oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

2 Stron V   1 2 >  
Reply to this topicStart new topic
> K?cik Castanedy, ?nienie oraz inne tematy
sunstone
post 17.12.2012 - 02:07
Post #1


Cz?onek Rodziny
******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


Uwaga d?ugie !!!

Dla tych którzy zaczytali si? w ksi??kach Castanedy, powycina?em kawa?ki przydatnej wiedzy.

Dzi? b?dzie o ?wiczeniach.

Zaczynamy.

1.
Czujne siedzenie.
nauczyl mnie, jak to nazwal, czujnego sposobu siedzenia. Kazal mi podwinac prawa noge pod lewe udo i przykucnal na lewej. Wyjasnil, ze podwinietej nogi uzywa sie jako wyrzutni w przypadku, kiedy trzeba bardzo szybko wstac.

2.
Spogl?danie na ducha.
Szeptem kazal mi skupic spojrzenie na ziemi, w poszukiwaniu albo raczej w oczekiwaniu na jakis powiew wiatru, który poruszy krzewami. Gdy tylko fala dotknie krzewów, na których skupialem wzrok, mialem spojrzec w góre i zobaczyc ducha. Jesli zauwaze podmuch wiatru, mam po prostu spojrzec w góre i samemu zobaczyc.

3.
S?uchanie ?wiata.
Przede wszystkim musisz uzyc uszu do odciazenia oczu. Od chwili narodzin do oceniania swiata uzywamy oczu. Rozmawiamy z innymi i ze soba glównie o tym, co widzimy. Wojownik jest tego swiadomy i slucha swiata. Slucha jego dzwieków ,Sluchanie dzwieków swiata musi sie odbywac harmonijnie i z wielka cierpliwoscia. - Wojownik jest swiadomy, ze swiat zmieni sie, kiedy tylko przestanie ze soba rozmawiac - powiedzial - i musi byc przygotowany na ten gigantyczny wstrzas.

4.
Od??czanie wewn?trznego dialogu.
Na poczatku naszej znajomosci don Juan opisal takze inna praktyke - pokonywanie dlugich odcinków drogi bez skupiania wzroku na okreslonym fragmencie krajobrazu. Zalecal, zeby nie patrzec na nic bezposrednio, ale lekko zezowac. Otrzyma sie wtedy peryferyjny obraz wszystkiego, co znajduje sie w polu widzenia. Chociaz wtedy tego nie zrozumialem, zapewnial mnie, ze jesli utrzymuje sie zezujace spojrzenie w punkcie tuz nad horyzontem, mozna w jednej chwili zobaczyc wszystko, co znajduje sie przed oczami. Twierdzil, ze to jedyny sposób odciecia wewnetrznego dialogu.

5.
Przywo?ywanie wizji.
Najpierw musisz zatrzymac wewnetrzny dialog, a potem przywolac obraz osoby, która chcesz widziec. Kazda mysl, która zachowuje sie w umysle w stanie ciszy, jest w zasadzie rozkazem, poniewaz nie ma innych mysli, które moglyby z nia konkurowac.

6.
Zaczerpni?cie mocy.
Don Juan kazal mi biec w miejscu z twarza zwrócona na zachód. Juz wczesniej przy róznych okazjach polecal mi wykonywanie tego cwiczenia. Chodzilo o zaczerpniecie mocy ze zblizajacego sie zmierzchu. Unosilem ramiona w kierunku nieba, rozposcieralem palce jak wachlarz i silne klaskalem, opuszczajac rece do punktu lezacego pomiedzy horyzontem a zenitem.

7.
Oddychanie.
Wypchnij brzuch do dolu, do dolu.
Byla to technika, której nauczyl mnie kilka lat temu, przeznaczona do wykorzystania w momentach wielkiego niebezpieczenstwa, strachu czy stresu. Nalezalo, wypychajac przepone, zrobic ustami cztery szybkie wdechy, po czym cztery glebokie wdechy i wydechy przez nos. Don Juan wyjasnil wtedy, ze hausty powietrza powinno sie odczuwac w brzuchu jak wstrzasy. Natomiast mocno zlaczone dlonie, przylegajace scisle do pepka dodaja sily i pomagaja kontrolowac jeden i drugi rodzaj wdechów. Te glebokie nalezy zatrzymywac, liczac do osmiu, równoczesnie wypychajac przepone w dól. Wydechy robi sie dwa razy nosem i dwa razy ustami, powoli albo szybko, w zaleznosci od preferencji.

8.
Odczucie.
Don Juan powiedzial, ze czarownicy musza pielegnowac to doznanie, i opisal je niezwykle dokladnie. Wedlug niego jest to swego rodzaju swedzenie, ani bolesne, ani przyjemne, pojawiajace sie dokladnie na czubku glowy. Chcac uswiadomic mi nature tego odczucia na poziomie rozumu, opisal mi je bardzo dokladnie, po czym, aby zaznajomic mnie z nim praktycznie, spróbowal wyksztalcic we mnie cielesna swiadomosc i pamiec. Kazal mi przebiegac pod niskimi galeziami i skalami wiszacymi kilka cali ponad moja glowa.
Przez lata usilowalem kultywowac to doznanie, ale z jednej strony nie potrafilem calkowicie zrozumiec jego opisu, a z drugiej nie bylem w stanie zaznajomic z nim mego ciala, postepujac wedlug wskazówek don Juana. Nigdy nie poczulem nic szczególnego, przebiegajac pod galeziami i skalami wybranymi przez niego do demonstracji. Niemniej jednak któregos dnia moje cialo samo odkrylo to uczucie, kiedy wjezdzalem wysoka ciezarówka do trzypietrowego garazu. Tego dnia jezdzilem po garazu calymi godzinami, aby stworzyc cialu mozliwosc zapamietania tego uczucia.

9.
Zdobywanie energii.
uczyl nas, ze najlepszym sposobem na zdobycie energii jest, oczywiscie, wpuszczenie slonca do wnetrza oka, szczególnie lewego.
Powiedzialem, ze nic mi o tym nie wiadomo, a ona opisala sposób, którego nauczyl ich don Juan. Gdy mówila, przypomnialem sobie, ze don Juan mnie tez tego nauczyl. Cala sprawa polegala na tym, zeby lapac promienie sloneczne pólprzymknietym lewym okiem, powoli krecac glowa. Mówil tez, ze zamiast slonca mozna uzyc jakiegokolwiek zródla swiatla, które pada prosto na oczy.

10.
Zdobywanie energii.
Mezczyzna, aby wchlonac energie, musi polozyc sie na plecach ze zgietymi kolanami, tak by stopy stykaly sie ze soba. Jego rece musza byc wyciagniete wzdluz boków, z przedramionami uniesionymi pionowo w góre i palcami rozczapierzonymi jak szpony.

11.
Miejsca mocy.
Patrzac poprzez deszcz, mozna odkryc miejsca mocy albo miejsca, które nalezy omijac. Miejsca mocy sa zielonkawe, a miejsca, które nalezy ominac, sa intensywnie zielone.

12.
Obserwator we ?nie.
Kiedys snilem, ze sie budze i wyskakuje z lózka, po czym zobaczylem siebie samego wciaz spiacego w lózku. Patrzylem na siebie i wystarczylo mi samokontroli, by pamietac, ze snie. Postepowalem wedlug wskazówek don Juana, który zalecil mi unikac naglych wstrzasów, nie dziwic sie niczemu i traktowac wszystko z odrobina dystansu. Don Juan twierdzil, ze sniacy musi sie zaangazowac w eksperyment, zachowujac jednoczesnie postawe neutralnego obserwatora. Zamiast przygladac sie swemu uspionemu cialu, sniacy powinien wyjsc z pokoju.

13.
Wdychanie esencji miesjca.
Zanim usiadlem za kierownica, przez chwile stalem obok auta i patrzylem na doline. Moje cialo obracalo sie powoli, az zatoczylo pelny krag, jakby obdarzone bylo wlasna wola i celem. Mialem wrazenie, ze wchlaniam w siebie esencje tego miejsca. Chcialem ja zatrzymac, bo nie mialem cienia watpliwosci, ze juz nigdy w zyciu nie zobacze tej doliny.
a. Wysiadla, podbiegla do niewielkiego wzgórza przy drodze, wspiela sie na szczyt i po raz ostatni spojrzala na swoja doline. Wyciagnela w jej strone ramiona i wdychala ja w siebie.

14.
Wspólne ?nienie.
Mozemy spróbowac wspólnego snienia – wyjasnila. Powinnismy zaczac snienie w dwóch róznych miejscach, znajdujac sie tak daleko od siebie, jak to tylko mozliwe. To z nas, które wejdzie w snienie pierwsze, poczeka na drugie. Gdy sie juz odnajdziemy, pochwycimy sie za ramiona i razem wejdziemy glebiej.
Powiedzialem, ze nie mam pojecia, jak mam na nia zaczekac w wypadku, gdybym wszedl w snienie pierwszy. La Gorda nie potrafila mi wyjasnic, jak sie to robi, ale powiedziala, ze Josefina okreslila czekanie na drugiego sniacego jako “porywanie" go. La Gorda dwukrotnie zostala porwana przez Josefine.
- Josefina nazwala to porwaniem dlatego, ze jedna z nas musiala pochwycic druga za ramie - wyjasnila.
Splotla swoje lewe przedramie z moim prawym w ten sposób, ze kazde z nas trzymalo tego drugiego pod lokciem.

15.
Pozycja ?nienia.
Na poczatku, podobnie jak la Gorda, wchodzilem w snienie, lezac na plecach, az kiedys don Juan powiedzial mi, ze najlepsze wyniki osiagne, siadajac na miekkiej, cienkiej macie, tak by podeszwy moich stóp stykaly sie ze soba, a uda dotykaly maty. Dodal, ze poniewaz mam elastyczne stawy ud, powinienem je wycwiczyc jak najbardziej, tak bym siedzac w tej pozycji, potrafil polozyc je zupelnie plasko na macie. Twierdzil, ze jesli w tej pozycji uda mi sie wejsc w snienie, moje cialo nie bedzie sie chwialo ani przesuwalo na boki, lecz tulów opadnie do przodu i czolo oprze sie na stopach.

16.
Czas do ?nienia.
Kolejna bardzo istotna sprawa byl wybór najlepszej pory na snienie. Don Juan powiedzial nam, ze zdecydowanie najlepszy jest pózny wieczór lub wczesny ranek. Powodem takiego wyboru bylo, jak to nazywal, praktyczne zastosowanie wiedzy czarownika. Uwazal, ze skoro musimy snic w otoczeniu zwyklego swiata, to powinnismy przynajmniej robic to w mozliwie najlepszych warunkach, w samotnosci, upewniajac sie, ze nikt nam nie przeszkodzi. Przez przeszkadzanie mial na mysli uwage innych ludzi, a nie ich fizyczna obecnosc. Zdaniem don Juana wycofanie sie ze swiata i ukrywanie nie mialoby sensu, bo nawet przebywajac w odludnym, odizolowanym miejscu, jestesmy narazeni na zaklócenia ze strony innych ludzi, gdyz nie potrafimy sie odgrodzic od skupienia ich pierwszej uwagi. Tylko w porze, gdy wiekszosc ludzi spi, mozna na krótki czas te uwage od siebie odwrócic. W tych godzinach pierwsza uwaga ludzi dokola nas pozostaje uspiona.

17.
Uwaga we ?nie.
To doprowadzilo don Juana do opisu drugiej uwagi. Wyjasnial nam, ze za wszelka cene nalezy skupic uwage, która jest niezbedna na poczatkowym etapie snienia, na jakims konkretnym przedmiocie pojawiajacym sie we snie. Tylko unieruchamiajac w ten sposób nasza uwage, mozemy przeksztalcic zwykle sny w snienie.

18.
Latanie we ?nie.
Powiedzial, ze dla czlowieka, który poznal snienie, zaden zapamietany sen nie jest juz zwyklym snem, lecz snieniem. Wtedy zaczelam próbowac latania w snieniu. Ale nie potrafilam tego robic na zawolanie: im bardziej staralam sie wplywac na moje snienie, tym wieksze trudnosci napotykalam. W koncu Nagual powiedzial, ze powinnam przestac i pozwolic, by to nadeszlo samo. I po jakims czasie stopniowo zaczelam latac w snieniu. Wtedy wlasnie pojawil sie glos, który mówil mi, co mam robic. Zawsze mi sie wydawalo, ze to glos kobiety. Gdy juz nauczylam sie doskonale latac, Nagual powiedzial mi, ze powinnam powtarzac na jawie kazdy ruch, który wykonuje, latajac w snieniu.

19.
Weryfikacje snów.
Pierwsze ?wiczenie polegalo na odnalezieniu w snieniu wlasnych dloni. Nastepnie don Juan polecil, bym wybral sobie jakies miejsce, skupil na nim uwage, wszedl w snienie w ciagu dnia i przekonal sie, czy potrafie sie tam znalezc. Zaproponowal, bym wyslal w to miejsce kogos, kogo znam, najlepiej kobiete, a to z dwóch powodów: po pierwsze, moglaby ona wysledzic subtelne zmiany swiadczace o tym, ze rzeczywiscie bylem tam w snieniu, a po drugie, moglaby wybrac jakis nie rzucajacy sie w oczy szczegól, na którym mialbym skupic druga uwage.
Najpowazniejszy problem, jaki moze tu napotkac sniacy, polega na tym, ze latwo jest zafiksowac druga uwage na jakims szczególe, który w codziennym zyciu, przy wykorzystaniu pierwszej uwagi, przeszedlby zupelnie nie zauwazony, a to niemal calkowicie uniemozliwia weryfikacje rezultatów. W snieniu szukamy zupelnie czegos innego niz to, na co zwrócilibysmy uwage w zwyczajnym zyciu.

20.
Spogl?danie we ?nie.
Don Juan twierdzil, ze skupienie drugiej uwagi jest trudne jedynie w poczatkowej fazie nauki. Potem trzeba Walczyc z jej nieodpartym przyciaganiem, obserwujac otoczenie jedynie katem oka. W snieniu nalezy sie zadowolic jak najszybszymi spojrzeniami na wszystko, bo Jesli skupimy sie na jakims elemencie, tracimy kontrole.

21.
Mówienie we ?nie.
Mówienie w snieniu bylo dla mnie fascynujaca nowoscia, gdyz nie snilismy sceny, w której rozmawiamy, tylko naprawde rozmawialismy. Wymagalo to ogromnego wysilku, podobnego do moich pierwszych staran, by zejsc w snieniu po schodach.

22.
Oddzielenie wzroku od s?uchu.
Drugie cwiczenie wygladalo tak, ze lezelismy na ziemi jak zwiniete w klebek psy, w pozycji przypominajacej embrionalna, na lewym boku, z czolem opartym na zlozonych rekach. Silvio Manuel nakazywal, bysmy jak najdluzej mieli zamkniete oczy. Moglismy je otwierac tylko wtedy, gdy kazal nam zmienic pozycje i polozyc sie na prawym boku. Mówil, ze celem tego cwiczenia jest oddzielenie zmyslu sluchu od wzroku. Podobnie jak w poprzednim cwiczeniu, stopniowo wydluzal czas jego trwania, az potrafilismy spedzic cala noc, nie spiac i nasluchujac. Uwazal, ze gdy znajdujemy sie w ciemnosciach, w stanie wyciszenia, nasza percepcja doznaje glebokiego wstrzasu. Sluch wysuwa sie na pierwszy plan i zaczynamy odbierac sygnaly od wszystkiego, co zyje i istnieje dokola - za posrednictwem nie tylko sluchu, ale takze kombinacji sluchu i wzroku, w tej wlasnie kolejnosci. Silvio Manuel powiedzial, ze w mroku, szczególnie gdy czlowiek wisi w powietrzu, oczy podporzadkowuja sie uszom.

23.
Ucieczka przed problemami.
Wojownik postawiony wobec sytuacji, z która nie potrafi sobie poradzic, wycofuje sie na chwile. Pozwala myslom odbiec. Zajmuje sie czyms innym. Moze to byc cokolwiek.

24.
Pozycja snu przy stresie.
Kiedy sie boisz lub jestes przygnebiony, nie kladz sie do lózka - odrzekl, nie patrzac na mnie. - Spij jak ja, siedzac w fotelu.
Kiedys don Juan zasugerowal, ze powinienem ucinac sobie dluzsze drzemki, lezac na brzuchu, z glowa zwrócona w lewo i stopami wystajacymi poza lózko - taki wypoczynek mial dodawac mi sil. Radzil ponadto, bym dla ochrony przed zimnem przykrywal ramiona miekka poduszka, nie zakrywajac jednak karku, oraz zakladal grube skarpety albo po prostu spal w butach. Z poczatku jego propozycja wydala mi sie dziwaczna, pózniej zmienilem zdanie. W tej pozycji spalo mi sie wyjatkowo dobrze i budzilem sie wypoczety.

