Pomoc - Szukaj - Użytkownicy - Kalendarz
Pełna wersja: Potrzebuję Pomocy- Nie Umiem Wyjaśnić Tych Sytuacji.
Forum OOBE > Park im. Roberta Monroe > Forum
Ginny
Hej, piszę do was z zapytaniem. W sumie pewnie wielu mnie wyśmieje, ale cóż, warto zapytać. Hymm... no to tak. Od roku chyba. Nie wiem tak to określić, może mi pomożecie. Kładę się spać godziny jakoś 22-3 nad ranem czasami później, zamykam oczy i zasypiam. Tylko to wcale nie jest sen, na początku widziałam swoje ciało z góry, było ciemno, a nagle byłam w swoim ciele i ono się samo poruszało, nie mogłam się z tego stanu wydostać jak bym napierała na jakąś ścianę. Gdy udało mi się wydostać serce biło mi bardzo szybko i bałam się. Tylko to trwało zaledwie kilka minut od położenia się spać. na początku zignorowałam tą sytuację, ale nie ustępowało, raz na miesiąc częściej. Zawsze byłam wszystkiego świadoma w tym "śnie" robiłam co chciałam aż w końcu napierałam na ścianę z której nie mogłam się wydostać. w końcu postanowiłam powiedzieć to rodzicom, szczerze ? bałam się , że mnie wyśmieją. Ojciec stwierdził, że sprawdzi o co chodzi z moim łóżkiem ( w tym miejscu spała kiedyś moja ciotka i dusiły ją zmory) przyszedł z obrączką, tak jak doszukania wody i wziął ją nad miejscem gdzie miałam poduszkę obrączka nie kręciła się w kółko jak zwykle tylko z boku na bok i coraz szybciej, położyliśmy krzyż w tym miejscu obrączka kręciła się w koło tak samo było z jego skarpetkami i czarnym kotem. kazał mi kłaść nogi w tym miejscu gdzie miałam głowę. Myślałam, że pomogło, ale nie. Pod poduszką trzymałam krzyż, poważnie. A pod materacem woreczki z jego skarpetkami, w sumie pomagało. Była taka noc w tym roku, jakoś przed wakacjami, że męczyło mnie to 3 razy pod rząd, w pokoju było tak ciemno, naprawdę czułam, że coś w nim było. Po prostu nie mogłam tego znieść, poprosiłam ojca, żeby przyszedł do pokoju i spał na łóżku siostry, był to cios dla mojej dumy, ale za bardzo się bałam. Gdy przyszedł pierwsze co zrobił to otworzył okno na szerokość, drzwi i drzwi balkonowe, które są na przed pokoju, i zgasił światło, zrobił się niezły przewiem i "ta" ciemność znikła. Normalnie spałam przez resztę nocy. Ojcec sprawdzał jeszcze raz moje łożko i okazało się, ze tylko na środku obrączka kręci się w kółko. Nie cierpię siebie, że się boję czegoś takiego, ale cóż nic na to nie poradzę. Po bierzmowaniu miałam nadzieję, że ustaną te ataki, ale nie miałam ich jakieś 3 tyg , nawet nie od bierzmowania, a miałam je 24 czerwca tego roku. W tamtym tygodniu byłam w ogródku, leżałam na kamieniach, i słyszłam głos mojej najmłodszej siostry dochodzący z domu i zapewniam was to nie był miły głosik. Pojawiła się ona już drugi raz. Dzisiaj w porze dnia, leżałam na łożku i czytałam ebooka na tablecie, trochę zaczęło mi się chcieć spać, więc zdjęłam okulary i zamknęłam oczy. Było ciemno. przed oczami miałam ścianę w pokoju mojego dziadka, która była lekko oświecona światłem, znów nie mogła się wydostać, to jest jak przedzieranie się w mule , ruchomych piaskach, na początku nie możesz nic zrobić im mocniej walczysz tym większą władze odzyskujesz, myślałam, że się wybudzam, krzyczałam, a gdy się wreszcie naprawdę obudziłam usta miałam zamknięte. Nie wiem dokładnie co to jest, ale czasami pokój w nocy jest bardzo czarny, kiedyś 3 razy pod rząd po 24 słyszłam szuranie łańcuchów pod oknem. Pomorzcie mi chcę się tego pozbyć, chce normalnie spać , nie bać się mam coś zapobiegawczych sposobów, które i tak nie dają żadnych rezultatów. Oprócz takich sytuacji w moim życiu zdażyły się też inne. Byłam u koleżanki na noc. poszłyśmy jakoś spac po 5 . przed snem koleżanka opowiadała o swoim dziadku, złym dzidku w pewnej chwili powiedziałam " niech zgnije w piekle." gdy poszłyśmy spac leżałam jakieś 10 minut i przed oczami miałam 2 białe punkty, które się do mnie zbliżały i wpadły na mnie, moje ciało samo podskoczyło, zaczęłam się chisterycznie śmiac , przez dwa dni maiałam okropnego pecha. matka powiedziała mi, żebym nigdy nie mówiła już taki słow na zmarłych.. siedziałm nad stawem isłuchałam głośnej muzyki na, byłma w słuchawkach i myślałam , zę moja siostra za mną usiadła, gdy się obruciałam nikogo nie było. Mam 17 lat. Z góry dziękuję za pomoc, Ginny.
