oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 13
Druga Grupa Zgromadzenia, pierwszy kontakt

Czwartek był ostatnim dniem programu. Naszym pierwszym zadaniem tego dnia był powrót do Zgromadzenia w Focusie 34/35. Znów mieliśmy nawiązać kontakt z tamtejszymi inteligencjami i kontynuować nasze badania, czyli mieliśmy ustalić dlaczego wszyscy się tam zebrali i czym są te tak zwane Zmiany Ziemi. Omijając dźwięki Hemi-Sync, przeniosłem się do mojego miejsca w Focusie 27, zaraz po tonowaniu i afirmacji. Biały Niedźwiedź czekał na mnie jak zwykle.

- Chciałbym ci pokazać jeszcze jedno ćwiczenie ze skakaniem - zatonował serią pisków i jęków. - Jego elementy zajmą cię przez pewien czas.

- Dobrze, zobaczmy co masz dla mnie tym razem - odparłem.

- Pierwszy element, o którym musimy porozmawiać zanim zaczniemy - odezwał się Biały Niedźwiedź poważnie - to umiejętność skupiania uwagi. Do tej pory, gdzie skupiałeś uwagę? - zapytał.

- Nie jestem pewien, co masz na myśli - odparłem.

- Powiedzmy to w ten sposób, skąd na siebie patrzyłeś? Gdzie był twój punkt odniesienia? Co robiłeś podczas naszych skoków? - pytał.

- No cóż, teraz, kiedy o tym wspomniałeś, uświadomiłem sobie, że patrzyłem jak skaczę jakby z boku. Patrzyłem, jak moje ciało leci w powietrzu i ląduje na jeziorze. A potem jakby dołączałem do niego, kiedy rozmawialiśmy. A co, co takiego ważnego jest w moim punkcie widzenia''

- Aż do tej chwili patrzyłeś, jak ciało wzlatuje w powietrze. Gdybym powiedział, że to właściwie nie ty skakałeś, czy rozumiesz co to znaczy? - w tonie Białego Niedźwiedzia wyczułem troskę.

- Chyba tak. To ma coś wspólnego z postrzeganiem siebie jako ciała fizycznego, prawda?

- Sam nie ująłbym tego lepiej - ucieszył się. - Poczekam teraz, a ty zastanów się nad tym.

Stałem bez ruchu starając się zrozumieć do czego też Biały Niedźwiedź zmierzał. Wciąż miałem nadzieję, że da mi jakąś wskazówkę, ale nic z tego. Wtedy zacząłem powoli rozumieć.

- Jezioro jest jak forma myśli, którą projektuję w Focusie 27. Nurkuję, a woda rozpryskuje się na boki. Te rozpryski są odpowiedziami formy myślowej na moje oczekiwania wynikające z faktu, że wciąż uważam siebie za ciało fizyczne. Ale pamiętam przecież, że widziałem te rozpryski również z tego miejsca, w którym stoję teraz, czyli z brzegu jeziora. Ciało, które skakało, nurkowało i rozpryskiwało wodę uważałem za coś oddzielnego ode mnie samego obserwującego wszystko z brzegu. Projektowałem formę myślową mojego ciała w Focusie 27, a potem obserwowałem ją! Czyli, to nie ja skakałem! Ja obserwowałem formę myślową ciała, którą projektowałem, kiedy skakałem!

- A jak myślisz - odparł Biały Niedźwiedź - jaka będzie następna lekcja skakania?

- Samo skakanie. Nie obserwowanie mojej projekcji formy myślowej, czyli mnie skaczącego do wody, lecz samo skakanie!

- Szybko chwytasz! Istnieje taki specjalny sposób skakania, jakiego się w tym ćwiczeniu używa. Obserwuj mnie uważnie.

W następnej chwili Biały Niedźwiedź wyskoczył w powietrze po swojej zwykłej trajektorii, ale tym razem, od momentu, kiedy jego stopy oderwały się od gruntu, Biały Niedźwiedź przez cały czas wykonywał salta. Kolanami dotykał piersi, a rękami obejmował kostki. Tuż przed lądowaniem wyprostował się jak gimnastyk na Olimpiadzie kończący swój występ. Wylądował na palcach, ręce ułożył wzdłuż ciała i polecił mi powtórzyć skok.

Natychmiast stwierdziłem, że obserwuję moje własne ciało próbujące wykonać salto podobne do tych, jakie wykonywał Biały Niedźwiedź. Znałem teorię, ale wylądowałem dziwacznie, mając nogi wciąż przyciśnięte do piersi. I do tego plusnąłem w wodę z wielką siłą.

