oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

> Kącik Castanedy, śnienie oraz inne tematy
sunstone
post 17.12.2012 - 02:07
Post #1


Członek Rodziny
******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


Uwaga długie !!!

Dla tych którzy zaczytali się w książkach Castanedy, powycinałem kawałki przydatnej wiedzy.

Dziś będzie o ćwiczeniach.

Zaczynamy.

1.
Czujne siedzenie.
nauczyl mnie, jak to nazwal, czujnego sposobu siedzenia. Kazal mi podwinac prawa noge pod lewe udo i przykucnal na lewej. Wyjasnil, ze podwinietej nogi uzywa sie jako wyrzutni w przypadku, kiedy trzeba bardzo szybko wstac.

2.
Spoglądanie na ducha.
Szeptem kazal mi skupic spojrzenie na ziemi, w poszukiwaniu albo raczej w oczekiwaniu na jakis powiew wiatru, który poruszy krzewami. Gdy tylko fala dotknie krzewów, na których skupialem wzrok, mialem spojrzec w góre i zobaczyc ducha. Jesli zauwaze podmuch wiatru, mam po prostu spojrzec w góre i samemu zobaczyc.

3.
Słuchanie świata.
Przede wszystkim musisz uzyc uszu do odciazenia oczu. Od chwili narodzin do oceniania swiata uzywamy oczu. Rozmawiamy z innymi i ze soba glównie o tym, co widzimy. Wojownik jest tego swiadomy i slucha swiata. Slucha jego dzwieków ,Sluchanie dzwieków swiata musi sie odbywac harmonijnie i z wielka cierpliwoscia. - Wojownik jest swiadomy, ze swiat zmieni sie, kiedy tylko przestanie ze soba rozmawiac - powiedzial - i musi byc przygotowany na ten gigantyczny wstrzas.

4.
Odłączanie wewnętrznego dialogu.
Na poczatku naszej znajomosci don Juan opisal takze inna praktyke - pokonywanie dlugich odcinków drogi bez skupiania wzroku na okreslonym fragmencie krajobrazu. Zalecal, zeby nie patrzec na nic bezposrednio, ale lekko zezowac. Otrzyma sie wtedy peryferyjny obraz wszystkiego, co znajduje sie w polu widzenia. Chociaz wtedy tego nie zrozumialem, zapewnial mnie, ze jesli utrzymuje sie zezujace spojrzenie w punkcie tuz nad horyzontem, mozna w jednej chwili zobaczyc wszystko, co znajduje sie przed oczami. Twierdzil, ze to jedyny sposób odciecia wewnetrznego dialogu.

5.
Przywoływanie wizji.
Najpierw musisz zatrzymac wewnetrzny dialog, a potem przywolac obraz osoby, która chcesz widziec. Kazda mysl, która zachowuje sie w umysle w stanie ciszy, jest w zasadzie rozkazem, poniewaz nie ma innych mysli, które moglyby z nia konkurowac.

6.
Zaczerpnięcie mocy.
Don Juan kazal mi biec w miejscu z twarza zwrócona na zachód. Juz wczesniej przy róznych okazjach polecal mi wykonywanie tego cwiczenia. Chodzilo o zaczerpniecie mocy ze zblizajacego sie zmierzchu. Unosilem ramiona w kierunku nieba, rozposcieralem palce jak wachlarz i silne klaskalem, opuszczajac rece do punktu lezacego pomiedzy horyzontem a zenitem.

7.
Oddychanie.
Wypchnij brzuch do dolu, do dolu.
Byla to technika, której nauczyl mnie kilka lat temu, przeznaczona do wykorzystania w momentach wielkiego niebezpieczenstwa, strachu czy stresu. Nalezalo, wypychajac przepone, zrobic ustami cztery szybkie wdechy, po czym cztery glebokie wdechy i wydechy przez nos. Don Juan wyjasnil wtedy, ze hausty powietrza powinno sie odczuwac w brzuchu jak wstrzasy. Natomiast mocno zlaczone dlonie, przylegajace scisle do pepka dodaja sily i pomagaja kontrolowac jeden i drugi rodzaj wdechów. Te glebokie nalezy zatrzymywac, liczac do osmiu, równoczesnie wypychajac przepone w dól. Wydechy robi sie dwa razy nosem i dwa razy ustami, powoli albo szybko, w zaleznosci od preferencji.

8.
Odczucie.
Don Juan powiedzial, ze czarownicy musza pielegnowac to doznanie, i opisal je niezwykle dokladnie. Wedlug niego jest to swego rodzaju swedzenie, ani bolesne, ani przyjemne, pojawiajace sie dokladnie na czubku glowy. Chcac uswiadomic mi nature tego odczucia na poziomie rozumu, opisal mi je bardzo dokladnie, po czym, aby zaznajomic mnie z nim praktycznie, spróbowal wyksztalcic we mnie cielesna swiadomosc i pamiec. Kazal mi przebiegac pod niskimi galeziami i skalami wiszacymi kilka cali ponad moja glowa.
Przez lata usilowalem kultywowac to doznanie, ale z jednej strony nie potrafilem calkowicie zrozumiec jego opisu, a z drugiej nie bylem w stanie zaznajomic z nim mego ciala, postepujac wedlug wskazówek don Juana. Nigdy nie poczulem nic szczególnego, przebiegajac pod galeziami i skalami wybranymi przez niego do demonstracji. Niemniej jednak któregos dnia moje cialo samo odkrylo to uczucie, kiedy wjezdzalem wysoka ciezarówka do trzypietrowego garazu. Tego dnia jezdzilem po garazu calymi godzinami, aby stworzyc cialu mozliwosc zapamietania tego uczucia.

9.
Zdobywanie energii.
uczyl nas, ze najlepszym sposobem na zdobycie energii jest, oczywiscie, wpuszczenie slonca do wnetrza oka, szczególnie lewego.
Powiedzialem, ze nic mi o tym nie wiadomo, a ona opisala sposób, którego nauczyl ich don Juan. Gdy mówila, przypomnialem sobie, ze don Juan mnie tez tego nauczyl. Cala sprawa polegala na tym, zeby lapac promienie sloneczne pólprzymknietym lewym okiem, powoli krecac glowa. Mówil tez, ze zamiast slonca mozna uzyc jakiegokolwiek zródla swiatla, które pada prosto na oczy.

10.
Zdobywanie energii.
Mezczyzna, aby wchlonac energie, musi polozyc sie na plecach ze zgietymi kolanami, tak by stopy stykaly sie ze soba. Jego rece musza byc wyciagniete wzdluz boków, z przedramionami uniesionymi pionowo w góre i palcami rozczapierzonymi jak szpony.

11.
Miejsca mocy.
Patrzac poprzez deszcz, mozna odkryc miejsca mocy albo miejsca, które nalezy omijac. Miejsca mocy sa zielonkawe, a miejsca, które nalezy ominac, sa intensywnie zielone.

12.
Obserwator we śnie.
Kiedys snilem, ze sie budze i wyskakuje z lózka, po czym zobaczylem siebie samego wciaz spiacego w lózku. Patrzylem na siebie i wystarczylo mi samokontroli, by pamietac, ze snie. Postepowalem wedlug wskazówek don Juana, który zalecil mi unikac naglych wstrzasów, nie dziwic sie niczemu i traktowac wszystko z odrobina dystansu. Don Juan twierdzil, ze sniacy musi sie zaangazowac w eksperyment, zachowujac jednoczesnie postawe neutralnego obserwatora. Zamiast przygladac sie swemu uspionemu cialu, sniacy powinien wyjsc z pokoju.

13.
Wdychanie esencji miesjca.
Zanim usiadlem za kierownica, przez chwile stalem obok auta i patrzylem na doline. Moje cialo obracalo sie powoli, az zatoczylo pelny krag, jakby obdarzone bylo wlasna wola i celem. Mialem wrazenie, ze wchlaniam w siebie esencje tego miejsca. Chcialem ja zatrzymac, bo nie mialem cienia watpliwosci, ze juz nigdy w zyciu nie zobacze tej doliny.
a. Wysiadla, podbiegla do niewielkiego wzgórza przy drodze, wspiela sie na szczyt i po raz ostatni spojrzala na swoja doline. Wyciagnela w jej strone ramiona i wdychala ja w siebie.

14.
Wspólne śnienie.
Mozemy spróbowac wspólnego snienia – wyjasnila. Powinnismy zaczac snienie w dwóch róznych miejscach, znajdujac sie tak daleko od siebie, jak to tylko mozliwe. To z nas, które wejdzie w snienie pierwsze, poczeka na drugie. Gdy sie juz odnajdziemy, pochwycimy sie za ramiona i razem wejdziemy glebiej.
Powiedzialem, ze nie mam pojecia, jak mam na nia zaczekac w wypadku, gdybym wszedl w snienie pierwszy. La Gorda nie potrafila mi wyjasnic, jak sie to robi, ale powiedziala, ze Josefina okreslila czekanie na drugiego sniacego jako “porywanie" go. La Gorda dwukrotnie zostala porwana przez Josefine.
- Josefina nazwala to porwaniem dlatego, ze jedna z nas musiala pochwycic druga za ramie - wyjasnila.
Splotla swoje lewe przedramie z moim prawym w ten sposób, ze kazde z nas trzymalo tego drugiego pod lokciem.

15.
Pozycja śnienia.
Na poczatku, podobnie jak la Gorda, wchodzilem w snienie, lezac na plecach, az kiedys don Juan powiedzial mi, ze najlepsze wyniki osiagne, siadajac na miekkiej, cienkiej macie, tak by podeszwy moich stóp stykaly sie ze soba, a uda dotykaly maty. Dodal, ze poniewaz mam elastyczne stawy ud, powinienem je wycwiczyc jak najbardziej, tak bym siedzac w tej pozycji, potrafil polozyc je zupelnie plasko na macie. Twierdzil, ze jesli w tej pozycji uda mi sie wejsc w snienie, moje cialo nie bedzie sie chwialo ani przesuwalo na boki, lecz tulów opadnie do przodu i czolo oprze sie na stopach.

16.
Czas do śnienia.
Kolejna bardzo istotna sprawa byl wybór najlepszej pory na snienie. Don Juan powiedzial nam, ze zdecydowanie najlepszy jest pózny wieczór lub wczesny ranek. Powodem takiego wyboru bylo, jak to nazywal, praktyczne zastosowanie wiedzy czarownika. Uwazal, ze skoro musimy snic w otoczeniu zwyklego swiata, to powinnismy przynajmniej robic to w mozliwie najlepszych warunkach, w samotnosci, upewniajac sie, ze nikt nam nie przeszkodzi. Przez przeszkadzanie mial na mysli uwage innych ludzi, a nie ich fizyczna obecnosc. Zdaniem don Juana wycofanie sie ze swiata i ukrywanie nie mialoby sensu, bo nawet przebywajac w odludnym, odizolowanym miejscu, jestesmy narazeni na zaklócenia ze strony innych ludzi, gdyz nie potrafimy sie odgrodzic od skupienia ich pierwszej uwagi. Tylko w porze, gdy wiekszosc ludzi spi, mozna na krótki czas te uwage od siebie odwrócic. W tych godzinach pierwsza uwaga ludzi dokola nas pozostaje uspiona.

17.
Uwaga we śnie.
To doprowadzilo don Juana do opisu drugiej uwagi. Wyjasnial nam, ze za wszelka cene nalezy skupic uwage, która jest niezbedna na poczatkowym etapie snienia, na jakims konkretnym przedmiocie pojawiajacym sie we snie. Tylko unieruchamiajac w ten sposób nasza uwage, mozemy przeksztalcic zwykle sny w snienie.

18.
Latanie we śnie.
Powiedzial, ze dla czlowieka, który poznal snienie, zaden zapamietany sen nie jest juz zwyklym snem, lecz snieniem. Wtedy zaczelam próbowac latania w snieniu. Ale nie potrafilam tego robic na zawolanie: im bardziej staralam sie wplywac na moje snienie, tym wieksze trudnosci napotykalam. W koncu Nagual powiedzial, ze powinnam przestac i pozwolic, by to nadeszlo samo. I po jakims czasie stopniowo zaczelam latac w snieniu. Wtedy wlasnie pojawil sie glos, który mówil mi, co mam robic. Zawsze mi sie wydawalo, ze to glos kobiety. Gdy juz nauczylam sie doskonale latac, Nagual powiedzial mi, ze powinnam powtarzac na jawie kazdy ruch, który wykonuje, latajac w snieniu.

19.
Weryfikacje snów.
Pierwsze ćwiczenie polegalo na odnalezieniu w snieniu wlasnych dloni. Nastepnie don Juan polecil, bym wybral sobie jakies miejsce, skupil na nim uwage, wszedl w snienie w ciagu dnia i przekonal sie, czy potrafie sie tam znalezc. Zaproponowal, bym wyslal w to miejsce kogos, kogo znam, najlepiej kobiete, a to z dwóch powodów: po pierwsze, moglaby ona wysledzic subtelne zmiany swiadczace o tym, ze rzeczywiscie bylem tam w snieniu, a po drugie, moglaby wybrac jakis nie rzucajacy sie w oczy szczegól, na którym mialbym skupic druga uwage.
Najpowazniejszy problem, jaki moze tu napotkac sniacy, polega na tym, ze latwo jest zafiksowac druga uwage na jakims szczególe, który w codziennym zyciu, przy wykorzystaniu pierwszej uwagi, przeszedlby zupelnie nie zauwazony, a to niemal calkowicie uniemozliwia weryfikacje rezultatów. W snieniu szukamy zupelnie czegos innego niz to, na co zwrócilibysmy uwage w zwyczajnym zyciu.

20.
Spoglądanie we śnie.
Don Juan twierdzil, ze skupienie drugiej uwagi jest trudne jedynie w poczatkowej fazie nauki. Potem trzeba Walczyc z jej nieodpartym przyciaganiem, obserwujac otoczenie jedynie katem oka. W snieniu nalezy sie zadowolic jak najszybszymi spojrzeniami na wszystko, bo Jesli skupimy sie na jakims elemencie, tracimy kontrole.

