|
  |
Ma Raka Jelita I Prosi O Pomoc, oobeowcy do boju |
|
|
Zbyszek
|
19.02.2009 - 08:55
|
cialka.net
Grupa: OOBE VIP

Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99

|
Pozdrawiam was Panie i Panowie.
Nazywam się Józef ...., mam 59 lat. Jestem ciężko chory. Mam raka jelita grubego z przerzutami na małą miednicę i pęcherz. Przeszedłem dwie operacje i osiem chemioterapii. Lekarze nie dają mi dużych szans. Błagam Was szanowne państwo najpokorniej jak tylko może człowiek prosić. Pomóżcie mi ja chcę żyć. A teraz o mnie. Miałem kiedyś szczęśliwą rodzinę i 11 lat temu zawalił mi się świat. Żona zachorowała na białaczkę, a po 3 bardzo ciężkich latach walki odeszła od nas do wieczności. Do dziś jestem sam z dwójką dzieci . Przeszliśmy z dziećmi drogę krzyżową na Ziemi. Chciałem dzieciom zastąpić matkę, i być dobrym ojcem. Zająłem się ich depresją, a nie słuchałem mojego organizmu, który też przez tą sprawę cierpiał. Podobno to był początek mojej choroby. Widzę jak teraz ciężko jest moim dzieciom. W trójkę jesteśmy bardzo związani. Cierpienia zbliżają ludzi…Słyszałem od kolegi o Pozytywnej Energii i o Waszym Tak drogocennym poświeceniu. Pomóżcie mi szanowni państwo . Ja chcę żyć, a w mojej sytuacji tylko cud może mnie uratować. Z poważaniem: Józef. ** Zbyszek:
Moj dobry znajomy ma raka. Lekarz mu powiedział: ma pan jeszcze parę dni albo parę lat. Nie będą już go więcej operować, niczego to nie zmieni. O 21:00 zaczynam z nim medytacje. Jeśli ktoś czuje się na silach i może choć trochę poprawić paskudna sytuacje Józka to jest mile widziany.
Prosimy również o rady. Jak się zabrać za tego paskudnego raka i co zrobić, gdy lekarze opuszczają ręce? * Gdy miałem 3 miesiące i bylem całkiem malusieńki, to tez wykryto u mnie złośliwego raka. Usunięto mi wkrótce co nieco i wypuszczono w beznadziejnym stanie do domu. Zabierz go pani, powiedział dyskretnie lekarz.. Umrze w domu, będzie go pani miała pod ręka. Przyjechała do mnie babcia, z pod Częstochowy i zaczęły się obie żarliwie modlić. Cale upłakane , pielęgnowały mnie i czekały. Kupiły nawet piękne buciki do trumienki. Tydzień, miesiąc rok, dwa, czekały. Po roku nie moglem jeszcze siedzieć a co tu mówić o chodzeniu, Choć padł wyrok, to wdrapałem się wreszcie na własna pupę i usiadłem. Zacząłem chodzić jako dwulatek i żyłem wbrew prognozom, z bucików wyrosłem. Za którymś razem, w czasie kontroli, powiedzieli mamie w szpitalu, - jeśli dożyje do 18-stki to będzie dalej żył. Powiedziała mi to nieopacznie,- do osiemnastki …. Nie przejąłem się tym zbytnio i biegałem nadal beztrosko za osami po podwórko wyrastając na urwisa. Moja śmierć wydawała mi się tak samo niedorzeczna jak umierający wielokrotnie ci sami aktorzy, w rożnych serialach na monitorze telewizora.. Gdy moja mama wpadła w śpiączkę, bo koleżanka doradziła jej odrzucenie nikczemnych tabletek na cukrzyce, to usiadłem przy niej w szpitalu na krześle i starałem się zrozumieć co się stało. Leżała nieprzytomna , trochę podsiniaczona i nie reagowała. Gdy jeszcze szedłem do niej, to zakręciło mi się dziwnie w głowie i kołysało trochę na boki. W czasie drogi odczuwałem dziwne strzały swiadomosci, oczyma strzelając po oknach szarego szpitala. Przejaskrawione szczegóły ściągały moja uwagę na poszczególne osoby. To strach pomysłem. Lezące panie na sali udawały , ze mnie nie widza, wiadomo matka na odstrzał. Przypominając sobie wtedy rożne cuda, chwyciłem mamę za rękę i zacząłem szukać jakiejś możliwości ratunku. Po raz pierwszy skonfrontowany bylem z nieszczęściem. Zkrecilo mi łezkę w oku. Co robić? Nie rozpoznawałem wtedy wewnętrznych duchowych zjawisk, nie wiedziałem o niefizycznych ciałach a pomimo