|
|
Właśnie zmarłą mi mama na niewykrytego raka. Postanowiłem z nią porozmawiać. Po paru godzinach prób zasnąłem. Obudziłem się po północy , niezwykle rześki. zacząłem ponownie. W którymś momencie poszło. Rozmawiałem z cala rodzina, która już dawno odeszła. Dziwna to była rozmowa. Zmarli nas słyszą, pomimo tego, ze my niczego nie postrzegamy. Jozef, chory na raka zmarł dzień wcześniej. Parę godzin przed śmiercią mówił o radosnym świetle, jakie do niego samo przyszło. Dokładnie opisywać co i jak, to mi się już jakoś nie chce. Ps. Właśnie się dowiedziałem, z Józek załapał się na światło o 2 w nocy na 3 godziny przed śmiercią, tego wieczoru organizowałem akcje ratunkowa dla mojej mamy i tez wskoczyłem w światło , niemal w tym samym czasie. heh, jedno światło dla wszystkich. Dziwne rzeczy się działy w domu Józefa, luny światła przez okno i kolorowe tęcze za oknem. Relacje brzmią trochę nieprawdopodobnie, jak histeria, Parę lat temu spotkałem po świeżo po śmierci mamę Józefa. Spotkanie było tak misternie splatane, ze nie zrobiłem żadnej wzmianki o tym zdarzeniu. pozdro
Ludzie potrafią przewartościować w partnerze opinie, bez werbalizowania własnych wniosków, jedynie o czymś myśląc i to na odległość. Mialem tak często z przyjaciółmi. Oglądałem jakiś fascynujący film wieczorem a oni śnili jego treść tej samej nocy. Któregoś wieczoru, szykowałem przeciery z papierówek. Bylo ich strasznie dużo , obierałem, obierałem, az cierpliwość straciłem. Uf, pomyślałem sobie wtedy, może je rozdać. Tej samej nocy , do znajomej, w śnie podjechał jakiś facet z ciężarówką i wysypał cala przyczepę jabłek przed domem. Następnego dnia znajoma, opowiadała ze strachem o jabłkach. Takie sytuacje zdarzały mi się również bez śnienia, na codzie, bez artykułowania myśli,- gdy utrzymywałem jakaś idee w umyśle i kierowałem ja do odbiorcy. Znajomi , tez są niezłe gagatki i słyszą, odczuwają takie momenty, gdy zachodzi miedzy nami taki kontakt. Dzieje sie to na okrągło miedzy nami wszystkim. Obdarzeni różną wrażliwością, nie reagujemy jednak na treść takich przekazów, gubiąc się najczęściej w natłoku naszych własnych myśli. Tak, tak powiedział rozbawiony Joachim Bauer do Wolfganga. Lustrzane neurony iskrzą, gdy obserwujemy również malpy. Gdy wykonują jakiś ruch, to korzystamy z naszej mapy, umożliwiającej nam zrozumienie jej zachowania. Gdy obserwujemy robota, neurony zamierają leniwie, zjawisko nie wystepuje. Ha, mowie do przyjaciela, to spytaj go o coś. Jeżeli ktos mnie nie widzi, gdyż stoję za jego plecami i pomimo tego, klarownie odczuwa to co mu wkleję w umysł i jakaś czynność czy myśl, to co się mu w głowie iskrzy,- no wiesz, tak jak to robiliśmy miedzy sobą, wtedy na zlocie oobe, z ta kiełbasą wetknięta w gębę. Na to nie ma chyba jeszcze odpowiedzi
http://www.wingmakers.fora.pl/index.php?c=6 Rytualy tybetańskie, ćwiczenia ruchowe Nie zwracałem uwagi na rytuały, gdyż nie interesowały mnie propozycji, dające gotowe rozwiązania. Mogę sam jednak sporo wywnioskować, z paru wypowiedzi przeczytanych an forum. Rytuały muszą sporo wnieść w życie człowieka. Mówiąc o korzyściach, winno się mieć na uwadze raczej współdziałanie w harmonii ciał niefizycznych. Sporo łez się leje o ich wyjaśnienie, czy są wydumana bzdura, czy czymś realnym. Pomijając te dyskusje, dobrze wiedzieć ze one zapełniają nasz umysł treścią, określając jakość naszej jaźni. Ciała subtelne wykonują mnóstwo ruchów, potrafią się nawet od nas uwolnić, stajać źródłem wielu naszych nieszczęść. Świadomy ruch, wykonywany w koncentracji, łączy je w harmonijna całość, scala je, uniemożliwiając im samodzielne fikanie w samopas. To jest chyba