- Bruce, gdzie jesteś? - poczułem ton Białego Niedźwiedzia. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że wciąż stoję na brzegu i patrzę na siebie samego i Białego Niedźwiedzia.

- Hm... zdaje się, że miałem skoczyć, a nie patrzyć jak skaczę - odtonowałem zakłopotany.

- To trudne ćwiczenie. Wymaga ogromnego skupienia uwagi. Patrzenie na siebie zamiast bycia sobą jest zwykłym błędem fizycznych ludzi. Spróbujmy jeszcze raz - zachęcił mnie.

Kilka moich następnych prób Biały Niedźwiedź obserwował z brzegu. Zaproponował, abym na początek spróbował po prostu pozostać w myślowej formie ciała, kiedy jednocześnie projektowałem skakanie. Okazało się, że jest to zdumiewająco trudne zadanie. Raz czy dwa razy udało mi się przez krótki czas pozostać w ciele, kiedy skakałem.

Wydawało mi się wtedy, jakbym był na przemian, w jedne] chwili w ciele skaczącym do wody, a w następnej w ciele stojącym na brzegu. Przez te krótkie chwile, kiedy znajdowałem się w ciele skaczącym do wody, miałem wrażenie, że wykonuję salta. Wtedy z taśmy rozległ się głos Dar nakazujący wracać do TMI-Tam.

- Przez krótkie chwile skaczesz prawidłowo. Powinieneś jeszcze bardziej skupić się na tym, co czujesz, kiedy robisz salta. Musisz wiedzieć, że odczuwanie tych wrażeń od początku do końca skoku to zaledwie krok wstępny do tego, czego skakanie ma cię w końcu nauczyć. Nie myśl sobie, że już cokolwiek opanowałeś; ty tylko zacząłeś się uczyć - ostrzegł mnie Biały Niedźwiedź.

- Czego ma mnie skakanie w końcu nauczyć? - zapytałem, znając z góry odpowiedź.

- Odkryjesz to podczas lekcji skakania - zaśmiał się Biały Niedźwiedź.

- No cóż, próbowałem tylko znaleźć jakiś skrót - roześmiałem się w odpowiedzi.

- W którymś momencie stwierdzisz, że takie skróty to w rzeczywistości dłuższa droga - stwierdził krótko. A potem nadszedł już czas, abym wracał na spotkanie grupy przy krysztale.

Zanim zaczęło się to ćwiczenie, większość z nas cieszyła się na myśl o dalszym odkrywaniu wszystkiego, co dotyczyło Zmian na Ziemi. Więcej, każdy z nas postrzegał swoje kontakty ze Zgromadzeniem ze swojej własnej perspektywy. A na to, co widzimy zawsze nakładają się nasze wcześniejsze doświadczenia i wszystko, w co wierzymy.

Tak więc, z całym tym bagażem wierzeń i uprzedzeń na grzbiecie, znów byliśmy gotowi odkrywać i zbierać informacje z pierwszej ręki. Aby dostać się do Zgromadzenia w Focusie 34/35, użyliśmy tej samej metody, co poprzednio. Z ciemności w JZ F-27 w Krysztale Jądra Ziemi wystrzeliłem w światło kryształu TMI-Tam i w ciemność rozciągającą się poza nim. Kiedy dźwięki Hemi-Sync zaczęły się stabilizować, otworzyłem świadomość na jasność wokół mnie i czekałem aż zaczną tworzyć się obrazy. Przed moimi oczami przesuwały się różne kształty. Nade mną pojawiło się coś wielkiego, ciemnego, przypominającego nakrapianą muszlę ślimaka, przepłynęło w dół i zniknęło z pola widzenia. Potem z lewej pojawiła się olbrzymia tuba z talerzem anteny satelitarnej na końcu, minęła mnie leniwie i zniknęła z prawej. Potem poczułem, że dokładnie naprzeciw mnie znajduje się coś ogromnego, coś co sprawiało wrażenie twardego, błyszczącego, metalicznego i poskręcanego. Nie widziałem tego jeszcze, ale zdawało mi się, że wewnątrz siedzi wiele istot, każda czymś zajęta. Domyśliłem się, że jest to kolejna forma inteligencji Zgromadzenia, wyraziłem więc zamiar nawiązania łączności. Będę nazywał tę inteligencję "Drugą Grupą Zgromadzenia", ponieważ była to właśnie druga grupa, jaką spotkałem w Zgromadzeniu. Nie jest to jednak nazwa, którą podali mi oni sami. Z pewnością mieli jakąś nazwę na określenie siebie, ale jakoś nie przyszło mi do głowy zapytać ich o nią. Musimy więc poprzestać na "Drugiej Grupie Zgromadzenia".