TyHu
Teraz dla sprezywania czy tylko w tym pokoju nie możesz spać?

Są takie miejsca w których jest nagromadzenie złej energi i nic nie poradzisz na to , jedni sa bardziej podatni inni mniej.

To wtedy jeśli istnieje możliwość to zrobić przemeblowanie
Deimond
CYTAT(Ginny @ 15.07.2014 - 23:22) *
Hej, piszę do was z zapytaniem. W sumie pewnie wielu mnie wyśmieje, ale cóż, warto zapytać. Hymm... no to tak. Od roku chyba. Nie wiem tak to określić, może mi pomożecie. Kładę się spać godziny jakoś 22-3 nad ranem czasami później, zamykam oczy i zasypiam. Tylko to wcale nie jest sen, na początku widziałam swoje ciało z góry, było ciemno, a nagle byłam w swoim ciele i ono się samo poruszało, nie mogłam się z tego stanu wydostać jak bym napierała na jakąś ścianę. Gdy udało mi się wydostać serce biło mi bardzo szybko i bałam się. Tylko to trwało zaledwie kilka minut od położenia się spać. na początku zignorowałam tą sytuację, ale nie ustępowało, raz na miesiąc częściej. Zawsze byłam wszystkiego świadoma w tym "śnie" robiłam co chciałam aż w końcu napierałam na ścianę z której nie mogłam się wydostać. w końcu postanowiłam powiedzieć to rodzicom, szczerze ? bałam się , że mnie wyśmieją. Ojciec stwierdził, że sprawdzi o co chodzi z moim łóżkiem ( w tym miejscu spała kiedyś moja ciotka i dusiły ją zmory) przyszedł z obrączką, tak jak doszukania wody i wziął ją nad miejscem gdzie miałam poduszkę obrączka nie kręciła się w kółko jak zwykle tylko z boku na bok i coraz szybciej, położyliśmy krzyż w tym miejscu obrączka kręciła się w koło tak samo było z jego skarpetkami i czarnym kotem. kazał mi kłaść nogi w tym miejscu gdzie miałam głowę. Myślałam, że pomogło, ale nie. Pod poduszką trzymałam krzyż, poważnie. A pod materacem woreczki z jego skarpetkami, w sumie pomagało. Była taka noc w tym roku, jakoś przed wakacjami, że męczyło mnie to 3 razy pod rząd, w pokoju było tak ciemno, naprawdę czułam, że coś w nim było. Po prostu nie mogłam tego znieść, poprosiłam ojca, żeby przyszedł do pokoju i spał na łóżku siostry, był to cios dla mojej dumy, ale za bardzo się bałam. Gdy przyszedł pierwsze co zrobił to otworzył okno na szerokość, drzwi i drzwi balkonowe, które są na przed pokoju, i zgasił światło, zrobił się niezły przewiem i "ta" ciemność znikła. Normalnie spałam przez resztę nocy. Ojcec sprawdzał jeszcze raz moje łożko i okazało się, ze tylko na środku obrączka kręci się w kółko. Nie cierpię siebie, że się boję czegoś takiego, ale cóż nic na to nie poradzę. Po bierzmowaniu miałam nadzieję, że ustaną te ataki, ale nie miałam ich jakieś 3 tyg , nawet nie od bierzmowania, a miałam je 24 czerwca tego roku. W tamtym tygodniu byłam w ogródku, leżałam na kamieniach, i słyszłam głos mojej najmłodszej siostry dochodzący z domu i zapewniam was to nie był miły głosik. Pojawiła się ona już drugi raz. Dzisiaj w porze dnia, leżałam na łożku i czytałam ebooka na tablecie, trochę zaczęło mi się chcieć spać, więc zdjęłam okulary i zamknęłam oczy. Było ciemno. przed oczami miałam ścianę w pokoju mojego dziadka, która była lekko oświecona światłem, znów nie mogła się wydostać, to jest jak przedzieranie się w mule , ruchomych piaskach, na początku nie możesz nic zrobić im mocniej walczysz tym większą władze odzyskujesz, myślałam, że się wybudzam, krzyczałam, a gdy się wreszcie naprawdę obudziłam usta miałam zamknięte. Nie wiem dokładnie co to jest, ale czasami pokój w nocy jest bardzo czarny, kiedyś 3 razy pod rząd po 24 słyszłam szuranie łańcuchów pod oknem. Pomorzcie mi chcę się tego pozbyć, chce normalnie spać , nie bać się mam coś zapobiegawczych sposobów, które i tak nie dają żadnych rezultatów. Oprócz takich sytuacji w moim życiu zdażyły się też inne. Byłam u koleżanki na noc. poszłyśmy jakoś spac po 5 . przed snem koleżanka opowiadała o swoim dziadku, złym dzidku w pewnej chwili powiedziałam " niech zgnije w piekle." gdy poszłyśmy spac leżałam jakieś 10 minut i przed oczami miałam 2 białe punkty, które się do mnie zbliżały i wpadły na mnie, moje ciało samo podskoczyło, zaczęłam się chisterycznie śmiac , przez dwa dni maiałam okropnego pecha. matka powiedziała mi, żebym nigdy nie mówiła już taki słow na zmarłych.. siedziałm nad stawem isłuchałam głośnej muzyki na, byłma w słuchawkach i myślałam , zę moja siostra za mną usiadła, gdy się obruciałam nikogo nie było. Mam 17 lat. Z góry dziękuję za pomoc, Ginny.