największą zaletą rytuałów tybetańskich. Koncentracja uwagi na rożnych częściach ciała, wprawianie ich w ruch co łączy je we wspólnym działaniu. Mamy rożne organy w ciele fizycznym, które w zależności od okoliczności zwiększają lub osłabiają swoją aktywność. Praca z nimi jest bardzo ważna, gdyż od ich sprawnego działania zalezą nasze niefizyczne sfery duchowe. W Tybecie śledzili te zjawiska spory czas, liczyć wiec można , ze są solidnie opracowane dla tych w Tybecie. Jedyne co warto byłoby w nie wprowadzić, to uwzględnić nasze obecne potrzeby. Rytuały dla współczesnego człowieka byłyby prawdopodobnie trochę inne, pomagające mu przetrwać w obecnym świecie, sprawniej pracować w konkurencji i realizować indywidualne cele. Czym są ciała niefizyczne? Zwróćcie uwagę na rodzaje doznań w przypadku zaburzeń koordynacji ciała fizycznego, mowa o myśleniu o ruchu i odczuwaniu tego ruchu, jakiegoś wirtualnego ciała, to właśnie one, to są te subtelne ciała o których mowa, dające się postrzegać nawet lekarzom. http://www.neurotyk.net/2009/05/ruch-niesw...iadomy-nieruch/
ustawiam obrazki pod ścianą, pojawia się zmarły znajomy. Pokazuje mu obrazki i nagle z jednego robi sie telewizor z gra w pilke. Ooo, gapie sie w niego, podziwiając ostrosc i wpakowałem się w grę jak przed zwykłym telewizorem i sen diabli wzięli. Skakałem na krześle jakbym sam w nia grał. To przez to gapienie się wieczorami w telewizor, wtedy tez durniejesz...... gdzieś zza pleców. Postanowiłem teraz oglądać filmy i jednocześnie testować otoczenie, będąc świadomy tła za telewizorem, az nabiorę aktywnego patrzenia i nie dam się znajomemu więcej zamroczyć:)
Malując przez pól roku obrazy olejne, zamalowałem 80 płócien. Z jaka radością, obserwowałem moje postępy. Z miesiąca na miesiąc, rozumiałem farby olejne coraz bardziej. Przyzwyczajony do wielkich powierzchni ścian, nie radziłem sobie z małymi formatami. Motywy były ściśnięte, krnąbrnie wychylające się fragmenty kompozycji na peryferyjne części obrazu a nawet poza ramy blejtramu. W malarstwie ściennym, bezkarnie rozciągałem malowane elementy do rogów ścian, dopasowując ich formę do wnętrza. Zaokrąglając linie, czy określając barwne plamy, płynnie wtapiałem je w krawędzie przedmiotów, by tworzyły one z nimi nowa jednolita formę. Naciągnięte na ramę płótno, nie dawało się tak rozciągać w nieskończoność. Nie zwracając uwagi na to ograniczenie, malowałem wielokrotnie zamaszyście, ubolewając, ze mi płótna znowu zabrakło. Oglądając potem krytycznie tak wykonane prace, łamałem w sobie rozrzutność, akceptując z czasem ograniczenia. Wyćwiczyłem w sobie zdolność fokusowania obrazu. Oddalałem się w wyobraźni od malowanej powierzchni, oglądając ją jakby z daleka, widząc jedynie najważniejsze formy. Zdolność ta jest bardzo pomocna w syntezowaniu kształtów w obrazie. Określałem, dzięki temu odchylaniu się, najważniejsze podziały na obrazie. Syntezowałem najważniejsze jego fragmenty w najprostsze kształty. Przesuwałem je wtedy z łatwością po powierzchni obrazu, wyobrażając sobie końcowy efekt mojej pracy. Czym jest to uproszenie widzianego kształtu i jak wspaniale efekty daje ta umiejętność w pracy, zrozumiałem już dużo wcześniej. Na wielkich budowach, gdy obrazy ciągnęły się wręcz w nieskończoność, musiałem potrafić spojrzeć na nie wielokrotnie z zewnatrz budynku. Ściany mi to uniemożliwiały. Wtedy nauczyłem się wizualizować barwne plamy w wyobraźni i widzieć je z odległych miejsc, Kształty nabierały prostszej formy i widziałem ich zależności, proporcje. Potrafiłem dzięki temu budować pełne dynamizmu obrazy, pamiętając doskonale ich układ. Z daleka, gdy obraz jest