oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 12
Kontakty ET

W swojej drugiej książce, Dalekie podróże wydanej w roku 1985, w rozdziale pt. "Zgromadzenie", Bob Monroe opisuje obszar obecnie, w programie Exploration 27, nazywany Focusem 34/35. Zgodnie z opisem Boba, Istoty lub Inteligencje pochodzące z wielu miejsc w granicach naszego fizycznego wszechświata pozostają w pobliżu Ziemi, aby obserwować to, co zostało nazwane Zmianami na Ziemi. Bob dowiedział się o tym podczas badań technik wychodzenia poza ciało, kiedy pewna istota, którą nazwał INSPEC, zaprowadziła go do Zgromadzenia. Jego przeżycia opisane w tej książce mogą zainteresować czytelników pod kątem moich własnych pozaziemskich (ET) kontaktów, o których opowiadam poniżej.

Po spotkaniu z nauczycielami, a tuż przed naszą pierwszą próbą dostania się do Zgromadzenia, poproszono nas, abyśmy stanęli w kręgu. Kiedy próbowaliśmy usilnie sprawić, aby nasze koło przypominało bardziej koło niż elipsę, Tom, jeden z uczestników, zaczął się wygłupiać. Zaśpiewał nagle:

- You put your right foot in, you put your right foot out - nawiązując w ten sposób do dziecięcej zabawy nazywanej Hokey Pokey.

Stał obok mnie. Nagle, zupełnie niespodziewanie, przypomniało mi się nasze pierwsze ćwiczenie z taśmą, kiedy pierwszy raz zobaczyłem, jak grupa zbiera się wokół kryształu w TMI-Tam w Focusie 27. Niefizycznie, stanęliśmy w milczeniu wokół kryształu i wzięliśmy się za ręce. Potem, jednocześnie, prawą nogą zrobiliśmy krok w przód i wyciągnęliśmy złączone ręce ku podstawie kryształu. Następnie wyciągnęliśmy ręce w górę, znów jednocześnie zrobiliśmy krok w tył prawą nogą. Nasze złączone ręce wciąż sunęły w górze ku skrajowi kręgu, aż w końcu wyglądało to z góry jak wielki kwiat lotosu. Potem wydaliśmy dźwięk, a wraz z nim, z tym radosnym "WOOOO-AAAA", kryształ ożył w cichych eksplozjach o niewiarygodnej mocy. Wystrzeliły z niego energie o wszelkich barwach, żółcie, pomarańcze, czerwienie, różowości i biele strzeliły w górę i opadły na nasze głowy. Tamto wspomnienie sprawiło, że zapragnąłem powtórzyć doświadczenie w świecie fizycznym. Jąkając się trochę, opowiedziałem pozostałym co widziałem podczas naszego pierwszego ćwiczenia i poprosiłem, żebyśmy zrobili to jeszcze raz, teraz, zaraz. Pokazałem wszystkim jakie ruchy należy wykonywać, po czym stanęliśmy w kręgu. Poruszaliśmy się i wykrzyknęliśmy ten dźwięk, jakbyśmy ćwiczyli to godzinami. To było coś wręcz niesamowitego! Przy drugim "WOOOO-AAAA" poczułem jak prosto z podłogi między nami strzela kolumna energii o ogromnej mocy. Przy czwartym dźwięku całe moje ciało zaczęło się rozgrzewać, jakbym miał 40-stopniową gorączkę, tylko że tym razem była to gorączka czystej radości. Po ósmym czy dziewiątym "WOOOO-AAAA" umilkliśmy, znów jednocześnie. Wszyscy mówili o cieple i energii przepływającej przez nasze ciała. Potem przeszliśmy do swoich pomieszczeń CHEC, aby udać się na pierwsze badania Zgromadzenia. Po wyrażeniu afirmacji skierowałem się wprost do kryształu w TMI-Tam, aby zaczekać na resztę grupy. Zjawiali się jeden za drugim i powoli stworzyliśmy zamknięty krąg wokół podstawy kryształu. Powtórzyliśmy nasze "WOOOO-AAAA" i ruch kwiatu lotosu. Barwne światła i iskierki wystrzeliły kaskadą w powietrze i obsypały nas kolorowym deszczem, naładowując nas jednocześnie energią Czystej Bezwarunkowej Miłości płynącą z kryształu. Potem, kierując się instrukcjami nagranymi na taśmie, skorzystaliśmy z metody strzału z procy zasugerowanej przez trenerów, i poszybowaliśmy do Focusa 34/35. Najpierw skierowałem się ku Kryształowi Jądra Ziemi mając wrażenie, jakbym rozciągał długą gumową taśmę. Ściemniało się, a ja coraz mocniej odczuwałem ciężkie wibracje JZ F-27. Potem, kiedy minęły, poczułem jak przyspieszam i mknę przez wszystkie poziomy focusów ku kryształowi w TMI-Tam w Focusie 27, a pole widzenia coraz bardziej rozjaśniało się. Lecąc przez jasność kryształu w TMI-Tam, przemknąłem obok niego i znalazłem się na rozległym, spowitym ciemnością pustym polu. Wciąż czułem, że poruszam się przez tę ciemność, póki dźwięki Hemi-Sync nie powiedziały mi, że znalazłem się w Focusie 34/35. Nie wiedząc właściwie jak to się stało, byłem w Zgromadzeniu. Otworzyłem wszystkie zmysły na to, co mnie otaczało, próbując wyczuć to, co było najbliżej mnie.