tego uniosłem się odrobinę w sobie ponad troski, zamierając w bezruchu. Przypomniałem sobie moje pierwsze spontaniczne oobe z dzieciństwa. Szarpało mnie wtedy coś w środku, wywołując wewnętrzne napięcie. Starając się odtworzyć ten wirujący stan, napinałem mięśnie na całym ciele. Cos się działo i pulsowało we mnie. Wpadłem na pomysł by te dygotania przenieść na mamę. W bezruchu własnego wnętrza niczego więcej nie potrafiłem dostrzec. Jak oni to robią, przecież jakoś robią te cuda!!! Wyobrażałem sobie jak ta dygocząca energia przechodzi ze mnie i przelewa się przez rękę do mamy. Nie wiedziałem wtedy, ze za tym wyobrażaniem kryją się realne zjawiska niefizyczne. I jeszcze raz i jeszcze raz te dziwne wstrząsy, powtarzałem z cierpliwością. Ocknąłem się zapytany serdecznym glosę chorej z pobliskiego łózka. Uśmiechała się o coś pytając. JUŻ TU WIĘCEJ NIE PRZYJDĘ, wypowiedziałem nieswoim, stalowym głosem i opuściłem pomieszczenie. W drodze powrotnej zastanawiałem się nad moja wypowiedzią. Czy to ja tak powiedziałem? Co mi strzeliło do głowy, by tak idiotycznie odpowiedzieć? Wspominając wizytę w szpitalu utraciłem chronologie zdarzenia, trafiając na niekonsekwencje logiczne. Przejęty obawa o mamę nie zwróciłem wtedy uwagi na zmiany mojej swiadomosci A może tej kobiety tam wcale nie było i wszystko sam zmyśliłem, bo dlaczego tak wesoło o coś pytała, gdy na całej sali panowała grobowa atmosfera? Nie sięgam teraz tak daleko pamięcią, by doszukać się w tym zajściu niefizycznego wsparcia. Pamiętam jedynie, ze gdy dotarła do nas wiadomość o przebudzeniu mamy, nie zdziwiłem się, bylem cały czas pewny, ze to się stanie. Przez ostatnich parę lat spotykałem osoby promieniujące na twarzy czernią. Bylo to dosyć nieprzyjemne wrażenie. Unikałem ich wzrokiem przypisując im jakieś paskudne cechy charakteru. Gdy zdarzyło mi się to zjawisko postrzec na osobach które znalem wcześniej, to dziwiłem się tej przemianie, nie rozumiejąc jej przyczyny. Trochę to trwało, aż zrozumiałem przyczynę tego doznania. Osoby te umarły później na raka. Taka samo czerń postrzegłem na Józko, nie uświadamiając sobie jej na czas. Dopiero gdy padł wyrok, ostateczna diagnoza lekarska, przypomniałem sobie to delikatne doznanie. Jeśli rozbudzony duch człowieka potrafi usunąć nieszczęście ze swojej drogi to postaramy się to zrobić. Nie wiemy jeszcze co nas może od tego powstrzymać, będziemy szukać. Wszelkie sugestie mile widziane.
Z P.s. Od początku naszych zabiegów Józek czuje się osłabiony, parę razy mi o tym wspominał, dziwiąc się temu stanowi. A wiec mamy go na łączach. Pojawia mu się czucie na środku stop, wbrew uszkodzeniom po chemioterapii i ciągnie ciepłem w stronę brzucha. Dobry znak. Śniła mu się nawet własna śmierć, wyglądająca trochę jak paraliż przysenny. Pod wrażeniem , poleciał zapalić dwa papierochy, no cóż umierał pierwszy raz. Myślę, ze zachodzą w nim zmiany, gdyż cześć z nas wnika w niego mentalnie motywując do zmian przekonań.i. Podsunąłem mu pomysł z rozgrzewaniem stop i brzucha. Przyglądał się po raz pierwszy własnemu ciało bez codziennego zgiełku, co powinno nam ułatwić z nim współprace. Leży -medytuje codziennie miedzy 21-23 godzina, zwarty i gotowy. Przygotowałem dla Józka przedziwna terapie. Mieszam ustawienia rodzinne i przywołuje go do mojego pokoju. Mając go w astralnym ciele przed sobą, samemu będąc w całym pakiecie ciał, staram się dokonać w nim zmian. Potem zmieniam role. Lece do niego astralnie-mentalnie i staram się coś wskórać, gdy on przebywa w tym czasie w całości we własnym ciele fiz.
|
|
|
|
|
|
zeroQ
|
19.02.2009 - 21:12
|
Przechodzień
Grupa: Podróżnicy
Postów: 1
Dołączył: 12.02.2009
Nr użytkownika: 6861

