Pomoc - Szukaj - Użytkownicy - Kalendarz
Pełna wersja: Regularne Wyprawy
Forum OOBE > Podróże Mentalne > Propozycje Eksperymentów
Stron: 1, 2, 3, 4, 5, 6
Korna
Będę na tym wernisażu :)
mati415
22? Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie to spróbuję. :)
Zbyszek
Cos do oglądania przed wyprawa, z zaprzyjaźnionej stronki, o RETY!!!
http://www.youtube.com/watch?v=GUANewh4arU...layer_embedded#


Herbina
No to do zobaczenia! :)
Zbyszek
Watek z braku zainteresowania przesunąłem na prv. bloga. Wkleję tam również do czwartku zdjęcia i własne przemyślenia związane z podróżami mentalnymi, eksploracjami światów niefizycznych z ograniczona świadomością:)
Napłynęło już sporo relacji , brakuje jedynie Wolfganga.
http://cialka.net/astralny-wernisaz_1399.html
Dopiero teraz zobaczyłem zdjęcie Starra
To rzeczywiście się narobiło . Mamy tańczące dziewczyny z krótkimi sukienkami.
Tak jak u Starrana zdjęciu.
Watki się polatały ha ha
Zbyszek
1,-Astralny wernisaż

Malując 20 lat obrazy na ścianach rożnych wnętrz, czułem często zmieszanie, jadąc po ukończeniu zmęczony kilkaset kilometrów do domu .
Wiedziałem, ze już ich nie zobaczę i zapomnę po paru miesiącach, nie przypominając sobie jak wyglądały. Kiedyś przyjdzie inny malarz, może już za parę lat i je przemaluje, odbierając mi prawo do wykreowanego na ścianie wnętrza. Mała galeria na blogu, umożliwia mi prezentacje malowanych prze zemnie pomieszczeń. Oglądając umieszczone tam zdjęcia, wspominam przygody jakie mi się przytrafiły na budowie. Każde malowane wnętrze ma jakaś historie, którą współtworzyłem z wieloma zaangażowanymi w budowę osobami.. Niekończące się wielkie barwne plamy, rozsypane po ścianach, mają jedno zadanie.
Bawić i dostarczać niezapomnianych wrażeń.
By przeżyć ponownie pozostawione idee i myśli w malowanych wnętrzach, otworzyłem astralna galerie. Astralny wernisaż, to wyprawa w wyobraźni do miejsc w których pracowałem i tworzyłem, to zabawa z przyjaciółmi starającymi się wniknąć w klimat zdarzeń, utrwalonych w mojej pamięci i na digitalnej fotografii. Czy uda się nam odtworzyć okoliczności w jakich pracowałem i ponownie je wspólnie przeżyć?
Podając im jedynie nazwę miasta „Lustenau“ zaprosiłem ich na wspólną eksploracje niefizycznych światów. Celem ćwiczenia było dotarcie w wyobraźni do obiektu i uczestniczenie w wernisażu, jaki zamierzałem tam zorganizować. Przy kieliszku zmyślonego szampana, chciałem opowiadać o moich przygodach. Pragnąłem zaprosić znajomych w stworzony przez nas wspólny twór wyobraźni, w nieistniejące miejsce, w którym mogliśmy się bawić bez ograniczeń fizycznych.
*
RELACJE Z EKSPERYMENTU, pierwsza niedziela 27.09. 2009
*
Conchita
Ach, znalazłam wreszcie właściwy wątek.

Zbyszek odwiedził mnie we śnie i pokazywał mi elementy obrazów, mimo, że nawet nie wiedziałam, że zaczął się eksperyment… :)

pierwszy sen: przylatuje Zbychu z córką w brązowym wozie. Strasznie dziwny wydaje mi się ten wóz – z jednej strony wygląda jak dawny wóz zaprzęgany do konia (kryty materiałem, wysoki, brązowy) z drugiej jest to wóz campingowy, ale dziwnie malarski, bo nie ma linii prostych (powinien być prostokątny lub półokrągły, a cały jest stylizowany, łuki zamiast linii prostych, ewidentnie ozdobny…)… W ogóle całe miejsce jest jak z obrazu – idę w górę drogą do jakiegoś domu, Zbychu pojechał z córką wozem (jakąś piaszczystą drogą). Córka ma jasne gęste włosy związane w kucyka, wygląda młodo jak nastolatka (jakoś wyobrażałam sobie ją jako starszą).
Następny sen: Zbyszek wyraźny jak żywy. Jesteśmy w lokalu wysoko (nie wiem, co to znaczy, że wysoko, ale wiedziałam, że jesteśmy gdzieś wysoko nad ziemią). Z jednej strony przy ścianie stoliczki, ludzie piją winko, piwko, rozmawiają, dalej miejsce do tańca. Jednocześnie przez ten lokal przebiega wyraźna granica. Nie wiem, co to ta granica, jedna strona wydała mi się polska, a druga niemiecka.
Zaczynamy sobie tańczyć. Pojawia się moja młodsza córcia (hehe ale bez żadnych krótkich spódniczek i widocznych majteczek… jakoś nie zwróciłam uwagi na jej ubiór, ale nic niezwykłego nie zauważyłam). Córcia trochę przestraszona jak to ma czasami w nocy. Zbyszek bierze ją za jedną rękę a ja za drugą i tańczymy w kółeczko po dziecinnemu :) …
*
RELACJE Z EKSPERYMENTU,- druga niedziela 04.10. 2009
05. 10.2009
*
Daltar:

No niby byłem :)
Aż się boje ile z tego jest moich fantazji, a ile faktycznych przebitek. O ile dobrze trafiłem, to pewnie mój interpretator robił co chciał. :lol:

Zaczynam opis:

Najpierw udałem się do Muchowa. Nigdy tam nie byłem i nigdy nie widziałem zdjęć z tych zlotów, ale pokazało mi się kilka jakby drewnianych domków z ostrymi dachami. Pośrodku takiego otwartego podwórka/przestrzeni stał sobie taki dziwny bus, z fotelami w środku i na dachu też. Za kierownica siedział niby ten Wolfgang, co miał tam siedzieć. Zagadałem do niego siląc się na angielski, ale on przemówił do mnie “po polsku”, tłumacząc, że to porozumienie telepatyczne i że nie trzeba się silić na jakieś obce dla siebie języki. (??? niby logiczne, ale… ) Czekaliśmy jeszcze na kilka osób z odjazdem. Pojawiła się niby Conchita. Przedstawiłem się i aż mi się nie chciało wierzyć, że to ona jest. Nigdy wcześniej jej nie widziałem. Miała takie kręcone, jasne włosy. Była szczupła, a na szyi miała taki rzemień z kilkoma jasnymi, przeźroczystymi kryształami. Zacząłem o tych kryształach rozmawiać i powiedziała mi, że je od kogoś dostała.
Zjawił się później jeszcze ktoś i jeszcze ktoś. W końcu wyruszyliśmy w drogę. Wolfgang jechał a raczej leciał jak wariat, robiąc mnóstwo dziwnych, wariackich manewrów dla zabawy. Wzbiliśmy się naprawdę bardzo wysoko nad jakimiś potężnymi górami ( Alpy? ) dosyć szybko dotarł na miejsce. Zaparkował przed wejściem do jakiegoś budynku. Weszliśmy do środka. Tam już trwał wernisaż. Na środku, przy wielkich obrazach stał Zbyszek i tłumaczył po kolei co znajduje się na każdym z nich. Pierwszy pokazał mi się taki żółty księżyc, który natychmiast “położył się na plecach” i zmienił w indiańska łódź – kamu. Teraz obraz przedstawiał kamu z Indianami płynące po rzece w dosyć abstrakcyjnej formie żółtego rogala.
Kolejny obraz to były jakieś niebieskie drzewa i dziwne zygzakowate kształty jak u Picassa. Do tego pojawił się czerwony , lecący ptak.
Kolejno ukazał mi się obraz jakichś biegnących ludzi. Wyglądali trochę jak z rysunków naskalnych. Doszedł jeszcze abstrakcyjny obraz “martwa natura ze świecami” w kształtach trójkątnym, kolistym i jeszcze jakimś trzecim. Było coś jeszcze, ale już nie pamiętam co. Na środku pomieszczenia pojawił się taki dziwny stół zrobiony jakby z kawałków witrażowego szkła. Stały na nim kieliszki z jakimiś trunkami. Dosyć dziwne te kielichy były, takie wymyślne. W pewnej chwili pojawiły się jakieś takie obiekty jak kręcone loki zrobione ze szkła. Takie to było dziwne, ale mój interpretator nie mógł się zdecydować, do czego to podpiąć.

Zaproponowałem, że chciałbym na szybko pod jedną ze ścian zrobić taki mały performance z owoców. Stworzyłem na stole z różnych rodzajów owoców wyspę wulkaniczną. Wszystko było z winogron, bananów, ananasów. Stożki wulkaniczne kipiały gęstym, gorącym musem truskawkowym imitującym wypływającą lawę. Pojawiały się małe płomienie buchające tu i ówdzie. Mam nadzieje, że taki nagły wyskok nie był wzięty za wtrącanie się Zbyszkowi w paradę i został przyjęty jako forma prezentu. ( Pod warunkiem, że to w ogóle ktoś zauważył :D )
Następnie ktoś wypuścił w powietrze takie miniaturowe stado małych, rajskich ptaszków. Te ptaszki lśniły i krążyły pod sufitem. W końcu jakoś tak się złożyło, że te rajskie ptaki urosły do rozmiarów pterodaktyla, tak, że każdy uczestnik tego spotkania wsiadł na jednego i wszyscy polecieli na nich w przestrzeń. Dotarliśmy na małą, błękitna planetę pokrytą wodą, z jedną wyspą pośrodku tego morza spokoju. Tam już trwała impreza że o rany… Przy wielkim ognisku wszyscy tańczyli, skakali i wygłupiali się na całego. Jakoś tak mi przyszło do głowy, że postawię kilka trąb powietrznych, które też będą sobie tańczyć i wyginać się wokoło tej wyspy. Jak pomyślałem, tak się stało. No balanga była naprawdę cudaczna. Nie wymienię pieczonych potraw spadających z nieba prosto na talerz i tym podobnych dziwów. Urwałem się z tej imprezy przed czasem, bo jutro bardzo wcześnie wstaję.

No dobra, można już zacząć się ze mnie śmiać, co też nawymyślał ten mój chory umysł… :lol: :lol: :lol:

*
Conchita
Chciałam wziąć udział w wyprawie, ale jakoś zapomniałam. Zmęczona i zniechęcona jakością mojego internetu gram sobie w kulki i nagle z zaskoczenia mam Daltara na linii. Zupełnie nic nie widzę (patrzę się na grę), ale wyraźnie wyłapuję pytania Daltara i wiem, że to on. Wtedy się zorientowałąm, że to czas na podróż mentalną. Daltar próbuje się dowiedzieć, czemu jakoś blokuję się na kontakt z nim, nie odpowiadam, czuję, że zaczyna tworzyć jakąś odpowiedź, więc w końcu próbuje się zastanowić i stwierdzam ostatecznie, że nie wiem i żeby się tym nie przejmował. Rozmowa trwa może z 5 min. Potem zasiadam do podróży mentalnej i koncentruję się na Muchowie i Wolfgangu. Pojawia mi się ciepła przyjazna twarz Wolfganga i rozwala mnie uczucie przyjaźni… Straciłam wszelką wizję i kontakt kontemplując efekty, jakie wywołał we mnie ten “strzał”. Pojawiam się znowu przed jakimś wielkim nowoczesnym budynkiem, halą dyskotekową z dużą geometryczną szklaną kulą przed lub w środku. Dach jakiś nierówny, niezbyt wysoki (skojarzyły mi się “Złote Tarasy” – http://www.ursa.pl/_images/Tarasy_1.jpg)
W sumie więcej nie pamiętam, chyba przerwałam podróż.

PS. Mam dość długie jasno brązowe włosy falowane, kręcą się :) . Raczej szczupła jestem. Kryształów nie kojarzę, hmmm…

*
Paul:

Nie czytam postów jeszcze tylko od razu pisze to co mam do napisania.

W dniu wczorajszym próbowałem się skupić mentalnie, ale przychodziły mi
do głowy różne myśli. O tuż wyobrażałem sobie, że jadę busem.
jakiś kierowca pod brodą był… było tam parę osób. Nie wiem jak opisać dalej.
I czy to ma związek. Zobaczyłem jakiś budynek piętrowy ( w myślach).
Nie wiem, ale chyba rozmowy były trochę głośne… Przyznam, że trochę ciężko mi się wyobraża pewne te obrazy…

W tym czasie leżałem sobie na lewym boku.

Poza tym ćwiczeniem mentalnym. Zanim położyłem się do łóżka ok. 23:20.
To ok. godz. 22:00 w obu nogach czułem pewne wibrację także w rękach.
Podczas takich małych wibracji poczułem się rozluźniony itp. na krótką chwilę
odsunąłem klawiaturę by odczuwać dalej wibrację… Dodam, że podczas wibracji odczułem czyjąś obecność i na pewno ktoś w moim pokoju znalazł się. Pomyślałem sobie, że ktoś przyszedł pewnie po mnie, albo dać znak,
że jest już pora na wyprawę.

Najdziwniejszym zdarzeniem było rano to, że dekoder TV był włączony.
Ja wieczorem nie włączałem dekodera tylko wyświetlała się godzina.
Rano sie obudziłem i patrzę na dekoder i widzę kanał 597 i tak był włączony
cały czas. A jak poszedłem spać to było tak jak wspomniałem wcześniej
nie włączałem tv satelitarnej… Trochę mnie zaskoczyło, że był włączony,
a przecież nikt mi nie wyłączał i włączał w nocy bo wszyscy śpią.

To było na tyle i pisałem ten post nie czytając wcześniejszych postów.
Teraz pójdę poczytać.

*
Korna
Przez chwilę byłam w Muchowie i widziałam pana z bródką (to chyba był Wolfgang) , potem ktoś częstował białym winem i widziałam na jednym obrazie jakichś Indian?
Śniło mi się jeszcze tej nocy, że Zbyszek pisał do mnie na Gadu pytając czy wzięłam udział w wyprawie.
Ogólnie to mi słabo wyszło za bardzo się nie skupiałam bo byłam zmęczona, chyba tez pewnie z wrażenia przed pierwszym dniem na uczelni. I to by było na tyle :)
*
Leon:
No to może i ja opiszę mój sen/ chciałem wziąć udział a był tylko sen/-w pewnym momencie było mnóstwo ludzi-jakby manifestacja ekologów-ja chyba zachęcałem do buntu-był jakiś burmistrz który coś przeskrobał przeciw naturze i wyglądało na to że zaczął się wstydzić tego-potem zobaczyłem jeszcze gościa z wielką piersiówą i kazałem mu jej się pozbyć -potem z tyłu usłyszałem brzdęk tłuczonego szkła-zastanawiałem się czy ją wyrzucił czy też mu wypadła bo się nawalił jak mops i to był koniec snu.

