XYZ


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

2 Stron V   1 2 >
entry 22.12.2012 - 16:45
Dziobiąc malutką łyżeczką gorący kisiel przysiadłem do przeczytania moich wpisów z przeszłości, sprzed tych krótkich dwóch latek. Byłem bardzo wylewny, jak widzę. Lubiłem monologi. W sumie nadal lubię, taka to chyba maniera wszystkich grafomanów, że jeśliby im pozwolić mówić i ust nie zamykać, to paplali by choćby i bez sensu, żeby choć tylko trochę dać upust myślom kołtuniącym się w głowie.

Nie przywitam się ze wszystkimi po raz kolejny, nie przedstawię się. Chociaż może powinienem? Dwa lata w życiu młodego człowieka, to chyba dużo. Na pewno spora jego część. Czy wydoroślałem? Tego nie wiem. Chamski chyba jestem tak jak byłem zawsze, sprzeczać lubię się ze wszystkim i o wszystko - tak jak dawniej. Może tylko przestałem patrzeć na liczbę postów, bo i po co na to patrzeć?

W moim życiu nadszedł delikatny punkt zwrotny. Posprzątałem pokój. Od kilku miesięcy chodzę do nowej szkoły, poznałem nowych ludzi i to całkiem sporo. I wszyscy oni to zapalczywi katolicy, którzy kiedy dowiedzieli się, że nie bardzo mnie ich wiara pociąga, uznali mnie po prostu za ignoranta nie do zbawienia. Nie potrzebuję go.

W co ja wierzę? Trudno powiedzieć, jeśli ktoś już tak bardzo chce wiedzieć - przedstawiam się jako ateista. W oobe wierzyć też nie chcę. Może to taki mój syndrom niewiernego Tomasza, że póki nie doświadczę - nie uwierzę.

Wobec nacisku wybitnie katolickiej społeczności poczułem potrzebę kontaktu z kimś wybitnie antykatolickim. Ciut nie satanistą. Ale wszyscy moi ateiści poszli do innych szkół, niektórzy (a nawet mówiąc szczerze większość z nich) chodzi teraz do szkół w innych miastach. Zostaje jeszcze to forum.

Kolejny powód, dla którego tu wczoraj zajrzałem, to fakt, że wśród moich nowych znajomych znalazłem dwójkę zainteresowaną tematyką świadomego śnienia. Kto by pomyślał, że 'wierzę w Boga, Kościół i wszystko co kościelne' nie wyklucza 'wierzę w kontrolę nad snem i istnienie pozazmysłowych krain'. Ksiądz na religii, na którą ze względów bezpieczeństwa chodzę sam przyznał, że WYKLUCZA. W każdym razie owi znajomi, i jeszcze druga dwójka moich już 'starych', którzy ujawnili się jakiś tydzień temu skłoniła mnie do przemyślenia tematu śnienia.

Prawdziwy przełom miał miejsce jednak dopiero przedwczoraj, kiedy to oczekując końca świata szperałem w internecie w poszukiwaniu roślinek, jakie bym sobie mógł w domu wyhodować, żeby potem podrywać na nie dziewczyny. Dotarłem w tych poszukiwaniach do strony o le 'magicznych ziołach'. Wśród różnych le 'magicznych ziół na odchudzanie', były też le 'magiczne zioła na dobre spanie'.

Jak mawiał mój kolega z podstawówki: 'o nie, tera to sie pała przegła'. Postanowiłem sobie - jak przeżyję koniec świata, wracam do Ogólnopolskiej Oneironautycznej Rebelii. Stało się, odwrotu nie ma. Dzisiaj spałem 14,5h - musiałem odespać rok szkolny. Zapisałem 2 sny. Jak na potencjalne 10, jakie mogłem mieć w tym czasie - 2 to przyzwoity wynik...

A zioła jeszcze sobie kupię i wyhoduję w domu. I nie, nie mam na myśli Zioła, tylko różne nasenne gadżety z zachodu. Jak tylko zrobi się cieplej. Póki co - kisiel się skończył.

entry 22.05.2011 - 20:33
OOBE jest jak uzależnienie, która po pewnym czasie Cię nudzi i które w końcu zostawiasz, zniechęcony niepowodzeniami. Po pewnym czasie dzieje się coś, co skłania Cię do zajęcia się eksterioryzacją raz jeszcze. Później znowu nadchodzi zniechęcenie i trwa albo już do końca, albo po dłuższym niż uprzednio czasie, mija.
Tak przynajmniej było u mnie. A może i wciąż jest.

