Moje LD'ki i OOBE,


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

11 Stron V   1 2 3 > » 
entry 18.01.2019 - 15:48
Witajcie! Miałam dziś wyjątkowo wyraźny sen... zarazem budzący intensywne uczucia.
Śniło mi się że byłam sobie w szpitalu, w zasadzie nic w tym dziwnego ale nie znałam tego oddziału. Ledwo sen się rozpoczął i słyszałam jak ktoś mnie woła zza pleców, toteż odwróciłam się na pięcie by zobaczyć kto mnie woła.
Ujrzałam moją babcie, leżała na łóżku szpitalnym na korytarzu i machała do mnie ręką, była radosna i energiczna, tak jakby zupełnie uwolniona od cierpienia i troski. Wyglądała na 60 parę lat (czyli wiek w którym umarła) ale miała tak jakby gładką skórę i lekko promieniowała światłem.
-Wiktoria! Jak sie cieszę że Cię widzę! Nawet nie wiesz jak się cieszę!- Mówiła podekscytowana, podeszłam do niej, wiedziałam że ona jest martwa więc zdziwiła mnie jej obecność, od razu więc jak ją zobaczyłam zrozumiałam że to sen ale nie miałam potrzeby go przerwania/zmienienia. Od razu weszłam z nią w kontakt.
-Babciu, przecież ty nie żyjesz. -Stwierdzam, nadal jednak miałam pewność że rozmawiam własnie z nią.
-Wiem że nie żyje. Ale wiesz... tak sie cieszę że cie widzę, bo ja wiecznie chodzę po tych szpitalach, gubię się w nich, chodzę po różnych miejscach... tyle dobrze że teraz już nie cierpię. Ale wiecznie te szpitale. Inaczej wyobrażałam sobie życie po śmierci. -Mówi mi troche zmartwiona.
-Babciu jakby nie patrzeć, sporą część życia spędziłaś w szpitalach. Ale teraz już czujesz się dobrze?
-Tak, ja w sumie nie pamiętam nawet o mojej chorobie. Ale mam już dosyć tego błądzenia, chciałam by było inaczej.
-Przecież masz wolną wolę. Wiesz o tym? Jeśli tylko chcesz, możesz znaleźć światło i udać się do niego. -Powiedziałam, w sumie bardzo automatycznie, nigdy nie znałam się na przeprowadzaniu ludzi na drugą stronę, ale mam wrażenie że intuicja dobrze mi podpowiedziała co mam powiedzieć.
-W sumie masz rację... tak zrobię. -Odpowiedziała mi i zniknęła.

Potem jeszcze chwile sen trwał, spotkałam moją nauczycielke która chodzi teraz ze mną na praktyki i moje koleżanki.
-Umarła nasza pacjentka. Była młoda, ale miała zakażoną krew i dostała sepsy. Chcecie zobaczyć toalete pośmiertną? - Zapytała nauczycielka. Moje koleżanki dość ochoczo się zgodziły, co mnie zdziwiło bo w rzeczywistości pewnie każdy chciałby tego uniknąć. Pani wyciągneła rękawiczki przed siebie i zaproponowała by ktoś kto będzie jej pomagał je ubrał, w zasadzie dość dlugo nie czekałą bo ja stwierdziłam że ,,trudno jak trzeba to trzeba" i je ubrałam. Weszłyśmy do ponurej lazience której było przygaszone światło i ogólnie bardzo neimiła atmosfera. Na stole leżały zwłoki, młoda dziewczyna faktycznie miała maksymalnie 30 pare lat, długie brązowe włosy, zamknięte oczy. Moja nauczycielka coś tłumaczyła, ale toaleta nie przebiegała tak jak teoretycznie powinna. Chciała wziąć jej rękę ale ta trudno się uginała, zaczęła klepać tą kobietę po twarzy (??) co wydało mi sie już mega dziwne. Chwilami miałam wrażenie że te zwłoki się kurczą i lekko poruszają, nauczycielka podała heparyne podskórnie (taki lek rozrzedzający krew kolokwialnie mówiąc) tłumaczyła to jakoś ale to nie było zbyt logiczne. Podniosła te zwłoki do pozycji siedzącej, one zrobiły się czerwone i strasznę, mi zrobiło się mega smutno i zaczęłam płakać, miałam wrażenie że zaraz zemdleje, ona zapytała czy wszystko ze mną w porządku. Ja się uspokoiłam, zaczęłam myć plecy, po chwili się obudziłam.
Jak się obudziłam to nadal miałam jakiś taki niepokój, podobne odczucia miałam jak na pogrzebie mojej babci miałam zobaczyć jej zwłoki (do czego w końcu nie doszło). Dziś w trakcie dnia przypomniało mi się nagle że za 3 dni jest już 4 rocznica śmierci mojej babci, tyle tylko że przed snem o tym zupełnie nie pamiętałam i w sumie w ogóle o niej nie myślałam.