Okazało się, że Biały Niedźwiedź miał słuszność ucząc mnie swego tonalnego języka nie tylko w celu porozumiewanie się z nim samym. Podczas mego pierwszego spotkania ze Zgromadzeniem wystarczał najzupełniej zwykły język mówiony. Druga Grupa nie posiadała możliwości porozumiewania się mową. Porozumiewali się takimi samymi piskami i świergotami jak R2D2 z Gwiezdnych Wojen i jak Biały Niedźwiedź. Gdyby nie przygotował mnie do tego rodzaju komunikowania się, nie byłbym w stanie nawiązać kontaktu z Drugą Grupą. Spróbuję przytoczyć te dźwięki, przynajmniej przez chwilę, dla podkreślenia tego, co mam na myśli oraz wyrażenia tego, jak brzmiały dla moich niefizycznych uszu. Okazało się, że Biały Niedźwiedź miał rację; jego język jest językiem uniwersalnym. Ale i tak zrozumienie tego, co mam na myśli będzie dla ciebie, czytelniku, trudne. Na przykład: "Zwróciłem się do przedstawiciela Drugiej Grupy i powiedziałem: 'Szriiiiiip, łop, łop, rerrrrr, pop, snap, nurt, nurt'". Dla ludzkiego ucha są to kompletnie niezrozumiałe piski, ale zawierają one w sobie więcej informacji niż kilka akapitów zwykłego tekstu. Unosząc się w Focusie 34/35, stanąłem twarzą w twarz z wielkim, metalicznie pobłyskującym obiektem i wyraziłem pragnienie nawiązania kontaktu.

- Hmmmmmmm, mip, mip - zatonowałem w ich kierunku, czyli powiedziałem, że jestem pragnącym nawiązać kontakt badaczem z Instytutu Monroe zaangażowanym w program Exploration 27.

- Skriiiiip, pop - nadeszło w odpowiedzi, czyli: jakiś czas zabierze jednemu z nich oddzielenie się od reszty, żeby stać się ich łącznikiem, lub rzecznikiem. Po krótkiej chwili odniosłem wrażenie, że jeden z nich, całkowicie oddzielony od ogromnej reszty, zjawił się w mojej bezpośredniej bliskości.

- Ommmmm, biiiip - zatonowałem do niego prosząc, aby powiedział kim jest.

W tym momencie porzucimy już język tonowy. Usłyszałem w odpowiedzi (mniej więcej): - Jesteśmy rasą telepatyczną, każdy nieustannie połączony z myślami wszystkich innych. Jesteśmy grupą świadomości. Trudno mi było oddzielić się od reszty, aby porozumieć się z tobą, ale oto ' jestem. Jesteśmy grupą telepatyczną, więc każdy z nas może przysłuchiwać się naszej rozmowie przeze mnie. Dlaczego chciałeś się z nami porozumieć?

- Badam ten obszar przestrzeni, aby dowiedzieć się , czegoś o tym, co nazywamy Zgromadzeniem - odparłem.

- Należę do grupy osiemnastu osób uczestniczących w programie mającym na celu badanie tego, co wykracza poza granice ziemskiej, fizycznej egzystencji. Dlaczego wy chcieliście się ze mną porozumieć?

- Przybyliśmy tu, aby być świadkami zdarzeń zachodzących na Ziemi. A konkretnie, Wielkiego Wydarzenia, które ma zajść tu, w Ziemskiej szkole. Wiesz coś o tym?

- My to nazywamy Zmianami na Ziemi, ale zdaje się, że każdy rozumie to inaczej - odrzekłem.

W tym momencie usłyszałem głos Dar płynący z taśmy. Sugerowała, żebym zadał pytanie. Skupiłem się na rzeczniku Drugiej Grupy i kontynuowałem.

- Zauważyłem, że jest tu wiele innych grup. Jaki jest związek między wami a nimi?

- Większość z nas jest członkami grupy intergalaktycznej, możesz nazwać ją federacją. Jest tu też kilku samotników, którzy tylko obserwują. Nie są oni członkami naszej federacji, ale są tu mile widziani. Jako członkowie federacji jesteśmy częścią sieci dzielącej się informacjami, aby dowiedzieć się jak najwięcej o sobie wzajemnie i o nieznanym. Każdy członek federacji ma tu swoje pole obserwacji, a informacjami dzielimy się z innymi członkami federacji - odparł.

Znów usłyszałem głos Dar sugerujący następne pytanie:

- Jaka część tu zgromadzonych uczyła się na Ziemi? -przekazałem pytanie do rzecznika Drugiej Grupy.

- Ich liczba jest bardzo mała, jest ich może pięć lub sześć procent, lecz ich siła jest wielka - odparł.

