oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 4
Instytut Monroe w Focusie 27

Na początku następnego ćwiczenia, jak zwykle, gdy znalazłem się w Focusie 27, siedziałem przy stoliku, na jednym z wyplatanych krzeseł, pod dachem mojej chaty na plaży. Również jak zwykle, wokół stołu siedzieli jacyś ludzie; czekali na mnie. Odkąd, podczas mego pierwszego programu Linia Życia, jeszcze w roku 1992, stworzyłem to miejsce, z jego słonecznym, wysokogórskim krajobrazem, ilekroć tu przybywałem, zawsze ktoś na mnie czekał. I jak zwykle, mogłem dostrzec jedynie ich postaci od ramion w dół. Każdą twarz zasłaniała chmura światła. Czasami dostrzegałem ich ręce, kiedy sięgali po szklankę mrożonej herbaty lub lemoniady, albo gestykulowali podczas rozmowy, ale nigdy nie widziałem ich twarzy. Zawsze tak było i już dawno temu przestałem pytać dlaczego. Po prostu przywykłem.

Po krótkiej rozmowie o niczym z tymi, którzy tym razem siedzieli przy moim stole, usłyszałem głos Dar płynący z taśmy, wzywający naszą grupę do TMI-Tam, aby rozpocząć kolejne badania. Tym razem mieliśmy przyjrzeć się TMI-Tam, poczuć esencję tego miejsca, zbadać jego konstrukcję i dowiedzieć się, co mogliśmy zrobić z tymi informacjami. Spotkaliśmy się przy krysztale, po czym rozdzieliliśmy i każde poszło w swoją stronę. Ja udałem się na poszukiwanie miejsca zwanego Jaskinią Lisa. W świecie fizycznym był to budynek, którego odpowiednik w Focusie 27 znajdował się mniej więcej w tym samym miejscu. Postanowiłem przyjrzeć się dokładniej jednemu z krzeseł w pokoju. Zbliżając się do niego, starałem się wyczuć jego ogólny kształt i rozmiar. Potem jeszcze bardziej skupiłem na nim uwagę. Była to najwyraźniej forma myślowa, mentalny obraz krzesła stworzonego w świecie niefizycznym.

Sięgając ku jego esencji, poczułem kombinację intencji, które złożyły się na jego powstanie; każda z nich była równowagą najróżniejszych materiałów, z których krzesło wykonano. Jego obudowa była twarda, połyskliwa i chłodna, w przeciwieństwie do miękkości, matu i ciepła. Siedzenie i oparcie były raczej dziwną kombinacją twardości, chłodu, przejrzystości i cienkości, w przeciwieństwie do miękkości, ciepła, nieprzejrzystości i grubości. Wszystkie te wartości miały cechy szkła, ale zdawało się również, że krzesło jest mocne, twarde i zakrzywione, w przeciwieństwie do słabości, kruchości i płaskości. Krzesło łączyło w sobie również inne przeciwieństwa: obudowę z chromowanej stali z cienkim, wygiętym w hak szklanym oparciem. Owa dziwaczna kombinacja rozbudziła we mnie zacięcie inżynierskie. Bałbym się usiąść na krześle zrobionym z tak cienkiego szkła; przecież mogłoby się rozpaść pod moim ciężarem na milion maleńkich okruchów, które z pewnością pokaleczyłyby mi tyłek. A jednak kombinacja tych przeciwieństw miała w sobie jakąś niemożliwą do zniszczenia, zdumiewającą kombinację myśli uformowanych w krzesło. Nagle moją uwagę zwróciła lampa na ścianie. To też była forma myśli utworzona z przeciwieństw. W tym przypadku ciepło, światło i emitowanie zostały przedłożone ponad chłód, ciemność i odbieranie. Nigdzie nie znalazłem śladu kabli elektrycznych.