entry 08.01.2019 - 21:14
Witajcie!
Dzisiaj miałam niezwykle pokręcony sen... szybko więc zrozumiałam że ja śnie i byłam gotowa by opuścić ciało :) Tak też sie stało, mialam więcej energii niż ostatnio. Chwilkę była ciemność, ale po niecałej minucie zaczęły pojawiać sie obrazy mego pokoju. Początkowo wyjrzałam za okno ale nie zastanawiałam sie zbyt długo co tam jest. Pomyślałąm by złapać kontakt z jakąś dobrą energią, dlatego po prostu na głos wymówiłam moje pytanie (troche bez zastanowienia) które brzmiało -Jak to jest umierać?
Niemal natychmiast dostałam intuicyjną odpowiedź -Przyjemnie - i spojrząłam sie za siebie. Dostrzegłam tam mężczyzne który miał na oko 40-50 lat, był raczej przeciętnej urody, od razu załapałam z nim kontakt i zrozumiałam że to on mi tak odpowiedział. Stanęłam przed nim, i nie zastanawiając się nawet skąd go znam (a nie kojarzyłam dotychczas jego energii) zaczęłam rozmowę, bo z nie znanych mi przyczyn mu ufałam.
-Możesz mi pokazać ten proces? - Chodziło mi oczywiście o proces przechodzenia z życia do śmierci, kwestie tego etapu ,,pośredniego".
-Po co. Przecież za kilkadziesiąt lat jak już umrzesz na tego raka to sama zobaczysz. -Odparł śmiertelnie poważnie. Ja bardzo zdziwiłam sie jego odpowiedzią.
-Umrę na raka? -Nie wiedziałam bowiem pierwszy raz w życiu usłyszałam taką ,,diagnoze" mojej przyszłości.
-Tak. Chyba cie to nie dziwi? Za kilka lat, większość ludzi będzie tak umierać... - I tutaj dodam że być może brzmi to wszystko oschło i chłodno, ale mężczyzna miał bardzo miłą energie i mówił to z dużym wyczuciem ale bez zbędnego owijania w bawełne. Wydaje mi sie że nie znałam nigdy przedtem jego energii,ale mimo wszystko od razu złapałam do niego zaufanie tak jakbym go już dawno znała. I bardzo żałuje że w tej rozmowie nie pomyślałąm nawet by spytać go o imie. W ten sposób byłoby mi łatwiej sie z nim póxniej kontaktować.
Przy okazji też jak mówił mi o raku, w moich myślach pojawiła się liczba 67. I nie wiem , być może w tym wieku umrę? Ale mogło to być też bez znaczenia.
Mężczyzna chwycił mnie za ręce i spojrzął się na mnie, tak jakby chciał w ten sposób ,,wzmocnić moje wibracje", patrzył się na mnie z uśmiechem.
-Byłam kiedykolwiek w moim poprzednim życiu związana z medycyną?
-Tak, byłaś uzdrowicielką dawno dawno temu. -Powiedział przyjaciel.