Szczeże to wygląda że wszyscy się nawzajem nakręcacie na zjawiska paranormalne - latająca obrączka to dobry przykład. Następuje tu swojego rodzaju sprzężenie zwrotne - Ty potwierdzasz sobie że to coś magicznego i eterycznego i jeszcze bardziej się napędzasz. Weź sobie taką obrączkę i staraj sie nią nie machać nad magicznym miejscem - autosugestia czyni cuda:D Ochłoń troszke i spójrz bardziej sceptycznym umysłem.
Młody89
Pomódl się do Boga lub do aniołów żeby mieli Cie w opiece i podziękuj. To takie proste :)...
Pavveł
Połóż czosnek pod poduszkę :9

Nie no, a tak serio... w sumie to nie wiem, może czosnek coś daje, skoro wierzenia ludowe tako rzeczą :)

A teraz już tak bardziej serio... Deimond, jak chyba przeoczyłeś, pierścień to nie jedyne i nie najgorsze objawy :/
Słyszałem o tym, o czym napisał TyHu, myślę że nie zaszkodziłoby spróbować...
Rada Młodego89 też myślę jest cenna...
Jednak dorzucę jeszcze coś od siebie...
Różne rzeczy możesz próbować, łącznie z prośbą o pomoc do Boga, ale jeśli sama nie nauczysz się odpowiednio na to reagować, to nawet tamto może nie do końca pomóc niestety :/ Chyba, że masz naprawdę silną wiarę ^^. W przeciwnym razie Twoje nastawienie = nastawienie innych istot, także tych "pomocniczych" że tak nazwę, jest podobne do Twojego. Już pisałem to nie raz, ale nie pamiętam już gdzie, więc powtórzę się :p Trochę tego będzie, napiszę parę osobistych przeżyć, z których wyciągniesz wnioski, które sądzę mogą Ci się mocno przydać. Piszę to tylko, by Ci pomóc, bo widzę sytuacja jest poważna...
U mnie dziwne fazy zaczęły się dziać już od małego. Np. jako jeden z pierwszych snów, jakie pamiętam, to było że koleżanka z piaskownicy idzie na mnie z nożem (nie pamiętam też czy i z widelcem) i chce mnie zabić i zjeść, albo wydawało mi się w pamięci, że kiedyś bawiłem się w lekarza, a musiałem mieć wtedy nie więcej niż 3 lata, bo mieszkałem jeszcze w poprzednim mieszkaniu, i że wbijałem igły w mojego duuużego pluszowego królika, ale jak dziś na to spojrzę, to raczej nie możliwe ^^. Miałem też taki dziwny sen, jedyny który w życiu powtarzał mi się wielokrotnie w niezmienionej postaci - pusta trójwymiarowa przestrzeń koloru brudnożółtego i w niej czarne linie przecinające się w różnych punktach, a po tych liniach poruszały się istoty w kształcie czarnych rozmytych lekko kul, które się nad nimi unosiły i transportowały "coś", jakąś informację czy co, oraz większych takich istot-kul, które nadzorowały pracę tych mniejszych. Sen zaczynał się zawsze tym, że jestem taką mniejszą kulką i stoję jakby na przecięciu się takich linii, a obok mnie stoi większa kula i czuję od niej wszechogarniające zło i moc, ogarnia mnie paraliżujący strach, głowa zaczyna mi tak dziwnie czuć, jak przy znieczuleniu czy coś, czuć zło i ta istota telepatycznie każe mi podążać tą linią przede mną, na drugi punkt przecięcia, jednak ta linia jest wyjątkowo cienka i jestem 100% pewny, że spadnę, ale jednak idę, bo z jakiegoś powodu "wiem", że jak się nie posłucham tej istoty, to czeka mnie "coś" gorszego, jakby nieistnienie :/ No i idę i zaraz spadam krzycząc mentalnie i na tym zawsze kończył się ten sen. Miałem go w dzieciństwie dość często, potem coraz rzadziej, aż w latach obecnych bardzo rzadko, ale już też inaczej, a w dodatku czasem uczucie bijące od tej kuli, bardzo charakterystyczne, pojawiało się przy niektórych medytacjach, jednak już mnie to nie straszy, nie robi mi krzywdy, nie działa na mnie. Dlaczego? W tym wypadku akurat nie wiem, może ma to związek z przemianą, jaką przeszedłem przez te wszystkie lata, co bliżej myślę pokażą następne przypadki.