21.
Mówienie we śnie.
Mówienie w snieniu bylo dla mnie fascynujaca nowoscia, gdyz nie snilismy sceny, w której rozmawiamy, tylko naprawde rozmawialismy. Wymagalo to ogromnego wysilku, podobnego do moich pierwszych staran, by zejsc w snieniu po schodach.

22.
Oddzielenie wzroku od słuchu.
Drugie cwiczenie wygladalo tak, ze lezelismy na ziemi jak zwiniete w klebek psy, w pozycji przypominajacej embrionalna, na lewym boku, z czolem opartym na zlozonych rekach. Silvio Manuel nakazywal, bysmy jak najdluzej mieli zamkniete oczy. Moglismy je otwierac tylko wtedy, gdy kazal nam zmienic pozycje i polozyc sie na prawym boku. Mówil, ze celem tego cwiczenia jest oddzielenie zmyslu sluchu od wzroku. Podobnie jak w poprzednim cwiczeniu, stopniowo wydluzal czas jego trwania, az potrafilismy spedzic cala noc, nie spiac i nasluchujac. Uwazal, ze gdy znajdujemy sie w ciemnosciach, w stanie wyciszenia, nasza percepcja doznaje glebokiego wstrzasu. Sluch wysuwa sie na pierwszy plan i zaczynamy odbierac sygnaly od wszystkiego, co zyje i istnieje dokola - za posrednictwem nie tylko sluchu, ale takze kombinacji sluchu i wzroku, w tej wlasnie kolejnosci. Silvio Manuel powiedzial, ze w mroku, szczególnie gdy czlowiek wisi w powietrzu, oczy podporzadkowuja sie uszom.

23.
Ucieczka przed problemami.
Wojownik postawiony wobec sytuacji, z która nie potrafi sobie poradzic, wycofuje sie na chwile. Pozwala myslom odbiec. Zajmuje sie czyms innym. Moze to byc cokolwiek.

24.
Pozycja snu przy stresie.
Kiedy sie boisz lub jestes przygnebiony, nie kladz sie do lózka - odrzekl, nie patrzac na mnie. - Spij jak ja, siedzac w fotelu.
Kiedys don Juan zasugerowal, ze powinienem ucinac sobie dluzsze drzemki, lezac na brzuchu, z glowa zwrócona w lewo i stopami wystajacymi poza lózko - taki wypoczynek mial dodawac mi sil. Radzil ponadto, bym dla ochrony przed zimnem przykrywal ramiona miekka poduszka, nie zakrywajac jednak karku, oraz zakladal grube skarpety albo po prostu spal w butach. Z poczatku jego propozycja wydala mi sie dziwaczna, pózniej zmienilem zdanie. W tej pozycji spalo mi sie wyjatkowo dobrze i budzilem sie wypoczety.

25.
Przypominanie przeszłych zdarzeń.
Dodal, ze wspomnienie odtworzy sie najlepiej, jesli bedziemy spacerowali.

26.
Wybieranie miejsca.
Powiedz, które miejsce na krawedzi wybralbys na calonocne czuwanie? - zapytal.
Juz wczesniej, w czasie wspinaczki, zauwazylem ledwie widoczna pólke skalna, która wygladala jak ciemna plama na zboczu. Szybko odnalazlem ja wzrokiem. Teraz, kiedy don Juan prosil mnie o zdanie, wpadl mi w oko jeszcze ciemniejszy, prawie czarny punkt w jej obrebie. Mroczna pólka skalna i ciemny punkt w glebi nie wzbudzaly we mnie leku czy niepokoju - przeciwnie, spodobaly mi sie, a ów czarniawy punkt wzbudzil moja szczególna sympatie.
- Podoba mi sie ten ciemny kat - powiedzialem, kiedy dotarlismy do skalnej pólki. Don Juan zgodzil sie, ze miejsce to znakomicie nadaje sie do przeczekania nocy - jest naladowane szczególna energia i pograzone w przyjemnym mroku. Skierowalismy sie ku skalom, don Juan oczyscil ziemie w poblizu glazów i usiedlismy, opierajac sie o nie plecami. Powiedzialem, ze najprawdopodobniej wybralem to miejsce calkiem przypadkowo, chociaz bezsporne jest, ze punkt ten przyciagnal mój wzrok.
- Nie wiazalbym tego wylacznie ze zwyklym patrzeniem - odpowiedzial don Juan.
Don Juan odpowiedzial, ze obszary tego typu emanuja nieuchwytna ozywcza energia. Dodal, ze moga na nie natrafic równiez zyjacy w zwyczajnych warunkach, przecietni ludzie, nie zdaja sobie jednak sprawy z ich natury i oddzialywania.

27.
Podziękowania dla zmarłych.
Jedyne, co mozesz teraz zrobic - odrzekl - to zachowywac zywe wspomnienie swojego przyjaciela, nie pozwalac mu umrzec do konca twojego zycia, a byc moze i jeszcze dluzej. W ten sposób czarownicy wyrazaja swoje podziekowania, których nie moga juz wypowiedziec. Mozesz uwazac to za glupi sposób, ale to najlepsza rzecz, jaka czarownik moze uczynic.

28.
Kumulowanie Ciszy.
Niektórym bardzo utalentowanym adeptom potrzeba jedynie kilku minut ciszy, by dojsc do tego wielce pozadanego rezultatu. Innym, mniej zdolnym, potrzeba dlugich okresów ciszy, byc moze nieco ponad jedna godzine pelnego wyciszenia, zanim osiagna pozadany efekt. Pozadany efekt to cos, co dawni czarownicy okreslali jako zatrzymanie swiata; jest to chwila, gdy wszystko dokola przestaje byc tym, czym zawsze dla nas bylo.

29.
Pozycja i narzędzie śnienia.
Poszedlem do lózka, szukajac jedynego pocieszenia, jakie przyszlo mi do glowy - spokoju i ciszy. Kiedys don Juan pokazal mi pozycje ulatwiajaca osiagniecie wewnetrznej ciszy. Nalezalo usiasc na lózku ze zgietymi kolanami i zlaczonymi stopami, które trzymajac dlonmi za kostki, dociska sie jedna do drugiej. Dal mi tez gruby kolek, który zawsze mialem przy sobie, gdziekolwiek sie wybieralem. Kolek byl dociety na dlugosc trzydziestu pieciu centymetrów i sluzyl do podtrzymywania ciezaru mojej glowy, gdy pochylalem sie do przodu; jeden koniec kolka umieszczalem na podlodze, pomiedzy zlaczonymi stopami, na drugim zas, owinietym miekkim kawalkiem materialu, opieralem srodek czola. Za kazdym razem, gdy przyjmowalem te pozycje, zapadalem w sen w ciagu kilku zaledwie sekund.

30.
Rewizja życia.
Sposób, w jaki czarownicy przeprowadzaja rewizje zycia, jest bardzo sformalizowany - ciagnal. - Nalezy do niego sporzadzenie listy wszystkich ludzi, których czarownik w zyciu spotkal, poczynajac od chwili obecnej, cofajac sie az do samego poczatku jego zycia. Po sporzadzeniu listy bierze sie z niej pierwsza osobe i przypomina sobie wszystko, co jej dotyczy. I to naprawde wszystko, kazdy szczegól. Lepiej zaczynac od chwili obecnej, cofajac sie w przeszlosc, poniewaz wspomnienia z terazniejszosci sa swieze, i w ten sposób mozna stopniowo szlifowac umiejetnosc przypominania. Technika polega na jednoczesnym przypominaniu sobie zdarzen z przeszlosci i oddychaniu; powietrze wdycha sie powoli i swiadomie, przechylajac powoli glowe z prawa na lewo w ledwo dostrzegalnym ruchu, po czym wydycha sie w ten sam sposób.
Powiedzial, ze wdechy i wydechy powinny byc naturalne; jezeli beda zbyt gwaltowne, czlowiek zacznie, jak to powiedzial, robic meczace oddechy, po których trzeba spowolnic oddychanie, by uspokoic miesnie.

31.
Ćwiczymy wspomnienia.
Chodzenie zawsze pobudza wspomnienia - mówil. - Czarownicy starozytnego Meksyku byli przekonani, ze wszystko, co przezywamy, przechowujemy pod postacia wrazen fizycznych w tylnej czesci ud. Uwazali oni je za magazyn osobistej historii czlowieka. No, to teraz pójdziemy troche w góry.

32.
Obserwacja istot nieorganicznych.
Od tej pory - kontynuowal - gdy tylko staniesz twarza w twarz z dziwna zjawa, nie ustepuj pola i gap sie na nia bez mrugniecia okiem. Jesli bedzie to istota nieorganiczna, twoja interpretacja opadnie niczym uschniete liscie z drzewa. Jesli nic sie nie zdarzy, wówczas bedzie to jakies gówniane zaburzenie twojego umyslu, który i tak zreszta wcale do ciebie nie nalezy.

33.
Pozbycie się obcej instalacji przez wewnętrzną ciszę.
Wspaniale ćwiczenie dawnych czarowników - ciagnal don Juan - polegala na obciazeniu umyslu latawca dyscyplina. Stwierdzili oni, ze jesli narzucic umyslowi latawca wewnetrzna cisze, wówczas obca instalacja sie rozprasza; daje to kazdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutna pewnosc zewnetrznego pochodzenia umyslu. Obca instalacja powraca, tego mozesz byc pewien, ale juz nie tak silna, i tak oto rozpoczyna sie proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje sie zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak dlugo, az pewnego dnia umysl latawca rozprasza sie na dobre. Smutny to dzien, doprawdy! Od tego dnia bedziesz musial sie opierac na wlasnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie bedzie juz nikogo, kto by ci powiedzial, co masz robic. Nie bedzie juz zadnego zewnetrznego umyslu, który móglby ci dyktowac kretynstwa, do których zostales przyzwyczajony.

34.
Sposób na Komary ;-)
Tamtego ranka bylo bardzo goraco. Szlismy wyschnietym korytem rzeki. Jedno, co ta dolina i pustynia Sonory mialy ze soba wspólnego, to miliony owadów. Latajace wszedzie dokola komary i muchy byly niczym bombowce nurkujace do mojego nosa, oczu i uszu. Don Juan polecil mi, bym nie zwracal uwagi na ich brzeczenie.
Nie próbuj ich odganiac - oswiadczyl stanowczym tonem. - Zamierz, zeby daly ci spokój. Wznies dokola siebie bariere energetyczna. Zachowaj milczenie, a z niego powstanie ta bariera. Nikt nie wie, jak to sie robi. Jest to jedna z tych rzeczy, które dawni czarownicy nazywali faktem energetycznym. Przerwij swój wewnetrzny dialog. Nie trzeba do tego nic wiecej.

35.
Oczyszczanie wodą.
Don Juan uczyl mnie, ze w chwilach krytycznych, takich jak ta, nalezy do oczyszczenia siebie uzyc wody biezacej. Przypomnialem sobie o tym i wszedlem pod prysznic. Stalem pod strumieniem cieplej wody moze przez godzine.

36.
Ustawianie śnienia.
Co oznacza: “ustawic snienie"?
- Oznacza to umiejetnosc precyzyjnego i praktyczne - go zawiadywania ogólna sytuacja podczas snu. Mozesz, na przyklad, snic, ze jestes w swojej sali wykladowej. Ustawic snienie, to nie dopuscic, by twój sen zamienil sie w cos innego. Nie skaczesz wiec, powiedzmy, z sali wykladowej nagle w góry. Innymi slowy, kontrolujesz obraz sali wykladowej i pozwalasz mu zniknac dopiero wtedy, gdy ty tego chcesz.
- Czy to jest mozliwe?
Oczywiscie, ze to mozliwe. Owa kontrola niczym nie rózni sie od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym zyciu. Czarownicy przywykli juz do tego i potrafia to osiagac, kiedy tylko zechca. Jesli ty chcesz do tego przywyknac, powinienes zaczac od czegos bardzo prostego. Dzis w nocy, w trakcie snu, musisz patrzec na swoje rece.

37.
Zasypianie (wild)

Pierwsza brama jest progiem, który musimy przekroczyc poprzez swiadomosc istnienia pewnego odczucia przychodzacego tuz przed glebokim snem - powiedzial. - Jest to uczucie milej ociezalosci, która sprawia, ze nie chce sie nam otworzyc oczu. Osiagamy pierwsza brame W momencie, gdy zdamy sobie sprawe, ze zasypiamy zawieszeni miedzy ciemnoscia a ociezaloscia.
- Jak mam byc swiadom tego, ze zasypiam? Czy sa jakies etapy, które trzeba przejsc?
Nie, nie ma zadnych etapów. Po prostu trzeba zamierzyc swiadomosc tego, ze sie zasypia.

38.
Zamierzanie śnienia.
W tym konkretnym przypadku, poniewaz rozmawiamy o pierwszej bramie snienia, celem snienia jest zamierzyc, by twoje cialo energetyczne uswiadomilo sobie, ze zapadasz w sen. Nie zmuszaj sie do swiadomosci, iz zapadasz w sen. Pozwól to zrobic swemu cialu energetycznemu. Zamierzac oznacza pragnac, nie pragnac; dzialac, nie dzialajac. Podejmij sie trudu zamierzania - kontynuowal po chwili don Juan. - Uzyj swej cichej determinacji, wolny od wszelkich mysli, i przekonaj samego siebie, ze trafiles do swego ciala energetycznego i ze jestes sniacym. Dzieki temu, naturalna koleja rzeczy, staniesz sie swiadomy momentu, w którym zapadasz w sen.

39.
Obrazy ze snu.
Don Juan powiedzial, ze sniacy z pelna swiadomoscia rzucaja krótkie spojrzenia na wszystkie rzeczy, które ich otaczaja podczas snu. Jesli skupiaja uwage snienia na czyms konkretnym, jest to jedynie punkt wyjscia. Nastepnie patrza na inne przedmioty w ich snie, wracajac do punktu wyjscia mozliwe jak najczesciej.