pomniejszony, dostrzec można o wiele łatwiej monotonie obrazu, jego układ linii i kolorów W tym stanie oble i wymęczone, równolegle układy form, pragnę wtedy przesunąć, rozprężyć, nadając im tętniącego życia. By nie przegapić krytycznego momentu, w którym możliwa jest jeszcze korektora, spójrzmy odwróconą lornetka na obraz, by oddalić go od nas, by stal się zawężonym znakiem w prostszej formie. Spójrzmy w czasie malowania na inne nasze prace, porównajmy je.. Obiecując sobie nauczenie się malarstwa olejnego w ciągu roku, wiedziałem, ze muszę zastąpić pojawiające się we mnie spontaniczne myśli, obserwacja natury. Chaos codziennych wniosków wyprzeć z umysłu i rozbudzić zamiłowanie do malarstwa. W wolnych chwilach, gdy siadam na krześle, filtruje pałętające się swobodnie myśli. Dotyczą one ciągle tych samych tematów. Od kilkudziesięciu lat interesując się zmiennymi stanami swiadomosci, nie potrafię ich łatwo wyprzeć z umysłu, buszują one jak natrętne muchy, dając co rusz o sobie znać. To wieloletnie zajęcie jest dla mnie teraz wielka przeszkoda i wymaga szczególnych zabiegów, by zastąpić je rozmyślaniem o malarstwie. Oglądany wieczorami telewizor , przyzwyczaił mnie do biernego uczestniczenia w toczącej się akcji na zewnatrz mnie. To uczestniczenie w wirtualnej rzeczywistości, pozbawiła mnie częściowo czynnego życia, wtłaczając w postrzegającą bierność. Wystarczy przecież obserwować czujnie film, by nauczyć się robić je samemu. Obserwować zmieniające się sekwencje filmu, czas trwania dialogów i skoki kamerą po rożnych planach, by po krótkim czasie samemu stać się reżyserem. Ile czasu tracę na biernej postawie, korzystając z podstawionych mi gotowych zajęć.Ile razy wciągałem się w czyjeś problemy, tracąc mój cel, który pragnąłem sam osiągnąć. Ćwiczenia mentalne w grupach, dostarczając weryfikacji, cieszyły mnie bardzo, ale miały jednocześnie jedna słabość. Uczestnicząc w czyich marzeniach, traciłem jednocześnie własne zainteresowania. Stajać się cząstką wielkiego zbiorowego umysłu, traciłem indywidualne pragnienia. By rozwinąć bardziej własną sztukę, postanowiłem odciąć się od wspólnego umysłu, programując mój własny ważnymi dla mnie zagadnieniami. Dotyczą one formy i barwy w obrazie. Świadome kształtowanie własnych zainteresowań artystycznych, wydaje mi się niezwykle ważne i od umiejętności radzenia sobie w tym obszarze, będzie zależał dalszy mój rozwój artystyczny. Co zamierzam zrobić? Wyprzeć wszystkie peryferyjne myśli nie związane z moim celem. Gdy usiądę ponownie na krześle, to nie dopuszczę, by pojawiły się wspomnienia nie mające z praca artystyczna nic wspólnego. Nie dopuszczę bym zasnął. Zaplanuje zagadnienia, które będę drążył w wolnej chwil. Wtedy, również w śnie pojawia się nowe idee i koncepcje, przydatne mi w malarstwie. Przyspieszę wielokrotnie własny rozwój, gdyż będę pracował nad malarskimi zagadnieniami w każdej wolnej chwili. Badanie stanów swiadomosci zepchnę na buczyny plan mojej działalności. Mogę sobie już na to pozwolić, gdyż sporo nowego udało mi się wskórać. Skrzętnie, skryje w zaciszu, najnowsze wnioski. Przez następnych parę lat, opracuje nowa koncepcje ciał człowieka. Co za ulga, dotrzeć do końca wieloletnich poszukiwań.:)
Przyśniła mi sie wizyta w niezwykłym mieście.Barcelona w Środkowej Ameryce. Świadomość kiepska i się nabrałem na sen, ale domki były przepyszne, boki zrywać. Cos takiego można sobie tylko wyśnić albo powinno się oglądać po pijaku, bo w fizyku pewnie żyłka pęknie ze śmiechu:) Gaudi, zbój architekt, żyje i dalej swoje snuje http://www.spanish-town-guides.com/photo/B...onstruction.jpg http://www.sepal.org/gulick/graphics/gaudi...-familia_bg.jpg spotkałem w nocy 3 osoby, ciekawe czy coś potwierdza. Jednej robiłem parkowanie z neuro -przesunięciem:)