Dalsze dziwne i straszne motywy, jakie spotkałem, to dalej jak byłem dość mały, ok. 10 lat jakoś, w nocy kiedy się przebudziłem, tuż nade mną lewitowała postać. W mieście noc jest jaśniejsza niż na wsi, więc coś było widać w pokoju, szczególnie jak wzrok się dostosował, jednak ta istota była czarniejsza niż noc. Widać było tylko kontury, a w środku nieprzenikniona czerń. Istota miała kształt dorosłego mocno zbudowanego mężczyzny i długaśne rogi wystające z głowy. Lewitowała prostopadle do mnie na wysokości klatki piersiowej unosząc się lekko nad nią i nic nie mówiła. Ja się wystraszyłem, ale nie miałem jak się podnieść, bo bym ją pewnie dotknął, więc odwróciłem się, przykryłem głowę poduszką i próbowałem udawać, że tego nie ma i szczęśliwie szybko zasnąłem. Czytałem, że wiele osób raz w życiu miała taką wizytę czarnego bądź czerwonego człowieka. Ponoć od czerwonego wzięła się nazwa krasnolud, po rosyjsku krasny lud, czyli czerwony człowiek... Uwaga, teraz zacznie się coraz bardziej pouczająco :)
Potem był czas gimnazjum, zacząłem się interesować zjawiskami paranormalnymi i ezoteryką... I to był czas, kiedy jawnie przypuszczono na mnie atak. Bowiem pewnej nocy siedziałem jeszcze na grono.net w dziale parapsychologii i czytałem na forum różne opowieści o duchach, o psiballach, itp. Zrobiło się późno, pozostali domownicy już poszli spać, a ja przejęty czytałem i czułem się bardzo niepewnie, szczególnie że byłem wtedy jeszcze mocno wierzącym i praktykującym katolikiem, i być może odzywały się we mnie jakieś wyrzuty... W każdym razie w momencie kiedy wyłączyłem w końcu kompa, by kłaść się spać, nagle ten niepokój drastycznie, nienaturalnie, nieziemsko wzrósł, czułem że ktoś mnie obserwuje, wiele istot, nie widziałem ich, ale czułem ich obecność, mogłem sobie wyobrazić, że to takie czarne zakapturzone istoty w płaszach, ale jakby trochę z dymu, coś jak dementorzy z Harrego Pottera (wtedy chyba jeszcze nie znałem dementorów), czułem że tak wyglądają i kłębią się pod sufitem mojego pokoju, ale ich nie widziałem. Jednak to poczucie było mocno silne, graniczące z wiedzą. No i zacząłem czuć jakby mnie atakowali, trudno to wyjaśnić, bo trudno przyrównać do czegokolwiek, a w dodatku było to już dość dawno...
Mentalnie/energetycznie czy jak jeszcze, byłem atakowany... Jedyne co mi przyszło wówczas na myśl, to modlitwa jako obrona, wziąłem więc różaniec w rękę, uzbrojony w niego i w wiarę zacząłem klepać formułki. Atak trwał dalej, trwał i trwał. Tak może z parę minut, ale wydawało się to dość długo wówczas. Potem po jakimś czasie lekko zelżał, ale nadal trwał, wcale nie ustąpił, aż stwierdziłem, że mimo wszystko spróbuję zasnąć i tak zrobiłem. Dość szybko zasnąłem. Cóż, Maryja za bardzo nie pomogła :( :/
Potem zacząłem mieć mega depresje, totalnie NIC nie miało sensu dla mnie wówczas, a nawet pamiętam przyszły myśli samobójcze, na szczęście jednak taki mam charakter, że szkoda byłoby mi rodziców, którzy są dla mnie dobrzy i kocham ich, i ze względu na nich, nawet jakbym miał się przemęczyć życie to bym się przemęczył. W dodatku twierdziłem wówczas, że nawet jeśli nie wiedzę sensu życia, to po co popełniać samobójstwo, mogę przecież zająć się czymś ryzykownym, co przyczyni się dla dobra ludzkości, a ktoś kto nie czuje takiego braku sensu jak ja, nie chciałby ryzykować...
Sądziłem, że nawet jeśli nie czuję sensu w niczym, ani krzty dobroci, miłych uczuć, doznać, samą jałowość, to pamiętam co znaczy dobro i korzystając z samego rozumu, jeśli nie z emocji, mogę czynić dobro i się mu oddać, skoro i tak mi na niczym nie zależało. Te poglądy z pewnością mnie uratowały :) Potem w końcu to minęło, jeszcze powracało, ale już krócej i mniej, trochę tak przeplatanie, i w tym czasie, uwaga, właśnie odkryłem jedyną rzecz, która była w stanie wyciągnąć mnie z tego marazmu, tej klątwy niskich wibracji, niskiej energii. Była to taka czysta, bezwarunkowa, bezgraniczna MIŁOŚĆ :) Jedyna wszechmocna energia w całym wszechświecie. Wszystko by mogło istnieć i działać, potrzebuje energii, a żeby w coś włożyć energię i ją utrzymywać, czyli cały czas wkładać, trzeba to cały czas kochać :) Zacząłem patrzeć na miłość i rozumieć ją przez całkiem inny pryzmat, niż taka, jak się ją rozumie powszechnie w naszej cywilizacji. Prawdziwa naturalna miłość naprawia wszystko i czyni wszystko przezajebistym :) To tak w skrócie ^^. No ok, i co dalej...
