|
|
Dzisiaj miałam taki chory sen, ale co dziwne, nie odczułam go jako koszmar bezpośrednio po tym, jak się obudziłam, tylko dopiero po chwili pomyślałam sobie, że to było straszne. Wcześniej wydawało mi się takie normalne - w tym śnie też to był normalny rytuał. Byłam na pogrzebie (albo nawet dwóch - tutaj dokładnie nie pamiętam). To był pogrzeb chyba mojej babci, która już nie żyje. Księdza słabo pamiętam. Najbardziej pamiętam kobietę z mojej rodziny, ubraną w białą suknię ślubną, która trzymała długą czerwoną różę i kiedy ceremonia dobiegała końca, ta kobieta podeszła do grobu i wrzuciła do środka tą różę. Ten grób nie był w tym momencie zupełnie horyzontalnie ułożony, tylko bliżej pionu. Na końcu pogrzebu, ksiądz wszedł w ten grób - teraz był on ułożony poziomo, tak normalnie. Nie widziałam dokładnie jak on tam wchodzi, bo patrzyłam na to z boku, ale to wyglądało jakby schodził na dół po schodach. Za nim poszli wszyscy zebrani. Zrobili to dość szybko - szybkim krokiem. Tam przy tym grobie były takie jakby drzwi, które zamknęły się, kiedy wszyscy weszli. Potem był chyba drugi pogrzeb - tej kobiety, która była w białej sukni. Pamiętam tylko, że na tym pogrzebie też ludzie weszli na końcu do grobu i zamknęły się za nimi drzwi. Pamiętam też jakiś pasek papieru, na którym było coś napisane, ale nie pamiętam co. Widziałam wtedy tylko ten papier z jakimś napisem i nic więcej. Ostatnio też miałam pewien sen, ale pamiętam z niego, tylko skrawek. Była noc, siedziałam w samochodzie, jechałam dokądś i pamiętam tylko, że siedziała ze mną ta sama kobieta, która śniła mi się dzisiaj w tej sukni, ale wtedy była ubrana normalnie. Cofałam samochodem i pamiętam bardzo dobrze tylko zakręt na ciemnej, szarej drodze (to nie był asfalt, tylko chyba ziemia), bo patrzyłam w to miejsce uważnie, kiedy cofałam i wjeżdżałam w ten zakręt. Wiem, że coś tam się więcej działo w tym śnie.
|