Notatnik Neuro.


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

22 Stron V   1 2 3 > » 

entry 17.07.2018 - 17:22
Dziewczynka leci na czymś (na miotle?) w kierunku księżyca. Scenka jest rysunkowa, widać same kontury. Wlatuje w księżyc. Po wylądowaniu wszystko staje się normalniejsze, nie jest to już rysunek. Typowo senna atmosfera, lekka mgiełka albo kurz, możliwe, że świeci perłowo różowe światło. Ta dziewczynka razem z innymi chyba trzema dziewczynkami biega wokół czegoś podobnego do stołu. W miejscu tym rosną rośliny lawendopodobne. Dziewczynki radośnie wykrzykują "lawenda!, lawenda!, lawenda!". Jedna z nich próbuje roślinę i mówi, że smakuje jak ryba. Wtedy wszystkie wybiegają ścieżką między krzakami. Biegną jakimś wysoko zawieszonym chodnikiem, zakończonym urywającymi się długimi deskami. Dziewczynka chcę pokazać pozostałym jak to ona się nie boi wysokości. Jednak się cofa i nie idzie po tej najdłuższej desce zawieszonej wysoko nad ziemią. Dwie koleżanki mówią, że już późno i wracają do domu. Jedna zostaje z nią i schodzą schodami. Po lewej stronie stoją ściany z półkami, jedna część pełni funkcję biblioteczki. Biegną zobaczyć jakie książki są tu na księżycu. Jak już się tam zbliżyły, okazało się, że książki zamieniły się w słodycze. Nie wiedziały co wybrać, a może nie miały ochoty na nic. Zaczęło się ściemniać.

entry 15.07.2018 - 12:47
Siedzę na kanapie i oglądam jakiś film. Najpierw jest pokazany widok na jakieś miejsce, które wydaje mi się prawdziwe, znajdujące się, gdzieś w okolicy, chociaż nigdy tam nie byłem, wydaje się jakby to była grafika komputerowa. Jednocześnie myślę, że albo to jest kamera pokazująca aktualny obraz albo to ja tam się znajduję. Wiem, dziwne. Widziałem jeszcze jakiś napis, ale nie pamiętam. Zaczyna się scena. Do sklepu wchodzi dziewczynka, chce coś kupić. Sprzedawczyni to starucha. Dziwnie wygląda, nie ma policzka z jednej strony i wszystko jej w środku widać. Dziewczynka dotyka za kawałek wiszącej poszarpanej skóry, ale szybko cofa rękę. Teraz dzieje się to w spowolnieniu. Myślę, że to chory migdałek czy coś wystaje. Niestety jest to coś straszniejszego. Nagle z gardła tej starej kobiety wyłazi ogromnej wielkości robal, przynajmniej taki wielki jak ona sama. Atakuje tą dziewczynkę. Ona jednak ma super moce i wywołuje falę uderzeniową, która niszczy tego stwora. W między czasie psuje się dźwięk i obraz w filmie i to, jak ta dziewczynka się obroniła zobaczyłem później. Chcę zgłośnić dźwięk głosów, ale nadal coś cicho mówią postacie. Przełącza mi się na zapowiedź czegoś podobnego do "Final Fantasy" przemieszanego z innymi filmami akcji. W pilocie na dole włącza się dotykowy ekran, przełączam na coraz to następne ekrany, pokazują mi się różne przyciski suwaki, nawet jest interfejs wzorowany na kasecie z muzyką. Nic nie działa. W końcu jakoś przeskakuje znowu do tego filmu. Teraz jestem w nim trochę bardziej. Każę uciekać innej dziewczynce, bo tu zaraz ten potwór będzie szalał. I wtedy właśnie tamta wcześniejsza dziewczyna zabija potwora. Widzę przez chwilę świetlisty dysk energii wytworzony przez nią, podobny do tarczy niebieskiej gwiazdy. Słyszę też dźwięk, coś jak grzmot. Dalej urywa film i przeskakuje do innej o wiele dalszej scenki. Ta kobieta przegląda się w lustrze, jest trochę niezadowolona z czegoś, może zdziwiona. Nie ma już dziury w twarzy, została odmłodzona, rosną jej długie włosy.

entry 03.07.2018 - 12:10
Miałem pusty zeszyt. Na pierwszej stronie jakiś gryzmoł, którego niby ja narysowałem długopisem, chociaż tego nie pamiętałem. "Rysunek" wyglądał jak planeta z pierścieniem wokół niej. Co najdziwniejsze było to, że jak poruszałem zeszytem to jednocześnie ta niby planeta także się obracała, chociaż przecież był to 2D gryzmoł. Nie zastanawiałem się nad tym głębiej. Na drugiej stronie też coś było, jakieś figury, kwadraty czy coś tam. Chciałem je połączyć liniami używając do tego linijki, ale przerwałem to, bo przecież ten zeszyt był do tego potrzebny i nie powinienem marnować miejsca na takie gryzmoły. Do czego ten zeszyt miał służyć, to jednakże ja tego nie wiedziałem...

Ktoś wyprowadzał w domu wilczura. Wybiegłem z domu, bo się przestraszyłem, że pobiegnie za mną (niezupełnie był taki powód, miałem świadomość, że to sen), chociaż nikt u mnie nie posiada żadnego psa. Myślałem pobiec na górę klatki schodowe, zajrzeć do czyjegoś mieszkania. Zmieniłem jednak zdanie i wyskoczyłem przez okienko na półpiętrze. Ukazał mi się zupełnie inny widok niż jest w rzeczywistości. Stały tam wysokie budynki z ciemnymi dużymi oknami (a może drzwiami?). No i jak wyskoczyłem z tego okna to podczas lotu wyobrażałem sobie, że jestem jedną z postaci z filmu "Matrix" i wskoczę do jednego z tych wielkich czarnych okien, przekoziołkuję się w dół po schodach i odwrócę się z wyciągniętymi przed siebie pistoletami. Nic z tego się nie stało, a lot wyglądał bardziej jakby sam ten budynek się płynnie do mnie przybliżał. Na dodatek zwiewało mnie w lewą stronę. Nie wiem czy wszedłem przez, któreś z okien, bo nagle pojawiłem się na ulicy. Budynki mieszkalne były zbudowane z cegły, przypominały zamki. Wszędzie na linkach pełno suszących się ubrań. Bloki-zamki połączone były na różnych poziomach, nie wiem jak to nazwać, mostami czy korytarzami. Z tyłu za mną zobaczyłem oświetloną światłem słonecznym ścianę, całą zamalowaną. Był napis "Sunday" i drugi obok, chyba "July". Rozejrzałem się i dotarło do mnie, że wszystkie te ceglane ściany miasta są całe w graffiti. No i idę tą uliczką. Wszędzie pustki, nikogo. Pomyślałem sobie, że to chyba Gdańsk. Za chwilę dostałem potwierdzenie w postaci kolorowej naklejki na szklanych drzwiach cukierni. Był na niej napis "Gdańsk City" (albo Danzig?). Dalej sobie idę i sen się urywa.

entry 20.06.2018 - 13:20
Przeglądałem jakąś książkę. Czegoś w niej szukałem, informacji. Czułem przy tym niepokój. Prawdopodobnie wiedza zawarta w tej księdze sprawiała niepokój, coś było w niej strasznego...

Był wieczór. Ktoś przyszedł, bałem, że chcą zniszczyć drzewka, które posadziłem. Widok zasłaniały jakieś wysokie drzewa, nie rosnące w tym miejscu. Widziałem to jakby się działo dalej niż w rzeczywistości by się mogło dziać. Dziewczyna popchnęła chłopaka, a ten wpadł do morskiej wody, która właśnie przypłynęła na brzeg. Nie zastanawiałem się nawet, że tam gdzie mieszkam nie ma plaży, ani morza i się obudziłem.

entry 02.06.2018 - 12:22
W mieszkaniu było pusto albo prawie pusto, remont miał być czy coś. Przyniesiono kilka worków z białym proszkiem. Nie miał być do jedzenia, mama powiedziała, że do czegoś będzie użyty, chyba jako cement. Gdzieś poszliśmy. Była ciocia z wujkiem i jeszcze ktoś. Ja mówię o tym proszku, automatycznie zamieniając jego nazwę na cynamon*. Coś tam mówię o tym cynamonie, ciocia i wujek też, że cynamon to, cynamon tamto. Popijają wino. Wszyscy się śmieją. Aż tu nagle przychodzi policja lub się zbliża. Idę szybko do domu. Dziwię się, że przechodzę przez różne miejsca, których tam nie powinno być. Przecież byłem niedaleko domu. W sumie się zastanawiam, gdzie ja byłem. Nie wiem. Worki "cynamonu" są pośpiesznie ukrywane. Ktoś jednak odsypał sobie trochę do małego woreczka i tak zostawił między półkami. Przychodzi pani (z policji?), a ten woreczek na wierzchu. Udaję, że to mąka czy coś innego. Ona wychodzi, ale każe mi z nią iść. Nie idę. Jak już wyszła popijam ten cynamon winem, chociaż nie pijam wina, a co dopiero cynamon. Przychodzi czarnoskóry policjant i pyta się mnie jak działa islam. Odpowiadam, że nie wiem, no bo nie wiem o co chodzi nawet. On już tłumaczy, że jak zabraknie cynamonu to islamiści się źle czują, może nawet umierają. Wiedziałem już, że inni policjanci zabrali te worki z cynamonem i oddali w ręce islamistów.