25.
Przypominanie przesz?ych zdarze?.
Dodal, ze wspomnienie odtworzy sie najlepiej, jesli bedziemy spacerowali.

26.
Wybieranie miejsca.
Powiedz, które miejsce na krawedzi wybralbys na calonocne czuwanie? - zapytal.
Juz wczesniej, w czasie wspinaczki, zauwazylem ledwie widoczna pólke skalna, która wygladala jak ciemna plama na zboczu. Szybko odnalazlem ja wzrokiem. Teraz, kiedy don Juan prosil mnie o zdanie, wpadl mi w oko jeszcze ciemniejszy, prawie czarny punkt w jej obrebie. Mroczna pólka skalna i ciemny punkt w glebi nie wzbudzaly we mnie leku czy niepokoju - przeciwnie, spodobaly mi sie, a ów czarniawy punkt wzbudzil moja szczególna sympatie.
- Podoba mi sie ten ciemny kat - powiedzialem, kiedy dotarlismy do skalnej pólki. Don Juan zgodzil sie, ze miejsce to znakomicie nadaje sie do przeczekania nocy - jest naladowane szczególna energia i pograzone w przyjemnym mroku. Skierowalismy sie ku skalom, don Juan oczyscil ziemie w poblizu glazów i usiedlismy, opierajac sie o nie plecami. Powiedzialem, ze najprawdopodobniej wybralem to miejsce calkiem przypadkowo, chociaz bezsporne jest, ze punkt ten przyciagnal mój wzrok.
- Nie wiazalbym tego wylacznie ze zwyklym patrzeniem - odpowiedzial don Juan.
Don Juan odpowiedzial, ze obszary tego typu emanuja nieuchwytna ozywcza energia. Dodal, ze moga na nie natrafic równiez zyjacy w zwyczajnych warunkach, przecietni ludzie, nie zdaja sobie jednak sprawy z ich natury i oddzialywania.

27.
Podzi?kowania dla zmar?ych.
Jedyne, co mozesz teraz zrobic - odrzekl - to zachowywac zywe wspomnienie swojego przyjaciela, nie pozwalac mu umrzec do konca twojego zycia, a byc moze i jeszcze dluzej. W ten sposób czarownicy wyrazaja swoje podziekowania, których nie moga juz wypowiedziec. Mozesz uwazac to za glupi sposób, ale to najlepsza rzecz, jaka czarownik moze uczynic.

28.
Kumulowanie Ciszy.
Niektórym bardzo utalentowanym adeptom potrzeba jedynie kilku minut ciszy, by dojsc do tego wielce pozadanego rezultatu. Innym, mniej zdolnym, potrzeba dlugich okresów ciszy, byc moze nieco ponad jedna godzine pelnego wyciszenia, zanim osiagna pozadany efekt. Pozadany efekt to cos, co dawni czarownicy okreslali jako zatrzymanie swiata; jest to chwila, gdy wszystko dokola przestaje byc tym, czym zawsze dla nas bylo.

29.
Pozycja i narz?dzie ?nienia.
Poszedlem do lózka, szukajac jedynego pocieszenia, jakie przyszlo mi do glowy - spokoju i ciszy. Kiedys don Juan pokazal mi pozycje ulatwiajaca osiagniecie wewnetrznej ciszy. Nalezalo usiasc na lózku ze zgietymi kolanami i zlaczonymi stopami, które trzymajac dlonmi za kostki, dociska sie jedna do drugiej. Dal mi tez gruby kolek, który zawsze mialem przy sobie, gdziekolwiek sie wybieralem. Kolek byl dociety na dlugosc trzydziestu pieciu centymetrów i sluzyl do podtrzymywania ciezaru mojej glowy, gdy pochylalem sie do przodu; jeden koniec kolka umieszczalem na podlodze, pomiedzy zlaczonymi stopami, na drugim zas, owinietym miekkim kawalkiem materialu, opieralem srodek czola. Za kazdym razem, gdy przyjmowalem te pozycje, zapadalem w sen w ciagu kilku zaledwie sekund.

30.
Rewizja ?ycia.
Sposób, w jaki czarownicy przeprowadzaja rewizje zycia, jest bardzo sformalizowany - ciagnal. - Nalezy do niego sporzadzenie listy wszystkich ludzi, których czarownik w zyciu spotkal, poczynajac od chwili obecnej, cofajac sie az do samego poczatku jego zycia. Po sporzadzeniu listy bierze sie z niej pierwsza osobe i przypomina sobie wszystko, co jej dotyczy. I to naprawde wszystko, kazdy szczegól. Lepiej zaczynac od chwili obecnej, cofajac sie w przeszlosc, poniewaz wspomnienia z terazniejszosci sa swieze, i w ten sposób mozna stopniowo szlifowac umiejetnosc przypominania. Technika polega na jednoczesnym przypominaniu sobie zdarzen z przeszlosci i oddychaniu; powietrze wdycha sie powoli i swiadomie, przechylajac powoli glowe z prawa na lewo w ledwo dostrzegalnym ruchu, po czym wydycha sie w ten sam sposób.
Powiedzial, ze wdechy i wydechy powinny byc naturalne; jezeli beda zbyt gwaltowne, czlowiek zacznie, jak to powiedzial, robic meczace oddechy, po których trzeba spowolnic oddychanie, by uspokoic miesnie.

31.
?wiczymy wspomnienia.
Chodzenie zawsze pobudza wspomnienia - mówil. - Czarownicy starozytnego Meksyku byli przekonani, ze wszystko, co przezywamy, przechowujemy pod postacia wrazen fizycznych w tylnej czesci ud. Uwazali oni je za magazyn osobistej historii czlowieka. No, to teraz pójdziemy troche w góry.

32.
Obserwacja istot nieorganicznych.
Od tej pory - kontynuowal - gdy tylko staniesz twarza w twarz z dziwna zjawa, nie ustepuj pola i gap sie na nia bez mrugniecia okiem. Jesli bedzie to istota nieorganiczna, twoja interpretacja opadnie niczym uschniete liscie z drzewa. Jesli nic sie nie zdarzy, wówczas bedzie to jakies gówniane zaburzenie twojego umyslu, który i tak zreszta wcale do ciebie nie nalezy.

33.
Pozbycie si? obcej instalacji przez wewn?trzn? cisz?.
Wspaniale ?wiczenie dawnych czarowników - ciagnal don Juan - polegala na obciazeniu umyslu latawca dyscyplina. Stwierdzili oni, ze jesli narzucic umyslowi latawca wewnetrzna cisze, wówczas obca instalacja sie rozprasza; daje to kazdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutna pewnosc zewnetrznego pochodzenia umyslu. Obca instalacja powraca, tego mozesz byc pewien, ale juz nie tak silna, i tak oto rozpoczyna sie proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje sie zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak dlugo, az pewnego dnia umysl latawca rozprasza sie na dobre. Smutny to dzien, doprawdy! Od tego dnia bedziesz musial sie opierac na wlasnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie bedzie juz nikogo, kto by ci powiedzial, co masz robic. Nie bedzie juz zadnego zewnetrznego umyslu, który móglby ci dyktowac kretynstwa, do których zostales przyzwyczajony.

34.
Sposób na Komary ;-)
Tamtego ranka bylo bardzo goraco. Szlismy wyschnietym korytem rzeki. Jedno, co ta dolina i pustynia Sonory mialy ze soba wspólnego, to miliony owadów. Latajace wszedzie dokola komary i muchy byly niczym bombowce nurkujace do mojego nosa, oczu i uszu. Don Juan polecil mi, bym nie zwracal uwagi na ich brzeczenie.
Nie próbuj ich odganiac - oswiadczyl stanowczym tonem. - Zamierz, zeby daly ci spokój. Wznies dokola siebie bariere energetyczna. Zachowaj milczenie, a z niego powstanie ta bariera. Nikt nie wie, jak to sie robi. Jest to jedna z tych rzeczy, które dawni czarownicy nazywali faktem energetycznym. Przerwij swój wewnetrzny dialog. Nie trzeba do tego nic wiecej.

35.
Oczyszczanie wod?.
Don Juan uczyl mnie, ze w chwilach krytycznych, takich jak ta, nalezy do oczyszczenia siebie uzyc wody biezacej. Przypomnialem sobie o tym i wszedlem pod prysznic. Stalem pod strumieniem cieplej wody moze przez godzine.

36.
Ustawianie ?nienia.
Co oznacza: “ustawic snienie"?
- Oznacza to umiejetnosc precyzyjnego i praktyczne - go zawiadywania ogólna sytuacja podczas snu. Mozesz, na przyklad, snic, ze jestes w swojej sali wykladowej. Ustawic snienie, to nie dopuscic, by twój sen zamienil sie w cos innego. Nie skaczesz wiec, powiedzmy, z sali wykladowej nagle w góry. Innymi slowy, kontrolujesz obraz sali wykladowej i pozwalasz mu zniknac dopiero wtedy, gdy ty tego chcesz.
- Czy to jest mozliwe?
Oczywiscie, ze to mozliwe. Owa kontrola niczym nie rózni sie od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym zyciu. Czarownicy przywykli juz do tego i potrafia to osiagac, kiedy tylko zechca. Jesli ty chcesz do tego przywyknac, powinienes zaczac od czegos bardzo prostego. Dzis w nocy, w trakcie snu, musisz patrzec na swoje rece.

37.
Zasypianie (wild)

Pierwsza brama jest progiem, który musimy przekroczyc poprzez swiadomosc istnienia pewnego odczucia przychodzacego tuz przed glebokim snem - powiedzial. - Jest to uczucie milej ociezalosci, która sprawia, ze nie chce sie nam otworzyc oczu. Osiagamy pierwsza brame W momencie, gdy zdamy sobie sprawe, ze zasypiamy zawieszeni miedzy ciemnoscia a ociezaloscia.
- Jak mam byc swiadom tego, ze zasypiam? Czy sa jakies etapy, które trzeba przejsc?
Nie, nie ma zadnych etapów. Po prostu trzeba zamierzyc swiadomosc tego, ze sie zasypia.

38.
Zamierzanie ?nienia.
W tym konkretnym przypadku, poniewaz rozmawiamy o pierwszej bramie snienia, celem snienia jest zamierzyc, by twoje cialo energetyczne uswiadomilo sobie, ze zapadasz w sen. Nie zmuszaj sie do swiadomosci, iz zapadasz w sen. Pozwól to zrobic swemu cialu energetycznemu. Zamierzac oznacza pragnac, nie pragnac; dzialac, nie dzialajac. Podejmij sie trudu zamierzania - kontynuowal po chwili don Juan. - Uzyj swej cichej determinacji, wolny od wszelkich mysli, i przekonaj samego siebie, ze trafiles do swego ciala energetycznego i ze jestes sniacym. Dzieki temu, naturalna koleja rzeczy, staniesz sie swiadomy momentu, w którym zapadasz w sen.

39.
Obrazy ze snu.
Don Juan powiedzial, ze sniacy z pelna swiadomoscia rzucaja krótkie spojrzenia na wszystkie rzeczy, które ich otaczaja podczas snu. Jesli skupiaja uwage snienia na czyms konkretnym, jest to jedynie punkt wyjscia. Nastepnie patrza na inne przedmioty w ich snie, wracajac do punktu wyjscia mozliwe jak najczesciej.

40.
Istota utrzymania ?wiadomego snu.
Chce jeszcze raz powiedziec ci, co masz zrobic w swoich snach, aby przekroczyc pierwsza brame. Na poczatku musisz utkwic spojrzenie w dowolnie wybranym przedmiocie. Potem przesuwaj wzrok na inne przedmioty, rzucajac przelotne spojrzenia, wpatruj sie w tyle przedmiotów, ile tylko zdolasz. Pamietaj, ze jesli patrzysz krótko, obrazy sie nie zmieniaja. Potem wróc do punktu, od którego zaczales.

41.
Pierwsza brama ?nienia.
Osiagamy pierwsza brame snienia, uswiadamiajac sobie, ze zapadamy w sen, albo majac, tak jak ty, nieslychanie realistyczny sen. Kiedy juz osiagniemy brame, musimy ja przekroczyc dzieki umiejetnosci utrzymania obrazu dowolnego przedmiotu w naszym snie.
- Prawie to mi sie udaje, ale przedmioty szybko sie rozplywaja.
Wlasnie to usiluje ci powiedziec. Aby skompensowac ulotnosc snów, czarownicy zastosowali metode okreslonego przedmiotu jako punktu wyjscia. Za kazdym razem, gdy oddzielasz go i patrzysz na niego, odczuwasz natlok energii. Dlatego tez na samym poczatku nie patrz na zbyt wiele rzeczy w swoich snach. Wystarcza cztery przedmioty. Pózniej mozesz poszerzyc zakres postrzegania, az bedziesz mógl ogarnac wszystko, co zechcesz. Ale gdy tylko zaczniesz tracic kontrole, a obrazy zaczna sie zmieniac, wróc do punktu wyjscia i zacznij od poczatku.

42.
DRUGA BRAMA ?NIENIA + kop w ty?ek za folgowanie sobie.
- Wrócmy do naszych spraw - powiedzial. - Dochodzisz do drugiej bramy snienia, gdy budzisz sie z jednego snu w drugi. Mozesz miec tyle snów, ile chcesz, czy tez ile zdolasz miec. Musisz jednak odpowiednio sie kontrolowac, by nie obudzic sie w swiecie, który znamy.

- Jest jeden problem dotyczacy drugiej bramy - powiedzial. - Moze to byc problem powazny; to zalezy od osobowosci. Jesli mamy sklonnosci do folgowania sobie i kurczowego trzymania sie pewnych rzeczy lub sytuacji, powinnismy przygotowac sie na solidnego kopa w tylek.
- Co masz na mysli, don Juanie?
Pomysl przez chwile. Doswiadczyles juz tej niezwyklej przyjemnosci badania tresci swoich snów. Wyobraz sobie, ze przechodzisz ze snu do snu, wszystko ogladasz, wszystko badasz, kazdy szczegól. Latwo sobie uswiadomic, jak szybko mozna sie bezpowrotnie pograzyc w tej glebi. Szczególnie wtedy, gdy ktos ma sklonnosci do folgowania sobie.

43.
Przedmioty pomocne w ?nieniu.
Aby twoje snienie bylo doskonale - powiedzial pewnego razu wyslannik - musisz wylaczyc swój dialog wewnetrzny. Najlepsze rezultaty osiagniesz, wkladajac miedzy palce pare dwu -, trzy calowych krysztalów kwarcu albo dwa gladkie, cienkie otoczaki. Potem zagnij lekko palce i scisnij w nich krysztaly albo kamyki.
Wyslannik powiedzial, ze równie skuteczne sa metalowe bolce, jesli dlugoscia i szerokoscia zblizone sa do palca. Rzecz polega na tym, by scisnac przynajmniej trzy cienkie przedmioty miedzy palcami obu rak, wytwarzajac stan bolesnego napiecia w dloniach. Napiecie takie ma dziwna zdolnosc wylaczania dialogu wewnetrznego. Wyslannik opowiadal sie za krysztalami kwarcu; orzekl, ze daja najlepsze rezultaty, aczkolwiek po nabyciu wprawy mozna uzywac czegokolwiek.

44.
Podniebienie a ?nienie.
Pewnego dnia wyslannik dal mi prawdziwie cudna wskazówke. Powiedzial, ze kluczem do szybkosci i dokladnosci uwagi snienia jest nasze podniebienie stanowiace rezerwuar uwagi u wszystkich ludzi. Wyslannik zalecil cwiczenia polegajace na wyrabianiu dyscypliny i kontroli, koniecznych do przyciskania koniuszka jezyka do podniebienia podczas snienia. Jest to, jak mówil, równie trudne i czasochlonne, jak ujrzenie we snie swoich dloni. Kiedy sie jednak uda, daje oszalamiajace rezultaty, jesli chodzi o kontrolowanie uwagi snienia. Najistotniejsza informacja dla mnie bylo to, ze uwaga snienia ma swoje zródlo w podniebieniu. Duzo wysilku kosztowalo mnie uswiadomienie sobie, aby w trakcie snienia przyciskac koniuszek jezyka do podniebienia. Gdy juz tego dokonalem, moja uwaga snienia zaczela zyc wlasnym zyciem i stala sie, ze tak powiem, szybsza niz moja uwaga w normalnym swiecie.

45.
Zapytaj wys?annika snu.
Zapytaj wyslannika. Wiesz, ze istoty nieorganiczne nie potrafia klamac.

46.
TRZECIA BRAMA SNU
Do trzeciej bramy snienia dochodzisz wtedy, gdy stwierdzasz, ze sniac, patrzysz na spiaca osobe. I okazuje sie, ze ta osoba to ty sam - powiedzial don Juan. - Sa dwa etapy zdobywania bram snienia - powiedzial. - Pierwszy, jak juz wiesz, to dojscie do bramy; drugi to jej przekroczenie. Sniac, ze widziales siebie samego pograzonego we snie, zblizyles sie do trzeciej bramy. Drugim etapem jest zdobycie umiejetnosci poruszania sie podczas tego snienia. Przy trzeciej bramie - mówil don Juan - zaczynasz z rozmyslem laczyc rzeczywistosc snienia z rzeczywistoscia swiata na co dzien. To wlasnie wymagane tu cwiczenie, a czarownicy nazywaja je uzyskiwaniem pelni ciala energetycznego. Polaczenie tych dwóch rzeczywistosci musi byc tak zupelne, ze musisz byc plynny bardziej niz kiedykolwiek do tej pory.

