|
|
Oj taak... maszyna ruszyła... Codzienne nocne "rozbudzające spotkania" ironicznie pod kościołem z Rafałem o 3:00 w nocy... przynoszą oczekiwane efekty... Już zaczynają mi się marzyć rozmowy z Niefizycznymi i z MTJ-m... Pragnę coraz bardziej przekroczyć focus 21 będący przepaścią między jakakolwiek fizycznością... Zaczynam coraz bardziej pragnąc pomagać ludziom zagubionym w systemach przekonań... Pragnę odwiedzić Park w focusie 27... I wiem że choć może, do tych doświadczeń jeszcze dość daleko... to kiedyś tak samo daleko byłem od pierwszego OOBE... a czas jest tą rzeczą... która sprawia ze wydarzenia nie dzieją się wszystkie na raz... Zrobiliśmy z Rafałem standardową rundkę... Pogawędka na murku kościoła... spacer wzdłuż ulicy do szkoły podstawowej nr 4 w Iławie... skręt w prawo... i do końca ulicy długiej. Pod Biedną życzyliśmy sobie powodzenia... i koło 4:15 rozeszliśmy się do domów. Wczoraj był dzień 09.09.2009r.. Nazwaliśmy ten dzień "Anty Devil Day" Tego też dnia zaczęliśmy prowadzenie naszej kroniki... Kroniki w której spiszemy historie naszych wszelakich eskapad.. czy to fizycznych, czy tez nie ;) Numerologiczne... 09.09.2009... 0+9+0+9+2+0+0+9=29... 2+9=11 11 to najlepsza liczba w numerologi... jest to mistrzowskie 1...
02.09.2009r. (słowem "cyk" lub "hop" określał będę gwałtowne zmiany w świadomości i fazie... czyli zupełne przeskoczenia świadomościowe i sytuacyjne) Godzina 2:30 rano... budzi mnie budzik... wstaję... zalewam filiżankę kawki z mlekiem...Wypijam w spokoju i odwiedzam łazienkę henrykowska... Godzina 2:57 wychodzę z domu i zmierzam w kierunku biednej... Czekam na Rafała który się nie zjawia... idę pod jego blok... świece po oknach... Śpi... XP (nie wstał na 4+1) Godzina 3:27 kładę się na pleckach po drugiej stronie łóżka... lezę jakieś 20 minut... i kładę się normalnie, głową w kierunku ściany... na pozycji bocznej ustalonej. Po około 30 minutach posypiam... i rozbudzają mnie wibracje delikatne... bardzo przyjemne o żródle w dolnej części kręgosłupa... kojarzę że coś mi się po łózko gramoliło (Przypomniał mi się motyw ze strażnikiem w roli wielkiej pchły) ale wyśmiałem "to coś" bezsensownym napadem śmiechu... i istotka sobie poszła... Unosiłem się i opadałem swobodnie i Hop... wypadam z ciemności i miotam się po pokoju... cholera strasznie ciemno... a światła za cholerę nie mogę włączyć...(włączniki nie działają) hop... wyleciałem z ciemności z impetem... ale zostałem zatrzymany... ku mojemu zaskoczeniu przez Rafała... ! Hahaha w końcu się udało... cholera w koncu dotarłem do Rafała... -Będziesz pamiętał rano że tu byłem... -No mam nadzieję ze tak, ale wiesz jak jest z pamięcią śnienia -Nom... U Rafała tez ciemno jak w dupie... na ścianie z pięć włączników światła... ale żaden nie działa... podzieliliśmy się refleksjami na ten temat... I zastanawiałem się co mogę zrobić aby Rafał rano pamiętał nasze Astralne spotkanie... i już miałem walnąć go w łeb znienacka... aby wyryło mu się to w pamięci... I hop... teleport i znów wyłaniam się z ciemności... faza się wyostrza... -Brzoz! -Co? -Jajco! wylazłem i udało mi się odwiedzić rafała... a teraz jeszcze ciebie! Łaziliśmy chwilę