Polecam Wszystkim świetny cykl śnienia Jarka Bzomy na temat umierania.
Zauważcie, że Jarek praktycznie niczego nie komentuje, a jak łatwo zrozumieć przesłanie z tamtej strony

fragment:
KOD
Dzisiaj w nocy zmarła moja matka. Mam nadzieję, że wie już dużo więcej od nas i śmieje się z naszych podchodów do poznania tego, co jest ukryte przed nami za życia.
Pozdrawiam,
T.K.

Odpowiedź na list T.K.
Bardzo współczuję. Niestety, niewiele w takiej chwili można drugiej osobie powiedzieć. Chyba nawet się nie powinno.
Pozdrawiam,
J.B.

Niestety, nie potrafiłem się powstrzymać i zapytałem mamę pana T. o jej doświadczenia po tamtej stronie. Właściwie poprosiłem o kontakt z nią samą Szirin. Trochę boję się duchów (!). Nie wiedząc, jak mama Pana T. miała na imię, a nie chcąc sprawiać dodatkowego bólu znajomemu pytając o nie jakoś tak bezwiednie zwróciłem się do niej Pani Mario. Być może z powodu istnienia w chrześcijaństwie swoistego archetypu matki/Marii. Zmarła była bowiem katoliczką.

Pierwsza noc
Zasypiam.
Okazuje się, że pierwsze serce stało się białe i już do niczego nie może posłużyć. Na szczęście jest jeszcze drugie, czerwone. Niestety, to również w niczym nie pomogło. Było jeszcze trzecie, maleńkie jak mysz, ale nim już się nie posłużono. Uderzyły mnie we śnie powaga i atmosfera szacunku osób, które towarzyszyły umierającej, stojąc po prawej stronie, ale i dojrzała gotowość osoby, w której następował proces zanikania serc.
Budzę się. Początkowo pomyślałem, że nie będę zapisywał, bo to przecież nikogo poza najbliższą rodziną nie powinno obchodzić, ale po wstaniu rano zdecydowałem inaczej.
Zasypiam.
Nie mogę zatrzymać się przy ulicznym kiosku/straganie, mijam go z prawej strony. Mam na coś ochotę, ale nie wiem, jak stanąć, aby nie tamować ruchu ludzi, którzy idą z naprzeciwka. Musiałoby się chyba usiąść, aby nie iść i nie być potrącanym.
Głos:
– Za wszystkimi cudownymi zdarzeniami stoją przebiegli ludzie.
Obraz: mam okazję obserwować, jak mężczyzna niesie na głowie nieprawdopodobnie wielki ciężar na olbrzymiej platformie. To niemożliwe, by człowiek był w stanie poruszać się z tym czymś na głowie. Tymczasem na moich oczach ten ktoś został zdemaskowany przez przechodzącego obok sceptyka. Ten podszedł do „tragarza” i początkowo próbował zdestabilizować przedni lewy róg palety. Niewiele to dało. Tragarz potrafił zrównoważyć to zaburzenie. Tymczasem prowokator przeszedł do frontalnego ataku. Takiego obrotu sprawy nikt nie mógł się spodziewać. Sceptyk chwycił „cudotwórcę” za słabiznę. I wszystko się wydało. Cały ładunek wywrócił się na ziemię. Teraz dopiero ukazał się cały mechanizm oszustwa. Niosącemu pomagał osioł, którego nikt nie widział, kiedy cała konstrukcja była stabilna. Więcej! Okazało się, że nawet osioł był przebrany – udawał go człowiek. Właśnie widzę, jak spod oślej atrapy wystają ludzkie nogi.
Głos:
– Nikt mnie nie rozumie.
Obraz: ktoś biegnie z prawej, z góry, do dołu, spoza moich pleców. Idę do góry po środkowych schodach. Ten ktoś, niewysoki jak chłopiec, przebiega przede mną i wbiega na drugie schody, prowadzące po mojej lewej stronie do góry, ponad i poza mnie.
Głos:
– Może lepiej byłoby po meksykańsku?
Obraz: patrzę z góry. Na dole, kilkadziesiąt metrów poniżej miejsca, w którym stoję, odjeżdża autobus. Jedzie w lewą stronę.
Głos:
– Dlaczego, przecież ten dźwięk mieści się w wazonie?!
Obraz: wazon, a w nim parabola dźwięku łukiem sięgająca dna wazonu (kryształowego?).
Głos:
– Wszystko jest nagrane w naszych mózgach.
Głos:
– Trzeba pamiętać, że jesteśmy we śnie!
Budzę się. Już rano, przepraszam, muszę wstawać. Pani Mario, może jutro jeszcze pani coś opowie?

Reszta artykułu na Tarace
http://www.taraka.pl/mialem_sen_01
http://www.taraka.pl/mialem_sen_02