*
Herbina
No to wpisze swoje:
Jestem na czarciej górce,na dole przed polem stoi autobus a przed nim Wolfgang, schodzimy z górki.
Jedziemy autobusem do galerii Zbyszka, Wolfgang jest kierowca, siadam za nim.
Juz na miejscu:
Wchodzimy do tego miejsca, jest to jakby ciemny tunel, jak tunel, ktory jest czasem przystawiany do samolotu na lotnisku. Czarny kolor dominuje. Tajemniczo jak cholera ( może Zbyszek przyśle jakieś diabły, zeby nas postraszyły), dostosowuje się – czarna długa peleryna z kapturem , ciemne okulary, które zmieniam na maskę na oczy ( jak u Zorro).
Ktoś na początku zapala żagiew.
Ten tunel jest jak spirala, można usiąść i zjechać na tyłku w dol.
Obrazy: miasto w nocy, nostalgiczny widoczek ptaki odlatujące nad rzeka, szuwary- lewa strona brzegu rzeki, drzewa, czerwone maki ( to pewnie moja sprawka, bo chciałam namalować maki a tego nie zrobiłam), obraz egipski- piramida, dużo żółtego i złotego koloru i światła. Zjeżdżam na tyłku na dol wyskakując z tunelu.
Jest tu już jasno.
Zbyszek stoi i pyta: – jak się podobało? – jak cholera , odpowiadam, śmiejemy się.
Zbyszek mówi: powiedz ludziom, żeby do mnie jeszcze latali, chce to zbadać, – dobra! ( odpowiadam).
Nisko przelatuje samolot.
Pytam siebie – czy jest coś jeszcze? Odp. – To już wszystko!

*
Wolfgang
W trakcie pisania.
*
Moja relacja
Zbyszek:
W sobotę, przy parkowaniu, wjechałem na parkingu na wysokie krawężniki. Cos zaskwierczało, co zignorowałem, myśląc, ze potem sprawdzę szkodę. Następnego dnia, zapominając o niej, wyjechałem z parkingu, obrywając plastykowe części zderzaka. Zdając sobie sprawę ze zgrzytów, ruszyłem beztrosko , nie bacząc na szkody. Ach jedz, co tam,- przecież to tylko auto. O 21 godzinie w niedziele zamiast przygotować się na wyprawę , zdenerwowany kleiłem taśmą plastykowe części przodu auta.
Ha ha , powiedziała mi Conchita, parę dni potem. Tydzień wcześniej pożyczyłam ci moje auto we śnie i je zepsułeś, Zderzak poszedł a ty jak gdyby nic sobie poszedłeś. Śmiałeś się beztrosko, zostawiając mi zepsute auto.
W czasie jazdy do domu, wyobrażałem sobie długą taśmę przyczepiona do kija, którą ciągnąłem za sobą latając w przestrzeni.
Udało i się mi dobrze dostroić do wizji i znalazłem się na chwilkę w astralu, odczuwając falujący ruch ciągnącej się za mną ogromnej wstążki.
Dyskoteka jest częścią zabudowań, należących do jednego właściciela. W ośrodku znajduje się siłownia, bilard, break-dans, restauracja i dwuczęściowa dyskoteka. Centrum stanowi wielka hala z dobudowanymi, małymi elementami architektonicznymi. Pośród jej geometrycznych form, dominuje dwuczęściowy, wysoki, żółty komin. To właśnie na nim zacząłem malować wielki obraz. Szpiczaste i przecinające się wstęgi, stanowią jego temat.Ten sam motyw powtórzyłem w kolejnych obrazach na ścianie fasady i kontenerze, znajdującym się na przeciw wejścia do dyskoteki.
Malarstwo wewnątrz obiektu, wykonałem wiele lat wcześniej. Załączyłem je jednak w artykule, gdyż stanowi ważną cześć wernisażu astralnego.
W druga niedziele, przytrzymał mnie znajomy telefonem, przystąpiłem wiec do ćwiczenia z 2 minutowym opóźnieniem. Kładąc się na łózko, miałem problemy z kreowaniem astralnej przestrzenni. Pospiech i poziome położenie ciała , utrudniało mi wyobrażanie siebie w pionowej pozycji. Zmiękłem wewnętrznie jednak po chwili, odnajdując upragniona cisze.
W pierwszej chwil pomknąłem pod największy obraz. Nie postrzegając niczego poza bladym wspomnieniem ściany, zawróciłem w myślach do Muchowa. Klucząc tam i i spowrotem, szukałem śladów czyjeś obecnosci.Trochę trwało zanim moje wyobrażenia stały się plastyczne.
Zacząłem wtedy postrzegać sunące cienie wokół mnie. Starając się nawiązać z nimi kontakt, opowiadałem o odbywającym się wernisażu na dyskotece.
W wesołość wprawił mnie pojawiający się bus Wolfganga na czarciej górce. Zahamować gwałtownie, pośród głazów, nie bacząc na sterty skalnego gruzu. Wolfgang wyskoczył z okna samochodu, machając z przejęciem ręką. Było to tak zabawne, ze parsknąłem histerycznym śmiechem. Tracąc dostrojenie, jeździliśmy po Muchowie szukając chętnych na wspólną wyprawę.
Zebrało się sporo osób, którym zaproponowałem podroż na dachu. Wskoczyliśmy na gore, osadzając się z przodu busa.
Zostawiając taxi Wolfgangowie, pomknąłem na wernisaż.
Nie przygotowałem wcześniej planu przyjęcia i sunąłem chaotycznie uwaga po rożnych miejscach, pokazując gościom niewidoczne obrazy.
Dołączyła Cherbina, dając się wyraźnie odczuć. Informując o obrazach, zostawiłem ją samą, towarzysząc jej szczotkowa uwaga. Jedynie jakaś cześć mojej swiadomosci była nią zajęta, cala jednak moja uwaga, była skoncentrowana na prezentacji obrazów pozostałym uczestnikom .
W którymś monecie pojawiła się w moim polu postrzegania Conchita. Wpadając w przerażenie stwierdziłem , ze ją zapomniałem.
Gdzie jesteś, rzuciłem pytanie w przestrzeń. Wylądowałem przy jej starym domu. NIE TAM! Usłyszałem rade niewidocznego Staszka.
Zaniosło mnie do centrum Warszawy. Unosiłem się nad centym miasta, nie postrzegając jego formy. Stolica wyglądała z góry jak żółta plama, placek żółtego światła, z zacierającymi się na krawędziach konturami.
Uf, co ja tu robię?
Wpadłem w przerażenie, myśląc o porzuconym wernisażu.
Tempo rozgrywających się zdarzeń zatarłem już częściowo w pamięci.
Pojawił się Staszek, niefizyczny kolega. No to dałeś d…
Co się stało, dlaczego? Zadałem mu nieme pytanie.
W odpowiedzi pojawiły się na otwartej przestrzeni kieliszki szampana i skrzynka piwa.
Wiesz ile tu ich jest?
Ktoś zabawnie wetknął sobie butelkę piwa do nosa, twierdząc ze tak się pije.
Opowiadałem o moich obrazach, nie zwracając zbytnio uwagi z kim rozmawiam. Prowadząc dialogi, obserwowaliśmy fragmenty migających przed nami obrazów.
A to pomalowałem śmierdząca farba, zepsuła się,- zdradziłem w sekrecie jakiejś osobie, starając sobie odtworzyć jej niemiłosierny smród.
A tutaj są płomienie, trochę wyblakłe, które teraz jedynie poprawiałem intensywną farba.
Tak pali się ściana z czarnymi wnękami na okna. Zwróćcie uwagę na tą czerń, jaka przejmująca, do szpiku kości,-uuu jaka zgroza.
Na wernisaż zapraszałem również nieżyjące osoby. O przebiegu akcji informował mnie Staszek, dorzucając co rusz drobnych wyjaśnień.
Brakuje nam jeszcze relacji Wolfgaga. Ociąga się trochę. Z jego opowieści wynikało, ze spotkał kogoś na górce, kogoś kogo jeszcze nie znal. Postrzegł mnóstwo poruszających się osób. W czasie jazdy wygłupiał się, trzymając kierownice nogami. Jazda była dosyć długa i ciągnęła się aż do Alp, wzdłuż jeziora bodeńskiego.
Na wernisażu, oprowadzał gości po obiekcie, zdradzając jego tajemnice. O,- a tam można dostać kawę za darmo, mówił do sunących bokami cieni ludzkich sylwetek.
*
Daltar
No, muszę powiedzieć, że chyba w moim przypadku nie było najgorzej. Oto streszczenie zgodnych weryfikacji.

1. Jazda na dachu busa + jazda nieco szalona
2. Przelot nad Alpami
3. Jeden z obrazów – “dziwne zygzakowate kształty jak u Picassa” – na zdjęciach na stronie Zbyszka doskonale widać te zygzaki :)
4. Czerwony ptak na jednym z obrazów – Okazuje się, że to chyba był ten czerwony motyl, któremu zrobiłeś zdjęcie ( też w galerii na stronie ).
5. Ludzie jak na naskalnych obrazach – ja tak odebrałem ten wizerunek kobiety, ale poza tej Pani ta sama co w wizji. :lol:
6. Opowiadania Zbyszka o obrazach – tak to widziałem. Na dodatek widziałem jak stoi przy tych zamalowanych ścianach z dominującym żółtym kolorem.
7. Krążące bociany podczas malowania jednego z obrazów – ” Te ptaszki lśniły i krążyły pod sufitem. “. To chyba będzie to, bo krążyły w koło, a jedynie ich kolory były zdecydowanie bardziej urozmaicone niż u bocianów. Ciekawe, że wysoko krążące po niebie bociany zostały odebrane jako “małe ptaszki krążące pod sufitem”. Interpretator ma swoje “pomysły” :)
8. Sam budynek przed którym zatrzymał się bus – w zasadzie właśnie taki parterowy budynek z nadbudówką, jak w wizji.
9. Opisałem coś takiego: “Na środku pomieszczenia pojawił się taki dziwny stół zrobiony jakby z kawałków witrażowego szkła”. Bardzo ciekawa sprawa.
Zastanawiało mnie, skąd to się wzięło, do póki nie zobaczyłem zdjęć z jednej z prac Zbyszka. Dokładnie chodzi o tą robotę gdzie były automaty do gier i stoły do piłkarzyków. Kiedy zobaczyłem zdjęcia tych przykrytych szklanymi taflami stołów z odbijającymi się w nich kolorowymi wzorami naściennych “malowideł” Zbyszka wszystko stało się jasne. Interpretator ma jak zawsze “swoje pomysły” . No tak, szkło i mozaika kolorów to dla interpretatora oczywiście stoły z witrażami :lol:

Doprawdy tylko nie wiem, skąd wzięła się ta wyspa i impreza na niej. Owszem wyspa była pokryta żółtym pisakiem, i otoczona ciemnym morzem. Nadlecieliśmy nad nią z góry, co można by podciągnąć pod zdanie z relacji Zbyszka “Stolica wyglądała z góry jak żółta plama, placek żółtego światła, z zacierającymi się na krawędziach konturami”. Może to oto chodziło ?

W sumie nie najgorzej, bo sporo tych punktów wspólnych. W tym eksperymencie było naprawdę mnóstwo detali, kształtów, kolorów, osób, zdarzeń. Ciekawe jak by to wszystko wyszło, gdyby uprościć trochę. Było by łatwiej, czy trudniej? Jak sądzicie?



#
1 Conchita

Ach, oglądając zdjęcia dokonałam straszliwego odkrycia! Zbyszek wrobił mnie w jeszcze jeden sen! Nie pisałam, bo nie pisze się takich rzeczy, ale miałam sen o niesamowicie zgrabnej dziewczynie, w którą się na chwilę wcielałam i wypadałam z niej obserwując sytuację. Włosy ciemno brązowe proste, niesamowicie zgrabna sylwetka i prowokujące zachowania łącznie z rozbieraniem się podczas tańca w dyskotece (zachowanie przeciwne do mojego, więc tym bardziej zdziwiona byłam tym snem). I teraz patrzę i własnym oczom nie wierzę – ona jest na tych zdjęciach, namalowana na jakiejś ścianie!!!!!
#
08 paź 2009 @ 11:472 Zbyszek

ha ha , zobacz zdjęcie Starra:)
Ech to się narobiło. Właśnie je w tej chwili zobaczyłem , tańczącą dziewczynę. Dobrze , ze dopiero teraz:)
Poplątały się nam podobne watki i powstał jeden wielki kocioł.
Teraz gdy widziałem zdjęcie mam większy wgląd w pojawiające się w eksperymencie we mnie wrażenia.
Tańczącą dziewczyna,- kto by pomyślał ze Starr wpadnie na łączący nas motyw, zlewający się w podobne.
#
08 paź 2009 @ 12:303 Conchita

Ech, to była dziewczyna z Twojego zdjęcia, a nie Starra. U Starra to dziewczyna z klasą, taniec artystyczny (baletki), element zmysłowy jest tylko dodatkiem. A ta dziewczyna z Twojego zdjęcia (2 rządek od dołu) to właśnie to – wyzywający erotyzm, rozpuszczone ciemne włosy, perfekcyjna figura i zarabianie na rozbieranych tańcach. Generalnie na koniec snu, jak mnie wybiło znów z niej, to mi jej szkoda było, bo słyszałam, jak o niej mówi otoczenie, m.in. że na kilkunastu “narzeczonych”….
#
08 paź 2009 @ 13:034 Zbyszek

No co ty, no co ty, -moje tanecznice są tez baletnice!!!
#
09 paź 2009 @ 08:515 Zbyszek

Zgłosiło się jeszcze parę osób, biorących udział w wernisażu.
W ich snach pojawiały się rożne zdarzenia rozgrywające się na dyskotece jak i moim prywatnym życiu.
Śnili fragmenty moich wspomnień, w jakiś sposób szczególnie dla mnie ważne. Rozrastały się one w ich snach w długie przygody, zabarwione ich własnymi przemyśleniami.
Przymuszeni w niezrozumiały im sposób do fabuły , interpretowali ja po swojemu, dekorując ja własnymi skojarzeniami.
Jak to działa?
Sledze już sporo czasu wspólne śnienie, zwłaszcza te przemieszczające się wspólne watki snów. W ich przemieszczaniu się, ukryta jest tajemnica SEKRETU., -sposób jak działa nasza intencja, życzenie stające się rzeczywistością.

