy może zrobić coś jeszcze. Bob już na nas czekał. Położył rękę na moim ramieniu i spojrzał głęboko w oczy.

- Wracajcie na dół i bawcie się dobrze!

Tak też zrobiliśmy. Wróciliśmy do naszych kolegów wciąż świętujących zakończenie programu Exploration 27 i przyłączyliśmy się do nich. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, obejmowaliśmy się, całowali i ściskali sobie dłonie. A potem głos Dar z taśmy zawiadomił nas, że czas wracać do C1. Powoli, ostatni raz, stanęliśmy osobno i osobno, jeden po drugim, poszybowaliśmy ku C1.

Później tego samego wieczoru, już po kolacji, przechadzając się po terenie Instytutu, zastanawiałem się nad dwoma konceptami, Miłością i jej przeciwieństwem, Brakiem Miłości. Uświadomiłem sobie, że chyba mylimy również i inne nasze odczucia. Przeciwieństwem Nienawiści jest prawdopodobnie Brak Nienawiści, Radości - Brak Radości, Smutku - Brak Smutku. Wielu z nas, łącznie ze mną, myli prawdziwe przeciwieństwa tych uczuć, tych energii. Ich siła, czyli intensywność, waha się na skali od zera do pełnej mocy. Z własnego doświadczenia z pierwszego programu Exploration 27 wiem, jaka jest pełna moc energii Czystej Bezwarunkowej Miłości. Uświadomiwszy to sobie, aż zachwiałem się na pokrytej pyłem alejce: zrozumiałem, że droga do Miłości nie zakłada, że muszę się poruszać po continuum pomiędzy Miłością a Nienawiścią, a pomiędzy Miłością a Brakiem Miłości. Nienawiść to zupełnie oddzielna energia. Uświadomiłem sobie, że usunięcie Nienawiści z mojej Istoty nie sprawi, że automatycznie zbliżę się do Miłości. Jedyną rzeczą, która może zbliżyć mnie do Miłości jest oddalenie się od stanu Braku Miłości. Nawet nie potrafię wyrazić, jak ogromny wpływ owo uświadomienie sobie tej kwestii miało na mój sposób myślenia, na moje uczucia i całą moją Istotę. Stało się dla mnie jasne, że jeśli pragnę przestać nienawidzić i zacząć kochać, to są to dwie całkiem różne sprawy. Trzeba tylko pochwycić uchwyt oznaczony napisem "Miłość" na swojej własnej, emocjonalnej podziałce i podkręcić go, im dalej od zera, tym lepiej. Aby natomiast zmniejszyć w sobie nienawiść, trzeba przykręcić pokrętło z takim napisem ku zeru. Wciąż zdumiewa mnie to uczucie, którego doznałem, kiedy w końcu zrozumiałem prawdziwy dualizm natury uczuć i energii emocjonalnych.