- Jak zgromadzeni tu identyfikują siebie i swoje aktualne położenie? - zapytałem ponaglony podpowiedzią Dar.

- Jako sieć sprzymierzeńców, albo mieszkańców innych światów, jeśli tak to wolisz nazwać. Każdy z nas ma swój własny świat w fizycznym Wszechświecie. Każdy z tych domów wysłał tu swój kontyngent, który ma obserwować Zmiany na Ziemi, jak je nazywasz. Znajdujemy się tu, gdzie nas znalazłeś, we względnej bliskości Ziemi. Lecz jesteśmy zaledwie małą grupką astronautów wysłanych z misją. Wiemy, że jednym z możliwych wyników Zmian na Ziemi, jak je nazywasz, jest to, że Ziemia przyłączy się do naszej federacji.

- Co konkretnie interesuje was w wielkim Wydarzeniu, jak je nazywasz? - zapytałem, powtarzając pytanie Dar.

- Jesteśmy tu, aby spróbować lepiej zrozumieć energie działające w Wielkim Zdarzeniu - odrzekł, po czym skierował moją uwagę na wnętrze swego statku. - Jak widzisz, przywieźliśmy ze sobą najlepszy sprzęt, jaki tylko istnieje w naszym świecie, aby rejestrować to Wielkie Wydarzenie.

Rozejrzałem się po wnętrzu i stwierdziłem, że ze wszystkimi tymi rzędami komputerów, techników, czujników, konsolet, nagrywarek i innych urządzeń przypomina nieco wnętrze hali kontroli lotów NASA. Odniosłem wrażenie, że wszystko to zajmowało przestrzeń wielkości boiska do piłki nożnej. W każdym razie, robiło wrażenie.

- Jakiego rodzaju energie was interesują? - pytałem dalej.

W odpowiedzi nadeszła seria pisków i świergotów, które przekształciły się w obrazy. Pierwszy, o wielkości średnicy księżyca, przedstawiał Ziemię. Patrząc zastanawiałem się czy na jego podstawie można domyślić się w jakiej odległości od Ziemi znajduje się statek Drugiej Grupy Zgromadzenia. Widziałem wielki kryształ w Ziemi znajdujący się na linii osi obrotu. Na jednym jego końcu, blisko bieguna północnego, kryształ otaczał pierścień, na którym wygrawerowano słowo MIŁOŚĆ. W odpowiedzi na moje pytanie dotyczące natury energii, jakie Druga Grupa chciała zarejestrować, pierścień przesunął się z końca kryształu do jego środka symbolizując zmianę, w której my, należący do ziemskiej szkoły, rozpoznamy nasze własne zagubienie. Będziemy mieli możliwość zrozumienia, że Miłość nie posiada swego przeciwieństwa zwanego Nienawiścią. To właśnie jest owo zagubienie, lub niezrozumienie wywołane dualistyczną naturą ziemskiej szkoły. W wyniku nieprzerwanie zachodzących na Ziemi Zmian, prawdziwym przeciwieństwem Miłości stanie się Brak Miłości.

Przyglądając się obrazom i słuchając tłumaczenia rzecznika Drugiej Grupy, zwróciłem uwagę na jego rzeczowy ton i kliniczny niemal opis Zmian na Ziemi. Uświadomiłem sobie, że na poziomie emocjonalnym zupełnie nie rozumiał o czym właściwie mówił. Z punktu widzenia poziomu umysłowego rzecznik i jego grupa przypominali mi postać z filmu Star Trek pochodzącą z planety Wulkan, pana Spocka, który zupełnie nie potrafił doświadczyć czegokolwiek na poziomie uczuć. Żaden członek tej telepatycznej rasy nie miał zielonego pojęcia czym jest Miłość. Dla nich Miłość była po prostu energią, jak ciepło czy światło. Dla nich praktyczniej byłoby, gdyby Miłość występowała w postaci na przykład polana, które rzuca się do kominka. Wtedy dałaby przynajmniej ciepło. Uzasadniłaby swoje istnienie. Jakiekolwiek spożytkowanie energii takich jak Miłość było dla nich nie do pojęcia. Byli pozbawieni umiejętności postrzegania z punktu widzenia emocji, uczucia i nie potrafili wyrazić tych energii za pomocą emocji. Zapytałem o informacje, jakie mogliby przekazać mieszkańcom Ziemi.

- Wielu z was - odparł rzecznik Drugiej Grupy - wkrótce przeskoczy do waszego Focusa 27 i będzie musiało tam istnieć przez bardzo długi czas. W populacji Ziemi nastąpią ogromne redukcje. Rób, co tylko możesz, aby przygotować swój lud na to zdarzenie.