47.
Epizody z 3 bramy ?nienia.
Gdy jestesmy przy trzeciej bramie, mamy sklonnosc do zatracania sie w szczególach - odparl. - Ogladac wszystko z wielka ostroznoscia i ciekawoscia oznacza odeprzec nieomal nieodparta pokuse zatopienia sie w szczególach. To konkretne cwiczenie przy trzeciej bramie, jak juz powiedzialem, ma sluzyc konsolidacji ciala energetycznego. Sniacy zaczynaja tworzyc swoje repliki - ciala energetyczne - wykonujac cwiczenia przy pierwszej i drugiej bramie. Kiedy osiagaja trzecia brame, ich ciala energetyczne sa gotowe, by sie ujawnic; a moze powinienem raczej powiedziec, ze sa gotowe, by dzialac. Niestety, oznacza to równiez, ze sa gotowe, by dac sie zahipnotyzowac szczególom.

48.
Rewizja ?ycia a ?nienie.
Przecietny czlowiek nie posiada woli we snie, poniewaz nigdy nie dokonal rewizji swojego zycia, które z tego powodu wypelnione jest po brzegi nieznosnym ciezarem emocjonalnym - wspomnieniami, nadziejami, obawami i tak dalej, i tak dalej.

49.
ESENCJA ?NIENIA
Snienie wymaga kazdej czastki dostepnej nam energii - odparl. - Jesli cos nas bardzo pochlania w naszym zyciu, to nie ma mowy o snieniu.

50.
TRZECIA BRAMA - SEN I ?NIENIE
Musisz ustalic sobie jakies wiarygodne kryterium, abys mógl sie przekonac, czy rzeczywiscie widzisz siebie w lózku podczas snu - powiedzial don Juan, nie odpowiadajac na moje pytanie. - Pamietaj, ze musisz byc w pokoju, gdzie wlasnie spisz, i widziec swoje prawdziwe cialo. Inaczej to, co widzisz, jest tylko zwyklym snem. A jesli tak jest, to kontroluj go - obserwuj jego szczególy albo go zmien.

51.
CZWARTA BRAMA SNU
Potem don Juan wyjasnil, ze przy czwartej bramie snienia cialo energetyczne podrózuje do okreslonych, konkretnych miejsc, oraz ze sa trzy sposoby korzystania z czwartej bramy. Pierwszy, to podróz do konkretnych miejsc w naszym swiecie. Drugi, podróz do konkretnych miejsc poza tym swiatem. Trzecim sposobem jest podrózowanie do miejsc, które istnieja tylko w intencji innych. Don Juan stwierdzil, ze trzeci sposób jest zdecydowanie najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy i wlasnie ten upodobali sobie czarownicy starozytnosci.

52.
Pozycja ?nienia.
Rozpocznij snienie, lezac na prawym boku z lekko zgietymi kolanami - zaproponowala. - Chodzi o to, by utrzymac te pozycje w trakcie zasypiania. A potem, podczas snienia, cwiczenie polega na tym, by snic, ze lezysz w dokladnie takiej samej pozycji i znowu zasypiasz.

Zebra? sunstone w roku Pa?skim 2012.
na sam koniec ?wiata.

Go to the top of the page
 
+Quote Post
.
post 17.12.2012 - 13:13
Post #2


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 526

Notatnik


1. Czterech Wrogów Wojownika
2. Mali tyrani
3. Umys? Latawca


Czterech Wrogów Wojownika

Fragment ksi??ki “Nauki Don Juana” Carlosa Castanedy.

Przyst?puj?c do nauki, cz?owiek nigdy nie ma pewno?ci co do swych celów. Jego d??enia naznaczone s? skaz?, jego zamiary s? mgliste. Spodziewa si? nagrody, której nigdy nie otrzyma, bo nie ma najmniejszego poj?cia o udr?kach nauki. Powoli zaczyna si? uczy?, najpierw po kawa?eczku, pó?niej wielkimi porcjami. Wkrótce te? dochodzi do kolizji my?li. To, czego si? uczy, nie odpowiada nigdy temu, co sobie wyobra?a? lub wymarzy?, tote? zaczyna si? ba?. Uczenie si? nie jest nigdy tym, czego si? spodziewamy. Ka?dy etap nauki jest nowym zadaniem, a l?k, jaki cz?owiek odczuwa, zaczyna narasta? bezlito?nie i nieust?pliwie. Przedmiot naszych d??e? zamienia si? w pole bitwy. Tym sposobem napotykamy naszego pierwszego naturalnego wroga – strach! “Straszny to wróg: zdradziecki i trudny do pokonania. Czai si? za ka?dym zakr?tem drogi, czekaj?c w ukryciu. A je?li cz?owiek ul?knie si? jego obecno?ci i ucieknie, ów wróg po?o?y kres jego poszukiwaniom.

– Co si? dzieje z cz?owiekiem, który ze strachu ucieknie?

– Nic, z tym tylko, ?e niczego si? ju? nie nauczy. Nie zostanie nigdy cz?owiekiem wiedzy. Mo?liwe, ?e b?dzie tchórzem zn?caj?cym si? nad s?abszymi albo nieszkodliwym strachliwcem, ale w ka?dym razie b?dzie pokonany. Pierwszy z wrogów po?o?y kres jego gor?cym pragnieniom.

– Jakie ma mo?liwo?ci pokonania strachu?

– Odpowied? jest bardzo prosta. Nie wolno mu uciec. Musi rzuci? wyzwanie l?kowi i wbrew niemu zrobi? nast?pny krok w nauce, a potem jeszcze i jeszcze jeden. Nie wolno mu uroni? niczego ze strachu, a mimo to nie mo?e si? zatrzyma? w miejscu. Taka jest zasada! Nadejdzie chwila, kiedy pierwszy wróg si? cofnie. Cz?owiek zaczyna wówczas nabiera? pewno?ci siebie. Jego zamiary zyskuj? na sile. Nauka przestaje by? zadaniem wywo?uj?cym przera?enie. Kiedy nadchodzi ta radosna chwila, cz?owiek mo?e stwierdzi? bez wahania, ?e pokona? swego pierwszego naturalnego wroga.

– Czy to si? dzieje od razu, don Juanie, czy stopniowo?

– Stopniowo, ale zwyci?stwo nad strachem dokonuje si? nagle i b?yskawicznie.

– Ale czy taki cz?owiek nie przel?knie si? znowu, je?li przydarzy mu si? co? nowego?

– Nie. Skoro cz?owiek raz pokona strach, wyzwala si? od niego na ca?e ?ycie, bo miejsce strachu zajmuje w nim jasno?? umys?u, która unicestwia l?k. Odt?d cz?owiek zna swoje pragnienia, wie, jak je zaspokoi?. Potrafi przewidzie? kolejne etapy nauki i widzi wszystko z przenikliw? jasno?ci?. Doznaje uczucia, ?e nic nie jest przed nim zakryte. Tym sposobem napotyka drugiego wroga – jasno??! Owa jasno?? umys?u, któr? tak trudno osi?gn??, usuwa l?k, lecz tak?e za?lepia. Zmusza cz?owieka, ?eby nigdy w siebie nie w?tpi?. Obdarza go pewno?ci?, ?e nie ma dla niego rzeczy niemo?liwych, gdy? potrafi wszystko przenikn??. Jest odwa?ny, bo jest przenikliwy. Nic go te? nie powstrzyma, bo widzi jasno. Ale to b??d. Je?li cz?owiek podda si? tej iluzorycznej pot?dze, ulegnie swemu drugiemu wrogowi i zamiast gna?, b?dzie si? oci?ga?. B?dzie si? cacka? z nauk?, a? w ko?cu straci zdolno?? do nauczenia si? czego? wi?cej.

– Co si? dzieje z cz?owiekiem w ten sposób pokonanym, don Juanie? Umiera?

– Nie, nie umiera. Jego drugi wróg odebra? mu wszelk? ch??, ?eby stara? si? zosta? cz?owiekiem wiedzy. Taki cz?owiek zamienia si? w nad?tego wojownika lub b?azna. Ale jasno?? umys?u, za któr? tak s?ono zap?aci?, nie przekszta?ci si? nigdy w ciemno?? i strach. Do ko?ca ?ycia zachowa swoj? przenikliwo??, ale niczego si? ju? nie nauczy ani niczego nie b?dzie ?arliwie pragn??. ; – Co powinien uczyni?, ?eby unikn?? pora?ki?

– Musi zrobi? to samo, co zrobi? z l?kiem: powinien rzuci? wyzwanie swej przenikliwo?ci, korzystaj?c z niej tylko w patrzeniu na ?wiat, czeka? cierpliwie i odmierza? starannie ka?dy kolejny krok. Przede wszystkim za? powinien uwa?a?, ?e jego przenikliwo?? niewiele ró?ni si? od ob??du. Nadejdzie chwila, kiedy zrozumie, ?e owa przenikliwo?? to tylko punkcik w polu jego wzroku. W ten sposób pokona swego drugiego wroga i znajdzie si? w po?o?eniu, w którym nic mu ju? nie b?dzie zagra?a?. Nie b?dzie to b??dem. To nie b?dzie jedynie punkcik w polu widzenia. B?dzie to prawdziw? moc?.

Doszed?szy do tego punktu, przekona si?, ?e znalaz? si? w ko?cu w posiadaniu mocy, do której d??y? od tak dawna. Mo?e z ni? pocz??, co tylko zechce. Ma sprzymierze?ca do dyspozycji. Jego wola jest prawem. Widzi wszystko, co go otacza. Ale napotka? równie? trzeciego wroga moc! Moc to najpot??niejszy z wrogów cz?owieka. Oczywi?cie, naj?atwiej si? jest podda?, bo przecie? cz?owieka tak naprawd? nie mo?na pokona?. Wydaje rozkazy; zaczyna od podejmowania rozs?dnego ryzyka, a ko?czy na ustanawianiu praw, gdy? to on jest panem i w?adca. Cz?owiek na tym etapie w?a?ciwie nie dostrzega, ?e znalaz? si? w okr??eniu wroga. Raptem, nic o tym nie wiedz?c, przegra ca?? bitw?, a wróg uczyni z niego kapry?nego okrutnika.

– Czy utraci sw? moc?

– Nie, nie utraci nigdy ani przenikliwo?ci, ani swej mocy.

– Czym zatem b?dzie si? ró?ni? od cz?owieka wiedzy?

– Cz?owiek pokonany przez moc umiera, nie dowiedziawszy si? w?a?ciwie, jak si? z ni? obchodzi?. Moc jest jedynie brzemieniem ci???cym na jego losie. Taki cz?owiek nie jest panem samego siebie i nie wie, kiedy i jak u?y? swej mocy.

– Czy kl?ska zadana przez którego? z tych wrogów jest ostateczna?

– Oczywi?cie. Skoro który? z nich zatriumfuje nad cz?owiekiem, nic nie da si? ju? zrobi?.

– A czy mo?liwe jest, na przyk?ad, ?eby cz?owiek pokonany przez moc spostrzeg? swój b??d i go naprawi??

– Nie. Je?li cz?owiek raz si? podda, jest sko?czony.

– A je?li moc tylko przej?ciowo go o?lepi, a pó?niej cz?owiek j? odrzuci?

– B?dzie to znaczy?o, ?e walka trwa i ?e cz?owiek próbuje jeszcze zosta? cz?owiekiem wiedzy. Prawdziwa kl?ska nadchodzi dopiero wówczas, gdy cz?owiek przestaje próbowa? i poddaje si?.

– Ale jest przecie? mo?liwe, don Juanie, ?e cz?owiek poddaje si? najpierw na d?ugie lata strachowi, a mimo to ostatecznie go przezwyci??a.

– Nie, to nieprawda. Je?li raz podda si? strachowi, nigdy go ju? nie przezwyci??y; nauka b?dzie napawa?a go l?kiem i zaniecha wszelkich prób. Je?li jednak b?dzie stara? si? uczy? wbrew l?kowi, odniesie ostateczne zwyci?stwo, bo w rzeczywisto?ci nie pozwoli mu nigdy nad sob? zapanowa?.

– W jaki sposób mo?na pokona? trzeciego wroga, don Juanie?

– Trzeba mu si? z rozmys?em przeciwstawi?. Trzeba sobie u?wiadomi?, ?e moc, nad któr? cz?owiek rzekomo zapanowa?, w rzeczywisto?ci nigdy nie stanowi jego w?asno?ci. Ca?y czas cz?owiek musi si? bardzo pilnowa?, wykorzystuj?c z wielk? ostro?no?ci? i staranno?ci? wszystko, czego si? nauczy?. Je?li zrozumie, ?e jasno?? umys?u i moc, którym nie towarzyszy panowanie nad sob?, s? gorsze od b??du, dojdzie do punktu, w którym nic nie wymknie si? spod kontroli. Tym sposobem zada kl?sk? swemu trzeciemu wrogowi. Wówczas to znajdzie si? on u kresu swej wyprawy po wiedz?, jednocze?nie za?, w?a?ciwie bez ostrze?enia, napotka ostatniego ze swych wrogów – staro??! Jest to wróg najbardziej okrutny, którego nigdy nie da si? pokona? ca?kowicie, mo?na tylko odpiera? jego ataki.

Cz?owiek nie odczuwa ju? wi?cej l?ku, nie trapi? go ?adne obawy ani niecierpliwa jasno?? umys?u – sprawuje pe?n? kontrol? nad sw? moc?, równocze?nie jednak zaczyna odczuwa? przemo?ne pragnienie odpoczynku. Je?li podda si? pragnieniu, by po?o?y? si? i zapomnie? o wszystkim, je?li pofolguje swemu zm?czeniu, przegra ostatni? rund?, a ciosy wroga uczyni? ze? s?abiutkiego starowin?. Pragnienie wycofania si? we?mie gór? nad ca?? jego przenikliwo?ci?, moc? i wiedz?. Je?li jednak ów cz?owiek otrz??nie si? ze zm?czenia i m??nie zniesie swój los do samego ko?ca, b?dzie zas?ugiwa? na miano cz?owieka wiedzy, cho?by przez krótk? chwil? zwyci?stwa w odpieraniu ataków swego ostatniego niezwyci??onego wroga. I ta chwila jasno?ci umys?u, mocy i wiedzy – wystarczy.


Mali tyrani

Fragment ksi??ki Castanedy “Wewn?trzny ogie?”:

Powiedzia?, ?e najbardziej efektywn? strategi? wypracowali widz?cy z czasów konkwisty, niekwestionowani mistrzowie skradania si?. Sk?ada si? ona z sze?ciu powi?zanych ze sob? elementów. Pi?? z nich nazywa si? atrybutami wojownika. S? to: kontrola, dyscyplina, wytrwa?o??, wyczucie odpowiedniego czasu i wola. Dotycz? one ?wiata wojownika, który wci?? zmaga si? z poczuciem w?asnej wa?no?ci. Szósty element, chyba najwa?niejszy ze wszystkich, nale?y do ?wiata zewn?trznego: jest to ma?y tyran.

Spojrza? na mnie pytaj?co, sprawdzaj?c, czy zrozumia?em.

– Zupe?nie nie pojmuj? – stwierdzi?em. – Powtarzasz przez ca?y czas, ?e la Gorda odgrywa rol? ma?ego tyrana w moim ?yciu. Kto to jest ma?y tyran?

– Ma?y tyran to prze?ladowca – odrzek?. – Kto?, kto ma w?adz? nad ?yciem i ?mierci? wojownika albo po prostu irytuje go niezmiernie.

Na twarzy don Juana pojawi? si? promienny u?miech. Powiedzia?, ?e nowi widz?cy opracowali w?asn? klasyfikacj? ma?ych tyranów; cho? to poj?cie dotyczy jednego z ich najpowa?niejszych i najwa?niejszych odkry?, nowi widz?cy traktowali je z humorem. Don Juan zapewni?, ?e wszystkie klasyfikacje nowych widz?cych zabarwione s? odrobin? z?o?liwego humoru, humor jest bowiem jedyn? metod? przeciwstawienia si? odczuwanemu przez ludzk? ?wiadomo?? przymusowi sporz?dzania list i nu??cych klasyfikacji.

Nowi widz?cy, zgodnie ze sw? praktyk?, uznali za stosowne postawi? na samym szczycie hierarchii pierwotne ?ród?o energii, jedynego w?adc? kosmosu, i nazwali je po prostu tyranem. Wszyscy inni despoci i postacie obdarzone w?adz? znajduj? si?, rzecz jasna, o wiele ni?ej w klasyfikacji i nie zas?uguj? na miano tyranów. W porównaniu ze ?ród?em wszechrzeczy nawet najbardziej przera?aj?cy tyrani ludzcy s? tylko klownami; dlatego te? nazwano ich ma?ymi tyranami, pinches tiranos.

Istniej? dwie grupy ma?ych tyranów. Pierwsza sk?ada si? z tych, którzy prze?laduj? nas i ?ci?gaj? na nas nieszcz??cia, ale nie powoduj? niczyjej ?mierci. Nazywa si? ich drobnymi ma?ymi tyranami, pinches tiranitos. Druga grupa to ci, którzy tylko doprowadzaj? nas do rozpaczy i ?miertelnie irytuj?. Tych nazywa si? tyranami – p?otkami, repinches tiranitos, albo kapry?nymi tyranikami, pinches tiranitos chiguititos.