Przygotowuje od dłuższego czasu moje relacje przygód z duchami:) Pozbywając się empirycznej chciwości, wniknąłem w subtelne plany, których opisem chętnie się z wami podzielę. Po świecie krąży mnóstwo średniowieczyznach wręcz opisów szalejących duchów, miotającymi nożami, krwiożerczych bestii, wprowadzających wszystkich w błąd . Lekceważymy własne przeżycia, nie dostrzegając, iż jesteśmy otoczeni naszymi bliskim. Odeszli oni z naszego fizycznego świata, ale pragną naszej obecnosci, tęskniąc za nami. Gromiąc empiryzmem nasza fantazje, zamykamy się na własne wnętrze, krzywdząc ich jak i siebie. Powstrzymując podniesienie fizycznej reki do góry i przezywając jedynie zamiar ruchu w wyobraźni, natrafimy na plan w którym się skryły duchy. Tam właśnie znajdziemy potwierdzenie naszej nieśmiertelności , które tak bardzo wszyscy pragniemy:) złamał Ech, wczoraj cien Junga złamał mi małego palca u nogi. Chciałem odradzić córce chodzenie na bosaka i sam zdjąłem buty. Szukając jakichś sensownych uwag, wyrżnąłem paluchem o listwę. Uf, przez ćwiczenia medytacji, nauczyłem się rozdzielać moduły w mózgu, tracąc ich synchronizacje, ruchu fizycznego ciała od tego symulowanego w wyobraźni. Ten drugi , gdy się rozbucha, potrafi realizować moje skryte życzenia, ciągnąc za sobą fizyczne ciało. Gdy są one mało uświadamiane i nieprecyzyjne, to tak je może połączy ze sobą , ze wychodzi coś, czego bym chętnie w życiu uniknął. Dzisiaj miałem się podjąć nowego zlecenia na które nie miałem zbytnio ochoty.Hm, miejscowość nazywała się Langenzenn, w wymowie, po pijaku brzmi trochę jak długi palec, haha maps.google.de/maps?hl=de&client=fir...&ved=0CBsQ8gEwAA Please note, although no boardcode and smiley buttons are shown, they are still useable
tydzień temu, szef budowy pokazywał mi świeżo zamontowany balkon. Pociągnęło mi wzrokiem po 3 umocowaniach , jakoś mało, uuuu powinny być 4,- pomyślałem, na taki ciężar. Bum, dziwnie nienaturalnie wymuszone spojrzenie na gruba rurę.. Po przyjeździe do domu, kolejny tydzień, poprawiałem serie obrazów z ludźmi, szczególnie koncentrując się na dłoniach. Spora złość mnie ogarniała, gdy je poprawiałem. W paru obrazach wydłużyłem nienaturalnie wskazującego palucha , nie dostrzegając przy malowaniu zlych proporcji. Po czasie dostrzegałem deformacje palca, akceptując ten błąd. Niby nic, ale okazało się, ze właśnie tego dnia, przy balkonie, mój szef obciął sobie pila wskazującego palucha. Niby odciąłem się od oobe, by sprawniej pracować w fizyku, ale i tak mnie podstępnie fazuje, wkręca się samo bokami. niech żyją cialka Starej forumowicze zmarł na dniach tata, parę osób z forum miało z nim w pierwszy dzień akcje, ciężko było nawet, bo się nie przygotował wcześniej i nie łapał gdzie się znalazł, Dzień potem się załagodziło.Teraz jest ok, ten tatka mówi nawet, ze teraz on będzie ludziom pomagał. Tatka był za życia ostry i dostarczył nam niezłych weryfikacji:) Gdy mój tata zmarł to wpakował się w nocy do swojego wyrka w którym ja sobie smacznie leżałem. I lup po plerach, ha, ja na niego, co się pchasz, przecież nie żyjesz idź chłopie do nieba, albo gdzieś tam. ..... On wtedy gały i oberwałem , ze nie powiedziałem mu niczego o oobe za życia:) W kostnicy razem z kolesiem demonstrował mi dowcipy o grabarzach. Dobre były, bo z pełną wizualizacja. plus masa efektów artystycznych:) Rodzinka biedna płakała a ja się nie odważyłem powiedzieć, przestańcie wreszcie beczeć, bo tatka właśnie z grabarzy....!!! Ech, nie ma to jak umrzeć z jajem.