- Czy możesz dać mi jakiś znak, który pomógłby mi przekonać ich, że te wieści uzyskałem od ciebie? - zapytałem znów ponaglony podpowiedzią Dar.

W odpowiedzi na to pokazano mi obraz komety olbrzymich rozmiarów i o bardzo ostrych krawędziach. Istnienie tej komety będzie niespodzianką dla ogromnej większości ludzi na Ziemi. Wróciłem na krótko myślami do wspomnień wycieczki do Inteligencji Koordynujących. Potem, patrząc na zbliżającą się kometę, usłyszałem słowa piosenki z lat 60-tych: "Oto świat ery Wodnika". Domyśliłem się, że kometa może pochodzić z zodiakalnego Wodnika albo też może wskazywać "nowy sposób myślenia", jaki będzie rządził erą Wodnika. Zauważyłem też, że planetarnym władcą Wodnika jest Uran, co znaczy, że ich energie są podobne. Tak więc, kometa ta może w jakiś sposób mieć związek z wydarzeniami mającymi w sobie tę energię, która wskazuje na nagłe, nieoczekiwane, dziwne zmiany, zazwyczaj niewygodne.

Potem miałem wrażenie obecności czegoś bardzo odległego o miliony lub nawet miliardy lat świetlnych. Czymkolwiek to było, miało złączyć się z osią rotacji Ziemi po strome bieguna północnego. Złączenie to miało pozwolić na nawiązanie łączności z jakąś formą energii, która znajdzie się w systemie energetycznym Ziemi. Zbliżająca się kometa miała stać się punktem wyjścia dla ustanowienia owego energetycznego złączenia. Pod koniec sekwencji obrazów, które oglądałem, pokazano mi jeszcze kraba; zrozumiałem, że ma on symbolizować związek między kometą a zodiakalnym znakiem Raka, który energetycznie przypomina Księżyc. Energie Księżyca to emocje, odległa przeszłość i zasada kobieca.

(Uwaga dodatkowa: trochę się zdumiałem, kiedy po powrocie do domu przeczytałem w Rocky Mountain News o tym, że po raz pierwszy dostrzeżono nieznaną dotąd kometę Hyakutke, którą 30 stycznia 1996 odkrył astronom--amator z Japonii. Pod względem astrologicznym, 30 stycznia to dzień, w którym Słońce znajduje się w znaku Wodnika. Jeszcze bardziej zdumiałem się, gdy poznałem teoretyczną drogę komety przedstawioną na ilustracji towarzyszącej artykułowi. Jej ścieżka, widziana z Ziemi, twierdził artykuł, wiedzie bardzo, bardzo blisko Gwiazdy Polarnej. Jest to gwiazda leżąca wzdłuż osi rotacyjnej Ziemi, po północnej stronie globu. Artykuł twierdził, że pod koniec marca 1996 kometa Hyakutke minie Ziemię w odległości około piętnastu milionów kilometrów, po czym okrąży nasze Słońce. Czytając ten artykuł, czułem, jak włosy stają mi dęba, przypomniałem sobie bowiem wszystkie obrazy pokazane mi podczas kontaktu z Drugą Grupą. Wciąż jestem ogromnie ciekaw jakie też znaczenie miał krab. Cokolwiek jednak oznaczał, uważam, że pojawienie się komety Hyakutke jest swego rodzaju potwierdzeniem informacji, które otrzymałem.)

Z taśmy znów rozległ się głos Dar, a ja zadałem pytanie przez nią podyktowane:

- Jaki będzie emocjonalny wpływ Zmian na Ziemi na istoty ludzkie?

Kiedy zadałem to pytanie, potwierdziły się moje poprzednie podejrzenie co do emocjonalnej natury Drugiej Grupy. Mój gospodarz nie mógł użyć swego zwykłego języka tonowego, aby odpowiedzieć na moje pytanie. Zamiast tego spróbował odtonować mi dźwięk słowa, które sprawiło mu kłopot. W jego języku nie było słowa, które oddawałoby słowo "emocjonalny". Mógł jedynie próbować, a i to z wielką trudnością, odtworzyć dźwięk tego słowa.

- EEE..... MMMM..... OOOOOO..... SSSSJJJJOOO....

NNNNAAAA.....NNNNYYYY.....wpływ? - brzmiała jego odpowiedź, ledwie dla mnie zrozumiała, za którą mogłem wyczuć olbrzymi znak zapytania.

- Tak, wpływ emocjonalny, no wiesz, uczucia! Na przykład, gdybyś był na Ziemi w chwili, kiedy ta energia Miłości znajdzie się w krysztale środka Ziemi, to jakie wrażenie wywarłaby ona na tobie jako na jednostce? - odparłem Jego twarz była kompletnie bez wyrazu, zorientowałem się więc, że nie miał pojęcia o czym mówię.