Coś się działo w autobusie.

Dziewczynka i jej rodzice trzymając się za ręce skoczyli w przepaść. Na dnie była woda. Odczułem ten skok jakbym to ja skoczył.

*cynamon = kokaina

entry 28.05.2018 - 14:02
Na trawniku przed moim oknem coś się działo. Było słonecznie. Wyjrzałem przez okno, a tam jakaś pani (sąsiadka?) coś robi z roślinami. Dechy były poukładane wokół, którychś roślinek bliżej okna, że niby dla ochrony, potem zostały zabrane. Wyszedłem przez okno na trawę. Wydaje mi się, że niedaleko było jezioro i widać jak zaczynał się las. Przyszedł jakiś dzieciak. Potem zaczęliśmy kopać dół. Użyłem "mocy", aby szybciej szło. Dokopaliśmy się do 8 metrów głębokości. Nie wiem co tam było na dnie. Jednak, nie patrząc, zacząłem za pomocą telekinezy wyciągać różne rzeczy na powierzchnię. Znaleźliśmy kilka sztabek złota, na których widniały wybite wizerunki jakichś królów. Były bardzo stare, średniowieczne, a może i starsze. Wiedziałem, że dzięki temu, że są takie stare będą uznane za cenniejsze niż tylko, gdyby było to zwykłe złoto. Powiedziałem mu, że podzielimy się pieniędzmi.

entry 19.05.2018 - 20:42
29-03-2017

Na półce, albo takiej półko kanapie, leżała moja kotka. Na drugiej, trochę wyżej, także leżała ta sama kotka. Coś mi się poplątało to z nazwą jakiejś gry, i że jedna kotka miała taką wersję, a ta druga nowszą wersję. Byłem trochę zdziwiony, a może nawet zaniepokojony, bo nie wiedziałem już, która to ta prawdziwa. Później jechałem autobusem i opowiadałem dwóm takim co siedzieli przede mną o tym śnie, o tej grze, kotce i jeszcze czymś więcej czego już teraz nie pamiętam, chyba coś z lasem. Dalej jak jechałem to widziałem, co zwróciłem im uwagę, dziwny trzyczęściowy autobus. Wjechał do uliczki, gdzie nie jeżdżą autobusy. Wił się i falował jak wielki robal, a na nim siedziała jak na koniu jakaś pani, którą w tym śnie znałem. Chwilę się zastanowiłem, ale wydało mi się wszytko normalne. W innej części snu wstałem z łóżka i wyszedłem przez okno na trawnik. Było ciemno. Myślą przeniosłem się poza żywopłot, gdzieś dalej. Znalazłem na ziemi dwa pojemniki z jakimś płynem w sprayu. Nie wiem w jakim celu przez cały czas na siebie tym psikałem. Zrobiło się jasno, wszystko wydawało się bardzo rzeczywiste i jednocześnie dziwne, wydawało mi się, że już śnił mi się podobny sen, wywołujący podobne emocje. Dużo osób się przechadzało przy ulicy. Ciągle byłem skupiony na tych dwóch pojemnikach. Przeniosło mnie wtedy na drugi koniec miasta do mieszkania cioci. Nikogo nie było, balkon był otwarty, wiał lekki wiatr. W końcu otworzyłem te dwa pojemniki. Wylałem całą zawartość na głowę. Czułem przyjemny, chłodny płyn ściekający po mnie.

08-04-2017

Byłem w nieznanym mi mieście. Zupełnie nie pamiętam co tam robiłem. Pamiętam jedynie jak znalazłem się w ukrytym miejscu tego miasta. Widziałem (później wyglądało to jakbym oglądał na telewizorze) jak idzie jaszczuropodobna postać wzdłuż ściany. Nie miała ogona, całe jej ciało pokrywały zielone łuski, miała kołnierz z łusek. Jaszczur stanął przed piramidą podobną do piramid Majów. Nagle w tą piramidę trafia pionowy słup energii. Lektor opisywał co się dzieje, pamiętam tylko, że to ma jakiś związek ze Słońcem. Potem byłem razem z siostrą przy przystanku, znajdującym się niedaleko tego miasta, ale już zwykłej jego części. Opowiadałem jej co widziałem i tłumaczyłem jej, że to się działo po "lewej" stronie rzeczywistości, czyli w innym wymiarze.

13-04-2017

Siedziałem z tatą i coś oglądaliśmy na telewizorze. Było otwierane czerwone wino lub coś podobnego. Nalałem sobie, jednak zamiast do kieliszka lub chociaż do szklanki to do pudełka po jogurcie. Piłem pomieszane razem z jogurtem. Jak wychodziłem z pokoju, zauważyłem różne słodycze poukładane na komodzie.

Udałem się do lasu. Gdy się tak zagłębiałem, zauważyłem coś dziwnego, to przemykał między drzewami drapieżny niebezpieczny dinozaur. Szybko wzbiłem się w powietrze. Niestety leciałem zbyt nisko i ogromny wąż owinął mi się wokół nóg i chyba mnie ugryzł. Obudziłem się.

17-04-2017

Wychodzę balkonem na dwór, wszędzie biało od śniegu. Skądś tam wiem, że ksiądz proboszcz robił coś tam (w sumie nie wiem co) i też mam to robić. Idę, więc pod balkon sąsiadów i szpadlem przekopuję niewielką ilość ziemi ze śniegiem. Idę z powrotem, zatrzymuję się przed żywopłotem i tak przez chwilę stoję. Przechodzę na trawnik i idę przed swoje okno, ale nie wiem po co, to się wracam na balkon. Mama pyta się co ja tak długo tam robiłem. Odpowiadam, że co najwyżej trzy minuty byłem na dworze. To musiało się zdarzyć, gdy zatrzymałem się przed żywopłotem, zasnąłem na stojąco, a gdy się obudziłem wydawało mi się, że to była krótka chwila.

Potem miałem coś takiego, że leżę w łóżku i napiera na mnie jakaś bezkształtna, ciężka do zidentyfikowania ciemna istota. Wyglądała jak czarna plama. Próbuję ją odepchnąć ręką, wcale się jej nie boję, wyobrażam sobie, że tworzę wokół siebie pole ochronne i każę jej odejść. Nagle czuje raczej irracjonalny niepokój, gdy zauważam, że moje ciało się tak na prawdę nie porusza, a ja poruszam fantomowymi, przezroczystymi rękoma. Wydaje mi się, że widzę jeszcze inne przezroczyste istoty (duchy?) i się wtedy budzę.

23-04-2017

Myślałem, że więcej mi się przypomni w ciągu dnia, lecz niestety nie. We śnie był późny, ciemny wieczór, a może i już noc. Na placu pomiędzy blokami byli jacyś ludzie. W którymś momencie, pojawiły się dziwne stwory. Miałem broń, krótki metalowy pręt, który wytwarzał silne wyładowania elektryczne (pewnie to się wzięło po obejrzeniu filmiku o dronie w klatce Faradaya), mogłem także wbić go w ziemię, i za pomocą myśli, kierować strumieniem elektryczności po ziemi, aż do celu. Kilka razy w kogoś trafiłem. Nagle cały plac i chodnik wzdłuż bloków wypełniły najprzeróżniejsze stwory. Skojarzyło mi się to wtedy z bitwą z "Władcy pierścieni", nie mogłem się przyjrzeć nikomu dokładniej, ale miałem pewność, że w większości to byli orkowie. Biegli jedni na drugich. Choć było tak gęsto, to nie zetknąłem, ani nie wpadłem na nikogo. Wszystko to było jak iluzja. Wyszedłem z gęstwiny i szedłem trawnikiem. Ukrył się tam mały, złośliwy stworek, gnom czy coś takiego. Chciałem strzelić w niego impulsem elektrycznym, niestety "różdżka" przestała działać. Wtedy mnie zauważył, ale mu uciekłem. Biegłem, już za dnia, przez całą dzielnicę. Po drugiej stronie ulicy, jacyś chłopacy komuś grozili, że wykurzą ich z tej okolicy i coś tam gadali o podpisach. Zatrzymałem się i usiadłem na ławce. Wciągnęła mnie senna reklama, tam stojąca. Przenikały się w niej dwa obrazy, jeden zaczynający się od lewego górnego rogu, to była kobieta siedząca przy pianinie i grająca, drugiego, tego zaczynającego się od prawego dolnego rogu, już za bardzo nie pamiętam, ale też kogoś tam przedstawiał. I tak siedziałem i się patrzyłem i patrzyłem. I ktoś mnie wtedy obudził...