Potem głos Dar z taśmy skierował nas na zewnątrz, na ćwiczenie z kreatywności. Miałem wybrać roślinę i, za jej pozwoleniem, dowolnie zmienić jej wygląd lub strukturę. Rozejrzawszy się wokół, zauważyłem że stoję na dywanie z jasnozielonej koniczyny. Zwróciłem się do jednej z roślinek z prośbą o umożliwienie mi poeksperymentowania z jej wyglądem. Uzyskawszy jej zgodę, skoncentrowałem uwagę na łodydze, a potem jej tak dobrze znany, trójlistny kształt wypełnił całe moje pole widzenia. Zacząłem się zastanawiać jak też wyglądałaby, gdyby miała sześć listków. Nigdy wcześniej takiej nie widziałem, pomyślałem sobie. Kiedy tak się zastanawiałem, trzy listki stały się sześcioma, a każdy z nich wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać listek koniczyny. A gdyby tak, myślałem sobie dalej, zmienić jej kolor na głęboki błękit? Zanim myśl dobiegła do końca, koniczyna zmieniła barwę na głęboki błękit. Świetnie, pomyślałem, czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałem. Cofnąwszy się o krok, zacząłem się zastanawiać, jak też wyglądałoby pole niebieskiej, sześciolistnej koniczyny. Chwilę potem, w odpowiedzi na moją myśl, zielony dywan stał się dywanem niebieskim. Koniczyna była piękna! Dokonałem wyboru pomiędzy dwoma końcami kontinuum. Wybrałem kolor błękitny, znajdujący się pomiędzy podczerwienią a ultrafioletem. Ze zbioru obejmującego od zera do nieskończoności wybrałem dla mojej koniczyny liczbę sześć. Kiedy myślałem, moje wybory przybrały taki, a nie inny kształt w rzeczywistości Focusa 27. Stworzyłem formy myślowe!

Moja niebieska, sześciolistna koniczyna wyglądała równie solidnie i prawdziwie, jak wszystko, co kiedykolwiek widziałem na Ziemi, i równie pięknie. Zastanawiając się nad tym, czego właściwie dokonałem, zacząłem rozmyślać również nad rzeczywistością świata materialnego. Czy istotnie jest tak solidna, na jaką wygląda? I kto lub co wyraża intencję, aby stworzyć to wszystko i jaki jest tego cel? Przyglądając się mojej niebieskiej koniczynie, zapytywałem sam siebie, kto lub co stworzyło ten poziom świadomości, w którym ja sam żyję i który nazywam prawdziwym. Podziękowałem koniczynie za współpracę w moim ćwiczeniu. Pomyślałem o tym, jak wyglądała poprzednio; w jednej chwili głęboki błękit zmienił się w zieleń, sześć listków w trzy, a ja stałem na dywanie koniczyny takiej, jaka była, gdy tu przybyłem.

Spojrzałem w górę. Pozostali członkowie grupy wciąż eksperymentowali. W lesie rosły teraz najdziwniejsze drzewa i krzewy, jakie tylko można sobie wyobrazić. Każdy członek grupy ćwiczył sztukę tworzenia, wykorzystując myśli i fantazje, aby zmienić otoczenie. Przypomniał mi się las, o którym pisał w swej książce Najdalsza podróż Bob Monroe. W początkowym okresie badania krainy Życia po Śmierci, idąc przez las do Parku, ujrzał takie drzewa i ptaki, jakie nie istniały nigdzie na Ziemi. Zdumiały go. Zastanawiał się kto też mógł stworzyć takie miejsce. Kiedy ja sam stałem i patrzyłem na moich kolegów z programu Exploration 27, domyśliłem się, że Bob zobaczył wtedy wytwory bawiącego się umysłu ludzkiego.

Rozglądając się wokół siebie, zdumiałem się ponownie, lecz tym razem źródłem mojego zdumienia było światło rozjaśniające wszystko dokoła. Nie było jednego źródła światła, czyli czegoś w rodzaju słońca. Zdawało się, że światło wypływa ze wszystkiego, co znajdowało się w polu widzenia. Koniczyna, drzewa, otwarte niebo i chmury zdawały się emitować światło z siebie. Nagle uderzyło mnie wspomnienie czegoś, co widziałem w świecie fizycznym.

Pewnego letniego, bezwietrznego dnia gapiłem się na drzewo, na jego nieruchome liście. Wtedy, nieświadomie włączyłem uczucie Wahunka, dziwny, odmienny stan, który samodzielnie odkryłem. Kiedy moja świadomość poszybowała ku coraz silniejszemu uczuciu energii Wahunki, zdało mi się, że liście tego drzewa zaczęły same z siebie emitować światło. Teraz, w Focusie 27, tutejsze drzewa i krzewy wyglądały jak te, które widziałem w świecie fizycznym dzięki uwadze Wahunki. Kiedy ćwiczenie dobiegło końca i skierowałem się do C1, wciąż zastanawiałem się, dlaczego.