40.
Istota utrzymania świadomego snu.
Chce jeszcze raz powiedziec ci, co masz zrobic w swoich snach, aby przekroczyc pierwsza brame. Na poczatku musisz utkwic spojrzenie w dowolnie wybranym przedmiocie. Potem przesuwaj wzrok na inne przedmioty, rzucajac przelotne spojrzenia, wpatruj sie w tyle przedmiotów, ile tylko zdolasz. Pamietaj, ze jesli patrzysz krótko, obrazy sie nie zmieniaja. Potem wróc do punktu, od którego zaczales.

41.
Pierwsza brama śnienia.
Osiagamy pierwsza brame snienia, uswiadamiajac sobie, ze zapadamy w sen, albo majac, tak jak ty, nieslychanie realistyczny sen. Kiedy juz osiagniemy brame, musimy ja przekroczyc dzieki umiejetnosci utrzymania obrazu dowolnego przedmiotu w naszym snie.
- Prawie to mi sie udaje, ale przedmioty szybko sie rozplywaja.
Wlasnie to usiluje ci powiedziec. Aby skompensowac ulotnosc snów, czarownicy zastosowali metode okreslonego przedmiotu jako punktu wyjscia. Za kazdym razem, gdy oddzielasz go i patrzysz na niego, odczuwasz natlok energii. Dlatego tez na samym poczatku nie patrz na zbyt wiele rzeczy w swoich snach. Wystarcza cztery przedmioty. Pózniej mozesz poszerzyc zakres postrzegania, az bedziesz mógl ogarnac wszystko, co zechcesz. Ale gdy tylko zaczniesz tracic kontrole, a obrazy zaczna sie zmieniac, wróc do punktu wyjscia i zacznij od poczatku.

42.
DRUGA BRAMA ŚNIENIA + kop w tyłek za folgowanie sobie.
- Wrócmy do naszych spraw - powiedzial. - Dochodzisz do drugiej bramy snienia, gdy budzisz sie z jednego snu w drugi. Mozesz miec tyle snów, ile chcesz, czy tez ile zdolasz miec. Musisz jednak odpowiednio sie kontrolowac, by nie obudzic sie w swiecie, który znamy.

- Jest jeden problem dotyczacy drugiej bramy - powiedzial. - Moze to byc problem powazny; to zalezy od osobowosci. Jesli mamy sklonnosci do folgowania sobie i kurczowego trzymania sie pewnych rzeczy lub sytuacji, powinnismy przygotowac sie na solidnego kopa w tylek.
- Co masz na mysli, don Juanie?
Pomysl przez chwile. Doswiadczyles juz tej niezwyklej przyjemnosci badania tresci swoich snów. Wyobraz sobie, ze przechodzisz ze snu do snu, wszystko ogladasz, wszystko badasz, kazdy szczegól. Latwo sobie uswiadomic, jak szybko mozna sie bezpowrotnie pograzyc w tej glebi. Szczególnie wtedy, gdy ktos ma sklonnosci do folgowania sobie.

43.
Przedmioty pomocne w śnieniu.
Aby twoje snienie bylo doskonale - powiedzial pewnego razu wyslannik - musisz wylaczyc swój dialog wewnetrzny. Najlepsze rezultaty osiagniesz, wkladajac miedzy palce pare dwu -, trzy calowych krysztalów kwarcu albo dwa gladkie, cienkie otoczaki. Potem zagnij lekko palce i scisnij w nich krysztaly albo kamyki.
Wyslannik powiedzial, ze równie skuteczne sa metalowe bolce, jesli dlugoscia i szerokoscia zblizone sa do palca. Rzecz polega na tym, by scisnac przynajmniej trzy cienkie przedmioty miedzy palcami obu rak, wytwarzajac stan bolesnego napiecia w dloniach. Napiecie takie ma dziwna zdolnosc wylaczania dialogu wewnetrznego. Wyslannik opowiadal sie za krysztalami kwarcu; orzekl, ze daja najlepsze rezultaty, aczkolwiek po nabyciu wprawy mozna uzywac czegokolwiek.

44.
Podniebienie a śnienie.
Pewnego dnia wyslannik dal mi prawdziwie cudna wskazówke. Powiedzial, ze kluczem do szybkosci i dokladnosci uwagi snienia jest nasze podniebienie stanowiace rezerwuar uwagi u wszystkich ludzi. Wyslannik zalecil cwiczenia polegajace na wyrabianiu dyscypliny i kontroli, koniecznych do przyciskania koniuszka jezyka do podniebienia podczas snienia. Jest to, jak mówil, równie trudne i czasochlonne, jak ujrzenie we snie swoich dloni. Kiedy sie jednak uda, daje oszalamiajace rezultaty, jesli chodzi o kontrolowanie uwagi snienia. Najistotniejsza informacja dla mnie bylo to, ze uwaga snienia ma swoje zródlo w podniebieniu. Duzo wysilku kosztowalo mnie uswiadomienie sobie, aby w trakcie snienia przyciskac koniuszek jezyka do podniebienia. Gdy juz tego dokonalem, moja uwaga snienia zaczela zyc wlasnym zyciem i stala sie, ze tak powiem, szybsza niz moja uwaga w normalnym swiecie.

45.
Zapytaj wysłannika snu.
Zapytaj wyslannika. Wiesz, ze istoty nieorganiczne nie potrafia klamac.

46.
TRZECIA BRAMA SNU
Do trzeciej bramy snienia dochodzisz wtedy, gdy stwierdzasz, ze sniac, patrzysz na spiaca osobe. I okazuje sie, ze ta osoba to ty sam - powiedzial don Juan. - Sa dwa etapy zdobywania bram snienia - powiedzial. - Pierwszy, jak juz wiesz, to dojscie do bramy; drugi to jej przekroczenie. Sniac, ze widziales siebie samego pograzonego we snie, zblizyles sie do trzeciej bramy. Drugim etapem jest zdobycie umiejetnosci poruszania sie podczas tego snienia. Przy trzeciej bramie - mówil don Juan - zaczynasz z rozmyslem laczyc rzeczywistosc snienia z rzeczywistoscia swiata na co dzien. To wlasnie wymagane tu cwiczenie, a czarownicy nazywaja je uzyskiwaniem pelni ciala energetycznego. Polaczenie tych dwóch rzeczywistosci musi byc tak zupelne, ze musisz byc plynny bardziej niz kiedykolwiek do tej pory.

47.
Epizody z 3 bramy śnienia.
Gdy jestesmy przy trzeciej bramie, mamy sklonnosc do zatracania sie w szczególach - odparl. - Ogladac wszystko z wielka ostroznoscia i ciekawoscia oznacza odeprzec nieomal nieodparta pokuse zatopienia sie w szczególach. To konkretne cwiczenie przy trzeciej bramie, jak juz powiedzialem, ma sluzyc konsolidacji ciala energetycznego. Sniacy zaczynaja tworzyc swoje repliki - ciala energetyczne - wykonujac cwiczenia przy pierwszej i drugiej bramie. Kiedy osiagaja trzecia brame, ich ciala energetyczne sa gotowe, by sie ujawnic; a moze powinienem raczej powiedziec, ze sa gotowe, by dzialac. Niestety, oznacza to równiez, ze sa gotowe, by dac sie zahipnotyzowac szczególom.

48.
Rewizja życia a śnienie.
Przecietny czlowiek nie posiada woli we snie, poniewaz nigdy nie dokonal rewizji swojego zycia, które z tego powodu wypelnione jest po brzegi nieznosnym ciezarem emocjonalnym - wspomnieniami, nadziejami, obawami i tak dalej, i tak dalej.

49.
ESENCJA ŚNIENIA
Snienie wymaga kazdej czastki dostepnej nam energii - odparl. - Jesli cos nas bardzo pochlania w naszym zyciu, to nie ma mowy o snieniu.

50.
TRZECIA BRAMA - SEN I ŚNIENIE
Musisz ustalic sobie jakies wiarygodne kryterium, abys mógl sie przekonac, czy rzeczywiscie widzisz siebie w lózku podczas snu - powiedzial don Juan, nie odpowiadajac na moje pytanie. - Pamietaj, ze musisz byc w pokoju, gdzie wlasnie spisz, i widziec swoje prawdziwe cialo. Inaczej to, co widzisz, jest tylko zwyklym snem. A jesli tak jest, to kontroluj go - obserwuj jego szczególy albo go zmien.

51.
CZWARTA BRAMA SNU
Potem don Juan wyjasnil, ze przy czwartej bramie snienia cialo energetyczne podrózuje do okreslonych, konkretnych miejsc, oraz ze sa trzy sposoby korzystania z czwartej bramy. Pierwszy, to podróz do konkretnych miejsc w naszym swiecie. Drugi, podróz do konkretnych miejsc poza tym swiatem. Trzecim sposobem jest podrózowanie do miejsc, które istnieja tylko w intencji innych. Don Juan stwierdzil, ze trzeci sposób jest zdecydowanie najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy i wlasnie ten upodobali sobie czarownicy starozytnosci.

52.
Pozycja śnienia.
Rozpocznij snienie, lezac na prawym boku z lekko zgietymi kolanami - zaproponowala. - Chodzi o to, by utrzymac te pozycje w trakcie zasypiania. A potem, podczas snienia, cwiczenie polega na tym, by snic, ze lezysz w dokladnie takiej samej pozycji i znowu zasypiasz.

Zebrał sunstone w roku Pańskim 2012.
na sam koniec świata.

Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Stron V   1 2 >  
Start new topic
Odpowiedzi (1 - 20)
.
post 17.12.2012 - 13:13
Post #2


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 525

Notatnik


1. Czterech Wrogów Wojownika
2. Mali tyrani
3. Umysł Latawca


Czterech Wrogów Wojownika

Fragment książki “Nauki Don Juana” Carlosa Castanedy.

Przystępując do nauki, człowiek nigdy nie ma pewności co do swych celów. Jego dążenia naznaczone są skazą, jego zamiary są mgliste. Spodziewa się nagrody, której nigdy nie otrzyma, bo nie ma najmniejszego pojęcia o udrękach nauki. Powoli zaczyna się uczyć, najpierw po kawałeczku, później wielkimi porcjami. Wkrótce też dochodzi do kolizji myśli. To, czego się uczy, nie odpowiada nigdy temu, co sobie wyobrażał lub wymarzył, toteż zaczyna się bać. Uczenie się nie jest nigdy tym, czego się spodziewamy. Każdy etap nauki jest nowym zadaniem, a lęk, jaki człowiek odczuwa, zaczyna narastać bezlitośnie i nieustępliwie. Przedmiot naszych dążeń zamienia się w pole bitwy. Tym sposobem napotykamy naszego pierwszego naturalnego wroga – strach! “Straszny to wróg: zdradziecki i trudny do pokonania. Czai się za każdym zakrętem drogi, czekając w ukryciu. A jeśli człowiek ulęknie się jego obecności i ucieknie, ów wróg położy kres jego poszukiwaniom.

– Co się dzieje z człowiekiem, który ze strachu ucieknie?

– Nic, z tym tylko, że niczego się już nie nauczy. Nie zostanie nigdy człowiekiem wiedzy. Możliwe, że będzie tchórzem znęcającym się nad słabszymi albo nieszkodliwym strachliwcem, ale w każdym razie będzie pokonany. Pierwszy z wrogów położy kres jego gorącym pragnieniom.

– Jakie ma możliwości pokonania strachu?

– Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie wolno mu uciec. Musi rzucić wyzwanie lękowi i wbrew niemu zrobić następny krok w nauce, a potem jeszcze i jeszcze jeden. Nie wolno mu uronić niczego ze strachu, a mimo to nie może się zatrzymać w miejscu. Taka jest zasada! Nadejdzie chwila, kiedy pierwszy wróg się cofnie. Człowiek zaczyna wówczas nabierać pewności siebie. Jego zamiary zyskują na sile. Nauka przestaje być zadaniem wywołującym przerażenie. Kiedy nadchodzi ta radosna chwila, człowiek może stwierdzić bez wahania, że pokonał swego pierwszego naturalnego wroga.

– Czy to się dzieje od razu, don Juanie, czy stopniowo?

– Stopniowo, ale zwycięstwo nad strachem dokonuje się nagle i błyskawicznie.

– Ale czy taki człowiek nie przelęknie się znowu, jeśli przydarzy mu się coś nowego?

– Nie. Skoro człowiek raz pokona strach, wyzwala się od niego na całe życie, bo miejsce strachu zajmuje w nim jasność umysłu, która unicestwia lęk. Odtąd człowiek zna swoje pragnienia, wie, jak je zaspokoić. Potrafi przewidzieć kolejne etapy nauki i widzi wszystko z przenikliwą jasnością. Doznaje uczucia, że nic nie jest przed nim zakryte. Tym sposobem napotyka drugiego wroga – jasność! Owa jasność umysłu, którą tak trudno osiągnąć, usuwa lęk, lecz także zaślepia. Zmusza człowieka, żeby nigdy w siebie nie wątpił. Obdarza go pewnością, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, gdyż potrafi wszystko przeniknąć. Jest odważny, bo jest przenikliwy. Nic go też nie powstrzyma, bo widzi jasno. Ale to błąd. Jeśli człowiek podda się tej iluzorycznej potędze, ulegnie swemu drugiemu wrogowi i zamiast gnać, będzie się ociągał. Będzie się cackał z nauką, aż w końcu straci zdolność do nauczenia się czegoś więcej.

– Co się dzieje z człowiekiem w ten sposób pokonanym, don Juanie? Umiera?

– Nie, nie umiera. Jego drugi wróg odebrał mu wszelką chęć, żeby starał się zostać człowiekiem wiedzy. Taki człowiek zamienia się w nadętego wojownika lub błazna. Ale jasność umysłu, za którą tak słono zapłacił, nie przekształci się nigdy w ciemność i strach. Do końca życia zachowa swoją przenikliwość, ale niczego się już nie nauczy ani niczego nie będzie żarliwie pragnął. ; – Co powinien uczynić, żeby uniknąć porażki?

