|
Witam. Przepraszam, jeśli ponawiam temat, ale chciałem zapytać się z jakim skutkiem odbywają się u was próby wyjścia, metodą zbudzenia się i nieporuszania po paru godzinach snu. Nie jestem jednak w ogóle pewien, czy sporo OBEnautów stosuje taką technikę. Już od paru lat fascynuję się zjawiskiem OBE, przeczytałem trylogię Monroe'a i jedną książkę Moena, ale jakiś miesiąc temu doszedłem do wniosku, że należy najpierw nauczyć się chodzić, aby później móc biegać. Dlatego przeczytałem całkiem sporo książek o LD, naczytałem się dyskusji z popularnego forum o świadomym śnie i postanowiłem, że najpierw nauczę się dłużej utrzymywać świadomie w stanie snu, a dopiero potem pomyślę o OBE. Czytając jednak sporo na ten temat z perspektywy oneironautów, zacząłem się zastanawiać czy OBE nie jest świadomym snem typu WILD, choć na dobrą sprawę można odwrócić pytanie i zapytać się czy WILD to nie jest OBE...
Naczytałem się o różnicach i podobieństwach. Moje przekonania nie są do końca ukształtowane, bo mam zamiar wyrobić je poprzez własne doświadczenia, ale wierzę jednak w prawdziwość OBE. Od kilku dni stosuję technikę MILD i WBTB, by osiągnąć świadomy sen. Dziś na dodatek po kilku godzinach snu włączyłem sobie nagranie A. Bytofa "Indukcja LD". Przez kilka ostatnich dni ta technika nie działała za dobrze, ale po wysłuchaniu nagrania i bezproblemowym zapadnięciu w sen, przyśniło mi się, że jestem w supermarkecie, a jeden z moich poprzednich snów, który zapisałem w dzienniku po zbudzeniu się, był do niego bardzo podobny. Dlatego właśnie skojarzyłem tę sytuację ze snem, chciałem zrobić test rzeczywistości, ale nie pamiętam nawet czy go zrobiłem i jaki był jego wynik.
Od momentu podwyższonej uwagi obraz zaczął się rozmazywać, wciąż miałem w pamięci całą sytuację, ale przed oczami widziałem jedynie ciemność i zdałem sobie sprawę, że leżę już we własnym łóżku. Nie otworzyłem jednak oczu i pomyślałem o swoim marzeniu sennym, a po chwili usłyszałem w uszach niesamowicie głośny trzask i zacząłem odpływać...Zdałem sobie sprawę, że wchodzę w paraliż, niestety stchórzyłem i resztkami sił udało mi się poruszyć po paru sekundach i jakoś wyjść z tego stanu. Jednak poczułem, że coś we mnie pękło - kiedy jakiś rok temu złapał mnie jeden paraliż (wcześniej miałem jeszcze ok. 2), obiecywałem sobie, że nigdy więcej nie będę próbował doświadczyć OBE z uwagi na moją strachliwą naturę. Jednak wiem że każdej nocy doświadczam paraliżu nieświadomie i wszystko co słyszę/widzę podczas niego to wytwór mojego umysłu - naczytałem się sporo na ten temat i uznałem, że to w 100% bezpieczne.
Dodatkowo teraz, myśląc przy tym raczej o możliwości wejścia w świadomy sen, a nie OBE, nabrałem do tego dystansu i kiedy już paraliż się skończył, nie obiecywałem sobie, że nigdy więcej do niego nie doprowadzę. Co więcej, praktycznie zawsze gdy się budzę, otwieram oczy i wykonuję kilka ruchów ciałem. Przypuszczam więc, że 100% sytuacji w których zachowałem bezruch (a było ich bardzo niewiele, wynika z tego że 3 lub 4), kończyły się paraliżem. Dlatego właśnie kieruję do was pytanie - czy sądzicie, że brak ruchu po obudzeniu jest dobrym sposobem na paraliż, z którego już tylko krok do OBE/LD? Byłbym wdzięczny za odpowiedź, czy często doświadczacie tego spontanicznego paraliżu lub próbujecie go osiągnąć, czy tylko mnie tak szybko zalewa paraliż po kilku chwilach bezruchu i nieotwierania oczu. Sam nie wiem, czy uda mi się wyeliminować spontaniczny ruch po każdym swym obudzeniu się, ale wydaje mi się, że autosugestia przed snem powinna załatwić sprawę. Z góry dziękuję za każdą odpowiedź. Pozdrawiam. :)
|