Ogólnie dalsza rozmowa dotyczyła moich poprzednich wcieleń. Troche skracając wątek, mam wątpliwości co do dwóch wcieleń które ciężko mi ułożyć racjonalnie w myślach, na osi czasu itd. Poza tym trudno mi wgl okreslić czy to sie stało, bo mam wrażenie że moje ,,ostatnie" poprzednie wcielenie ma pewną blokadę (to najnowsze nie licząc aktualnego). Objaśniłam bowiem tej istocie dokładnie o co mi chodzi, choć wiedziałam że on to rozumie i wie o co chce zapytać (wiedziałam że ma stały kontakt ze źródłem i mądrością) czekał aż dokończę tłumaczenia i cały czas lekko kiwał głową gdy probowalam mu wytłumaczyć o co mi chodzi.
-Czy możesz mi powiedzieć, czy mam racje w kwestii tych dwóch wcieleń... jedno to to z RPA i z pracą z pingwinami przylądkowymi, a druga to ta w której bylam kobietą której porwano dziecko... czy moje przypuszczenia odnośnie tych dwóch wcieleń są prawdziwe?
-W pewnym sensie... pośrednio masz racje. -Odparł, a w tym samym momencie poczułam takie przeczucie ,,z góry" jakby te dwa wcielenia były ze sobą połączone, i tak na prawdę łączyły się w jedną historie.
-Czy możesz mi to pokazać? Tak bym miała pewność?
-Na twoim miejscu radziłbym ci UCIEKAĆ !!! - Słowo ,,uciekać" krzyknął tak głośno że zadudniło mi w uszach, poczułam strach i nagłe wibracje cofnęły mnie z powrotem do ciała.

Nadal był obok mnie, czułam go w śnie. Jego obecność mnie uspokoiła, mówił do mnie od razu po jego krzyku słowa bardzo miłe i uspokajające. Powtarzał -Wiktorio, tak sie cieszę że jesteś częścią wszechświata. Tak sie cieszę że jesteś wieczna- Być może teraz brzmi to byle jak ale wtedy to było dla mnie bardzo miłe, i dało mi wiele radości. Poczułam się faktycznie jak część tego wszechświata, i miałam wizje jakbym trzymała w rękach coś w rodzaju ,,magicznego berła" coś a'la kostur. Czułam jakby mnie chwalił niemal jak boginie, to było dziwne ale miłe. Nie tak dumnie miłe, po prostu czułam jakbym miała moc i wiele miłości w sobie.

Nie jestem na niego zła. Ten krzyk miał cofnąć mnie do ciała, bo najwyraźniej wciaż mam jakaś blokade przed tymi wspomnieniami. Chciałabym go jeszcze spotkać, bo mam wrażenie jakby był dla mnie cholernie ważny mimo że go nie pamiętam.

Pozdrawiam!

entry 15.11.2018 - 06:22
Witajcie :)
Ostatnio w moim umyśle jest burza emocji. Dawno nie miałam w głowie takiego śmietnika, jak dzisiaj, tu i teraz.
Wczoraj miałam też ogromne przeczucie żeby zacząć na nowo systematycznie medytować. Dzięki temu uzyskam harmonie, wyrównam się wewnętrznie i być może zwiększy się jakoś i intensywność moich przeżyć poza ciałem oraz snów. Przez cały okres mojej przerwy zdarzały mi się świadome sny ale nie zawsze je tu spisywałam, często bowiem odnosiły się do życiowych problemów itd. Osobiście mogę powiedzieć że spoczęłam na laurach prawdopodbnie dlatego że mimo braku medytacji często miałam dobre połączenie z moją Wyższą Jaźnią która dawała mi nadzieje na lepsze jutro a także przekazywała informacje o mojej przyszłości (często się spełniały a niektóre nie miały jeszcze okazji :)). To mnie chyba rozleniwiło bo nigdy przedtem tak nei miałam, i na ogół moją motywacją do powrotu do medytacji był kompletny brak ciekawych doświadczeń. Teraz jednak wiem że ta motywacja musi być inna, pochodząca z głębi osoby. Ja mam po prostu chęć obudzenia się z natłoku codziennych problemów :)

Mam nadzieje że ktoś z Was także dołączy do wyzwania ,,codziennej medytacji" ;)
Pozdrawiam!

entry 05.10.2018 - 09:57
Hejka!