01-05-2017

Razem z jakąś dziewczyną znaleźliśmy się w niewiadomym, mrocznym miejscu, nic nie było widać poza czarnymi podwójnymi drzwiami. Wcześniej widziałem stos czegoś co miało być strasznymi filmami, horrorami dostępnymi tylko od pewnego wieku. Dziewczyna woła do kogoś za drzwiami, że przyszliśmy w sprawie tych filmów, mam prowadzić dochodzenie. Ktoś stał przy drzwiach, ale tylko czekał i nie otwierał. Dziewczyna mówi, że to właśnie my nie mamy kluczy i prosi, aby nam otworzono. W końcu sam otwieram drzwi, pewnie od samego początku były otwarte. Po lewej stronie stoi małą dziewczynka (skojarzyło mi się z filmem "Ring" :) , kilka razy opiera się dłońmi o drzwi, witając nas w tym czasie i o czymś mówiąc. Kilkakrotnie się to powtarza, jakby  film się zapętlił w tym miejscu, chociaż to ponoć było celowe ze strony tej dziewczynki, aby nadać taki efekt. Wchodzimy, idziemy za nią ciemnymi, wąskimi, krętymi korytarzykami. Coś mi nie dawało spokoju, byłem pewien, że ta "dziewczynka" nas w coś wkręca. W ogóle dziwnie jakoś wyglądała raz jakby poruszała się normalnie, a raz jak gdyby była cieniem przemykającym po ścianach. Przeszła po strumieniu światła okręcającym się wokół śluzy do następnego, głębszego pomieszczenia. Poszliśmy za nią. Poprosiła nas, abyśmy zeszli jeszcze głębiej do mniejszego pomieszczenia, a ona poczeka na nas. Zeszliśmy, ale od razu wiedziałem, że to był błąd, że to pułapka. Widziałem na ścianie zanikający symbol dziurki od klucza. Okazało się, że to była starucha, czarownica, a nie mała dziewczynka. Zasypywała nas piaskiem i gruzem, został jedynie mały prostokątny otwór, w którym mieściła się ręka. Nie wiem co dokładnie zrobiłem, chyba odepchnąłem tą staruchę i jakoś się przemieściliśmy na zewnątrz. Znaleźliśmy się na trawie. Ta stara czarownica chciała nas zabić, chyba jakimiś czarami. Próbowałem w nią uderzyć energią, krzyczałem kamehameha, a nawet moc punktu przesunięcia, czy coś takiego :D. Chyba to nic nie dało, jednak przenieśliśmy się do zupełnie innego miejsca, na razie w miarę spokojnego. Całkiem się rozjaśniło.

Byliśmy w śpiworach, tak mi się przynajmniej wydawało. Ktoś się zaczął turlać w śpiworze i pociągnął mnie za sobą i też zacząłem się turlać. Nie mogłem się wydostać, albo raczej ten ktoś, bo ja byłem już na zewnątrz i obserwowałem. Grupa ludzi leżała w worach, związanych sznurem tak, aby się nie wydostali. Po obudzeniu miałem pewność, że wyglądali jak obcy z filmu "Alien", a nie ludzie.

Sen się zmienił, jakoś tak się złożyło, że siedziałem tej dziewczynie "na barana" i szła z budynku w stronę plaży. Doszliśmy do wody i szliśmy wzdłuż brzegu. Naraz pojawiła się ta "czarownica" i zaczęła nas gonić. Była szybsza od nas i nas dogoniła. Chyba ją odepchnąłem. Zeskoczyłem z dziewczyny i biegliśmy osobno po piasku, jednak wcale nie szybciej. Potem nie wiem co się działo, sen się pewnie zmienił.

Nie wiem kiedy dokładnie to się działo, może później. Byłem w pokoju czy jakiejś sali z kilkoma osobami. Oprócz nas był ktoś niemile się zachowujący (pewnie taka pozostałość po tej wiedźmie), który trzymał widełki stroikowe. Wziąłem je od niego i kilka razy uderzyłem o swoją głowę. Niestety nie wydały żadnego dźwięku. Obejrzałem je, były pogięte, pewnie dlatego nie działały poprawnie. Ten ktoś kazał mi w takim razie wypić olej kokosowy z tych widełek, miało to niby pomóc w ich działaniu…

W następnej części snu stoję przed domem, raczej zwyczajnie wyglądającym z zewnątrz. Z domu wyszła dziewczyna wyglądająca jak aktorka Emma Watson. Czekała na swojego chłopaka. Kiedy przyszedł powiedział, aby poszła z nim na górę, a ona da jej "doładowanie". Poszedłem razem z nimi. Przechodziliśmy przez jakiś długi korytarz, drzwi, potem wchodząc do windy powiedziałem jej, że to doładowanie nie będzie na pewno tym czego się spodziewa. Wyszliśmy z windy, minęliśmy jakąś salę, potem stołówkę (krzesła były poskładane na ławkach, nikogo tam już nie było). Spytałem się jej czy wiedziała, że w jej domu znajduje się stołówka, odpowiedziała, że nie. Potem szliśmy przez następny korytarz, wiadomo było, że to szkoła. Spytałem się jej znowu, czy wiedziała, że w jej domu zmieściła się szkoła, jak się niby tam mógł zmieścić cały budynek szkolny? Na to pytanie także nie potrafiła odpowiedzieć. Szliśmy dalej i się obudziłem.

06-05-2017

Jestem razem z kimś na balkonie. Jest ciemna noc. Szaleje wichura, silny huragan. Latają różne rzeczy, odrywane są fragmenty dachów. Widzę jak spada kilka termometrów. Wchodzę do domu, bo robi się niebezpiecznie. Wiem skądś, że ten wiatr nie jest naturalny, jest wywoływany przez złą, nieludzką postać, znajdującą się na dnie otchłani w oku cyklonu. Trzeba ją powstrzymać przed zniszczeniem świata. Jak zwykle w takim przypadku we śnie, chwalę się jakie to ja posiadam umiejętności i siłę. Włącza się wtedy senna wyobraźnia i spada świadomość, przez co nie widzę co tak na prawdę się tam dzieje. W wyobrażonej scenie posyłam falę energii na samo dno. Huragan ustaje, jednak ta istota tam nadal jest. Udaję się z kimś niby do siedziby tego stwora. Teren pilnują ubrani na czarno, zakapturzeni strażnicy. Niosą niezapalone świece, nie zauważają nas. Wchodzimy do budynku. Idę jasnym korytarzem i ciągle o coś zahaczam. Coś tam spada na jednym stoisku, na drugim wpadam na wywieszone mokre ręczniki, które spadają na podłogę. Kobieta tam pracująca wiesza je z powrotem i zakłopotana podaje mi papiery do wypełnienia. Jest to pismo związane z wypadkami, chociaż to ja poprzewracałem różne rzeczy, to i tak dostanę za to pieniądze, ponieważ byłem ponoć narażony z ich strony na wypadek. Później sen wraca do mojego pokoju. Wszystko w ruinie, stoi tylko ściana z oknami. Byli tu jacyś naukowcy i wsadzili do ziemi pod drugim oknem duży kryształowy kamień, miało to działać jako zatyczka, korek energetyczny niepozwalający znowu się wydostać potworowi na wolność. Pytam się kogoś obok mnie, co z tymi diamentami tam się znajdującymi, można by je sprzedać...

11-07-2017

Podróżowałem razem z trzema żołnierzami, chyba też byłem żołnierzem. Każdy miał mała drewnianą łódkę. Płynęliśmy po rzece. Pogoda była pochmurna. Dalej szliśmy wśród leśnych zarośli piaskową drogą. Dotarliśmy do osiedla. Wszędzie coś wybuchało. Pobiegliśmy na lewo. Działo się tam coś złego, więc jednak zawróciliśmy i pobiegliśmy w odwrotną stronę. Zaczął zawalać się budynek. Przejście pod mostem zasypywało gruzem i ziemią. Oni trzej zdążyli się przedrzeć. Zatrzymałem się przed drzwiami bloku obok, jakby się rozjaśniło. Jakieś dziecko przyszło i coś mi dało. Zastanawiałem się nad tym, że mógłbym wejść do czyjegoś mieszkania i wyjść oknem z drugiej strony skoro przejście pod mostem zostało zasypane. Po jakimś czasie, prawdopodobnie zwiększyła się nieco moja świadomość, bo pomyślałem, że przecież mogę te wszystkie bloki obejść naokoło, a nie przechodzić koniecznie w tym miejscu i się zacząłem budzić.

13-07-2017

Na trawniku zamiast trawy rozsypane gęsto małe różnokolorowe kamyczki, nad którymi kucam i się im przyglądam. Kilka większych ładnych, w tym jeden niebieski, kładę na bok, a resztę mam grabić czy coś. Przychodzi sąsiad z góry i proponuje mi, abym pozbierał więcej kamyków, bo jak nie to będę później przekopywał ziemię w celu poszukiwania jakich kamieni. Jednak więcej nie zbieram, bo mi wcale do niczego nie są potrzebne.

W piwnicy jest mały stolik, a na nim ciasto na talerzyku, filiżanki z herbatą, i szklanka z wodą. Wypijam wodę, reszta nie jest moja i zabiera ją jakaś pani tam mieszkająca.