Uzna?em t? klasyfikacj? za niedorzeczn?. By?em pewien, ?e don Juan wymy?la? hiszpa?skie nazwy od r?ki. Zapyta?em go o to.

– Absolutnie nie – odrzek? z rozbawieniem na twarzy. – Nowi widz?cy tworzyli znakomite klasyfikacje. Niew?tpliwie jednym z najlepszych jest Genaro; gdyby? uwa?nie go obserwowa?, to zrozumia?by?, co nowi widz?cy my?l? o swoich klasyfikacjach.

Zapyta?em, czy mnie nie nabiera. Za?mia? si? dono?nie na widok mojego zmieszania.

– Nawet by mi to nie przysz?o do g?owy. Genaro móg?by tak zrobi?, ale nie ja, szczególnie ?e wiem, jak powa?nie traktujesz wszelkie klasyfikacje. Rzecz w tym, ?e nowi widz?cy traktowali wszystko bez ?ladu szacunku.

Doda?, ?e drobni mali tyrani dziel? si? dalej na cztery klasy. Jedna stosuje przemoc i brutalno??. Nast?pna wprowadza wielki niepokój przez ob?udny, pokr?tny sposób post?powania. Trzecia m?czy smutkiem. A ostatnia wprawia wojowników we w?ciek?o??.

– La Gorda jest klas? sama dla siebie – doda?. – To ma?a p?otka w akcji. Potrafi ci? zirytowa? i rozw?cieczy? jak nikt inny. Potrafi ci? nawet uderzy?. Przez to wszystko uczy ci? zachowywa? dystans.

– To niemo?liwe! – zaprotestowa?em.

– Jeszcze nie posk?ada?e? w ca?o?? wszystkich fragmentów strategii nowych widz?cych – odpar?. – Gdy ju? to zrobisz, zrozumiesz, jak skuteczn? i sprytn? metod? jest wykorzystanie ma?ego tyrana. Mog? powiedzie? z ca?ym przekonaniem, ?e ta strategia nie tylko pozbawia wojownika poczucia w?asnej wa?no?ci, ale te? przygotowuje go do zrozumienia, ?e jedyne, co liczy si? na ?cie?ce wiedzy, to nieskazitelno??.

Powiedzia?, ?e nowym widz?cym chodzi?o o ostateczny manewr, w którym ma?y tyran pe?ni rol? górskiego szczytu. Poszczególne atrybuty wojownika przypominaj? alpinistów, którzy spotykaj? si? na górze.

– Zwykle wykorzystuje si? przy tym tylko cztery atrybuty – ci?gn??. – Pi?ty, wola, zawsze zachowywany jest na ostateczn? konfrontacj?, gdy wojownik staje przed plutonem egzekucyjnym, je?li mog? si? tak wyrazi?.

– A dlaczego robi si? to w ten sposób?

– Bo wola nale?y do innego obszaru, do sfery nieznanego. Pozosta?e cztery atrybuty odnosz? si? do tego, co znane, czyli do obszaru, w którym dzia?aj? mali tyrani. W gruncie rzeczy w?a?nie obsesja manipulowania tym, co znane, sprawia, ?e ludzie staj? si? ma?ymi tyranami.

Don Juan wyja?ni?, ?e tylko widz?cy, którzy s? jednocze?nie nieskazitelnymi wojownikami i po mistrzowsku opanowali wol?, potrafi? wykorzystywa? wszystkie pi?? atrybutów. Jednoczesne ich u?ycie jest mistrzowskim manewrem, którego nie da si? wykona? na etapie zwyk?ych ludzkich dzia?a?.

– Cztery pierwsze atrybuty w zupe?no?ci wystarcz?, by poradzi? sobie nawet z najgorszym ma?ym tyranem – mówi?. – Oczywi?cie pod warunkiem, ?e si? takiego znajdzie. Jak ju? wspomina?em, ma?y tyran jest zewn?trznym elementem, który pozostaje poza nasz? kontrol? i by? mo?e jest to w?a?nie najwa?niejszy element ze wszystkich. Mój dobroczy?ca mawia?, ?e wojownik, który natrafi na ma?ego tyrana, jest szcz??ciarzem. Chcia? przez to powiedzie?, ?e dobry los wprowadza ma?ego tyrana na nasz? ?cie?k?, bo je?li tak si? nie stanie, to trzeba samemu jakiego? poszuka?.

Powiedzia?, ?e jednym z najwi?kszych osi?gni?? widz?cych z czasów konkwisty by?o odkrycie schematu, który nazwa? trójstopniow? progresj?. Dzi?ki zrozumieniu natury cz?owieka doszli oni do niepodwa?alnego wniosku, ?e je?li widz?cy nie ugnie si? w konfrontacji z ma?ym tyranem, to na pewno uda mu si? bezkarnie stan?? twarz? w twarz z nieznanym, a wówczas b?dzie potrafi? znie?? nawet obecno?? niepoznawalnego.

– Przeci?tny cz?owiek b?dzie uwa?a?, ?e kolejno?? tego zdania powinna zosta? odwrócona – ci?gn?? don Juan. – Widz?cy, który nie ust?puje przed nieznanym, z pewno?ci? poradzi sobie tak?e z ma?ym tyranem. Ale tak nie jest. W?a?nie to za?o?enie zniszczy?o niezwyk?? wiedz? staro?ytnych widz?cych. Teraz ju? jeste?my m?drzejsi. Wiemy, ?e nic nie utemperuje ducha wojownika lepiej ni? konieczno?? zadawania si? z niemo?liwymi do zniesienia lud?mi obdarzonymi w?adz?. Tylko w takich warunkach wojownik potrafi wykszta?ci? w sobie trze?wo?? umys?u i spokój wewn?trzny, które pozwol? mu znie?? napór nieznanego.

Zacz??em gwa?townie protestowa?. Powiedzia?em, ?e moim zdaniem tyrani mog? wzbudzi? w swoich ofiarach jedynie poczucie bezradno?ci albo brutalno?? równ? ich w?asnej. Wspomnia?em o tym, ?e przeprowadzano niezliczone eksperymenty, których celem by?o zbadanie wp?ywu fizycznych i psychicznych tortur na psychik? ofiar.

– Sam powiedzia?e?, na czym polega ró?nica – odparowa? don Juan. – Chodzi o ofiary, nie o wojowników. Kiedy? my?la?em tak jak ty. Powiem ci, dlaczego zmieni?em zdanie, ale najpierw wró?my do tego, co mówi?em o czasach konkwisty. Widz?cy z tego okresu nie mogliby sobie wymarzy? lepszych warunków. Hiszpanie byli ma?ymi tyranami, przy których widz?cy musieli wykorzystywa? wszystkie swe umiej?tno?ci; po przej?ciach z konkwistadorami byli w stanie poradzi? sobie absolutnie ze wszystkim. Mieli mas? szcz??cia. W tamtych czasach ma?ych tyranów spotyka?o si? co krok. Ale te wspania?e lata obfito?ci min??y i wszystko si? zmieni?o. Mali tyrani ju? nigdy nie osi?gn?li takiego znaczenia; tylko wówczas mieli nieograniczon? w?adz?. Ma?y tyran, który ma nieograniczon? w?adz?, jest niezast?pionym elementem w szkoleniu mistrza widzenia. Niestety, w naszych czasach wi?kszo?? widz?cych musi si? bardzo stara?, by znale?? godnego tyrana. Wi?kszo?? z nich musi si? zadowoli? ma?? p?otk?.

– A czy ty znalaz?e? ma?ego tyrana, don Juanie?

– Mia?em szcz??cie. To mnie odnalaz? wielki ma?y tyran. Wtedy jednak czu?em si? tak jak ty teraz: nie potrafi?em uwa?a? si? za szcz??ciarza.

Don Juan powiedzia?, ?e jego przej?cia zacz??y si? na kilka tygodni przed pierwszym spotkaniem z dobroczy?c?. Mia? wtedy zaledwie dwadzie?cia lat i dosta? prac? jako robotnik w cukrowni. Zawsze by? bardzo silny, tote? nie mia? k?opotu ze znalezieniem pracy fizycznej. Pewnego dnia, gdy przesuwa? ci??kie worki z cukrem, podesz?a do niego jaka? kobieta po pi??dziesi?tce. By?a bardzo dobrze ubrana, wygl?da?a na zamo?n? i odznacza?a si? dominuj?cym sposobem bycia. Przyjrza?a si? don Juanowi, powiedzia?a co? do brygadzisty i odesz?a. Nast?pnie brygadzista podszed? do don Juana i zaproponowa?, ?e za pewn? op?at? zarekomenduje go do pracy w domu w?a?ciciela cukrowni. Don Juan jednak nie mia? pieni?dzy. Brygadzista z u?miechem odrzek?, ?e to nie jest powód do zmartwienia, bo b?dzie mia? ich du?o w dniu wyp?aty. Poklepa? don Juana po plecach i zapewni?, ?e praca dla szefa jest wielkim zaszczytem.

Don Juan by? wtedy prostym, niewykszta?conym Indianinem, ?y? z dnia na dzie? i nie tylko uwierzy? w ka?de s?owo brygadzisty, ale wr?cz uzna?, ?e jest to cud zes?any przez dobr? wró?k?. Obieca?, ?e zap?aci tyle, ile brygadzista za??da, ten za? wymieni? du?? sum?, która mia?a by? sp?acona w ratach.

Zaraz potem sam zaprowadzi? don Juana do domu po?o?onego do?? daleko za miastem i zostawi? go tam z innym brygadzist?, wielkim, brzydkim i ponurym m??czyzn?, który zadawa? mnóstwo pyta?. Wypytywa? o rodzin? don Juana, a gdy ten odpowiedzia?, ?e nie ma ?adnej, m??czyzna u?miechn?? si? z zadowoleniem, pokazuj?c zepsute z?by.

Obieca?, ?e don Juan dostanie dobr? pensj? i b?dzie móg? nawet od?o?y? troch? pieni?dzy. Nie b?dzie mia? ?adnych wydatków, poniewa? ma zapewniony nocleg i wy?ywienie.

?miech tego cz?owieka by? przera?aj?cy. Don Juan poczu?, ?e musi natychmiast ucieka?. Rzuci? si? p?dem do bramy, ale m??czyzna zast?pi? mu drog?. W r?ku trzyma? rewolwer. Pochyli? si? i wbi? luf? w brzuch don Juana.

– Jeste? tu po to, ?eby zaharowa? si? na ?mier? – oznajmi?. – I pami?taj o tym.

Szturchaj?c don Juana kijem, postawi? go przed boczn? ?cian? domu i oznajmi?, ?e jego ludzie pracuj? codziennie od ?witu do nocy bez ?adnej przerwy. Nast?pnie kaza? mu wykopa? dwa olbrzymie karcze drzew. Doda? jeszcze, ?e gdyby don Juan próbowa? ucieka? albo powiadomi? w?adze, zastrzeli go, a gdyby ucieczka jednak si? powiod?a, przysi?gnie w s?dzie, ?e don Juan próbowa? zamordowa? szefa.

– B?dziesz tu pracowa? do ?mierci – powiedzia?. – A potem inny Indianin zajmie twoje miejsce, podobnie jak ty sam zajmujesz miejsce zmar?ego Indianina.

Don Juan opowiada?, ?e dom przypomina? fortec?. Wsz?dzie pe?no by?o uzbrojonych ludzi z maczetami. Zaj?? si? wi?c prac? i próbowa? nie my?le? o swoim losie. Pod wieczór m??czyzna wróci? i kopniakami, bo nie podoba? mu si? wyzywaj?cy wyraz oczu don Juana, doprowadzi? go do kuchni. Zagrozi?, ?e je?li don Juan nie b?dzie mu pos?uszny, podetnie mu ?ci?gna ramion.

W kuchni stara kobieta poda?a mu jedzenie. Don Juan by? tak zdenerwowany i przestraszony, ?e nie móg? je??, ale kobieta poradzi?a, ?eby jad?, ile tylko mo?e. Musi by? silny, powiedzia?a, bo jego praca nie b?dzie mia?a ko?ca. Przestrzeg?a go przed losem jego poprzednika, który zmar? zaledwie o dzie? wcze?niej. By? zbyt s?aby, by pracowa?, i wypad? z okna na pierwszym pi?trze.

Don Juan pracowa? w domu szefa przez trzy tygodnie, a brygadzista przez ca?y ten czas zn?ca? si? nad nim, nie daj?c mu chwili wytchnienia. Zmusza? go do wykonywania wszystkich najci??szych i najbardziej niebezpiecznych prac, gro??c no?em, pistoletem albo pa?k?. Codziennie wysy?a? go do czyszczenia stajni, w których sta?y zdenerwowane ogiery. Ka?dego ranka don Juan by? przekonany, ?e to ju? jego ostatni dzie? na tym ?wiecie. A przetrwanie oznacza?o tylko tyle, ?e nast?pnego dnia znów b?dzie musia? przechodzi? to samo piek?o.

W ko?cu don Juan poprosi? o wolne pod pretekstem, ?e musi pojecha? do miasta, by zap?aci? brygadzi?cie z cukrowni pieni?dze, które by? mu winien. Tutejszy brygadzista odrzek? jednak, ?e don Juan nie mo?e przerwa? pracy nawet na chwil?, bo jest po uszy w d?ugach ju? tylko dlatego, ?e praca w tym domu jest przywilejem.

Don Juan u?wiadomi? sobie, ?e znalaz? si? w beznadziejnym po?o?eniu. Zrozumia?, o co w tym wszystkim chodzi?o. Obydwaj brygadzi?ci byli w zmowie. Zabierali prostych india?skich robotników z cukrowni, doprowadzali ich do ?mierci prac? ponad si?y i dzielili si? ich zarobkami. Gdy to wszystko do niego dotar?o, wpad? w tak? z?o??, ?e z krzykiem przebieg? przez kuchni? i wpad? do domu, wprawiaj?c w os?upienie brygadzist? i pozosta?ych robotników. Don Juan wybieg? z domu przez frontowe drzwi i prawie uda?o mu si? uciec, ale brygadzista dogoni? go na drodze, postrzeli? w pier? i zostawi? rannego, by tam umar?.

?mier? jednak nie by?a przeznaczona don Juanowi; jego dobroczy?ca znalaz? go na drodze i piel?gnowa? a? do wyzdrowienia.

– Gdy opowiedzia?em ca?? histori? dobroczy?cy – mówi? don Juan – ten nie potrafi? pohamowa? podniecenia. Powiedzia?, ?e taki brygadzista to skarb, którego nie wolno zmarnowa? i ?e kiedy? b?d? musia? wróci? do tego domu. Jego zdaniem mia?em nies?ychane szcz??cie, bo znalaz?em jednego na milion ma?ego tyrana obdarzonego niemal nieograniczon? w?adz?. Uzna?em, ?e staruszek zwariowa?. Dopiero po latach zrozumia?em do ko?ca, o co mu chodzi?o.

– To jedna z najokropniejszych historii, jakie kiedykolwiek s?ysza?em – stwierdzi?em. – Czy naprawd? wróci?e? do tego domu?

– Oczywi?cie, ?e tak, w trzy lata pó?niej. Mój dobroczy?ca mia? racj?. Taki ma?y tyran zdarza si? raz na milion i nie mog?em straci? okazji.

– A jak ci si? uda?o tam wróci??

– Dobroczy?ca opracowa? strategi? wykorzystuj?c? cztery atrybuty wojownika: kontrol?, dyscyplin?, wytrwa?o?? i odpowiednie wyczucie czasu.

Dobroczy?ca wyja?ni? don Juanowi, jak ma wykorzysta? kontakt z tym cz?owiekiem-besti?. Przy tej okazji zapozna? go tak?e z czterema pierwszymi krokami na drodze wiedzy. Pierwszy krok to decyzja o rozpocz?ciu nauki. Gdy ju? uczniowie zmieni? swoj? wizj? siebie i ?wiata, mog? uczyni? drugi krok i sta? si? wojownikami, to znaczy lud?mi zdolnymi do niezrównanej dyscypliny i samokontroli. Gdy wojownik posi?dzie ju? wytrwa?o?? i wyczucie odpowiedniego czasu, mo?e uczyni? trzeci krok, to znaczy sta? si? cz?owiekiem wiedzy. Z kolei cz?owiek wiedzy, który nauczy si? widzie?, czyni czwarty krok i staje si? widz?cym.

Dobroczy?ca uzna?, ?e don Juan znajduje si? na ?cie?ce wiedzy ju? wystarczaj?co d?ugo, by opanowa? co najmniej dwa pierwsze atrybuty: kontrol? i dyscyplin?. Don Juan podkre?li?, ?e obydwa te atrybuty odnosz? si? do stanu ducha. Wojownik jest skupiony na sobie, nie w egoistyczny sposób, lecz przez to, ?e dog??bnie i nieustannie bada w?asne wn?trze.

– Wówczas nie mog?em jeszcze posi??? dwóch pozosta?ych atrybutów – ci?gn?? don Juan. – Wytrwa?o?? i wyczucie czasu nie s? wy??cznie wewn?trznymi stanami. S? one domen? cz?owieka wiedzy. Dobroczy?ca zademonstrowa? mi je przez swoj? strategi?.