Ostatnio miałam bardzo ciekawy, wyraźny sen, który szybko po obudzeniu zinterpretowałam jako pewną metaforę tego co być może ,,dzieję się" na świecie :)

Sen był w kompleksie budynków, różnych pomieszczeń, w zasadzie już na początku odczułam że to coś w rodzaju więzienia ale bez krat i jakiś takich form bezpośredniego niewolenia. Po prostu wiedziałam że ja a także pozostali ludzie (istoty) nie możemy stamtąd wyjść. Szybko poznałam ludzi którzy tam są, znaliśmy się od dawna, były to bardzo pozytywne osoby z taką niezwykle miłą aurą. Byli po prostu wewnętrznie dobrzy. Na zewnątrz panowała ciemność, i z tego co zrozumiałam z rozmowy z jednym współwięźniem, na świecie już wgl nie ma światła i panują nad tym wszystkim istoty które mieszkają tuż obok nas- w wielkim ciemnym zamczysku. Widać go było z każdych okien w naszym więzieniu. Zapytałam więc co z ludźmi którzy mieszkają poza naszym więzieniem, na to istota powiedziała mi że no po prostu sobie żyją ale troche jak takie zombie w kompletnej ciemności. Te złe istoty z zamku manipulowali nimi, ciemność sprawiała że ludzie byli bardziej podatni na perswazje. My od czasu do czasu mieliśmy włączane światło. Było to jedyne światło które bylo na planecie, ale to ciemne istoty decydowały kiedy je zapalą a kiedy nie. Z tego co zrozumiałam, było one nam potrzebne do życia, więc dawkowali nam je tak tylko byśmy nie zrobili się zbyt ,,chytrzy" i nie chcieli rozświetlić całego świata. Gdy zapalali światło mogliśmy się ujrzeć wzajemnie i poczuć się dużo lepiej niż w momentach ciemności. Złe istoty nieraz do nas przychodziły, wtedy wszyscy sie bali- wyglądali jak ludzie ale byli ciemno ubrani i mieli w przeciwieństwie do moich współwięźniów bardzo mroczną aurę. Byli pewni że panują nad sytuacją. Że rządzą całym światem, a także nami. W głównym pomieszczeniu naszego wiezienia było coś co można nazwać radiowęzłem/mikrofonem (ale wyglądało to zupełnie inaczej, ciężko mi to opisać). Złe istoty używały go by siać swoją propagandę i prać ludziom mózgi. My wiedzieliśmy że nie możemy go używać, wszyscy się bali. Ja postanowiłam że w momencie gdy źli znowu zapalą nam światło, powinniśmy spróbować coś przez to powiedzieć i pomóc ludziom, bo gdy zapalało się światło oni nie mogli tu wejść. Tak zrobiliśmy, zaczęliśmy mówić przez mikrofon którego dźwięk rozniósł się po całej kuli ziemskiej. Cała ziemia aż zadrżała, momentalnie zgaszono światło a my słyszeliśmy jak za ścianą złe istoty bardzo się zdenerwowały że postanowiliśmy to zrobić. Zaczęliśmy się ukrywać gdy weszły do naszego więzienia.

Obudziłam się.

Światło to taka metafora świadomości moim zdaniem, a ta ciemność to brak świadomości. Niektórzy ludzie mogą to światło przekazywać dalej, motywować do buntu, ale zbyt się boją. Dla mnie ten sen był motywacją by starać się jeszcze bardziej doświadczać swojej świadomości i rozwijać się. By nie marnować tych okazji w trakcie ktorych mam ,,błysk" świadomości ;)

Poza tym ten sen byłby dobrym pomysłem na jakąś książke fantasy, haha!

Pozdrawiam ;)

entry 13.03.2018 - 23:20
No Witajcie :)

Już było nad ranem, mi się coś śniło i nagle zdałam sobie sprawę że to sen. Więc standardowo wyszłam z ciała, poza ciałem zobaczyłam jakaś kobietę która mówiła mi że zrobi mi zastrzyk który sprawi, że będę sie szybciej rozwijać i będę szczęśliwsza. Początkowo brzmiało to dobrze, ale szybko się sprzeciwiłam, gdyż nie znałam tej kobiety i wiem że nie każdy w Poza ma co do nas czyste intencje. Kobieta była zdziwiona, ale po chwili zniknęła.