rozmawiając... najprawdopodobniej przy ulicy przed jego domem... I znów zaczęliśmy się zastanawiać, co tu wykombinować żeby Mati zapamiętał że i jego odwiedziłem... I gdy tak się zastanawiałem... zacząłem się zastanawiać i wyobrażać sobie że jutro jak z nimi porozmawiam i tak nic nie będą pamiętali... Posunięcie to było nieco zgubne w skutkach... Świadomość wyparowała w jednej chwili a moje wyobrażenie o rozmowie z nimi przerodziło się w sen.... Cyk idę z Rafałem i Brzozem chodniczkiem i rozmawiam czy coś pamiętają... brak świadomości...sen się dalej rozwija... nie pamiętam jak... Cyk niewiem po jak długim czasie swiadomość nagle wraca... Jestem na chodniku na ulicy Smolki, nieopodal szpitala... Lekko zdezorientowany, bo nie pamiętający co się właściwie przed chwilą działo (skąd i dokąd szedłem?... wydaje mi się ze poprzedni sen w którym rozmawiam z kumplami się skończył, a ja łaziłem bez sensu nieopodal...) Dobra... co teraz? na ulicach ni żywej duszy... OSPUO sprawiało realistyczne wrażenie czasu rzeczywistego... wnioskuję że od wyjścia minęła jakaś godzina i było koło 5:20 Postanowiłem nie szaleć... tylko spokojnie zasiadłem na krawężniku i spojrzałem w po mału jaśniejące niebo... Na horyzoncie zauważyłem wielką zbliżającą się nader szybko chmurę burzową... wyglądało to jak chmury kłębiące się ciemniejące i formujące w potężna burzę w przyśpieszonym tempie...W ogóle jednak mnie to nie przestraszyło próbowałem nawet wywołać błyskawice... ale po kilku nieudanych próbach usłyszałem zbliżający się szum... na horyzoncie spostrzegłem że ku mnie nadciąga wielka ściana ziemi coś jakby wielkie tsunami z piachu kawałów skał i mieszaniny domów i chodników... Ciągnęło prosto na mnie... Gdzieś podświadomie jednak wiedziałem że to cos w rodzaju cofki... chcącej w końcu zaciągnąć mojego Astralnika do ciała fizycznego, spoczywającego wygodnie w pozycji embrionalnej w ciepłym wyrku... Wiec właściwie nie zwróciłem na owe "Terra Tsunami" większej uwagi ... jedynie ciekawość ... co będzie za chwilę... Gdy fala już miała mnie przykryć... usłyszałem głos... I jest to zarazem najbardziej wartościową rzecz jakiej doświadczyłem podczas tego wyjścia... No ale żeby jeszcze tak zapamiętać co zostało mi powiedziane... Zwrócono się do mnie w taki sposób: C:\Documents and Settings\Marcus.ISPS\Moje dokumenty\ImTOO Software Studio... inaczej wam tego nie zobrazuje... wymieniono w jednym słowie szeregi współrzędnych lokalizujące mnie... w kolejnym określono kim jestem i jaki mam cel... potem skat jestem i gdzie byłem... a kolejno dokąd zmierzam... I kij wie... czy była to jakaś systemowa mantra... czy raczej MTJ... ale Przyjaciele mówią mi ze dotarłem prawie do sedna... możliwe ze każdej nocy słyszymy ten głos określający nasze miejsce w systemowym szeregu... Fala mnie zalała Cyk! Brak świadomości, stoję przed domem... Nie jestem świadomy że to fazowanie... chcę wejść do domu ale na jego miejscu zastaję powojenna ruinę...? cyk cyk cyk.... napływa troszkę świadomości -Co? nie możliwe... cały czas jestem poza ciałem... od tak długiego czasu... przez pamięć przeleciały mi wspomnienia wszystkich dzisiejszych doświadczeń... Kurczę