Zdawało się jednak, że nie było tam nic oprócz ciemności, potem jednak pojawiło się delikatne światło i poczułem, że w moim polu widzenia coś się porusza z góry w dół. Skupiłem się na tym ruchu i ujrzałem jakieś dziwne kształty; przewalające się po niebie chmury, coś, co wyglądało jak muszla olbrzymiego ślimaka, i jeszcze coś innego, co przypominało długi cylinder. Zdawało mi się, że cylinder ma setki metrów długości, a z jego jednego końca wystawało coś w rodzaju anteny satelitarnej. Od czasu do czasu słyszałem też dziwne, gulgoczące dźwięki. Potem minęło mnie coś, co wyglądało jak wielki grzyb. Jego olbrzymi, płaski kapelusz i gruba noga przypomniały mi obrazy z Dysku sprzed ponad dwudziestu lat. Potem ukazał się kolejny dziwny kształt, coś jak gigantyczna purchawka. Miałem niejasne przeczucie, że zawierała w sobie jakiegoś rodzaju inteligencję. Postanowiłem nawiązać z nią kontakt.

- Halo?... Przepraszam!... czy jest tam ktoś? - zawołałem niepewnie.

Rozległ się zabawny, gulgoczący dźwięk i odniosłem wrażenie, że wewnątrz purchawki coś się przesuwa. Ruszało się, jakby chciało oddzielić się od całej reszty, jakby wnętrze purchawki wypełnione było czymś w rodzaju świadomej żelatyny, której część oddzielała się i formowała się w coś, co mogło się ze mną komunikować. Z wielkiej masy wypłynęła jakby mała piłeczka owej świadomej żelatyny. Miałem wrażenie, że jest trochę nieśmiała i nie bardzo wie jak właściwie ma się ze mną porozumiewać.

- Cześć, nazywam się Bruce i jestem tu na wycieczce z grupą ludzi z Ziemi. Chcemy się dowiedzieć czegoś o Zgromadzeniu. Czy to właśnie to miejsce, gdzie teraz jestem?

Czułem, że mała żelatynowa kulka przede mną zbiera się na odwagę, żeby odpowiedzieć. Kiedy to zrobiła, prawie parsknąłem śmiechem na dźwięk jej głosu. Był to szybki, bardzo wysoki, piszczący głosik, wyższy i szybszy niż ten, którym posługiwały się wiewiórki Chip i Dale z kreskówki Walta Disneya. Mówił bardzo szybko, powtarzając przy tym zdania.

- Tak, to jest Zgromadzenie, jesteś we właściwym miejscu, to właśnie tu zgromadziło się wielu, aby obserwować szkołę na Ziemi. Przepraszam, że trwało to tak długo, nie jestem przyzwyczajony do działania jako indywidualna jednostka, trochę czasu zabrało mi oddzielnie od całego ciała i przygotowanie się do porozumienia się z tobą, czy rozumiesz mój komunikat?