Od razu przypomniało mi się, że chciałam zobaczyć jak wygląda świat w którym jesteśmy ,,między wcieleniami". Wydałam więc taką intencje, przeteleportowało mnie do mojego salonu gdzie znajdowała się jakaś młoda dziewczyna. Powiedziałam na głos jeszcze raz moją intencje sądząc, że coś nie wyszło. Na to ta dziewczyna wstała i pełna ekscytacji powiedziała -Na prawdę?! Super, mogę cię tam poprowadzić. Jestem strażniczką tego miejsca. -Ja się nieco zdziwiłam, i zapytałam dlaczego ona aż tak się cieszy. - A no wiesz, bardzo rzadko ktoś mnie o to prosi. Nudzi mi się już. -Potem kazała mi założyć na oczy specjalną opaskę, bo uznała że lepiej będzie gdy będę ją po prostu słuchać na początku. Poczułam że mnie gdzieś przenosi, przy okazji zapytałam ją jak mam sie do niej zwracać. Odpowiedziała -Łoopa- Czy jakoś tak.

Zaczęła mi opowiadać, że po śmierci każdy trafia do swojego świata, swojego raju. Jest to miejsce gdzie dusza odpoczywa i się oczyszcza, przed kolejnym wcieleniem. Jest tam wszystko to, co dusza potrzebuje. Są to bardzo duże światy, gdy zapytałam jak duże, nagle znalazłam się nad ziemią i powiedziała, że wiele światów jest nawet większych od ziemi. Zdziwiłam się, ale skoro tak mówiła. Zmysły są tam wyostrzone, również smak. Gdy to powiedziała dała mi do spróbowania coś do jedzenia, co faktycznie było bardzo intensywne. Gdy zapytałam ile jest tych światów to odparła, że niezliczone miliardy.

Potem znalazłam się w bardzo dziwnym miejscu. Była to plaża, ale pokryta zielenią, niebieskie piękne niebo, gdzieś obok ocean, a z drugiej strony kolorowe kamienice. Powiedziała, że to część mojego raju.

Potem nagle znalazłyśmy się w czymś w rodzaju fabryki. Ktoś nas stamtąd wyganiał, uciekłyśmy więc. Zapytałam ją o mnie i mojego przyjaciela, który również nieco interesuje się duchowością.
-Znacie się bardzo długo, i macie dużo powiązań z poprzednich wcieleń- odparła. Na to ja zapytałam, dlaczego więc jednemu przychodzi coś łatwiej, a drugiemu gorzej. Chodziło mi konkretnie o różnice w naszym zaangażowaniu w pewne sprawy, i w tym że nieraz mi jest łatwiej np. osiągnąć świadome śnienie niż mojemu przyjacielowi.

Ona na to odpowiedziała, choć warto dodać że jej odpowiedź była pełna dystansu, podkreślała że mówi to patrząc na nas z góry(w ten sposób podkreśliła że nie jest moim opiekunem, wiec nie może powiedzieć z 100% pewnością). -Dla mnie jesteście jak ogień i woda. Macie zupełnie inną naturę, to widać na pierwszy rzut oka.

Potem znalazłyśmy się nad tym oceanem o którym wspominałam. Ona sprawiła, że woda się wypiętrzyła, i tak jak Mojżesz mógł przejść przez ocean z narodem wybranym, tak i nam pojawiła się taka ścieżka między wodami. Przeszłyśmy tam, nagle znalazłyśmy się przed jakąś jaskinią, zbudowaną jakby z jasnoszarych kryształów.
-A to coś co nazywamy wyrocznią. Ale to umowna nazwa, to ty to tak nazywasz- Powiedziała. Po cyzm wytłumaczyła mi intuicyjnie, że tutaj razem z opiekunami wybieram swoje przyszłe wcielenie. Jest to bardzo dokładny wybór, i jak na nasze ziemskie rozumy skomplikowany. Ważne jest bowiem odpowiednie połączenie doświadczeń, nauk, różnych relacji, tak by te życie było dla nas jak najlepsze z punktu widzenia duszy.
Zapytałam czy bywa, że w tym procesie uczestniczą też inne istoty, np. jakaś rada, bo słyszałam o czymś takim. Odparła że tak, ale na ogół nie potrzeba osób trzecich, i wystarczą opiekunowie. Chciałam wejśc do środka tej jaskini, jednak poczułam pewną blokadę. Najwyraźniej nie mogłam się tam dostać, zobaczyłam tylko jakieś szybkie obrazy jak tam wygląda.