dopiero co zalało mnie "Terra Tsunami" Cyk Pełna świadomość faktu ze wciąż jestem poza ciałem... wchodzę do zrujnowanego domu... poziom świadomości wciąż się zmienia ... niczym migająca żarówka... W domu zastałem dziwna kobietę... ubrana w klimacie Indyjskim... nie pamiętam kim była... i właściwie to chyba się tego nie dowiedziałem... faza Hop... cyk... tracę fazę... i flash ... otwieram ślepia już w ciele fizycznym... siadam na łóżku... No to się działo.... Zapisać ? chyba pisał bym ze 3 godziny... z tego co mi się kojarzy była godzina koło 5:45 Więc latałem sobie niemal non stop cała godzinkę po OP i OSPUO Dobra mam niecałą godzinkę do 6:30 bo na tę oto godzinę miałem nastawiony budzik do szkoły... tak... pierwszy oficjalny dzień szkoły po wakacjach... czekało na mnie 8 lekcji... a dwie pierwsze to W-F XD I tak oto wyglądało moje.. hmm... 5-te OOBE Fazowanie Dodam jeszcze ze Rafał coś tam pamięta... "Wie że dzwoni ale nie wie w którym kościele" Ale uważam za dostateczny dowód to... ze jak mówi obudził się w nocy i obiecywał sobie ze musi zapamiętać to co mu się "przyśniło" ... ale wiadomo jak to jest z pamięcią w środku nocy ;) Jasne jest tez to... ze choć znów bezpośrednio mną nie kierowaliście... to wy przerzucaliście mnie od domu do Rafała od Rafała do Brzoza, a potem jeszcze wciągaliście z powrotem moją świadomość do snów i nie pozwalaliście mnie cofnąć do cielska fizycznego... kochania Niefizyczni Przyjaciele... jak ja was uwielbiam MTJ... Może w końcu bezpośrednio byś ze mną pogadał?
E...h...h... Wiem... i rozumiem bardzo wiele rzeczy... rozumiem rzeczy... których nie wiesz "TY" bo są mi one czasem tłumaczone przez innych... Jednak nie każdy mi ich sobie tłumaczyć... gdyż nie jestem w stanie przelać wam tego w taki sposób... jak zostało to mnie uczynione... Niektóre sprawy... są tak zawiłe i skomplikowane... ze nie da się ich wyrazić w słowach... Słowa...słowa. Jeśli każdemu człowiekowi było pożąć coś bardzo prymitywnego... To słowa stoją na pierwszym miejscu... Prawie każdego dnia próbujemy coś za ich pomocą przedstawić...Ile razy udaje nam się dojść do progów sedna sprawy? -Mi zawsze XP -Zawsze? jesteś pewien(na) więc opowiedz mi czym jest Miłość? powiedz co czujesz gdy umiera najbliższa z osób...o czym myślisz i gdzie jesteś słuchając ulubionej piosenki? Użyjemy do opisania tych przeżyć po kilka słów... jest to tak... jakbyśmy mieli pyszną potrawę zamknąć w kapsułce... I mimo tegoż zawarte są w niej mikroelementy i minerały i kalorie... to nie umywa się to do spożywania Pełnego smaku koloru i Energi wspaniałego posiłku... ...Słowo jest kapsułką...a "Życie jest za krótkie, aby jeść niezdrowe tabletki" Gdybyśmy tak mogli przesyłać sobie pakiety mysto-emocji "Roty" -Przecież możecie! -co?... niby jak? -choć to ci pokarzę --.