– Musi zrobić to samo, co zrobił z lękiem: powinien rzucić wyzwanie swej przenikliwości, korzystając z niej tylko w patrzeniu na świat, czekać cierpliwie i odmierzać starannie każdy kolejny krok. Przede wszystkim zaś powinien uważać, że jego przenikliwość niewiele różni się od obłędu. Nadejdzie chwila, kiedy zrozumie, że owa przenikliwość to tylko punkcik w polu jego wzroku. W ten sposób pokona swego drugiego wroga i znajdzie się w położeniu, w którym nic mu już nie będzie zagrażać. Nie będzie to błędem. To nie będzie jedynie punkcik w polu widzenia. Będzie to prawdziwą mocą.

Doszedłszy do tego punktu, przekona się, że znalazł się w końcu w posiadaniu mocy, do której dążył od tak dawna. Może z nią począć, co tylko zechce. Ma sprzymierzeńca do dyspozycji. Jego wola jest prawem. Widzi wszystko, co go otacza. Ale napotkał również trzeciego wroga moc! Moc to najpotężniejszy z wrogów człowieka. Oczywiście, najłatwiej się jest poddać, bo przecież człowieka tak naprawdę nie można pokonać. Wydaje rozkazy; zaczyna od podejmowania rozsądnego ryzyka, a kończy na ustanawianiu praw, gdyż to on jest panem i władca. Człowiek na tym etapie właściwie nie dostrzega, że znalazł się w okrążeniu wroga. Raptem, nic o tym nie wiedząc, przegra całą bitwę, a wróg uczyni z niego kapryśnego okrutnika.

– Czy utraci swą moc?

– Nie, nie utraci nigdy ani przenikliwości, ani swej mocy.

– Czym zatem będzie się różnił od człowieka wiedzy?

– Człowiek pokonany przez moc umiera, nie dowiedziawszy się właściwie, jak się z nią obchodzić. Moc jest jedynie brzemieniem ciążącym na jego losie. Taki człowiek nie jest panem samego siebie i nie wie, kiedy i jak użyć swej mocy.

– Czy klęska zadana przez któregoś z tych wrogów jest ostateczna?

– Oczywiście. Skoro któryś z nich zatriumfuje nad człowiekiem, nic nie da się już zrobić.

– A czy możliwe jest, na przykład, żeby człowiek pokonany przez moc spostrzegł swój błąd i go naprawił?

– Nie. Jeśli człowiek raz się podda, jest skończony.

– A jeśli moc tylko przejściowo go oślepi, a później człowiek ją odrzuci?

– Będzie to znaczyło, że walka trwa i że człowiek próbuje jeszcze zostać człowiekiem wiedzy. Prawdziwa klęska nadchodzi dopiero wówczas, gdy człowiek przestaje próbować i poddaje się.

– Ale jest przecież możliwe, don Juanie, że człowiek poddaje się najpierw na długie lata strachowi, a mimo to ostatecznie go przezwycięża.

– Nie, to nieprawda. Jeśli raz podda się strachowi, nigdy go już nie przezwycięży; nauka będzie napawała go lękiem i zaniecha wszelkich prób. Jeśli jednak będzie starał się uczyć wbrew lękowi, odniesie ostateczne zwycięstwo, bo w rzeczywistości nie pozwoli mu nigdy nad sobą zapanować.

– W jaki sposób można pokonać trzeciego wroga, don Juanie?

– Trzeba mu się z rozmysłem przeciwstawić. Trzeba sobie uświadomić, że moc, nad którą człowiek rzekomo zapanował, w rzeczywistości nigdy nie stanowi jego własności. Cały czas człowiek musi się bardzo pilnować, wykorzystując z wielką ostrożnością i starannością wszystko, czego się nauczył. Jeśli zrozumie, że jasność umysłu i moc, którym nie towarzyszy panowanie nad sobą, są gorsze od błędu, dojdzie do punktu, w którym nic nie wymknie się spod kontroli. Tym sposobem zada klęskę swemu trzeciemu wrogowi. Wówczas to znajdzie się on u kresu swej wyprawy po wiedzę, jednocześnie zaś, właściwie bez ostrzeżenia, napotka ostatniego ze swych wrogów – starość! Jest to wróg najbardziej okrutny, którego nigdy nie da się pokonać całkowicie, można tylko odpierać jego ataki.

Człowiek nie odczuwa już więcej lęku, nie trapią go żadne obawy ani niecierpliwa jasność umysłu – sprawuje pełną kontrolę nad swą mocą, równocześnie jednak zaczyna odczuwać przemożne pragnienie odpoczynku. Jeśli podda się pragnieniu, by położyć się i zapomnieć o wszystkim, jeśli pofolguje swemu zmęczeniu, przegra ostatnią rundę, a ciosy wroga uczynią zeń słabiutkiego starowinę. Pragnienie wycofania się weźmie górę nad całą jego przenikliwością, mocą i wiedzą. Jeśli jednak ów człowiek otrząśnie się ze zmęczenia i mężnie zniesie swój los do samego końca, będzie zasługiwał na miano człowieka wiedzy, choćby przez krótką chwilę zwycięstwa w odpieraniu ataków swego ostatniego niezwyciężonego wroga. I ta chwila jasności umysłu, mocy i wiedzy – wystarczy.


Mali tyrani

Fragment książki Castanedy “Wewnętrzny ogień”:

Powiedział, że najbardziej efektywną strategię wypracowali widzący z czasów konkwisty, niekwestionowani mistrzowie skradania się. Składa się ona z sześciu powiązanych ze sobą elementów. Pięć z nich nazywa się atrybutami wojownika. Są to: kontrola, dyscyplina, wytrwałość, wyczucie odpowiedniego czasu i wola. Dotyczą one świata wojownika, który wciąż zmaga się z poczuciem własnej ważności. Szósty element, chyba najważniejszy ze wszystkich, należy do świata zewnętrznego: jest to mały tyran.

Spojrzał na mnie pytająco, sprawdzając, czy zrozumiałem.

– Zupełnie nie pojmuję – stwierdziłem. – Powtarzasz przez cały czas, że la Gorda odgrywa rolę małego tyrana w moim życiu. Kto to jest mały tyran?

– Mały tyran to prześladowca – odrzekł. – Ktoś, kto ma władzę nad życiem i śmiercią wojownika albo po prostu irytuje go niezmiernie.

Na twarzy don Juana pojawił się promienny uśmiech. Powiedział, że nowi widzący opracowali własną klasyfikację małych tyranów; choć to pojęcie dotyczy jednego z ich najpoważniejszych i najważniejszych odkryć, nowi widzący traktowali je z humorem. Don Juan zapewnił, że wszystkie klasyfikacje nowych widzących zabarwione są odrobiną złośliwego humoru, humor jest bowiem jedyną metodą przeciwstawienia się odczuwanemu przez ludzką świadomość przymusowi sporządzania list i nużących klasyfikacji.

Nowi widzący, zgodnie ze swą praktyką, uznali za stosowne postawić na samym szczycie hierarchii pierwotne źródło energii, jedynego władcę kosmosu, i nazwali je po prostu tyranem. Wszyscy inni despoci i postacie obdarzone władzą znajdują się, rzecz jasna, o wiele niżej w klasyfikacji i nie zasługują na miano tyranów. W porównaniu ze źródłem wszechrzeczy nawet najbardziej przerażający tyrani ludzcy są tylko klownami; dlatego też nazwano ich małymi tyranami, pinches tiranos.

Istnieją dwie grupy małych tyranów. Pierwsza składa się z tych, którzy prześladują nas i ściągają na nas nieszczęścia, ale nie powodują niczyjej śmierci. Nazywa się ich drobnymi małymi tyranami, pinches tiranitos. Druga grupa to ci, którzy tylko doprowadzają nas do rozpaczy i śmiertelnie irytują. Tych nazywa się tyranami – płotkami, repinches tiranitos, albo kapryśnymi tyranikami, pinches tiranitos chiguititos.

Uznałem tę klasyfikację za niedorzeczną. Byłem pewien, że don Juan wymyślał hiszpańskie nazwy od ręki. Zapytałem go o to.

– Absolutnie nie – odrzekł z rozbawieniem na twarzy. – Nowi widzący tworzyli znakomite klasyfikacje. Niewątpliwie jednym z najlepszych jest Genaro; gdybyś uważnie go obserwował, to zrozumiałbyś, co nowi widzący myślą o swoich klasyfikacjach.

Zapytałem, czy mnie nie nabiera. Zaśmiał się donośnie na widok mojego zmieszania.

– Nawet by mi to nie przyszło do głowy. Genaro mógłby tak zrobić, ale nie ja, szczególnie że wiem, jak poważnie traktujesz wszelkie klasyfikacje. Rzecz w tym, że nowi widzący traktowali wszystko bez śladu szacunku.

Dodał, że drobni mali tyrani dzielą się dalej na cztery klasy. Jedna stosuje przemoc i brutalność. Następna wprowadza wielki niepokój przez obłudny, pokrętny sposób postępowania. Trzecia męczy smutkiem. A ostatnia wprawia wojowników we wściekłość.

– La Gorda jest klasą sama dla siebie – dodał. – To mała płotka w akcji. Potrafi cię zirytować i rozwścieczyć jak nikt inny. Potrafi cię nawet uderzyć. Przez to wszystko uczy cię zachowywać dystans.

– To niemożliwe! – zaprotestowałem.

– Jeszcze nie poskładałeś w całość wszystkich fragmentów strategii nowych widzących – odparł. – Gdy już to zrobisz, zrozumiesz, jak skuteczną i sprytną metodą jest wykorzystanie małego tyrana. Mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że ta strategia nie tylko pozbawia wojownika poczucia własnej ważności, ale też przygotowuje go do zrozumienia, że jedyne, co liczy się na ścieżce wiedzy, to nieskazitelność.

Powiedział, że nowym widzącym chodziło o ostateczny manewr, w którym mały tyran pełni rolę górskiego szczytu. Poszczególne atrybuty wojownika przypominają alpinistów, którzy spotykają się na górze.

– Zwykle wykorzystuje się przy tym tylko cztery atrybuty – ciągnął. – Piąty, wola, zawsze zachowywany jest na ostateczną konfrontację, gdy wojownik staje przed plutonem egzekucyjnym, jeśli mogę się tak wyrazić.

– A dlaczego robi się to w ten sposób?

– Bo wola należy do innego obszaru, do sfery nieznanego. Pozostałe cztery atrybuty odnoszą się do tego, co znane, czyli do obszaru, w którym działają mali tyrani. W gruncie rzeczy właśnie obsesja manipulowania tym, co znane, sprawia, że ludzie stają się małymi tyranami.

Don Juan wyjaśnił, że tylko widzący, którzy są jednocześnie nieskazitelnymi wojownikami i po mistrzowsku opanowali wolę, potrafią wykorzystywać wszystkie pięć atrybutów. Jednoczesne ich użycie jest mistrzowskim manewrem, którego nie da się wykonać na etapie zwykłych ludzkich działań.

– Cztery pierwsze atrybuty w zupełności wystarczą, by poradzić sobie nawet z najgorszym małym tyranem – mówił. – Oczywiście pod warunkiem, że się takiego znajdzie. Jak już wspominałem, mały tyran jest zewnętrznym elementem, który pozostaje poza naszą kontrolą i być może jest to właśnie najważniejszy element ze wszystkich. Mój dobroczyńca mawiał, że wojownik, który natrafi na małego tyrana, jest szczęściarzem. Chciał przez to powiedzieć, że dobry los wprowadza małego tyrana na naszą ścieżkę, bo jeśli tak się nie stanie, to trzeba samemu jakiegoś poszukać.

Powiedział, że jednym z największych osiągnięć widzących z czasów konkwisty było odkrycie schematu, który nazwał trójstopniową progresją. Dzięki zrozumieniu natury człowieka doszli oni do niepodważalnego wniosku, że jeśli widzący nie ugnie się w konfrontacji z małym tyranem, to na pewno uda mu się bezkarnie stanąć twarzą w twarz z nieznanym, a wówczas będzie potrafił znieść nawet obecność niepoznawalnego.

– Przeciętny człowiek będzie uważał, że kolejność tego zdania powinna zostać odwrócona – ciągnął don Juan. – Widzący, który nie ustępuje przed nieznanym, z pewnością poradzi sobie także z małym tyranem. Ale tak nie jest. Właśnie to założenie zniszczyło niezwykłą wiedzę starożytnych widzących. Teraz już jesteśmy mądrzejsi. Wiemy, że nic nie utemperuje ducha wojownika lepiej niż konieczność zadawania się z niemożliwymi do zniesienia ludźmi obdarzonymi władzą. Tylko w takich warunkach wojownik potrafi wykształcić w sobie trzeźwość umysłu i spokój wewnętrzny, które pozwolą mu znieść napór nieznanego.

Zacząłem gwałtownie protestować. Powiedziałem, że moim zdaniem tyrani mogą wzbudzić w swoich ofiarach jedynie poczucie bezradności albo brutalność równą ich własnej. Wspomniałem o tym, że przeprowadzano niezliczone eksperymenty, których celem było zbadanie wpływu fizycznych i psychicznych tortur na psychikę ofiar.

– Sam powiedziałeś, na czym polega różnica – odparował don Juan. – Chodzi o ofiary, nie o wojowników. Kiedyś myślałem tak jak ty. Powiem ci, dlaczego zmieniłem zdanie, ale najpierw wróćmy do tego, co mówiłem o czasach konkwisty. Widzący z tego okresu nie mogliby sobie wymarzyć lepszych warunków. Hiszpanie byli małymi tyranami, przy których widzący musieli wykorzystywać wszystkie swe umiejętności; po przejściach z konkwistadorami byli w stanie poradzić sobie absolutnie ze wszystkim. Mieli masę szczęścia. W tamtych czasach małych tyranów spotykało się co krok. Ale te wspaniałe lata obfitości minęły i wszystko się zmieniło. Mali tyrani już nigdy nie osiągnęli takiego znaczenia; tylko wówczas mieli nieograniczoną władzę. Mały tyran, który ma nieograniczoną władzę, jest niezastąpionym elementem w szkoleniu mistrza widzenia. Niestety, w naszych czasach większość widzących musi się bardzo starać, by znaleźć godnego tyrana. Większość z nich musi się zadowolić małą płotką.

– A czy ty znalazłeś małego tyrana, don Juanie?