Nie mam zamiaru zastanawiać się, czym jest OOBE. Czy to aż takie ważne? Nigdy nie dojdziemy do tego, czy to prawdziwe wychodzenie duszą, okultystyczna praktyka, czy też parapsychologiczne odbieranie bodźców na odległość dzięki przemieszczaniu się świadomością - świadomość, a dusza... widzicie różnicę? Czy też jest to po prostu sen, majaki... Na prawdę, nieistotne. Ważne, że dostarcza więcej wrażeń niż wodne parki rozrywki, a do tego jest darmowe i nie trzeba ruszać się z domu, a do tego daje satysfakcję robienia czegoś niezwykłego. Magicznego, nie bacząc, czy da się to wytłumaczyć naukowo.

Ostatnimi czasy dałem sobie z OOBE spokój, nie mam czasu, a może mam go za wiele i nie potrafię go wykorzystać. Nawet kiedy sobie leżę i słucham muzyki, to jest to tylko słuchanie muzyki, a jedyna zmiana świadomości jaka zachodzi to zapadnięcie w sen, którego i tak nie pamiętam.

Do czasu zaprzestania prób i treningów, miałem całkiem fajne osiągnięcia. Hipnagogi zakłócające mi zasypianie, częściowy paraliż przy dłuższym okresie bezruchu. Teraz ustało niemal wszystko. Nie zdajecie sobie sprawy jak mi brakuje niechcianych do niedawna paraliżów! Jak myślicie, czy żeby wrócić do mojej dawnej wprawy, będę musiał od nowa przechodzić przez te wszystkie ćwiczenia? Tzn. od nowa dziennik snów, od nowa długi leżenia i 'medytacje' (och, jak nie lubię tego słowa! kojarzy mi się z buddyjskimi mnichami i klasztorami, a ja jestem tylko nastolatkiem z nietypowymi jak na mój wiek zainteresowaniami).

Pamiętanie snów było jak codzienny rytuał. Budziłem się rano i pamiętałem to, co śniło mi się w nocą. Wiecie... to była część mojego życia. Nieprawdziwa, ale jaka piękna i ciekawa? Kładzenie się spać to była przyjemność. Niesamowite. Iść wcześniej spać, tylko po to by przespać jeszcze jedną fazę. Teraz kładę się po północy. Nigdy wcześniej. Rozumiecie, jak snów nie pamiętam, to i po co mam się śpieszyć do 8 godzin nieświadomości? Idę na kompromis z fizycznymi ograniczeniami i śpię 6.

Pamiętam teraz sporo snów z przeszłości. Od dziecięcych koszmarów o samym sobie, stającym się zombie, nurkowanie w nawiedzonym statku, przez plądrujące ziemię kosmiczne żaby, aż do armii kościotrupów. Później, kiedy zacząłem chodzić do podstawówki - krainy niczym z japońskiego anime, aż do snów o mocnym zabarwieniu erotycznym, które pojawiały się niczym złoto wśród błota, rzadko - od szóstej klasy w zasadzie do czasu aż przestałem ostatecznie pamiętać sny, czyli do drugiego półrocza drugiej gimnazjum. Po tych ostatnich wstawałem wypoczęty, jakby bardziej radosny i starałem się nie uronić ani chwili z nocnych wspomnień.

Idą wakacje i nie ma jak - pewnie dalej będę próbował eksterioryzacji, choćby dla wypełnienia nocnych godzin, w czasie których ostry rodzicielski cenzor rozkaże mi zgasić światło.

Pozdrawiam

entry 24.04.2010 - 08:15
No właśnie. Postanowiłem jakiś czas temu odpocząć od OOBE i to na dłużej, ale jak i poprzednim razem kiedy chciałem odpocząć, temat eksterioryzacji wszedł mi prosto pod oczy. Tym razem dosłownie.
Pani od Polskiego zapowiedziała nam kartkówkę z fraszek Kochanowskiego. Budowa, omówienie tematu i tym podobne. Przygotowany poszedłem na lekcję z zamiarem dostania dobrej oceny. W końcu wszytko było proste.
Pani przeszła przez klasę rozdając wszystkim kartki z fraszką Kochanowskiego. Jako, że usadowiłem się w kąciku przy ścianie, żeby mieć widok na całą moją klasę, Pani podeszła do mnie jako do ostatniego, i dosłownie położyła mi kartkę pod nos. Mój wzrok padł na tytuł.