-- Ale co zrobić jeśli ciężko jest "przyjść" I ja jestem właśnie tą z osób... które po mału od uzależniają się od słów... _______________________________________________________________________________________________________________________________________________ Mimo wszystko... zdarzają się nadal rzeczy... których nie da się wyjaśnić "tak po prostu" wiele doświadczeń, zdarzeń, przypadków... często wystarczy mi przepuścić porostu przez pryzmat doświadczeń związanych z eksterioryzacja i poprzez kontakt z Niefizycznymi Przyjaciółmi... ...Aby uzyskać bardzo klarowna odpowiedź... Co jednak jeśli pryzmat nie obraca się rozszczepiając światło na czynniki pierwsze, a Przyjaciele nie odpowiadają...? _________________________________________________________________________________________________________________________________________________ 29.08.2009r Godzina koło 3:00 nad ranem... Dostałem chyba jak do tej pory... największą lekcję życia... i na pewno najgorszą... Mała nic nieznacząca sprzeczka z przyjaciółmi (tymi fizycznymi... Rafał i Brzoz) przerodziła się w najokropniejsze doznanie mojego dotychczasowego życia... mały katalizator... Niema najmniejszych szans abym właśnie w Słowach... opisał wam czego doznałem... jedyne co mogę wam powiedzieć to to... że nie potrafiłem się podnieść z ławki... a gdy już się podniosłem runąłem z nóg na trawnik... bo nie potrafiłem chodzić... przez kolo 20 minut gramoliłem się na nogi jak nowo narodzony źrebak... I właściwie... to chyba dokładnie tak jak ten źrebak się czułem Płakałem, doznawałem największych załamań... gdybym miał pod ręka pistolet... to bez mrugnięcia strzelił bym sobie w łeb... Pokazano mi czym DOSŁOWNIE... jest "Ból Istnienia" Każda cząstka mnie krzycząca z bólu... i cały ja krzyczący za tym samym... za powrotem do rzeczywistości... do stanu "niebycia" jak bardzo w tamtym momencie chciałem nie istnieć... Kumple zapewne nie wiedzieli co się ze mną dzieje... ja sam przestałem cokolwiek zrozumieć... więc pocieszenia i hoc odrobiny... hoc małego zastrzyku z miłości oczekiwałem od niefizycznych... A to co zastałem w odpowiedzi <palce mi zdrętwiały... nie mogę pisać> ......................................................................................................................................................................................................................................................................A to co dostałem w odpowiedzi... był taki sam ból i cierpienie jakiego właśnie doznawałem... Wyższe istoty... od dawna już mnie wspierające... mające radę na wszystko siejące miłość i radość... Płakały razem ze mną... Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić... wcale... Do tej pory... nie wiem co to było... do tej pory kontakt z NP jest zamazany... a odpowiedzi brak... Musiały minąć 24 godziny... aby mój psychiczny stan wrócił do normy (prawie) Bo coś się zmieniło... a ja nawet nie wiem co... i w dodatku nie mam się tego jeszcze długo dowiedzieć... Tak zakończył się dwu miesięczny eksperyment... jaki zacząłem na początku wakacji... Miało się to zakończyć zupełnie inaczej... w sumie sam nie wiedziałem czego mogę się spodziewać... ale na pewno nie spodziewałem się tego... Zaszły jakieś zmiany... dowiemy się jakie....Kiedyś... Ludzie maja tendencje do śmiania się po pewnym czasie ze złych doświadczeń... Nigdy nie będę się z tego śmiał... zarycie głową o asfalt jest śmieszne... To że dostało się od kogoś w ryj jest śmieszne... wszystko po pewnym czasie jest śmieszne... (motyw z South