– Czy to znaczy, ?e sam nie potrafi?by? stawi? czo?a ma?emu tyranowi? – zapyta?em.

– Jestem pewien, ?e da?bym sobie rad?, chocia? zawsze mia?em w?tpliwo?ci, czy potrafi?bym to uczyni? z talentem i rado?ci?. Mojemu dobroczy?cy sterowanie sytuacj? sprawia?o rado??. Korzystanie z ma?ego tyrana powinno nie tylko s?u?y? udoskonaleniu ducha wojownika, ale te? dawa? rado?? i szcz??cie.

– W jaki sposób potwór, jakiego opisa?e?, móg?by sta? si? ?ród?em rado?ci dla kogokolwiek?

– On nawet si? nie umywa? do prawdziwych potworów, które napotkali nowi widz?cy w czasie konkwisty. Wszystko wskazuje na to, ?e kontakty z nimi sprawia?y tym widz?cym nieziemsk? rado??. Udowodnili oni, ?e nawet najgorsi tyrani mog? sta? si? ?ród?em szcz??cia, oczywi?cie pod warunkiem, ?e cz?owiek jest wojownikiem.

Don Juan wyja?ni?, ?e b??d pope?niany przez przeci?tnych ludzi w konfrontacji z ma?ymi tyranami polega na tym, i? nie maj? oni strategii, na której mogliby si? oprze?; ?miertelnym b??dem jest to, ?e przeci?tni ludzie traktuj? siebie zbyt powa?nie; w?asne dzia?ania i uczucia, a tak?e uczynki ma?ych tyranów, wydaj? im si? najwa?niejsze na ?wiecie. W przeciwie?stwie do nich, wojownicy maj? dobrze przemy?lan? strategi? i s? wolni od poczucia w?asnej wa?no?ci. Zrozumieli ju?, i? rzeczywisto?? jest tylko nasz? interpretacj?, i to pomog?o im ograniczy? poczucie w?asnej wa?no?ci. W?a?nie ta wiedza dawa?a nowym widz?cym zdecydowan? przewag? nad prostodusznymi Hiszpanami.

Gdy don Juan u?wiadomi? sobie, ?e mali tyrani traktuj? siebie ?miertelnie powa?nie, a wojownicy – nie, by? ju? pewien, ?e uda mu si? pokona? brygadzist?.

Zgodnie ze strategicznym planem dobroczy?cy postara? si? o prac? w tej samej cukrowni co poprzednio. Nikt ju? nie pami?ta?, ?e pracowa? tam w przesz?o?ci; ubodzy wie?niacy przychodzili do cukrowni i znikali z niej bez ?ladu. Strategia zak?ada?a, ?e don Juan oka?e gorliwo?? do pracy, je?li ktokolwiek pojawi si? szukaj?c nast?pnej ofiary. Okaza?o si?, ?e do cukrowni przysz?a ta sama kobieta, co przed laty. Tak?e i tym razem zwróci?a uwag? na don Juana. Teraz by? on jeszcze silniejszy fizycznie.

Wszystko odby?o si? wed?ug tego samego schematu. Strategia wymaga?a jednak, by don Juan odmówi? brygadzi?cie zap?aty za po?rednictwo. M??czyzna, któremu nigdy nikt si? nie przeciwstawi?, by? zdumiony i zagrozi?, ?e zwolni don Juana z pracy. Don Juan odpowiedzia? mu gro?b?. Rzek?, ?e pójdzie prosto do domu tej kobiety i spotka si? z ni?. Wiedzia?, ?e kobieta, która by?a ?on? w?a?ciciela cukrowni, nie mia?a poj?cia o praktykach brygadzistów. Powiedzia? brygadzi?cie, ?e wie, gdzie ona mieszka, bo pracowa? na otaczaj?cych dom polach przy ?cinaniu trzciny cukrowej. M??czyzna zacz?? si? targowa?. Don Juan za??da? od niego pieni?dzy za zgod? na prac? w domu w?a?cicielki. Brygadzista podda? si? i wr?czy? mu kilka banknotów. Don Juan doskonale zdawa? sobie spraw?, ?e zgoda brygadzisty by?a tylko wybiegiem, który mia? go ?ci?gn?? do domu.

– Tym razem tak?e sam mnie tam zaprowadzi? – opowiada? don Juan. – By?a to stara hacjenda. Mieszkali w niej w?a?ciciele cukrowni – bogacze, którzy albo wiedzieli, co si? dzieje pod ich dachem, ale nic ich to nie obchodzi?o, albo byli zbyt zoboj?tniali, by cokolwiek zauwa?y?. Ledwie dotarli?my na miejsce, wbieg?em do domu, by poszuka? w?a?cicielki. Znalaz?em j?, pad?em na kolana i w podzi?ce uca?owa?em jej d?o?. Obydwaj brygadzi?ci byli w?ciekli.

– Brygadzista w domostwie zachowywa? si? tak, jak poprzednio. Ale teraz ju? by?em odpowiednio wyposa?ony, by sobie z nim poradzi?; mia?em kontrol?, dyscyplin?, wytrwa?o?? i wyczucie w?a?ciwej chwili. Wszystko posz?o zgodnie z planem dobroczy?cy. Dzi?ki samokontroli potrafi?em spe?ni? nawet najbardziej idiotyczne ??dania brygadzisty. W takich sytuacjach przede wszystkim wyczerpuje nas lekcewa?enie naszego poczucia w?asnej warto?ci. Ka?dy cz?owiek, który ma w sobie cho? odrobin? dumy, czuje si? rozdarty wewn?trznie, gdy kto? mu udowadnia jego bezwarto?ciowo??.

– Wykonywa?em wszystkie polecenia z przyjemno?ci?. By?em radosny i silny. Nic mnie nie obchodzi?a duma ani strach. Zachowywa?em nieskazitelno?? wojownika. Odpowiednie nastrojenie ducha, gdy kto? po tobie depcze, to w?a?nie kontrola.

Don Juan wyja?ni?, ?e strategia dobroczy?cy wymaga?a, by zamiast u?ala? si? nad sob?, jak czyni? to wcze?niej, natychmiast wzi?? si? do roboty i pozna? wszystkie mocne punkty, s?abo?ci i dziwactwa brygadzisty.

Okaza?o si?, ?e najwi?ksz? jego si?? by?a gwa?towna natura i ?mia?o??. Postrzeli? don Juana w bia?y dzie?, na oczach t?umu ludzi. Jego wielk? s?abo?ci? by?o to, ?e lubi? swoj? prac? i nie chcia? nara?a? si? na ryzyko jej utraty. W ?adnym wypadku nie powa?y?by si? zabi? don Juana w bia?y dzie? w obr?bie domostwa. Innym s?abym punktem by?a jego rodzina. Mia? ?on? i dzieci, które mieszka?y w chacie w pobli?u hacjendy.

– Zbieranie takich informacji, gdy kto? ci? bije, to dyscyplina – wyja?ni? don Juan. – Ten cz?owiek by? prawdziwym wrogiem. Nie zas?ugiwa? na mi?osierdzie. Wed?ug nowych widz?cych idealny ma?y tyran nie ma ?adnej cechy, która mog?aby odkupi? jego winy.

Don Juan stwierdzi?, ?e strategia dobroczy?cy prowadzi?a do opanowania dwóch pozosta?ych cech wojownika, których wcze?niej nie posiada?: wytrwa?o?ci oraz wyczucia odpowiedniej chwili. Wytrwa?o?? polega na cierpliwym czekaniu bez po?piechu i niepokoju – na prostym, radosnym wstrzymywaniu odwetu.

– Codziennie musia?em si? p?aszczy? – ci?gn?? don Juan – i czasami p?aka?em pod biczem brygadzisty. A jednak by?em szcz??liwy. Strategia dobroczy?cy pomog?a mi ?y? z dnia na dzie?, nie czuj?c nienawi?ci do tego cz?owieka. By?em wojownikiem. Wiedzia?em, ?e czekam, i wiedzia?em, na co czekam. W tym w?a?nie le?y wielka rado?? bycia wojownikiem.

Plan dobroczy?cy wymaga?, by don Juan systematycznie dr?czy? swego prze?ladowc? uciekaj?c si? pod opiek? wy?szej instancji; podobnie widz?cy nowego cyklu w czasach konkwisty chronili si? za tarcz? ko?cio?a katolickiego. Czasami zwyk?y ksi?dz by? pot??niejszy od magnata.

Tarcz? don Juana by?a kobieta, która da?a mu prac?. Za ka?dym razem, gdy j? widzia?, kl?ka? przed ni? i nazywa? j? ?wi?t?. B?aga?, by da?a mu medalik z wizerunkiem swojej patronki, do której móg?by si? modli? o jej zdrowie i pomy?lno??.

– Dosta?em medalik – ci?gn?? – i to wprawi?o brygadzist? we w?ciek?o??. A gdy uda?o mi si? przekona? wszystkich s?u??cych do wieczornej modlitwy, niewiele brakowa?o, ?eby dosta? apopleksji. Chyba w?a?nie wtedy postanowi? mnie zabi?. Nie móg? pozwoli? mi dalej dzia?a?. Ja za? zorganizowa?em wówczas wspólne odmawianie ró?a?ca przez wszystkich s?u??cych w domu. W?a?cicielka uzna?a mnie za niezwykle pobo?nego cz?owieka. Od tamtej pory nie spa?em spokojnie ani nie sp?dza?em nocy we w?asnym ?ó?ku. Ka?dego wieczoru wchodzi?em na dach. Dwukrotnie zauwa?y?em stamt?d brygadzist?, który szuka? mnie w ?rodku nocy z morderczym wyrazem twarzy.

– Codziennie wysy?a? mnie do stajni. Mia? nadziej?, ?e ogiery stratuj? mnie na ?mier?, ja jednak opar?em o ?cian? w k?cie kilka ci??kich desek i chroni?em si? za nimi. On o tym nie wiedzia?, bo od zapachu koni dostawa? torsji – by?a to jeszcze jedna z jego s?abo?ci, najbardziej zabójcza, jak si? mia?o okaza?.

Don Juan powiedzia?, ?e wyczucie czasu steruje wyzwoleniem wszystkiego, co wcze?niej by?o wstrzymywane. Kontrola, dyscyplina i wytrwa?o?? stanowi? tam?, za któr? wszystko si? gromadzi, a wyczucie odpowiedniej chwili jest ?luz? w tej tamie.

Jedyn? broni? brygadzisty by?a agresja, któr? terroryzowa? robotników. Gdy zneutralizowa?o si? jego agresj?, stawa? si? niemal zupe?nie bezradny. Don Juan wiedzia?, ?e brygadzista nie odwa?y si? go zabi? w obr?bie domostwa, wi?c pewnego dnia obrazi? go w obecno?ci innych robotników i w zasi?gu wzroku w?a?cicielki. Nazwa? brygadzist? tchórzem, który ?miertelnie obawia si? ?ony swego pana.

Plan dobroczy?cy wymaga?, by don Juan poczeka? na tak? w?a?nie chwil? i wykorzysta? j? do odwrócenia sytuacji. Niespodziewane rzeczy zawsze zdarzaj? si? w taki sposób. Najni?szy z niewolników zaczyna wykpiwa? tyrana, o?miesza go w obecno?ci wa?nych osób, szydzi z niego, a potem ucieka, nie zostawiaj?c tyranowi czasu na zemst?.

– Brygadzista oszala? z w?ciek?o?ci, ale ja ju? pokornie kl?cza?em przed w?a?cicielk?. – opowiada? don Juan.

Gdy kobieta wesz?a do domu, brygadzista i jego przyjaciele zawo?ali don Juana na ty?y domu, rzekomo do pracy. Brygadzista by? blady z gniewu. Don Juan odczyta? jego zamiary z tonu g?osu. Uda? pos?usze?stwo, ale zamiast pój?? za dom, pobieg? do stajni. Mia? nadziej?, ze konie narobi? ha?asu i w?a?ciciele przyjd? sprawdzi?, co si? dzieje. Wiedzia?, ze brygadzista nie o?mieli si? go zastrzeli?, bo wystrza? by?by zbyt g?o?ny, a on za bardzo si? ba? utraty pracy. Don Juan wiedzia? te?, ze brygadzista nie wejdzie do pomieszczenia, w którym znajduj? si? konie, chyba, ze zostanie sprowokowany ponad wszelk? wytrzyma?o??.

– Wskoczy?em do zagrody najdzikszego ogiera, a ma?y tyran, oszala?y z furii, wyci?gn?? nó? i rzuci? si? za mn?. Natychmiast schowa?em si? za swoj? ochron? z desek. Ko? kopn?? go raz i by?o po wszystkim.

– Sp?dzi?em w tym domu sze?? miesi?cy i przez ten czas wy?wiczy?em si? w czterech atrybutach wojownika. Dzi?ki nim odnios?em sukces. Ani razu nie u?ala?em si? nad sob? i nie ?ka?em z bezsilno?ci. By?em radosny i spokojny. Mia?em znakomit? samokontrol? i dyscyplin? i na w?asnej skórze przekona?em si?, jak? przewag? daje nieskazitelnemu wojownikowi wytrwa?o?? oraz wyczucie odpowiedniej chwili. I ani przez moment nie ?yczy?em temu cz?owiekowi ?mierci.

– Dobroczy?ca powiedzia? mi co? bardzo interesuj?cego. Wytrwa?o?? to wstrzymywanie si?? ducha zap?aty, o której wojownik wie, ze s?usznie si? komu? nale?y. Nie znaczy to, ze wojownik przez ca?y czas knuje intrygi wymierzone w innych albo my?li o tym, jak wyrówna? przesz?e rachunki. Wytrwa?o?? jest zupe?nie niezale?n? cech?. Je?li wojownik posiada kontrol?, dyscyplin? i wyczucie chwili, wytrwa?o?? jest gwarancj?, ze odda to, co nale?ne, temu, kto na to zas?u?y?.

– Czy zdarza si?, ze mali tyrani zwyci??aj? w konfrontacji z wojownikiem i niszcz? go? – zapyta?em.

– Oczywi?cie. By? taki okres, na pocz?tku konkwisty, gdy szeregi wojowników zosta?y zdziesi?tkowane. Gin?li jak muchy. Mali tyrani mogli skaza? na ?mier? kogo tylko chcieli, wy??cznie dla kaprysu. Ta presja pos?u?y?a znacznemu wyrafinowaniu sztuki widz?cych.

Don Juan powiedzia?, ze w tych czasach widz?cy, którzy prze?yli, musieli wyt??y? ca?? sw? moc, by znale?? nowe metody dzia?ania.

– Nowi widz?cy wykorzystali ma?ych tyranów. – mówi? don Juan, wpatruj?c si? we mnie nieruchomo. – nie tylko po to, by pozby? si? poczucia w?asnej wa?no?ci, ale te? po to, by dokona? niezmiernie wyrafinowanego manewru prowadz?cego do znikni?cia z tego ?wiata. Zrozumiesz to pó?niej, gdy dowiesz si? wi?cej o opanowaniu ?wiadomo?ci.

Powiedzia?em, ze najbardziej interesuje mnie to, czy obecnie, w naszych czasach, mali tyrani, jakich on nazywa? drobnymi p?otkami, mog? pokona? wojownika.

– Zawsze mo?e si? tak zdarzy?. – odrzek?. – Tylko ze nie poci?ga to za sob? tak dramatycznych konsekwencji jak kiedy?. Teraz wojownik zawsze mo?e odzyska? si?y albo wycofa? si? i wróci? pó?niej. Ale jest jeszcze inny aspekt tego problemu. Pora?ka z r?k drobnej p?otki nie jest ?miertelna, lecz druzgoc?ca. Symbolicznie jednak stopie? ?miertelno?ci jest tu równie wysoki. Chc? przez to powiedzie?, ze wojowników, którzy ugn? si? przed drobn? p?otk?, niszczy ich w?asne poczucie pora?ki i bez warto?ciowo?ci. Dla mnie jest to równoznaczne z wysok? ?miertelno?ci?.

– A po czym poznaje si? pora?k??

– Ka?dy, kto przy??czy si? do ma?ego tyrana, ponosi pora?k?. Dzia?anie w gniewie, bez kontroli i dyscypliny, brak wytrwa?o?ci, to pora?ka.

– Co si? dzieje z wojownikiem, który poniós? pora?k??

– Albo na nowo zbiera si?y, albo rezygnuje z poszukiwania wiedzy i na reszt? ?ycia do??cza do szeregów ma?ych tyranów.


Umys? Latawca

Fragment z “Aktywnej strony niesko?czono?ci” o Umy?le Latawca albo inaczej Umy?le Drapie?nika.

* * *


– Kontroluje ci? obecnie ca?a masa si? zewn?trznych – orzek?. – Kontrola, o której my?l?, le?y poza sfer? j?zyka. To kontrola, a jednocze?nie jej brak. Nie mo?na jej w ?aden sposób zaklasyfikowa?, ale bez w?tpienia mo?na do?wiadczy?. I przede wszystkim, z ca?? pewno?ci? mo?na ni? manipulowa?. Zapami?taj to sobie: mo?esz ni? manipulowa? i maksymalnie wyzyskiwa? z korzy?ci? dla siebie, która, rzecz jasna, nie jest korzy?ci? twoj?, lecz cia?a energetycznego. Jednak?e cia?o energetyczne to ty, mogliby?my wi?c gania? tak w kó?ko jak pies za w?asnym ogonem, staraj?c si? to wszystko opisa?. J?zyk nie jest adekwatny. Wszystkie te do?wiadczenia wykraczaj? poza regu?y sk?adni j?zyka.