08-08-2017

Jestem w Nowym Jorku, chociaż tak wcale nie wygląda, nie jest to bynajmniej znane mi miejsce. Idę zatłoczonym placem. Wchodzę do nowo odbudowanej wieży World Trade Center. Na parterze jest apteka. Myślę sobie, że wypadało by coś kupić (ciekawe po co?). Aptekarka pyta się mnie najpierw po polsku i po angielsku, co podać. Jestem pewien, że to Polka. Odpowiadam, że chcę aspirynę. Tak na prawdę to nie wiem po co mi aspiryna, zazwyczaj nie biorę tego. W portfelu okazuje się, że mam złotówki zamiast dolarów, a dokładniej 100zł i drobne. Coś tam mówię nieskładnie po angielsku, że jednak potem przyjdę. Wpadam w panikę, bo nie wiem gdzie zamienić na dolary, po za tym, nie mam wystarczających pieniędzy na bilet powrotny samolotem i dziwię się, że od razu nie zakupiłem. Szybko wracam tym placem, nie wiem dokąd iść. Przechodzę białym chodnikiem kierującym się na prawo od placu. Coś mi się tu zaczyna nie zgadzać, bo skąd ja się tam w ogóle wziąłem w tym Nowym Jorku? Zatrzymuję się, robię TRa zaciskając nos, mogę oddychać. Co za ulga, to sen. Zadowolony, idę tam z powrotem. Tylko tym razem są tam dwa silnie umięśnione wielkoludy terroryzujące ludzi. W im znanym celu chcą się dostać do budynku. Wiem, że nic mi nie mogą zrobić. Podchodzę do nich i okładam z pięści. Nie robi to na nich żadnego wrażenia, stoją zastygnięci. Po chwili jeden się przewraca chrząkając. Zostawiam ich i wbiegam do wieży i do apteki. Zamykam drewniane drzwi (chyba koloru ciemnozielonego). Niestety z nimi był ich posłuszny sługa, raczej słaby, chudy i wysoki, mało mięśni, czyli zupełne ich przeciwieństwo. Jednak pragnie się im przypodobać. Włamuje się przez te drzwi. Przytrzaskuję go i wyrzucam na zewnątrz. Dalej nie pamiętam snu...

14-08-2017

Karuzela lub mały pojazd latający. Lecę gdzieś? Odbieram paczkę. Otwierając pojawiam się przed dużym białym domem, znajdującym się w otoczeniu zieleni. Paczka jest od cioci, myślałem, że dla siostry, ale jednak dla mnie. W środku po prawej stronie coś jakby wizytówka wykonana niby przeze mnie, którą ponoć dałem ponad 10 lat temu cioci. Siostra się dziwi, że co to, aż 10 lat temu? Na tej wizytówce ktoś, chyba ciotka, napisała "Michał", ale skreśliła, bo to przecież nie moje imię. Oprócz tego dorysowany był ludzik z kresek, pewnie przedstawiający tego Michała. W paczce znajdował się bardzo gruby plik papierów w formacie A4, na których znajdowały się różnego rodzaju wzory matematyczne i zadania do wykonania. Chyba się ucieszyłem. Był tam jeszcze drugi, grubszy dwa albo trzy krotnie plik, ale niestety nie zdążyłem sprawdzić co tam było. Potem wreszcie weszliśmy do tego domu, prawdopodobnie był to dom cioci. Był kilkukrotnie większy niż w rzeczywistości. Ja i jakieś dzieciaki zaczęliśmy się bawić. Zabawa polegała chyba na eksplorowaniu tego ogromnego domu. Właśnie wchodziliśmy schodami na samą górę. Interesowały mnie ostatnie ciemne drzwi. Chciałem sprawdzić co się za nimi kryje. Niestety pilnował ich wielki czarny wilczur. Jedno z tych "dzieci" wbiło mu w brzuch ostro zakończony patyk i wszyscy zbiegliśmy śmiejąc się. W połowie schodów odkryłem inne ciekawe drzwi. Wiedziałem, że to jest jakiś ukryty pokój wujka, o którym tylko on wie, że się tam znajduje. Wchodzimy tam. Pokój jest bardzo duży. Kilka razy skręcamy przechodząc do następnych części tego ciągnącego się pomieszczenia. Okazuje się, że jest to jakby wielka biblioteka. Mnóstwo półek, a na nich zamiast książek... alkohol. Różnego rodzaju wódki, wina, szampany, jest też piwo w puszkach (zauważam jedną koloru niebieskiego). Tego jest tak wiele i tak wiele rodzajów, że musiało być sprowadzane z różnych krajów. Jestem pewien, że jak nikt nie widzi, wujek się tam wkrada i zabiera ze sobą jedną buteleczkę i nikt jeszcze nie odnalazł jego sekretnej alkoholowej biblioteki. Dochodzimy do ostatnich drzwi, jest to przejście do jego właściwego pokoju. Usłyszał nas. Uciekamy. Zgaszam kilka świateł, resztę zostawiam zapaloną i wychodzimy stamtąd. Przed drzwiami siedzi ten pies (trochę teraz podobny do krowy), nadal z tym patykiem w brzuchu. Wyciągam patyk i opuszczam to miejsce. Później mam jeszcze jedną senną wizję z tymi alkoholami. Wydaję mi się teraz, że to było na korytarzu, gdzieś na zewnątrz. Wizja jednak szybko się rozwiewa.

02-10-2017

Sen zaczyna się w nieznanej łazience. Przeglądam się w lustrze stojącym po lewej stronie przy zlewie. Mam przeczucie, że moje odbicie w jakiś sposób się zmieni. I tak się dzieje, tyle, że przed lustrem stoi dziewczyna, a ja w oddali jako obserwator widzę jej zakrwawione odbicie. Krzyknęła przestraszona. Odbicie po chwili wróciło do normy. Chciała umyć ręce. Odkręciła wodę, poleciała czerwona. Nie mogła zakręcić przez co krew strumieniem popłynęła za drzwi tworząc na zewnątrz kałużę. Przyszła sprzątaczka. Powiedziała, że tak się dzieje z wodą, ponieważ coś jest nie tak ze stężeniem krwi i poszła poprawiać wężyk przy umywalce. Dziewczyna uwierzyła, że krew w rurach to normalne. Ja natomiast przeczuwałem, że tam panują wampiry. Wyszła, a ja za nią. Szliśmy ciemnym korytarzem. Zaczął nas zaczepiać jakiś wielkolud mający skórę o zabarwieniu oliwkowym. Zaczął się do mnie przymilać. Udało mi się go wyminąć. Przyszli następni, podobni. Pomyślałem, że nie dość, że wampiry to jeszcze geje... Zatrzymali nas tam. Udało mi się jednak odejść i się oparłem o ścianę zamiast wyjść z tunelu. Czekałem na tą dziewczynę. Wydaje mi się, że chyba już zniknęła, ja już byłem sobą. Teraz ci geje wampiry zaczęli jakieś swoje ćwiczenia albo tańce. Jeden z nich był stary i miał grubą szarą skórę jak u słonia.

16-11-2017

Znajduję się w sklepie spożywczym. Za czymś się ukryłem i przykucnąłem. Przyszły dzieci. Za pomocą telekinezy zacząłem lewitować wielkie ciastka w kształcie czerwonych kwiatków albo jakichś zwierzątek znajdujących się na drewnianych półeczkach za szybą. Wręczyłem po jednym takim trzem dzieciom, dzięki czemu miały darmowe ciastka. Wyszedłem z ukrycia i poszedłem na prawą stronę przy drewnianej ladzie. Jedna dziewczyna domyśliła się, że to ja przenosiłem te ciastka i też chciała takie dostać. Twierdziła, że tam w głębi za ladą na stoliku leży ciastko. Stolik był w cieniu, na nim stały różne blaszane garnki. Nigdzie nie widziałem żadnego ciastka. W międzyczasie przechodził sklepowy i jego pomocnica. Jeszcze głębiej zauważyłem takie miejsca jakby piwniczne. Przed drzwiami były postawiane jeden na drugim różnokolorowe szklane wazoniki. Właśnie z tamtego pomieszczenia wychodziła jakaś pani i chciałem jej zrobić żarcik i (oczywiście za pomocą telekinezy) strącić jeden fioletowy wazonik. Niestety runęła cała ścianka wazoników. Tamta pani myślała, że to ona drzwiami przewróciła wszystkie, a ja się powoli wymknąłem ze sklepiku.

Coś tam było jeszcze o tym jak na dużej sali sportowej odbywały się zawody. Ktoś zły (jakaś królowa?) chciał zrobić krzywdę dziewczynce, pewnie tej ze sklepu i ja miałem ją ratować. I możliwe, że nie wyszedłem z tego sklepu tylko przeszedłem właśnie tymi piwnicznymi korytarzami do innego większego budynku.
***


Idę słabo oświetlonym tunelem, pewnie takim pod ulicą. Przystaję na końcu, nie ma tam wyjścia. Opieram się przy ścianie na coś czekając. Ktoś pali papierosa. Przychodzą dzieci, zapewne cała klasa. Jakiś blondyn, którego identyfikuję jako Lajkonika pali swojego e-papierosa, coś tam mówi o liquidach. Inny starszy czarnowłosy chłopak (Slavia?) daje wszystkim dzieciom, a także mnie po dwie słomki. Myślę, że to pewnie oranżada czy coś i wciągam ustami. Tamten co rozdawał te rurki z białym proszkiem pyta się kogoś stojącego bok mnie czy posłodzone jest lepsze i się śmieje. Domyślam się, że to nie żadna oranżada tylko pewnie kokaina. Robi mi się sucho w ustach. Nie wiadomo skąd przychodzi tata i siostra. Tata jest na coś zdenerwowany, pewnie coś podejrzewa. Idę za nimi do wyjścia.