– Miałem szczęście. To mnie odnalazł wielki mały tyran. Wtedy jednak czułem się tak jak ty teraz: nie potrafiłem uważać się za szczęściarza.

Don Juan powiedział, że jego przejścia zaczęły się na kilka tygodni przed pierwszym spotkaniem z dobroczyńcą. Miał wtedy zaledwie dwadzieścia lat i dostał pracę jako robotnik w cukrowni. Zawsze był bardzo silny, toteż nie miał kłopotu ze znalezieniem pracy fizycznej. Pewnego dnia, gdy przesuwał ciężkie worki z cukrem, podeszła do niego jakaś kobieta po pięćdziesiątce. Była bardzo dobrze ubrana, wyglądała na zamożną i odznaczała się dominującym sposobem bycia. Przyjrzała się don Juanowi, powiedziała coś do brygadzisty i odeszła. Następnie brygadzista podszedł do don Juana i zaproponował, że za pewną opłatą zarekomenduje go do pracy w domu właściciela cukrowni. Don Juan jednak nie miał pieniędzy. Brygadzista z uśmiechem odrzekł, że to nie jest powód do zmartwienia, bo będzie miał ich dużo w dniu wypłaty. Poklepał don Juana po plecach i zapewnił, że praca dla szefa jest wielkim zaszczytem.

Don Juan był wtedy prostym, niewykształconym Indianinem, żył z dnia na dzień i nie tylko uwierzył w każde słowo brygadzisty, ale wręcz uznał, że jest to cud zesłany przez dobrą wróżkę. Obiecał, że zapłaci tyle, ile brygadzista zażąda, ten zaś wymienił dużą sumę, która miała być spłacona w ratach.

Zaraz potem sam zaprowadził don Juana do domu położonego dość daleko za miastem i zostawił go tam z innym brygadzistą, wielkim, brzydkim i ponurym mężczyzną, który zadawał mnóstwo pytań. Wypytywał o rodzinę don Juana, a gdy ten odpowiedział, że nie ma żadnej, mężczyzna uśmiechnął się z zadowoleniem, pokazując zepsute zęby.

Obiecał, że don Juan dostanie dobrą pensję i będzie mógł nawet odłożyć trochę pieniędzy. Nie będzie miał żadnych wydatków, ponieważ ma zapewniony nocleg i wyżywienie.

Śmiech tego człowieka był przerażający. Don Juan poczuł, że musi natychmiast uciekać. Rzucił się pędem do bramy, ale mężczyzna zastąpił mu drogę. W ręku trzymał rewolwer. Pochylił się i wbił lufę w brzuch don Juana.

– Jesteś tu po to, żeby zaharować się na śmierć – oznajmił. – I pamiętaj o tym.

Szturchając don Juana kijem, postawił go przed boczną ścianą domu i oznajmił, że jego ludzie pracują codziennie od świtu do nocy bez żadnej przerwy. Następnie kazał mu wykopać dwa olbrzymie karcze drzew. Dodał jeszcze, że gdyby don Juan próbował uciekać albo powiadomić władze, zastrzeli go, a gdyby ucieczka jednak się powiodła, przysięgnie w sądzie, że don Juan próbował zamordować szefa.

– Będziesz tu pracował do śmierci – powiedział. – A potem inny Indianin zajmie twoje miejsce, podobnie jak ty sam zajmujesz miejsce zmarłego Indianina.

Don Juan opowiadał, że dom przypominał fortecę. Wszędzie pełno było uzbrojonych ludzi z maczetami. Zajął się więc pracą i próbował nie myśleć o swoim losie. Pod wieczór mężczyzna wrócił i kopniakami, bo nie podobał mu się wyzywający wyraz oczu don Juana, doprowadził go do kuchni. Zagroził, że jeśli don Juan nie będzie mu posłuszny, podetnie mu ścięgna ramion.

W kuchni stara kobieta podała mu jedzenie. Don Juan był tak zdenerwowany i przestraszony, że nie mógł jeść, ale kobieta poradziła, żeby jadł, ile tylko może. Musi być silny, powiedziała, bo jego praca nie będzie miała końca. Przestrzegła go przed losem jego poprzednika, który zmarł zaledwie o dzień wcześniej. Był zbyt słaby, by pracować, i wypadł z okna na pierwszym piętrze.

Don Juan pracował w domu szefa przez trzy tygodnie, a brygadzista przez cały ten czas znęcał się nad nim, nie dając mu chwili wytchnienia. Zmuszał go do wykonywania wszystkich najcięższych i najbardziej niebezpiecznych prac, grożąc nożem, pistoletem albo pałką. Codziennie wysyłał go do czyszczenia stajni, w których stały zdenerwowane ogiery. Każdego ranka don Juan był przekonany, że to już jego ostatni dzień na tym świecie. A przetrwanie oznaczało tylko tyle, że następnego dnia znów będzie musiał przechodzić to samo piekło.

W końcu don Juan poprosił o wolne pod pretekstem, że musi pojechać do miasta, by zapłacić brygadziście z cukrowni pieniądze, które był mu winien. Tutejszy brygadzista odrzekł jednak, że don Juan nie może przerwać pracy nawet na chwilę, bo jest po uszy w długach już tylko dlatego, że praca w tym domu jest przywilejem.

Don Juan uświadomił sobie, że znalazł się w beznadziejnym położeniu. Zrozumiał, o co w tym wszystkim chodziło. Obydwaj brygadziści byli w zmowie. Zabierali prostych indiańskich robotników z cukrowni, doprowadzali ich do śmierci pracą ponad siły i dzielili się ich zarobkami. Gdy to wszystko do niego dotarło, wpadł w taką złość, że z krzykiem przebiegł przez kuchnię i wpadł do domu, wprawiając w osłupienie brygadzistę i pozostałych robotników. Don Juan wybiegł z domu przez frontowe drzwi i prawie udało mu się uciec, ale brygadzista dogonił go na drodze, postrzelił w pierś i zostawił rannego, by tam umarł.

Śmierć jednak nie była przeznaczona don Juanowi; jego dobroczyńca znalazł go na drodze i pielęgnował aż do wyzdrowienia.

– Gdy opowiedziałem całą historię dobroczyńcy – mówił don Juan – ten nie potrafił pohamować podniecenia. Powiedział, że taki brygadzista to skarb, którego nie wolno zmarnować i że kiedyś będę musiał wrócić do tego domu. Jego zdaniem miałem niesłychane szczęście, bo znalazłem jednego na milion małego tyrana obdarzonego niemal nieograniczoną władzą. Uznałem, że staruszek zwariował. Dopiero po latach zrozumiałem do końca, o co mu chodziło.

– To jedna z najokropniejszych historii, jakie kiedykolwiek słyszałem – stwierdziłem. – Czy naprawdę wróciłeś do tego domu?

– Oczywiście, że tak, w trzy lata później. Mój dobroczyńca miał rację. Taki mały tyran zdarza się raz na milion i nie mogłem stracić okazji.

– A jak ci się udało tam wrócić?

– Dobroczyńca opracował strategię wykorzystującą cztery atrybuty wojownika: kontrolę, dyscyplinę, wytrwałość i odpowiednie wyczucie czasu.

Dobroczyńca wyjaśnił don Juanowi, jak ma wykorzystać kontakt z tym człowiekiem-bestią. Przy tej okazji zapoznał go także z czterema pierwszymi krokami na drodze wiedzy. Pierwszy krok to decyzja o rozpoczęciu nauki. Gdy już uczniowie zmienią swoją wizję siebie i świata, mogą uczynić drugi krok i stać się wojownikami, to znaczy ludźmi zdolnymi do niezrównanej dyscypliny i samokontroli. Gdy wojownik posiądzie już wytrwałość i wyczucie odpowiedniego czasu, może uczynić trzeci krok, to znaczy stać się człowiekiem wiedzy. Z kolei człowiek wiedzy, który nauczy się widzieć, czyni czwarty krok i staje się widzącym.

Dobroczyńca uznał, że don Juan znajduje się na ścieżce wiedzy już wystarczająco długo, by opanować co najmniej dwa pierwsze atrybuty: kontrolę i dyscyplinę. Don Juan podkreślił, że obydwa te atrybuty odnoszą się do stanu ducha. Wojownik jest skupiony na sobie, nie w egoistyczny sposób, lecz przez to, że dogłębnie i nieustannie bada własne wnętrze.

– Wówczas nie mogłem jeszcze posiąść dwóch pozostałych atrybutów – ciągnął don Juan. – Wytrwałość i wyczucie czasu nie są wyłącznie wewnętrznymi stanami. Są one domeną człowieka wiedzy. Dobroczyńca zademonstrował mi je przez swoją strategię.

– Czy to znaczy, że sam nie potrafiłbyś stawić czoła małemu tyranowi? – zapytałem.

– Jestem pewien, że dałbym sobie radę, chociaż zawsze miałem wątpliwości, czy potrafiłbym to uczynić z talentem i radością. Mojemu dobroczyńcy sterowanie sytuacją sprawiało radość. Korzystanie z małego tyrana powinno nie tylko służyć udoskonaleniu ducha wojownika, ale też dawać radość i szczęście.

– W jaki sposób potwór, jakiego opisałeś, mógłby stać się źródłem radości dla kogokolwiek?

– On nawet się nie umywał do prawdziwych potworów, które napotkali nowi widzący w czasie konkwisty. Wszystko wskazuje na to, że kontakty z nimi sprawiały tym widzącym nieziemską radość. Udowodnili oni, że nawet najgorsi tyrani mogą stać się źródłem szczęścia, oczywiście pod warunkiem, że człowiek jest wojownikiem.

Don Juan wyjaśnił, że błąd popełniany przez przeciętnych ludzi w konfrontacji z małymi tyranami polega na tym, iż nie mają oni strategii, na której mogliby się oprzeć; śmiertelnym błędem jest to, że przeciętni ludzie traktują siebie zbyt poważnie; własne działania i uczucia, a także uczynki małych tyranów, wydają im się najważniejsze na świecie. W przeciwieństwie do nich, wojownicy mają dobrze przemyślaną strategię i są wolni od poczucia własnej ważności. Zrozumieli już, iż rzeczywistość jest tylko naszą interpretacją, i to pomogło im ograniczyć poczucie własnej ważności. Właśnie ta wiedza dawała nowym widzącym zdecydowaną przewagę nad prostodusznymi Hiszpanami.

Gdy don Juan uświadomił sobie, że mali tyrani traktują siebie śmiertelnie poważnie, a wojownicy – nie, był już pewien, że uda mu się pokonać brygadzistę.

Zgodnie ze strategicznym planem dobroczyńcy postarał się o pracę w tej samej cukrowni co poprzednio. Nikt już nie pamiętał, że pracował tam w przeszłości; ubodzy wieśniacy przychodzili do cukrowni i znikali z niej bez śladu. Strategia zakładała, że don Juan okaże gorliwość do pracy, jeśli ktokolwiek pojawi się szukając następnej ofiary. Okazało się, że do cukrowni przyszła ta sama kobieta, co przed laty. Także i tym razem zwróciła uwagę na don Juana. Teraz był on jeszcze silniejszy fizycznie.

Wszystko odbyło się według tego samego schematu. Strategia wymagała jednak, by don Juan odmówił brygadziście zapłaty za pośrednictwo. Mężczyzna, któremu nigdy nikt się nie przeciwstawił, był zdumiony i zagroził, że zwolni don Juana z pracy. Don Juan odpowiedział mu groźbą. Rzekł, że pójdzie prosto do domu tej kobiety i spotka się z nią. Wiedział, że kobieta, która była żoną właściciela cukrowni, nie miała pojęcia o praktykach brygadzistów. Powiedział brygadziście, że wie, gdzie ona mieszka, bo pracował na otaczających dom polach przy ścinaniu trzciny cukrowej. Mężczyzna zaczął się targować. Don Juan zażądał od niego pieniędzy za zgodę na pracę w domu właścicielki. Brygadzista poddał się i wręczył mu kilka banknotów. Don Juan doskonale zdawał sobie sprawę, że zgoda brygadzisty była tylko wybiegiem, który miał go ściągnąć do domu.

– Tym razem także sam mnie tam zaprowadził – opowiadał don Juan. – Była to stara hacjenda. Mieszkali w niej właściciele cukrowni – bogacze, którzy albo wiedzieli, co się dzieje pod ich dachem, ale nic ich to nie obchodziło, albo byli zbyt zobojętniali, by cokolwiek zauważyć. Ledwie dotarliśmy na miejsce, wbiegłem do domu, by poszukać właścicielki. Znalazłem ją, padłem na kolana i w podzięce ucałowałem jej dłoń. Obydwaj brygadziści byli wściekli.

– Brygadzista w domostwie zachowywał się tak, jak poprzednio. Ale teraz już byłem odpowiednio wyposażony, by sobie z nim poradzić; miałem kontrolę, dyscyplinę, wytrwałość i wyczucie właściwej chwili. Wszystko poszło zgodnie z planem dobroczyńcy. Dzięki samokontroli potrafiłem spełnić nawet najbardziej idiotyczne żądania brygadzisty. W takich sytuacjach przede wszystkim wyczerpuje nas lekceważenie naszego poczucia własnej wartości. Każdy człowiek, który ma w sobie choć odrobinę dumy, czuje się rozdarty wewnętrznie, gdy ktoś mu udowadnia jego bezwartościowość.

– Wykonywałem wszystkie polecenia z przyjemnością. Byłem radosny i silny. Nic mnie nie obchodziła duma ani strach. Zachowywałem nieskazitelność wojownika. Odpowiednie nastrojenie ducha, gdy ktoś po tobie depcze, to właśnie kontrola.

Don Juan wyjaśnił, że strategia dobroczyńcy wymagała, by zamiast użalać się nad sobą, jak czynił to wcześniej, natychmiast wziął się do roboty i poznał wszystkie mocne punkty, słabości i dziwactwa brygadzisty.

Okazało się, że największą jego siłą była gwałtowna natura i śmiałość. Postrzelił don Juana w biały dzień, na oczach tłumu ludzi. Jego wielką słabością było to, że lubił swoją pracę i nie chciał narażać się na ryzyko jej utraty. W żadnym wypadku nie poważyłby się zabić don Juana w biały dzień w obrębie domostwa. Innym słabym punktem była jego rodzina. Miał żonę i dzieci, które mieszkały w chacie w pobliżu hacjendy.