Dzisiaj miałem inna wersje w życiu. Wskoczyłem w tryb kariery na starość. Skasowałem w krótkim czasie worek fors, kupiłem parę domów , samochody i masę rożnych fajowych rzeczy. tyle ze bylem co rok straszy. Siedze sobie wiec tak w tym dobrobycie a goscio mówi, ze chciałem przecież coś innego i na kij mi teraz taki majątek, skoro się imprezka kończy. Przy wyborze wariantów życia, -tym pracowitym i pełnym wyrzeczeń, stoję przy gościu i wybieram zaopatrzenie na życie. Najważniejsze cechy charaktery i talenty. Nie wiadomo jak brać i co się potem przyda, wiec skorzystałem z szablonów. Gosci mówi ze ten długopis cudak kosztuje 3 stówki, świeci się jakoś wielodymensyjnie, ale drogi cholera. Mam z 5oo ale narzekam na niego ze zdzierca, tak z oszczędności, - kupiłem:) Kiedyś śpię sobie na budowie i radio zaczyna gadać po polsku, w fizyku leciało po niemiecku. Gyly wytrzeszczam bo jakaś mądra babka nadaje o cialkach, tak jakoś nowocześnie w nieznany mi deseń. Powtarzałem szybko po niej w pamięci by spamiętać, bo nowości były niezwykle. I co sie stało po przebudzeniu. Pamiętałem jedynie, ze było niezwykle, ale ni cholery samej treści !!! pr, blog www.cialka.net
Iles dni temu Sylvweka napisała mi na pr, ze NP.-cy zaciągnęli ja do mnie , do jakiegoś szpitala. Cos robiłem otylej kobiecie z cukrzyca, przy szyji, w szpitalu. Właśnie dowiedziałem się, ze ostatnio znajomy zmarł w szpitalu z wielkim bulwami na szyji, w Tajlandia. Poparzyły go meduzy, w czasie pływania w morzu. Snu nie kojarzę za bardzo, ale widzę spory związek z tym, co się rzeczywiście wydarzyło, czas zdarzeń podobny,. O śmierci znajomego poinformowała mnie otyła znajoma, siostra chorego na raka Józefa :(
Wklejam wynik pracY WOLFGANGA. SA TO SZKICE WIELOSWIATA ROZNE WARIANTY I CALA MASA RZECZY NIEZWYKLE INTERESUJACYCH - szkic wieloswiata, oczywiście jest to jedna z możliwych form, jaka wybraliśmy w graficznej wizualizacji. głowimy sie nad światem:) http://cialka.net/wieloswiat_3207.html
Jade autem przez pola. Niewyraźny obok mnie szwagier, zaczyna jęczeć , ze się gdzieś wpakowaliśmy. Hm, na to ja, - nie pękaj i jedziemy dalej, Pola zaczęły zarastać krzakami, pojawia się bagno, super roślinność, Szwagier coraz bardziej jeczy. Jedziemy dalej, auto znika a ja sunę nad zmyśloną roślinnością, A co teraz, jakie kwiatki się pojawia, sam siebie pytam. Wysunęło mnie w kosmos, naprzeciw iskrzących gwiazd. Nie, teraz to przesadziłem, mowie do szwagra. Tak się nie da i zasnąłem.