- Jesteśmy rasą telepatyczną, i jako taka niemal nie rozumiemy co znaczy "doświadczać czegoś jako jednostka". Wszyscy jesteśmy ze sobą nieustannie złączeni, więc każdy z nas doświadcza wszystkiego jako jednolita grupa. Członek naszej rasy działający jako jednostka wywołuje wielkie zamieszanie w przepływie informacji między całą resztą. Zdarza się to od czasu do czasu, ale bynajmniej nikogo się do tego nie zachęca. Musieliśmy rozwinąć formę grupowej świadomości, która pozostaje we względnej ze sobą współpracy i jest ujednolicona. Ta współpraca wypływa z grupy jako całości i jest kontrolowana przez grupę jako całość. Teraz to ja byłem tym, który nie może wyjść ze zdziwienia, próbując pojąć i zrozumieć implikacje, jakie niosło za sobą bycie członkiem rasy telepatycznej. Zastanawiałem się jak to jest, należeć do rasy, której wszystkie umysły są ze sobą połączone, gdy każdy nieustannie odbiera myśli wszystkich innych? Na Ziemi oznaczałoby to, że myśli Aborygena z głębokiej Australii mogłyby wpłynąć do umysłu maklera giełdowego z Nowego Jorku. Myśli Chinki o skłonnościach samobójczych, znajdującej się na dodatek w depresji, wędrowałyby przez umysł królowej Anglii. Myśli muzułmańskiego żołnierza •walczącego w świętej wojnie w Bagdadzie zalewałyby każdy inny umysł na świecie. Panowałby kompletny i całkowity chaos, każdy słuchałby sześciu miliardów różnych radiostacji jednocześnie. Jeśli o mnie chodzi, to w takiej grupie nie istniałyby żadne kulturalne, seksualne, religijne, ideologiczne czy narodowe różnice. Tego rodzaju egzystencja jest dla mnie niepojęta. A jednak, telepatyczne istnienie Drugiej Grupy borykało się ze wszystkimi tymi indywidualnymi różnicami właśnie po to, aby móc funkcjonować. Teraz to ja byłem tym, który nie rozumie, tym, którego twarz jest bez wyrazu.

- My, w ziemskiej szkole uważamy się za indywidualności oddzielne od reszty grupy - odparłem. - Tu, na Ziemi większość ludzi działa tak, jakby zachowywali swoje myśli wyłącznie dla siebie. Osobiście w to nie wierzę, ale tak właśnie uważa większość ludzi na Ziemi. Riip, rang, rang, łap! - zatonowałem do rzecznika, co miało oznaczać: "Implikacje waszej telepatycznej egzystencji są dla pojedynczego umysłu na Ziemi nie do pojęcia. Tego rodzaju telepatyczne połączenie zdarza się tu u pojedynczych osobników, ale zdecydowanie nie jest ono mile widziane. Nazywamy takich ludzi chorymi psychicznie. Nie tak dawno temu paliliśmy takich ludzi jako czarowników".

- Gdyby indywidualne myśli nie znajdowały się pod ścisłą kontrolą - objaśniał dalej rzecznik - świadomość każdego z nas byłaby przeładowana myślami miliardów członków naszej rasy. Nikt nie mógłby egzystować lub myśleć w takim natłoku cudzych myśli.

- A jednak - sprzeciwiłem się - tak właśnie żyjemy tu na Ziemi, nie posiadamy tylko świadomego połączenia telepatycznego.

- To dla nas nie do pojęcia! - wykrzyknął. - Zawsze myśleliśmy, że wasz sposób życia jest niemożliwy.

- Tak, zdaje się, że wasz sposób życia też jest niemożliwy. My na Ziemi najwyraźniej poszliśmy inną ewolucyjną drogą prowadzącą do Świadomej Jaźni. Nam chodziło o zamknięcie się na świadomość innych w grupie po to, aby przeżyć i funkcjonować jako istoty indywidualne, oddzielne od całej reszty.

- My przeciwnie, rozwinęliśmy sposób myślenia naszych myśli jako telepatycznie połączoną całość - oświadczył rzecznik. Wspomniałeś o egzystencji jednostek, a to sprawia, że jeszcze bardziej chcemy nawiązać z wami łączność. Chcemy się dowiedzieć jak wam, tam na Ziemi, udaje się istnieć jako jednostki. To jedna z kwestii, dla których tu przybyliśmy i które chcemy zbadać. A jeśli chodzi o ten drugi dźwięk, który wydałeś, to EEEE... MMMMOOOO..., to nie znamy go, nie rozumiemy, nie mamy go w naszym słowniku. Cokolwiek ono oznacza, nie znajduje się w naszym języku ani w naszej świadomości. Ale jako Badacze rozumiemy, że często zrozumienie pojawia się wtedy, gdy sonduje się to, co nieznane. To, co masz na myśli, kiedy mówisz EEEE... MMMMOOOO... zdecydowanie kwalifikuje się jako nieznane. Czy ta rzecz wiąże się w jakiś sposób z nauczeniem się jak czuć? - zapytał.

