oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 7
Centrum Kształcenia

Wraz z rozpoczęciem nowego ćwiczenia z taśmą, zastosowałem moją nową metodę. Wyobraziłem sobie, jak siedzę przy stole i patrzę na rozświetlone słońcem szczyty poniżej i natychmiast znalazłem się w moim miejscu w Focusie 27, co dało mi dodatkowo kilka chwil na rozejrzenie się. Jak zwykle, jacyś ludzie siedzieli na krzesłach i czekali na mnie. Jak zwykle, nie widziałem ich twarzy, a widok ich rąk, ramion i braków bynajmniej nie był żadną pomocą w ewentualnym ich rozpoznaniu. Z jakiegoś jednak powodu zaczęło mnie ciekawić, kim też mogli być.

- Wiecie co, naprawdę interesuje mnie kim jesteście i dlaczego zawsze tu na mnie czekacie - zagaiłem.

- Już myśleliśmy, że nigdy o to nie zapytasz! - usłyszałem ten sam, znajomy męski głos.

Patrząc na pozbawione twarzy ciało osoby siedzącej po mojej lewej ręce, ujrzałem, że kula światła, która zasłaniała jego twarz, zaczyna się zmieniać. Miałem wrażenie, jakbym patrzył, jak rozwiewa się gęsta mgła spowijająca wszystko dokoła. W końcu ukazała się jego twarz. Był to Bob Monroe.

- Cześć, Bruce. Pomyślałem sobie, że już czas, żebyś zobaczył kim jesteśmy.

Gestem ręki dał mi znak, żebym spojrzał na pozostałe osoby zebrane przy stole. Zasłaniająca ich twarze mgła unosiła się z każdej twarzy po kolei. Obok Boba siedziała Rebecca. Ucieszyłem się i uśmiechnąłem do niej, a ona zrewanżowała mi się tym samym. Obok niej siedział Tralo.

- Tralo? Co tu robisz? Nigdy wcześniej cię tu nie widziałem, ale wiem, że to ty! Bob mówił, że jesteś członkiem jego Ja/Tam, które znalazł w swojej kuli światła. Kiedy mi o tym opowiadał, przypomniała mi się wizja Dysku sprzed szesnastu lat. Byłem całkowicie zaskoczony, kiedy zdałem sobie sprawę, że Dysk, który widzę, jest moim Ja/Tam, szerszą częścią mnie samego. Do licha, nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje, dopiero Bob mi o tym powiedział. Musiałem się mocno napracować nad sobą samym, żeby przyzwyczaić się do myśli, że jestem czymś innym, a nie tym, za co zawsze siebie uważałem. Tralo tylko skinął głową z zagadkowym uśmiechem na ustach.

- Więc, Tralo... co ty tu... robisz?

Nagle zrozumiałem! Tralo był w Dysku Boba, był częścią jego Ja/Tam, tak samo, jak wszyscy siedzący przy stole, łącznie ze mną samym!! Scena dokoła mnie zaczęła drżeć, aż w końcu rozpłynęła się.

.- Wszystko w porządku, Bruce - usłyszałem słowa Boba. - Pomyśleliśmy po prostu, że nadszedł czas, żebyś się o tym dowiedział.

Kiedy wszystko znów stało się widoczne, wszyscy przy stole uśmiechali się i kiwali głowami. W każdej twarzy czytałem to samo: wszyscy jesteśmy w twoim Ja/Tam.

- To prawda, Bruce. Ty i my wszyscy należymy do tego samego Ja/Tam, tego samego Dysku, tego samego Grona Wszyscy jesteśmy częściami tej samej Większej Jaźni!

Czułem, jak moja świadomość chwieje się pod naporem tej wieści, ugina się pod ciężarem tego, co właśnie odkryłem.

- Więc to dlatego ten sen "Kim jesteś" tak bardzo przyciągnął mnie do pierwszej książka Boba. Ten wielki facet z mojego snu, ten ubrany w białą suknię, ten, którego zobaczyłem z okna, to ty, Bob!

- W pewnym sensie tak, to byłem ja - odparł Bob.

- To ty sprawiłeś, że znalazłem Podróże poza ciałem, kiedy ukazałeś mi się pod postacią tego, kogo opisałeś w swojej książce!

- Zmusiłem cię, żebyś wypożyczył tę książkę z biblioteki, prawda? - zaśmiał się Bob.

- Jak to zrobiłeś? Przecież chwyciłem ją przez czysty przypadek. Mogłem otworzyć ją na dowolnej stronie, a przecież ona upadła i otworzyła się na stronie z opisem tej postaci w sukni, która widziałem w moim niewyraźnym śnie jakieś dwa tygodnie wcześniej.

- Rozbudziło to twoją ciekawość, prawda? - zachichotał.

- Zbyt wiele było zbiegów okoliczności. Musiałem przeczytać tę książkę. Jak tego dokonałeś?

- No cóż, później dowiesz się więcej na temat zbiegów okoliczności - oświadczył Bob, jak zwykle enigmatycznie.

- A to miejsce, w którym wylądowałem, kiedy wyleciałem ze ściany domu z tego snu, to miejsce z trawą i drzewami, i ścieżką. To był Park, tak?

- A jakże - stwierdził po prostu.

