oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 3
Dawna obietnica Eda Cartera i Boba

Na kolację często przychodziłem jako jeden z ostatnich, a dwóch ostatnich zawsze kończyło jedzenie siedząc samotnie przy jednym stole. W poniedziałkowy wieczór to Ed Carter przybył ostatni, a napełniwszy talerz, dołączył do mnie. Przedstawiliśmy się sobie, a potem rozmawialiśmy o ćwiczeniu z taśmą oraz o tym, czym zajmowaliśmy się w życiu. Podczas programu nauczyłem się kochać tego 80-letniego człowieka jak ojca.

Okazało się, że obaj jesteśmy inżynierami. Ed wyjaśnił, że w latach 1930-tych, jako młody człowiek, zaczynał karierę jako metalurg, a teraz był już na emeryturze. Po programie dowiedziałem się, że starszy pan nie powiedział mi całej prawdy: przeszedł na emeryturę jako dyrektor INCO, największej kopalni niklu na świecie.

Tego wieczoru całą moją uwagę zajmował Ed, jego fascynacja odkrywaniem nieznanego i umiejętności narracyjne. Zainteresowało mnie zwłaszcza to, co powiedział o swoich wrażeniach z Focusa 15. Ed twierdził, że Focus 15 został niewłaściwie nazwany.

- Powinno było się go nazwać "Wszystkie Czasy" zamiast "Bez Czasu", jak go nazwał Bob Monroe - zapewniał mnie Ed.

Zafascynowało mnie to, co powiedział o naturze czasu. Ed twierdził mianowicie, że czas jest serią wydarzeń powiązanych ze sobą niby paciorki naszyjnika. Zrozumiałem to, gdy wyobraziłem sobie lot ptaka. Na każdy nieruchomy odcinek czasu w Focusie 15 przypadał konkretny zestaw wydarzeń, będących jakby kolejnymi ruchami ciała lecącego ptaka. Podobnie program komputerowy, w którym linie kodu opisują długość i napięcie każdego mięśnia, pozycję i kąt nachylenia każdego skrzydła. Każdy pojedynczy obraz wszystkich tych parametrów ułożonych w odpowiedniej kolejności, daje łopot skrzydeł i najdrobniejszy ruch ciała ptaka. Każda pojedyncza klatka jest elementem całego obrazu - wiatru, szelestu liści i falowania trawy - my też jesteśmy zaprogramowani. Ptak leciał naprzód, kiedy Ed szedł do przodu, a w tył, kiedy Ed cofał się, co skłoniło mnie do postrzegania natury Focusa 15 jako "zaprogramowanej sekwencji wydarzeń". Miałem wrażenie, że owa sekwencja wszystkich łączących się ze sobą wydarzeń była w jakiś sposób określona wcześniej i po prostu czekała aż ktoś znajdzie się w niej, aby w ten sposób sprawić wrażenie upływu czasu.

A jeśli Focus 15 zawierał w sobie wszystkie programy wszystkich sekwencji wydarzeń, przez które przechodziła ludzka świadomość, to zawierał cały czas. Zaczynałem rozumieć jak dzięki Focusowi 15 można dostać się do każdego miejsca w odpowiednim czasie. Gdybym wiedział jak wylądować w danym punkcie danej sekwencji wydarzeń, to mogłem się poruszać w przód i w tył od tego punktu. Na przykład, gdybym wiedział jak wylądować w określonym czasie w starożytnym Egipcie, to mógłbym być świadkiem zdarzeń mających miejsce w tym czasie,, wcześniejszych lub późniejszych. Może, gdybym zrobił krok w przód, wkroczyłbym w wydarzenia równoległe, takie, które zdarzyły się w tym samym czasie, lecz w innym miejscu. Widziałem jak, konceptualnie, można by poruszać się obok Focusa 15 i ujrzeć wydarzenia dziejące się w Chinach lub Grecji, które zdarzyły się w tym samym czasie. Rozmowa z Edem otworzyła mi oczy, a jednocześnie zacząłem się zastanawiać, gdzie miało miejsce całe to programowanie. Czy gdzie indziej, na jakimś innym poziomie ludzkiej świadomości, na którym ktoś napisał owe programy? Czy ktoś, lub coś, nawlókł te wydarzenia na sznurek, niby paciorki naszyjnika, i umieścił je w Focusie 15? Jeśli tak (zastanawiałem się po cichu), to kto i dlaczego? Rozmawialiśmy jeszcze dość długo.

Po jakimś czasie zaczęliśmy rozmawiać o tym, co robiłem, kiedy nie uczestniczyłem w programach TMI. Powiedziałem Edowi, że w prawdziwym życiu jestem inżynierem i że choć jestem dość zajęty, to jednak nie zaniedbuję mojej nowej miłości, pisania. Piszę artykuły o moich doświadczeniach związanych z odzyskiwaniami, od zdarzenia z bombą w Oklahoma City, które miało miejsce ostatniego kwietnia. Kiedy powiedziałem Edowi, że przywiozłem ze sobą moje artykuły, a właściwie ich brudnopisy, oraz rękopis kilku pierwszych rozdziałów książki, jaką właśnie zacząłem pisać, jego oczy rozbłysły. Wręczył mi swoją wizytówkę. Okazało się, że Ed był zastępcą dyrektora planowania w Hampton Roads Publishing Company, w Charlottesville, jakieś czterdzieści pięć kilometrów od miejsca, gdzie rozmawialiśmy. Zapytał, czy mógłby rzucić okiem na to, co z sobą przywiozłem. Zanim zdołałem mu powiedzieć, że byłbym szczęśliwy, gdyby zechciał przejrzeć moje rękopisy, poczułem gdzieś w sobie głos Boba Monroe: "Widzisz, dlaczego chciałem, żebyś przywiózł ze sobą ten twój brudnopis i artykuły o twoich doświadczeniach?".

Kiedy zaczynałem pisać, po Oklahoma City, odwiedził mnie Bob i zachęcił, żebym pisał dalej. "Jeśli będziesz pisał dalej, ja z mojej strony postaram się, żeby twoja książka została wydana", powiedział. Nic mi nie obiecywał, ale i tak pisałem dalej. A teraz, dziesięć miesięcy później, tu oto, naprzeciw mnie, z drugiej strony stolika, siedziało żywe spełnienie obietnicy Boba. Nie mogłem nie zastanawiać się nad tymi wszystkimi sekwencjami zdarzeń, które zaszły między kwietniem a chwilę obecną, a które doprowadziły do tego, że Ed i ja usiedliśmy przy tym samym stoliku, setki kilometrów od mojego domu i zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak to piszę książkę. Zdumiało mnie to jeszcze bardziej niż zasady działania Focusa 15 i osoba programisty.