|
|
Położyłam sie koło 24 i zasnęłam. Dokładnie o 1.30 otworzyłam oczy w pełni przebudzona. ktoś ewidentnie łaził po moim pokoju i czułam energie Zbyszka. Włączyłam sobie muze relaksacyjną i rozbudziłam sie dodatkowo myjac zęby i wcierając balsam (w ciało, nie zęby). Wypiłam wielką szklankę, taką od piwa- wody i drugą postawiłam metr od łózka. Postawiłam tez miseczkę z ananasami. I zadziałało wszystko jak należy :) stara, sprawdzona metoda, zaraz opisze jak zadziałała. Położyłam sie i zabrałam za przygotowanie. Długo leżałam w wibracjach. Wołałam moja ksywkę i Zbyszka, Kazika i Draqa. Co jakis czas przeszywały mnie wibracje, skanowały gorąco, obserwowałam je. Były rzadko, ale bardzo intensywne. Nie mogłam ich przyspieszyć. Doszłam do tego, ze odczuwam je cialem eterycznym. Kiedy paraliż przysenny jest silny percepcja sie eteryczna robi. Trochę częstsze skany wibracji zaczęły mnie wprowadzać w swiatło. Czy ja jestem dziwna jakaś, ze zawsze na początku wyłażę w światło pomarańczowe i dopiero robi sie białe? Pobyłam w tym świetle kilka razy lecz nie mogłam wyjść długo. Prosiłam niefizycznych o wyjęcie. Ktoś mnie łapał za lewą nogę i rękę z 10 razy, i ktoś działał na moja lewa część ciała dziwnie, energią, czułam ze Leon maczał w tym palce, nie wiem czemu... okolo 2.30 w końcu wylazłam. Planowałam wyjście bezpośrednie ale znów to samo. Znalazłam sie w domku drewnianym w urlopowej miejscowości jakiejś. Noc, obok spi w śpiworze Kazik i paru ludzi jeszcze. Ja sie ocknęłam w śpiworze. Ciało było oporne i cięzkie. Bardzo chciało mi sie siku! (wynik opicia sie wodą przedtem ;)) Musiałam dotrzeć do ubikacji. Zabrałam sie do wyciągania ciała ze śpiwora. Przewróciłam sie na brzuch i wysuwałam z niego na łokciach. Przesunęłam sie do korytarzyka i powoli zsuwał sie śpiwór. Co chwila kładłam głowę bo ogarniał mnie sen. Ale sie podnosiłam i utrzymywałam świadomość. W końcu w izbie z ubikacją udało mi sie wyjść ze śpiwora i ciężko stanęłam pionowo. Juz świadomi w ciele astralnym. Najdłużej uwalniałam prawa nogę, przyczepiła sie palcami do reszty gęstego ciała. Otrząsnęłam sie i spojrzałam w wielkie okno. Musialam dostroić wzrok, bo ostrość sie wahała. Zrobiłam zooma jak w aparacie i ustawiłam ostrość. Świadomość bycia w ciele astralnym juz mi sie pchała do latania, chciała prysnąć przez okno w lot! Ale powstrzymałam silne pragnienie by najpierw sprawdzić zaplanowane rzeczy. Potem polatam, -pomyślałam. Ale tak na chwileczkę jednak wyprułam przez okno w rozgwieżdżoną noc i zawróciłam ostro z powrotem przez szyby. Gładko było. Ale potem zaraz sprawdziłam jak to jest z czuciem. Probowałam złapać spłuczkę w kibelku. ciężko szlo, przenikałam przez nią. Kibelek był jakiś za wysoki, byłam niska. Jak dziecko. Mialam koszulkę bawełniana białą, krótką jak aniołek. Polewitowalam do Kazika - spał w śpiworze. Gadałam do niego, żeby sie obudził, wyciągałam go za rękę. Nic. Polecialam po domu, jakieś dziewczyny gadały. Były tez łózka przygotowane dla kogoś kto jeszcze nie dotarł. hmmm. ZObaczylam lustro wielkie. Zaczęłam siebie oglądać w nim i zdjęłam koszulkę. Kurde, po co mi to było.... Miałam plan zdjąć kolejne ciało i zobaczyć co zostanie ze mnie, ale intencje musiałam mieć inne bo wyjście zrobiło sie bardzo... hmmmm... osobiste... Kilka scen odbijało sie w lustrze, powiem tylko, ze przetestowałam wykreowanie osoby, i sprawdzałam kreatywność na ciele ;)))))))) przejdźmy dalej ;)* Podchodzę do okna i chce wylecieć. Za oknem wpadam w scenerię indiańską. Cofa mnie do pokoju z zaskoczenia! Atak jakichś Indian, zaczynam krzyczeć: Apacze , Siuksy!!!! Atakują! I wróciłam do ciała w śpiworze przy ubikacji. Wstałam szybko, bo nie chciałam by mnie ktoś zastał w tej łazience na podlodze. i zaczęłam mówić wszystko, co sie wydarzyło do dyktafonu, wygladał jak zegar z kukułką. Mówiłam do niego wszystko by zapamiętać. Wróciłam ze śpiworem koło Kazika i położyłam sie. I wciągnęło mnie w nieświadomość na chwile. Zaraz jednak ocknęłam sie kiedy wszyscy już byli na nogach. Arkadiusz z Kazikiem słuchali nagrania mojego. A ja sie pytam przerażona, czy wszystko słyszeli?. Z dziwnymi minami stwierdzili ze WSZYSTKO! Głupio mi sie zrobiło... Jakas dziewczyna długowłosa, kolor żołędziowy, jasna cera miała gdzieś isc ale cofnęła sie, rozpięła płaszcz i lekki szal i podeszła do mnie. Wyjęła miseczkę z owocami - masz jedz, to winogrona Marcina, trochę kwaśne jeszcze ale dobrze ci zrobią. Wyśpij sie teraz. Spojrzałam na wszystkich, byli w białych koszulach jak anioły bawełniane... zjadłam owoce i zapadłam w sen bez świadomości. 4.40 ocknęłam sie i zapisałam to wszystko. o 5 położyłam sie znów. Miałam wibracje silne i wciąż czułam łażące po pokoju istoty i energie. na pewno wyczuwałam energie Leona i Zbyszka. do rana spalam słodko i nic nie pamiętam juz.
|
Moje Albumy
| ||||||||||||||