- Jest trochę szybki i ma wysoki ton, ale tak, rozumiem. To nie jest właściwa ci forma istnienia, prawda?

- Och, nie, moja forma jest bardziej całościowa, świadoma na wielu poziomach jednocześnie, zdaje się, że ty potrzebujesz do istnienia węższych granic, mniejszej cząstki całości, aby odebrać mój komunikat, stąd to oddzielenie. Jestem zaledwie małą cząstką tego, co dostępne, więcej za jednym razem mogłoby być dla ciebie za trudne do zrozumienia, przeładowałoby twój panel, pewnie wywołałoby w tobie spięcie.

- Słyszałem taki śmieszny gulgot tuż zanim poczułem, ze się oddzielasz od całości.

- Tak, próbowaliśmy skomunikować się z tobą najpierw jako całość, ale z twojej reakcji jasno wynikało, że nie rozumiesz, no comprendo, nada, za dużo dla ciebie.

Ten wysoki, piszczący głos był komiczny, zabawny i skuteczny.

- Czy możesz mi powiedzieć dlaczego tu jesteś? - zapytałem zachęcony głosem Dar, który rozległ się z taśmy.

- Jesteśmy tu, aby być świadkami Wielkiego Wydarzenia i opowiedzieć o nim w naszym własnym świecie. Jesteśmy jednostką zbierającą informacje. Jak zespół dziennikarzy, wiesz, na żywo z miejsca zdarzenia, młody reporter, film o jedenastej, a teraz łączymy ze studiem. Wysyłamy raporty o zdarzeniach, które dzieją się tutaj do naszego świata. Jesteśmy z innej galaktyki niż twoja.

Musiałem chyba źle sformułować moje następne pytanie. Chciałem tylko zapytać o coś w rodzaju "Skąd jesteś?", jak się pyta kogoś obcego, po prostu rozpocząć grzeczną rozmowę. Ale wtedy mała kulka raptem zamilkła. Na całe dwie sekundy. Spodziewałem się, że wskaże jakąś odległą gwiazdę i powie coś w rodzaju "Mój dom jest tam". Ale nie spodziewałem się tego, co się stało...

- Pokażę ci, chodź tędy - powiedział zdecydowanie cienki głosik.

Miałem wrażenie, że obaj obróciliśmy się w prawo i maluch wskazał czymś na niebo. Po tym wszystko stało się tak błyskawicznie, że więcej czasu zajmie ci przeczytanie następnego zdania niż nam zajęło całe zdarzenie. Wyskoczyła przed nami świetlista, żółta tuba, jak Tuba Poznania, którą widziałem już wcześniej, i w mgnieniu oka pokonaliśmy tysiące lat świetlnych. Najpierw lecieliśmy prosto, potem tuba jakby skręciła nieco i następnym skokiem pokonaliśmy kolejnych kilka tysięcy łat świetlnych. Wciąż trudno mi uwierzyć w to, co stało się potem. Mój mały towarzysz i ja przemknęliśmy obok pierwszej części tuby, zawróciliśmy i przelecieliśmy kolejne tysiące lat w następnej, mniej więcej, milisekundzie. Przez cały czas widziałem wyraźnie czerń nieba i gwiazdy przed nami i czułem ruch, prędkość przekraczającą pojęcie świata fizycznego. Za każdym razem, kiedy dochodziliśmy do miejsca, w którym tuba zakręcała, czułem lekkie przyspieszenie. I przez cały czas widziałem też, że tuba tworzyła coś w rodzaju znaków przystankowych w prostej linii, i to jak okiem sięgnąć. W różnych miejscach, umieszczonych w różnych od siebie odległościach, inne tuby odrywały się od tych punktów i wylatywały pod innym kątem w czarne niebo. Nie mam pojęcia jak daleko podróżowaliśmy, ale musiały to być miliony lat świetlnych. Potem poczułem, że tuba zwalnia i zatrzymuje się.

- To tu, to jest mój świat, tu mieszkamy, tu przesyłamy film o jedenastej - powiedział wysoki, piszczący głosik obok mnie.