parku) Minęło 16 lat i możemy się swobodnie śmiać z HIV ... ...HIV jest śmieszny... Kurwa wszystko na tym świecie jest śmieszne... ale nie ból istnienia... istnienie jest straszne... Wiecie czego boi się nicość... właśnie istnienia... A każde z nas pierwotnie jest nicością... i strasznie za tym tęskni... dlatego nieważne jak potężna istotą się jest... robaczkiem... psem... człowiekiem... duszą... aniołem... brahmanem, bogiem...Wszystkim... Wszyscy mamy właśnie ten pierwotny ból... bo wszyscy istniejemy... i tęsknymi za niebytem... Chyba doszedłem do sensu tej lekcji przynajmniej kawałek całości mam za sobą ... Jeszcze przyszło mi teraz na myśl... że "Każdy proton tęskni za istota absolutu" Rogucki chyba by mnie zrozumiał... Dobra... tutaj zakończę... Z dedykacją dla Fellenki... Mimo że jesteś małomowna... i właściwie to nie mieliśmy zbyt wiele czasu aby porozmawiać... To w końcu mogliśmy się spotkać... I jeśli nie w internecie... i nie w realu...to na pewno kiedyś w Astralu... Spotykać się będziemy... Czułem się spełniony poznając innego obemaniaka osobiście... odczuwam z tego powodu miłość i radość... i to właśnie w tym momencie po raz pierwszy od ponad 39 godzin Od tamtych okropnych doświadczeń Pozdrawiam >MTF< PS. (Ada na imprezie zagadała do mnie propos moich złych doświadczeń...) A-Co ci wczoraj było? M-Czułem się bardzo niefajnie... ...................................................................................................................................................... A-Może masz nadmiar żeńskich hormonów... M>0.o< M-Uważasz że jestem mało męski? A-Nie nie... porostu... Ja na przykład mam dużo testosteronu XD M-Eee... Masz "Tam" jakaś niespodziankę? XD Brzoz-Ahahahahahn eeheheheh łiiichchciihihihihihihhehehehe... hohohohohohohohohhłhhłihłihłi... Bo tak się śmieje BOE pod wpływami... XD PPS.Dostrzegam jeden wielki plus... płynących z tego doświadczenia... System zaczyna mi się wydawać słabym robaczkiem...Wiem ze on wie... że ja wiem... że można go zgnieść z łatwością... problem w tym... że moja noga nie jest jeszcze dostatecznie gotowa... jeszcze raz żegnam >MTF<
Dziś… 06.11.2008 o godzinie koło 4:30 wyszedłem. Wieczór dnia poprzedniego… zająłem się obklejaniem dziennika astralnego żółtą i czarną taśmą. Potem przeczytałem końcówkę „Sekretu” i poszedłem spać… O godzinie 4:00 zadzwonił budzik… sięgnąłem więc na szafę w celu go wyłączenia… Aby się rozbudzić poszedłem rozpalić w piecu (łączenie przyjemnego z pożytecznym) Po około 15-20 minutach wróciłem do wyra… Skupiałem się, a to na tykaniu budzika… A to na szumie w uszach… no i doszedłem do hipnagogi… (Coś tam mi jeździło po pokoju XD) Delikatne wibracje… i się „wytrząsłem” (bo tak to tylko określę) Czułem się jakbym był zrobiony z prądu (laickie określenie ale lepsze mi do głowy nie przychodzi) Tak jak leżałem… na plecach… nie wykonując żadnych ruchów prócz myślowych.. „Przelewitowałem” na drugą stronę łóżka… -No to wstajemy mówię… i w tym momencie przesunąłem się jeszcze kawałek i nie leżałem już na łóżku, gdzieś spadłem… ale nie wiem gdzie bo przestałem cokolwiek widzieć XP Cofnąłem więc troszkę faze i znów wibrowałem sobie kilka centymetrów nad łóżkiem. Jednak zaczęło mnie cofać… delikatnie i powoli… ale szczerze mówiąc nie stawiałem oporu. „Wtrząsnąłem” się do ciała i wstałem z łóżka zadowolony z kolejnego małego kroczku jaki postawiłem w Poza