W tym okresie olśnienia przeżyłem też mega doświadczenia, ale tu nie o tym :3
Ciekawe było też to, że przez długi czas nie miałem ani jednego złego snu, same mega dobre i fajne :) No ale i to się kiedyś skończyło :/ W każdym razie do czasu studiów nie miałem nawrotu ataków z innego wymiaru.
Kolejna historia dała mi niezłą nauczkę. Czytałem wówczas Rio Anaconda W. Cejrowskiego i pisał on tam o pewnym Czarnym Czarowniku, o którym mu opowiadał inny czarownik. Najpierw się wzbraniał przed tym, bo się bał, ale zrobił to, a potem całą noc odprawiał magię obronną i prosił Cejrowskiego, by się modlił do własnego Boga, że to też pomoże... No to się trochę przestraszyłem :3 bo jeszcze ten czarownik mówił, że wystarczy że się wypowie imię tamtego czy pomyśli o nim, to on już tu jest przywołany :3 I ponoć jest mega potężny i mega zły.
No i była noc, obudziłem się w trakcie, a spałem na górze łóżka piętrowego, leżąc na lewym boku, odwrócony twarzą do ściany. Było już w miarę jasno jak na noc, ale pierwszy raz w życiu doświadczyłem paraliżu przysennego. Wiem, że niektórzy piszą, że to co wówczas ludzi atakuje, to ludzie sami to projektują niby, ale ja nie do końca tak sądzę. W każdym razie obudziłem się, byłem sparaliżowany i czułem/wiedziałem że za mną na wysokości mojej głowy w powietrzu unosi się istota w postaci czarnej rozmytej kulu i bije od niej złem i mnie atakuje. Wówczas mimo że czułem strach postanowiłem walczyć i zacząłem wizualizować pozytywną energię zbierającą się we mnie i wystrzeliwującą. Przez chwilę się tak spieraliśmy jakby za pomocą kamehame :p no ale czułem, że ta istota jest silniejsza i jakby chciała, to by bez większego problemu zwyciężyła. Jednak po jakiejś chwili powoli wracała mi władność w ciele i się stopniowo zacząłem odwracać by zobaczyć tą istotę. Tuż przed odwróceniem głowy ona znikła razem z jej promieniem negatywnej energii. Wstałem, sprawdziłem czy to nie sen - nie był to sen. Wtedy jak wstałem, to pomyślałem, skojarzyłem że to mógł być ów ten Czarny Czarownik, że myślałem o nim tyle, to go przywołałem. Wyobraź sobie, że jak tylko ilekroć o nim pomyślałem, czułem zacisk na szyi i ucisk na klatce piersiowej, nie taki żeby mnie dusił, ale mocno wyczuwalny. Trochę to było straszne, ale gdzie miałem uciekać? xD Jeszcze chyba tego samego dnia, albo coś koło tego, przemyślałem sprawę i przeprosiłem tamtą istotę. Wysłałem myślami wiadomość do niego, że go niesłusznie zbyt pochopnie osądziłem jako złego, a nic o nim nie wiem, że wszyscy jesteśmy w końcu braćmi i siostrami, jesteśmy jednością, a jeszcze go osądziłem, potraktowałem jako złego i defacto być może to ja go zaatakowałem, a on się bronił... Ucisk minął :) Ilekroć myślę o nim już nie uciska :) Ha, a teraz nawet poczułem miły dreszczyk :)
Rok czy parę lat później, też na studiach, ale w innym pokoju już i na dolnym łóżku też obudziłem się w nocy, ale tym razem widziałem tą istotę. Znów było już bliżej ranka i w miarę jasno, ale jeszcze trochę ciemno... Istota stała tuż przy moim łóżku, na wysokości około moich bioder. Co dziwne nie widziałem jej oczami, jakby czułem/wiedziałem to, że odbieram ją jakimś innym zmysłem, jakby czuciem, ale mój mózg jakoś przetwarzał to na obraz wizualny. Niczego wcześniej takiego nie czułem.