|
Coś czuje że ten człowiek jeszcze pożyje. Ja też postaram się pomóc!
|
|
|
|
|
|
jezus
|
20.02.2009 - 13:55
|
Przechodzień
Grupa: Podróżnicy
Postów: 1
Dołączył: 07.10.2008
Skąd: nie szukaj mnie ja Cie i tak pierwszy znajde^^
Nr użytkownika: 5465

|
Kurde patrze na zdjecie i wydaje mi sie ze gdzies juz ta twarz widzialem. Sam w rodzinie mialme taki przypadek. Gdy bylem w 3 klasie ojciec mial juz 1 objawy. Z roku na rok bylo z nim gorzej w koncu mu odbijalo;/ po 3-4 latach zmarl. Nie wiem jak wygladal w ostatnim roku zycia bo wyjechalem do dziadkow. Pewnego dnia gdy bylem w szkole dostalem wiad. Nie zalamalem sie bo zadko sie nami zajmowal (z reguły non stop byl w pracy). Z czasem coraz bardziej mi bylo jego zal ze tak skonczyl i ja tak pewnie tezx tak skoncze bo to jest u nas rodzinne z prada na dziada idt. Dlatego bede sie staral Tobie pomoc jak tylko moge!
pozdrawiam
|
|
|
|
|
|
Max537
|
22.02.2009 - 17:43
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 113
Dołączył: 03.11.2007
Nr użytkownika: 2479

|
Witam. Józef możesz na mnie liczyć. Od dziś codziennie od 21:00 będę cie wspierał w walce z choroba. CYTAT Jak się zabrać za tego paskudnego raka i co zrobić, gdy lekarze opuszczają ręce? Możesz zastosować np. Terapie Gersona. Niestety mało jest informacji na jej temat w sieci. Tu jet film -> http://video.google.pl/videosearch?q=Cud%2...=pl&tab=wv# i wyszła niedawno książka PL -> http://www.gerson.yoyo.pl/ksiazka.htmlW filmie "Jedzenie ma Znaczenie" jest mowa o terapii z użyciem dużych dawek witaminy C. Niestety na ten temat mało czytałem i nie wiem czy to działa. Film jest dostępny na torrentach. Ładnych parę lat temu oglądałem program o dzieciaku który wizualizował sobie walkę z rakiem i w ten sposób go pokonał. Więc nie muszę mówić jak ważną role odgrywa pozytywne myślenie, wizualizacja i wiara we własne siły. Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Ps. Szkoda że nie widziałem zdjęcia, było by mi łatwiej wieczorem Józefa namierzyć.
|
|
|
|
|
|
feni
|
22.02.2009 - 23:58
|
Guests

|
Tak czytam wasze posty i czuje się naprawdę miło, z tego względu, ze wiele obcych sobie osób pomaga komuś niby obcemu, a przecież wszyscy jesteśmy jakby przyjaciółmi. To naprawdę mnie cieszy. Wierzę, że wam się uda mu pomóc, może tez spróbuję, nie jestem w tym jeszcze dobry ale wiem, że to działa, gdyż w ubiegłym roku sam zdziałałem dosłownie cuda. Wystarczy wierzyć i wyobrażać sobie energię, czystą biała świetlistą energię, która chce się przekazać, którą chce się pomóc. Nawet nie zdajecie sobie sprawy (nie wszyscy), że to naprawdę działa, nie wszystko czego nie widać nie istnieje...
|
|
|
|
|
|
Zbyszek
|
23.02.2009 - 20:51
|
cialka.net
Grupa: OOBE VIP

Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99

|
Rodzina: dziękujemy wszyscy Tobie i reszcie tych wspaniałych ludzi, widzimy ,że Józkowi to bardzo pomaga, staliście się tak jakby jego nową nadzieją i światem i zaczęła się walka. Jesteśmy sercem i myślami z Wami. Jutro jadę z Józkiem do Poznania i tam będziemy potrzebować jeszcze więcej waszej pomocy. Z wdzięcznością wszyscy, którzy Józka kochają. Zbyszek: Cos się zmieniło. Wklejam zdjęcia ponownie na blogu program leczenia leci po staremu, miedzy 21 a 23 godz.. Oobeowcy do boju :)
[Cat Edit] Wkleiłem zdjęcie bezpośrednio w pierwszym poście.
|
|
|
|
|
|
Lord Xeon
|
24.02.2009 - 23:44
|
Gość Rodziny
Grupa: Podróżnicy