Spojrzałem w dół i uświadomiłem sobie, że patrzę na planetę. Wokół niej płynęły chmury, a na jej powierzchni przeważał kolor niebieski i brązowawy. Staliśmy tak chyba przez jakieś pół sekundy.

- No i co, dość się napatrzyłeś? To świetnie, czas wracać - zapiszczał mój mały kumpel.

Ruszyliśmy w tył i wkrótce planeta była jedynie plamką światła gdzieś w oddali, a po niedługiej chwili całkiem zniknęła. Zdaje mi się, że wróciliśmy tą samą drogą. Lecieliśmy w tył przez cały czas i znów z szybkością wykraczającą poza wszelkie pojęcie. Czułem też lekkie uderzenia za każdym razem, kiedy tuba zmieniała kierunek. Widziałem gwiazdy, które pozostawały w polu widzenia przez kilka milisekund, po czym następowało kolejne lekkie uderzenie i już widziałem inne gwiazdy. Zatrzymaliśmy się w tym samym punkcie, z którego wyruszyliśmy i znów unosiliśmy się obok gigantycznej purchawki. Zdaje mi się, że cała podróż zabrała nam jakieś dwie, no może dwie i pół sekundy. Wiem, że w naszym pojęciu mówienie o podróżowaniu przez lata świetlne w kilka sekund jest niemożliwe, ale wiem też, że tego właśnie doświadczyłem. To była bardzo długa podróż, poruszaliśmy się bardzo szybko i to nie w linii prostej. Unosiłem się obok purchawki bez słowa jakieś pięć sekund, próbując zebrać obrazy z podróży i pozbierać siebie samego z mentalnego szoku. Czułem się, jakbym dostał po psychice kijem baseballowym.

- Dobrze się czujesz? - zapiszczał mały, a w jego głosie dało się wyczuć prawdziwą troskę.

- Co?... chyba tak... ta wycieczka trochę mnie oszołomiła, ale już chyba wszystko w porządku - dobrą chwilę trwało zanim doszedłem do siebie i przypomniałem sobie gdzie się znajdowałem i co miałem robić. - Tak, już dobrze, nic mi nie jest. Powiedziałeś wcześniej, że jesteście tu, aby obserwować Wielkie Wydarzenie. Czy możesz mi powiedzieć, co to jest?

- Jasne. Kryształ jądra twojej planety porusza się jednostajnie względem pewnego odległego obiektu. Jest to złączenie na poziomie intergalaktycznym - odparł mały spokojnie.

- Co to za obiekt? - pytałem dalej.

- Szef, wielki boss, mistrz, bonza, ośrodek Wszechświata, ojciec wszystkich ojców, kapujesz? - odpowiedział.

Z tych dziwacznych opisów uformował się w mojej głowie pewien obraz. Przypominał obraz osi Uran - Bimini, tylko że jego elementami była Ziemia i jakiś daleki obiekt. Miałem wrażenie, że to połączenie będzie drogą, którą dotrze do naszego kryształu jakiś rodzaj energii. Czymkolwiek by ta energia nie była, stanie się częścią nowej "świadomości otoczenia" mieszkańców Ziemi, i fizycznej, i nie-fizycznej. Wydawało mi się, że nie było to jeszcze wciąż złączenie doskonałe, lecz niewiele do tego brakowało. Bardzo niewiele. Mieszkańcy Ziemi już odczuwali skutki zaledwie ułamka mocy owej energii. W miarę doskonalenia się owego złączenia, wzrośnie moc oddziaływania jego energii.

- Kiedy będzie miało miejsce to Wielkie Wydarzenie? - zaciekawiłem się.

- Już się zaczęło. Całkowite złączenie nastąpi bardzo niedługo - odparł maluch.

- Co się wtedy stanie? - dociekałem.

W odpowiedzi na moje pytanie ujrzałem gdzieś w sobie obraz końcowej sceny z filmu "2001: Kosmiczna Odyseja", obraz planety Ziemi, jasnej na tle ciemnego nieba i odległych gwiazd. Z Ziemi uleciała kula światła i zaczęła wędrować w górę. Miała wielkość samej Ziemi, a wewnątrz niej widziałem w pełni uformowane ciało ludzkiego dziecka. Miało szeroko otwarte oczy i rozglądało się wokół.