Od tej istoty nie czułem strachu, jak od poprzednich. Jednak czułem zło i obrzydzenie, taki wstręt. Ta istota nie była czarna, ale takiego brudnoczerwonego, trochę brązowego, sraczkowatego koloru, tak niejednolicie pomieszana tymi kolorami, też trochę rozmyta i widać było kontury tylko i wypełnienie. To, co od niej czułem to jakby chciało mi się rzygać dosłownie, ale nie fizycznie, ale mentalnie, takie uczucie. Ale nie czułem strachu o dziwo wcale. Zachowałem więc zimną krew, byłem częściowo sparaliżowany, ale tym razem tylko częściowo. Chciałem wcisnąć lampkę, żeby mi światło pomogło, ale nie działała, albo za słabo naciskałem na wpół zdrętwiałą ręką. Rano sprawdzałem, to lampka już działała. Nie radziłem sobie z tą istotą, mimo że próbowałem, więc w akcie desperacji w końcu zacząłem i wołać Jezusa na pomoc :) Coś Jezusowi niezbyt śpieszno było chyba, bo pomoc jeśli nadeszła to niezbyt szybko :/
Jednak też po jakieś minucie w końcu ktoś przyszedł z pomocą, chociaz mimo że nie widziałem tej istoty, to czułem jej działanie. Bowiem stopniowo przestawałem czuć tą negatywną atmosferę, którą zastępowała powoli taka obojętna, a w międzyczasie nie zauwazyłem kiedy, tamta czerwona istota zniknęła. Po tym, jak atmosfera zrobiła się z mocno nieprzyjemnej w zupełnie obojętną, zaczęła robić się w miarę przyjemna, ale tak tylko trochę przyjemna ^^. Więc kolejny dowód na to, że spieranie się "mocy", a raczej tego, co wydawało nam się za moc, nie działa, a pomoc istot pochodzących z religii też jest niezbyt efektywna... :/ Po tym zmieniłem taktykę.
Jak mnie kolejny raz atakowano to zachowywałem się trochę inaczej.
Ale zanim jeszcze, to opowiem o tym, że we śnie próbowano mnie opętać. Miałem taki sen (nie LD), w którym kilkukrotnie działo się coś na taki wzór: coś w pomieszczeniu się poruszało dziwnie samo, potem dostawałem paraliżu sporej części ciała... We śnie interpretowałem to jako próba opętania. Przeciwstawiałem się temu intuicyjnie jak tylko potrafiłem, z trudem unikając całkowitego przejęcia ciała. Raz było to w jakiejś knajpie, innym razem na basenie, aż w końcu w moim rodzinnym domu w kuchni. Jak tylko wtedy zaczęły się powoli same drzwi do kuchni zamykać, ja wówczas pomyślałem teraz już naprawdę wkurzony, że dość tego, teraz napastnik przesadził przychodząc nieproszonym do mojego rodzinnego domu! Krzyknąłem na niego werbalnie, mimo że we śnie brałem rzeczywistość senną jako realną i wiedziałem, że ludzie dookoła mnie usłyszą i głupio to będzie brzmiało, ale zrobiłem to - krzyknąłem do tego ducha rozwścieczony "otwórz te drzwi!". I tak w trakcie ich zamykania nagle jak się zamykały zaczęły się otwierać, już bez próby opętania :) Lekcja - stanowczość własnej wolnej woli, to święta rzecz i wielka moc ^^. Jednak co więcej, za dnia zacząłem kombinować, że może to wcale nie było opętanie, a ja tak to interpretując w pierwszej kolejności sam się na to nakręcałem i sam tworzyłem tą nieprzyjemną atmosferę, i w ogóle... Co o tym mogło świadczyć? Ano poruszanie się przedmiotów, jak obrazy na ścianie czy drzwi - mogły to być sygnały np. od opiekunów, że to tylko sen, żebym uzyskał świadomość we śnie, zaś paraliż ciała, to jak paraliż przed wyjściem z ciała. doświadczeniem oobe :) Lekcja - nie wszystko to, co wydaje nam się za złe, jest złe, a czasem nawet dobre, tylko przez swoje schematyczne nastawienie i niesłuszny osąd takim to czynimy, tracąc prawdziwe dobre przesłanie. Podobnie było z tym Czarnym Czarownikiem przecież z resztą...
Innym razem też w nieświadomym śnie u mnie w rodzinnym mieście na podwórku przed blokiem ludzie się zbiegli dookoła małego chłopca, który został opętany. Wkurzyłem się, bo kogo jak kogo, ale małego chłopca?!! Jakaś moc nagle we mnie przybrała i rozkazem wypędziłem tego ducha bez problemu :) Kolejna lekcja - kiedy przychodzi nie o siebie, a o ludzi na których nam zależy, nabieramy nieludzkiej wręcz siły :)
Następna historia działa się po tamtych z wizytami w akademiku, ale tym razem u mnie w rodzinnym domu. Idąc spać, poczułem znów takie uczucie jak wtedy z tym różańcem, poczułem obecność istot, które nie życzyły mi dobrze i chciały na mnie pożerować. Nauczony jednak poprzednimi lekcjami oraz bogatszy o nowe przemyślenia, doświadczenia i mądrości, zastosowałem inną taktykę. Nie walczyłem z nimi. Nie potraktowałem tego nawet jak problem. Nie potraktowałem ich nawet jak złych, strasznych. Nie dopuściłem do siebie takich myśli. Zamiast tego szybko zastąpiłem je innymi, że ich kocham i szanuję i podziwiam i dziękuję, już nie pamiętam dokładnie, ale wszystko co dobre :) I tak dla dodatku puściłem sobie na mp3 tą piosenkę:



:3 Momentalnie, zanim nawet atak zdążył się zacząć, zakończył się! Zamiast negatywnej energii, znów tego strachu, niepokoju, obecności nieprzychylnych mi mocno istot, itp. które zacząłem czuć, nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki już tam ich nie było, nie czułem ich, nie czułem strachu, niepokoju, ale strasznie mega zajebistą błogość, mega przyjemną atmosferę, no po prostu normalnie esencję MIŁOŚCI ;3333 I to bez pomocy Maryji, Jezusa, bez żałosnych prób walki na dualistyczną wizualizację energii, a po prostu miłością ^^. To była dla mnie mega lekcja :) To było parę lat temu...
