To był jeden, długi sen, ale pamiętam z niego wybrane sceny. Najpierw wchodzę z matką i jeszcze jakąś osobą (jakimiś osobami) do klatki schodowej. Jakoś tak się stało, że torebka matki przytrzaśnięta została drzwiami - tak, że torebka przez chwilę została na zewnątrz. Byli tam, na zewnątrz, jacyś ludzie. Kiedy matka wciągnęła torebkę do klatki, stwierdziła, że nie ma w niej portfela. Wyszłam przed klatę i nie wiem dlaczego, od razu podejrzewałam pewnego młodego chłopaka - o to, że wziął ten portfel. Na innych w ogóle nie zwróciłam uwagi. Podeszłam do niego, powiedziałam: "Oddawaj portfel!" i zaczęłam sprawdzać, co ma w kieszeniach. Kiedy znalazłam jakiś portfel, rzuciłam go w stronę matki, pytając czy to ten, ale to nie był jej portfel. Popchnęłam tego chłopaka tak, że upadł plecami na ziemię i zaczęłam go bić, mówiąc: "Oddawaj portfel, pedale!". Nie pamiętam, jak to się skończyło.
W nieco późniejszej scenie, był mój kolega ze szkoły podstawowej. Miał on w kieszeni coś, co przypominało jakieś narkotyki - taką białą substancję, zapakowaną w tubce z czarno-białej gazety. Poprosiłam, żeby mi to dał. On powiedział, że to jest tylko zwykła sól, ale nie chciałam mu wierzyć. Być może chciałam to jakoś sprawdzić. Nie wiem, po co właściwie chciałam to dostać. Nie chciał mi tego dać, ale jakoś mu to zabrałam. Później pamiętam agresywnego psa, który gonił tego kolegę. To był chyba pies policyjny. Koledze udało się uciec. Wtedy przebrał się. Zdjął bluzę, którą miał na sobie i założył inną. Tą białą substancję w tubce oddałam jakiemuś policjantowi. Gdzieś stały dwa radiowozy policyjne. Podeszłam do jednego z nich i zagadałam policjanta. Powiedział, że sprawdzą co to jest. Dodałam, że niewykluczone, że to może być zwykła sól. Potem pojawił się jakiś drugi chłopak (bardziej facet, bo trochę starszy od tego mojego kolegi). Nie znam go w rzeczywistości, ale we śnie go znałam. Miał długie, lekko kręcone, brązowe włosy. Wybierał się dokądś. Byliśmy wtedy oboje na balkonie mojego domu. Chciał, żebym poszła z nim. Ubrał na siebie tą bluzę, którą wcześniej ten mój kolega zmienił na inną i gdzieś zostawił. Wyruszyliśmy dokądś, jakby skacząc z balkonu - czy jakoś teleportując się na dół - tak jakby delikatnie zlecieliśmy z tego balkonu, ale trwało to sekundę. Chciałam mu powiedzieć, że ma na sobie bluzę kolesia, którego gonił agresywny pies i który być może miał w niej narkotyki. Ale ten facet przerwał mi zanim dobrze zaczęłam coś mówić i zaczął mówić do mnie coś innego. Powiedziałam: "Poczekaj, muszę Ci coś powiedzieć." Odpowiedział, że on też ma mi coś do powiedzenia i że jest to bardzo ważne. Ja na to - że moja informacja na pewno jest ważniejsza. Jednak uparł się i kontynuował to, co mówił, ale nie pamiętam co to było. Ja na to: "Dobra. Jak zwykle nie chcesz słuchać, ale tym razem, być może zaraz się przekonasz, że to, co chciałam powiedzieć ja, było naprawdę bardzo istotne." i zaraz potem, jak tak szliśmy przed siebie, zobaczyłam znowu tego agresywnego psa i dodałam: "NA PEWNO zaraz się przekonasz.", bo byłam pewna, że ten pies zacznie gonić także jego - przez tą bluzę. Nie pamiętam, czy tak faktycznie było. W każdym razie, ten pies był z policjantem. Obok psa i policjanta stał radiowóz, a w środku byli jacyś ludzie i chyba był tam też ten mój kolega. Nie wiem, czy sama postanowiłam o to zapytać, czy ten policjant sam z siebie mi to powiedział, ale okazało się, że już sprawdzili tamtą substancję i okazało się, że to faktycznie sól. Nie wiem dlaczego, ale miałam przeczucie, że coś tu jest nie tak - że ten policjant kłamie, z jakiegoś powodu. Powiedziałam niepewnie: "Mówiłam, że nie wykluczam tego, że to może być zwykła sól." Mieli tam tą substancję w ten tubce. Przyglądałam się jej i teraz rzeczywiście przypominała sól, ale nadal myślałam, że coś tu jest nie tak.