Postów: 5
Dołączył: 18.07.2008
Nr użytkownika: 4845

|
wklejam opis wyjscia z mojego notatnika.
24/02
To bylo piekne oobe. poszedlem spac o 20. wstalem o 12. Przed zasnieciem lezac na plecach mylalem, ze dawn nie mialem oobe i mysle cos trzeba z tym zrobic, bo poprostu ne staralem sie zbytnio o wyjscie. Wiec leze i mysle, ze chodzi o to ze po zasnieciu wchodzilem w sen. To teraz pomyslem, ze tu nie chodzi o proste wypowiedzenie, ze bede mial oobe. Chcialem pomoc tez jakos Panu Jozkowi. Zrobilem tak: postanowilem ze przed zasnieciem moje mysli skoncentruje na oobe, tak zeby po zasnieciu to byly moje ostatnie mysli i powiedzialem, ze dzisiaj w nocy chce wyjsc i mowiac te slowa zwizualizowalem je. Kazde slowo odpowiadalo jakiejs scenie. I wyobrazilem sobie, opuszczam cialo swiadomoscia i tak zrobilem. Mowiac, ze wyjde, wyszedlem w wyobrazni CA do polowy z CF razem ze swiadomoscia, z jej przemieszczeniem. Taki krotki proces powtorzylem ze 2 razy. Trwalo to jakies 30 sek. i poszedlem spac. Po obudzeniu sie o 12 wszedlem na neta, pomyslaem o oobe i siedzialem tak do jakies 3.45 i poszedlem spac. Przy zasypianiu juz nie myslaem o obe. Lezalem na lewym boku i tak czuje jak zasypiam i nagle czuje ze przeszedlem na druga strona :D hurrra. Leze i czuje identyczna pozycje jak zasypialem, czuje, ze staje mi oddech, balem sie lekko tego, wiec troche staralem sie oddychac i wkoncu sie oddzielam. Czuje, ze wyszedlem z ciala od glowy do pasa tak jak sobie to wyobrazilem. Myslalem ze sie oddzielilem i zapragnalem sie uniesc i wtedy gumo ciasto mnie zatrzymalo, tak lekko sie nadrywajac. To bylo troche jak taki rzep gumowy troche sie rozciagajacy. Oderwalem go i stanalem na lozku. Czuje, troche jak oddycha moje cialo. Staje na krawedzi wyrka. Jest to moje mieszkanie w ktorym nie spalem. Staje na krawedzi wyrka, jest ciemno, noc, cisza, a ja rozradowany ze wyszedlem. Odrazu pierwsza mysl lecimy do Pana Jozka. Skacze na parkiet i w locie zamykam oczy, pragne sie do niego przeniesc, czekam mpment i otwieram, ale dalej jestem w tym pokoju, probuje drugi raz i mowi lecimy do Pana Jozka i przypominam sobie jego podobizne ze zdjecie, ale nic. I tak ze 3 razy. No cos nie moglem sie przemiscic. To ide po mieszkaniu. Przechodze obok drzwi wejsciowych i chce wyjsc na klatke. Jestem chyba w samych slipkach i zastanawiam sie co bedzie jak mnie sasiedzi zobacza(tutaj troche mi to do oobe nie pasuje, ale coz) przechodze kolo lustra, mignelo cos. Mysle o zobacze jak wygladam.Wracjac do lustra chce przejsc przez sciane, ale nie poszlo, nie zmagajac sie z nia omijam ja i patrze w lustro i moja twarz sie ukazuje. Gitara. Ide spowrotem do drugiego pokoju. Zblizajac sie do uchylonego okna widze jakies rzeczy na parapecie, kubek i takie tam. Patrze na nie i mysle sobie ja pitole przeciez to jest jak bym byl w rzecyzwistosci. Normalnie czujesz, ze to jest jakas materia, swiadomosc elegancka no wiem poprostu, ze jestem w innym swiecie. Mam swiadomosci wszystko jest takie realne. Staje przy oknie i chce przez nie wyleciec. Jest lekko uchylone a ja przez ta szpare rozciagam sie jak z gumy i wylatuje przez okno. Lece widze co