No i jeszcze tak na koniec, całkiem niedawno przyśniło mi się coś takiego, że w czarnej przestrzeni pokazała mi się zakapturzona taka trochę straszna postać, w brunatnym, podartym płaszczu, już dokładnie nie pamiętam, ale ze zniechęcającym wyglądem. Ogólnie łatwo ją potraktować w takiej sytuacji, za jedno z jakiś wcieleń zła...
Ja jednak znów zrobiłem przeciwnie, podszedłem do tej istoty bez obrzydzenia i strachu, zaś z uprzejmością, szacunkiem, nawet pasją, podziwiając jej piękno. I wyobraź sobie, że na mych oczach się zmieniła :) Zmieniła się w przepiękną istotę. Taką dość oryginalną, ale przepiękną, urzekł mnie jej nowy wygląd ^^. Była teraz cała czarna na skórze, nie miała tego podartego płaszcza, a teraz jakiś elegancki strój, który odkrywał sporą część ciała. Czarna skóra pokryta była jakby naturalnymi tatuażami, koloru niebieskiego, w kształcie pasów, które w dodatku jasno świeciły, co wyglądało jakoś jak kombinezony z filmu Tron, gdzie jeszcze ta istota miała to nawet na twarzy. Był umięśniony i miał długie ręce/palce/pazury. Twarz przypominała trochę twarz dinozaura, bo była taka wydłużona, ale reszta była człekokształtna, a nawet ta twarz była gładka i ładna. Od istoty teraz biły pozytywne uczucia, taki majestat, moc, no pozytywne rzeczy, ale z jakiegoś powodu istota ta wtedy pierzchła, uciekła :/
Nie pamiętam czy nie chciała kontaktu ze mną, czy się przestraszyła :/
W każdym razie tymi kilkoma historiami z autentycznych moich przeżyć chciałem Ci przekazać pewną wiedzę, jaka uważam jest w stanie pomóc Ci poradzić sobie z problemem, który opisałaś. Podsumuj sobie wszystkie lekcje, które powyżej Ci opisałem, zastosuj je i opisz nam tu, jak sukcesy :)))
3maj się ciepło! Powodzenia, dasz radę! ^^.
Ginny
CYTAT(Młody89 @ 16.07.2014 - 00:26) *
Pomódl się do Boga lub do aniołów żeby mieli Cie w opiece i podziękuj. To takie proste :)...


Tylko, że modlitwa nie pomagała, ta sytuacja zdarzała się często po modlitwie.
Ale spróbuję jeszcze raz. Dzięki za radę. :3
Ginny
[quote name='TyHu' date='15.07.2014 - 23:51' post='1017215']
Teraz dla sprezywania czy tylko w tym pokoju nie możesz spać?

Są takie miejsca w których jest nagromadzenie złej energi i nic nie poradzisz na to , jedni sa bardziej podatni inni mniej.

To wtedy jeśli istnieje możliwość to zrobić przemeblowanie
[/quot

W sumie nawet gdyby to by była prawda to nie mogę przestawić łożka, mieszkam w pokoju z 2 młodszymi siostrami i nie ma na to miejsca, nawet gdybym chciała.
Sagle
@Ginny, a twoje siostry czują coś podobnego, doświadczyły podobne ekscesy? Rozmawiałaś o tym z nimi, czy nie chciałaś ich niepotrzebnie niepokoić? Jak nie (nie mają, nie rozmawiałaś) to może nie mów tego siostrom, bo włączy się autosugestia itd.
Rozumiem, że do tego odczucia dochodzi w przestrzeni sennej, niefizycznej, tak?
Być może to się dzieje w twojej głowie, w twoim umyśle, a pierścień faktycznie może cie dodatkowo nakręcać, co już pisał Deimond.
Moim zdaniem jesteś podatna na tego typu 'energię', sugestie.
Ja miałem kiedyś podobne sny, koszmary jakie opisywał Pavveł i inne przeżycia paranormalne w realu.
Nie będę się tu tak rozpisywał, ale tamte koszmary już od paru lat mi się nie śniły. Wtedy się ich bałem bardzo, budziłem się z dusznościami. Co do pewnych odczuć np wyraźne czucie czyjejś obecności obok mnie, w pokoju gdy idę spać, a nawet wrażenia wzrokowe np widzenie cieni (ciemnych, zacienionych bytów) zdarza mi się w sumie od dzieciństwa i trwa wciąż. Przynajmniej raz w tygodniu czuję taką obecność i/lub widzę bezforemne cienie. To jednak mnie już nie rusza, nie czuję strachu przed tym czymś/kimś, tą obecnością.