Ciemno?? zapad?a bardzo szybko i li?cie drzew, które jeszcze przed chwil? emanowa?y zielon? po?wiat?, by?y teraz bardzo ciemne i ci??kie. Don Juan powiedzia?, ?e je?li b?d? si? pilnie skupia? na ciemno?ci li?ci, nie koncentruj?c wzroku na niczym konkretnym, lecz spogl?daj?c niejako k?tem oka, dostrzeg? ulotny cie? w moim polu widzenia.

– To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co ci? prosz? – rzek?. – Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilk?. Nie przestawaj, a? dostrze?esz ten ulotny, czarny cie?.

Rzeczywi?cie, dostrzeg?em jaki? dziwny, ulotny, czarny cie? na tle li?ci drzew. By? to albo jeden cie?, poruszaj?cy si? w przód i w ty?, albo kilka, przesuwaj?cych si? z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w gór?. Jawi?y mi si? one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wygl?da?o to tak, jak gdyby w powietrzu lata?y gigantyczne mieczniki. Widok ten poch?on?? mnie ca?kowicie. W ko?cu zacz??em si? go ba?. Zrobi?o si? za ciemno i nie widzia?em ju? li?ci, ale ci?gle widzia?em te ulotne, czarne cienie.

– Co to jest, don Juanie? – zapyta?em. – Wsz?dzie doko?a dostrzegam ulotne, czarne cienie.

– Ach, to w?a?nie dziki wszech?wiat – odrzek?. – Niemierzalny, nieliniowy, wykraczaj?cy poza sfer? j?zyka. Czarownicy staro?ytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, wi?c zacz?li za nimi pod??a?. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energi? w jej ruchu we wszech?wiecie. I faktycznie uda?o im si? odkry? co? transcendentalnego.

Przesta? mówi? i spojrza? na mnie. Jego pauzy by?y zawsze doskonale zaplanowane. Przestawa? mówi? wówczas, gdy umiera?em z ciekawo?ci.

– Co takiego odkryli, don Juanie? – zapyta?em.

– Odkryli, ?e mamy towarzysza na ca?e ?ycie – powiedzia? tak dobitnie, jak tylko potrafi?. – Drapie?c?, który przyby? z otch?ani kosmosu i zaw?adn?? naszym ?yciem. Ludzie s? jego wi??niami. Ten drapie?ca jest naszym panem i w?adc?. Zrobi? z nas potulne, bezradne baranki. Je?eli chcemy si? zbuntowa?, bunt zostaje zd?awiony. Je?eli chcemy dzia?a? niezale?nie, rozkazuje nam, by?my tego nie robili.
[...]

– Tylko dzi?ki samodzielnym staraniom dotar?e? do czego?, co szamani staro?ytnego Meksyku nazywali kwesti? nad kwestiami – rzek? don Juan. – Tym razem ca?y czas owija?em rzeczy w bawe?n?, sugeruj?c ci, ?e jeste?my przez co? wi?zieni. I rzeczywi?cie, co? nas wi?zi! Dla czarowników staro?ytnego Meksyku by? to fakt energetyczny.

– Dlaczego ten drapie?ca zaw?adn?? nami w sposób, o jakim mi mówi?e?, don Juanie? – zapyta?em. – Musi istnie? jakie? logiczne wyt?umaczenie.

– Jest wyt?umaczenie – odpar? don Juan – i to najprostsze na ?wiecie. Zaw?adn?li nami, poniewa? jeste?my ich po?ywieniem, i uciskaj? nas bezlito?nie, poniewa? utrzymujemy ich przy ?yciu. My hodujemy kurcz?ta na kurzych fermach, gallineros, drapie?cy za? hoduj? nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze maj? co je??.

Poczu?em, ?e gwa?townie kr?c? g?ow? na boki. Nie potrafi?em wyrazi? swego g??bokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje cia?o zacz??o si? porusza?, by da? upust tym uczuciom. Trz?s?em si? ca?y, od w?osów na g?owie po czubki palców stóp, zupe?nie bezwolnie.

– Nie, nie, nie, nie – us?ysza?em swój g?os. – To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie mo?e by? prawda, ani dla czarowników, ani dla przeci?tnych ludzi, ani dla nikogo.

– Dlaczego nie? – zapyta? ch?odno don Juan. – Dlaczego nie? Bo ci? to doprowadza do sza?u?

– Tak, doprowadza mnie to do sza?u – odpar?em sucho. – Twoje sugestie s? potworne!

– No có? – powiedzia? – nie wys?ucha?e? jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilk? i potem oce?, co na ten temat s?dzi?. Zaraz dostaniesz si? w prawdziw? nawa?nic?. To znaczy, ?e twój umys? zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie b?dziesz móg? si? podda? i sobie pój??, bo jeste? w pu?apce. Nie dlatego, ?e ci? uwi?zi?em, ale dlatego, ?e co? ukryte g??boko w tobie nie pozwoli ci odej??, cho? jaka? cz??? ciebie po prostu wpadnie w sza?. Tak wi?c, przygotuj si?!

Czu?em, ?e mam w sobie co? z masochisty. Don Juan mia? racj?. Nie wyszed?bym z jego domu za nic na ?wiecie. Mimo to jednak ani troch? mi si? nie podoba?y brednie, które wygadywa?.

– Chc? przemówi? do twojego analitycznego umys?u – rzek? don Juan. – Zastanów si? przez chwil?, a potem mi powiedz, jak by? wyt?umaczy? sprzeczno?? pomi?dzy inteligencj? cz?owieka-in?yniera i g?upot? jego przekona? albo g?upot? jego pe?nego sprzeczno?ci zachowania. Czarownicy s? przekonani, ?e to drapie?cy dali nam przekonania, nasze poj?cia dobra i z?a, nasze prawa spo?eczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i my?li o pora?ce. Dali nam po??danie, chciwo?? i tchórzostwo. To przez drapie?ców jeste?my tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.

– Ale jak mo?na tego dokona?, don Juanie? – zapyta?em, jakby bardziej jeszcze roze?lony tym, co mówi. – Szepc? nam to wszystko do ucha, kiedy ?pimy?

– Nie, nie robi? tego w ten sposób. To idiotyczny pomys?! – odpar? z u?miechem. – S? niesko?czenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, ni? ci si? zdaje. Aby zapewni? sobie naszego pos?usze?stwo, uleg?o?? i s?abo??, drapie?cy wykonali fantastyczne posuni?cie – fantastyczne, oczywi?cie, z punktu widzenia strategii wojennej, a przera?aj?ce z punktu widzenia tych, przeciwko którym zosta?o skierowane. Oddali nam swój umys?! S?yszysz, co mówi?? Drapie?cy oddaj? nam swój umys?, który staje si? naszym umys?em. Umys? drapie?ców jest barokowy, pe?en sprzeczno?ci, pos?pny, przepe?niony obaw? przed zdemaskowaniem, które mo?e nast?pi? lada chwila.

Wiem, ?e cho? nigdy nie cierpia?e? g?odu – ci?gn?? – odczuwasz niepokój zwi?zany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapie?cy, ?e w ka?dej chwili jego posuni?cie zostanie odkryte i zabraknie mu po?ywienia. Poprzez umys?, który w ko?cu jest ich umys?em, drapie?cy wt?aczaj? w ?ycie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniaj? sobie pewne bezpiecze?stwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.

– To nie o to chodzi, don Juanie, ?e nie mog? przyj?? tego ot tak – powiedzia?em. – Móg?bym to zrobi?, ale jest w tym co? tak ohydnego, ?e mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zaj?cia w tej sprawie stanowiska oponenta. Je?eli to prawda, ?e nas zjadaj?, jak to si? odbywa?

Na twarzy don Juana malowa? si? szeroki u?miech. By? zadowolony jak wszyscy diabli. Wyja?ni? mi, ?e czarownicy widz? niemowl?ta jako dziwne, ?wietliste kule energii, pokryte od samej góry do samego do?u czym? w rodzaju l?ni?cej otoczki, przypominaj?cej plastykow? pokryw?, ciasno dopasowan? do ich kokonu energii. Powiedzia?, ?e to w?a?nie ta l?ni?ca otoczka ?wiadomo?ci stanowi po?ywienie drapie?ców i ?e do czasu osi?gni?cia przez cz?owieka doros?o?ci pozostaje z niej jedynie w?ski strz?p, który biegnie od pod?o?a do czubków palców u stóp. Strz?p ten pozwala ludzko?ci zaledwie na prze?ycie, ale nic ponadto.

Zupe?nie jak we ?nie s?ysza?em, jak don Juan Matus wyja?nia mi, ?e o ile mu wiadomo, cz?owiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego l?ni?ca otoczka ?wiadomo?ci le?y poza tym ?wietlistym kokonem. Dlatego te? jest ?atw? zdobycz? dla ?wiadomo?ci innego rz?du, takiej jak ci??ka ?wiadomo?? drapie?cy.

Nast?pnie powiedzia? co?, co zdruzgota?o mnie doszcz?tnie. Stwierdzi?, ?e ów w?ski strz?p ?wiadomo?ci stanowi samo centrum autorefleksji, w której cz?owiek nieuleczalnie si? pogr??y?. Graj?c na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocala?ym punktem ?wiadomo?ci, drapie?cy tworz? rozb?yski ?wiadomo?ci, które nast?pnie bezwzgl?dnie po?eraj?. Podsuwaj? nam idiotyczne problemy, które wymuszaj? powstanie tych rozb?ysków ?wiadomo?ci, i w ten sposób utrzymuj? nas przy ?yciu, ?eby pó?niej móc si? od?ywia? owymi energetycznymi rozb?yskami powsta?ymi dzi?ki naszym niby-problemom.

Musia?o by? co? w tym, co mówi? don Juan; by?em w tym momencie tak zdruzgotany, ?e najzwyczajniej w ?wiecie zrobi?o mi si? niedobrze.

Po chwili, wystarczaj?co d?ugiej, bym zd??y? doj?? do siebie, zapyta?em go:

– Ale dlaczego czarownicy staro?ytnego Meksyku i wspó?cze?ni czarownicy nic z tym nie robi?, cho? widz? drapie?ców?

– Ani ty, ani ja nic nie mo?emy z tym zrobi? – odrzek? don Juan powa?nym, smutnym g?osem. – Jedyne, co nam pozostaje, to podda? si? dyscyplinie, dzi?ki której w ko?cu nie b?d? mogli nas tkn??. Jak chcesz wymaga? od innych, by wzi?li na siebie taki trud? Wy?miej? ci? i wyszydz?, a co bardziej agresywni dadz? ci taki wpierdol, ?e popami?tasz. I zasadniczo nie dlatego, ?eby nie chcieli ci wierzy?. G??boko w ka?dym cz?owieku tkwi atawistyczna, intuicyjna ?wiadomo?? istnienia drapie?ców.

Mój analityczny umys? podnosi? si? i opada? niczym jo-jo. Puszcza? mnie i wraca?, puszcza? i znowu wraca?. Twierdzenia don Juana by?y po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocze?nie tak niezwykle sensowne i proste. T?umaczy?y ka?d? sprzeczno?? ludzkiego zachowania, która tylko przysz?a mi na my?l. Ale jak?e? mo?na by?o traktowa? to wszystko powa?nie? Don Juan wpycha? mnie pod lawin?, która mog?a poch?on?? mnie na zawsze.

Uderzy?a we mnie kolejna fala poczucia zagro?enia. Cho? nie ja by?em jego ?ród?em, by?o ono jednak ze mn? zwi?zane. Don Juan co? ze mn? robi?, co? niejawnie dobrego i potwornie z?ego zarazem. Odczuwa?em to jako prób? przeci?cia cienkiej warstewki czego?, czym by?em jakby oklejony. Jego oczy wpatrywa?y si? we mnie nieruchomo. Odwróci? wzrok i zacz?? mówi?, nie patrz?c ju? w moj? stron?.

– Je?eli tylko kiedy? zaczn? ci? niebezpiecznie trapi? jakie? w?tpliwo?ci – powiedzia? – zareaguj pragmatycznie. Wy??cz ?wiat?o. Przeniknij ciemno??; przekonaj si?, co dostrzegasz.

Wsta?, ?eby wy??czy? ?wiat?o. Powstrzyma?em go.

– Nie, nie, don Juanie – odezwa?em si? – nie wy??czaj ?wiat?a. Wszystko w porz?dku.

Czu?em w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemno?ci?. Na sam? my?l o niej zaczyna?em ci??ko dysze?. Nie mia?em w?tpliwo?ci, ?e intuicyjnie co? sobie u?wiadamiam, ale nie ?mia?em tego dotkn?? ani w pe?ni sobie uzmys?owi?, za ?adne skarby tego ?wiata!

– Dostrzeg?e? ulotne cienie na tle drzew – powiedzia? don Juan, siadaj?c z powrotem na swoim krze?le. – To bardzo dobrze. Chcia?bym, ?eby? zobaczy? je w tym pokoju. Nie b?dziesz niczego widzia?. B?dziesz zaledwie wychwytywa? ulotne obrazy. Na to masz do?? energii.

Obawia?em si?, ?e don Juan i tak wstanie i zgasi ?wiat?o; tak te? zrobi?. Dwie sekundy pó?niej dar?em si? na ca?e gard?o. Nie do??, ?e faktycznie k?tem oka dostrzeg?em owe ulotne obrazy, to jeszcze us?ysza?em, jak brz?cz? mi ko?o ucha. Don Juan skr?ca? si? ze ?miechu, w??czywszy na powrót lamp?.

– Ale? ten go?? ma temperament! – orzek?. – Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. B?dziesz musia? sobie zaaran?owa? t? wewn?trzn? walk?. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w ko?cu strzelisz. Coraz g??biej wbija? mi szpil?.

– Czarownicy staro?ytnego Meksyku – powiedzia? – widzieli drapie?c?. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekaj?cy widok. To wielki cie?, mroczny i nieprzenikniony, czarny cie?, który w podskokach przemieszcza si? w powietrzu. Potem l?duje p?asko na ziemi. Czarowników staro?ytnego Meksyku niezwykle nurtowa?o pytanie, kiedy pojawi? si? on na Ziemi. Rozumowali tak, ?e cz?owiek w pewnym okresie musia? by? istot? doskona??, obdarzon? fenomenalnym wgl?dem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, ?e dzi? s? one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby znikn??o i oto mamy obecnie cz?owieka u?pionego.

Chcia?em si? rozgniewa?, nazwa? go paranoikiem, ale gdzie? znikn??o to poczucie prawa do s?usznego gniewu, które zawsze mia?em. Co? we mnie wyros?o ponad poziom, na którym zawsze zadawa?em sobie ulubione pytanie: “A co, je?li wszystko to, co mówi, jest prawd??” Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mn? rozmawia?, w g??bi mego serca czu?em, ?e wszystko, co mówi, jest prawd?; jednocze?nie jednak równie silne by?o przekonanie, ?e wszystko, co mówi, to czysty absurd.

– Co ty opowiadasz, don Juanie? – zapyta?em s?abo. Gard?o mia?em ?ci?ni?te. Z trudem oddycha?em.

– Opowiadam, ?e naszym przeciwnikiem nie jest zwyk?y drapie?ca. Jest bardzo przemy?lny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezu?yteczne. Cz?owiek, istota magiczna, nie jest ju? magiczny. Jest zwyk?ym kawa?kiem mi?sa. Cz?owiekowi nie pozosta?y ju? ?adne marzenia oprócz marze? zwierz?cia hodowanego dla mi?sa: marze? wy?wiechtanych, konwencjonalnych i krety?skich.

S?owa don Juana wywo?ywa?y we mnie dziwn? fizyczn? reakcj?, podobn? do md?o?ci. Czu?em si? znów tak, jakbym mia? za chwil? zwymiotowa?. Ale ?ród?em nudno?ci by?y najg??bsze pok?ady mojej istoty, sam szpik ko?ci. Zacz??em konwulsyjnie dr?e?. Don Juan potrz?sn?? mnie mocno za ramiona. Poczu?em, jak szyja mi si? trz?sie pod wp?ywem jego u?cisku. Uspokoi?em si? od razu. Odzyska?em nieco kontroli nad sob?.

– Ten drapie?ca – powiedzia? don Juan – który jest, rzecz jasna, istot? nieorganiczn?, nie jest dla nas tak ca?kowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. My?l?, ?e jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przera?aj?cy widok, ?e nawet nic chcemy o tym my?le?. Dzieci, rzecz jasna, czasem si? upieraj? i chc? zwróci? na niego baczniejsz? uwag?, lecz wszyscy doko?a zniech?caj? je do tego.