- Wszyscy jesteśmy częścią tego samego Dysku! Każdy, kto tu teraz siedzi, jest indywidualną częścią Jednego Istnienia. Dlatego właśnie znalazłem się w Instytucie Monroe i w programie Podróż przez Bramę, i odkryłem znaczenie wizji Dysku. Dlatego właśnie zainteresowałem się Linią Życia i dlatego wziąłem udział w programie Exploration 27: aby dowiedzieć się więcej o świecie niefizycznym. Przybyłem tu w nadziei, że ponownie połączę się z Przewodnikiem! Ponownie! Przecież to najwspanialsze ponowne połączenie, jakie tylko mógłbym sobie wyobrazić! Każda osoba siedząca przy tym stole jest mną .w innym ciele. O, kurczę! I to Ja, zawsze Ja prowadziłem samego siebie do odkrycia faktu, że jestem częścią Tego, kto zaplanował to wszystko, ten Hemi-Sync, te poziomy Focusów! A ja posługiwałem się tym systemem, aby się dowiedzieć! Teraz ma sens to, co DSW w Stacji Ponownego Wejścia powiedział świadomości mojego połączenia z Dyskiem. Ta świadomość przyspieszyła moje otwarcie się i przywiodła mnie tutaj! Nie wiedząc nic o włóknach świadomości i Dyskach, i tych wszystkich sprawach, nigdy w życiu bym tu nie dotarł.

Wszyscy siedzący przy stole ciągle kiwali głowami i uśmiechali się. Zwróciłem uwagę na krzesło obok Tralo. Było puste. Obok niego siedział ktoś ze znaną mi fryzurą na jeża i równie znanym cygarem w ustach.

- Trenerze... Trenerze, gdzie się podziewałeś? Szukałem cię wszędzie, kiedy zniknąłeś. Czułem się kompletnie zagubiony. Boże, jak mi cię brakowało!

- Właściwie to mnie przerosłeś, Bruce - stwierdził Trener.

- Przerosłem? Co masz na myśli?

- Pogadamy o tym później.

Obok Trenera, najbliżej mnie, siedziała kobieta, z którą pływałem w jeziorze. Widziałem teraz jej twarz. Bogini. Tylko tak mogę ją opisać, bogini. Trudno było nie patrzeć na nią i nie zatracić się w tym widoku. Kiedy już przywykłem nieco do jej niezwykłej urody, zacząłem sobie przypominać.

- Pamiętam, że już wcześniej cię widziałem! W czasie tej wizualizacji w księgarni! - wykrzyknąłem.

- Tak, to byłam ja - napłynęła ku mnie odpowiedź wypowiedziana głosem będącym czystą esencją słodkiej zmysłowości przypominającym ciepły miód.

Jakieś osiem lat temu, w mojej ulubionej księgarni Nic Nać Nook w Denver odbywał się wykład na temat pogłębiania zdolności psychicznych. Podczas ćwiczeń wizualizacji znalazłem się w pomieszczeniu, w którym miałem spotkać jednego z moich Przewodników. Uważałem wtedy to wszystko za trochę głupie, ale postanowiłem nie ruszać się sprzed wyimaginowanych drzwi i czekałem. Były to drzwi, które otwierały się unosząc się w górę znad podłogi, pierwszą więc rzeczą, którą za nimi ujrzałem, były kobiece stopy. Były gładkie i miękkie, przepiękne i zmysłowe. W miarę jak drzwi się unosiły, widziałem jej nogi, długie i o zmysłowych kształtach. Wtedy też miała na sobie przejrzystą, powiewającą, długą jedwabną suknię, która falowała lekko, jakby poruszana niewidzialną bryzą. Z tyłu oświetlały ją promienie mocnej lampy, unoszące się drzwi ujawniały więc coraz więcej szczegółów jej niewiarygodnie pięknego ciała. Kiedy drzwi uniosły się na pełną wysokość, stwierdziłem, że patrzę na najpiękniejszą twarz, jaką kiedykolwiek widziałem. Okalały ją długie, lekko falowane blond włosy. Kiedy nasze oczy się spotkały, utonąłem w nich i w uczuciu potężnego pożądania. Stojąc tam, w mojej wizualizacji sprzed ośmiu lat, pamiętam, że potrząsałem głową próbując uwolnić się od nakazu patrzenia na nią. Byłem wtedy pewien, że żaden prawdziwy Przewodnik nie może wyglądać tak zmysłowo pięknie. Kiedy w moim umyśle pojawiła się ta myśl, drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ja nigdy więcej jej nie zobaczyłem, aż do teraz, kiedy uświadomiłem sobie, że to właśnie ona siedzi przy moim stole.

- Kim jesteś? I skąd przyszłaś?

- Moje imię będziesz musiał sam sobie przypomnieć. Mogę ci powiedzieć, że tam, skąd przyszłam czysta zmysłowość jest wszystkim. Wyrażanie swojej zmysłowości jest celem życia. Ale to jedyna wskazówka, jaką mogę ci dać.

- Częścią tego miejsca jest również Sztuka Tajemnicy, tyle pamiętam. I nie dzieje się tam nikomu żadna krzywda, nikt nie wyraża zamiaru skrzywdzenia nikogo. Nic więcej jednak nie pamiętam.

- Masz dużo czasu, żeby sobie przypomnieć. A kiedy tego dokonasz, czeka na ciebie coś cudownego.

Przeszukiwałem rozpaczliwie pamięć, chcąc za wszelką cenę przypomnieć sobie jej imię, kiedy głos Dar z taśmy zasugerował, że powinniśmy już spotkać się przy krysztale w TMI-Tam.

- Myślę, że na razie będę cię nazywał Kobietą ze Zmysłów - powiedziałem.

- A może poszlibyśmy we dwójkę na spacer wzdłuż brzegu jeziora?

Jak mogłem odmówić? Wstała, czekając aż do niej dołączę.

- Wiesz, strasznie trudno mi się na ciebie po prostu nie gapić - powiedziałem po kilku krokach. - Wyglądasz tak pociągająco, że nie mogę od ciebie oderwać wzroku. Ociekasz wprost zmysłowością, jak miód cieknący słodkimi kroplami z ula. I czuję się niezręcznie za każdym razem, kiedy mnie przyłapujesz na gapieniu się.