– Zbieranie takich informacji, gdy ktoś cię bije, to dyscyplina – wyjaśnił don Juan. – Ten człowiek był prawdziwym wrogiem. Nie zasługiwał na miłosierdzie. Według nowych widzących idealny mały tyran nie ma żadnej cechy, która mogłaby odkupić jego winy.

Don Juan stwierdził, że strategia dobroczyńcy prowadziła do opanowania dwóch pozostałych cech wojownika, których wcześniej nie posiadał: wytrwałości oraz wyczucia odpowiedniej chwili. Wytrwałość polega na cierpliwym czekaniu bez pośpiechu i niepokoju – na prostym, radosnym wstrzymywaniu odwetu.

– Codziennie musiałem się płaszczyć – ciągnął don Juan – i czasami płakałem pod biczem brygadzisty. A jednak byłem szczęśliwy. Strategia dobroczyńcy pomogła mi żyć z dnia na dzień, nie czując nienawiści do tego człowieka. Byłem wojownikiem. Wiedziałem, że czekam, i wiedziałem, na co czekam. W tym właśnie leży wielka radość bycia wojownikiem.

Plan dobroczyńcy wymagał, by don Juan systematycznie dręczył swego prześladowcę uciekając się pod opiekę wyższej instancji; podobnie widzący nowego cyklu w czasach konkwisty chronili się za tarczą kościoła katolickiego. Czasami zwykły ksiądz był potężniejszy od magnata.

Tarczą don Juana była kobieta, która dała mu pracę. Za każdym razem, gdy ją widział, klękał przed nią i nazywał ją świętą. Błagał, by dała mu medalik z wizerunkiem swojej patronki, do której mógłby się modlić o jej zdrowie i pomyślność.

– Dostałem medalik – ciągnął – i to wprawiło brygadzistę we wściekłość. A gdy udało mi się przekonać wszystkich służących do wieczornej modlitwy, niewiele brakowało, żeby dostał apopleksji. Chyba właśnie wtedy postanowił mnie zabić. Nie mógł pozwolić mi dalej działać. Ja zaś zorganizowałem wówczas wspólne odmawianie różańca przez wszystkich służących w domu. Właścicielka uznała mnie za niezwykle pobożnego człowieka. Od tamtej pory nie spałem spokojnie ani nie spędzałem nocy we własnym łóżku. Każdego wieczoru wchodziłem na dach. Dwukrotnie zauważyłem stamtąd brygadzistę, który szukał mnie w środku nocy z morderczym wyrazem twarzy.

– Codziennie wysyłał mnie do stajni. Miał nadzieję, że ogiery stratują mnie na śmierć, ja jednak oparłem o ścianę w kącie kilka ciężkich desek i chroniłem się za nimi. On o tym nie wiedział, bo od zapachu koni dostawał torsji – była to jeszcze jedna z jego słabości, najbardziej zabójcza, jak się miało okazać.

Don Juan powiedział, że wyczucie czasu steruje wyzwoleniem wszystkiego, co wcześniej było wstrzymywane. Kontrola, dyscyplina i wytrwałość stanowią tamę, za którą wszystko się gromadzi, a wyczucie odpowiedniej chwili jest śluzą w tej tamie.

Jedyną bronią brygadzisty była agresja, którą terroryzował robotników. Gdy zneutralizowało się jego agresję, stawał się niemal zupełnie bezradny. Don Juan wiedział, że brygadzista nie odważy się go zabić w obrębie domostwa, więc pewnego dnia obraził go w obecności innych robotników i w zasięgu wzroku właścicielki. Nazwał brygadzistę tchórzem, który śmiertelnie obawia się żony swego pana.

Plan dobroczyńcy wymagał, by don Juan poczekał na taką właśnie chwilę i wykorzystał ją do odwrócenia sytuacji. Niespodziewane rzeczy zawsze zdarzają się w taki sposób. Najniższy z niewolników zaczyna wykpiwać tyrana, ośmiesza go w obecności ważnych osób, szydzi z niego, a potem ucieka, nie zostawiając tyranowi czasu na zemstę.

– Brygadzista oszalał z wściekłości, ale ja już pokornie klęczałem przed właścicielką. – opowiadał don Juan.

Gdy kobieta weszła do domu, brygadzista i jego przyjaciele zawołali don Juana na tyły domu, rzekomo do pracy. Brygadzista był blady z gniewu. Don Juan odczytał jego zamiary z tonu głosu. Udał posłuszeństwo, ale zamiast pójść za dom, pobiegł do stajni. Miał nadzieję, ze konie narobią hałasu i właściciele przyjdą sprawdzić, co się dzieje. Wiedział, ze brygadzista nie ośmieli się go zastrzelić, bo wystrzał byłby zbyt głośny, a on za bardzo się bał utraty pracy. Don Juan wiedział też, ze brygadzista nie wejdzie do pomieszczenia, w którym znajdują się konie, chyba, ze zostanie sprowokowany ponad wszelką wytrzymałość.

– Wskoczyłem do zagrody najdzikszego ogiera, a mały tyran, oszalały z furii, wyciągnął nóź i rzucił się za mną. Natychmiast schowałem się za swoją ochroną z desek. Koń kopnął go raz i było po wszystkim.

– Spędziłem w tym domu sześć miesięcy i przez ten czas wyćwiczyłem się w czterech atrybutach wojownika. Dzięki nim odniosłem sukces. Ani razu nie użalałem się nad sobą i nie łkałem z bezsilności. Byłem radosny i spokojny. Miałem znakomitą samokontrolę i dyscyplinę i na własnej skórze przekonałem się, jaką przewagę daje nieskazitelnemu wojownikowi wytrwałość oraz wyczucie odpowiedniej chwili. I ani przez moment nie życzyłem temu człowiekowi śmierci.

– Dobroczyńca powiedział mi coś bardzo interesującego. Wytrwałość to wstrzymywanie siłą ducha zapłaty, o której wojownik wie, ze słusznie się komuś należy. Nie znaczy to, ze wojownik przez cały czas knuje intrygi wymierzone w innych albo myśli o tym, jak wyrównać przeszłe rachunki. Wytrwałość jest zupełnie niezależną cechą. Jeśli wojownik posiada kontrolę, dyscyplinę i wyczucie chwili, wytrwałość jest gwarancją, ze odda to, co należne, temu, kto na to zasłużył.

– Czy zdarza się, ze mali tyrani zwyciężają w konfrontacji z wojownikiem i niszczą go? – zapytałem.

– Oczywiście. Był taki okres, na początku konkwisty, gdy szeregi wojowników zostały zdziesiątkowane. Ginęli jak muchy. Mali tyrani mogli skazać na śmierć kogo tylko chcieli, wyłącznie dla kaprysu. Ta presja posłużyła znacznemu wyrafinowaniu sztuki widzących.

Don Juan powiedział, ze w tych czasach widzący, którzy przeżyli, musieli wytężyć całą swą moc, by znaleźć nowe metody działania.

– Nowi widzący wykorzystali małych tyranów. – mówił don Juan, wpatrując się we mnie nieruchomo. – nie tylko po to, by pozbyć się poczucia własnej ważności, ale też po to, by dokonać niezmiernie wyrafinowanego manewru prowadzącego do zniknięcia z tego świata. Zrozumiesz to później, gdy dowiesz się więcej o opanowaniu świadomości.

Powiedziałem, ze najbardziej interesuje mnie to, czy obecnie, w naszych czasach, mali tyrani, jakich on nazywał drobnymi płotkami, mogą pokonać wojownika.

– Zawsze może się tak zdarzyć. – odrzekł. – Tylko ze nie pociąga to za sobą tak dramatycznych konsekwencji jak kiedyś. Teraz wojownik zawsze może odzyskać siły albo wycofać się i wrócić później. Ale jest jeszcze inny aspekt tego problemu. Porażka z rąk drobnej płotki nie jest śmiertelna, lecz druzgocąca. Symbolicznie jednak stopień śmiertelności jest tu równie wysoki. Chcę przez to powiedzieć, ze wojowników, którzy ugną się przed drobną płotką, niszczy ich własne poczucie porażki i bez wartościowości. Dla mnie jest to równoznaczne z wysoką śmiertelnością.

– A po czym poznaje się porażkę?

– Każdy, kto przyłączy się do małego tyrana, ponosi porażkę. Działanie w gniewie, bez kontroli i dyscypliny, brak wytrwałości, to porażka.

– Co się dzieje z wojownikiem, który poniósł porażkę?

– Albo na nowo zbiera siły, albo rezygnuje z poszukiwania wiedzy i na resztę życia dołącza do szeregów małych tyranów.


Umysł Latawca

Fragment z “Aktywnej strony nieskończoności” o Umyśle Latawca albo inaczej Umyśle Drapieżnika.

* * *


– Kontroluje cię obecnie cała masa sił zewnętrznych – orzekł. – Kontrola, o której myślę, leży poza sferą języka. To kontrola, a jednocześnie jej brak. Nie można jej w żaden sposób zaklasyfikować, ale bez wątpienia można doświadczyć. I przede wszystkim, z całą pewnością można nią manipulować. Zapamiętaj to sobie: możesz nią manipulować i maksymalnie wyzyskiwać z korzyścią dla siebie, która, rzecz jasna, nie jest korzyścią twoją, lecz ciała energetycznego. Jednakże ciało energetyczne to ty, moglibyśmy więc ganiać tak w kółko jak pies za własnym ogonem, starając się to wszystko opisać. Język nie jest adekwatny. Wszystkie te doświadczenia wykraczają poza reguły składni języka.

Ciemność zapadła bardzo szybko i liście drzew, które jeszcze przed chwilą emanowały zieloną poświatą, były teraz bardzo ciemne i ciężkie. Don Juan powiedział, że jeśli będę się pilnie skupiał na ciemności liści, nie koncentrując wzroku na niczym konkretnym, lecz spoglądając niejako kątem oka, dostrzegę ulotny cień w moim polu widzenia.

– To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co cię proszę – rzekł. – Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilkę. Nie przestawaj, aż dostrzeżesz ten ulotny, czarny cień.

Rzeczywiście, dostrzegłem jakiś dziwny, ulotny, czarny cień na tle liści drzew. Był to albo jeden cień, poruszający się w przód i w tył, albo kilka, przesuwających się z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w górę. Jawiły mi się one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wyglądało to tak, jak gdyby w powietrzu latały gigantyczne mieczniki. Widok ten pochłonął mnie całkowicie. W końcu zacząłem się go bać. Zrobiło się za ciemno i nie widziałem już liści, ale ciągle widziałem te ulotne, czarne cienie.

– Co to jest, don Juanie? – zapytałem. – Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie.

– Ach, to właśnie dziki wszechświat – odrzekł. – Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego.

Przestał mówić i spojrzał na mnie. Jego pauzy były zawsze doskonale zaplanowane. Przestawał mówić wówczas, gdy umierałem z ciekawości.

– Co takiego odkryli, don Juanie? – zapytałem.

– Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.
[...]

– Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami – rzekł don Juan. – Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny.

– Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? – zapytałem. – Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie.

– Jest wytłumaczenie – odparł don Juan – i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.

Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie.

– Nie, nie, nie, nie – usłyszałem swój głos. – To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo.

– Dlaczego nie? – zapytał chłodno don Juan. – Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału?

– Tak, doprowadza mnie to do szału – odparłem sucho. – Twoje sugestie są potworne!

– No cóż – powiedział – nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!

Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał.

– Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu – rzekł don Juan. – Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.

– Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?

– Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.

Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu – ciągnął – odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.

– To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak – powiedziałem. – Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa?

Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.

Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy.

Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.

Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze.

Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go:

– Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców?

– Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić – odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. – Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców.

Mój analityczny umysł podnosił się i opadał niczym jo-jo. Puszczał mnie i wracał, puszczał i znowu wracał. Twierdzenia don Juana były po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocześnie tak niezwykle sensowne i proste. Tłumaczyły każdą sprzeczność ludzkiego zachowania, która tylko przyszła mi na myśl. Ale jakżeż można było traktować to wszystko poważnie? Don Juan wpychał mnie pod lawinę, która mogła pochłonąć mnie na zawsze.

Uderzyła we mnie kolejna fala poczucia zagrożenia. Choć nie ja byłem jego źródłem, było ono jednak ze mną związane. Don Juan coś ze mną robił, coś niejawnie dobrego i potwornie złego zarazem. Odczuwałem to jako próbę przecięcia cienkiej warstewki czegoś, czym byłem jakby oklejony. Jego oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Odwrócił wzrok i zaczął mówić, nie patrząc już w moją stronę.

– Jeżeli tylko kiedyś zaczną cię niebezpiecznie trapić jakieś wątpliwości – powiedział – zareaguj pragmatycznie. Wyłącz światło. Przeniknij ciemność; przekonaj się, co dostrzegasz.

Wstał, żeby wyłączyć światło. Powstrzymałem go.

– Nie, nie, don Juanie – odezwałem się – nie wyłączaj światła. Wszystko w porządku.

Czułem w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemnością. Na samą myśl o niej zaczynałem ciężko dyszeć. Nie miałem wątpliwości, że intuicyjnie coś sobie uświadamiam, ale nie śmiałem tego dotknąć ani w pełni sobie uzmysłowić, za żadne skarby tego świata!

– Dostrzegłeś ulotne cienie na tle drzew – powiedział don Juan, siadając z powrotem na swoim krześle. – To bardzo dobrze. Chciałbym, żebyś zobaczył je w tym pokoju. Nie będziesz niczego widział. Będziesz zaledwie wychwytywał ulotne obrazy. Na to masz dość energii.

Obawiałem się, że don Juan i tak wstanie i zgasi światło; tak też zrobił. Dwie sekundy później darłem się na całe gardło. Nie dość, że faktycznie kątem oka dostrzegłem owe ulotne obrazy, to jeszcze usłyszałem, jak brzęczą mi koło ucha. Don Juan skręcał się ze śmiechu, włączywszy na powrót lampę.