Doświadczenie moim zdaniem bardzo ciekawe ,ale następnym razem chciałabym zobaczyć proces tego wyboru kolejnego wcielenia, jakby cofnąć się w czasie. To by mogło być ciekawe.

entry 20.02.2018 - 11:31
No hejka :) Medytacja daje mi dużo, mimo że medytuje od tygodnia już widzę pierwsze efekty- choćby taka głupota, że jak wstaje rano to nie boli mnie głowa (przedtem bolała od uzależnienia od kofeiny :D).
Poza tym lepsze samopoczucie, większe zainteresowanie rozwojem, wiadomo jak jest.

Sny też mi się zmieniły, są bardziej wyraźne, lepiej je zapamiętuje, mam lepsze dostrojenie (choć to nadal nie to co potrafiłam mieć kieeeedyś), widzę spory progress bo przez ostatni rok moje sny były jak bezsensowne majaki w których od czasu do czasu zyskałam świadomość, a i tak nic z tym nie robiłam.

Było koło godziny 8, obudziłam się i w sumie przeszło mi na myśl by już wstać bo budzik miałam na 8:30, ale stwierdziłam że nie no jeszcze na chwilę się położę.
Nawet nie wiem kiedy i jak, ale zyskałam świadomość w ciele, nie czułam paraliżu, miałam chyba jakieś hipnagogi dziwne ale nawet nie zwróciłam na nie dużej uwagi wiec cieżko mi powiedzieć co to konkretnie było.
Wyszłam sobie z ciała- zero blokad, trudności. Szybko też zyskałam obraz w moim wyjściu, wzrok był dobrze dostrojony, na zewnątrz piękna pogoda, wiosna, ciepłe i świeże powietrze, dało się to odczuć. Przez chwile pomyślałam by iść do salonu i stamtąd wydostać się na zewnątrz, ale w końcu uznałam- a co tam, tyle się dzieje pod moim blokiem, może spotkam po tej stronie bloku coś fajnego.

Na zewnątrz było mnóstwo ludzi, patrzyłam się im w oczy, większość z nich było nieświadomych. Latałam tak po moim osiedlu które nagle zaczęło przemieniać się w takie piękne, białe, przestronne pomieszczenie. Nadal byłam na swoim osiedlu, ale w budynku. Budynek był piękny, ogólnie wyglądał trochę jak moja szkoła podstawowa tylko że był odnowiony, biały, ze ścian można było odczuć że błyska jasne oczyszczające światło. Było tam mnóstwo ludzi, zaczepiałam ich z ciekawości czy któryś z nich jest wgl świadomą istotą. Nagle jeden z mężczyzn stanął i spojrzał się na mnie, miał w swoim wzroku coś urzekającego. Zapytałam go co mam zrobić by lepiej się rozwijać?

Miałam lekką stop klatkę, przez moment znalazłam się przed moją podstawówką na osiedlu, wyglądała normalnie, tak jak w rzeczywistości. Weszłam do środka, przedsionek wyglądał jak za starych lat, w środku biegały dzieci, czułam jakbym ja też tam chodziła. Nagle znalazłam się w innym miejscu na moim osiedlu, spojrzałam na telefon miałam mnóstwo nieodebranych połączeń od różnych ludzi, których numerów nawet w rzeczywistości nie posiadam. Nie zdziwiło mnie to jednak i zaczęłam do nich oddzwaniać. Byli to znajomi z czasów podstawówki i gimnazjum. Większość z nich byli to ludzie do których czułam pewien niesmak większy lub mniejszy, i w jakiś sposób mnie kiedyś zranili.