Nad ranem rozbudzenie, bez powodu, świadomość mi wzrasta stosunkowo szybko.Nagle lup, zaświeciło mi się w głowie jakby w ciele fizycznym. patrze, przez zamknięte oczy a w głowie dalej świeci, jakby latarka świecił po mózgu. A co to , myślę sobie . Leci dalej światło wzrasta. A skąd leci, w tym momencie widzę światło z góry. Aha, jak o nim pomyślałem to się zrobiło, jasne kiedyś to gdzieś wyczytałem. Czekam co będzie dalej. A tu przywaliło rozanieleniem na wszystkie strony. TAK MAJA, ktoś podpowiada z boku. W głowie świeci , jak nigdy dotąd i ta błogość, . Szybko robię eksperyment, starając wywołać w sobie złość a tu się nie daje. Nie jest możliwe to doznanie. Sile się a w środku coś się mi śpiące ciało samo uśmiecha, . Gdzie zona, muszę je to powiedzieć, W tym momencie widzę ja, na łózko. ale na moim miejscu. Hm,- kiedy się zamieniliśmy stronami? Zastanawiając się utraciłem ten wewnętrzny płomień tracąc stopniowo świadomość. Teraz sobie myślę , ze jest o co walczyć z tym rozwojem. Nie znam lepszego doznania niż ten wewnętrzny płomień
ha następnego dnia spytałem Sosny a czy ty czasem nie śniłaś sobie czegoś. A wiesz odpowiedziała , byłam w Polsce i napychałam się winogronami, chciałam się potem z kimś spotkać ale on nie miał czasu i do spotkania nie doszło:)A w nocy nie pamiętam za bardzo, coś się mi śniło ale tyle tego było:) Dlaczego barek, haha no właśnie, wyjaśnienie tego epizodu jest najzabawniejsze:) Sosna kupiła moje dwa obrazki z lasem. Przed sama kolizja samolotu, mówiła coś o dziwnych snach z rozerwanymi szczątkami ludzkich ciał, jakieś koszmary, aż trudno uwierzyć , co sam opowiadała.Hm, moze teraz zmyśla, choć obrazki z lasem wcześniej u mnie zamówiła. Wczoraj wylądowałem na wielkiej wieży, tez było niezłe, roztrzaskała się na kawałki. uu ale może o tym innym razem
Ech, warto ćwiczyć przypominanie sobie snów. Przednia zabawa. Nad ranem wylądowałem przy barze. Kelnerka zaczęła się wyginać jak baletnica. Akcja toczyła się jak w normalnym życiu, Uf, forsy zapomniałem a pewnie trzeba zapłacić, choć zjadłem jedynie dziwnego winogrona. Baletnica zamieniła się w chłopaka i odjechała na deskorolkach. Dekoracja zmieniała się skokowo. Z małą świadomością wydawało mi się , ze wszystko toczy się normalnym trybem. Dopiero, gdy się obudziłem, to postrzegłem jakie gierki płata mi umysł:)
Przez 3 miesiące namalowałem około 60 obrazów olejnych. Wnikam powoli w tajniki tej techniki, zdobywając w niej coraz więcej rutyny. Malując kilkadziesiąt lat akrylami, borykałem się ze starymi przyzwyczajeniami. Porównując je, zebrałem mnóstwo spostrzeżeń, którymi się kiedyś z wami podzielę. Zamieniając klawiaturę na pędzel, straciłem ochotę do opisów mojej pracy. Bardziej mnie już cieszy nacieranie farba po płótnie, niż określanie stanów swiadomosci. Sfotografowałem wszystkie moje obrazy, w rożnym okresie ich powstawania. Może być to bardzo pomocne dla początkujących malarzy, gdyż doskonale widać na zdjęciach jak budowałem plany w obrazie i jaka była kolejność tworzenia rożnych tematów. Rozpoczynam kolejny okres. Wgryzam się w malarska materie, wzbogacając formę i teść w obrazie. Również moje rozumienie koloru ulega transformacji. Bez żalu przyznaje, ze nie znalazłem zbyt wielkiego pożytku z analizy odmiennych stanów swiadomosci w pracy artystycznej. Artystyczny charakter, kuty jest w pracy a nie na prześlęczonych w mentalnym planie dociekaniach. Piękniejsza jest ciągła radość i zadowolenie twórcze, niż króciutkie chwile euforii , przeżyte poza ciałem fizycznym.