Helo Paul.
Spytałem niefizyczniaka co z ta twoja liczba. Niby nic nie odpowiedział, coś mi jedynie jakoś mrugnęło.
Przed wczoraj zepsuł mi się telewizor. Kupiliśmy nowy, kosztował 799. Przy zakupie w kompie przemieniła się cena na 899. Zmieniono nam ja , stwierdzając pomyłkę.
Telewizor zepsuł się przy uruchomianiu. Wylazłem z ciała z radości gdy go włączyliśmy.
Spaliła się ważna cześć, gdy tak dziwnie na niego spojrzałem:)
Dostaliśmy oczywiście nowy, gdyż trafiła się nam czarna owca w Media Markcie.
Spytałem Stacha,- to co z ta liczba i wtedy bum. Odejmując za duża stówkę , zostaje 102 różnicy.
To dokładnie tyle co RUDY 102 u Czterech pancernych. Taki właśnie login wymyśliłem sobie parę lat temu, gdy zaczynałem pisać na forach.
799 minus 597 to 202, w tym pomylona stówka i wychodzi RUDY
E tam, pewnie zmyślam!!!
Bo, czy może być taka szalona rzeczywistość?
Rachab
Szkoda.... nikt na Wenus nie leci?
twistoid
Ja tym razem odpadam.
Zbyszek
Chyba sobie popuszczę z ćwiczeniami i całym tym niefizycznym kramem. Od tego oobe-cudowania, wiem co jest fajne na tym świecie,- kariera i fizyczne przygody.
Rachab
Brak chętnych... podróż nieudana...

Paafia plajtuje
Dzyeson
nie chętnych , tylko umiejętności. Mi sie np trudno od tak sobie dostroic i już.
Zbyszek
W przyszła niedziele organizuje kolejny, astralny wernisaż. Tym razem odbędzie się on w Norymberdze. Wykonałem w niej pól roku temu egipskie wnętrze, pokryte starymi malowidłami i reliefami. W bieżącym tygodniu, przebuduje je, dekorując kolejne pomieszczenia. W głównego pokoju stoi wielka figura faraona, wysoka, prawie pod sam sufit, wywołując przetłaczające wrażenie wielkiego strażnika, pilnującego wejścia do kolejnych komnat.
Zdjęcie:
http://cialka.net/wp-content/uploads/2009/...ny-wernisaz.jpg
25 października, w niedziele o 22 godzinie, zapraszam wszystkich chętnych na kieliszek astralnego szampana. wernisaż

Będę opowiadał o rzeźbieniu i zdradzę tajniki sztuki szybkiego malowania. Spotykamy się przy palmie, widocznej na zdjęciu.
O 22:05 Wolfgang odbierze zagubionych z z Muchowa, te osoby które nie dotrą do egipskiego wnętrza a trafia z łatwością na górkę. Srebrnym busem dowiezie podróżników z niej prosto do Norymbergi.

Co należy zrobić by dotrzeć na wernisaż?

Osobom spotykającym się po raz pierwszy z astralnym wernisażem, nalezą się wyjaśnienia.,

Astralny wernisaż to nic innego jak próba wspólnego śnienia. To wyobrażanie sobie siebie w konkretnym miejscu i uczestniczenie myślą w uroczystości, która się nie odbywa w rzeczywistości fizycznej.

Wielokrotne próby podobnych ćwiczeń dowiodły nam, ze jest to możliwe. Możemy się spotkać z innymi ludźmi i prowadzić z nimi rozmowy, wymieniać się spostrzeżeniami, biorąc udział w mentalnej zabawie.

By uczestniczyć w wernisażu wystarczy wyrazić chęć, by się tam dostać. Należy wyobrazić sobie miejsce spotkania, myszkując po zakątkach odwiedzanego pomieszczenia Usiąść wygodnie na krześle w ciszy i powspominać uczestników. Odczuwając początkowo opór, rozmarzymy się po chwili, postrzegając toczącą się akcje w wyobrażanym miejscu. Bez obaw, śmiało możemy się poddać rozgrywającej się akcji.

Dając się ponieść napływającym wrażeniom, możemy prowadzić rozmowy z niewyraźnymi cieniami czyich osób. Zadając im pytania, brać czynny udział w ponownym kształtowaniu tego pomieszczenia. Możemy przesuwać ściany i przemalowywać obrazy, rozbudowywać fragmenty rzeźb, nadając im ulubiona formę.

To wszystko pozostawi po nas ślad, postrzegalny przez pozostałych gości. Oni również będą twórczy. Oceniając nasza prace, wyrażą swoją opinie, manifestującą się w pojawiających się obrazach przed naszymi oczyma. Postrzegając przez nich wykreowane twory, możemy łączyć je z naszymi, stajać się uczestnikiem wspólnego śnienia.

Nie należy się obawiać, ze nam nie wyjdzie i ze znajdziemy się w niewłaściwym miejscu. Wystarczy jedynie nasza chęć, by znaleźć się w pożądanym miejscu. Problemem jest jedynie chaos wrażeń, w którym się możemy pogubić. Gdy robimy to po raz pierwszy to jest możliwe, ze nie przeżyjemy wielkich sensacji. Ćwiczenia uczynią z nas mistrza i gdy się nie poddamy niepowodzeniom, to już wkrótce, będziemy uczestniczyć świadomie we wspólnym śnieniu.

Jakie da nam to korzyści?

Rozbudzimy niefizyczne postrzeganie, nabierając wglądu w nieświadome zjawiska, zakryte przed naszym fizycznym wzrokiem.

Uczynimy nieświadome świadomym.

Wkrótce po wernisażu, umieszczę na blogu zdjęcia z przebiegu egipskiej budowy.
Zapraszam .
Paul 023
Z wielką przyjemnością wezmę udział ;)
Zbyszek
Wolfgang

Thank You, inviting me ..

VOYAGE TO AN EXEBITION

Entering a scene at certovsky skaly where at the street-sign, along the tree-guided country road, pointing directly at the “devils rock” I sensed some boy,
“Hello You, where are the passengers, ” I asked him by the way, because he was the only one at the meeting point. He silently looked at me with a question mark on his face, but seemed shure he was the right guy at the right place.
I wondered about the missing Passengers, who had to arrrive from Muchov. I was expecting a crowd of people, almost joking, talking laughing with some tins ‘o beer in the hands. – but silence.
Even the guy hid him selve invisible as an passenger in the silver coloured van ready for a voyage on a highway, listening to some irrestible Songs like “my innocence”
I relaxed myselve a little, steering the car by knee, the armes crossed behind the neck.
My passsenger at the right stared wordlees straightforward at the countryside we pass. – but at a certain situation we sat face to face like on a train ride, in the front seats of the car, I wondered about his markant face, his straight backward combed dark hair seemed to be fixed as a ponytail – we never ever spend a word – silence, exept of outdoor-roaring while the commonrail shifted the gear, and some mumbling of the seemingly invisible friends in the rearseats.
Far south passing the great lake (Bodensee) we had a stop. In this time short after sun down we went for a short stroll at the peer watching the light-lanes surrounding the dark water plane, and I showed my passengers the short experiment after focussing the bright sparkling stars for a while:
” Watching the stars for some calm minutes and short before turning the head down to earth bend your knees a little bit.
Yes there’s no difficulty , just go down a little bit while looking at the stars…”

There’s a long straight street without any bending curves bevore arriving at the vernisage building.
Arriving at the parking place, there is nothing special to remember. Its like arriving at an old little Market Mall with diffferent signs at the wall. Most of them seem a little greydusted, and even the blue walls have a touch of weather whashed off painting. – but expect miricals we’re entering.

A backyard vernisage:
We’re here, let’s go. As everytime while dreaming i went out of the car without the need of slamming the door. Strolling arround the house looking if theres something different than the first two times i met Jani the Painter here, while he was working for the mr King. Orientation at the location was not easy after this long time.
Someone of the passengers followed me couriously. i felt in my ridge (back), so we went upstairs looking if there is someone in the Office to greet, but nothing no one welcomed us. So i whished to be in the billiard-restaurant looking for a fresh cofffee after the long highway trail.
Even the figure in the restaurant didn’t appreciate the my coming, … waiting for no one to arrive.
So the place isn’t interested in our arrival, counterwise we’re only interested in the exebition. …
… lets go colour!
The first impression I got was, looking down on a wide large dark ground in the middle of nothing.
Let’s say I was a little frustrated, knowing Jani the Painter and his occupiing manner to disturb any known working-place with a disorder of his equipment.
Taking a second start-UP there was colour, abstract colour .. floating .. Its like mixing some drops of fresh oil colour in a water bowl. The only difference the surface is vertically orientated. Like painted polygons on a drapery. Somewhat coloured in an basically orange tone migrating to some intense yellow or red tint, floating arround as if I was looking with defocussed eyes through an kaleidoskope, that works on more than 180 degrees.
Crazy enough there where some beeings arround. Who it was, ask someone else I don’t know. But … in some interaction some other person interfered from the background with my interpretation of the exebition and by setting its awareness of the “truth (true picture)” encountered to my view of the situation, the picture moved like a blanket in the wind … and the whole scenery canged during this interference. Like living colours.
Suddenly the scene flipped iside out. Best described: it’s like as if I was standing inside a box an suddenly the boxes walls are flipping over, me standing inside the box but looking at the walls of the box from the outside. at this moment the outline of the painting changes to an dark blue, naearly greyish nightsky.
Writing more about my personal experience, it would become a speculative mixture, because I’ve been talking to Jani since the vernisage adventure and the influence of the conversations will damage the personal impressions. Thank You
PanPiotr
kurcze nie dość iż się gość rozpisał to jeszcze na dodatek w jakimś wyspiarskim narzeczu ;)
niby większość zrozumiała, ale czy każdy tu zna angielski?

peace and love for everyone
Zbyszek
Tez nie rozumie za bardzo. Gdyby po niemiecku napisał, to zaraz byłoby hitlerowiec.
JUTRO ASTRALNY WERNISAŻ W EGIPSKIM WNĘTRZU.
Egipska dekoracje będzie łatwiej sobie wyobrazić ,zobaczyć, sam mam nawet więcej ochoty, gdy o niej myślę. Masa fragmentów architektury, sterta wspomnień z historii sztuki. Powinno nam dobrze wyjść. Zaprosiłem sporo osób, sami milusińscy, będzie wiec można dać drapaka z którymś z nich , gdy się spodoba. Przygotowałem z Wolfgangiem małe prezenty. Jeżeli ktoś wymyśli coś zabawnego, to warto wprowadzić w to w czyn, może ktoś potem coś zweryfikuje. Wytworzyć zabawne scenki, pełna gala z Kleopatra.
Będzie nas na wyprawie od 5 do 10, dokładniej nie mogę określić liczby uczestników, gdyż ludzie nie potwierdzają, uzależniając to od nastroju chwil.
Może doleci do nas Brus, zawołajmy Mistrza,. oczywiście delikatnie, by z krzesła nie spadł przy kolacji.
rugwa
Potwierdzam moje uczestnictwo w jutrzejszym wernisażu:) Zjawię się na pewno, dzięki jeszcze raz za zaproszenie:)
Gray
Sry., że dopiero teraz, ale będę.
Zbyszek
Spóźniona relacia Mgiełki z forum Brusa:

za_mgłą
witam,

najpierw opisze moje spotkanie z Wolfem :), a później skocze do wczorajszego spotkania.




ulica, wieczór, dużo świateł, latarni, oparłam się o kosz na śmieci :) bo wydawał mi się chyba najbardziej odpowiedni do tego :)
długo nie czekałam, zatrzymała się czarna bryka - czysta, pozytywna.
wsiadłam do środka nie otwierając drzwi
- cześć, wita Cie mgła
cisza, Wolf ruszył, siedzę i myślę
- fuck, dlaczego mnie nie widzisz
przesiadłam się na tyl po przekątnej zobaczyłam duży brzuszek, jasne włosy, krótkie i chyba to była mała łysinka
- widzisz mnie? odczuwasz?
- tak, a kim jesteś
- za_mglą, mam zamiar pojechać do Zbyszka na imprezę, wiesz gdzie to jest?
- wiem, po to tutaj jestem
- coś ty?
usiadł Daltar po mojej lewej
- a alkohol masz? w tej swojej taxi?
- to nie jest taxi
- bzzyy to mamy pierwsze sprzeczne informacje
- Daltar gdzie jedziemy?
- nie wiem
- hehehe
- Wolf, no powiedz coś, co nic nie mówisz?
- zaraz dojedziemy
patrze w przednia szybę, a ulica ta sama, nawet śmietnik stal w tym samym miejscu
--------------------------------
impreza
stoi kobieta,na pierwszy rzut oka bardzo pozbawiona wszelakich blokujących energii, porusza się w takt jakiegoś dźwięku, bardzo wysokiego, długie włosy, stoliki, długi bufet, podchodzę bliżej
do barmana
- cześć, szukam Zbyszka
- cześć Zbyszek jest tutaj
- a dokładnie?
- a siedzi tam
i palcem wskazał sufit
przy suficie
siedzi koleś na żyrandolu - lampie - oświetleniu podchodzę :)
- co robisz?
- sprawdzam oświetlenie czy zdj dobrze wyjdą
zeszłam, zaczęłam wchodzić do rożnych drzwi
1 drzwi
woda, morze, błękit, ciepła woda, kamienie, uśmiechają się, takie jakby gąbczaste gąbki
2 drzwi
WC czysto - wychudzę
3 drzwi
nachylona kobieta z wyciągnięta prawa ręka, na sznurku trzyma kamień
4 drzwi
Wolf i jego nie taxowka
5 drzwi
impreza
idzie facet zatacza kola, jest nawalony
wchodzę na parkiet z sufitu opada cieple fioletowe światło, zaczynam tańczyć

podchodzi Daltar
- tańczysz?
- chyba nie
- dlaczego chyba
- bo miała być taxi
- a czym przyjechałaś?
- czymś czarnym, siedziałeś obok
- siedziałem na dachu
- pieprzysz?

wyszłam, przed budynkiem, ulica, światła, kosz na śmieci, oparłam sie, podjechał czarny - czysty samochód
tym razem otworzyłam już drzwi
kierowca
- wracasz?
- a przyjechałeś taxi?
- nie
- to wole piechota

zamknęłam drzwi, odbiłam się od krawężnika, wróciłam do domu .
Zbyszek
RELACJE Z WERNISAŻU.

Zdjęcia wkleję , gdy napłyną wszystkie relacje.