- Tam, skąd pochodzę niegrzecznie jest się nie gapić. Wkładamy wiele wysiłku, żeby być jak najbardziej zmysłowo pociągającymi, a miarą naszego powodzenia są spojrzenia, jakie przyciągamy - odparła. - Nie musisz więc czuć się zakłopotany. Traktuj to jako sposób wyrażania mi komplementów i korzystania z energii mojej zmysłowości. Tak ja sama to traktuję - powiedziała z całą niewinnością.

Uspokoiło mnie to, nie czułem się już tak nerwowy idąc w towarzystwie tak oszałamiającej piękności ubranej ostatecznie w prześwitujące jedwabie. Od tej chwili, ilekroć znów czułem zbliżające się zakłopotanie widokiem jej piękna, ona zatrzymywała się i uśmiechała. A potem robiła coś, aby "popisać się". Czasami obracała się powoli wokół własnej osi, zapraszając mnie milcząco do czerpania pełnymi garściami widoku jej urody. Nie mogę powiedzieć, że zdołałem się do tego przyzwyczaić, ale wprost uwielbiałem to!

Kiedy dotarliśmy do brzegu jeziora, zatrzymała się i powiedziała, że chce mi coś pokazać.

- Obserwuj mnie uważnie - nakazała.

Dziwne to było. Stała tuż obok mnie, z mojej lewej, a w chwilę potem stała po mojej prawej stronie.

- Co widziałeś? - zapytała.

- Przeszłaś z miejsca, gdzie stałaś, do miejsca, gdzie stoisz teraz.

- Popatrz jeszcze raz.

Tym razem zniknęła i natychmiast pojawiła się ponownie jakieś trzydzieści metrów dalej, koło jeziora. Potem znów zniknęła i moment później znów stała obok mnie. - Co widziałeś tym razem?

Kiedy powiedziałem jej, że przeszła z jednego miejsca do drugiego, jej spojrzenie powiedziało mi, że coś przeoczyłem. Jeszcze kilkakrotnie powtórzyła to znikanie i pojawianie się. W jednej chwili stała tuż przede mną, a moment później na skale po przeciwnej stronie jeziora i machała do mnie. W końcu zacząłem chwytać.

- Zdaje mi się, że chodzi o to, iż pomiędzy twoim zniknięciem, a pojawieniem się gdzie indziej nie ma żadnego przedziału czasowego. Jakbyś robiła to w tej samej; chwili. Nie wiedziałem, żebyś przechodziła z jednego] miejsca w inne, jesteś albo tak szybka, że tego nie widzę, \ albo przemieszczasz się w jakiś inny sposób, który w ogóle ] nie zabiera czasu.

- Bruce, nareszcie! A teraz, zanim będziesz musiał odejść i zacząć odkrywać Centrum Kształcenia, chciałabym ci pokazać coś jeszcze.

W następnej chwili stała po mojej prawej stronie, na j olbrzymiej skale tuż przy brzegu jeziora, w połowie drogi na drugi kraniec brzegu, a jednocześnie stała również na ; brzegu jeziora po mojej lewej stronie! Obie uśmiechały się i machały do mnie! Potem obie wskoczyły do wody i popłynęły ku środkowi jeziora. Ja również zanurkowałem i popłynąłem w tamtą stronę. Dwie postaci stopiły się znów w jedną. W chwili, kiedy już prawie jej dotykałem, zanurkowała i zniknęła pod wodą. Znów poczułem, jak zbliżają f się delfiny. Znów wysłały ku mnie błyskawicę Czystej Bezwarunkowej Miłości, a ja przez chwilę unosiłem się na skrzydłach niezmąconej niczym radości. A potem był już czas, żeby wracać.

Tym razem mieliśmy zbadać Centrum Kształcenia w Focusie 27. Nasza grupka spotkała się najpierw w TMI-Tam, przy krysztale i każde z nas naładowało się jego energią. Wyraziłem zamiar znalezienia Centrum Kształcenia i chwilę później stałem w czymś, co wyglądało jak wielka biblioteka. Wzdłuż ścian długiego i szerokiego korytarza ciągnęły się półki pełne książek. Mam wrażenie, że półki te sięgały sufitu, czyli miały przynajmniej jakieś sześć metrów wysokości, a znikały w czymś w rodzaju mgły, która zasłaniała dalszy widok. Książki stały na półkach ciasno jedna obok drugiej, a korytarz rozciągał się od miejsca, w którym stałem aż po sam horyzont. Musiał ich tam być setki tysięcy. Rozglądałem się, zastanawiając co mam robić dalej w tym Centrum Kształcenia i szukając wzrokiem kogoś, kto by wyglądał na tutejszego pracownika. W końcu zauważyłem, że ktoś taki idzie w moim kierunku, więc postanowiłem spróbować szczęścia.

- Przepraszam, czy pracujesz tutaj? - zapytałem, kiedy gość zbliżył się na wystarczającą odległość.

- Jasne, że tak. Przecież wiesz - odparł krótko i zwięźle.

- Jestem członkiem grupy badającej Focus 27 i zastanawiam się, czy mógłbyś może pokazać mi co tu jest ciekawego?

Gość patrzył na mnie z dziwnym, zdumionym trochę wyrazem twarzy, jakby spodziewał się, że powinienem wiedzieć, jak tu się poruszać. Wahając się lekko, jakby ustępował mi, w końcu się zgodził.

- No... pewnie... coś ciekawego... Chwileczkę - rozejrzał się w zamyśleniu. - Już wiem, chodź za mną.

- Skierował się ku czemuś, co wyglądało jak biurko, gdzieś w połowie rzędu.

- To nazywamy Holodek. Pochodzisz z pokolenia Star Trek, więc powinieneś wiedzieć mniej więcej, co to takiego i jak działa.

Mówił lekko pogardliwym tonem, jakby trochę irytował go fakt, że musiał mi tłumaczyć zasadę działania tego urządzenia. Mój pusty wzrok powiedział mu, że jednak będzie musiał tłumaczyć.