jest pod blokiem. Troche sie to rozni. Masa drzew zieleni. Jest taka ciepla ciemna gwazdzista(chociaz nie zwracalem uwagi na gwiazdy) noc. Bezwietrzna ciepluska. Slychac swiercze na zewnatrz jest naprawde cieplutka letnia noc. Na oko godz miedzy 11, a 2 w nocy. Swiatla w bloku pala sie gdzie niegdzie. Slychac jakas rozmowe. Okna pouchylane. Lece przy oknach(i taka krotka mysl jak ja lece? jaki styl? ZABKA) widze monitory od komputera. Nikt przy nich nie siedzi. Na dwoch sa jakies gry wlaczone napewno na jednym to quake. Wlatuje do jakiegos pokoju. Mysle tylko nie zachacze o jakies przedmioty na biurku zeby kogos nie wystraszyc i wylatuje. Jednoczesnie czuje, jak sie sumienie odzywa, ze nie powinienem podgladac ludzi. Lece dalej przy bloku jest jakis wyzszy, wiecej pieter niz w rzeczywistosci i troche inny ksztalt sciany, ale to ten blok. Lece widze sasiadke w kuchni. Chce do niej zwrocic. Slysze jak ktos bierze prysznic. Jest cisza na dworze. Cicha ciepla letnia noc. Ja latam podniecony, zachwycony tym jak bardzo dobre dostrojenie. Chce wrocic do sasiadki, alejak bym tracil kotrole na lotem zaczyna mnie troche obracac i zwiewa mnie od bloku. Tak jak bym na lodzie biegal. Nagle cuzje, ze trace faze. Trace i czuje, ze juz wracam. Prubuje znowu wyjsc, ale czuje, ze troche za mocno wrocilem. I leze. I czuje jak astralna reka zaczyna mi sie sama poruszac. Mysle o Panu Jozku. Reke mi lata i obciera punkt miedzy brwiami i przenika mi glowe w pewnym momencie. Ja leze i czuje, ze jeszcze zyje normalnie ta rzeczywistoscia z poza. I mysle no to dobra otwieramy oczy otwieram i nagle bach inna rzeczywistosc. Mozg sie przestraje, zaczynaja zanikac wrazenia z poza. |To szybko lece od poczatku do konca. Zapamietuje wszystko odczucia i udaje sie. Po otwarciu oczu czulem leciutki paraliz minimalny. Leze w lozku i jestem zadowolony myslac o tym wyjsciu. Aha po otwarciu oczu przebudzilem sie w tej pozycji z ktorej wychodzilem CA i w ktorej lezalem, gdy mnie cofnelo, a czulem jeszcze Astralna reke. Bajer normalnie eleganckie wyjscie, tyle ze nie zwrocilem uwagi, ze w innym miejscu zasypialem poprostu jakby to bylo nie istotne. Nie zwracalem dokladnie uwagi na przedmioty, bo chcialem jak najwiecej wziasc z tego wyjscia, ale nastepnym razem przynajmniej jeden przedmiot zbadam, przynajmniej sie postaram. Swoja droga, to nawet jesli jest mozliwosc interakcji w oobe z rzeczywistoscia ziemska, to ja wytworzylem tez swoja fikcje. Byc moze to sie razem na siebie naklada i po czesci mozemy spotkac tam rzeczywistosc a po czesci wytwory naszego umyslu. Przedemna jeszcze masa doswiadczen. Subiektywnie oobe trwalo jakies 10 min. Po przebudzeniu bylo kolo 5.45. Jak narazie przy kolejnym wyjsciu sprobuje pomoc Panu Jozkowi, ale jak? czy moge sie do niego udac? nie powienienem byl bez jego zgody, to takie nie fair. Takze jak to jest Zbyszek z ta pomoca? Zreszta ostatnie slowo nalezy do Boga?-modlitwa w kazdym rodzaju przedewszystkim.
PS. Mozliwe, ze nie bede mial takiego dostepu do kompa w najblizszym czasie takze, moge nie odpowiedziec jakby co.
|
|
|
|
|
|
Zbyszek
|
25.02.2009 - 12:47
|
cialka.net
Grupa: OOBE VIP

Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99

|
Józef czeka na każdego mogącego go wesprzeć. Śmiało zaprasza wszystkich astralnych przyjaciół. Gdy wychodzę z ciała miedzy ludźmi to ląduje w gumociescie, ciele eterycznym. Nie pozbywam się go, gdyż utracę świat fizyczny. Przebywając w ciele eterycznym nie mam zbytnio możliwości postrzegania deformującego się astrala. Nogi sa wtedy trochę ciężkie i nie mogę się za wysoko unieść. Nie ma mowy o przechodzeniu przez ściany. Uginają się trochę ale nie przepuszczają. Gdy się umie w tym stanie wypierać ciałka to hulaj dusza. Mozna być w wielu miejscach jednocześnie. Jedyny problem to odległość od ciała fizycznego, by nie uciec zbyt daleko bo albo eteryczne wróci do ciała fizycznego , zabierając świadomość albo mnie rozerwie na cialka. W ciele astralnym jest wielka sztuka dotrzeć do kogoś, raczej bym próbował w ciele mentalnym a dopiero na miejscu starał się dostroić do rzeczywistości astralnej albo nawet eterycznej. By to osiągnąć należy zamknąć oczy i zlekceważyć fascynująca astralna przygodę. Latac w mentalnym planie w którym myślenie a nie czujący ruch jest przewodnikiem.
W niedziele trafiłem na zaporę przy Józefie. Cos mnie trzymało , nie chcąc wpuścić w jego przestrzeń. Zaczęło się niepostrzeżenie, siedziałem na krześle. Naszły mnie paskudne myśli, konflikty wewnętrzne. Rozzłościłem się nawet, wciągając w realność doznań. Sam bylem Józefem, ledwo utrzymując swoja niezależność. Choć czułem się odgrodzonym podmiotem, to tak się wciągnąłem w jego rozterki. ZRÓB TERAZ USTAWIENIE, podszepnął wewnętrzny głos, rozładuje się atmosfera. Przeoczyłem ta uwagę, przezywając żywcem problemy Józefa. Ocknąłem się z transu, przepełniony wizja paskudnego końca. Następnego dnia, szlo już trochę łatwiej. Tym razem również wciągnąłem się w biadolenie, współodczuwając tragedie jako swoja , odcinając Józefa od negatywnych i szkodzących mu wpływów . Uf przy takiej chorobie wszyscy bliscy chorują. Józef był w poniedziałek w szpitalu i solidnie się tam rozzłościł. Na ta wizytę szykował się już od niedzieli. Parę pomagających osób dostrzegła ten konflikt, starając się go rozładować. Korna ścięła się z wewnętrznym głosem , by zostawić Józefa w spokoju. Pojawia się jakiś twór myślowy, destrukcyjny głos Józefa, przepełniony rezygnacja i wymusza na pomocnikach uległość. Zostaw, daj umrzeć! Kimkolwiek nie byłby ten zniechęcający dziwoląg nie nabiorę się już na niego. Myślę, ze Józef ze strachu wytwarza dryfujące po astralu mysloksztalty. Jedyna rada to by przestać się bać tego umierania, powstrzyma wtedy powstawanie tych tworów niefizycznych. Brak doświadczenia, wiary, mnóstwo innych przyczyn jest źródłem takiego strachu. Możliwe jest również , ze niektórzy z nas robią coś niewłaściwie i są powstrzymani przez opiekunów. Jedyna rada, by nie stać się nieświadomym szkodnikiem to szczere intencje i CBM w rękawie. A może by tak wyciagnac raz Józefa, by otworzył oczy poza ciałem i przestał się obawiać drugiej strony.. Sporo to by ułatwiło przy jego samoleczeniu.
|
|
|
|
|
|
pływak
|
26.02.2009 - 22:54
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 260
Dołączył: 17.04.2008
Skąd: śląsk
Nr użytkownika: 4156

|
czasami jak uda mi się skupić energię i dokonać OOBE, odwiedzam mojego starego ojca (83 lata!) i przekazuję mu część swojej energii. On o tym nie wie, a ja zawsze się potem pytam, jak się czuje. Po jego odpowiedziach wnioskuję, czy moja wizyta mogła pomóc, a może był to zbieg okoliczności, gdy poczuł się lepiej? Lepiej, żeby pan Józef nie wiedział, że ktoś go odwiedza, bo może ulec sugestii....A tak w ogóle to fajnie, że są chętni do niesienia pomocy, chociaż nie ma naukowych podstaw. Pozytywny wynik takiej terapii może dodałby wiarygodności naszym eksperymentom. Trzymam kciuki i koniecznie opublikować wyniki i informować nas o stanie zdrowia "naszego pacjenta".
|
|
|
|
|
|

|
 |
|