Stan świadka osiągam odcięciem się od wszelkich wpływów, napływających z rożnych gęstości świata. To odczucie się samej jaźni, na jałowym biegu, przed jego zmiana na wyższy . To sonda, samoświadomość ,boża iskra, stanowiąca nasz podmiot, nas samych, nasz rdzeń mogący się połączyć ze swoim wyższym elementem. Łącząc się z nim współistnieje z nią , połączona wspólną wola i celem. Nawet jak się mozg purchli i jełczeje, ona jest zawsze , nawet gdy się zapieka i traci ciągłość siebie.
Mialem jeden moment, który zostawił wrażenia na cale życie. Stoje w przedszkolu u córki, pod ścianą i z nudów mnie wcina. Siadam na wąskim grzejniku w lotosie i zaczynam mówić. Nie postrzegam , ze jestem poza ciałem. Wracam po chwili i kontynuuje rozmowę. Babki oczy na mnie jak na jeża. Widze , cholewka po chwili, ze jestem znowu w ciele i obciachu sobie narobiłem. Patrze na grzejnik , wąski na 2 cm, nie da się na nim siedzieć, a wiec poza ciałem znowu gadałem. Staram się trochę odwrócić uwagę zacnej wychowawczyni jąkaniem, ale już za późno, jest czujna. Ma na mnie oko. Pewnie bym się martwił, gdyby nie fajne chwile , które przeżyłem dzięki spontanom . Znajoma po śmierci klinicznej powiedziała , ha,ha a ja cie slyszeeee. Innym razem chwyciłem instrumenty w tym przedszkolu i zacząłem na nich grac jak wirtuoz, nie mając o nim żadnego pojęcia, ba nawet rozwinąłem utwór muzyczny, którego sceptyczna wychowawczyni uczyła rodziców na spotkaniu rady przedszkola. Ze śpiąca świadomością sobie dobrze radze i ślizgam się w niej jak na łyżwach. Ciężko się robi, gdy zwieszę się w 6 ciałku, ,bez możliwości zapisu zdarzenia w pamięci, bojkotując z powodu jakiejś świeżej fobii 7 ciałko. Wtedy może się mi przytrafić, ze wcześniejsze przemyślenia się uaktywnia i moje części, jak echo wspomnień obijają się po ścianach, roztrzaskując szyby. Ten stan wydaje mi się niebezpieczny i jest przyczyna wielu nieszczęść chodzących po ludziach. Ktoś kto ma w czubie, bo mu coś tam, może niezłe wtedy narozrabiać i nikt nie postrzeże przyczyny nieszczęścia, Hm, może jedynie gdzieś za górami, inny cialkofrenik poczuje wtedy cos w kościach:) Przygoda z Sosna http://cialka.net/ciala-subtelne
Kryształ Brusa? Siedzimy sobie na krzesłach a Brus opowiada o nim. Mowi oszczędnie, wiadomo sami mamy go zobaczyć a potem podzielić się opisami. Zaczynamy powiedział. Siedzę na krześle a tu nic. Nagle pojawiam się przy podeście z kafelkami o szachownicy czarno- białej. Podest na 15 cm, szeroki na parę metrów w kręgu . Widać go dobrze, jak żywy. Odwracam głowę, wszystko się rozciera we mgle. Brus na 2 metry stoi obok mnie, ciągnie się jak mgła . E to niemożliwe, pomyślałem. Ale majaki. Otwieram oczy , spoglądam na sale. Ludzie siedzą na krzesłach , śpią chyba, nic się nie zmieniło. Wpadam znowu w siebie i szukam kryształu. Mam coś białego w szarości. Nie da się sprecyzować, okrągłe albo jajowate, mgli się odcinając od szarego tła. To przecież żaden kryształ, tylko bania neonowa!! Gdy Brus się pytał, to nie powiedziałem o kafelkach, myśląc ze to jakieś majaki. To był błąd. Trzeba się było odważyć. Gdy Brus wspomniał o podeście i kafelkach czarnobiałych, ludziom otwarły się gęby. Ja takie