- Bierzesz książkę z półki i wkładasz ją do tego tu otworu - objaśnił, wskazując na otwór w biurku. Był dość duży, żeby pomieścić największą nawet książkę. - Potem siadasz przy tym biurku i określasz szybkość, z jaką będziesz czytał książkę.

Obeszliśmy biurko i zatrzymaliśmy się przy krześle.

- W porządku, więc wkładam książkę w otwór, wybieram szybkość czytania i co potem? - zapytałem.

- Tekst odgrywa się w trójwymiarowym hologramie, jak zwykle! - wykrzyknął z lekkim zniecierpliwieniem.

- Rozumiem, dziękuję ci za wyjaśnienia. Może pokażesz mi coś, co mógłbym sam zbadać. W ten sposób nie zabiorę ci już więcej czasu - zaproponowałem, mając nadzieję, że ułagodzę jego urażone uczucia.

- No cóż, kiedy cię tu widzę, przeważnie idziesz w kierunku Holu Wspaniałych Pomysłów.

- Co to znaczy "przeważnie, kiedy mnie tu widzisz"? Przecież ja nigdy wcześniej tu nie byłem!

- Ciągle cię tu widzę. Nie wiedziałem, że nie będziesz tego pamiętał. Przestań, Bruce, naprawdę mnie straszysz! Nie wiem, czy żartujesz sobie ze mnie, czy tracisz rozum!

- To znaczy, że często tu przychodzę?

- Ciągle.

- I my się znamy?

- No jasne, że tak! Jesteś tak częstym gościem i miłym facetem, że nietrudno cię zapamiętać!

- Żartujesz sobie, czy co?

- Naprawdę nie pamiętasz, że już tu byłeś? - nie dowierzał.

- Wcale!

- Aha... na to, chodźmy. Może sobie przypomnisz.

- A więc, którędy idzie się do Holu Wspaniałych Pomysłów? - zapytałem.

Mój przewodnik wskazał w powietrze, gdzieś poza mną. Kiedy przybyłem tu po raz pierwszy, nie patrzyłem na to, co było poza mną, a właśnie tam wskazywał ten człowiek. Odwróciłem się i tuż za sobą zauważyłem wielką, zakończoną łukiem bramę. Ogromny napis biegnący łukiem, informował: "Hol Wspaniałych Pomysłów".

- Lepiej trzymaj się znaków - powiedział sucho.

- To właśnie tu mnie zazwyczaj widzisz? - zapytałem.

- Uhm, prawie zawsze. Zawsze wchodzisz do budynku tym samym wejściem, którym przyszedłeś dzisiaj. A potem idziesz tu.

- Po co? To znaczy, co tu zazwyczaj robię?

- Tego też nie pamiętasz?

- Zlituj się! Udawaj, że mam amnezję i próbujesz mi pomóc przypomnieć sobie.

- Dobra, w porządku! - w jego głosie znów zabrzmiało zniecierpliwienie. - Hol Wspaniałych Pomysłów jest połączony z Siatką, a przez włókna świadomości, możesz zapoznać się z wszelkimi możliwościami. Podaje wszystkie możliwe odpowiedzi, które pasują do zadanego pytania.

- Siatka?

- Nie mów mi, że nie pamiętasz Siatki?

- Nie, nie pamiętam.

- Kiedy dojdziesz do Centrum Koordynacji, poproś ich, żeby ci wyjaśnili co to jest. Ci goście pracują z nią przez cały czas, więc mogą ci ją objaśnić lepiej niż ja.

Wyraźnie czułem, że mój przewodnik zaczyna się trochę niecierpliwić i po prostu mnie zbywa. Właśnie w tym momencie poczułem za sobą jakiś ruch i znajome głosy. Odwróciłem się i ujrzałem moją grupę. Wszyscy rozglądali się wokół i pokazywali sobie różne rzeczy palcami. Podszedłem do nich.

- Cześć! Niezłe miejsce, nie?

- Kilka chwil zabrało im rozpoznanie mnie. Dopiero potem ktoś z nich wykrzyknął:

- Bruce! Długo tu jesteś? Znalazłeś coś ciekawego?

- Holodeki są całkiem niezłe. Stoicie obok jednego

- wskazałem na najbliższe biurko.

Wszyscy podeszliśmy do Holodeku i stanęliśmy przy nim.

- Wiesz, jak to działa? - ktoś zapytał.

- Uhm, kiedy zjawiłem się tu po raz pierwszy, spotkałem pewnego szalonego przewodnika, i on mi wszystko wyjaśnił.

- No to zobaczmy!

- Najpierw trzeba wybrać książkę. Ten facet powiedział, że kiedy włoży się książkę do tego otworu, Holodek pokaże historię, o której napisano w książce.

- To może wybierzemy coś, co zna każdy z nas? - zaproponował ktoś inny.

Podeszliśmy wszyscy do półek i po chwili wybraliśmy historię znaną nam wszystkim. Było to coś o intrygach w rodzinie królewskiej w średniowiecznej Hiszpanii, w tej chwili nie pamiętam tytułu. Wróciliśmy do Holodeku i włożyliśmy książkę do otworu.

- A teraz co? - usłyszałem kolejne pytanie.

- Ten przewodnik powiedział, że potem trzeba usiąść przy biurku i wybrać szybkość, z jaką chce się oglądać historię. Potem ta historia ma się wyświetlać jak coś w rodzaju hologramu.

Usiadłem i przed sobą ujrzałem panel z czterema dużymi przyciskami.

- Zobaczmy... możemy oglądać historię w takich szybkościach: Smakowanie, Informacyjna, Relaks i Natychmiast.

Po krótkiej rozmowie doszliśmy do porozumienia. Skoro wszyscy ją znaliśmy, czemu nie obejrzeć jej naprawdę szybko?