– Ależ ten gość ma temperament! – orzekł. – Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. Będziesz musiał sobie zaaranżować tę wewnętrzną walkę. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w końcu strzelisz. Coraz głębiej wbijał mi szpilę.

– Czarownicy starożytnego Meksyku – powiedział – widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.

Chciałem się rozgniewać, nazwać go paranoikiem, ale gdzieś zniknęło to poczucie prawa do słusznego gniewu, które zawsze miałem. Coś we mnie wyrosło ponad poziom, na którym zawsze zadawałem sobie ulubione pytanie: “A co, jeśli wszystko to, co mówi, jest prawdą?” Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mną rozmawiał, w głębi mego serca czułem, że wszystko, co mówi, jest prawdą; jednocześnie jednak równie silne było przekonanie, że wszystko, co mówi, to czysty absurd.

– Co ty opowiadasz, don Juanie? – zapytałem słabo. Gardło miałem ściśnięte. Z trudem oddychałem.

– Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.

Słowa don Juana wywoływały we mnie dziwną fizyczną reakcję, podobną do mdłości. Czułem się znów tak, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Ale źródłem nudności były najgłębsze pokłady mojej istoty, sam szpik kości. Zacząłem konwulsyjnie drżeć. Don Juan potrząsnął mnie mocno za ramiona. Poczułem, jak szyja mi się trzęsie pod wpływem jego uścisku. Uspokoiłem się od razu. Odzyskałem nieco kontroli nad sobą.

– Ten drapieżca – powiedział don Juan – który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.

Jedyną alternatywą dla ludzkości – ciągnął – jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.

– W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? – zapytałem.

– Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna – odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. – Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.

Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości – ciągnął – ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.

Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.

Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.

Byłem naprawdę głęboko poruszony. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, a z drugiej strony coś dziwnego gdzieś w głębi mnie głośno się domagało, bym się nie odzywał, podsuwając mi myśl o mrocznym finale całej sprawy i karze – czymś w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosięgnie za grzebanie przy czymś, co sam Bóg okrył tajemnicą. Musiałem się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść mojej ciekawości.

– Co… co… co znaczy – usłyszałem własne słowa – obciążanie umysłu latawca?

– Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł – odrzekł. – Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamuj ą obcą instalację.

Jego słowa mnie przygniotły. Byłem przekonany, że albo don Juan kwalifikuje się do zakładu zamkniętego, albo mówi mi coś tak potwornie niesamowitego, że to we mnie wszystko zamiera. Zauważyłem jednak, jak szybko wykrzesałem z siebie dość energii, by sprzeciwić się wszystkiemu, co powiedział. Po chwili paniki zacząłem się śmiać, zupełnie jakby don Juan opowiedział jakiś dowcip. Usłyszałem nawet, jak mówię:

– Don Juanie, don Juanie, jesteś niepoprawny!

Rozumiał chyba wszystko, co się we mnie działo. Kiwał głową na boki i wznosił oczy w górę w geście udawanej rozpaczy.

– Jestem tak niepoprawny – powiedział – że zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat.

Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo.

– Umysł latawca rozprasza się na zawsze – powiedział – kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.

Zareagowałem na to w tak niewytłumaczalny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Coś we mnie zadrżało, zupełnie jakby pod wpływem silnego wstrząsu. Ogarnął mnie niezrozumiały strach, który natychmiast skojarzyłem z moim religijnym wychowaniem.

Don Juan zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.

– Boisz się gniewu boskiego, co? – odezwał się. – Bądź spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, że zrobisz dokładnie to, co ci każę.

Jego słowa wcale mnie nie uspokoiły. Poczułem się jeszcze gorzej. Ogarnęły mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie było żadnego sposobu, by je opanować.

– Nie martw się – powiedział spokojnie don Juan. – Wiem z doświadczenia, że te ataki bardzo szybko tracą na sile. Umysłu latawca nie stać nawet na odrobinę koncentracji.

Po chwili wszystko ustało, tak jak przepowiedział don Juan. Słowo “oszołomiony” w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie byłoby eufemizmem. Po raz pierwszy w życiu, z don Juanem czy bez, naprawdę nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Chciałem wstać z krzesła i przejść się, ale paraliżował mnie śmiertelny strach. Byłem wypełniony racjonalnymi sądami, a jednocześnie przepełniał mnie infantylny strach. Zacząłem głęboko oddychać, a całe moje ciało pokrył zimny pot. W jakiś sposób moje oczy otwarły się na potworny widok: gdziekolwiek się obróciłem, skakały czarne, ulotne cienie.

Przymknąłem powieki i oparłem głowę na oparciu krzesła.

– Nie wiem, dokąd teraz pójść, don Juanie – odezwałem się. – Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie poplątać moje ścieżki.

– Rozdziera cię wewnętrzna walka – powiedział don Juan. – Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.

Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka.
[...]
Po powrocie do domu, z biegiem czasu, idea latawców stała się jedną z największych obsesji mojego życia. Doszedłem do takiego punktu, że czułem, iż don Juan miał w tej materii absolutną rację. Bez względu na to, jak bardzo się starałem, nie udawało mi się podważyć jego logiki. Im więcej o tym myślałem, im więcej rozmawiałem z samym sobą i innymi ludźmi, im więcej samego siebie i innych obserwowałem, tym silniejsze było moje przekonanie, że coś czyni z nas istoty niezdolne do jakiegokolwiek działania, jakiejkolwiek relacji i jakiejkolwiek myśli, która nie ogniskowałaby się na ,ja”. Moje troski, podobnie jak troski każdego, kogo znałem lub z kim rozmawiałem, koncentrowały się właśnie na tym. Ponieważ nie umiałem znaleźć wytłumaczenia tak uniwersalnej homogeniczności, byłem przekonany, że tok rozumowania don Juana jest najbardziej odpowiednim sposobem objaśnienia tego fenomenu.

Poświęciłem się głębszej analizie literatury dotyczącej mitów i legend. Uświadomiłem sobie wówczas coś, czego nigdy wcześniej nie odczuwałem: każda z przeczytanych przeze mnie książek była interpretacją mitów i legend. Przez każdą z nich przemawiał ten sam, homogeniczny umysł. Style były odmienne, lecz ukryty pod warstwą słów zamiar jednakowy: pomimo tego, że temat pracy dotyczył czegoś tak abstrakcyjnego jak mity i legendy, autorowi zawsze udało się zawrzeć w niej jakieś opinie o sobie. Celem każdej z tych książek nie było omówienie rzeczonego tematu; była nim autoreklama. Nigdy wcześniej sobie tego nie uświadamiałem.

Przypisywałem moją reakcję wpływowi don Juana. Pytanie, które sobie stawiałem, brzmiało tak: czy to on wpływa na mnie tak, że coś takiego dostrzegam, czy też rzeczywiście istnieje jakiś obcy umysł, który dyktuje wszelkie nasze poczynania? Siłą rzeczy odruchowo znów popadłem w negację, i niczym wariat zacząłem po kolei przechodzić od negacji do akceptacji i tak w kółko. Coś we mnie wiedziało, że bez względu na to, do czego pije don Juan, jest to fakt energetyczny; jednak inny wewnętrzny głos mówił, że to wszystko brednie. Wynikiem tych wewnętrznych zmagań były bardzo złe przeczucia, wrażenie, że zawisło nade mną wielkie niebezpieczeństwo.

Przeprowadziłem szeroko zakrojone badania, poszukując śladów koncepcji latawców w innych kulturach, ale nigdzie nie udało mi się znaleźć żadnej wzmianki na ten temat. Wyglądało na to, że don Juan jest jedynym źródłem informacji w tej materii. Kiedy zobaczyłem się z nim następnym razem, natychmiast przeszedłem do tematu.

– Robiłem, co mogłem, by podejść do tego zagadnienia racjonalnie – powiedziałem – ale nie mogę. Są takie chwile, kiedy absolutnie się z tobą zgadzam w kwestii drapieżców.

– Skup swoją uwagę na ulotnych cieniach, które obecnie widzisz – odrzekł don Juan z uśmiechem.

Powiedziałem mu, że owe ulotne cienie staną się końcem mojego racjonalnego życia. Widziałem je wszędzie. Od czasu gdy wyszedłem wówczas z jego domu, nie byłem w stanie zasnąć po ciemku. Spanie przy włączonym świetle w ogóle mi nie przeszkadzało. Jednak z chwilą gdy je gasiłem, wszystko dokoła mnie zaczynało skakać. Nigdy nie dostrzegałem kompletnych postaci ani kształtów. Widziałem jedynie ulotne, czarne cienie.

– Umysł latawca jeszcze cię nie puścił – rzekł don Juan. – Został ciężko ranny. Robi wszystko, by zreorganizować swoją relację z tobą. Ale coś w tobie zostało na zawsze przerwane. Latawiec o tym wie. Prawdziwe niebezpieczeństwo leży w tym, że umysł latawca może zwyciężyć, doprowadzając cię do wyczerpania i zmuszając do zarzucenia dalszej walki, jeśli dobrze rozegra kartę sprzeczności pomiędzy tym, co on ci mówi, i tym, co ja ci mówię.

Bo widzisz, umysł latawca nie ma konkurencji – ciągnął dalej don Juan. – Kiedy coś orzeka, zgadza się z własnym zdaniem i każe ci wierzyć, że zrobiłeś coś wartościowego. Umysł latawca powie ci, że to, co ci mówi Juan Matus, to wierutne bzdury, po czym ten sam umysł zgodzi się ze swym własnym stwierdzeniem. A ty powiesz: “Tak, oczywiście, że to bzdury”. W taki właśnie sposób zostajemy pokonani.

Latawce są niezbędnym elementem wszechświata – ciągnął – i należy je traktować tak, jak na to zasługują – jako istoty potworne i budzące grozę. Dzięki nim wszechświat wystawia nas na próbę.

Jesteśmy energetycznymi sondami, stworzonymi przez wszechświat – mówił dalej, jak gdyby nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności – a ponieważ posiadamy energię obdarzoną świadomością, jesteśmy środkiem, dzięki któremu wszechświat staje się świadom samego siebie. Latawce to nieprzebłagani rywale. Tylko tak można ich postrzegać. Jeśli nam się uda, wszechświat pozwoli nam trwać dalej.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
6 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
Asha, bielik110, Moeritherium, set.h, sunstone, Warrior-Traveler
uncommon
post 17.12.2012 - 17:16
Post #3


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 399

Notatnik


Ja podchodzę do jego książek jako naukowo-fantastyczne.
Myślę,że wiele rzeczy jest pod odbiorce specjalnie podkolorowane. Choć niektóre ciekawie się czyta. 2 niecałe książki przeczytałem i starczy mi .
A to, że Don Juan za młodu potrafił skakać na wysokość około chyba drzewa (jak się nie myle ) ,zamienianie się w zwierzęta, latanie fizycznym ciałem to już wogóle bajka według mnie.
Poczytałem trochę i odstawiłem bo mnie czarownicy nie obchodzą.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki uncommon za ten przydatny wpis:
sunstone
.
post 17.12.2012 - 17:40
Post #4


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 525

Notatnik


Mroczne dziedzictwo Castanedy

-> http://www.infra.org.pl/wiat-tajemnic/niez...-castenady.html
Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
sunstone, uncommon
sunstone
post 17.12.2012 - 18:53
Post #5


Członek Rodziny
******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


CYTAT(uncommon @ 17.12.2012 - 17:16) *
Ja podchodzę do jego książek jako naukowo-fantastyczne.
Myślę,że wiele rzeczy jest pod odbiorce specjalnie podkolorowane. Choć niektóre ciekawie się czyta. 2 niecałe książki przeczytałem i starczy mi .
A to, że Don Juan za młodu potrafił skakać na wysokość około chyba drzewa (jak się nie myle ) ,zamienianie się w zwierzęta, latanie fizycznym ciałem to już wogóle bajka według mnie.
Poczytałem trochę i odstawiłem bo mnie czarownicy nie obchodzą.


Mam takie samo podejście ;-)
też nie wierzę w te skoki i inne bajkowe historie. Z drugiej strony jestem praktykującym. I powiem tyle że zaczynasz postrzegać świat inaczej stosując te nazwijmy metody szamańskie. Śnienie jest niesamowite, na mnie wywarło ogromny wpływ. Gdy śnisz i czujesz np. chłód pomieszczenia a świadomość nie dopuszcza innych elementów we śnie tylko to miejsce lub przedmioty. Wewnętrzna cisza, ja nazywam to medytacją dnia codziennego, powoduje zatrzymanie świata, pęka świat i czujesz że to był tylko obraz..
Wiem że wszyscy bliscy Castanedy nie żyją, i że podpiąć można niemal to pod sektę, ale ja się nie angażuję w żadne grupy, jestem pojedyńczym praktykiem którego interesuje tylko to czego się nauczy (zbada). Według zasady którą się kieruje Noble.
I nigdy nie zastosuję się do pewnych praktyk Castanedy/Don Juana, np. zostawić rodzinę i przyjacół. Wybieram tylko te kierunki które mi pasują.

Pozdrawiam.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
bielik110, Warrior-Traveler
sunstone
post 17.12.2012 - 18:59
Post #6


Członek Rodziny
******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


Bardzo ciekawe ćwiczenie.
Przyniesie ci informację na co zwracasz uwagę ;-)

Ćwiczenie Taishy Abelar dla "wyśledzenia uwagi."
Zamykamy oczy i próbujemy pewien czas jasno i dokładnie wizualizować miejsce, w którym w danej chwili się znajdujemy. Następnie otwieramy oczy i porównujemy wizualizację z realnością. Zwracamy uwagę ( można zapisać w Dzienniku Nawigatora ) na te detale, które ...
1. "Wypływają" na pierwszy plan. ( może to być ... )
2. Samochód, który zostawiliśmy na parkingu; bufet, gdzie sprzedają słodycze; droga do toalety; piękna kobieta, która siedzi na prawo od nas; kolor tapety; brudna podłoga itd.
3. To, co zapamiętaliśmy prawidłowo.
4. To, czego nie zapamiętaliśmy, to czego brakło w wizualizacji.
5. Oraz myśli, wewnętrzny dialog, który zaistniał w czasie prób naszej wizualizacji.