Jedyn? alternatyw? dla ludzko?ci – ci?gn?? – jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny ?rodek zaradczy. Ale gdy mówi? o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakie? ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, ?eby wstawa? o pi?tej trzydzie?ci ka?dego ranka i polewa? si? zimn? wod? a? do zsinienia. Poprzez dyscyplin? czarownicy rozumiej? umiej?tno?? niewzruszonego stawiania czo?a przeciwno?ciom losu, których nie brali?my pod uwag? w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuk?: sztuk? stawiania czo?a niesko?czono?ci bez mrugni?cia okiem i to nie dlatego, ?e s? oni silni i twardzi, lecz dlatego, ?e przepe?nia ich nabo?na cze??.

– W jaki sposób dyscyplina czarowników mo?e by? ?rodkiem zaradczym? – zapyta?em.

– Czarownicy powiadaj?, ?e dyscyplina sprawia, i? l?ni?ca otoczka ?wiadomo?ci staje si? dla latawca niesmaczna – odpar? don Juan, bacznie wpatruj?c si? w moj? twarz, jakby szuka? w niej jakich? oznak niedowierzania. – Efekt jest taki, ?e drapie?cy s? zdezorientowani. L?ni?ca otoczka ?wiadomo?ci, która jest niejadalna, nie mie?ci si?, jak s?dz?, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie maj? innego wyj?cia, jak tylko odst?pi? od swych nikczemnych zamiarów.

Je?eli drapie?cy nie b?d? przez jaki? czas zjada? naszej l?ni?cej otoczki ?wiadomo?ci – ci?gn?? – ta b?dzie dalej rosn??. Upraszczaj?c t? kwesti? maksymalnie, mog? powiedzie? tak, ?e czarownicy, dzi?ki zachowywaniu dyscypliny, odpychaj? drapie?ców wystarczaj?co d?ugo, by ich l?ni?ca otoczka ?wiadomo?ci rozros?a si? powy?ej poziomu palców stóp. Kiedy ju? przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy staro?ytnego Meksyku mawiali, ?e l?ni?ca otoczka ?wiadomo?ci jest jak drzewo. Je?eli go nie przycina?, rozrasta si? do naturalnych rozmiarów i osi?ga naturaln? g?sto??. Gdy ?wiadomo?? osi?ga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny staj? si? oczywisto?ci?.

Wspania?a sztuczka dawnych czarowników – ci?gn?? don Juan – polega?a na obci??eniu umys?u latawca dyscyplin?. Stwierdzili oni, ?e je?li narzuci? umys?owi latawca wewn?trzn? cisz?, wówczas obca instalacja si? rozprasza; daje to ka?demu, kto wykonuje ten manewr, absolutn? pewno?? zewn?trznego pochodzenia umys?u. Obca instalacja powraca, tego mo?esz by? pewien, ale ju? nie tak silna, i tak oto rozpoczyna si? proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje si? zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak d?ugo, a? pewnego dnia umys? latawca rozprasza si? na dobre. Smutny to dzie?, doprawdy! Od tego dnia b?dziesz musia? si? opiera? na w?asnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie b?dzie ju? nikogo, kto by ci powiedzia?, co masz robi?. Nie b?dzie ju? ?adnego zewn?trznego umys?u, który móg?by ci dyktowa? krety?stwa, do których zosta?e? przyzwyczajony.

Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzega? wszystkich swoich uczniów – kontynuowa? don Juan – ?e jest to najci??szy dzie? w ?yciu czarownika, poniewa? prawdziwy umys? – ten, który nale?y do nas, ??czna suma wszystkiego, czego do?wiadczyli?my – po trwaj?cym ca?e ?ycie podda?stwie, jest nie?mia?y, niepewny i nie mo?na na nim polega?. Osobi?cie powiedzia?bym, ?e dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna si? dopiero w tym momencie. Ca?a reszta to tylko przygotowania.

By?em naprawd? g??boko poruszony. Chcia?em dowiedzie? si? czego? wi?cej, a z drugiej strony co? dziwnego gdzie? w g??bi mnie g?o?no si? domaga?o, bym si? nie odzywa?, podsuwaj?c mi my?l o mrocznym finale ca?ej sprawy i karze – czym? w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosi?gnie za grzebanie przy czym?, co sam Bóg okry? tajemnic?. Musia?em si? zdoby? na ogromny wysi?ek, ?eby przechyli? szal? zwyci?stwa na korzy?? mojej ciekawo?ci.

– Co… co… co znaczy – us?ysza?em w?asne s?owa – obci??anie umys?u latawca?

– Dyscyplina niesamowicie obci??a obcy umys? – odrzek?. – Tak wi?c, dzi?ki niej czarownicy prze?amuj ? obc? instalacj?.

Jego s?owa mnie przygniot?y. By?em przekonany, ?e albo don Juan kwalifikuje si? do zak?adu zamkni?tego, albo mówi mi co? tak potwornie niesamowitego, ?e to we mnie wszystko zamiera. Zauwa?y?em jednak, jak szybko wykrzesa?em z siebie do?? energii, by sprzeciwi? si? wszystkiemu, co powiedzia?. Po chwili paniki zacz??em si? ?mia?, zupe?nie jakby don Juan opowiedzia? jaki? dowcip. Us?ysza?em nawet, jak mówi?:

– Don Juanie, don Juanie, jeste? niepoprawny!

Rozumia? chyba wszystko, co si? we mnie dzia?o. Kiwa? g?ow? na boki i wznosi? oczy w gór? w ge?cie udawanej rozpaczy.

– Jestem tak niepoprawny – powiedzia? – ?e zaraz zafunduj? umys?owi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrz?s. Wyjawi? ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opisz? ci odkrycie, którego weryfikacja i uporz?dkowanie zaj??a czarownikom tysi?ce lat.

Spojrza? na mnie i u?miechn?? si? z?owrogo.

– Umys? latawca rozprasza si? na zawsze – powiedzia? – kiedy czarownikowi uda si? pochwyci? wibruj?c? si??, która utrzymuje w jednej ca?o?ci skupisko naszych pól energii. Je?eli utrzymaj? w tym uchwycie dostatecznie d?ugo, umys? latawca zostaje pokonany i si? rozprasza. I to w?a?nie zaraz zrobisz: uchwycisz si? energii, która utrzymuje nas w jednej ca?o?ci.

Zareagowa?em na to w tak niewyt?umaczalny sposób, ?e a? trudno to sobie wyobrazi?. Co? we mnie zadr?a?o, zupe?nie jakby pod wp?ywem silnego wstrz?su. Ogarn?? mnie niezrozumia?y strach, który natychmiast skojarzy?em z moim religijnym wychowaniem.

Don Juan zmierzy? mnie spojrzeniem od stóp do g?ów.

– Boisz si? gniewu boskiego, co? – odezwa? si?. – B?d? spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, ?e zrobisz dok?adnie to, co ci ka??.

Jego s?owa wcale mnie nie uspokoi?y. Poczu?em si? jeszcze gorzej. Ogarn??y mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie by?o ?adnego sposobu, by je opanowa?.

– Nie martw si? – powiedzia? spokojnie don Juan. – Wiem z do?wiadczenia, ?e te ataki bardzo szybko trac? na sile. Umys?u latawca nie sta? nawet na odrobin? koncentracji.

Po chwili wszystko usta?o, tak jak przepowiedzia? don Juan. S?owo “oszo?omiony” w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie by?oby eufemizmem. Po raz pierwszy w ?yciu, z don Juanem czy bez, naprawd? nie mia?em poj?cia, co si? ze mn? dzieje. Chcia?em wsta? z krzes?a i przej?? si?, ale parali?owa? mnie ?miertelny strach. By?em wype?niony racjonalnymi s?dami, a jednocze?nie przepe?nia? mnie infantylny strach. Zacz??em g??boko oddycha?, a ca?e moje cia?o pokry? zimny pot. W jaki? sposób moje oczy otwar?y si? na potworny widok: gdziekolwiek si? obróci?em, skaka?y czarne, ulotne cienie.

Przymkn??em powieki i opar?em g?ow? na oparciu krzes?a.

– Nie wiem, dok?d teraz pój??, don Juanie – odezwa?em si?. – Dzisiaj naprawd? ci si? uda?o zupe?nie popl?ta? moje ?cie?ki.

– Rozdziera ci? wewn?trzna walka – powiedzia? don Juan. – G??boko w ?rodku wiesz, ?e nie jeste? w stanie odrzuci? przyzwolenia na to, by nieod??czna cz??? ciebie, twoja l?ni?ca otoczka ?wiadomo?ci, sta?a si? w niepoj?ty sposób ?ród?em po?ywienia dla istot o niepoj?tej dla nas naturze. A inna cz??? ciebie b?dzie si? temu przeciwstawia? ca?? swoj? moc?.

Przewrót czarowników – ci?gn?? – polega na tym, ?e odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stron?. Nikt mnie nigdy nie pyta? o to, czy nie zgodzi?bym si? zosta? po?arty przez istoty o odmiennym rodzaju ?wiadomo?ci. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten ?wiat po to tylko, bym zosta? czyim? po?ywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka.
[...]
Po powrocie do domu, z biegiem czasu, idea latawców sta?a si? jedn? z najwi?kszych obsesji mojego ?ycia. Doszed?em do takiego punktu, ?e czu?em, i? don Juan mia? w tej materii absolutn? racj?. Bez wzgl?du na to, jak bardzo si? stara?em, nie udawa?o mi si? podwa?y? jego logiki. Im wi?cej o tym my?la?em, im wi?cej rozmawia?em z samym sob? i innymi lud?mi, im wi?cej samego siebie i innych obserwowa?em, tym silniejsze by?o moje przekonanie, ?e co? czyni z nas istoty niezdolne do jakiegokolwiek dzia?ania, jakiejkolwiek relacji i jakiejkolwiek my?li, która nie ogniskowa?aby si? na ,ja”. Moje troski, podobnie jak troski ka?dego, kogo zna?em lub z kim rozmawia?em, koncentrowa?y si? w?a?nie na tym. Poniewa? nie umia?em znale?? wyt?umaczenia tak uniwersalnej homogeniczno?ci, by?em przekonany, ?e tok rozumowania don Juana jest najbardziej odpowiednim sposobem obja?nienia tego fenomenu.

Po?wi?ci?em si? g??bszej analizie literatury dotycz?cej mitów i legend. U?wiadomi?em sobie wówczas co?, czego nigdy wcze?niej nie odczuwa?em: ka?da z przeczytanych przeze mnie ksi??ek by?a interpretacj? mitów i legend. Przez ka?d? z nich przemawia? ten sam, homogeniczny umys?. Style by?y odmienne, lecz ukryty pod warstw? s?ów zamiar jednakowy: pomimo tego, ?e temat pracy dotyczy? czego? tak abstrakcyjnego jak mity i legendy, autorowi zawsze uda?o si? zawrze? w niej jakie? opinie o sobie. Celem ka?dej z tych ksi??ek nie by?o omówienie rzeczonego tematu; by?a nim autoreklama. Nigdy wcze?niej sobie tego nie u?wiadamia?em.

Przypisywa?em moj? reakcj? wp?ywowi don Juana. Pytanie, które sobie stawia?em, brzmia?o tak: czy to on wp?ywa na mnie tak, ?e co? takiego dostrzegam, czy te? rzeczywi?cie istnieje jaki? obcy umys?, który dyktuje wszelkie nasze poczynania? Si?? rzeczy odruchowo znów popad?em w negacj?, i niczym wariat zacz??em po kolei przechodzi? od negacji do akceptacji i tak w kó?ko. Co? we mnie wiedzia?o, ?e bez wzgl?du na to, do czego pije don Juan, jest to fakt energetyczny; jednak inny wewn?trzny g?os mówi?, ?e to wszystko brednie. Wynikiem tych wewn?trznych zmaga? by?y bardzo z?e przeczucia, wra?enie, ?e zawis?o nade mn? wielkie niebezpiecze?stwo.

Przeprowadzi?em szeroko zakrojone badania, poszukuj?c ?ladów koncepcji latawców w innych kulturach, ale nigdzie nie uda?o mi si? znale?? ?adnej wzmianki na ten temat. Wygl?da?o na to, ?e don Juan jest jedynym ?ród?em informacji w tej materii. Kiedy zobaczy?em si? z nim nast?pnym razem, natychmiast przeszed?em do tematu.

– Robi?em, co mog?em, by podej?? do tego zagadnienia racjonalnie – powiedzia?em – ale nie mog?. S? takie chwile, kiedy absolutnie si? z tob? zgadzam w kwestii drapie?ców.

– Skup swoj? uwag? na ulotnych cieniach, które obecnie widzisz – odrzek? don Juan z u?miechem.

Powiedzia?em mu, ?e owe ulotne cienie stan? si? ko?cem mojego racjonalnego ?ycia. Widzia?em je wsz?dzie. Od czasu gdy wyszed?em wówczas z jego domu, nie by?em w stanie zasn?? po ciemku. Spanie przy w??czonym ?wietle w ogóle mi nie przeszkadza?o. Jednak z chwil? gdy je gasi?em, wszystko doko?a mnie zaczyna?o skaka?. Nigdy nie dostrzega?em kompletnych postaci ani kszta?tów. Widzia?em jedynie ulotne, czarne cienie.

– Umys? latawca jeszcze ci? nie pu?ci? – rzek? don Juan. – Zosta? ci??ko ranny. Robi wszystko, by zreorganizowa? swoj? relacj? z tob?. Ale co? w tobie zosta?o na zawsze przerwane. Latawiec o tym wie. Prawdziwe niebezpiecze?stwo le?y w tym, ?e umys? latawca mo?e zwyci??y?, doprowadzaj?c ci? do wyczerpania i zmuszaj?c do zarzucenia dalszej walki, je?li dobrze rozegra kart? sprzeczno?ci pomi?dzy tym, co on ci mówi, i tym, co ja ci mówi?.

Bo widzisz, umys? latawca nie ma konkurencji – ci?gn?? dalej don Juan. – Kiedy co? orzeka, zgadza si? z w?asnym zdaniem i ka?e ci wierzy?, ?e zrobi?e? co? warto?ciowego. Umys? latawca powie ci, ?e to, co ci mówi Juan Matus, to wierutne bzdury, po czym ten sam umys? zgodzi si? ze swym w?asnym stwierdzeniem. A ty powiesz: “Tak, oczywi?cie, ?e to bzdury”. W taki w?a?nie sposób zostajemy pokonani.

Latawce s? niezb?dnym elementem wszech?wiata – ci?gn?? – i nale?y je traktowa? tak, jak na to zas?uguj? – jako istoty potworne i budz?ce groz?. Dzi?ki nim wszech?wiat wystawia nas na prób?.

Jeste?my energetycznymi sondami, stworzonymi przez wszech?wiat – mówi? dalej, jak gdyby nie zdawa? sobie sprawy z mojej obecno?ci – a poniewa? posiadamy energi? obdarzon? ?wiadomo?ci?, jeste?my ?rodkiem, dzi?ki któremu wszech?wiat staje si? ?wiadom samego siebie. Latawce to nieprzeb?agani rywale. Tylko tak mo?na ich postrzega?. Je?li nam si? uda, wszech?wiat pozwoli nam trwa? dalej.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
6 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
Asha, bielik110, Moeritherium, set.h, sunstone, Warrior-Traveler
uncommon
post 17.12.2012 - 17:16
Post #3


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 399

Notatnik


Ja podchodz? do jego ksi??ek jako naukowo-fantastyczne.
My?l?,?e wiele rzeczy jest pod odbiorce specjalnie podkolorowane. Cho? niektóre ciekawie si? czyta. 2 nieca?e ksi??ki przeczyta?em i starczy mi .
A to, ?e Don Juan za m?odu potrafi? skaka? na wysoko?? oko?o chyba drzewa (jak si? nie myle ) ,zamienianie si? w zwierz?ta, latanie fizycznym cia?em to ju? wogóle bajka wed?ug mnie.
Poczyta?em troch? i odstawi?em bo mnie czarownicy nie obchodz?.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki uncommon za ten przydatny wpis:
sunstone
.
post 17.12.2012 - 17:40
Post #4


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 526

Notatnik


Mroczne dziedzictwo Castanedy

-> http://www.infra.org.pl/wiat-tajemnic/niez...-castenady.html
Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
sunstone, uncommon
sunstone
post 17.12.2012 - 18:53
Post #5


Cz?onek Rodziny
******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


CYTAT(uncommon @ 17.12.2012 - 17:16) *
Ja podchodz? do jego ksi??ek jako naukowo-fantastyczne.
My?l?,?e wiele rzeczy jest pod odbiorce specjalnie podkolorowane. Cho? niektóre ciekawie si? czyta. 2 nieca?e ksi??ki przeczyta?em i starczy mi .
A to, ?e Don Juan za m?odu potrafi? skaka? na wysoko?? oko?o chyba drzewa (jak si? nie myle ) ,zamienianie si? w zwierz?ta, latanie fizycznym cia?em to ju? wogóle bajka wed?ug mnie.
Poczyta?em troch? i odstawi?em bo mnie czarownicy nie obchodz?.