- Dobrze, a więc Natychmiast! - wyciągnąłem rękę i zawiesiłem ją nad przyciskiem oznaczonym słowem "Natychmiast" . - Nie mam pojęcia, co się stanie, kiedy nacisnę ten guzik. Wszyscy patrzą na ekran?

- Tak, tak, dalej, jedź, Bruce! - usłyszałem. Nacisnąłem guzik. Ujrzeliśmy krótki rozbłysk światła i jednocześnie poczułem, jak w głowie eksploduje mi coś w rodzaju cichego ognia sztucznego. Kiedy wszystko dobiegło końca, wiedziałem o historii tyle, że chodziło o intrygi i rozgrywki siłowe między członkami hiszpańskiej rodziny królewskiej w średniowieczu. Zdaje się, że chyba przejrzeliśmy ją trochę za szybko.

- Jest tu jeszcze coś ciekawego? - ktoś zapytał.

- Ten gość pokazał mi miejsce, które nazywają Holem Wspaniałych Pomysłów.

Kiedy szliśmy do bramy z napisem, opowiedziałem im wszystko, czego dowiedziałem się od mojego przewodnika. A tymczasem on czekał tam na nas. Ryzykując jego zły humor, poprosiłem go o demonstrację.

- Zazwyczaj zadajesz mi jakieś pytanie z dziedziny inżynierii... to znaczy, kiedy cię tu widziałem poprzednio. Zdaje się, że wykorzystujesz to miejsce na szukanie odpowiedzi na pytania dotyczące jakichś niezwykle skomplikowanych nowych produktów czy projektów maszyn.

- A gdybyśmy chcieli zobaczyć coś zaraz, jakie pytanie byś zasugerował?

- Słuchaj, to twoja demonstracja, więc ty wybieraj pytanie! - odparł krótko.

Czując lekkie zakłopotanie z powodu takiego traktowania w obecności całej grupy, stałem bez słowa, zastanawiając się, co też powinienem zrobić dalej. Przewodnik sprawiał wrażenie przekonanego, że powinienem to wiedzieć. O cokolwiek pytałem tu wcześniej, na pewno było czymś, o czym nie miałem pojęcia, pomyślałem sobie. Nie wolno oszukiwać. Hmmm...? Skalpele chirurgiczne!

- Nie ma pojęcia, jak zaprojektowany jest skalpel chirurgiczny. Może to? - zwróciłem się do przewodnika.

- To twoja demonstracja i twoja odpowiedzialność, więc ty decyduj! - odparł, znów zniecierpliwiony.

Przekroczyłem więc bramę prowadzącą do Holu Wspaniałych Pomysłów. Grupa została na zewnątrz w zasięgu wzroku. Kiedy szedłem przez pomieszczenie, jego prostokątny kształt ograniczony półkami z książkami ciągnącymi się wzdłuż obu ścian, zmienił się we wklęsłą kulę, która otoczyła mnie ze wszystkich stron. Miałem wrażenie, jakbym oglądał jedną z reklam w telewizji, w której jedna rzecz zmienia się w sposób magiczny w drugą. Kiedy proces dobiegł końca, unosiłem się we wklęsłej kuli, mającej jakieś trzy metry średnicy. Wewnętrzna powierzchnia kuli była czarna i pokryta czymś, co wyglądało jak maleńkie żółte światełka. Kiedy przyjrzałem się im bliżej, poczułem się, jakbym patrzył na końcówki tysięcy włókien kabli optycznych rozciągających się we wszystkich kierunkach od zewnętrznej ściany kuli. W jakiś sposób wiedziałem, że były to połączenia z Siatką Wszelkich Możliwości, o której wspomniał Przewodnik.

- Chciałbym zobaczyć wzór doskonałego skalpela chirurgicznego - powiedziałem głośno.

Rozległ się cichy szum, który odbijał się w tę i z powrotem między dwoma maleńkimi światełkami leżącymi dokładnie naprzeciw siebie. Szybkość odbijania się powoli malała, póki dźwięk nie zaczął przypominać delikatnego, cichutkiego pomrukiwania. Między dwoma punktami świetlnymi ujrzałem wiązkę światła przechodzącą dokładnie przez środek kuli. Wyciągnąłem lewą rękę, a wiązka światła rozświetliła wnętrze mojej dłoni. Poczułem z jednej strony miękkość jednego końca włókna, a z drugiej, twardość drugiego końca. Trudno mi to wyjaśnić, ale tak właśnie wtedy to czułem. Potem maleńkie światełka po obu stronach włókna zaczęły ponownie wydawać ów dziwny dźwięk i skakać od jednej do drugiej ściany kuli, przechodząc dokładnie przez jej środek. Potem oba zatrzymały się po jednej stronie. Rozświetliły się dwa bieguny jedności, gładkość i szorstkość, a gładkość wyeliminowała wgłębienia i rysy na tyle głębokie, żeby pomieścić bakterie. Potem pojawiły się dwa przeciwieństwa, kruchość i rozciągliwość, i wywołały niewielkie nowe dopasowanie się miękkości i twardości.