01-12-2017

Dawny kolega przyszedł do mnie na urodziny (chociaż wcale nie miałem wtedy). O czymś tam rozmawialiśmy na kanapie i zajadaliśmy się różnymi słodyczami, kulkami czekoladowymi. Nie wiadomo skąd mieliśmy skrzynkę ze sztabkami złota. Powiedziałem, że jakbyśmy mieli takie sztabki złota (no, ale przecież mieliśmy, więc nie wiem o co chodziło) to byśmy mogli za nie dostać dużo pieniędzy, śmialiśmy się. W którymś momencie, tak się jakoś zapytałem, że może to sen przecież są te sztabki złota, ale chyba nie wziąłem tego na poważnie. Potem on poszedł, niby miałem z nim też gdzieś się przejść, ale chyba zapomniałem. Zostawił mi w prezencie butelkę wódki, schowałem do biurka. Posprzątałem papierki po cukierkach.

22-12-2017

Już w trakcie snu. Lecę z kimś nad miastem. Lądujemy u wejścia dziwnego budynku. Wchodzimy. Idziemy dalej tunelem, jest po lewej stronie w części oszklony. Wydaje się jakbyśmy znaleźli się w ogromnym komputerze. Ludzie przenoszą wielkie podzespoły. Tunel skręca w prawo. Jest ciemniej, ludzie są ubrani w ochronne kombinezony z maskami. Wyczuwam atmosferę niebezpieczeństwa. Może tam jest jakiś trujący gaz? Wracamy. Wychodzimy z tunelu do recepcji. Na stole znajduje się pełno różnokolorowych kulek. Umieszczone są pojedynczo w pojemnikach i zanurzone w gęstym płynie. Każda jest miniaturową planetą. Ten ktoś kto przyleciał ze mną próbuje jedną wyciągnąć. Gestami komunikuję mu, aby tego nie robił, bo włączy się alarm i będzie na nas, albo chociaż na niego. Chyba wyjmuje i szybko wkłada z powrotem. Przychodzi recepcjonista czy ktoś pilnujący tego miejsca. Opowiada o tych planetach. Ludzie, aby się dostać na nie, łączą się umysłami z tymi planetami. Dowiedziałem się, że ta wyjęta przed chwilą to była planeta głównie turystyczna, pełna plaż.

Następnym razem oglądam jakieś zdjęcia. Już wiem, że to nich śnił mi się ten tunel, ponieważ bardzo go przypominają. Po obudzeniu się dochodzi do mnie, że przecież to też mi się śniło.

Z innych snów to pomieszały mi się skarpetki i szukałem odpowiedniej do pary.

Idę ciemnym tunelem. Ktoś straszny mnie goni. Wpadam na nieznajomą dziewczynę. Wyczuwam jej długie włosy. Przytulamy się do siebie i w słabej sennej grawitacji powoli opadamy na łóżko...

Jasny letni dzień. Wychodzę przez balkon na trawnik i skaczę kilka metrów ponad żywopłotem. W trakcie skoku czuję napięcie w mięśniach pleców, przechylam się lekko do tyłu, bezpiecznie ląduję na piasku. Jest tam stary plac zabaw (w rzeczywistości już tylko sama trawa). Zauważam trzy duże kamienie. Postanawiam je później wziąć. Wracam do domu.

28-12-2017

Szedłem chodnikiem, brzydka szara pogoda. Chyba tata mnie, gdzieś prowadził. Doszedłem do jakiegoś budynku we śnie mi znanego, rehabilitacja czy coś podobnego. Wyszła pani, spytała się czy to pierwszy raz. Odpowiedziałem, że drugi i podałem papiery. Wszedłem do wielkiej sali, możliwe, że to była stołówka. Dużo ławek z komputerami, przy niektórych ktoś siedział. Tamta pani podtrzymywała mnie z tyłu. Miałem iść w celu jakichś ćwiczeń. Doszliśmy do komputera z wielkim monitorem. Powiedziała, abym do niego usiadł, ale od razu zmieniła zdanie i miałem iść dalej. Szedłem przy tych ławkach, potem przy końcówce pomiędzy ławkami. Tak podtrzymywany przeszedłem na około tych wszystkich ławek. Znalazłem się przy wyjściu. Na tym wielkim ekranie pojawił się jakiś kwadratowy czerwony symbol. Byłem pewny, że chodziło o to, aby skupiać na nim wzrok. Po chwili zaczęła się reklama. Pokazywana była jakaś młoda pani, a wokół niej krążył dym w różnych odcieniach brązu. To liquidy do epapierosów były reklamowane. Każdy siedzący przy swoim komputerze oglądał właśnie to nagranie ciągle powtarzane. Pomyślałem, że to pewnie jakiegoś rodzaju hipnoza, a ja na szczęście nie wciągnąłem się w to.

04-01-2018

Szedłem sobie w nieznanym budynku i doszedłem do mieszkania sąsiadki obok, chociaż tam nigdy nie wchodziłem. Sąsiadka powiedziała, że czymś tam miałem się zająć i chyba wróci później. Był tam włączony telewizor na jakiejś telenoweli. Włączyła się reklama. Reklamy były dziwnie nagrane, były dopasowane do seriali, w ten sposób, że jak zaczynała się nagle reklama to tak jakby była to kontynuacja tego serialu. Było to celowe, aby nikt nie zauważył, że serial jest tak na prawdę przerywany i aby obejrzano wszystkie reklamy. Potem o tym wszystkim powiedziałem cioci.

12-01-2018

Na i-senie mieliśmy dawać sobie prezenty. Przyszła wampia i przyniosła własnoręcznie wykonaną broszurkę, miała około stu stron, okładka w oliwkowo złotym odcieniu, na okładce lub jej wewnętrznej stronie, zdjęcie wampii, słoneczna sceneria. Powiedziała, że na 50-którejś stronie zrobiła listę prezentów, aby nikt nie kupował takich samych. Otworzyłem tą książeczkę. Kilka pierwszych stron było ręcznie zapisanych niebieskim długopisem na kartkach w kratkę. Część przeczytałem, niestety nic nie zapamiętałem. Dalej tekst był wydrukowany i mnóstwo zdjęć wampii. W przed ostatniej był kawałek pustej kartki włożonej do kieszonki, a na ostatniej jeszcze jedna kartka zapisana odręcznie. Przeglądałem te zdjęcia. Na początku było kilka dużych na całe strony. Raz pokazała się inna dziewczyna. Dalej wampia w wannie schowana za pianą, uśmiecha się. Dużo jej zdjęć także w wannie z kimś innym. Mógł być to Lajkonik, ale chyba nie, bo wyglądał zbyt kobieco. Patrzyli się z tych zdjęć jakby mnie widzieli.

14-01-2018

Miałem, gdzieś lecieć samolotem. Na początku były problemy ze znalezieniem dla mnie miejsca, wszyscy siadali, gdzie chcieli. Przy moim miejscu siedziało dwóch wielkich kryminalistów. Swoje siedzenia ustawili zbyt blisko tych za nimi i nie dało się tam wejść. Jednak, gdy tam przyszedłem przestawili swoje krzesła i sobie poszli. Usiadłem i zapiąłem pasy. Trochę się rozejrzałem. Samolot był wielkim szarym pomieszczeniem, okna były umieszczone wysoko, tak że nie było widać co jest za nimi. Na środku przed nami był ekran pokazujący ogień i wybuch. Wtedy, gdy samolot zaczął się wznosić ten ekran schodził w dół. Spodziewałem się przeciążenia, ale nic nie poczułem.

Wracałem do domu (przed tym było więcej akcji, ale zapomniałem). Ulica przed wejściem była zablokowana, strażacy odgrodzili kilka metrów zasłaniając wszystko szarą folią. Wchodząc pod tą folię zauważyłem jak dwoje małych dzieci zostało wyniesionych i położonych na trawie przy krawężniku, twarze ich były owinięte folią, były martwe. Spytałem się jednego strażaka czy był pożar. Potwierdził i dodał, że najpierw musieli zburzyć mieszkanie sąsiadów. Nie wiedziałem o co chodzi. Wyszedłem spod folii. Próbowałem się przedrzeć z drugiej strony. Tam też przejście było pilnowane. Inni też chcieli przejść. Nie udało mi się i nie dotarłem do drzwi. Wtedy się obudziłem.

10-02-2018

Spotkałem stojącą przed domem ładną dziewczynę (albo chciałem tak ją widzieć, bo wszystko było zamazane). Przytuliłem ją i znalazłem się w łóżku. Ona leży obok mnie. Jest bez twarzy! Przestraszyłem się i obudziłem się.

Szedłem obok wzdłuż ulicy. Nagle po drugiej stronie, zaczęły biec jakieś trzy dzikie zwierzaki. Dwa mniejsze, możliwe, że koty i trzeci większy to był łoś. Łoś przeszedł na moją stronę ulicy, złapał w zęby jakieś nieżywe zwierzę i pobiegł dalej. Uciekałem, bo myślałem, że mnie zaatakują. One chyba raczej nawet mnie nie zauważyły, uciekały przed czymś większym, groźniejszym.

