Akcja tego snu działa się w moim domu, ale nie jestem pewna, czy w tym śnie był to faktycznie mój dom. Byłam z dwiema dziewczynami. Przeszukiwałyśmy cały dom, jakbyśmy szukały czegoś konkretnego. Będąc w jednym z pokoi, co jakiś czas intuicyjnie wyglądałam na inne pomieszczenia. Raz zdawało mi się, jakby ktoś był w ciemnym pokoju na przeciwko, ale na razie nic nie mówiłam. Chyba chciałam najpierw obmyślić szybki plan. Przesuwałyśmy z dziewczynami telewizor razem z blatem, na którym się znajdował. Powiedziałam: "Tylko niech mi to nie spadnie! Bo... bo lepiej nie." Jedna z dziewczyn zapytała: "Dlaczego?", a ja odpowiedziałam półszeptem, lekko niepoważnie podniosłym tonem, prawie stukając się w czoło: "Ludzie, którzy zajmują się tropieniem seryjnych morderców, nie mogą zwalać telewizorów!". Znowu wyjrzałam na sąsiednie pomieszczenia i wtedy już dokładnie zobaczyłam, że jakiś mężczyzna siedzi w kuchni na podłodze, za stołem. Było tam jasno, więc było go wyraźnie widać. Dziewczyny cały czas czegoś szukały i kombinowały z tym telewizorem. Nagle, gwałtownie zamknęłam drzwi od pokoju, w którym się znajdowałyśmy, odwróciłam się w stronę dziewczyn i spytałam: "Macie telefony?" i nie czekając na odpowiedź dziewczyn, które wgapiały się we mnie, wyciągnęłam z tylnej kieszeni swój telefon i rzuciłam do jednej z nich, mówiąc: "Dzwoń na 997. Powiedz, że ktoś jest w mieszkaniu. Podaj adres." Cały czas trzymałam zamknięte drzwi z całej siły. Magda (bo tak miała na imię) nie wykręciła dobrego numeru i nie mogła się dodzwonić. Zaczęłam się denerwować, ale po chwili powiedziałam: "Nic się nie stało, Madziu. Spróbuj jeszcze raz. 997. Ktoś jest w mieszkaniu." W tym momencie, mężczyzna zaczął próbować otwierać drzwi, a ja je pchałam w drugą stronę. Pojedynek ten niestety nie został rozstrzygnięty. Na tym skończył się ten sen, ponieważ zadzwonił budzik :)