Gapiąc się na własną rękę, ujrzałem jak powstaje prototyp doskonałego skalpela. Uświadomiłem sobie, że Hol Wspaniałych Pomysłów zapewnia doskonałą równowagę pomiędzy wszystkimi przeciwieństwami, niezbędną przy opracowywaniu wzorca skalpela doskonałego. Dodano do siebie przeciwne właściwości każdego materiału, jedną za drugą, a kiedy to było konieczne, zmieniano i dopasowywano poprzednie ustawienia. W jakiś sposób miejsce to potrafiło dopasować do siebie przeciwieństwa i sprawić, że pracowały ze sobą w doskonałej harmonii. Wzorzec skalpela był prawie skończony, a ja przyglądałem się uważnie ostrzu, które zaczynało się częścią zaokrągloną przy wierzchołku, a kończyło prostą przy uchwycie. Potem sam brzeg ostrza zaczął falować i utworzyły się niewielkie ząbki. Delikatna linia krzywa zaczęła prostować nierówności. Rozciągnęła się, zaczynając się mniej więcej dwudziestoma "zębami" umieszczonymi wzdłuż całego ostrza. Kiedy liczba ta została zredukowana do pięciu czy sześciu "zębów", ostrze znów zaczęło delikatnie falować, aby w końcu stanąć na sześciu zębach. Skończone. Śnieżnobiały prototyp leżał na mojej dłoni. Kula przekształciła się na powrót w długi korytarz z półkami pełnymi książek, a ja stałem z prototypem doskonałego skalpela chirurgicznego w lewej ręce. Otoczyła mnie moja grupa.

- Co mam teraz z tym zrobić? - zapytałem przewodnika.

- To twój wzorzec - odpowiedział ostro. - Zrobiłeś go w jakimś celu, to go dla tego celu użyj!

- Ale to była tylko demonstracja. Nie mam do czego go użyć.

- To znaczy, że go nie chcesz? - zapytał przewodnik z niedowierzaniem.

- To była tylko demonstracja!

- Jeśli go nie chcesz, to włóż go do jednego z tych otworów, tam w ścianie - odparł znów zniecierpliwiony. Spojrzałem na ścianę i ujrzałem, że zrobiono w niej mnóstwo niewielkich otworów przypominających trochę półeczki na pocztę.

- Masz na myśli te otwory na listy? Co się stanie, jeśli włożę skalpel w jeden z nich?

- Centrum Planowania otrzyma informację przez Siatkę, że tu, w Holu Wspaniałych Pomysłów, mamy wzorzec skalpela doskonałego. Oni już będą wiedzieli, co z nim zrobić. I nie, nie mam teraz czasu, żeby ci to wszystko wyjaśniać. Zapytaj kogoś w Centrum Planowania, kiedy już tam się znajdziesz.

- W porządku, dzięki za pomoc. Przykro mi, że nie pamiętam moich wcześniejszych wizyt, ale tak właśnie jest.

Grupa rozbiła się, każdy badał Centrum Kształcenia na własną rękę, postanowiłem więc przespacerować się na zewnątrz. Moją uwagę przykuło duże, zabawne pudło. Było co najmniej tak wysokie i szerokie jak półciężarówka, ale tylko w połowie tak długie. Stało sobie na trawniku, a człowiek, który go pilnował, wyglądał na stróża, niby bileter w kinie. Podszedłem do niego, żeby dowiedzieć się czegoś o owym pudle.

- Cześć... jestem tu z grupą z Focusa 27. Możesz mi powiedzieć co to za pudło?

- Jasne, przecież oczekuję tu któregoś z was. Najlepiej to pojmiesz, jeśli wyobrazisz sobie, że to pudło jest Holo-dekiem. Wiesz, to coś takiego jak w Star Trek. To większa wersja Holodeku, który pewnie widziałeś w środku. Działa mniej więcej tak samo, poza tym, że nie oglądasz historyjki, tylko w niej jesteś.

- Więc mogę wziąć książkę z biblioteki, włożyć ją w ten otwór, który widzę z boku pudła i oglądać ją, jak film?

- Raczej jak trójwymiarowy hologram, o to mniej więcej chodzi. I możesz wybrać jakąś postać z tej książki i być nią, albo wejść w historię jako ty sam.

- Czy to jakieś czarodziejskie pudełko?

- Można to i tak nazwać, jasne... dla większości ludzi tym właśnie jest.

Właśnie wtedy z taśmy rozległ się głos Dar sugerujący, że powinniśmy dowiedzieć się, czy w Centrum Kształcenia są jakieś istoty nie należące do gatunku ludzkiego. Wciąż stałem obok gościa, z którym przed chwilą rozmawiałem, zastanawiając się który nie-ludzki gatunek wybrać. Od razu przyszły mi na myśl delfiny.

- Wiesz może, czy w Centrum Kształcenia są jakieś inne, poza ludzkim, gatunki?

- Jasne, całe ich mnóstwo.

- Jak mógłbym się do nich dostać, gdybym chciał je odwiedzić?

- Idź tędy - powiedział i wskazał odpowiedni kierunek. - Przez łuk oznaczony napisem "Sekcja gatunków poza-ludzkich". Potem wybierz Tubę Poznania, która prowadzi do Nie-ludzkiego Centrum Kształcenia, które chcesz odwiedzić. Będzie tam ktoś, kto ci pomoże, jeśli będziesz pomocy potrzebował.

Poszedłem w kierunku, który wskazał mi przewodnik, i natychmiast prawie na kogoś wpadłem.

- Przepraszam, próbuję znaleźć Sekcję Nie-ludzką. Czy możesz mi powiedzieć, gdzie to jest?

- Tam - odparł ten, na którego prawie wpadłem i wskazał na napis nad wejściem na wprost mnie, który mówił "Do Nie-ludzkich Centrów Kształcenia". - Jeśli chcesz, pójdę z tobą i oprowadzę cię.

- Pewnie, z chęcią, dzięki.

Przeszliśmy przez wejście i znaleźliśmy się na dobrze oświetlonym, otwartym polu, pod czarnym niebem nocy. Było tam mnóstwo jasnożółtych tub przypominających tunele, które biegły ku niebu we wszystkich kierunkach. Zdawało się, że każda z nich zaczyna się na poziomie gruntu w różnych miejscach na całym polu, aby potem wzbić się ku niebu, w ciemność. Było ich mnóstwo, a pole ciągnęło się daleko.

- Czy to są właśnie Tuby Poznania?

- Tak!

- Do czego służą i jak się nimi posługiwać?