Relacje: Herbiny, Rugwy, Paula 023, GdaJana, Zbyszka
*
Herbina
No to moja relacja:
Zbiegam z górki w Muchowie, na dole stoi bus, przed nim Wolfgang.
Na przywitanie kumplowskie stukniecie dłonią o dłoń i serdeczne uściski.
Wsiadamy, jedziemy.
Już jestem we wnętrzu budynku. Jestem zupełnie śmiesznie ubrana, mam na sobie długą białą suknie, z trochę błyszczącego materiału, rękawy bufiaste z tiulu, wygląda jak bardzo niegustowna suknia ślubna, na nogach mam do tego męskie czarne sandały. Uśmiecham się na widok takiego mojego odzienia.
Zbyszek roześmiany wita nas.
Już chce coś zmieniać w pomieszczeniu ale przypominam sobie, ze Zbyszek miał nam coś pokazywać. Daje mi cienki wysoki kieliszek z szampanem, wypijam szybko, oddaje kieliszek i rozglądam się po ścianach.
Zbyszek pokazuje jak robi rzeźby z jakichś pustaków czy innych bloków, elektrycznym narzędziem z metalowa tarcza, robi nacięcia na blokach, na twarzy ma zawiązaną chustę, myślę sobie, ze powinien mieć porządną maskę. On podłącza odkurzacz zęby od razu odbierał pyl.
Potem ustawia blok na bloku jakoś je sklejając i maluje sprayem, gdzie jest niedokładnie to poprawia. Wzory na ścianach malowane są za pomocą szablonów, używa sprayu i pędzla jak trzeba dopracować detale.
Czas coś pozmieniać.
Przesuwam wypukłości ścian, bo jakoś mi się te nieregularności nie podobają. Powstaje jedno duże pomieszczenie.
Trochę mi to przypomina teraz muzeum, można jeździć na wrotkach, zrzucam wiec sandały i zawiązuje sobie wrotki do stop. Jeżdżę po pomieszczeniu namyślając się co tu zmienić, aby nie było tak muzealnie. Ustawiłam kilka figur z lewej strony , wyglądają teraz tak jakby tam stały aby witać ludzi.
Umieszczam na środku pomieszczenia białe kolumny , miedzy którymi stawiam wielkie donice z drzewkami oliwnymi , drzewka są wysokie.
Z prawej strony same kolumny, tym sposobem powstał miły szpaler. w kacie za szpalerem stawiam biała ławka z kilkoma poduszkami, zęby było wygodni a obok wielka półkę z książkami. Zrobiło się przytulnie, podchodzę do tego szpaleru z kolumn, jak szpaler to musi dokądś prowadzić, prowadzi do tego pomieszczenia z ładnym oświetleniem, które na blogu Zbyszka było na pierwszym zdjęciu. myślę sobie: – po co to pomieszczenie? Jakieś miejsce na spotkania, odczyty ,czy co?
Słysze wołanie mojego imienia ( w realu) ,otwieram oczy, mowie, zęby mi nie przeszkadzać. Ponownie zamykam oczy, widzę, ze właśnie zbiegam po białych schodach ( już na bosaka , dalej w tej śmiesznej sukni), mam jakieś wrażenie, ze budynek może zacząć się trząść, zostać zburzony albo co, nie wiem, czy teraz, nie wiedząc czemu zbiegam szybko po tych schodach.
To było tyle.
Jak zwykle przed przystąpieniem do eksperymentu obiecałam sobie, ze będę zwracać uwagę na inne osoby, biorące w nim udział i jak zwykle tak byłam zajęta swoja akcja, ze tylko zauważyłam, ze było kilka osób, mniej niz przypuszczałam, ale znów byłam zaaferowana za bardzo swoim odbiorem.


*
RUGWOWA RELACJA Z ASTRALNEGO WERNISAŻU:

Hmm, może najpierw opiszę, co mnie skłoniło do przybycia na astralny wernisaż. Otóż, w zeszłym tygodniu miałam sen, w którym znajdowałam się w egipskim wnętrzu; było tam kilku ludzi jeszcze. Wśród nich rozpoznałam Zbyszka, który podszedł do mnie z kieliszkiem szampana i zaprosił mnie na niedzielny astralny wernisaż. Zatem postanowiłam się tam udać;) nie było to wcale takie proste, bo od początku czułam, że jakaś część mojej świadomości ucieka w zupełnie inne miejsce niż astralny wernisaż i musiałam się trochę wytężyć, żeby za nią nie podążać.
W każdym razie udało mi się umiejscowić jakąś część mojej świadomości w miejscu, które znam ze snu i ze zdjęcia na forum. Pomieszczenie bardzo mi się podobało, szczególnie jego świetlistość, bardzo dobrze pamiętam kolor złoty, który w moim odczuciu dominował, w mentalne oczy rzuciła mi się także rzeźba Anubisa, która wydawała mi się szczególnie bliska. W pewnym momencie zobaczyłam tez na suficie jakby jarzeniówki, które rozbłysnęły jasnym światłem i zauważyłam, ze sufit jest w kształcie trójkątnym – jakbym była we wnętrzu piramidy. Ciekawa wizja pojawiła mi się przy mojej wizycie 2 razy, ale nie jestem pewna, czy to nie był tylko wytwór mojej wyobraźni. Otóż miałam wrażenie, że wybieramy się wszyscy na przejażdżkę wielką galerą egipską po Nilu, galerę było widać z ogromnego okna, pojawiającego się co jakiś czas w pomieszczeniu. Nawet w pewnym momencie chciałam za tą myślą podążyć i może zorganizować taką wyprawę dla wszystkich, ale… No właśnie, miałam problem z dostrzeżeniem kogokolwiek – może dlatego, że nikogo z uczestników nigdy na żywo nie widziałam i moja podświadomość nie miała odpowiednich wzorców postaci.
Usiadłam na krześle i starałam się w jakiś sposób zaznaczyć swoja obecność – jeśli ja nikogo nie widzę, to może ktoś dostrzeże mnie… Wizualizowałam w swoim otoczeniu gromadkę kotów, ale dość ciężko było mi je umiejscowić na wernisażu, wiem, że moje „kocie myśli” pobiegły w inne miejsce – prosto do Draqa, o czym dowiedziałam się dopiero od niego… Ale jeśli ktokolwiek zobaczył gołą babę lub choćby jednego kota – to na pewno byłam ja :D Gdy tak siedziałam na krześle i wysilałam się, żeby kogoś zobaczyć, dostrzegłam przed moimi oczami pluszową zabawkę w kształcie kury hahaha :D to było tak, jakby jakaś osoba, na pewno mężczyzna, dawała mi zabawkę na pocieszenie. Pluszowa kura bardzo fajnie się do mnie uśmiechała, a gdy za jakiś czas zobaczyłam kolesia w czarnym berecie z antenką w centralnej części egipskiego pomieszczenia, to od razu skojarzyłam go z kurą. Analizując później te symbole, uświadomiłam sobie, że awatar Zbyszka na forum to właśnie jakby kura w czarnym berecie z antenką, hehe Można więc powiedzieć, że kogoś jednak udało mi się wyczaić, choć w dość osobliwy sposób.
Inne symbole, które uznałam jako reprezentujące osoby, pojawiały się co jakiś czas wokół centralnego punktu pomieszczenia, w którym znajdował się bardzo dziwny przedmiot. Już na początku mojej wyprawy zobaczyłam coś, co przypominało z wyglądu wielki złoty kielich – taki gdzieś na metr wysokości. W kielichu znajdowały się różne przedmioty, jednak potrafiłam rozpoznać tylko jeden z nich – był to obraz, na którym znajdowało się jakby słońce lub coś świetlistego na ciemnoczerwonym tle. Kielich był przez cały czas w tym samym miejscu, ale zmieniała się jego zawartość, aż w swojej końcowej formie, w kielichu znajdowała się tylko jedna rzecz. Była to jakby promieniejąca złota gwiazda lub słońce – takie samo jak na obrazie. Uświadomiłam sobie, że gdzieś już to widziałam, ale dopiero dziś poczaiłam, że wizerunek takiego kielicha ze świecącym czymś istnieje w religii katolickiej, jako symbol eucharystii. Cholera wie, skąd się wziął mi ten symbol w egipskim wnętrzu i czemu wszyscy się wokół niego zbierali. Może to spotkanie miało dla mojej podświadomości wymiar eucharystyczny niemal, a może ktoś obecnych jest księdzem lub osobą związaną blisko z religią chrześcijańską… nie mam pojęcia.
W okolicy tego kielicha zobaczyłam właśnie Zbyszka, także kolesia w szkockiej spódniczce, dziwne coś – jakby złota gwiazdę wieloramienną (może to tez symbol któregoś z uczestników wernisażu), zobaczyłam także jeziorko, po którym pływały łabędzie – czyżby jakaś baletnica?? Hehe:)
Potem zobaczyłam bardzo wyraźnie twarz kobiety, a w zasadzie dziewczyny, z prostymi i grubymi blond włosami oraz dużymi niebieskimi oczami, ale nie wiem czy jej wizerunek dotyczył astralnego wernisażu. A jeszcze później zobaczyłam jakby park, pełen zieleni, wiosenny krajobraz. Przez ten park szedł alejką jakiś gościu, który był ubrany w strój od golfa czy w coś w tym stylu… Stwierdziłam, że już chyba daleko odleciałam od wernisażu, a potem zapadłam w sen…
To była pierwsza moja tego typu wyprawa i nie wiem, czy cokolwiek się zgodzi z odczuciami innych, jeśli tak, to bardzo się cieszę, a jeśli nie, trudno… W każdym razie, pozdrawiam wszystkich serdecznie: :*

Za Mgla
i wieści z nocy sennej :)

podszedł do mnie pan, biała koszula, ciemne włosy krótkie, czarne spodnie, pod kamienica koloru piasku - żółty - popielaty w bramie wjazdowej - filar stały pookładane białe wiaderka z biała farba, stal i trzymał w reku kartkę papieru.
podeszłam, wzięłam jedno wiaderko z niebieskim deklem
podszedł zaciekawiony - bo ruszam jego własność
- co robisz?
-a wiesz wzięłam to wiaderko, ponieważ szukam pracy ( ??????)
- ale dla siebie?
- nie, nie dla mnie, znajoma buduje ogród :)
odwrócił się, obok chodnika przy kamienicy pasmo zielonej trawy, rosły drzewka przycięte, bardzo podobne do sztuki bansaj i usłyszałam
" każdy z nas, w każdym zajęciu musi odnaleźć siebie, odkryć swojego wielbłąda - ? - wybrać drogę i iść nią. Jeżeli w danym zajęciu nie odnajdziemy siebie to człowiek staje się wrakiem "
później weszłam w ogród, filar porośnięty mchem, ale ten mech był bardzo naenergetyzowany, jakby gąbka oczyszczająca, dająca sile.....

pozdrawiam ciepło
)O( Salvador, naucz mnie malować we śnie....dziękuje.
*
Paul 023
Z soboty na niedziele miałem sen

u mnie siedzi koleżanka jakaś Magda
i siedzi wpatrzona monitor mój bo siedziała
przy kompie, a ja ją zacząłem całować i przytulać się.
W pewnej chwili ona do mnie, że nie może być ze mną
i prosi z uśmiechem na twarzy, abym przestał całować.
Nagle usłyszałem telefon sygnał sms-a przyszła wiadomość.
Moja komórka była dziwna nie taka jak w rzeczywistości
i leżała na obudowie kompa. Wziąłem do ręki i czytam sms-a
tam mniej więcej treść brzmiała, od jakiejś Kaśki (?)
Łukasz mnie zostawił i nie jesteśmy razem.

Czytałem to po cichu, aby Magda nie usłyszała, ani nie widziała,
ale Ona zapytała od kogo i co tam piszę.
Ok przeczytałem, A Magda mówi, że zaraz wraca miała chyba iść do
WC i za chwilę się ten sen urwał jak wyszła z mojego pokoju.

Sen z Niedzieli na poniedziałek

Znalazłem się pod swoim blokiem,
gdzie byłem na chodniku, a po chodniku
widziałem jak jedzie samochód.

Na tym samochodzie była dekoracja czyli
do ślubu czyjegoś, ale nie mojego xD

Następny sen było tak:

Podeszłem do telefonu koło okna
zabrałem się za dzwonienie do kolegi,
który ma sklep zapytać się o laptopa oraz
internet po krótkiej rozmowie jak zacząłem
pytać o internet nagle cisza i słyszę już
sam sygnał zajętego połączenia…
Na tym urwał się sen.

Jak coś się przypomni to dopiszę.
*
GdaJan
Witaj Zbyszku!

Nie znamy się ani osobiście, ani za bardzo z forum, jednakże mam do Ciebie pytanie. Mam Ci do zrelacjonowania pewną przygodę którą dzisiaj przeżyłem wewnątrz bram mego umysłu:) ( po prostu “TR”). Wiem, że jesteś zajętym człowiekiem, jeżeli nie masz okazji odpisać lub przeczytać to nie przejmuj się, mogę poczekać.

Dzisiaj około godziny 6:30 musiałem wstać aby wyjść z psem po czym zjadłem śniadanko, ale nie byłem zbytnio rozbudzony więc poszedłem spać ponownie około godziny 8:00, tylko że w salonie zamiast zazwyczaj u siebie w sypialni. W pewnym momencie(prawdopodobnie dlatego że przekręciłem się na plecy) odzyskałem świadomość. Szedłem sobie z moim przyjacielem a nad nami dominowała górą (złoto-brązowa z pustymi elementami), powiedziałem mu (znałem to z pewnej przypowieści) iż, żeby zobaczyć górę trzeba upaść na samo dno i usiadłem, góra się powiększyła, po czym się położyłem góra stała się tak wielka że przesłoniła wszystko, dominowała nad wszystkim. Powiedziałem, do samego siebie, że zaraz polecę i żebym się nie bał. Rzeczywiście tak się stało, świat jakby przekręcił się o 90 stopni, a ja leciałem ku wierzchołkowi góry. Górą się zamieniła w tunel , a na końcu światło z jakimś wzorkiem. Skojarzyło mi się to wtedy z ośrodkami chakry( w które osobiście nie wierzę) Kolory i odcienie były jak tej góry. Od zaciekawiania poczułem znaczną przyjemność, po czym podniecenie i przeszycie energią jakbym miał orgazm.
Obraz zaczął się powoli rozmazywać, poczułem swoje śpiące ciało, ale jeszcze się nie obudziłem zapragnąłem jakieś mentalnej wędrówki. W tym momencie zaczął mi się pojawiać jeden obraz, ale nie pamiętam co to było , skupiłem na nim uwagę, leżąc tak w błogości usłyszałem Drum&Basseowa piosenkę, która często słuchałem u znajomych , jej czystość i klarowność była niesamowita, leciała przez dobrą minutę.( nie pierwszy raz słyszałem muzykę w takim stanie, ale tym razem rozpoznałem utwór- “State of Mind-Sun King”). Zobaczyłem rękę wychodząca z mega ciała i ku własnemu zadowoleniu okazało się że to moja lewa dłoń, jeszcze nie zdarzyło mi się widzieć części swojego astralnego ciała i być tego aż tak świadomym, ruszałem palcami i zaciskałem pięść, gdy chciałem wyjść drugą uzyskałem upór, więc postanowiłem pofruwać w różnych miejscach. Wiem że mocno się skupiłem na jakimś obrazie a akcja zaczęła się sama rozgrywać, ale nie pamiętam gdzie, dużo ludzi, dużo akcji, rozmowy, chyba jakaś zabawa. Uśmiechnąłem się sam do siebie, i pomyślałem fajnie, że końcu udała mi się jakaś mentalka, Po czym wskoczyła mi do głowy myśl, muszę wybrać się na Astralny Wernisaż Zbyszka, wydawało mi się że właśnie trwa.. kolejna myśl która mi wskoczyła do głowy to ‘ sok pomarańczowy” i że Ty(w domyśle Zbyszek) musisz sie go napić i muszę Ci to przekazać, mocno się skupiłem na tym przekazie. W pewnym momencie wywaliło mnie z ciała, najdziwniejsze jest to że cały czas myslałem że śpię w u siebie w sypialni, nawet okno widziałem, a pojawiłem się w salonie..nie sam.
Mała dygresja, pare dni wcześniej miałem LDka , gdzie za każdym razem wychodziłem ze swojego pokoju spotykałem w salonie swoją Mamę, która mi się przedstawiła jako aspekt mojej Mamy, który jest idealną gospodynią domową , rozbiła jajko na stole i polała je płynem do mycia naczyń(szok:P), drugą osobą była moja siostra która od paru dobrych lat z nami nie mieszka, twierdziła że jest imprezowym aspektem mojej siostry miała ciężki makijaż i zazwyczaj się obijała przed TV. Wracając do dzisiejszej przygody, zobaczyłem aspekt tej mojej “Mamy” tyle że wyszedł ze ściany ssyczał i nie był zbyt przyjemny, zacząłem krzyczeć wynocha i takie tam, przestraszyłem się , kazałem wracać do światła i takie tam pierdoły.. Pokój się zaczął trząść, wróciłem do ciała(czułem dokładnie ten moment jak wszystko wracało do ciała fizycznego) , sparaliżowany a całe ciało przeszywała ciepła energia, średnio przyjemna. I to na tyle.