Podchodzę nawet do tego odczucia normalnie, a do niby tego bytu w sposób przyjazny. To coś co mnie czasem odwiedza jest dla mnie neutralne, nie robi mi żadnej krzywdy, ani też nie dostarcza pozytywnej energii. Po prostu sobie jest. A może to tylko silne odczucie, jakaś moja podświadoma chęć, wyobraźnia(?)...
Nieważne.
Mimo, że nie wiem co dokładnie doświadczasz, tylko tyle ile tu napisałaś, dam pewną radę.
Możesz spróbować, nuż się uda...
Domyślam się, że nie jest Ci i tak łatwo i nie będzie, żeby się tego pozbyć, no ale....
Podczas następnego takiego przeżycia spróbuj się uspokoić, uświadomić sobie to, opanuj stres i strach (wiem co pisałaś wyżej, mimo to spróbuj). Spróbuj się nie wyrywać, nie męczyć się, ale też nie odpuszczać, tylko delikatnie, subtelnie to wykorzystać i ulecieć. Spróbuj...
Nie gwarantuję skuteczności, próbuję pomóc, skoro tyle rzeczy zawodzi...
Życzę Ci powodzenia i spokojnych nocy.
Pozdrawiam ;).
pigsonwings
Jak ci się będą wydarzać sensacje to zachowaj "trzeźwy" umysł (to znaczy nie popadają w panikę, lęk itp) na tyle na ile da rade, postaraj się uspokoić i wizualizuj dwie rzeczy, najpierw moment z życia który wiązał się z dużą dawką pozytywnej energii, to jest jakieś zdarzenie lub poprostu "miłość" do jakiejś osoby którą ja darzysz np. młodszej siostry, postaraj się ją odczuć całą sobą i skierować w stronę "sensacji", nie czuj złości, nienawiści ani niczego tym podobne, tylko empatie, dwa to możesz postarać się wizualizować tarcze z białego światłą która cię otacza (jajowatą lub okalającą ciało fizyczne) i zawiera jak najwięcej pozytywnej energii, poprostu postaraj się stanąć w miejscu umysłem (zamknąć oczy jeśli chcesz) i użyć którejś z tych 2 wizualizacji. Oczywiście możesz także dołożyć do tego prośbę o pomoc światła, staraj się nigdy nie popadać w lęk czy bezradność, a tym bardziej w nienawiść. Zatrzymać się i wizualizować pozytyw miłość światło. Wizualizuj i czekaj.
Pavveł
Ginny, napisałaś, że Twój tata sprawdzał coś pierścieniem na łańcuszku... Większość ludzi nie robi takich rzeczy... Napisałaś też, że słyszałaś niby głos swojej siostry, ale coś z nim było nie tak... Czy Twoi rodzice nie interesują / nie interesowali się kiedyś przypadkiem jakąś magią, ezoteryką, itp. albo/i ją uprawiali? Może to, co się dzieje, to konsekwencje jakiś działań z przeszłości? Nie wiem, tak tylko pytam, bo jak napisałaś, że Twój tata w taki sposób zareagował, to na myśl mi przyszła taka interpretacja... Możesz go o to zapytać ^^.

Koledzy powyżej bardzo dobrze Ci radzą, podpisuję się pod tym, co piszą, obiema rękami :)
Marmistrz
Z tego, co ja zrozumiałem, to wpadasz w OBE, w silnym stanie lękowym i stąd te wszystkie zjawiska. Mój kolega też ma bardzo wierzącą rodzinę i opowiadał mi, jak go "dusiła zmora", tak mu to rodzina wyjaśniła... uwielbiam, jak rodzice krzywdzą dzieci ;). Zjawiska podobne do Twoich przeżyć, najczęściej w paraliżu sennym. Tobie bardzo łatwo udaje się wchodzić w stan OBE, nie jesteś tego nawet świadoma. Olej obrączki, skarpetki i krzyże, bo to nie żadne złe moce, tylko Twoje lęki. Jako dziecko miałem dużo lękowych OBE, najlepiej jest po prostu wyjść lękowi nap rzeciw: słyszysz głos- idź do niego, słyszysz łańcuchy - idź do nich ;). Mnie wciągały jakieś szkielety do piwnicy ciemnej, coś mnie łapało wtedy za ramię od tyłu, raz i tylko raz obróciłem się, żeby sprawdzić, co to i...nic tam nie było ;). Wykorzystaj ten stan, zeby sprawdzić, co sama potrafisz, a możliwości masz na prawdę sporo, poczytaj na forum. To Ci pomoże uspokoić podświadomość, a z lękami jest tak, że trzeba się z nimi pogodzić, zaakceptować, wtedy..znikają.
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2019 Invision Power Services, Inc.