Akcja snu sprzed kilku dni działa się w moim domu, ale wyglądał on we śnie inaczej niż w rzeczywistości. Śniło mi się, że w domu zaczęły się pojawiać drobne, złe stworzenia. To znaczy, wiedziałam o tym, że one są w domu, ale nie widziałam jeszcze jak wyglądają. Mamie udało się je umieścić w kartonach i szczelnie zakleić. Pudełka z zamkniętymi w środku stworzeniami postawiła obok śmietnika, do wyrzucenia. Pomyślałam, że to niemoralne i że powinnam je uwolnić, bo są to jednak żywe stworzenia. Nie pamiętam, czy w końcu to zrobiłam, czy nie. W pewnym momencie zobaczyłam, jak z naboi do pióra wychodzą małe glizdy w kolorze atramentu i dopiero wtedy domyśliłam się, że to są te złe stworzenia. Zaczęło się ich pojawiać coraz więcej i więcej. Nie pamiętam, żeby ten sen miał ciąg dalszy.
Dzisiaj śniły mi się żółte albo czarno-żółte pociski, wystrzelane z broni. Nie widziałam żadnej broni, tylko same pociski. To było tak, że albo one zamieniły się w pszczołę i żółtego angry birda albo to te zwierzęta zamieniły się w pociki - nie pamiętam. W każdym razie, ja byłam wtedy w jadącym pociągu, a ta pszczoła i ptak próbowały wlecieć do środka. Okno było uchylone i jakaś osoba prawie zdążyła je zamknąć - prawie, bo ptak zdążył włożyć dziób między krawędzie. Chyba wtedy zauważyłam, że to nie jest pszczoła i ptak, tylko są to pociski, ale wcześniej też chyba je widziałam i chyba niektóre były żółte jak ten ptak, a niektóre czarno-żółte jak pszczoła.
Reasumując, były to dwa sny, w których przedmiot zmieniał się w żywe stworzenie albo odwrotnie i w obu snach czuć było atmosferę grozy. Czułam, że jestem w niebezpieczeństwie, ale właściwie określiłabym swoje odczucia jako ambiwalentne, ze względu na te zwierzęta, które w tych snach występowały.