Zacząłem się unosić w pozycji leżącej. Chociaż nie byłem pewny czy się unoszę do nieba czy powoli opadam w stronę wody. Nagle z nieba (lub z wody) zaczęły spadać żółte świetliste krople energii. Unosząc się tak chciałem jak najwięcej ich nałapać.

18-02-2018

Trwa ponowna misja na Księżyc. Astronauci lecą właśnie swoim statkiem kosmicznym. Jest to misja ratunkowa dla Rosjan (albo to ci astronauci lecą tam zamieszkać). Księżyc już dawno został skolonizowany przez Rosjan. Zbudowali swoją Moskwę 2.0. Od wielu lat nie było od nich kontaktu. Teraz właśnie przyleciał jakiś obiekt z kosmosu i wszedł w elektryczną interakcję z Księżycem, przez to ten zaczął się bardzo szybko obracać wokół własnej osi. Jako, że były tam pobudowane niskie budynki, zostały w nienaruszonym stanie (wysokie drapacze chmur mogłyby się poprzewracać). Jedynie w centrum Moskwy, pobudowane były wysokie kolorowe budynki Cerkwi. Nic im się nie stało, ponieważ akurat tam przechodziła ta oś obrotu, takie "oko cyklonu", dzięki czemu uzyskana została stabilność terenu. Na około było widać rozmazujący się obraz obracających się budynków. Po wylądowaniu, przybysze zobaczyli, że jest tam normalna atmosfera i dużo zieleni.

23-02-2018

Dwóch agentów CIA stało na balkonie i sprawdzało śnieg na płocie. Jeden z nich dotknął śnieg gołą ręką i coś go ugryzło albo raczej poraziło prądem. Wiedzieli już, że w śniegu żyją mikroorganizmy, jakieś robale (pewnie zmutowane) z kosmosu. Chcieli to oczywiście ukryć przed wszystkimi ludźmi. Obserwowałem ich i wszystkiego się domyśliłem. Jako, że ich zauważyłem zabrali mnie ze sobą. Udaliśmy się jak najszybciej do ich tajnej siedziby. Po schodach weszliśmy na górę. Weszli oni i zamknęli drzwi, miałem chyba czekać. Jakaś pani pilnująca wejścia otworzyła i zamknęła drzwi dając mi znać, że nie powinienem tam jednak wchodzić. Użyłem telekinezy i udało mi się otworzyć zamek drzwi. Była tam sala jak w szkole i uczniowie, którzy mieli zostać tajnymi agentami uczyli się z książek. Też dostałem grubą książkę. Najpierw przekartkowałem ją zauważając, że zawiera dużo kolorowych zdjęć i stwierdziłem, że zacznę ją oczywiście czytać. Książka zawierała mnóstwo zakazanych informacji, wiedzy ukrywanej przed ludzkością, przez co nie można było jej wynosić na zewnątrz. Wyszedłem na chwilę. W holu siedzieli na kanapach jacyś ludzie. Był tam mój dawny kolega. Chciałem komuś przekazać wiedzę na temat tego, że w śniegu znajdują się te robale czy wirusy, aby ktoś to wiedział, więc mu to powiedziałem. On się położył na kanapie i płakał, nie wiedziałem z jakiego dokładnie powodu. Wróciłem na górę do sali. Powiedzieli nam, że mamy na coś tam tydzień.

06-03-2018

Była bieganina, ucieczka w nocy. Z kimś tam się spotykali w różnych miejscach, coś wymieniali. Krążenie wokół, szukanie innych. Nie wiem jak to opisać, działo się dużo i mało z tego zapamiętałem.

Jakiś starszy zarośnięty facet przed kimś uciekał. Ktoś go obserwuje. On stoi na podwyższeniu na łodzi. Ma przed sobą ekran, pociąga za rączkę i losuje mu się miejsce dokąd ma uciec, chyba gdzieś za granicą. Tłumaczy sobie, że tam na pewno jest jego znajomy wujek, on go przyjmie z przyjemnością. Pokazują się jakby jego myśli. Ten niby jego wujek, bardzo gruby, siedzi na wózku inwalidzkim. Tamten do niego podchodzi i wchodzi do otwartego brzucha wujka. Brzuch się zamyka, przykrywa kocykiem, a inwalida uśmiecha się do kamery.

Ktoś był wolny w jasności. Znalazł setki ludzi uwięzionych w ciemności w podziemiach. Leżeli ciasno obok siebie, nie mogli się ruszyć. W ciemności pojawiło się coś podobnego do wyładowań elektrycznych. Mógł być to zegar z odliczaniem do czegoś, a może kosmiczna mapa przedstawiająca gwiazdy. Tamten powiedział nam uwięzionym (raczej telepatycznie), że na chwilę jak to się stanie (wybuch?), on to odłączy i będzie w stanie to cofnąć.

Mam uczucie wznoszenia się. Widzę drzewa w dole. Mówię siostrze, że oglądam Harrego Pottera i jest ta scena z lotem i pewnie po tym będzie mi się śniło, że lecę. Mam wrażenie, że to blisko plaży. Obserwuję dziwne zdarzenie z wysoka. Z innego wymiaru wyłania się całe miasto, jakoś się usadawia pomiędzy drzewami i szarymi budynkami. Jest żarówiasto różnokolorowe. Mruga, przez co sprawia wrażenie hologramu, jeszcze się nie ustabilizowało. Teraz znajduję się w środku. Są tam małe pomieszczenia z małymi ludkami ubranymi w tak samo różnokolorowe ubrania jak całe to miasto. Jednak grupa w pośpiechu opuszcza pomieszczenie. Zostaje inna i rozsiada się. Mówię siostrze, że jak tamci uciekli to pozostali ci, no, Muzułmanie, muslimy. Ona się dziwnie na mnie patrzy i odpowiada, że to raczej niemożliwe.

W tym miejscu co te ludziki były jest teraz szkoła. Kucam, bo leżą tam jakieś drobne przedmioty, breloczki, np. półcentymetrowe nożyczki. Podchodzi do mnie dziewczyna z plecakiem i albo ona coś mi daje, albo ja jej jedną z tych drobnych rzeczy. Odchodzi pod klasę. Ktoś siedzący na schodach polecił mi, abym uruchomił ten nowy komputer. Ten komputer też jest na tych schodach. Ma jakąś rączkę, na końcu której jest włącznik. Wtedy nie zastanawiałem się nad dziwnym miejscem tego przycisku. Wciskam go i wtedy się budzę.

Przed kimś się jakbym ukrywał w niewielkim pomieszczeniu, będącym prawdopodobnie łazienką. Zamiast typowego wyposażenia jak lustro, zlew, krany, były na całej ścianie zwoje grubego srebrzystego drutu. Pomiędzy tymi drutami dopatrzyłem się słów. Przeczytałem "czas". Coś mi podpowiadało, że jest to związane z podróżą w czasie. Trzeba było to jeszcze włączyć. Bałem się jednak porażenia prądem lub zbyt silnego pola elektromagnetycznego i wyszedłem.

Czytałem jakąś książkę z krótkimi tekstami różnych autorów. Jeden z nich zatytułowany był "Dziedziczka". Autorka przepraszała i chciała zwrócić uwagę na to, że "Dziedziczka" nie jest kolejną częścią "Dziedziczki Hrabiego" tylko osobną powieścią. Nie wiem po co poszedłem do siostry i dałem jej ten kawałek do przeczytania, że niby ona to miała czytać i aby czytała odpowiednie książki w odpowiedniej kolejności. Popatrzyła, ale nie chciało się jej tego czytać.

09-03-2018

Ze statku kosmicznego obserwowałem Księżyc. Zmienił się nie do poznania. Stał się ciemnym półpłynnym jądrem, a wokół niego był stały szary pierścień, podobny do tego wokół Saturna, osadzony na sztywno. Ludzie tam żyjący wyginęli. Została pokazana szczelina głęboka na kilka kilometrów. Została prawie całkowicie zapełniona martwymi ciałami. Na powierzchni można znowu było przebywać jedynie posiadając specjalny skafander. Zastanawiałem się czy to może obcy zamienili Księżyc w wielki statek kosmiczny. I wtedy właśnie dostałem ostrzeżenie, że obcy wtargnęli na nasz statek kosmiczny. Uciekłem do pokoju, gdzie przebywał mały chłopczyk. Zamknąłem metalowo szklane drzwi, ale wiedziałem, że długo nie wytrzymają. Chłopczyk leżący na łóżku, schował się pod kołdrą i wiadomo było, że go nie zauważą i nie schwytają. Postanowiłem zrobić to samo. Niestety nie zdążyłem schować ręki (co pewnie i tak nie miało znaczenia) i obcy mnie wyciągnął. Chciał mnie oczywiście pożreć. Wyrwałem mu się i przebiegłem kilka metrów za drzwi w ciemny korytarz. To dało mi czas na uwolnienie się z ciała poprzez jego rozsypanie w pył. I się wtedy obudziłem.

