wstałam o 3, jak trzeba, metodą 4+1, w nadziei, że nareszcie uda mi się wejść, chociażby w LD, zrzuciłam poduszkę na ziemię, twierdząc, że to jedyne powód mojego uprzedniego niepowodzenia. relaksacja, wibracje, małe, ale za słabę, po półtorej godzinie się zdenerwowałam. Idę spać, spróbuje jutro, bo zaraz obudzi sie matka, będzie przeszkadzać i tak. zasnęłam, ale obudziłam się we śnie. to było tak: Poszła do kiosku po gumę, mam jakąś fiksacje na jej punkcie od kiedy żuciłam fajki, nawet mi się sni^^, mieliśmy jechać dorożką, biegłam, wiedziałam, że się zpuźnie. i się obudziłam, we snie, zaczełam sterować koniem, aż podjechał do mnie. zrozumiałam, ze teraz mogę wszystko, bo to sen. zaczełam latać, nie wiedziałam, że to taki trudne, odbijałam sie jak od gumowych powierzchni. potem śnił mi się mój najlepszy kumpel. zdarzało nam się, ze zachowywalismy sie bardzo nie kumpelsko;), totez i nawet we śnie nie mogłam sobie odpuścić sprawienia mu przyjemnosci, ale ciiii.... tego nie było:)