wiersz napisany pod wpływem wspomnień z pierwszego w życiu wyjścia z ciała. -Ile to już lat -Lat? przecież miną ledwie rok Jeden rok-Myślałem że podróż trwała jeden rok, Lecz dopiero pierwszy postawiłem krok. Jak długa droga czeka jeszcze mnie Na myśli miałem, że to jeszcze chwile trzy, lub dwie. Cóż powiedzieć mogę...jeśli nie, że myliłem się. Przez ten jeden rok, budziłem się o późnej nocy, Godzina gruba, po północy. Budziłem się ze słodkiego snu, po to tylko, Aby w słodszy popaść sen. Lecz przyszedł pięknego razu kruchy i niepewny dzień, Wartość snów Mych, rzucił on daleko w najciemniejszy cień. W zamian rzekł mi jednak szeptem- „NASZ KOCHANY... ...W KARZDEJ CHWILI MY O CIEBIE DBAMY” -Drodzy, Wiem , Odpowiedziałem Tyle prawdy, jej szukałem. „Tyle nocy nie przespałem, JEDNAK NIE ŻAŁUJĘ” Na to Ona się uśmiecha... Znika nagle... Znikam Ja... Pierwszy Krok Mój właśnie trwa Lecę... Lecę Szybko, Szybciej jeszcze, Wiatr Mi w ucho głośno Szepcze Ciągle Warstwę tę przebijam Z każdą Warstwą Świat Mój mijam. Pędzę szybciej, mocniej prędzej, Lepiej, silniej, no i więcej Warstw minąłem ze czterdzieści Ledwie w głowie mi się mieści Co się stało Mrugnąć nie zdążyłoby najszybsze oko, A Ja Jestem już, i uśmiecham się szeroko. Lecz co widzę Widzę wszystko, a zarazem nic nie widzę, Ziemskich Dźwięków już nie słyszę. Znowu niknie...niknie wszystko, Wielki Guzik Ktoś naciska Huraganem we Mnie ciska Wszędzie, wszystko, no i wszyscy, Kawał karty Ktoś TAM niszczy Mikser włączył TAM się chyba, Ja w nim pływam niczym ryba Błądzę, nie wiem co się dzieje, Czy wciąż mogę mieć nadzieję Tak!, tak, Żółte Światło do mnie mruga, Czekające, niczym najjaśniejszy sługa. Na co czekasz? Słyszę skądgdzieś, W Stronę Światła iść powinneś Zrywam się więc, Ono czeka. Płynę tam jak rwąca rzeka, Mijam zakręt, drugi, trzeci. Światło wciąż skądindziej świeci. Znów, nim zdążę mrugnąć okiem, Żegnam się z tamtym widokiem. Niczym kałamarz piórem niezdarnym szturchnięty, Wylała się czerń na widoku mego odmęty. I Widzę Światła Źródło, niczym lampka nocna świeci. To księżyc żółty, po niebie czarnym leci. Wpatrywałem się weń trzecią część sekundy, Lecz nastał koniec kolejnej nierównej Rundy Z pod stóp zrywa mi się grunt POZA zdobywa kolejny pewny punkt. A teraz spadam, Do Mrocznej Wody z impetem wpadam. Co się dzieje? Księżyc Tu szaleje, Widzę drugi, czwarty, piąty, Dziewiętnasty i dziesiąty Wyjść nie mogę Znowu słyszę-Ja pomogę Co to? Czuję pchnięcie. Czyżbym cofał się w odmęcie WRACAM MÓWĘ - Stopa spada Wszystko w okuł się rozpada, Lecz już jestem Ja Stopa już na ziemi trwa... To już koniec Mego Kroku To rezultat tego roku Tak...To wszystko, Chwil to kilka... Wy pytacie-Czy Pomyłka Skądże znowu, Drodzy Moi, BO TA CHWILA WCIĄŻ MNIE KOI I CHOĆ CZEKAĆ, I PRACOWAĆ, SNY I UBAW W PUDŁO CHOWAĆ, PRZEZ KOLEJNY ROK, LUB DWA ZROBIĘ TO BO CHWILA TA, Najpiękniejsza... ponad wszystkie... I POWRÓCI OCZYWIŚCIE Marcus Tibor Ferenczy |
Moje Albumy
|