Najpierw oddzwoniłam do chłopaka który dręczył mnie w podstawówce, mało co mówił, gdy zapytałam go po co dzwonił to powiedział że po to, by sie ze mnie pośmiać. Rozmowa się zakończyła, oddzwoniłam do jeszcze jednego chłopaka za którym nie przepadałam w podstawówce, jego powód dzwonienie do mnie był podobny. Za każdym razem gdy sie rozłączałam na moim telefonie pojawiały sie kolejne nieodebrane połączenia, dobijali się do mnie z każdej strony i co chwile. Nagle zadzwonił kolega z gimnazjum, mówił że muszę koniecznie wrócić do gimnazjum bo moja koleżanka coś ode mnie chce, coś sie stało, etc. Znalazłam się w jakieś szkole, widziałam tam dwie koleżanki z gimnazjum (Dalsze, wcale nie jakieś super, chociaż obie mnie kiedyś denerwowały), jedna z nich coś do mnie mówiła, potem przyszła kolejna i mówiła mi coś o jakieś imprezie, wszyscy mieli jakieś problemy a ja nie czaiłam do końca czemu oni mi to wszystko mówią. Poszłam na inny korytarz, znalazłam na nim moją byłą przyjaciółkę z podstawówki i liceum, mówiła że idzie na jakiś bal i nie może się doczekać (miała suknie balową na sobie). Zapytałam czemu do mnie dzwoniła, nagle zauważyłam że nie mam przy sobie swojej kurtki, zapytałam ją czy dlatego dzwoniła (bo może ją gdzieś znalazła)- powiedziała że nie dlatego, i nei wie gdzie jest moja kurtka. Zaczęłam się denerwować o tą kurtkę, łaziłam a kolejne połączenia do mnie przychodziły, co chwile ktoś do mnie podchodził.

Do czasu aż zadzwonił budzik. Nazwałam to pożegnaniem z przeszłością, bo wydaje mi się że o to w tym śnie chodziło :)
Pozdrawiam!

entry 19.02.2018 - 21:39
Od ponad tygodnia systematyczznie medytuje po ok. 30 minut dziennie.

Wczoraj miałam bardzo mocny efekt czegoś w rodzaju naładowania ogromną ilością energii. Czułam się jakbym wypiła z dwa duże redbulle pod rząd... a ja tylko medytowałam. Nie mogłam zasnąć do późnej godziny, położyłam się po 1 zasnęłam koło 2. Budziłąm się 3 razy w ciągu nocy, miałam jakby sny na jawie, w trakcie których jak i po wybudzeniu jakby źle się czułam (bolało mnie całe ciało i miałam problemy z ponownym zaśnięciem). Mimo wszystko przespałam włącznie może z 6h, jak nie mniej ,ale rano czułąm się bardzo dobrze. Zauważyłam co jedyne że wzrok nieraz nie może się wyostrzyć. Rano trochę medytowąłam, i teraz pod wieczór także bo poranna medytacja była nagle przerwana przez domownika. Jakoś od popołudnia poczułam nagłę obniżenie energii, senność, problemy z koncentracją, boli mnie wiele mięśni (nie bardzo, ale troche to czuć), jest po 21 a ja jestem bardzo zmęczona psychicznie i muszę położyć się spać.


Pozdrawiam medytujących i oobenautów!

entry 15.02.2018 - 12:24
Kto z Was medytuje i kto ma jakieś doświadczenia w oczyszczaniu czakr itd?

Ja od kilku dni medytuje systematycznie, na ogół z 20 minut dziennie ale dziś miałam bardzo głęboką faze i medytowałam z 35 minut. Czułam się super zrelaksowana, skoncentrowana, dosłownie czułam jak energetyzuje się w tym stanie. Nagle zaczęłam czuć jak energia z kości ogonowej zacyzna wędrować wyżej i wyżej.
Dało się odczuć tą energie :D

Po chwili moje serce zaczęło bić dość mocno i rozsyłać mnóstwo ciepła przez cały organizm (w dół i w górę). To był bardzo fajny stan, niestety mój komputer postanowil się wyłączyć wiec gdy w tle ustało jego ,,huczenie" do którego byłam przyzwyczajona przez kilkadziesiąt minut to się przebudziłam z tego stanu :(

Macie jakieś ciekawe doświadczenia w trakcie medytacji?

entry 31.01.2018 - 06:19
Miałam dziś ciekawą przygodę :)
Przebudziłam się w nocy, napiłam się troche przy okazji budząc się. Potem położyłam sie znowu, początkowo nie mogłam usnąć ale potem zaczęłam czuć że usypiam. Usłyszałam głos ,,Jeszcze plecy napinasz, rozluźnij je to uśniesz" i zaczęłam je rozluźniać, co nagle spowodowało napływ paraliżu i poczułam że już śnie, dość mocno mogłam wyczuć granice między śnieniem a nieśnieniem. Mogłam wyjść, ale od razu wskoczyłam do snu w którym początkowo byłam świadoma a potem tą świadomość utraciłam :)

Pozdrawiam Serdecznie :D

entry 02.01.2018 - 13:57
Ostatnio w noc między 30/31 grudniem miałam OOBE, ale w sumie nie wiele z niego wyniosłam prócz tego że byłam świadoma i po chwili ta świadomość zniknęła.