- Tuba Poznania jest jak tunel, który prowadzi z jednego miejsca do drugiego. Jeśli chcesz się czegoś o czymś dowiedzieć, albo na przykład dostać się do jednego z Nieludzkich Centrów Kształcenia, to wchodzisz w Tubę Poznania, która prowadzi do tego właśnie centrum.

- Gdzie znajdę tę, która prowadzi do Centrum Kształcenia Delfinów? - zapytałem.

- To ta - wskazał na tubę z mojej lewej strony. Odwróciłem się i stwierdziłem, że stoję tuż przy wejściu do Tuby Poznania z napisem "NIE:LU:DELFTN". Zacząłem się zastanawiać dlaczego nie zauważałem tych napisów do chwili, kiedy wskazał mi je któryś z przewodników. Czułem, że coś podejrzanego dzieje się dokoła mnie, ale nie miałem pojęcia co.

- Jak się tym posługiwać?

- Po prostu wejdź, a tuba sama zabierze cię tam, gdzie chcesz. Dlatego właśnie nazywa się je Tubami Poznania.

Znów spojrzałem na wejście. Wyglądało jak solidna, żółta okrągła tuba-o mniej więcej dwu i pół metra średnicy. Cofnąłem się o krok i pobiegłem wzrokiem ku niebu, tam, gdzie się kończyła. Chciałem zorientować się, jak daleko będę jechał. Wyglądało na to, że tuba jest tak długa, iż ciągnie się poza gwiazdy. Samo wejście wyglądało jak gładki, płaski koniec dużej, solidnej tuby zrobionej z jasno-żółtego plastiku. Nie widziałem co jest w środku, wszystko tam było nieprzezroczyste. Nie wiedząc, czego mam się spodziewać, zbliżyłem się do twardej powierzchni; niemal dotknąłem jej nosem. Czułem się trochę niepewnie, zacząłem myśleć o tym, że mam tam wejść, kiedy nagle... BUM!... i w następnej chwili wychodziłem z drugiego końca tuby. Zdumiony, spojrzałem na tubę, z której właśnie wyszedłem. Wyglądała tak samo jak poprzednio, jak ta, do której wszedłem chwilę wcześniej, oprócz napisu, który tym razem głosił: "Do Ludzkiego Centrum Kształcenia". Nagle usłyszałem za sobą głos.

- Trochę trwa, zanim się przyzwyczaisz, prawda?

- Żeby tylko trochę! - wykrzyknąłem i odwróciłem się w stronę mówiącego. To był delfin! Albo raczej, karykatura delfina, coś w rodzaju kreskówki... tylko że ta kreskówka była olbrzymia. Delfin stał na ogonie i miał najmniej dwa i pół metra wzrostu.

- Będę tu twoim przewodnikiem - oświadczył delfin ciepłym barytonem.

- Najpierw chciałbym wiedzieć na jakiej zasadzie działa ta tuba! To znaczy, zanim do niej wszedłem na tamtym końcu, myślałem, że będę musiał podróżować tysiące lat świetlnych, żeby się tu dostać. Ale mam wrażenie, że znalazłem się tu w mgnieniu oka. Jak to możliwe?

- Widzisz, chodzi tu o twoje pojmowanie podróży - oświadczył delfin. - Właściwie, to ty w ogóle nie odbyłeś żadnej "podróży" przez tunel. Czy miałeś wrażenie ruchu?

- Nie, po prostu zacząłem myśleć o tym, że mam zrobić krok do tego tunelu, a w następnej" chwili już z niego wychodziłem, już byłem tutaj!

- Najlepiej mogę to wyjaśnić tak: kiedy pomyślałeś o wejściu do tuby, zostałeś stworzony tutaj.

- Stworzony tutaj?

- Tak, twoje doświadczenie jako istoty ludzkiej sprawia, że myślisz, że musisz podróżować, aby dostać się z punku A do punktu B. A prawda jest taka, że przejście z punktu A do punktu B jest aktem stwarzania. Nie wymaga więc żadnego czasu ani ruchu. W jednej chwili jesteś w jednym miejscu, a w następnej jesteś tworzony w innym.

- Kręci mi się w głowie od tej rozmowy - stwierdziłem.

- Jest to sposób bycia bardziej dostępny tutaj, w świecie niefizycznym, jak go nazywasz. Ale powiedz mi, czego szukasz w Centrum Kształcenia Delfinów?

Jego pytanie sprawiło, że ustały zawroty głowy, a ja znów mogłem się skupić na celu mojej wizyty.

- Należę do grupy ludzi badających Focus 27. Jednym z moich zadań jest zbadanie Centrum Kształcenia jakiegoś nie-ludzkiego gatunku... no i wybrałem delfiny.

- Z przyjemnością cię oprowadzę. Chciałbyś zobaczyć coś konkretnego?

- Hm... ostatnią rzeczą, jaką obejrzałem sobie w sekcji ludzkiej było coś w rodzaju Holodeku. To była maszyna, dzięki której oglądający może uczestniczyć w historii, jaką sam sobie wybierze, coś w rodzaju pudełka ze snami. Macie tutaj coś takiego?

- Masz na myśli to? - zapytał wskazując na duże pudło stojące obok, które wyglądało tak samo, jak tamto, które widziałem wcześniej.

- Tak! To wygląda tak samo, jak to w sekcji ludzkiej. Czy delfiny korzystają z niego w taki sam sposób?

- Tak. Delfiny przychodzą tu, żeby sobie pośnić jako wyobrażone postaci w jakiejś historii, tak samo jak ludzie. A nawet, ludzie czasami też tu przychodzą, żeby śnić sny delfinów. Przeważnie są to Pomocnicy albo Fizyczni, którzy bawią się tu z delfinami. A interakcje między naszymi gatunkami dostarczają nam cennych nauk.

- Na przykład? - zapytałem.