- Tak, wpływ emocjonalny i uczucia są bardzo sobie bliskie w rzeczywistości ziemskiej. Są one jakby dwoma sposobami mówienia o tej samej rzeczy - objaśniłem mu. - Niektórzy z nas postrzegają emocje jako energię, a uczucia jako wpływ energii emocjonalnych.

- Naprawdę? To nadzwyczajne! Najważniejszym celem naszej misji jest uczyć się uczuć. Dlatego właśnie przywieźliśmy tu z naszego świata cały nasz sprzęt i tych techników. Mamy tu przede wszystkim obserwować i zapisywać wszystko o tych uczuciach, cokolwiek.

- Rozumiem... ten sprzęt jest naprawdę imponujący. Słuchaj, nie chcę przynosić ci złych wieści, ale jestem raczej pewien, że te wszystkie wasze instrumenty i oprzyrządowanie okaże się bezużyteczne w tej misji - ostrzegłem rzecznika.

I w tej chwili usłyszałem coś jakby wrzask tysięcy indyków gulgoczących z całych sił, a ich przenikliwe głosy rozbrzmiewały echem w całym pomieszczeniu.

- Piiiiiiiiii..... gę, gę, gę..... gul, gul, gul..... piiiiiiiii - rozlegało się po całym statku. Zdaje się, że po mojej, w ich mniemaniu niestosownej uwadze, chwilowo stracili kontrolę nad swoim grupowym umysłem. W tych odgłosach wyczuwałem taką oto informację: - To, co mówi ten Ziemianin jest niemożliwe! Nasza technologia znacznie przewyższa ich, on nie wie o czym mówi!

Moje tysiąc indyków zamkniętych w ciasnej puszce uspokajało się przez dobre dziesięć sekund. Od razu wiedziałem, co się dzieje z tą telepatyczną rasą, kiedy pojawia się jakieś naprawdę silnie oddziałujące zdarzenie. Reakcją na moją nielogiczną uwagę był całkowity chaos w zbiorowym procesie myślenia. Po krótkiej sprzeczce znów zdołali przybrać swoją zwykłą formę świadomości, po czym rzecznik znów skontaktował się ze mną.

- Moim zdaniem - ciągnąłem - jako ucznia szkoły ziemskiej, jeśli chcecie wypełnić swoją misję, nie możecie opierać się li tylko i wyłącznie na swoich przyrządach.

Znów rozległ się ogłuszający dźwięk tysięcy zdumionych i urażonych indyków, który trwał dopóki wreszcie ponownie nie zapanowali nad swoimi wspólnymi myślami. Tym razem jednak uspokoili się szybciej.

- Jak pewnie zauważyłeś, większość członków naszej załogi nie wierzy ci w tej kwestii - odezwał się rzecznik. - Czy mógłbyś nam to wytłumaczyć, to znaczy... naszą... hm, niestosowność naszego sprzętu.

- Nie chodzi tu o niestosowność, a raczej nieużyteczność - odparłem. - Jedynym sposobem na poznanie lub zapisanie uczucia, czyli impulsu energii emocjonalnej takiego na przykład jak Miłość, jest... stanie się instrumentem. Zdaje mi się, że aby wypełnić swoją misję, sami musielibyście stać się czujnikami i nagrywarkami. A to oznacza użycie waszych ciał jako dysku twardego. Inne wasze instrumenty mogą coś tam pochwycić, ale w ten sposób nie wypełnicie swojej misji, bo nie poznacie prawdziwego znaczenia uczucia.

Coś takiego najwyraźniej nigdy nie przyszło im na wspólną myśl. Usłyszałem słabsze tym razem indycze odgłosy, a potem nastąpiła cisza; Druga Grupa zastanawiała się usilnie nad moimi słowami.

- Energia Czystej Bezwarunkowej Miłości jest częścią Wielkiego Zdarzenia, które chcemy zapisać, czy mógłbyś więc w jakiś sposób zademonstrować nam jak mamy rozumieć używanie tej specyficznej energii? - zapytał rzecznik.

Zrozumiałem teraz dlaczego kilka chwil wcześniej, zupełnie niespodziewanie pojawiła się obok mnie Robyn, jedna z kobiet naszej grupy. Wychwyciłem jej przybycie i zastanawiałem się, po co się tu zjawiła.