Dziś miałam kolejny świadomy sen, tym razem świadomość utrzymałam znacznie dłużej. Wyszłam sobie z ciała, jak zwykle spojrzałam za okno, wszystko wyglądało jak w rzeczywistości. Początkowo chciałam przez nie wylecieć ale przypomniałam sobie że na ogół jak wylatuje z drugiej strony bloku (od strony salonu a nie mojej sypialni) to mam ciekawsze przygody. Także szybko przeleciałam wręcz przez dom i dotarłam do balkonu z którego na ogół wylatuje. Gdzieś tam rzuciło mi się w oczy że ktoś leży na fotelach w salonie przykryty kocykiem, ale nawet nie zwróciłam na to bardzo uwagi. Był ranek, pogoda raczej jesienna, albo troche jak taka odwilż podczas zimy. Na dole zauważyłam że drogę pokrywa tafla lodu, przypomniało mi się że kiedyś gdy w oobe widziałam lód z którego emanowały światła w róznych kolorach, to był to zwiastun tego że w moim życiu duchowym nastaną dobre zmiany. Dlatego ucieszyłam się na widok lodu, chociaż tym razem żadnych świateł tam nie było.

Wyleciałam za okno, potem na chwile stanęłam na ziemi przyglądając się światu. Chciałam by przeniesiono mnie tam gdzie będę mogła się czegoś nauczyć, jednak zaczęłam tracić faze i wróciłam do ciała.

Wyszłam znowu, tym razem nie leciałam już do salonu tylko zostałam w swoim pokoju. Chciałam poznać jakieś ze swoich poprzednich wcieleń, dlatego wydałam taką prośbę i zaczęłam obracać sie wokół własnej osi, przy okazji prosząc o informacje prawdziwe, prosto ze źródła. I tutaj zmieniło się moje postrzeganie, ponieważ byłam czymś pomiedzy obserwatorem a marionetką, nie mogłam wpływać na to co zobaczyłam później.

Przeniosłam się nad morze, za mną stał iglasty las, a przede mną wzburzone, zimne, szare morze. Obok był jakiś domek, a na czymś w rodzaju pomostu stał ojciec i syn. Ja byłam synem, miałam na oko jakieś 16 lat, może troche więcej, ale byłam młodym i dorastającym chłopcem, raczej młodszym niż ja teraz. Dalej wizje były bardzo chaotyczne, ale widziałam że zajmowałam się połowem ryb i budowałam łodzie. Wszystkiego uczył mnie ojciec z którym miałam bardzo dobrą relacje, ojciec był dla mnie autorytetem. Widziałam jakąś dziewczyne, która bardzo mi się podobała, znaliśmy się, ale czułam od niej jakiś dystans tak jakby nie moglibyśmy być razem, chyba przez jej rodziców? Potem miałam tylko taką wizje że budowałam jakąś łódź, i siekierą zrobiłam w niej szczelinę. Potem zaczęłam krzyczeć i płakać ,,nie chciałem tego zrobić, nie chciałem!" Nie mogłam opanować smutku i płaczu, a zarazem strachu (choć przeważał smutek). Potem miałam tylko taką szybką wizje że ktoś chyba tą łodzią wypłynął na morze i zaczął tonąć, nie wiem czy to byłam ja, czy mój ojciec, czy może ojciec tej dziewczyny, czy ona sama? Nie zdołałam się dowiedzieć. Możliwe też że po prostu dostałam straszny opierdziel od ojca za to co zrobiłam, i wywołało to we mnie tyle smutku?

Potem wróciłam do ciała i miałam świadomy sen, w którym znajdowałam się w szpitalu. Rozmawiałam tam z pacjentem z stwardnieniem rozsianym (widziałam go kiedyś na praktykach), wstał i powiedział że czuje się już znacznie lepiej.


To tyle, a jak tam u Was? :)

11 Stron V   1 2 3 > »