Spojrzałem na zegarek była 9:15, pytanie do Ciebie. Kojarzysz jakiś sok pomarańczowy o tej godzinie? Polskiego czasu. Co sądzisz o tych aspektach, na ile są to jakieś ukryte postacie z mej podświadomości, a na ile jakieś osobne byty energetyczne. A może oszalałem i podasz mi numer do psychiatry? Tak na serio, nie napisałbym tego do Ciebie, ale mam wrażenie że tym sokiem pomarańczowym chciałem Ci zrobić krzywdę..nie wiem czemu, no i jest mi trochę głupio, czy w tych swoich eksperymentach przypadkiem nie zrobiłem jakieś głupstwa. W każdym bądź razie, nie przeraziłem się tymi zdarzeniami, ale zmartwiłem się, że może to była jakaś obrona z Twej strony wobec mnie. Trochę to dziwne, dlatego piszę do Ciebie. Zawsze piszesz z sensem i ciekawie, mam wrażenie, że posiadasz ogromne doświadczenie. Jestem ciekawe Twojego zdania. Wybacz, jeżeli Cię znużyłem.

Pozdrawiam Janek z Gdańska.

P.S Muszę w końcu kiedyś wpaść na ten wernisaż, ale muszę jeszcze poćwiczyć :)
*
Korna
Wczoraj mnie wcięło. Praktycznie zapomniałam o wyprawie, wiadomo studia a w pon na 8.00, byłam wykończona wiec nie wzięłam udziału. Ciekawa jestem czy da się wyrazić intencje podróży w czasie do wczoraj?
Warto spróbować. Przynajmniej zobaczę. Jak coś to napisze :)
_________________
*
Zbyszek
Krotko przed 22, pospiesznie zaciągnęliśmy wygodne fotele do pracowni.
Gasząc światło omówiliśmy scenariusz wernisażu i zatopiliśmy się we własnych myślach. Dosłownie w ciągu paru sekund, wpadłem w niezwykle dynamiczny ruch astralnym ciałem. Dawał się on odczuwać jak rozedrgana karuzela. Stop, niczego nie rozumie. Po chwili, już uspokojony, zacząłem wyobrażać sobie pomieszczenie. Znalazłem się w nim nie odczuwając sobie jego przestrzeni. Sunąłem uwaga po nieistniejących ścianach, starając sobie wizualizować jego geometryczna strukturę.
No tak, jak się zachować w takiej sytuacji. Czy rozpocząć patetyczne przemówienie, czy raczej zając się gośćmi. Po raz któryś odczułem wątpliwości.
Czy, aby na pewno ktoś tu jest, w tym wirtualnym wnętrzu? Sam niecz3go nie moglem postrzec , czując jedynie odległości miedzy załamaniami ścian.To delikatne dostrojenie, pojawiające sie w chwilach, gdy się zamyślimy, ignorujemy często, biorąc je jedynie za nasz wewnętrzny plan, do którego nikt nie ma dostępu.
W tym niby swoim wnętrzu, gdy się dobrze przepatrzymy, pojawią się zarysy postaci i przedmiotów, mające związek z naszymi aktualnymi przeżyciami.
Będą to jakieś zapamiętane wrażenia, przyjmujące wyraźnie odczuwane formy wspomnień a nawet widzialne dla nas myslokształty. Mysloidee, mające dla nas znaczenie, pojawią się na wprost nas, informując o swoim znaczeniu. Są to nurtujące nas zagadnienia, postawione pytania na które szukamy rozwiązania.. Gdy organizujemy w grupie wspólne śnienie, powinniśmy się liczyć, ze cześć spostrzeżeń będzie przejęta od towarzyszy wspólnego śnienia. Maja oni możliwość podzielenia się z nami swoimi uwagami jak i zasugerowania nam całkiem odmiennych rozwiązań, często wplatając w fabule naszego snu własne watki. W eksploracjach niefizycznych, dzieje sie to bez naszego świadomego udziału. Reagujemy spontanicznie bez zastanowienia, szczerze odpowiadając na pytania i stawiając je bez zbytnich ceregieli samemu.
Szczególnie godna uwagi jest zdolność kopiowania fragmentów czyjeś pamięci i przezywania jej we własnym śnionym planie. Można przepuszczać, ze z jakichś powodów drażniące i szczęśliwe chwile z naszego życia są niezwykle aktywne w ciele mentalnym. Przy spotkaniach sennych, następuje wymiana informacji, co jest przyczyna wspólnych wizji. Ich podobieństwo nabiera oczywiście innego przebiegu w każdym z nas. Jednak łatwo dający się wyszczególnić wspólny motyw, świadczy dla mnie niezbicie o wspólnym śnieniu.Te istotne dla nas myśli, wykształcają w naszym pobliżu ciągnące się za nami formy astralne. Są to przeróżne kolorowe placki umocowane tuz przy naszym ciele fizycznym. Prawdopodobnie, pojawiające się w naszym pobliżu ciala subtelne, przekraczają zaciekawione intymna sferę. Wnikając w nas, odczytują te aktywne części naszej pamięci jako własne. W przypadku osób ćwiczących mentalne podróże, istnieje możliwość rozładowywania powstałych w nas napiec. Kolorowe placki tracą wtedy po takim zabiegu dla nas znaczenie, co odczuwamy jako brak fiksacji na palących nas zagadnieniach.
W przypadku naszych zabaw w wernisaż, dochodzi oczywiście do podobnych zjawisk. Szykując się w szampańskim nastroju na wyprawy, nie liczymy się z przeciekami. Nie martwią tez nas gdy się nam zdarza.. Przyzwyczajeni do dzielenia intymności łączymy się myślą wspólnie śniąc zadziwiające nas potem sekwencje filmowe.
Siadając na fotelu czułem silne spięcie wewnętrzne. Tego dnia przyniosłem do pracownie wszystkie nieudane obrazy, zbierane od lat, z myślą by je poprawić.
Nie udało mi się to jednak, gdyż artystyczny problem przekraczał moje umiejętności. Zgnieciony w środku, żałowałem tej odważnej decyzji.
Brakowało mi teraz beztroski, by wystrzelić jak strzała na wspólne przygody. Ten zal z nieudanego dnia, ogłuszył mnie na tyle, ze nie potrafiłem wskrzesić w sobie wystarczającej radości, potrzebnej energii, by moja wyobraźnia rozwinęła swoje skrzydła. Nie słyszę was, pomyślałem.
Cos gniotącego mnie od środka, uniemożliwiało mi koncentracje. Ach mam cie,- to ten zal, staje się teraz wyraźnie wyczuwalny, rodzaj smutku, skuwa mnie jak stal. Emocja zepchnięta świadomie w niepamięć, stalą się teraz niezwykle aktywna, z cala zawartością łzawego rozczarowania.
Jeśli sobie nie wybaczę, to mnie przygniecie, pomyślałem.
Stop, wykonałem ruchy śpiącym ciałem, jak w rozgrzewce, przed długim biegiem. Stop, nie martwię się, zrobię poprawki na obrazach gdy do tego dojrzeją moje umiejętności. Wiem, należy odłożyć na potem . Pstryk, coś we mnie pęka. Rozlewa się wewnętrzna radość, jestem znowu sobą tym co się nie poddaje, pewnym sukcesu, świadomym czekającej mnie nie kończącej się pracy.
Kierując się do niewidocznych postaci, przywitałem je serdecznie. Ciesze się , ze jesteście. Witajcie, rozświeciłem się wewnętrznie, przesyłając gorące pozdrowienia do wszystkich znanych mi osób. Przemknąłem po nich myślą w pamięci. Dały się z łatwością odczuć, odpowiadały podekscytowane, zachowując swoja barwę głosu.
Po wstępnych wyjaśnieniach, skupiłem się na poszczególnych osobach. Herbine przyciągnąłem z fotela w sam środek pomieszczenia.
Rozglądała się zdziwiona oglądając ściany. Mam cie, widzę wyraźnie twoje ciało w astralu .
Otwarłem wielka skrzynie z egipski skarbem, rozdając złote monety.
Nagle dostroiłem się do kiwającego pana z podziwem głową. No nieźle, powiedział z uznaniem. Wspaniale dostrojenie do niego, wyrwało mnie z mojego planu. Stal oparty o framugę drzwi, przedziwnie ubrany. Luźno zwisające ubranie świadczyło o jego niezwyklej fantazji. Nadało mu ono szczególnej swobody, rodzaju artystycznej maniery.
Kim jesteś spojrzałem na niego zdziwiony. Różnił się znacznie od postrzeganego tła. Był w pełni wykształtowany, reagując świadomie mimika twarzy na moje myślowe komentarze.
Ach astrolog, przypomniałem sobie później. Dzień wcześniej, zona spotkała niezwykle ubranego pana, rencistę, człowieka zajmującego się astrologia.
Spotkali się w ciastkarni przy kawie. Jest pani z pod znaku ryby, Trafienie, Tym ja sobie zjednał.
Nieznana mężczyzna obiecał obejrzeć moje obrazy. Zobaczę je, obiecywał. Ha ha, powiedziana wieczorem zona, zbzikowany jak ty. Obiecywał je zobaczyć, ale jak chce to zrobić? Był tak przedziwnie ubrany.
Co chwila zsuwały się z sufitu stoliki z kolumienek egipskich, przykrytych płyta szklana, z wypełnionymi kieliszkami szampanem. Były one przeplatane mnóstwem ozdób, brokatowych tkanin.
Pokazywałem fragmenty obrazow i reliefów. Przy wielkim faraonie, chwyciłem za elektryczna pile. Uf, odpala mu sama głowa, przytrzymałem ja. Powoli wyłoniła się forma sylwetki. Brrry brrry, tak się ciacha pila
po gazobetonie. Hm, wyszło kiczowato na koniec, przez to malowanie, wcześniej bez farby było lepiej. Zobaczcie. Przywołałem z pamięci cykle tworzenia faraona, jego najlepsze fazy, gdy jeszcze nie był podkolorowany.
Wernisaż przeniosłem na dyskotekę, pokazując wielgaśny obraz na płótnie. Rozciągnięty był on a na pomalowanej już ścianie. Kilkadziesiąt metrowa ściana podsypana była piaskiem. Łączyło to plan obrazu z podłoga. Kilkanaście stojących figur egipskich w rożnych jego rogach, nadawało malowidło fantazji.
Spójrzcie tam, na stole stoi Faron z zona. Trzymają się rękę.
Wracając myślami do pierwszego wnętrza w Norymberdze, postrzegłem zmieniona w nim architekturę. Sklepienie się podniosło i wykształciły się kolejne pomieszczenia. Racja, dlaczego trzymam się ciągle tego wnętrza. W rożnych kierunkach otworzyły się korytarze. Było to już całkiem inne wnętrze.
Wysokie sklepienia, przypominały fragmenty wielkiej całości jakiejś nieznanej mi budowli. Na wprost mnie pojawili się kapłani. Wpadłem w panikę, chcąc uniknąć nieporozumień z egipskim tworami astralnymi. Gdy zacząłem powstrzymywać ich, by poprzestali na patrzeniu, usłyszałem uspokajający głos NP-ka.
Czego się boisz, Oni tez się poprzebierali. Tak jak ty!
Ach tak, zapomniałem o tej możliwości, biorąc ich na poważnie.W którymś momencie powstrzymałem kreacje zamieniając się w słuch. Starając się postrzec obrazy kreowane przez uczestników wernisażu stałem się samemu odbiorca ich sztuki. Pojawiła się przy mnie blondyna z warkoczem, z zapiętą na nim białą wstążką. Postrzegając mnie wpadła w panikę.
W którymś momencie pojawiłem się na na lodzi. Odmienność nastroju i przyglądająca mi się nagle dziewczyna, wywołało we mnie wielkie zaskoczenie. To zdziwienie, kosztowało mnie utratę dostrojenia. Szkoda, gdyż była to bardzo niezwykle malownicza scenka. O ciemnych włosach, młoda dziewczyna siedziała lewa strona przy burcie. Szerokie szare belki, świadczyły o masywnej konstrukcji lodzi.
Wielokrotnie zasypiałem, gdy łączyłem się z kimś myślą.
O 22;28 wstałem . sprawdzając godzinę na kompie. Ups, tylko pól godziny , dla mnie jak dwie godziny.
Kładąc się na podłogę nie liczyłem się ze wkrótce zasnę. Odpłynąłem w sen, tracąc pamięć zdarzeń.
o 23:05 wstaliśmy z Wolfgangiem, pytając się jak było.
W czasie nocnych snów śniłem mnóstwo przygód, które miały związek z snami, moich przyjaciół. Wernisaż toczy się bez naszego świadomego udziału następnych parę dni.
W niedziele przed północą, Wolfgang dostał jeszcze maila od znajomej, autorki dwóch książek. Napisała ona spontanicznie w tym czasie artykuł, poświęcony wernisażom, nie widząc o naszym astralnym spotkaniu.
Następnego dnia, zwierzyła się mu telefonicznie, ze nie wierzy w możliwość niefizycznej wymiany informacji. Milczeliśmy, uśmiechając się wtedy do siebie.
*
Niedzielny sen:
Dzisiejsze nocy, na spacerze, moja zona wpadła do strumyka i zanurzyła się w nim po uszy. Dziesięć centymetrów wody starczyło jej, by się całkowicie w nim utopić. Testując na własnej skórze rożne wersje topienia się, symulowałem potem wielokrotnie topienie się w aucie pogrążającym się gwałtownie w wodzie. Pędziłem samochodem kreta droga. Zbyt ostry zakręt i bum, wpadałem w przepaść morska. Topolem się parę razy z rzędu, powtarzając ta sekwencje aż do znudzenia. A wiec nie da się uratować, gdy ciśnienie wody zatrzaśnie drzwi. Trzeba uważać na skróty.
Na zakończenie wernisażu, zajadaliśmy z Wolfgangiem wspaniale ciasteczka, przygotowane dla nas przez moja zonę. Dzisiaj otrzymałem maila od znajomego,ze topił się w śnie parę dni temu a dzisiaj śniły mu się ciasteczka. Zajadał je ze smakiem, pytając po przebudzeniu, co ten sen oznacza?
Na szczególna uwagę zasługuje sen Mgiełki.. Pojawiła się ona jeszcze przed wernisażem przed brama, spotykając mężczyznę. Treść rozmowy miała bardzo ważny związek z paroma osobami, biorącymi nieświadomie udział w naszym wspólnym śnieniu. Pełne wyjaśnienie zbyt głęboko wnikają w prywatna sferę. Bez zgody tych osób, których te sny dotyczą, przemilczę bardzo interesujące szczegóły. Postrzeżone przez nią wiaderka pełne farby, z niebieskimi przykrywkami, wyglądają tak samo jak moje , z których zdejmuje przykrywki, robiąc sobie z nich paletę do malowania jak i talerzyki na kanapki.
*
Niedzielny sen.
Jechałem leząc na deskorolce, przeciskając się miedzy wielkimi tirami. Zabrakło mi w niej paliwa. Ledwo dotoczyłem, się na niej do pobliskiej punktu . Idz tam, słyszę wyraźna rade NP-ka,- pojawił się obraz starego mieszkania. Eh, co tam mam robić?
Spakowałem do worka deskorolkę na paliwo, szykując się w daleka drogę do domu. Następnego dnia, pojawiłem się u klienta proponującego mi nowe zlecenie. Kilkaset metrów dalej od miejsca, gdzie miałem się doczłapać w śnie na nogach.
Pojedziesz za nami 80 kilometrów, powiedział klient. Wsiadając do auta, przezywam zgrozę, Brak paliwa, nie dojadę, -ups!