12-03-2018

Śnił mi się ajsenowy czat. Mieczysław napisał jak zwykle jakieś głupoty wraz z nieznanym (prawdopodobnie nowym) użytkownikiem, który dał link do czegoś na youtubie. Jako, że było rano i jeszcze leżałem w łóżku, pomyślałem, aby zrobić coś do jedzenia. Miałem zrobić przedśniadaniowe kanapki do łóżka. Się zastanawiałem czy dwie czy trzy i czy w ogóle robić, przecież zaraz będzie śniadanie. Poszedłem do kuchni. Przyszło senne myślenie i zacząłem smarować masłem przedramiona. Musiałem sprzątnąć żwirek po kotce. Najpierw starłem masło papierowym ręcznikiem. Była wtedy (we śnie) 6, a może już 8 godzina.

17-03-2018

Przez kuchenne okno wpadało mocne światło słoneczne. Na blacie były porozkładane różne naczynia, talerze. Wpatrywałem się w nie przez jakiś czas. Dopiero po chwili dotarło do mnie co tam się dzieje. Po naczyniach chodziły różne zwierzęta. Dwa ciemnobrązowe ptaki, o puszystym upierzeniu, bóbr i inne robactwo. Te dwa ptaki przeleciały wokół kuchni i wylądowały na stole. Zmniejszyły się i zobaczyłem, że teraz to są zwykłe sikorki (chyba). Otworzyłem okno i zacząłem je zaganiać, aby przez nie wyleciały.

19-03-2018

Pierwszy chyba raz we śnie doświadczyłem czegoś takiego. Idę sobie, a tu się nagle po środku pojawia plama szarości. Zaczyna się to od jaskrawych zielonych liści drzewa i rozszerza się na cały widziany przeze mnie obszar snu. Widzę tylko w odcieniach szarości. Trochę później jest już lepiej, jednak nadal większa część obrazu jest poszarzała, tylko niektóre elementy mają kolor. Wygląda to jak brak synchronizacji kolorów. Do tego dochodzi gorsza widoczność, coś jakby śnieżenie w kineskopowym telewizorze. Schodzę stromą, piaskowo trawiastą górką. Zauważam moje stopy. Nie mam butów i krwawię. Moje ręce są fantomowo przezroczyste. Ktoś mnie podtrzymuje i pomaga zejść. Razem idziemy uliczką.

entry 19.05.2018 - 20:31
15.12.2016

Film

Jest późny wieczór. Rodzice przygotowali sobie łóżko do spania w dużym pokoju i oglądamy film, horror science-fiction. W filmie jest dzień, pojawia się nagłe zagrożenie dal całego świata. Nad blokami wyświetla się hologram. Pokazuje się siwa starucha, ma dziwny podłużny kształt oczu. Obok niej pojawia się coś okrągłego co ma być niby czarną dziurą. Starucha grozi, że wciągnie wszystkich ludzi co nic nie robią i są bezużyteczni do tej czarnej dziury. Zmienia się widok na przestrzeń kosmiczną. Tamta stara wisi w przestrzeni ubrana w skafander podłączony rurą do jakiejś boi także się unoszącej w pustce. Przed sobą ma tylko ekran holograficzny, za pomocą którego właśnie się komunikuje ze światem. Jest smutna, bo chociaż ma taką wielką władzę musi tak unosić się i nawet się nie może normalnie wysrać tylko jej się zbiera w tych jej "kosmicznych gaciach" :D , nawet było widać brązowe…

Kamera znowu pokazuje widok na Ziemi. Są ciągłe informacje o zbliżającej się wielkiej asteroidzie, która ma trafić w planetę. Chyba już trafiła. Jest scenka w zwolnionym tempie. Wydaje się, że chłopczyk zjeżdża po ogromnej zjeżdżali. Jednak coś wybuchła i wybiło wodę. Dzieciak wyskoczył do góry na tej wodzie i spływa wzdłuż chodnika. Śmieje się, jest wesoły.

Następna scenka dzieje się w podziemiach. Dwie kobiety jadą po torach. Ta po prawej krzyczy do tej po lewej, że "nie będziesz pamiętać kim jesteś, nic nie zapamiętasz". Ta druga przestraszona oddaje jakiś czarny kamyk tam znaleziony.

Znowu miasto w dzień. Zmieniają się widoki na różne budynki. Widzę różne loga firm ze zmienionymi nazwami na potrzeby filmu. Mężczyzna podobny do Trumpa mówi zadowolony coś w stylu "dobra robota, drużyno!". W tle widać wielkie czarne stwory unoszące się w powietrzu. W tym momencie tata wstał z kanapy i coś robi na środku pokoju. Zasłonił przez to telewizor. Zobaczyłem tylko czarny ogon wielkiego wodnego stwora chowający się w głębinach. Tata wyszedł na chwilę z pokoju. Zaczęła się druga część filmu niezwiązana jednak fabułą. Obraz był czarno biały. Jakiś młody mężczyzna siedział w barze. Wiedziałem, że będzie się bił, walczył z siłami ciemności. Przypomniało mi się, że przecież już to oglądałem, pierwszą i trzecią część także. Poszedłem do swojego pokoju. Była już prawie północ. W progu stanął tata i coś mówił. Powiedziałem mu, że ten film był na podstawie opowiadań Lovecrafta, przyznał mi rację i dalej coś mówił. Zauważyłem, że przyszła do mnie bibliotekarka i usiadła na krześle przy biurku. Tata nadal coś tłumaczył, mówił o jakimś pływaniu, że jak znajdziesz się tam w wodzie to nie wiesz o co chodzi. Pokazywał na dodatek różne pozy pływackie. To się chyba dotyczyło tego, jak ktoś się obudzi w wodzie i wtedy nie wie skąd się tam wziął. Spytałem się czy to może dzieje się we śnie, ale nie odpowiedział. Podszedłem do bibliotekarki. Miała ubrane czarne błyszczące spodnie. Lekko się uśmiechała. Powiedziałem jej, że u nas w sypialni mieszkała przez lata inna, starsza bibliotekarka (oczywiście w rzeczywistości nie prawa). I nawet nie zauważyłem kiedy się wyprowadziła. Spytałem się jej czy nie przygotować jej łóżka do spania. Odpowiedziała, że sama potrafi się zająć sobą.

20.12.2016

Rytuały

Pilotem przeskakiwałem kanały w telewizorze. Cofałem się w lewo. Pojawiały się różne programy i seriale. W którymś momencie się zacięło, wciskałem i wciskałem, raz lewy, a raz prawy przycisk, nie działało, przez co obraz utknął na jednym kanale. Był program o Macierewiczu. Był on w jasnej, pustej sali. Miał ze sobą młodego asystenta. Razem odprawiali rytuały satanistyczne. Pod koniec ten jego asystent spojrzał do góry (kamera pokazywała widok z góry), szaleńczo się uśmiechnął i otworzył szeroko oczy, było widać jak ma tylko białka. Potem byli komentatorzy i coś o tym opowiadali. Wtedy właśnie mogłem już przełączyć na inną telewizję.

Ściana

Podchodzę z kimś przed drzwi. Oni kogoś chyba szukają. Wchodzę do biura, są tam pracujący ludzie, starszy pan siedzi przed biurkiem po prawej stronie. Dalej jest korytarz, na którego końcu są drugie drzwi drzwi wyjściowe. Wiedziałem, że pobiegły tam dwie kobiety, wydaje mi się, że bibliotekarka i pielęgniarka. Otworzyłem tamtym drzwi i powiedziałem, że to tutaj. Sam pobiegłem za tamtymi kobietami. Dogoniłem je, był wieczór. Wspinaliśmy się po drabinie na dach bloku. Już przy dachu zauważyłem, że ściana jest zbudowana z książek. Sprawdziłem jedną i odłożyłem. Czułem się niepewnie, wydawało mi się, że zaraz się puszczę tej dziwnej drabinki i spadnę. Jedna z nich już usiadła na pochyłym dachu. Czułem, że jak wejdę na dach to się ten cały blok przewróci. I chyba tak się zaczęło dziać. Sen się, można powiedzieć, rozleciał.