Jan Kochanowski
Do snu

Śnie, który uczysz umierać człowieka
I ukazujesz smak przyszłego wieka,
Uspi na chwilę to śmiertelne ciało,
A dusza sobie niech pobuja mało!
Chce li, gdzie jasny dzień wychodzi z morza,
Chce li, gdzie wieczór gaśnie pozna zorza
Albo gdzie śniegi panują i lody,
Albo gdzie wyschły przed gorącem wody.
Wolno jej w niebie gwiazdom się dziwować
I spornym biegom z bliska przypatrować,
A jako koła w społecznym mijaniu
Czynią dźwięk barzo wdzięczny ku słuchaniu.
Niech się nacieszy nieboga do woli,
A ciało, które odpoczynek woli,
Niechaj tym czasem tesknice nie czuje,
A co to nie żyć, w czas się przypatruje.


Po przeczytanie wiersza byłem nieco zdziwiony... może nieco więcej niż nieco. Rozumiem, że dla kogoś może to się wydać dziwne bycie wstrząśniętym po przeczytaniu tych paru niewinnych linijek. Jednakże dla mnie to było coś, może dlatego, że wyraźnie przypomniałem sobie wszystkie moje dokonania na tejże płaszczyźnie. Skupić już się do końca kartkówki nie mogłem i pomijam fakt, że prawdopodobnie dostanę marną trójczynę.
Tegoż samego dnia postanowiłem spróbować. Położyłem się wygodnie, uprzedziłem rodzinę, że jestem zmęczony po szkole i chciałbym się przespać więc proszę by mi nie przeszkadzali. Rozluźniłem się i czekałem. Niedługo potem poczułem to specyficzne rozluźnienie mocniejsze niż zwykłe, ale jednak wciąż nawet nie lekki paraliż. Bacząc na uwagi Setha przekręciłem się na bok. Po krótkiej chwili ogarnęło mnie znajome uczucie. Zdecydowanie lekki paraliż. Po części utraciłem kontrolę nad myślami, pojawiały mi się obrazy, nad którymi nie do końca panowałem, czułem że zaraz utracę nad tym kontrolę do reszty i nagle znowu czerń pod powiekami. Pustka, ledwo odczuwalne ciało. Niestety jednak w pewnym sensie odczuwalne... Mianowicie co zapewne zdążyliście już zauważyć jestem nastoletnim chłopakiem. Takie rozluźnienie jest szczęście w nieszczęściu bardzo przyjemne i wiadoma sprawa, nie do końca już taka mała powstała ze spoczynku. Jest to dosyć krępujące o tym pisać, oczywiście z wiadomych względów, mam jednak nadzieję na pomoc... Dobra, dalej. Kolejna wizja, dla odmiany już nie w dżungli, a w klasie w szkole. Unosiłem się w powietrzu, tuż pod sufitem, mniej więcej tam gdzie znajduje się głośnik radiowęzła. Czułem taką lekkość jakbym nic nie ważył, a jednak nie wznosiłem się wyżej. Czułem nawet to uczucie unoszenia się, ciągnęło mnie do góry, ale na wizji, która dodam, że była widziana przeze mnie z perspektywy pierwszej osoby nie zmieniałem pułapu. I znowu czerń, miałem już średni paraliż, czyli mój max, do którego doszedłem świadomie. Ale wspomniany wyżej problem był mega nieustępliwy. Powalczyłem jeszcze trochę i dałem za wygraną... Pochłonęła mnie ciemność.

Zauważyłem także, że przez tę przerwę straciłem niemal całkowicie zdolność do zapamiętywania snów, czyli czeka mnie mozolna, żmudna i być może nie przynosząca efektów praca...