Przygotowując się do wernisażu, planowałem listę uczestników. Wystarczało bym poprosił ich żarliwie w myśli przed snem o przybycie i otrzymywałem następnego dnia potwierdzenie. Śniłeś się mi Zbyszku, przyniosłeś zaproszenie na wystawę, dzięki, przybędę, lub właśnie śnił mi się dzisiaj Egipt:)
Od trzech dni, mam nowa pracownie. Dzięki Wolfgangowi mam wspaniale pomieszczenie do pracy. Szoruje zaciekle pędzlem po płótnie, szykując się do ostatecznego rozrachunku i dużych zmian w życiu. Bielutkie pomieszczenie w wielkiej hali drukarni.
Trzymajcie kciuki, gdyż to co wybrałem nie będzie łatwe:)
Zbyszek

Wczoraj wpadłem na pomysł, by w następnym eksperymencie zrobić pokaz mody. Wlasciwie to dziewczyny, by go robiły a my faceci jedynie byśmy je podziwiali. Pokazywałyby wspaniale kreacje. Temat trzymałem w ukryciu. Jedynie Herbinie i Conchi wysłałem po południu sms-a, by nie zapeszyć.
Wczoraj umalowałem dwa obrazki z modelkami, juhu, mam nowy pomysł!!
Zaglądając do notatnika Rugwy, serdecznie się roześmiałem,- zobaczcie sami:)

http://www.oobe.pl/park/index.php?automodu...y=7210&st=0
rugwa
Dzięki Zbyszek :) Twoja wypowiedź rozjaśnia trochę mój sen, a szczególnie obecność w nim "tajemniczego projektanta mody" :D
GdaJan
Może i ja w końcu zawitam na tą mentalną gimnastykę :D Nie wiem, po co dałeś mój wpis, ja Ci tylko chciałem przynieść sok pomarańczowy:D
Zbyszek
Relacja Mgiełki:
za_mgłą
Witam ,
a teraz trochę potwierdzeń w szczególności dla Paula ( i już widzę, jak Ci kopara opada mój Drogi, ale życie astralne jest pełne egzotyki )

Po przespaniu dwóch nocy, dysk zaczął się otwierać, zaczęły wyskakiwać rzeczy, które były niezrozumiane jeszcze wczoraj.

Po spotkaniu Zbyszka z farbami, po usłyszeniu o Wielbłądzie życia – ja bardzo kocham Egipt, Stary Sumer, lecz zaglądam jeszcze bardzo ostrożnie, bo wiedza czasami nie dociera tak jakby się chciało.
Po przejściu przez filar, który był zloty – przypomniało mi się.
Zaczęłam myśleć o Paulu, jak tam jemu idzie ( bo ja ciągle w astralu wyszukuje tego chłopaka bez wózka, wózek Jego dla mnie nie istnieje, tak jakbym podświadomie chciała nauczyć go chodzić )
W tych obrazach Paul
jasne włosy, krótkie – jeżyk, szerokie ramiona – tam miał na imię Michał :) .
Podszedł do mnie NA NOGACH ( a teraz za_mgla draśnie na parkiecie szamański taniec radości :) ) Rzuciłam się chłopinie na szyje, przytuliłam, bardzo silna męska energia powaliła mnie :) .
chwile rozmawialiśmy o własnym samopoczuciu, o postrzeganiu uczuć i odczuć, o współodczuwaniu światów.
Koszulka nie pamiętam, ale była chyba koloru zielonego, albo żółtego, brak spodni – no tak kto śpi w spodniach?.

Przemieszczaliśmy się, nie wiem co to było, miejsca w środku pod dostatkiem, pojazd jechał do przodu bardzo szybko. Wciąż przytulona do Paula, poczułam, ze zaczyna wstawać, odchodzić, rozłączać się, stal obok mnie odwrócony tyłem, ręką sięgał po coś małego prostokątnego i oglądał, rzeczywiście jakby czytał
- co się dzieje, przeszkadza Ci coś?
- coś strasznie dziwnie piszczy

stałam obok jeszcze przez chwilkę, kiedy wszedł mężczyzna i kobieta. przywitam się, usłyszałam, ze zostaną już na miejscu razem z Paulem.
W odczuwaniu byli oki.
wyszłam przez dach.

PS. Magda – imię które zawsze mi się podobało i podoba dalej, wybrałam je sobie na bierzmowaniu.
czakra podstawy u Paula jest ok – czysta i stabilna :)

przytulam ciepło


POKAZ MODY

15 pazdziernika organizujemy pokaz mody. Juz jest 5 chętnych. Spotykamy się w szarości,albo pod trzema głazami w Anglii, dowóz taxi z Muchowa.
Stroje z całego świata i rożnych epok historycznych. Staramy siebie rozpoznać , pamiętając kto ma jakie klamoty na sobie.
Lista uczestników.
Herbina
Conchita
Mgielka, z doskoku
Paul
Zbyszek


Zbyszek
Kolejna relacja z wernisażu.
Relacja vvi:

Heh, chciałam się tam pojawić, ale zupełnie o tym zapomniałam. Przypomniałam sobie dopiero około 1 lub 2 w nocy i pomyślałam, żeby sprawdzić, co robiliście. Wyobraziłam sobie pomieszczenie ze zdjęcia; obróciłam się, ale nikogo nie było. Postanowiłam poszukać. Zaczęłam wchodzić po jakiś schodach, które ciągnęły się w górę coraz wyżej i wyżej, robiąc się białe/jasne. Ale znudziły mnie i zrezygnowałam. Nie mogłam się skoncentrować na czymkolwiek. Więc generalnie wszystko olałam i nie spisałam.
A pisze o tym teraz, bo w opisach były jakieś schody w wieżowcu lodowym. Teraz wiem dlaczego schody były tak wysokie. W końcu wieżowce mają dużo schodów i trzeba po nich wchodzić na samą górę niemal w nieskończoność.

Zbyszek:
O schodach nikomu nie mówiłem. Znajdują się w nowym pomieszczeniu, które mam w tygodniu przebudować. Sa straszne, aż strach po nich chodzić. Ledwo się trzymają, są z drewna, cale spróchniałe.
Gdy je zobaczyłem, zrobiły na mnie niezłe wrażenie.
No tak, wtedy się we mnie zapisało. Stanąłem przed nim jak wryty, takie chwile śnią się potem. Widać również przenoszą na znajomych. Fajne potwierdzenie.
Dzisiaj w nocy dostałem milusińskiego maila od Darka. Wlasciwie to był czytany teks przez niego, z jego barwa glosy.
Zaczynał się tak. Pisze do ciebie tego maila….. haha.

Daro ma się dobrze.
Potem pojawił się jakiś facet mówiąc ze Seth zawitał. O 9godz. wchodzę na forum oobe.pl a tam najnowszy wpis należy do Setha.
Hm, tylko dlaczego łupie mnie tak dzisiaj w plecach:)
GdaJan
CYTAT(Zbyszek @ 28.10.2009 - 20:46) *

POKAZ MODY

15 pazdziernika organizujemy pokaz mody.



Ze jak? 15 pazdziernika juz byl, albo wciagnelo mnie do innej czasoprzestrzenni.
Zbyszek
Pokazy mody.

15 listopada organizujemy ze znajomymi pokazy mody. Spotkanie odbędzie się w mojej pracowni plastycznej. Długie korytarze, pokoje w bieli, zagracone kolorowymi obrazami, wspaniale nadają się do takiej prezentacji wykreowanych mentalnie strojów.

W ćwiczeniu tym, staramy się spotkać we wnętrzu pracowni. Rozpoznać i oczarować współtowarzyszy eksploracji własną kreacja, jest jej celem. Po wstępnym przywitaniu, przyjmujemy rożne postacie, strojąc się w barwne stroje o przepięknej formie.

W pomieszczeniu pracowni, oparte o ściany, stoją szkice modelek. Sa to rysunki i obrazy olejne, przystrojonych postaci w niezwykle smukłe i subtelne fragmenty rożnych kolekcji.

Pośród nich i w zapisanych myślach na bielutkich ścianach spotkamy się, by zaprezentować przyjaciołom nasze zdolności kreacji i nasze wyobrażenia o sobie. Przybieramy najpiękniejszą postać, formę idealnego siebie i staramy się zwrócić na nas uwagę pozostałym artystom.

Zgłosiło się już 6 chętnych do tej wspólnej zabawy.

W czasie prezentacji naszych strojów, nie powinniśmy zapomnieć również zwrócić uwagi na przebrania innych, Znaleźć odrobinę czasu, w chwilach oddechu i przypatrzeć się pozostałym uczestnikom. Jak oni wyglądają, czym starają się nas zaskoczyć?
Ćwiczenie to, choć wydaje się dosyć trudne, dostarczyć nam powinno sporo zabawy. Wyobraźnia urozmaici nam fragmenty postrzeganych ubiorów.
Nie martwy się jednak tym, wiedząc , ze stanowią ona częściowo nasze wyobrażenie o kimś.

Poza zabawa, ważne w tym ćwiczeniu będzie końcowa weryfikacja. Podzielimy się naszymi spostrzeżeniami, nie obawiając mentalnego wnikania w nasza pamięć.
W końcu wszyscy jesteśmy jaźnią z tego samego źródła, przystrojona chwilowo kolejnym modelem charakteru, wzorcem obowiązującym w kolekcji 2000 wieku.

Zapraszam serdecznie wszystkich chętnych.

Tym razem również, taxi Wolfganga czeka w Muchowie z dowózka.

Znane mi osoby , postaram się przyciągnąć bezpośrednio do pracowni. Ćwiczenie rozciągniemy zapewnię na parę kolejnych dni. Możliwe jest wiec , ze będzie się rożnym osobom śnic po nocach pokaz mody i kolorowe stroje.
ines
Nooo Zbyszku, niedawno śniłeś mi się, że byłeś projektantem mody :)) ciekawe, ciekawe :)
W takim razie nie ma co, postaram się też uczestniczyć w wyprawie :)
ines
Teraz dopiero przeczytałam cały wątek i widzę, że ruqwa też miała sen z projektantem, ale jaja :) ładnie, wędrowałeś sobie ciałkami po naszych obszarach? ;)
Zbyszek
Dzisiaj przycisnąłem facetów, może który coś spamiętał.

Pierwszy raz w śnie zostałem posiadaczem domów. Były cale umalowane, naprzeciw jednego stała ławka, zawalona obemaniakami. Palce lizać, takie cudeńka.. Jeszcze nie widziałem na świecie takich uliczek, tak przystrojonych. Jeśli w astralu można wyprawiać takie rzeczy, to ten nasz wspaniały świat fizyczny jest pełen niedostatków..
Pozdro od Darka.