- Na przykład, niektóre delfiny żyją tak daleko w morzu, że rzadko, jeśli w ogóle, spotykają w swoim otoczeniu żywego człowieka. Śniąc jeden sen z człowiekiem, delfin uczy się tego, kim są ludzie. A wtedy, jeśli kiedykolwiek spotka w swoim środowisku żywego człowieka, wspomnienia ze snu podpowiedzą mu, że człowiek nie jest zagrożeniem. Dzięki temu delfiny nie atakują ludzi.

- Ciekawe!

- Muszę ci powiedzieć, że większość delfinów, które śnią sny z wami uważa, że ludzie to dość dziwny gatunek.

- Dlaczego?

- W swoich snach widzą jak spędzacie większość czasu w pracy, której nie lubicie, tylko po to, żeby zarobić wiece pieniędzy, i móc kupić w sklepie trochę jedzenia. W świecie delfinów jedzenie jest za darmo, znajduje się w środowisku, a jedyna praca z nim związana polega na tym, żeby je złapać. Pieniądze to koncept, którego delfiny nie rozumieją. A te wasze rządy! Ten koncept wydaje się delfinom naprawdę dziwny. Niektórym z was płacicie grube pieniądze, żeby tworzyli reguły postępowania, według których wszyscy musicie żyć, bo jak nie, to stracicie albo wąsa cenne pieniądze, albo wolność. Delfinom wydaje się, że tego rodzaju zasady powinny mieć zastosowanie jedynie di tych z was, którzy są naprawdę źli, jeśli w ogóle jakiekolwiek zasady są potrzebne. Delfiny nie mają żadnych zasad których musiałyby przestrzegać. Widzisz, delfiny żyją samotnie albo w niewielkich grupach. Nie potrzebują żadnego rządu, poza kilkoma bardzo prostymi prawami obój wiązującymi w ich małych społecznościach. I dla delfinów istnieje zaledwie kilka powodów, dla których miałyby w ogóle przyłączyć się do jakiejkolwiek grupy, więc a zasady wynikają właśnie z tych kilku powodów.

- Na przykład?

- Delfiny łączą się w grupy dla prokreacji, rekreacji towarzystwa i ochrony. Dla każdego z tych powodów istnieje kilka prostych zasad postępowania.

- Hmmm... to ma sens. Więc, jeśli jakieś delfiny łączą się w grupę, powiedzmy dla ochrony przed rekinami, wtedy istnieje specyficzny zestaw reguł postępowania?

Czy kiedykolwiek widzieliście delfina o całkowicie ogłupiałym wyrazie twarzy? No cóż, ja widziałem. Po mojej uwadze o ochronie przed rekinami, twarz mojego delfiniego przewodnika przybrała taki właśnie wyraz, a ton jego głosu zmienił się.

- Przepraszam? Uważasz, że rekiny są dla delfinów zagrożeniem? - zapytał zdumionym, niemal obrażonym głosem. - Jak w ogóle można pomyśleć, że rekin jest dla delfina niebezpieczny? To przecież tak głupi, intelektualnie zacofany, durny, ograniczony gatunek! Jak w ogóle można pomyśleć, że rekin może być zagrożeniem dla... dla delfina! - zapytał podniesionym głosem.

- Nie chciałem cię urazić, myślałem tylko, że...

- To tak jakby normalny, dorosły człowiek zastał zaatakowany przez niedorozwinięte dziecko! Bez elementu całkowitego zaskoczenia, co jest prawie niemożliwe dla tak głupiego, prymitywnego zwierzęcia, rekiny nie są żądnym zagrożeniem dla delfinów! Och, przypuszczam, że gdyby delfin był ranny lub chory, albo gdyby otoczyła go grupa rekinów, wtedy może. Ale rekin... zagrożeniem dla delfina? Niedorzeczność!

- A dla małego delfinka?

- Każdego rekina przyłapanego w pobliżu delfiniątek zachęca się do natychmiastowego opuszczenia danego obszaru. Jeśli któryś nie zrozumie aluzji i nie odpłynie, po prostu go zabijamy. Nic wielkiego, zabicie takich głupich zwierząt jest łatwe. Czasami po prostu je okaleczamy na tyle, że zaczynają krwawić, a przecież zapach krwi niesie się. w wodzie. Potem po prostu odpływamy i czekamy aż cofnięci umysłowo kolesie rannego dokończą dzieła. Rekiny! - zaśmiał się. - Rekiny zagrożeniem dla delfinów! - śmiał się coraz bardziej. - Naprawdę nie mam pojęcia; skąd wy, ludzie, bierzecie niektóre swoje pomysły!

Śmiech mojego delfina przerwał głos Dar mówiący, że czas wracać.

- Słuchaj, wielkie dzięki za pomoc. Właśnie otrzymałem informację, że muszę wracać do świata fizycznego.

- Cieszę się, że się poznaliśmy, od dawna tak się nie uśmiałem.

- Czy jest tu gdzieś jakaś Tuba Poznania, którą mógłbym wrócić do TMI-Tam?

- Naprawdę myślisz, że jej potrzebujesz? - zapytał z uśmiechem.

- Nie, chyba masz rację. To przecież tylko akt stwarzania siebie tam, prawda?

- Właśnie to chciała ci wytłumaczyć ta olśniewająca istota, którą nazywasz Zmysłową, tam, nad jeziorem, prawda? - zapytał znów z tym swoim uśmiechem.

- Co? Skąd wiesz?

- Wiesz, my, delfiny, też bywamy tu i ówdzie!

- A...! No cóż, muszę lecieć. Stworzyć siebie tam, mówisz?

- Pojąłeś, kolego.

Odwróciłem się w kierunku, który moim zdaniem prowadził do TMI-Tam. Zaledwie zdążyłem pomyśleć o tym, jak wchodzę do pomieszczenia z kryształem, kiedy nagle BUM! I wchodziłem do niego.