Mam takie samo podej?cie ;-)
te? nie wierz? w te skoki i inne bajkowe historie. Z drugiej strony jestem praktykuj?cym. I powiem tyle ?e zaczynasz postrzega? ?wiat inaczej stosuj?c te nazwijmy metody szama?skie. ?nienie jest niesamowite, na mnie wywar?o ogromny wp?yw. Gdy ?nisz i czujesz np. ch?ód pomieszczenia a ?wiadomo?? nie dopuszcza innych elementów we ?nie tylko to miejsce lub przedmioty. Wewn?trzna cisza, ja nazywam to medytacj? dnia codziennego, powoduje zatrzymanie ?wiata, p?ka ?wiat i czujesz ?e to by? tylko obraz..
Wiem ?e wszyscy bliscy Castanedy nie ?yj?, i ?e podpi?? mo?na niemal to pod sekt?, ale ja si? nie anga?uj? w ?adne grupy, jestem pojedy?czym praktykiem którego interesuje tylko to czego si? nauczy (zbada). Wed?ug zasady któr? si? kieruje Noble.
I nigdy nie zastosuj? si? do pewnych praktyk Castanedy/Don Juana, np. zostawi? rodzin? i przyjacó?. Wybieram tylko te kierunki które mi pasuj?.

Pozdrawiam.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
bielik110, Warrior-Traveler
sunstone
post 17.12.2012 - 18:59
Post #6


Cz?onek Rodziny
******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


Bardzo ciekawe ?wiczenie.
Przyniesie ci informacj? na co zwracasz uwag? ;-)

?wiczenie Taishy Abelar dla "wy?ledzenia uwagi."
Zamykamy oczy i próbujemy pewien czas jasno i dok?adnie wizualizowa? miejsce, w którym w danej chwili si? znajdujemy. Nast?pnie otwieramy oczy i porównujemy wizualizacj? z realno?ci?. Zwracamy uwag? ( mo?na zapisa? w Dzienniku Nawigatora ) na te detale, które ...
1. "Wyp?ywaj?" na pierwszy plan. ( mo?e to by? ... )
2. Samochód, który zostawili?my na parkingu; bufet, gdzie sprzedaj? s?odycze; droga do toalety; pi?kna kobieta, która siedzi na prawo od nas; kolor tapety; brudna pod?oga itd.
3. To, co zapami?tali?my prawid?owo.
4. To, czego nie zapami?tali?my, to czego brak?o w wizualizacji.
5. Oraz my?li, wewn?trzny dialog, który zaistnia? w czasie prób naszej wizualizacji.

Uwaga jest bardzo wa?n? rzecz?. To, na czym skupiona jest uwaga naszego codziennego ?ycia bardzo du?o mówi o tym, kim jeste?my tak na prawd? i co uwa?amy za wa?ne, oraz o tym gdzie kierujemy uwag? naszego cia?a energicznego. Niemniej mówi o nas to, co zosta?o przeoczone przez nasz? uwag?, to co przechodzi obok nas. Carlos Castaneda mówi?: " ile zadziwiaj?cych, wstrz?saj?cych rzeczy jest wokó? nas - a my nie zwracamy na nie ?adnej uwagi ! "

Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
bielik110, Warrior-Traveler
set.h
post 17.12.2012 - 21:05
Post #7


instytutnoble.pl
Ikona Grupy
Grupa: OOBE VIP
Punkty prestiżu: 523

Notatnik


CYTAT(Neurocosmic @ 17.12.2012 - 17:40) *


Nie wiem czemu wszyscy uwzi?li si? na cytowanie tego artyku?u jak tylko pojawi si? temat Castanedy :). D
W sumie dla znaj?cych nauki mistrza Juana to co robi? Castanaeda by?o ?cie?k? wiedzy i mocy. Te opisane dzia?ania niestety nie mieszcz? si? w ramach "normalnego" spo?ecznego ?ycia. Artyku? poniek?d potwierdza prawdziwo?? ?cie?ki jak? pod??a? Castaneda.
Pranie mózgu, psychiczne zn?canie, presja psychiczna to typowe okre?lenia na to czym pos?ugiwa? si? Castaneda ale tak samo wobec niego post?powa? don Juan.
Wst?puj?c na ?cie?k? wiedzy czarownik musi "wypra?" swój umys?, uwolni? swoj? wol? i zatraci? w?asn? wa?no?? i pró?no??.

PS
Ciekawe jak ludzie potrafi? ?atwo poddawa? si? byle krytycznemu artyku?owi i od razu negowa? ca?y dorobek cz?owieka.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
3 Dzięki set.h za ten przydatny wpis:
bielik110, sunstone, Warrior-Traveler
.
post 17.12.2012 - 21:12
Post #8


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 526

Notatnik


Don Juan obecnie :)

-> http://www.obeforum.pl/sztuka-snienia-f111...cnie-t2487.html
Go to the top of the page
 
+Quote Post
3 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
bielik110, sunstone, Warrior-Traveler
sunstone
post 18.12.2012 - 00:05
Post #9


Cz?onek Rodziny
******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


CYTAT(Neurocosmic @ 17.12.2012 - 21:12) *


czyta?e? to ?
ten ?ni?cy jest niesamowity, dzi?ki za linka Neurocosmic !

Set.H ,powiem ci szczerze ?e nie czyta?em niczego bardziej wci?gaj?cego od ksi??ek Castanedy. Czyta?em kilkakrotnie wszystkie i zawsze czuj? si? jak bym czyta? pierwszy raz, przy tym zawsze odkrywam ?e zapominam ogrom szczegó?ów. I jest dos?ownie jak napisa?e?: "Te opisane dzia?ania niestety nie mieszcz? si? w ramach "normalnego" spo?ecznego ?ycia" , poprostu nie da si? zastosowa? do wszystkiego a mo?e szkoda nam zostawi? wszystko i odej?? w ?ycie samotnika gdzie? zdala od ludzi ?yj?c w celibacie.

Pozdr.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
3 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
bielik110, Neurocosmic, Warrior-Traveler
sunstone
post 18.12.2012 - 23:37
Post #10


Cz?onek Rodziny
******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 71

Notatnik


O ?mierci.

Pierwszy etap to plytkie zaciemnienie. Natomiast drugi etap jest tym prawdziwym, gdzie czlowiek spotyka sie ze smiercia. Po pierwszym zaciemnieniu nastepuje krótki moment, w którym odkrywamy, ze w jakis sposób znowu jestesmy soba. Potem smierc uderza w nas z cicha furia i moca tak dlugo, az rozpusci nasze zycie w nicosc.
--------------------------------------------------------
Jednak w momencie smierci uczucia rozdzielaja sie i zaczynaja poruszac sie niezaleznie, jakby nigdy nie stanowily calosci.
--------------------------------------------------------
Don Juan wbil mi do glowy, ze wojownikom zawsze towarzyszy u boku smierc i ze swiadomosci, ze jest ona tuz przy nich, czerpia odwage, dzieki której potrafia stawic czolo absolutnie wszystkiemu. Don Juan mówil, ze smierc jest najgorsza rzecza, jaka moze nam sie zdarzyc, a poniewaz jest to nasz los, którego nie mamy mocy zmienic, jestesmy wolni; ci, którzy stracili wszystko, nie maja sie juz czego bac.
--------------------------------------------------------
Zawsze chcialem cie przekonac, ze wiedza o naszym bliskim, nieuchronnym koncu jest zródlem trzezwosci umyslu, i dlatego uczylem cie bardzo wielu rzeczy dotyczacych smierci. Najkosztowniejszym bledem, jaki my, zwykli ludzie, mozemy popelnic, jest zywienie nadziei, iz jestesmy niesmiertelni - zupelnie jakbysmy wierzyli, ze jesli nie bedziemy mysleli o smierci, uchronimy sie przed nia.
--------------------------------------------------------
Czarownicy przez wszystkie wieki mawiali, ze ujrzenie wlasnej smierci jest najbardziej otrzezwiajacym widokiem, jaki tylko mozna sobie wyobrazic. Co jest nie tak z nami ludzmi - i bylo nie tak zawsze, od niepamietnych czasów - to to, ze choc nigdy sobie tego nie powiedzielismy wprost, jestesmy niejako przekonani, iz wkroczylismy w kraine niesmiertelnosci. Zachowujemy sie tak, jakbysmy nigdy nie mieli umrzec - cóz za infantylna arogancja!
--------------------------------------------------------
Jesli odnosimy na jakims polu zwyciestwa - kontynuowal don Juan - nie mamy nikogo, kto szeptalby nam do ucha, ze nasze zwyciestwa sa ulotne. I tu wlasnie czarownicy sa góra; jako istoty zdazajace ku smierci maja kogos, kto szepta im do ucha, ze wszystko jest efemeryda. Tym kims jest smierc, doradca, który cie nigdy nie zawiedzie, jedyny, który nigdy cie nie oklamie.
--------------------------------------------------------
I znowu wrócilismy do historii tych dwóch kotów - powiedzial. - Musimy wierzyc, ze Max uswiadomil sobie, co podaza jego tropem i tak jak tamten lezacy mezczyzna, mial dosc mocy, zeby przynajmniej wybrac miejsce swojego konca. Ale byl jeszcze drugi kot, podobny do tych ludzi, których smierc zaskoczy w samotnosci, gdy nieswiadomie beda wpatrywac sie w sciany i sufit obskurnego, pustego pokoju.
--------------------------------------------------------
Balem sie, ze przez wlasna glupote strace swoja szanse na wolnosc i powtórze zycie mojego ojca. Zauwaz, ze w zyciu mojego ojca nie bylo nic zlego. Jego zycie i smierc nie byly ani lepsze, ani gorsze niz zycie i smierc wiekszosci ludzi; istotne jest jednak to, ze mój punkt polaczenia przesunal sie i pewnego dnia uswiadomilem sobie, iz zycie i smierc mojego ojca nie byly warte funta klaków, ani dla innych, ani dla niego samego.
--------------------------------------------------------
end of message.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki sunstone za ten przydatny wpis:
Madlene26, PigsOnTheWings
Karamoon
post 28.04.2013 - 19:15
Post #11


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 56



Ten link to DNA Castanedy:

http://spacernp.w.interia.pl/infodjw.html

Go to the top of the page
 
+Quote Post
2 Dzięki Karamoon za ten przydatny wpis:
Madlene26, PigsOnTheWings
Karamoon
post 21.03.2014 - 10:12
Post #12


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 56




Sentencje.

Para mi solo recorrer los caminos que tienen
Corazón, qualquier camino que tenga corazón
Por ahí yo recorro, y la única prueba que
Vale es atravesar todo su largo. Y por ahí
Yo recorro mirando, mirando, sin aliento.

Ja w?druj? tylko po ?cie?kach
obdarzonych sercem, po ?cie?kach,
które mog? mie? serce. Po nich w?druj?,
bo przemierzy? je do ko?ca to jedyne wyzwanie
warte podj?cia. Oto któr?dy w?druj? i patrz?,
patrz? z zapartym tchem.

Don Juan Matus


Odda?em si? mocy, która kieruje moim losem.
Nie mam nic, wi?c niczego nie musz? broni?.
Nie ma we mnie my?li i dlatego widz?.
Nie boj? si? niczego, wi?c pami?tam siebie.
Samotny i swobodny, przemkn? za plecami Or?a i stan? si? wolny.

Ya me di al poder que a mi destino rige.
No me agarra ya de nada, para asi no tener nada que defender.
No tengo pensamientos, para asi poder ver.
No temo ya a nada, para asi poder acordarme de mi
me dejara el aguila pasar a la libertad.

Carlos




Go to the top of the page
 
+Quote Post
5 Dzięki Karamoon za ten przydatny wpis:
bielik110, g00rmik, Madlene26, Neurocosmic, PigsOnTheWings
pigsonwings
post 22.03.2014 - 09:50
Post #13


haereticus
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 878

Notatnik


I to nawet nie chodzi o to ?e Don Juan Matus to na 90% posta? fikcyjna nad czym rozwa?ali si? lingwi?ci i wielu znawców literatury(m.in zna? on wiele poj?? europejskich stwierdze?, które nie mia? prawa wiedzie?, meksyka?ski szaman), jego filozofia to zlepek ró?nych nauk, wielokrotnie bra? z nich to co najlepsze, Castaneda by? jednym z genialniejszych antropologów. Wykreowa? wiele ?wietnych stwierdze? i ?wietnie pisa?, a te wszystkie zarzuty w jego stron? ju? nie s? s? tak istotne wobec jego twórczo?ci.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
bielik110
post 22.03.2014 - 21:56
Post #14


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 1150



Tak sie zastanawiam:) co jest rzeczywiste

Czy jest to,to w co wierzymy:) bo to jest chyba nasza rzeczywisto??:)

Czy to co mówia nam ?e jest rzeczywiste:)o rzeczywisto?ci ?
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki bielik110 za ten przydatny wpis:
Foks
Zielarz Gajowy
post 22.03.2014 - 22:12
Post #15


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 6184



Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki Zielarz Gajowy za ten przydatny wpis:
bielik110
Karamoon
post 24.03.2014 - 12:26
Post #16


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 56



Pytanie do praktykuj?cych ?cie?k? Castanedy.

Co uda?o si? wam osi?gn?? ?

Ja potwierdzam "?nienie" dzia?a. (bramy snu, wpatrywanie si?)

A pytam o inne zdolno?ci np. widzenie energii, zdolno?? wyboru miejsca mocy, magiczne przej?cia, zatrzymanie ?wiata itp..
Go to the top of the page
 
+Quote Post
pigsonwings
post 24.03.2014 - 19:17
Post #17


haereticus
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 878

Notatnik


Metoda odnajdywania r?k we ?nie to klasyka :) aczkolwiek mimo i? ca?y "rozwój duchowy" to ?cie?ka do odkrycia nowych dozna? ku egocentryzmowi, grunt to poczu? w?asne jestestwo, nogi,r?ce, g?ow?, palce. S?ysze? zamiast widzie?. Trzeba zacz?? czu? siebie, a ten ca?y nat?ok tylko obserwowa?.

Zielarz te wszystkie "przewodniki rozwoju duchowego" mo?na by skróci? do co najwy?ej paru wyrazów lub paru zda?.

Pod??aj za intuicj?, b?d? dobrym cz?owiekiem, nie ?a?uj swoich decyzji i nie czy? drugiemu co tobie nie mi?e.

Nie ma potrzeby si? tyle produkowa? ile to wielu autorów zwyk?o robi?. Jeste?my tylko lud?mi "zwierz?tami rozumnymi" a mo?e a? lud?mi? wybór nale?y do nas.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Garot
post 25.03.2014 - 00:42
Post #18


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 298



Chyba zwierz?tami nierozumnymi xD
Go to the top of the page
 
+Quote Post
p?ywak
post 26.03.2014 - 21:24
Post #19


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podró?nicy
Punkty prestiżu: 138

Notatnik


chc?c pod??a? ?cie?k? Castanedy trzeba si? niestety wyrzec spraw materialnych, rodziny, dawnych przyjació?, najlepiej tam pojecha? i ca?e ?ycie bada?, mo?e staniesz si? te? szamanem. Dla wspó?czesnego Europejczyka rzecz nie do osi?gni?cia, to jakby przej?cie do innego ?wiata, którego nie potrafimy ogarn??, dlatego wydaje nam si? fantazj?. Eksperymenty ze snami s? nam znane i wiemy czego si? spodziewa?, równie? dobre wskazówki do ?wicze? s? nam przydatne, lecz literackie opisy z pobrze?a fantazji trzeba traktowa? z poziomu wiary, czyli albo wierz? albo nie, w zale?no?ci od moich przekona?, pogl?dów i do?wiadcze? ?yciowych. To tyle.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Krukos
post 27.03.2014 - 17:09
Post #20


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 1936

Notatnik


brakuje tu jakiej? logiki w tej ksi??ce, wychodzi ze trzeba sta? si? ascet? i jednocze?nie pragn?? tych korzy?ci o jakich mowa w ksi??ce
Go to the top of the page
 
+Quote Post
.
post 27.03.2014 - 21:08
Post #21


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating
Punkty prestiżu: 526

Notatnik


Muzyka inspirowana tekstami Carlosa Castanedy:
Michael Stearns & Ron Sunsinger - Sorcerer
http://chomikuj.pl/CzyToSen/M+u+z+y+k+a+*e...Sorcerer+(2000)

CYTAT
After six years without any new recordings, pioneering ambient artist Michael Stearns has unleashed a torrent of music with three releases on his own Earth Turtle label and this CD with Ron Sunsinger on Spotted Peccary. In a way, Sorcerer is an extension of their 1994 album, Singing Stones, but Sorcerer is an even more abstract and experimental work. Inspired by the spiritual writings of Carlos Castaneda, Stearns and Sunsinger create a dark and perilous world. On an album that's more sound design than music, they mix electric and acoustic sounds from prepared guitar to bowed metal with environmental recordings. Electronically processed, reversed, and otherwise distorted, they emerge with a surrealism that makes Dali seem like a hardcore realist painter. There are no rhythms to grab onto and no melodies to speak of until the very last track, when Peruvian shaman Don Augustine Rivas sings an Ayahuasca Icarro song. Until that respite, it's a tableau of demonic groans, shuddering metal on metal, and turbulent free falls, all orchestrated into a shifting, enveloping, and precarious soundscape. --John Diliberto
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki Neurocosmic za ten przydatny wpis:
Moeritherium

2 Stron V   1 2 >
Reply to this topicStart new topic

 

Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park