Zbyszek


JUŻ W TA NIEDZIELE O 22 GODZINIE, ODBĘDĄ SIĘ ASTRALNO-MENTALNE POKAZY MODY W NORYMBERDZE. WSZYSCY CHĘTNI DO WZIĘCIA UDZIAŁU SA SERDECZNIE ZAPROSZENI, TRZEBA JEDYNIE DOLECIEĆ NA MIEJSCE. ZAPROSZONYCH PROMINENTÓW DOWIEZIE TAXI WOLFGANGA.
Kronopio
Wczoraj o 22 waliłem jak szalony w klawiaturę starając się coś tam ując w słowa. Przez godzinę zapomniałem o bożym świecie - byłem w lekkim transie. W pewnym momencie zamknąłem oczy żeby lepiej wyobrazić sobie pewną sytuację i w pole widzenia wpadł mi Zbyszek. Miał nieco dłuższą brodę i ubrany był w sweter w biało szare paski. Uciekaj - mówię, nie przeszkadzaj, bo pracuje nad ważnym tekstem. Po chili przypomniał mi się zapowiadany mentalny zlot. Skupiłem się nieco bardziej i wylądowałem gdzieś w Muchowie. Widziałem Wolfganga, rozmawiałem z nim przez chwilę na temat jego imienia. Doszedłem do wniosku że po polsku bardzo groźnie ono brzmi i nie ma odpowiednika w naszym języku. Poleciałem jeszcze na górkę ale nikogo nie spotkałem. Postanowiłem jeszcze nastraszyć Zbyszka. Przybrałem wygląd strasznego owłosionego stwora
ale nie mogłem go nigdzie znaleźć. Później mignął mi jeszcze na chwile kiedy byłem w łazience. Do Norymbergi nie udało mi się dolecieć.
Zbyszek
Jednym z prezentowanych strojów była piżamka "ogrodnicza". Fason z pasiakami wpadł mi mi w oko po filmie z małym dzieciakiem, synem komendanta co wlazł do komory gazowej.
Brawa dla Kronopia, mistrza świata.
Rożnych kolesi widziałem, ale twojego brodacza nie widziałem, choć podobny do mnie, ale nie martw sie maluje farbami Lukaca i pracuje z jednym Lukasem ze 20 lat:)
GdaJan
Nie wiem już sam co widziałem a czego nie, w pewnym momencie poprzeciągało mnie przez jakieś różowe tunele jak w jakieś żywej tkance( niczym materiałowe jelita ) i spotykałem jakiś ludzi poprzebieranych w demoniczne krwisto różowe maski jak z Meksykańskiego karnawału, potem pojawiła się jakaś kobieta w wieku lat 35 blondynka w zielonym swetrze i beżowej sukience , trochę przy sobie, wyglądała jak bibliotekarka tylko że oczy się jej świeciły jak gwiazdy betlejemskie. Co jakiś czas widziałem swoje myśli, muszę się dostać Astralny Wer...nie Pokaz Mody..Astra Pokaz Modyyyyyy. Nagle pojawiłem się w jakimś granatowo eterycznym pałacu , i patrze no nie cholera, to nie jest Pokaz Mody, to jakiś Egipski Pałac, pantery i koty, jakieś futrzaki, wielkie kolumny i grantowe światło, ale takie jakby puste. I znowu mówię Pokaz Mody i lecę gdzieś przez jakieś pustynie i klify jakbym był w Niderlandach, i stoję na tej pustej plaży i widzę jakieś sokoły i ptaszki, myśle sobie , może taksówka mnie znajdzie? I jestem w jakimś mieście, ciemno szaro, pada deszcz, widzę jakoś taksę, ale obraz mi się rozmywa.
Wydaję mi się, że nie dotarłem, za dużo myśli mi skakały:D Ale i tak przyjemnie było. Może ktoś mnie widział, jak już zasnąłem i nic nie pamiętam :D
Zbyszek
Wernisaż zastał mnie na autostradzie. Zatrzymałem się na parkingu, rozsuwając wygodnie fotel. Miałem dojechać do Wolfganga i wspólnie chcieliśmy przeprowadzić pokazy mody. Dzieliło nas jednak kilkadziesiąt kilometrów. Pewnie siedzi gdzieś w aucie, tak jak ja, szykując się do przewózki. Skoncentrowałem się na pracowni. Wspomnienie jej, rozświetlonej sztucznym światłem, pojawiło mi się nachalnie przed oczyma, nie dając się rozświetlić kolorami.

Białe płachty na podłodze , chroniące dywan poszerzyły się zagracając cale pomieszczenie.

Udało mi się wykrzesać odrobinę wzruszenia,- przywitanie.

Nie zapomnij o szampanie, rozległ się gdzieś głos w umyśle. Jasne,- posypały się kieliszki z szarości. Wspominałem obrazy, wydobywając je z pamięci. Wskakiwałem w nie , starając się przybrać ich formę. Okręcałem się ich zawartością jak płachtami pokrytymi kolorowymi kształtami.

Odwiedziłem w wyobraźni, znane mi osoby, wyobrażając sobie ich ubiory.

jasne światło jarzeniowe w pracowni, oślepiło mnie . Wydobyłem z pamięci sen z Rugwą. Budowaliśmy podesty w ciemnym pomieszczeniu. Czerń wielkiego pomieszczenia rozlała się wokoło. Nie moglem połączyć rozświetlonej pracowni z tym ciemnym pomieszczeniem. Nie dawały się zlać w jedno poszerzone wnętrze. Stworzyłem wiec dwa równolegle pomieszczenia, rozdzielone kontem postrzegania.

Pokazywałem moje obrazki. Tutaj jest pani w niebieskim, Widzicie to tło, błękitno zielone. To laka , miały być na niej kwiaty, czerwone tulipany, ale nie udało mi się ich dobrze namalować.

Na kolejnym obrazie stoją dwie panie, w czerwonej i białej sukni......

Narzuciłem na siebie stare łachmany..

Wspomnienie paru filmów, przemknęło mi po głowie, zwłaszcza wczorajszy o obozie koncentracyjnym.

Pojawiłem się również w namiocie. Poszerzona percepcja mentalna dala się mi wyraźnie odczuć. A gdzie jesteś biały niedźwiedziu? ( watek z forum brusowcow)

Ruch postaci pod kopula wielkiego wnętrza dal się wyraźnie odczuć. Ach to tak to jest!!

Powróciłem na wernisaż. A oni jak sie przebrali?

Spieszę się , bo trochę zimni, powiedz jak się przebrali, ale w skrócie.

Wysoki czarny but z białym paskiem u góry i nabity nierozpoznawalna dla mnie struktura, wyskoczył mi przed twarzą. Ktoś na panka? Herbina?

Pojawiła sie nabita jak choinka zamglona postać. Jedynie jej forma dawała się nieostro postrzec, bez identu i rodzaju faktury. Kto to?

A Conchi.?

Przybrałem ja w zielona suknie do ziemi, śmiejąc sie z dowcipu. Rugwa, jakoś nieobecna, dala się ubrać w białe welony. Tuz przy niej pojawiła mi się Herbina jak baletnica, najeżona koronkami. Jakaś dama leżała pijana przy ścianie. To ona pije?

Przypomniałem sobie ta postać ze zdjęcia. Tyle lat minęło i udało mi się ja odtworzyć z pamięci w 3D. Dostałem ten album Normana jeszcze przed ślubem od zony:).

Niczego więcej konkretnego nie postrzegłem, jakieś nierozpoznawalne strzępy wyobrażeń.

25 minut po 22 godz. Ruszyłem w dalsza drogę. Spotkałem wkrótce Wolfganga.

Jak było, spytałem zaciekawiony. Ha ha , tym razem miałem podwójny dach, pełno pink farby, wódka pod siedzeniem i dysko na półpiętrze busa.

To ładnie się przygotowałeś na przyjaciół.

Pojechaliśmy do Heroldsbach, po źródlaną wodę. Znajduje się tam wiele kapliczek, miejsce przeznaczonych do modlitwy.

Przechodząc obok drewnianej figury świętego w czerwonych suknach, postrzegłem jak wysuwa się z niego astralna postać. Uuuu , a co ty tu robisz?

W oddali figura w bieli na cokole zciągnęła mój wzrok.

Hm,. Biało czerwone atlasy tak jak na moim obrazie, tylko inne wnętrze. Ten zestaw wszędzie znajdę.

Wychodząc z kaplicy spojrzałem na figurę Ojca Pio. A gdzie jest jego rzeźba, ta o naturalnej wielkości, wykonana z wosku. 10 lat temu stalą tutaj, gdzieś przy ścianie.

Wolfgang, spojrzał na mnie ignorując pytanie.

Ach wiesz, nie ma już tej figury Pio, teraz jest taka malutka.

Ona byla zawsze taka, dobrze pamiętam, odpowiedziała zona.

Pamiętam doskonale, gdy oglądałem wielka postać woskowego olbrzyma, podziwiając rzemiosło artysty. Było jakoś tak ciemno , inaczej niż teraz.

Skąd on mi się tam wziął?
VVi
To ja się sama zacytuję co napisałam wczoraj na drugim forum: "ja znów wczoraj sobie na ostatnią chwile przypomniałam, że coś się miało dziać i z nudów przed snem próbowałam się pojawić we właściwym miejscu.
A skoro już tu jestem do wrzucę w miarę skrótowo, co mi się majaczyło.
Mój umysł jak zwykle skakał w międzyczasie do innych rzeczy z czego wyszedł mi straszny "misz masz". Apropo długich korytarzy, widziałam jeden zastawiony obrazami z obu stron. Do sufitu było wysoko a na suficie dokładnie przez środek równolegle do ścian ciągnęły się lampy jarzeniowe w plastikowej obudowie. Mignął mi ktoś w tym korytarzu ubrany w czerwone prześcieradło, ale czuję że to tylko moja wyobraźnia była. Weszłam do pomieszczenia (skręcając w prawo), które wyglądało na pracownię również zastawioną obrazami, wydaje mi się, że zobaczyłam ciebie Zbyszku przy sztaludze, ubrany byłeś w szary/siwy sweter w pionowe ciemniejsze rąby. A na korytarzu rzucił mi się w oczy obraz średniej wielkości z prawej bardziej zielony z lewej bardziej niebieski a na nim były chyba dwie postaci. Nie przyjrzałam mu się zbyt dokładnie, bo w między czasie wizyty u ciebie błądziłam myślami na podwórzu u koleżanki, którą miałam odwiedzić, jak również myślami błądziłam między przestrzenią moich własnych obrazów. W pewnym momencie wizje połączyłam i malując w myślach kopię obrazu Picassa "Marzenie" wymalowałam wychodzącą z obrazu kobietę w sukni, której górna część była czerwona w kształcie serca, a dolna to były półkulisty stelaż z drutów tylko w po lewej stronie zasłonięty materiałem, a od prawej strony było widać kobiecie nogi (wyglądało to jak suknia szerokim na stelażu). Ja sama udawałam, że ubrałam się w moją kołdrę w kwadratowe wzory. Ktoś mógł mnie jednak widzieć w żółtej piżamie. Apropo żółtego - widziałam kogoś w twojej pracowni kto wirował na żółto (taki żółty wir). W twojej pracowni były drugie drzwi (na tej samej ścianie co pierwsze) a za nimi pojawił mi się basen i dużo kwiatów dookoła, a basen był kryty - miał dach ze szkła, taki jakby półokrągły ale podłużny. Tam zobaczyłam pokaz bikini, ale to mógł być wynik oglądania podobnego pokazu w tv. Przy tym samy basenie pojawiły się kobiety w ślubnych sukniach - jedna była różowa. Więcej nie pamiętam.
W nocy przyśniło mi się, że mam zrobić dla mojej ciotki żółte korale."

Zbyszku, napisałeś: "Okręcałem się ich zawartością jak płachtami pokrytymi kolorowymi kształtami" Może stąd widziałam ciągle nowe pojawiające się postaci w różnych konkretnych kolorach.
Napisałeś o zielononiebieskim obrazie i o drugim z dwoma postaciami. U mnie zlały się one w jeden. napisałeś też że światło jarzeniowe oślepiało. U mnie w wizji też było bardzo jasno i na korytarzu i w pracowni.
A te białe welony, w które ktoś się przebrał, hehe, to może przez to wyskoczyły mi przy basenie jakieś panie w sukniach ślubnych.
Czy bus Wolfganga jest żółty, bo gdzieś mi tam mignął pamiętam.
Znamienne w tym wszystkim są te ciągle pojawiające się nowe kolory, bo widziałam ich dużo różnych, ale te co wymieniłam w cytacie zapamiętałam najlepiej. Generalnie widzę, że żywe kolory były tu motywem przewodnim.

p.s. coraz bardziej zaczynają mi się podobać te wyprawy:D

p.s2. "Przechodząc obok drewnianej figury świętego w czerwonych suknach, postrzegłem jak wysuwa się z niego astralna postać. Uuuu , a co ty tu robisz?" O.o to może był ten w czerwonym prześcieradle co go na korytarzu widziałam?
GdaJan
Ja znowu króciutko, otóż, leże sobie i myślami znowu bombarduje się siebie aby trafić na pokaz mody. Lekkie hipnagogi przed oczyma no i czekam. Lece w swych kanałach , długie ściany, masa kolorów, bynajmniej nie białych, wtem pojawiam się w czarnym pokoju, i myślę sobie, no tak, pewnie nie moge się tam dostać, bo nie przygotowałem sobie kreacji , pojawia się snop światła i mówię sobie, no to umyśle cóż za kreacje wymyślimy aby oczarować innych, Pojawiam się ja, w tym snopie światła ubrany jakby w tęcze która przypomina snopki siana które odlatują ode mnie na boki, głownie rzuca się w kolor różowy i zielony, wszystko z tęczowo-słomowej materi, kolory szaleją, na głowie kształt liścia, buciki jak u skrzata -to był leśny ludek. Kolejny strój, pojawiam się w płatkach jak kwiatek, żółto-złote odcienie, listki zaczynają krążyć jak śmigło od helikoptera i prószyć wszędzie tym świetlistym kolorem- nazwałem ów strój Przyjacielem Pszczółki. Trzecim i ostatnim pojawiam się ja , ale na twarzy zaczyna mi rosnąc gigantyczne heksagonalne oczy pomarańczowo-zielony pysk to Osa, wyrastają skrzydełka, ale nogi i rączki pozostają- ten strój to po prostu OSA. Myśle sobie czas odlecieć, wszystko znika, przed moimi oczami pojawia się krzesełko z napędem rakietowym, dużo chmur, wszystko poprzedzielane jakby niewdzialnym linijkami, na krześle siedzi Różowo-Żółty komandos -robot i leeeeeeci :D Mysle, sobie, o kurcze to chyba nie Pokaz Mody(znowu:D) Pojawia mi się piękna twarz elfki i uśmiecha się, czuje ze źle leże, ruszam się i tracę fazę. To na tyle :) Przynajmniej mam już stroje :D I środki transportu!
VVi
GdaJan, też żeś się narozrzucał tych kolorów wszędzie. A potem ja łażę i mnie atakują kolory zewsząd hehehe.
Herbina
No to sobie pofantazjowalismy, trudno znalezc punkty styczne.