- Jedną chwileczkę - odtonowałem do rzecznika.

Zwróciłem się do Robyn takimi mniej więcej dźwiękami: "Sziriiip, nak, griiiicz, griiicz". Dzięki temu Robyn poznała, zrozumiała i zapamiętała całą historię, od mojego pierwszego kontaktu z Drugą Grupą począwszy, a na chwili jej przybycia skończywszy. Zakończyłem moją przemowę znakiem zapytania: "Czy możesz mi pomóc pokazać to im?".

- Jasne, spróbujmy - odparła Robyn. - To może być zabawne!

Znów zwróciliśmy uwagę na rzecznika i przekazaliśmy mu, że jesteśmy gotowi.

- Chwileczkę - odparł. - Chcemy tylko sprawdzić, czy wszystkie instrumenty są gotowe - a po chwili: - W porządku, zaczynajcie.

Stanęliśmy z Robyn naprzeciw siebie w niewielkiej odległości. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy, uśmiechnęliśmy się do siebie i pozwoliliśmy, aby zaczęło w nas narastać uczucie Czystej Bezwarunkowej Miłości. Każde z nas budowało swój własny wyraz Czystej Bezwarunkowej Miłości. Mój ton brzmiał dla mnie tak realnie, że byłem pewien, iż nawet fizyczny magnetofon mógł go pochwycić. Wysłaliśmy nasze uczucia do siebie wzajemnie, a kiedy to się stało, nasze serca złączyły się w jednej Czystej Bezwarunkowej Miłości.

Nasze tony miały nieco inne częstotliwości, a kiedy się połączyły, wyraźnie czułem jedną! Nie powinno mnie to chyba dziwić, ale zdziwiło! Nasze dwa połączone tony wyrażające Czystą Bezwarunkową Miłość brzmiały dokładnie jak dźwięk Hemi-Sync. Dźwięk ten zawierał w sobie uczucie podobne do kombinacji ogromnej wdzięczności i całkowitej akceptacji wszystkiego i wszystkich. Całkowity błogostan! Przez jakieś dziesięć sekund oboje z Robyn pozwoliliśmy temu uczuciu narastać w sobie, po czym skierowaliśmy jego cząstkę ku rzecznikowi Drugiej Grupy Utrzymywaliśmy je w ten sposób jeszcze przez pięć czy sześć sekund, po czym jednocześnie wyłączyliśmy. Zajrzałem wtedy do wnętrza statku, aby zobaczyć co też robią technicy. Wszyscy pilnie analizowali wyniki odczytów. - Brzęk, pop, pop, trzask - nadeszło od rzecznika. - Nasze instrumenty rzeczywiście coś zarejestrowały, ale nie rozumiemy tego. To musi być jakaś anomalia czasowa.

Czekaliśmy z Robyn jeszcze przez chwilę, póki nie ucichł indyczy gulgot w tle.

- To świetnie, że wasze instrumenty coś zarejestrowały, ale, jak powiedziałem wcześniej, jeśli chcecie wypełnić waszą misję i zapisać uczucia i emocjonalny wpływ energii Czystej Bezwarunkowej Miłości, sami musicie stać się instrumentami.

Znów wyczułem wielkie zakłopotanie, znów rozległy się pochrząkiwania. Przyszło mi na myśl, co też by się stało, gdyby nasi ziemscy naukowcy próbowali dowiedzieć się czym jest Miłość przy pomocy oscyloskopów, czujników i innych urządzeń pomiarowych. Może poczuliby wtedy dym, ale nigdy przecież nie ujrzeliby ogniska.

Właśnie wtedy na taśmie rozległ się głos Dar informujący nas, że pora wracać do kryształu w TMI-Tam. - Przykro mi, ale musimy już wracać do naszej... eeee... bazy - zatonowałem do rzecznika. - Mam nadzieję, /e nasza demonstracja pomogła wam.

Nie czekając na odpowiedź, skierowaliśmy się z Robyn do TMI-Tam. Spojrzałem jeszcze w tył i ujrzałem na twarzy rzecznika dość dziwny wyraz, mogę tylko przypuszczać, że nasze nagłe odejście było dla nich kolejnym przejawem braku logiki. Wyraźnie czułem, że po prostu nie potrafił logicznie pojąć dlaczego odeszliśmy tak nagle, w połowie właśnie przeprowadzanego eksperymentu.

Udaliśmy się do TMI-Tam, dołączyliśmy do reszty grupy przy krysztale i przez chwilę pławiliśmy się w jego energii. Na polecenie Dar, zregenerowani, skierowaliśmy się do swoich pomieszczeń CHEC i świadomości C1.