widziałam, i ja widziałam podest, wrzeszczeli wręcz podnieceni ludzie, w rożnych częściach pomieszczenia. Tez powiedziałem o kafelkach trochę się jeszcze wstydząc, przecież to majaki a on mówi ze są tam kafelki. Brus opowiadał dalej. Kryształ przykryty jest wielka kopula. Na ścianach bogata intarsja z drewnianych szpargałów, poprzetykana jest z rożnymi przedmiotami. Przy ścianie ciągnie się wysoka balustrada na pól pietra. Stoją tam ludziska i się czemuś przyglądają. Z kopuły są boczne wyjścia do rożnych ogrodów( chyba 4). Jeden japoński. Dziewczyny opisywały fragmenty pięknych roślinności, bo ktoś gdzieś tam kogoś widział jak jechał na wielbłądzie. Na koniec Brus opowiedział ciekawostkę. Ten podest już dawno usunąłem ale on ciągle się pojawia kursantom, taki jest niesforny. Latka upłynęły od mojego kursu u Brusa. Trochę zmądrzałem, rozmawiając z nim wielokrotnie. Cos ciągnęło mnie na jego odczyty. Mówiliśmy o ciałkach i jednej wielodymensyjnej przestrzeni. Brus to fajowy facet:) To jak tam z eksperymentami marudy. Leci ktoś w ta niedziele do gabinetu śmiechu?
Fragment: W trakcie pracy odwróciłem spontanicznie głowę w stronę korytarza. W następnym pomieszczeniu stała jakaś astralna postać, przyglądająca się reliefom gipsowym. Ach,- gipsiarz, pomyślałem rozbawiony. Od jakiegoś czasu uczył się on podglądania ludzi w szklanej kuli, przynajmniej tak twierdzili jego znajomi. On ma szklana kule, w której może wszystko zobaczyć, sam też w niej widziałem , powiedział przerażony stolarz . Astralna postać, z niezwykłą prędkością, znikała i pojawiała się w rożnych miejscach pomieszczenia. Zajęty praca, dostrzegałem jedynie jej ruch, gdy przystawała na chwilkę przy rożnych przedmiotach Domyślałem się ze gipsiarz przypomina sobie swoja prace, montaż gipsowych elementów. Były one łatwe dla nie go do przypomnienia. Na sama myśl o nich, jego astralny duplikat pojawiał się natychmiast przy nich, co dostarczało mu prawdopodobnie niezwykle żywych wspomnień. Pojawił się po chwili naprzeciwko mnie, przenosząc zapewne punkt uwagi na moja osobę. Delikatna, wesoła energia wniknęła we mnie, niosąc w sobie rozbawione pytanie. Zajęty intensywnie pracą, pacnąłem go ręka, nie zwracając zbytnio uwagi na jego pozdrowienie, W takich chwilach, dostrajam się na chwilkę do astralnego planu, obserwując co się w kolo mnie dzieje. Reakcje moje są wtedy bardzo spontaniczne. Reaguję świadomością śpiącego ciała, bez towarzyszącej mi autorefleksji. Na moje zachowanie wpływają moje nawyki i wewnętrzne przekonania. Nie mam w nich czasu na świadomą reakcje. Gdy kogoś lubię to się wtedy witam uśmiechając a gdy ktoś mnie drażni, to odpycham go bez jakiegokolwiek zastanowienia. Tak jakby mi brakowało czasu na ustosunkowanie się do zaistniałej sytuacji, -bez możliwości wyboru sposobu reagowania. Te bezgranicznie szczere rekcja naszego astralnego planu, umożliwia nam dostrzec utarte schematy myślowe, nasze uprzedzenia i fobie, które określają nasze nieświadome postępowanie. Szczególnie trudne dla naszego wglądu, towarzysza nam na codziennie, wywołując w nas zmienne nastroje. Reszta na prywatnym blogu: http://cialka.net/cialo-astralne-2_1858.html |
Moje Albumy
|