Moja relacja:

Dobra, to jestem w Muchowie,jestem na tej gorce, schodze, maly busik,
- czesc! - czesc ! Serdeczne przywitania z Wolfgangiem ; najpierw stukniecie dlonia o dlon a potem usciski.
Jedziemy, W. jedzie jak szalony,dojezdzamy do jakiegos bialego budynku, wchodze - po schodach, po schodach.Duze pomieszczenia, dosc chlodno.
Juz pare osob stoi , witaja sie. Wolfgang podchodzi do ludzi, ktorzy juz tam sa i wita sie z nimi .Obrazy pod scianami, jakies kloce na podlodze.
No i przeciez!... Zbycho! -Czesc! sciskamy sie na powitanie.
Dobra, nie pytam o te Cd. ( Z. wie o co chodzi :) )
No, to prosze panstwa, zaraz bedzie pokaz mody.
Zapalaja pare swieczek ( Z. ma alergie na swieczki wiec pewnie usiadzie dlaej od nich, jakies lampy. Ktos wlacza muzyke.
To teraz sie przebieram w moje pierwsze przebranie ; to jestem Kotem w Butach ; mam buty dlugie z cholewami, one maja dlugie z przodu zawiniete w gore czuby, wieelki kapelusz z takim kocim ogonem czy pioropuszem jak u muszkieterow ,kamizelke,obcisle spodnie, biala bluzka z mankietami wielkimi, biale koronkowe rekawiczki, i czarna maska.
Wchodze tak, wchodze , wchodze,odwracam sie, przekrecam i wychodze.
Wchodzi dziewczyna z dlugimi wlosami w kwiecistej sukni,jasny kolor, dlugi rozporek w sukni, wchodzi, porusza sie jak prawdziwa modelka,okreca sie, material sukni wiruje, wychodzi.
Chlopcy klaszcza, Aloha siedzi, tez ma jakis kapelusz dziwny, taki z przodu lekko czubaty, cos pali.
No, to kto teraz? Stoje i zastanawiam sie, jak sie pokaze.
Teraz wchodzi ktos przebrany w aniolka - mala dziewczynka, czyzby to corka Conchity? Ze skrzydlami aniolka, bialym wiankiem z kwiatow na glowie, krotka sukienka, podkolanowki, biale buciki, wyglada jak starsza coreczka C. Wchodzi rozesmiana, idzie przed siebie w rytm muzyki,porusza sie bardzo fajnie i wychodzi. Znowu oklaski.
Teraz ktos wlecial na miotle, wiruje w powietrzu, ma maske na twarzy z takim dlugim nosem , dlugie wlosy, robi w powietrzu koziolki, smieje sie, no niezla fantazja. Cos sie zaczela ta osoba krecic w powietrzu ( jak samolot, ktory leci do gory a potem sie odwraca lecac na dol i z powrotem - to sie chhyba nazwya "robic beczki " a nie koziolki. Cos sie ta osoba nie moze wykrecic, bo sie kreci caly czas. Dobra , teraz przeleciala przez cale pomieszczenie i wyleciala.Ale, choroba, tyle salt narobila!
A teraz wchodzi facet, nie wiem, czy to nie Leoncio ; w butach takich jak ogrodnik albo gospodarz, w waciaku, wchodzi, zrobil pare krokow ale sie wycofal.No, a, chyba sobie przypomnial, ze tylko kobiety sie pokazuja.
Wchodzi ktos w granatowym fartuszku szkolnym, takim, w jakich sie chodzilo kiedys, w granatowej spodnicy, tak bardzo grzecznie, jak uczennica, jak kiedys sie chodzilo - z bialym kolnierzykiem nawet .Wszystko normalnie jak uczennica, wychodzi.
Dobra , kurcze, jak tu, jak tu sie ubrac? Dobra, niby tak idealnie mialo byc... To oczywiscie- pieeekne wlosy, a myslalam najpierw o blond wlosach, takich do ziemi, ale - kurde - blond - takie lalkowate, to zrobie sobie czarne.Elegancka fryzura, dlugie czarne wlosy,kok dlugi z tylu, biala suknia - taka jakby grecka, leciutka, do samych kostek, srebrne polyskujace sandaly, srebrne polyskujaca bizuteria na szyi, blyszczace bransolety,, no, no, we wlosach biala wstega,wchodze plynnym, powolnym ruchem powoli stawiajac stope za stopa. Jestem bardzo wysoka, tak nienaturalniewysoka choc sandaly sa plaskie. Obracam sie szybko,po czym odwracam sie z powrotem, rozgladam sie po ludziach, m... nie wiem, czy mnie rozpoznali,no, moze Zbyszek. Moja suknia ma z tylu tren.
Wychodze bardzo powoli, Acha, mam dlugie biale rekawiczki przeswitujace,
wychodze bardzo powoli, takie plynne ruchy tak jak we snie.
Tak jakbym sie poruszala w jednym miejscu i nie mogla wyjsc. Kurde!
ja chce wyjsc! Dobra- ide , ide, no kurde chyba nie wyjde stad ( mam wrazenie jakbym sie poruszala w miejscu! ).
Zmuszam sie zeby wyjsc , bo poruszam sie wciaz w jednym miejscu, o.k. wyszlam.( Westchnienie ulgi) , stoje. Czy cos sie jeszcze bedzie dziac? Czy ktos wejdzie? Moze w sukniach slubnych ? O.k. trzy osoby w sukniach slubnych jak to zwykle na koniec, wchodza, wydaje mi sie, ze jedna z nich to jednak jest facet.Wchodza te osoby; maja peruki, jak za dawnych czasow, cos tam we wlosach - jakies kwiaty. Wchodza szybicutko , ze smiechem, wybiegaja.
I to by bylo na tyle! Po czym wychodze, wychodzimy wszystkie, klaniamy sie, chlopcy klaszcza,a w bikini nie bedzie! Tak powiedziala, podobalo sie? Podobalo.To se poklaskali.Ze smiechem usciskujemy sie, sciskam Alohe,
Oj, Aloha, Aloha, Aloha! Zobaczyles mnie? Zobaczyles te grecka kobiete z pieknymi grubymi, czarnymi wlosami i taka lekka , biala , dluga suknia?
no to ja juz musze spadac, bo k.. koszule musze prasowac.
No to ja klepne was po rekach, usciskam dziewczyny, i spadowa, czesc!
Ubranie kota w butach:; dlugie buty z cholewami, zawiniete z rpzodu podezswy itd... I wielkimi krokami siedmiomilowymi podazam, podazam, podazam do tutaj do prasowania koszul, dziekuje!Jeszcze oddalajac sie slyszalam cos o winie, ze moze sie razem wina napijemy, ale juz bylam pare mil dalej .


VVi
Eee jak się dobrze przypatrzyć to nie jest tak źle zważywszy na to, że umysł lubi zmieniać i przerabiać na swoje "widzimisię" to co widzi. Suknie ślubne, mnóstwo kolorów. Da się znaleźć chociaż podobieństwa. Podobieństwa to więcej niż brak jakichkolwiek podobieństw. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że to czysty przypadek.
Zbyszek
Hej kronopio, miałem jednego jakiegoś podobnego kolesia, ale wyglądał bardziej ja by się gwoździami ponabijał. Teraz się zastanawiam co to było. W pracowni pracuje w koszulce w paski. Zobacz czy podobna:)

http://cialka.net/wp-content/uploads/2009/...braz-olejny.jpg
Bucior Herbiny był jakoś niby najpierw z ziemi a potem zrobił się z czarnego asfaltu. he , śmieszne skojarzenie. Asfaltowa droga się szybko biega po ziemi. Conch miała czerwone i białe sukienki i utknęła w ciemnym pomieszczeniu. Ktoś ja zamknął:)
Wcześniej gdy malowałem jeden obrazek, napisała u brusowcow, ze ja strasznie nosiło w tym czasie , podała kolor obrazka. Na wernisażu opisała temat tla obrazka, raczej nie mogla sama zgadnąć.
Bylo jeszcze parę dziwności, potem spisze w całości wszystkie relacje z forów.
*
Vvi ,
zawsze można zwalić na przypadek, ale my swoje wiemy co on za gagatek.:)
Ma ktoś coś jeszcze?
Kronopio
CYTAT(Zbyszek @ 17.11.2009 - 22:43) *
Hej kronopio, miałem jednego jakiegoś podobnego kolesia, ale wyglądał bardziej ja by się gwoździami ponabijał. Teraz się zastanawiam co to było. W pracowni pracuje w koszulce w paski. Zobacz czy podobna:)

No no, ta sama :)
ja się gwoździami nie nabijałem.
hej następna wyprawę proponuję zrobić w czasie. Udamy się pod koniec roku 2012 i sprawdzimy co się będzie działo. Co wy na to?
Zbyszek
Pomysł fajny. Za 3 tygodnie akcja. 13 grudnia, pasuje jak ulał.
Spisz jakieś solidne wprowadzenie i rozgłosimy po rożnych forach. Sam jestem ciekawy przyszłości. Niby się śmieje z tego 2012 ale jak zamknę oczy to .......

Dobrze by się spotkać pod kryształem Brusa i wspólnie z grupa polecieć do centrum planowania. Trzeba tylko jakoś spisać jak to się robi, by ludzie wiedzieli gdzie się spotkać.
qwerrty
CYTAT(Zbyszek @ 18.11.2009 - 10:48) *
Pomysł fajny. Za 3 tygodnie akcja. 13 grudnia, pasuje jak ulał.
Spisz jakieś solidne wprowadzenie i rozgłosimy po rożnych forach. Sam jestem ciekawy przyszłości. Niby się śmieje z tego 2012 ale jak zamknę oczy to .......


Pomysł mi się bardzo podoba. Na razie tylko raz udało mi się wyjść z ciała. Jestem jeszcze amatorem na tego typu zabawy. Będę czekał na Waszą opinię i streszczenie tego, co się tam działo ;)

Pozdrawiam
Conchita
Dopisuję się tu:

Od razu piszę, przewalało się tym razem przeze mnie niespodziewanie dużo obrazów mentalnych, więc opiszę tylko te, które jakoś wbiły mi się w pamięć.

Najpierw postanowiłam poszukać jakiegoś pomocnika. Otwarły się jakieś drzwi do metalowego budynku, (może to statek-baza kosmiczna) i wyszło coś na czym rozłożył się mój interpretator. Widziałam, że fcoś idzie w moją stronę i świeci i było to jak połączone elementy figur, których też nie mogłam sensownie zinterpretować i nie szło na nogach, przesuwało się w przestrzeni. Próbując to zobaczyć dostałam impa, że do tej wycieczki nie będzie potrzebny mi pomocnik...
Odpuściłam sobie.

Postanowiłam więc poszukać Wolfganga i jego pojazdu. Pokazała mi się żółta taksówka i po chwili stwierdziłam, że wolę od razu skoczyć do Zbyszka niż jechać taksówką. U Zbyszka w jego pracowni trwała już impreza z atmosferą jak na otwarcie galerii, kielichy, szampan, szmer rozmów. Wdepnęlam. Zaraz zobaczyłam otwierające się drzwi w dół, jakby pod pracownię. Pomyślałam, że ktoś to wymyślił, to może fajnie tam wejść. W środku stare meble słabo oświetlone i regularne. Rozejrzałam się, przy wyjściu ktoś był, ale nieuchwyciłam identu. Chciałam wyjść, ale nieoczekiwanie drzwi zamknęły się przed moim nosem zamykając mnie jak w więzieniu. Wyraźnie widziałam grubą stal na 10-15 cm zatrzaskującą się przede mną. Ale to przecież podróż mentalna, więc postanowiłam wywiercić dziurę w suficie i dostać się w ten sposób, bo drzwi były nie do zdarcia. Dziura zrobiła się szybko i wzleciałam na kręcącym się śmigle w środek imprezy. Zaczął się pokaz mody. Weszła Ruqwa w czerwonej sukience. Postanowiłam wdrapać się jako druga - w białej sukni z fioletowymi elementami dekoracji, które z czasem zmieniły się na niebieskie, rozbieloną ultramarynę. Potem postanowiłam odszukać Zbycha, który kręcił się gdzieś w pobliżu. Wciągnęło mnie w obraz biało-niebieski, pełen niebieskich kwiatów w dużych ilościach, jak wiosenny sad z drzewami i krzewami usianymi niedużymi kwiatami. Ciekawe, czy to miało związek z nowym obrazem Zbycha.
Chodziłam potem w pracowni - widziałam przez chwilę Jolę i Włodka, ale pomyślałam, że nie zwrócą na mnie uwagi. Poszukałam Mgiełki, była gdzieś poza pracownią, przywitałam się i ruszyłam dalej. Postanowiłam zajrzeć do Draqa, ale też odniosłam wrażenie, że nie był w pracowni, tylko w swoich sprawach...
W pracowni: zatrzęsienie obrazów mentalnych działało ogłupiająco, bo w jednej chwuili patrzę na ludzi za chwilę wciąga mnie w namalowany obszar, gdzie wszystko wykreowane jest farbami i syntetyczną linią, normalnie wściec się można. Zeby to jeszcze jakoś powoli się zmieniało pod kontrolą, ale nie, jazda bez trzymanki, rzuca człowiekiem jak piłką i trudno to sklecić w sensowną całość. To się gapię na kwiatek to jestem we fragmencie pejzażu, jakiejś namalowanej przestrzeni...
Zrobiłam sobie małą przerwę i zajrzałam potem drugi raz do pracowni. Wydawało mi się, że spotkałam się tam z Imą, ten nick pojawił mi się w głowie jak latarka wraz z wrażeniem czyjejś obecności...

PS. A w nocy śnił mi się początek porodu - mega realistycznie. Po obudzeniu się odetchnęłam z ulgą, że przecież nawet w ciąży nie jestem...

PS'. Patrząc na Twój nowy obraz to widzę tu rozbieloną trochę ultramarynę na bluzce/sukience modelki :)... i z tyłu jakieś krzewy, może małe drzewka, kwiaty niebieskie, zaraz za modelką jest taki odcień, w jakim były widziane przeze mnie kwiaty...
VVi
qwerrty - ale nie musisz wychodzić z ciała, to wyprawy mentalne. Wystarczy odrobina skupienia, spokoju w pomieszczeniu i wyobraźnia. Ja zawsze wyobrażam sobie, że wychodzę z ciała albo, że już jestem tam gdzie mam być. A że zawsze bardzo jestem spóźniona to już inna sprawa.
rugwa
Przyznaje się, że nie byłam całymi swoimi myślami na tym pokazie mody. Co jakiś czas tylko wysyłałam mentalny sygnał w tamtą stronę. Mniej-więcej w czasie, gdy odbywał się pokaz mody, zajadaliśmy się z Draqiem deserem o wdzięcznej nazwie: bananowy pociąg :D Więc jeśli ktoś zobaczył banana lub pociąg, to właśnie byliśmy my:D
qwerrty
CYTAT(VVi @ 18.11.2009 - 19:18) *
qwerrty - ale nie musisz wychodzić z ciała, to wyprawy mentalne. Wystarczy odrobina skupienia, spokoju w pomieszczeniu i wyobraźnia. Ja zawsze wyobrażam sobie, że wychodzę z ciała albo, że już jestem tam gdzie mam być. A że zawsze bardzo jestem spóźniona to już inna sprawa.


Aaa... ok :P to postaram się ;]
Aloha
CYTAT(Herbina @ 17.11.2009 - 17:10) *
Oj, Aloha, Aloha, Aloha! Zobaczyles mnie? Zobaczyles te grecka kobiete z pieknymi grubymi, czarnymi wlosami i taka lekka , biala , dluga suknia?
no to ja juz musze spadac, bo k.. koszule musze prasowac.
No to ja klepne was po rekach, usciskam dziewczyny, i spadowa, czesc!
Ubranie kota w butach:; dlugie buty z cholewami, zawiniete z rpzodu podezswy itd... I wielkimi krokami siedmiomilowymi podazam, podazam, podazam do tutaj do prasowania koszul, dziekuje!Jeszcze oddalajac sie slyszalam cos o winie, ze moze sie razem wina napijemy, ale juz bylam pare mil dalej .



W pracy jak zwykle o tej porze bylem wiec nie bralem udzialu w spotkaniu. Zadnych nadzywczajnych odwiedzin tez nie odnotowalem ale sobowtór gania gdzie chce wiéc kto wie...
Zbyszek
jasnowidz w akcji..

http://www.czasnowejery.pl/
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2020 Invision Power Services, Inc.