Pozdrawiam

entry 28.03.2010 - 21:40
Byłem u spowiedzi (silniejsze ode mnie) i chciałem powiedzieć księdzu o eksterioryzacji (z czego zrezygnowałem, bo strasznie nerwowy był co przejawiało się jego głośnym mówieniem, bardzo głośnym jak na spowiednika) tak więc zrezygnowałem i nazwałem to "parapsychologią". O dziwo ten nieokrzesany kaznodzieja wiedział czym jest parapsychologia.
Usłyszałem, że chcę być mądrzejszy od Boga i nie da się tego z naszą religią pogodzić. Później burknął coś (na cały Kościół) o tym, że chrześcijanin tak nie postępuje, że to jest zakazane pod karą "pójścia do piekła".
Powiedział jeszcze "To nie jest ani dla dorosłych, ani dla dzieci..." "(z czym Wam to się kojarzy? bo ludziom stojącym najbliżej konfesjonału skojarzyło się zapewne...) No to ja powiedziałem, że to dla mnie jest ciekawe, a ja chcę ciekawość zaspokoić. On na to "Zaspokajanie siebie i swoich potrzeb często bywa grzechem..." (zobaczyłem spojrzenia ludzi na mnie). Wspomniał jeszcze coś o tym, że "To jest traktowanie siebie przedmiotowo i podpisywanie paktu z szatanem"
Postanowiłem już nic nie mówić.
Litania do Matki Bożej (tylko?, to chyba to kazanie, które mi wygłosił i wstyd jaki mi przyniósł było większą częścią tejże pokuty).

Pozdrawiam

entry 28.02.2010 - 15:55
No właśnie. Zapewne jest to jeden z bardziej kontrowersyjnych tematów związanych z OOBE. I tym razem jak na wszystkie pytania o eksterioryzację nie ma jednoznacznej odpowiedzi...
Ale pytania zawsze można zadać, prawda? No więc je zadam.
Mianowicie, szukając nowych sposobów na OOBE postanowiłem zainteresować się poważniej Niefizycznymi Przyjaciółmi. Oczywiście poszperałem na forum, znalazłem, zadałem pytanie, podyskutowałem i nic mi się nie rozjaśniło, chciałbym mieć takiego Niefizycznego, ale nijak go spotkać nie mogę. Poćwiczyłem, mało ale poćwiczyłem. No i nic. Jak nie czułem przy mnie niczego specyficznego tak nie czuję. Cóż, najwyraźniej nie jestem interesujący dla bytów astralnych, bo z tego co wyczytałem tym właśnie są Przyjaciele - jeśli są. Z tego co piszecie to oni są realnymi przyjaciółmi, takimi, z którymi można pożartować, z którymi można się pośmiać, którzy płatają dzikie figle. Cóż...
Podsumowując, fajnie by było mieć kogoś takiego.

http://www.youtube.com/watch?v=krksWron54w...feature=related


A teraz drugi temat, który pragnąłbym poruszyć w moim wpisie.

Podróże mentalne. Zawsze zostawiałem wszystkie inne formy OOBE w spokoju, postawiłem sobie jako priorytet osiągnąć stan OOBE, nawet LD poszło na drugi plan. No ale oczywiście musiało się tak stać, że kiedyś przeczytałem czym jest podróż mentalna. Chwilę potem wyszukałem techniki na osiągnięcie i ćwiczenia. Jak się okazuje kiedyś nieświadomie szukając odpowiedzi na pytanie czy ciało fizyczne jest obserwowane przez ciało astralne (gdzieś trafiłem na dosyć dobry argument, że skoro kiedy przypominamy sobie powiedzmy nasz dzień to widzimy siebie z perspektywy 3os. tak jak na filmach czy tak jak w grach RPG, to nie jest to obraz jaki widzi nasza dusza, znajdująca się nie dokładnie w nas ale gdzieś obok naszego ciała fizycznego) próbowałem podczas np. długich pieszych podróży od domu dziadków do mojego domu przez miasto, widzieć drogę wedle teorii duszy nad/za/obok ciała. Szedłem więc wyobrażając sobie, że patrzę na siebie z perspektywy 3os. i jako tako mi to wychodziło. Cóż, mam nadzieję, że teraz z tego powodu będę miał choć trochę łatwiej w osiąganiu mentalki. Albo chociaż w próbowaniu, bo z tego co tam wyczytałem aby w ogóle mieć możliwość odbycia takiej podróży musimy się znaleźć w Focus 27, co niewątpliwie aż takie łatwe bez Hemi-Synca nie jest, a chwilowo mam pewien problem ze słuchaweczkami...

http://www.youtube.com/watch?v=bX4aY78cc98...feature=related

Na marginesie, lubię twórczość Grechuty.

Pozdrawiam

2 Stron V   1 2 >