- A więc, kiedy Kryształ Jądra Ziemi i ten odległy obiekt połączą się, nastąpią jakieś narodziny? - zapytałem.

- Tak, ludzkie narodziny, to chyba najlepszy sposób na opisanie Wielkiego Zdarzenia - stwierdził maluch.

- Dlaczego chcecie być świadkami tego zdarzenia?

- Tworzymy to Zgromadzenie, ponieważ zmiana, którą przyniesie ze sobą Wielkie Zdarzenie może mieć wpływ na nas wszystkich. Istnieje też aspekt pragnienia zanotowania go, abyśmy byli lepiej przygotowani, gdyby przypadkiem coś takiego zdarzyło się w naszym świecie - odparł bez owijania w bawełnę.

- Jaki emocjonalny skutek wywrze to zdarzenie na mieszkańców Ziemi? - dopytywałem się dalej.

- Emocjonalny? Nie potrafię przetłumaczyć tego na mój język, przykro mi, ale nie mogę ci w tym pomóc, może spróbuj z kimś innym - zapiszczał mały.

- Och... aha... no cóż, dzięki za pomoc, rozejrzę się tu jeszcze - odparłem.

I wtedy poczułem, jak ów mały fragment czegoś większego, z którym się komunikowałem wchłonął się do wnętrza wielkiej purchawki i stopił z resztą siebie samego. Otworzyłem umysł na szersze postrzeganie i patrzyłem, jak purchawka odpływa, a inne obiekty mijają mnie wolno. Głos Dar na taśmie zasugerował, żebyśmy spróbowali nawiązać kontakt z kimś, kto uczył się na Ziemi, jeśli ktoś taki w ogóle przebywał w pobliżu. Postanowiłem spróbować.

- Halo?... czy jest tu ktoś, kto uczył się na Ziemi i z kim mógłbym porozmawiać? - rzuciłem w przestrzeń.

- Tak - nadeszła odpowiedź udzielona głębokim basem o niskiej częstotliwości. - Jestem tu, w czym mogę ci pomóc? - zapytał głos głębszy niż głos Jamesa Earl Jonesa.

- Ciekawi mnie emocjonalny skutek, jaki Wielkie Zdarzenie wywrze na mieszkańców Ziemi. Czy mógłbyś mi coś na ten temat powiedzieć? - zapytałem.

- Hm - nadeszło w odpowiedzi, jak najniższa nuta organów. - Emocjonalny skutek...? Wiele czasu upłynęło odkąd ostatni raz czułem jakieś emocjonalne skutki... chyba nie pamiętam wystarczająco dużo, aby odpowiedzieć ci na to pytanie w odpowiedni sposób - odparł głęboki głos.

Brak odpowiedzi od rzekomego ucznia ziemskiej szkoły sprawił, że od razu stałem się podejrzliwy. Jak ktoś, kto uczył się w ziemskiej szkole może nie pamiętać emocji? Zdaje się, że miałem do czynienia z oszustem!

- Spróbujmy inaczej - usłyszałem znów ów głęboko wibrujący głos.

Nagle coś zwróciło moją uwagę. Mógłbym może powiedzieć, że były to wibracje, ale to niezupełnie było tak. Zacząłem czuć coś w rodzaju przyspieszenia wibracji. Coraz szybsza, wywołała u mnie jakby szczególne uwrażliwienie świadomości. A potem wrażenie to zniknęło.

- Tak najlepiej potrafię to opisać. Z twojej perspektywy ; patrząc, zdaję sobie sprawę, że nie jest to wiele, ale to i najlepsze tłumaczenie, na jakie mnie stać. Mam nadzieję, że ci pomogłem - zawibrował głęboki głos.

- Rzeczywiście coś czułem, i rzeczywiście było to jakby przyspieszenie czegoś, ale to wszystko - odparłem.

- Niedługo poczujesz więcej - rzucił głos.

- Aha... no cóż, dzięki za pomoc - odrzekłem i odszedłem na dalsze badania. Niedługo potem usłyszałem głos Dar mówiący, że czas wracać do TMI-Tam. Wróciłem więc i na miejscu zastałem już czekających na mnie Boba i Eda.

