|
|
wiersz napisany pod wpływem wspomnień z pierwszego w życiu wyjścia z ciała. -Ile to już lat -Lat? przecież miną ledwie rok Jeden rok-Myślałem że podróż trwała jeden rok, Lecz dopiero pierwszy postawiłem krok. Jak długa droga czeka jeszcze mnie Na myśli miałem, że to jeszcze chwile trzy, lub dwie. Cóż powiedzieć mogę...jeśli nie, że myliłem się. Przez ten jeden rok, budziłem się o późnej nocy, Godzina gruba, po północy. Budziłem się ze słodkiego snu, po to tylko, Aby w słodszy popaść sen. Lecz przyszedł pięknego razu kruchy i niepewny dzień, Wartość snów Mych, rzucił on daleko w najciemniejszy cień. W zamian rzekł mi jednak szeptem- „NASZ KOCHANY... ...W KARZDEJ CHWILI MY O CIEBIE DBAMY” -Drodzy, Wiem , Odpowiedziałem Tyle prawdy, jej szukałem. „Tyle nocy nie przespałem, JEDNAK NIE ŻAŁUJĘ” Na to Ona się uśmiecha... Znika nagle... Znikam Ja... Pierwszy Krok Mój właśnie trwa Lecę... Lecę Szybko, Szybciej jeszcze, Wiatr Mi w ucho głośno Szepcze Ciągle Warstwę tę przebijam Z każdą Warstwą Świat Mój mijam. Pędzę szybciej, mocniej prędzej, Lepiej, silniej, no i więcej Warstw minąłem ze czterdzieści Ledwie w głowie mi się mieści Co się stało Mrugnąć nie zdążyłoby najszybsze oko, A Ja Jestem już, i uśmiecham się szeroko. Lecz co widzę Widzę wszystko, a zarazem nic nie widzę, Ziemskich Dźwięków już nie słyszę. Znowu niknie...niknie wszystko, Wielki Guzik Ktoś naciska Huraganem we Mnie ciska Wszędzie, wszystko, no i wszyscy, Kawał karty Ktoś TAM niszczy Mikser włączył TAM się chyba, Ja w nim pływam niczym ryba Błądzę, nie wiem co się dzieje, Czy wciąż mogę mieć nadzieję Tak!, tak, Żółte Światło do mnie mruga, Czekające, niczym najjaśniejszy sługa. Na co czekasz? Słyszę skądgdzieś, W Stronę Światła iść powinneś Zrywam się więc, Ono czeka. Płynę tam jak rwąca rzeka, Mijam zakręt, drugi, trzeci. Światło wciąż skądindziej świeci. Znów, nim zdążę mrugnąć okiem, Żegnam się z tamtym widokiem. Niczym kałamarz piórem niezdarnym szturchnięty, Wylała się czerń na widoku mego odmęty. I Widzę Światła Źródło, niczym lampka nocna świeci. To księżyc żółty, po niebie czarnym leci. Wpatrywałem się weń trzecią część sekundy, Lecz nastał koniec kolejnej nierównej Rundy Z pod stóp zrywa mi się grunt POZA zdobywa kolejny pewny punkt. A teraz spadam, Do Mrocznej Wody z impetem wpadam. Co się dzieje? Księżyc Tu szaleje, Widzę drugi, czwarty, piąty, Dziewiętnasty i dziesiąty Wyjść nie mogę Znowu słyszę-Ja pomogę Co to? Czuję pchnięcie. Czyżbym cofał się w odmęcie WRACAM MÓWĘ - Stopa spada Wszystko w okuł się rozpada, Lecz już jestem Ja Stopa już na ziemi trwa... To już koniec Mego Kroku To rezultat tego roku Tak...To wszystko, Chwil to kilka... Wy pytacie-Czy Pomyłka Skądże znowu, Drodzy Moi, BO TA CHWILA WCIĄŻ MNIE KOI I CHOĆ CZEKAĆ, I PRACOWAĆ, SNY I UBAW W PUDŁO CHOWAĆ, PRZEZ KOLEJNY ROK, LUB DWA ZROBIĘ TO BO CHWILA TA, Najpiękniejsza... ponad wszystkie... I POWRÓCI OCZYWIŚCIE Marcus Tibor Ferenczy
|
Moje Albumy
|