Uwaga jest bardzo ważną rzeczą. To, na czym skupiona jest uwaga naszego codziennego życia bardzo dużo mówi o tym, kim jesteśmy tak na prawdę i co uważamy za ważne, oraz o tym gdzie kierujemy uwagę naszego ciała energicznego. Niemniej mówi o nas to, co zostało przeoczone przez naszą uwagę, to co przechodzi obok nas. Carlos Castaneda mówił: " ile zadziwiających, wstrząsających rzeczy jest wokół nas - a my nie zwracamy na nie żadnej uwagi ! "

Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
bielik110, Warrior-Traveler
set.h
post 17.12.2012 - 21:05
Post #7


instytutnoble.pl
Ikona Grupy
Grupa: OOBE VIP
Punkty prestiżu: 523

Notatnik


CYTAT(Neurocosmic @ 17.12.2012 - 17:40) *


Nie wiem czemu wszyscy uwzięli się na cytowanie tego artykułu jak tylko pojawi się temat Castanedy :). D
W sumie dla znających nauki mistrza Juana to co robił Castanaeda było ścieżką wiedzy i mocy. Te opisane działania niestety nie mieszczą się w ramach "normalnego" społecznego życia. Artykuł poniekąd potwierdza prawdziwość ścieżki jaką podążał Castaneda.
Pranie mózgu, psychiczne znęcanie, presja psychiczna to typowe określenia na to czym posługiwał się Castaneda ale tak samo wobec niego postępował don Juan.
Wstępując na ścieżkę wiedzy czarownik musi "wyprać" swój umysł, uwolnić swoją wolę i zatracić własną ważność i próżność.

PS
Ciekawe jak ludzie potrafią łatwo poddawać się byle krytycznemu artykułowi i od razu negować cały dorobek człowieka.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
3 Dzięki set.h za ten przydatny wpis:
bielik110, sunstone, Warrior-Traveler
.
post 17.12.2012 - 21:12
Post #8


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 525

Notatnik


Don Juan obecnie :)

-> http://www.obeforum.pl/sztuka-snienia-f111...cnie-t2487.html
Go to the top of the page
 
+Quote Post
3 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
bielik110, sunstone, Warrior-Traveler
sunstone
post 18.12.2012 - 00:05
Post #9


Członek Rodziny
******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


CYTAT(Neurocosmic @ 17.12.2012 - 21:12) *


czytałeś to ?
ten śniący jest niesamowity, dzięki za linka Neurocosmic !

Set.H ,powiem ci szczerze że nie czytałem niczego bardziej wciągającego od książek Castanedy. Czytałem kilkakrotnie wszystkie i zawsze czuję się jak bym czytał pierwszy raz, przy tym zawsze odkrywam że zapominam ogrom szczegółów. I jest dosłownie jak napisałeś: "Te opisane działania niestety nie mieszczą się w ramach "normalnego" społecznego życia" , poprostu nie da się zastosować do wszystkiego a może szkoda nam zostawić wszystko i odejść w życie samotnika gdzieś zdala od ludzi żyjąc w celibacie.

Pozdr.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
3 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
bielik110, Neurocosmic, Warrior-Traveler
sunstone
post 18.12.2012 - 23:37
Post #10


Członek Rodziny
******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


O śmierci.

Pierwszy etap to plytkie zaciemnienie. Natomiast drugi etap jest tym prawdziwym, gdzie czlowiek spotyka sie ze smiercia. Po pierwszym zaciemnieniu nastepuje krótki moment, w którym odkrywamy, ze w jakis sposób znowu jestesmy soba. Potem smierc uderza w nas z cicha furia i moca tak dlugo, az rozpusci nasze zycie w nicosc.
--------------------------------------------------------
Jednak w momencie smierci uczucia rozdzielaja sie i zaczynaja poruszac sie niezaleznie, jakby nigdy nie stanowily calosci.
--------------------------------------------------------
Don Juan wbil mi do glowy, ze wojownikom zawsze towarzyszy u boku smierc i ze swiadomosci, ze jest ona tuz przy nich, czerpia odwage, dzieki której potrafia stawic czolo absolutnie wszystkiemu. Don Juan mówil, ze smierc jest najgorsza rzecza, jaka moze nam sie zdarzyc, a poniewaz jest to nasz los, którego nie mamy mocy zmienic, jestesmy wolni; ci, którzy stracili wszystko, nie maja sie juz czego bac.
--------------------------------------------------------
Zawsze chcialem cie przekonac, ze wiedza o naszym bliskim, nieuchronnym koncu jest zródlem trzezwosci umyslu, i dlatego uczylem cie bardzo wielu rzeczy dotyczacych smierci. Najkosztowniejszym bledem, jaki my, zwykli ludzie, mozemy popelnic, jest zywienie nadziei, iz jestesmy niesmiertelni - zupelnie jakbysmy wierzyli, ze jesli nie bedziemy mysleli o smierci, uchronimy sie przed nia.
--------------------------------------------------------
Czarownicy przez wszystkie wieki mawiali, ze ujrzenie wlasnej smierci jest najbardziej otrzezwiajacym widokiem, jaki tylko mozna sobie wyobrazic. Co jest nie tak z nami ludzmi - i bylo nie tak zawsze, od niepamietnych czasów - to to, ze choc nigdy sobie tego nie powiedzielismy wprost, jestesmy niejako przekonani, iz wkroczylismy w kraine niesmiertelnosci. Zachowujemy sie tak, jakbysmy nigdy nie mieli umrzec - cóz za infantylna arogancja!
--------------------------------------------------------
Jesli odnosimy na jakims polu zwyciestwa - kontynuowal don Juan - nie mamy nikogo, kto szeptalby nam do ucha, ze nasze zwyciestwa sa ulotne. I tu wlasnie czarownicy sa góra; jako istoty zdazajace ku smierci maja kogos, kto szepta im do ucha, ze wszystko jest efemeryda. Tym kims jest smierc, doradca, który cie nigdy nie zawiedzie, jedyny, który nigdy cie nie oklamie.
--------------------------------------------------------
I znowu wrócilismy do historii tych dwóch kotów - powiedzial. - Musimy wierzyc, ze Max uswiadomil sobie, co podaza jego tropem i tak jak tamten lezacy mezczyzna, mial dosc mocy, zeby przynajmniej wybrac miejsce swojego konca. Ale byl jeszcze drugi kot, podobny do tych ludzi, których smierc zaskoczy w samotnosci, gdy nieswiadomie beda wpatrywac sie w sciany i sufit obskurnego, pustego pokoju.
--------------------------------------------------------
Balem sie, ze przez wlasna glupote strace swoja szanse na wolnosc i powtórze zycie mojego ojca. Zauwaz, ze w zyciu mojego ojca nie bylo nic zlego. Jego zycie i smierc nie byly ani lepsze, ani gorsze niz zycie i smierc wiekszosci ludzi; istotne jest jednak to, ze mój punkt polaczenia przesunal sie i pewnego dnia uswiadomilem sobie, iz zycie i smierc mojego ojca nie byly warte funta klaków, ani dla innych, ani dla niego samego.
--------------------------------------------------------
end of message.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
Madlene26, PigsOnTheWings
Karamoon
post 28.04.2013 - 19:15
Post #11


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 56



Ten link to DNA Castanedy:

http://spacernp.w.interia.pl/infodjw.html

Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki Karamoon za ten przydatny wpis:
Madlene26, PigsOnTheWings
Karamoon
post 21.03.2014 - 10:12
Post #12


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 56




Sentencje.

Para mi solo recorrer los caminos que tienen
Corazón, qualquier camino que tenga corazón
Por ahí yo recorro, y la única prueba que
Vale es atravesar todo su largo. Y por ahí
Yo recorro mirando, mirando, sin aliento.

Ja wędruję tylko po ścieżkach
obdarzonych sercem, po ścieżkach,
które mogą mieć serce. Po nich wędruję,
bo przemierzyć je do końca to jedyne wyzwanie
warte podjęcia. Oto którędy wędruję i patrzę,
patrzę z zapartym tchem.

Don Juan Matus


Oddałem się mocy, która kieruje moim losem.
Nie mam nic, więc niczego nie muszę bronić.
Nie ma we mnie myśli i dlatego widzę.
Nie boję się niczego, więc pamiętam siebie.
Samotny i swobodny, przemknę za plecami Orła i stanę się wolny.

Ya me di al poder que a mi destino rige.
No me agarra ya de nada, para asi no tener nada que defender.
No tengo pensamientos, para asi poder ver.
No temo ya a nada, para asi poder acordarme de mi
me dejara el aguila pasar a la libertad.

Carlos




Go to the top of the page
 
+Quote Post
5 Dzięki Karamoon za ten przydatny wpis:
bielik110, g00rmik, Madlene26, Neurocosmic, PigsOnTheWings
pigsonwings
post 22.03.2014 - 09:50
Post #13


haereticus
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 877

Notatnik


I to nawet nie chodzi o to że Don Juan Matus to na 90% postać fikcyjna nad czym rozważali się lingwiści i wielu znawców literatury(m.in znał on wiele pojęć europejskich stwierdzeń, które nie miał prawa wiedzieć, meksykański szaman), jego filozofia to zlepek różnych nauk, wielokrotnie brał z nich to co najlepsze, Castaneda był jednym z genialniejszych antropologów. Wykreował wiele świetnych stwierdzeń i świetnie pisał, a te wszystkie zarzuty w jego stronę już nie są są tak istotne wobec jego twórczości.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
bielik110
post 22.03.2014 - 21:56
Post #14


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1147



Tak sie zastanawiam:) co jest rzeczywiste

Czy jest to,to w co wierzymy:) bo to jest chyba nasza rzeczywistość:)

Czy to co mówia nam że jest rzeczywiste:)o rzeczywistości ?
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki bielik110 za ten przydatny wpis:
Foks
Zielarz Gajowy
post 22.03.2014 - 22:12
Post #15


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 6184



Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki Zielarz Gajowy za ten przydatny wpis:
bielik110
Karamoon
post 24.03.2014 - 12:26
Post #16


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 56



Pytanie do praktykujących ścieżkę Castanedy.

Co udało się wam osiągnąć ?

Ja potwierdzam "Śnienie" działa. (bramy snu, wpatrywanie się)

A pytam o inne zdolności np. widzenie energii, zdolność wyboru miejsca mocy, magiczne przejścia, zatrzymanie świata itp..
Go to the top of the page
 
+Quote Post
pigsonwings
post 24.03.2014 - 19:17
Post #17


haereticus
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 877

Notatnik


Metoda odnajdywania rąk we śnie to klasyka :) aczkolwiek mimo iż cały "rozwój duchowy" to ścieżka do odkrycia nowych doznań ku egocentryzmowi, grunt to poczuć własne jestestwo, nogi,ręce, głowę, palce. Słyszeć zamiast widzieć. Trzeba zacząć czuć siebie, a ten cały natłok tylko obserwować.

Zielarz te wszystkie "przewodniki rozwoju duchowego" można by skrócić do co najwyżej paru wyrazów lub paru zdań.

Podążaj za intuicją, bądź dobrym człowiekiem, nie żałuj swoich decyzji i nie czyń drugiemu co tobie nie miłe.

Nie ma potrzeby się tyle produkować ile to wielu autorów zwykło robić. Jesteśmy tylko ludźmi "zwierzętami rozumnymi" a może aż ludźmi? wybór należy do nas.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Garot
post 25.03.2014 - 00:42
Post #18


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 298



Chyba zwierzętami nierozumnymi xD
Go to the top of the page
 
+Quote Post
pływak
post 26.03.2014 - 21:24
Post #19


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 138

Notatnik


chcąc podążać ścieżką Castanedy trzeba się niestety wyrzec spraw materialnych, rodziny, dawnych przyjaciół, najlepiej tam pojechać i całe życie badać, może staniesz się też szamanem. Dla współczesnego Europejczyka rzecz nie do osiągnięcia, to jakby przejście do innego świata, którego nie potrafimy ogarnąć, dlatego wydaje nam się fantazją. Eksperymenty ze snami są nam znane i wiemy czego się spodziewać, również dobre wskazówki do ćwiczeń są nam przydatne, lecz literackie opisy z pobrzeża fantazji trzeba traktować z poziomu wiary, czyli albo wierzę albo nie, w zależności od moich przekonań, poglądów i doświadczeń życiowych. To tyle.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Krukos
post 27.03.2014 - 17:09
Post #20


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 1936

Notatnik


brakuje tu jakiejś logiki w tej książce, wychodzi ze trzeba stać się ascetą i jednocześnie pragnąć tych korzyści o jakich mowa w książce
Go to the top of the page
 
+Quote Post
.
post 27.03.2014 - 21:08
Post #21


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 525

Notatnik


Muzyka inspirowana tekstami Carlosa Castanedy:
Michael Stearns & Ron Sunsinger - Sorcerer
http://chomikuj.pl/CzyToSen/M+u+z+y+k+a+*e...Sorcerer+(2000)

CYTAT
After six years without any new recordings, pioneering ambient artist Michael Stearns has unleashed a torrent of music with three releases on his own Earth Turtle label and this CD with Ron Sunsinger on Spotted Peccary. In a way, Sorcerer is an extension of their 1994 album, Singing Stones, but Sorcerer is an even more abstract and experimental work. Inspired by the spiritual writings of Carlos Castaneda, Stearns and Sunsinger create a dark and perilous world. On an album that's more sound design than music, they mix electric and acoustic sounds from prepared guitar to bowed metal with environmental recordings. Electronically processed, reversed, and otherwise distorted, they emerge with a surrealism that makes Dali seem like a hardcore realist painter. There are no rhythms to grab onto and no melodies to speak of until the very last track, when Peruvian shaman Don Augustine Rivas sings an Ayahuasca Icarro song. Until that respite, it's a tableau of demonic groans, shuddering metal on metal, and turbulent free falls, all orchestrated into a shifting, enveloping, and precarious soundscape. --John Diliberto
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
Moeritherium

2 Stron V   1 2 >
Reply to this topicStart new topic

 

Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park