- Mówiłem ci - zwrócił się Bob do Eda - że jego energie będą pomocne grupie!

- Ani przez chwilę w to nie wątpiłem - odparł Ed z uśmiechem.

- Musieliśmy wtrącić się trochę i skłonić Toma do Hokey Pokey - poinformował mnie Bob. - Ale od tej chwili sam już wiedziałeś, co robić. Nie masz pojęcia, jak ważne było to, żeby grupa odegrała ten rytuał przed ćwiczeniem z taśmą. Kiedy skończyliście, każdy z was po prostu jaśniał energią. A dzięki temu wszyscy znacznie łatwiej znaleźli drogę do Zgromadzenia.

- Bob ma rację - dodał Ed. - To najlepsze badania Zgromadzenia przez dużą grupę ludzi od samego początku programu. Twoja grupa radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Wszyscy, którzy pracują po tej stronie, są po prostu rozentuzjazmowani waszymi poczynaniami.

- A to nie wszystko - stwierdził podekscytowany Bob. - Jest tego znacznie więcej.

- Ale to przecież miało stać się później, Bob! - zaśmiałem się.

- Nonsens, zadbaliśmy o to już na początku, pamiętasz? Teraz nic, a wszystko dopiero później? Widzisz, później właśnie nadeszło! Odpręż się i pozwól rzeczom się dziać, a wszystko będzie dobrze - odparł Bob. - Zdaje się, że wszyscy już wrócili. Powinieneś chyba dołączyć do grupy i dobrze się bawić!

Rzeczywiście, wszyscy zdążyli już wrócić, ustawiliśmy) się więc w kręgu, wzięliśmy się za ręce i powtórzyliśmy kilkakrotnie nasze WOOOO-AAAA, póki nie nadeszła pora na powrót do świadomości C1.

Podczas spotkania po naszej wyprawie widać było wyraźnie skutek, jaki wywarło na nas powtórzenie WOOOO-AAAA w świecie fizycznym. Prawie wszyscy zauważyli u siebie wrażenie gorąca, jakie towarzyszyło im w czasie całego ćwiczenia. Leżąc w swoich pomieszczeniach CHEC większość musiała zrzucić z siebie koce, której zazwyczaj pomagały w utrzymaniu ciepłoty ciała. Niektórzy odsunęli kotary oddzielające ich pomieszczenia od reszty świata, a nawet zrzucili z siebie część ubrań dla ochłody. Z mojego doświadczenia wiedziałem, że ciepło tai oznaczało ogromny przepływ energii, która ułatwia znacznie skupienie i utrzymanie świadomości. Podobnie jak włożenie dodatkowych baterii do latarki, energia ta wzmocniła pracę umysłu. Podwyższona temperatura ciała jest jednym z dowodów tego procesu.

Później tego wieczoru, schodząc na kolację, wciąż zastanawiałem się nad moimi pierwszymi doświadczeniami ze Zgromadzeniem. Spóźniłem się trochę, jak zwykle zresztą, usiadłem za stołem i stwierdziłem, że towarzyszy mi Ed Carter. Zdaje się, że jeśli chodzi o jedzenie, byliśmy trochę wolniejsi od reszty grupy. Ed przejrzał artykuły, brudnopisy kilku rozdziałów i wciąż krótkie szkice mojej pierwszej książki. Rozmawialiśmy o tym, co napisałem i czego każdy z nas doświadczył w Zgromadzeniu.

W czasie naszej rozmowy przy obiedzie Ed wspomniał, że zaprosił kogoś o imieniu Frank na nasze piątkowe śniadanie. Frank jest partnerem w wydawnictwie Hampton Roads Publishing Company w Charlottesville, w Wirginii, pół godziny jazdy od TMI. Ed powiedział, że Franka może zainteresować to, o czym pisałem, więc spotkanie się z nim przy śniadaniu byłoby dobrym pierwszym krokiem na drodze do wydania mojej książki. Czułem lekkie podenerwowanie na myśl o tym spotkaniu, ale Ed skierował moją uwagę na zdarzenia w Zgromadzeniu. Myśli o Franku i książce uleciały.