27.12.2016

Porachunki

Nieznane okolice, wchodzę do czyjegoś domu na skraju lasu. Przychodzi gangster z kapeluszem na głowie (a może to był szary kaptur?). Jest podobny do aktora Johna Travolty. Ma wspólnika. Wchodzą do domu, mają do załatwienia jakieś porachunki. Zbliża się właściciel domu. Zaczyna się rozmowa (chyba bardziej jest kłótnia, ale nie wiem). Pewien jestem, że chcą go sprzątnąć. Myślę jak mu pomóc, ale nie mam pojęcia i chowam się za kolumną, aby mnie nie zobaczyli. Raz widać właściciela domu, a raz gangsterów. Ciągle jakby się powtarzała ta scena, albo tak długo trwa rozmowa. Wydaje mi się, że tamten ucieka wgłąb domu, a gangster stoi za kolumną i strzela. Po chwili wychodzę zza kolumny, a tam nie ma gangsterów, tylko jacyś zwykli ludzie, którzy dopiero co przyszli i się dziwią. Wcześniej z głębi domu wybiegała dwójka dzieci i się wracała, tak z dwa razy to się działo. Brak rozstrzygnięcia, nie wiem co się stało z gangsterami, ani z właścicielem…

Kroki

Drugi już bardziej świadomy sen. Wstałem z łóżka i przeszedłem przez przedpokój, aż do dużej szafy. Otworzyłem przesuwane drzwiczki szafy i zacząłem pchać tył szafy wraz z ścianą otworzyło się przejście, wąski, ciemny tunel. Normalnie po drugiej stronie tej ściany jest mieszkanie trójki, nie wszedłem tam jednak, ponieważ miałem wrażenie, że się obudzę. Wyszedłem drzwiami na klatkę schodową, idąc schodami na górę słyszałem i czułem własne kroki (myślałem o tym przed snem, aby usłyszeć własne kroki). Wszedłem do mieszkania czwórki, bo jeszcze tam nie byłem we śnie (i w rzeczywistości także). Przeszedłem przez kilka pokojów, aż doszedłem do dużego salonu. Było tam jakieś przyjęcie, urodziny, albo po prostu rodzina zebrała się na święta. Było dużo ludzi, jednak najbardziej zwróciłem uwagę na karzełka siedzącego przy stole i patrzącego się na mnie. Szybko stamtąd wyszedłem.

Chyba się n krótko przebudziłem. Otworzyłem okno i wyskoczyłem na trawnik. Pobiegłem dalej. Zatrzymałem się. Dotknąłem ręką asfaltowej uliczki. Chciałem zafalować nią jak wodą. Kilka razy uderzałem kilka razy i nic, twarde. Potem tylko dotknąłem dłonią i się skupiłem, część ulicy zrobiła się płynna i lekko zafalowała. Słabe to było, kiedyś w innych snach udawało się o wiele lepiej i bez dotykania, widać było nawet różne kolory wody. Biegłem dalej, bo mi się sen kończył. Wbiegłem w drzewa przy ulicy, których było więcej niż w rzeczywistości. Wskoczyłem na jedno, chwyciłem się rękoma, a nogi ułożyłem z przodu na gałęzi, co wyglądało jakbym zwisał z tego drzewa w podobnej pozycji do leżenia na hamaku. Miałem taką myśl, że następnym razem jak zasnę to w tym miejscu się zacznie sen i się obudziłem.

31.12.2016

Wieczór, jadę autobusem trzymając się poręczy. Na przystanku wchodzi tylnymi drzwiami mężczyzna. Woła, aby ktoś z przodu wprowadził wózek z dzieckiem. Wjeżdża wózek, zatrzymuje się obok downa rozmawiającego przez telefon. Tamten facet nie idzie do swojego dziecka (chyba jego) tylko siada na tylnym siedzeniu. Po chwili ja sam znajduję się na tylnym siedzeniu obok niego. Wsiada młoda kobieta z dziewczynką, siadają obok mnie. Dziewczynka siada mi na kolanach, że niby mam się nią zająć na czas jazdy. Siedzenia są dosyć wysoko, a ta dziewczynka niebezpiecznie wychyla się za metalowe poręcze. Nie przytrzymuję jej, a ona robi przewrót w tył i spada na podłogę. Nic się jej nie stało. Mam wrażenie, że wiedziała co robi i wszystko kontrolowała.

Idę plażą, obok mnie przechodzą ludzie, jest słoneczne lato. Przykucam na piasku i biorę kamyk tam leżący. Mam problemy z wyprostowaniem się i spojrzeniem do góry. Pomyślałem, że jak wyciągnę rękę do góry to wzrok skieruje się na tego kamyka. Tak też się stało, chociaż z wielką trudnością, zobaczyłem chmury na błękitnym niebie. Obróciłem się, morze zmieniło się w jezioro z krystalicznie czystą, przejrzystą wodą. Chciałem tam wejść z tym kamieniem. Drogę niestety zagrodził mi ktoś ubrany całkowicie na czarno (jakiś satanista może?). Chciałem, aby mnie przepuścił, a ten zaczął się szyderczo śmiać i złapał mnie za szyję z zamiarem uduszenia mnie. Udało mi się wyrwać z jego uścisku i dalej chciałem iść w stronę wody. Ten znowu chce mnie dusić, więc uciekłem stamtąd. Jeszcze na plaży komuś opowiadałem o tym duszeniu i byłem pewien, że to był jeden z odcinków anime, którego tytułu nie mogę sobie przypomnieć. Długo próbowałem sobie przypomnieć i się przez to obudziłem.

Zrobiło się ciemniej. Trafiłem do dużej sali. Na początku wyglądało to pomieszczenie jak bar. Stał tam długi stół. Byli ta gangsterzy z mafii, którzy sobie imprezowali. Ktoś przyszedł, inny wyszedł i chyba było słychać strzały. Siedziałem obok stołu. Przeglądałem jakieś breloczki w małej drewnianej skrzynce. Wyciągnąłem jeden z czarną kulką. Energicznie wyciągnąłem w górę, aby niby ich postraszyć, że to broń czy bomba. Na chwilę jakby ucichły rozmowy, ale raczej nic nie zauważyli. Schowałem breloczek. Wstałem i przeszedłem kawałek. W rogu była rodzina uwięziona w klatkach. Rozejrzałem się i zauważyłem, ze ci wszyscy "gangsterzy" to potwory wyglądające jak jaszczury. Jeden znęcał się nad człowiekiem. Jak to we śnie wmawiam sobie, że jestem supersilny i wszystkich pokonam. Uderzam każdego po kolei i idę wokół stołu. Robi się jasno. Przy rogu stołu siedzi na podłodze ta dziewczynka z autobusu. Bawi się z małym chłopczykiem cytryną (albo to ona jest tą cytryną?). Idę dalej, uderzam pięściami wszystkich, w jednego rzucam krzesłem. Ale zaraz, to przecież zwykli ludzie i to uczniowie. Widzę teraz, że nikogo nie biłem, co najwyżej lekko popychałem, a to krzesło tylko trochę przesunąłem. Dziwię się, trafiłem do jakiejś klasy. Idę dalej wokół stołu. Już przy drzwiach widzę, że przygotowują muzykę na imprezę. Wychodzę.

Jeszcze było coś o Songo z Dragon Balla. Było mowa, że osiągnął on najwyższy w możliwych poziomów rozwoju i był najsilniejszy z wszystkich istot. Wyglądał dziwnie. Zaczął lecieć nad morzem, a ja za nim, byłem tylko obserwatorem. Ktoś ze statku strzelał do niego. Później on szukał jakiegoś miasta, ale okazało się, że ta bomba co na niego zrzucali zniszczyła wszystko.

04.01.2017

Znowu coś o szkole, chyba podstawowej. Dzieje się to na korytarzu. Albo jest apel albo zwykła przerwa. Po lewej stronie, w dalszej części korytarza niedaleko drzwi, stoi grupka uczniów. Nagle jeden z nich zaczyna się bardzo dziwnie zachowywać. Rzuca się na pozostałych i zaczyna ich gryźć. Ci którzy zostaną pogryzieni oczywiście zamienią się w zombie. My uciekamy razem z nauczycielką. Zatrzymujemy się, gdzieś przy schodach. Z powodu zaistniałem sytuacji pozwala nam wziąć jeden dzień wolny.

Inny sen, ciepłe słoneczne lato. Na trawniku przed blokiem na przeciwko jest wydzielony prostokątny plac. W trawie na kocyku leży dziewczynka. Wydaje mi się, że jest do połowy przysypana piaskiem, jak na plaży. Kilka metrów przed nią, siedzi na wysokim krześle dorosły mężczyzna, prawdopodobnie jej ojciec. O czymś tam rozmawiają. Ma chyba coś nam opowiadać. Potem przychodzi jej brat lub kolega, którego niby znam. Tworzy sobie za pomocą myśli siedzenie z ziemi, też taki sobie robię siadając. Ich tata krzyczy, że nie mamy robić takich rzeczy. Zdenerwowałem się i poszedłem stamtąd. Idę wokół drugiego bloku. Coś tam było o jakimś programie Desktop do zainstalowania. Idę na drugą stronę bloku, za mną jakieś dziewczynki, z nimi chyba idzie ta z trawnika. Patrzę się na las po prawej stronie. One mówią, że coś tam ktoś robi i przez to są wybuchy. Odpowiadam im, że przez cały czas tam coś wybucha.

Idę przy ulicy, patrzę się w dal, zadziwia mnie to jak daleko mogę widzieć. Rozglądam się na około, myślę, aby wejść do lasu, jednak zauważam, że przeniosło mnie na drugą stronę ulicy. Dalej jest albo inny sen albo przeniosło mnie z powrotem przez ulicę. Wchodzę do sklepiku. Chcę wyjść (nie wiem czy coś kupowałem), ale mnie przenosi z powrotem do tej budki sklepowej. Za trzecim razem proszę sprzedawcę, aby mnie odprowadził do domu. Więcej mnie nie teleportuje. Nie wiem czemu, bo w trakcie cofania mnie do sklepu, miałem myśli o tym, że te wszystkie rzeczy z półek sklepowych są wystawione przed drzwiami do bloku i są za darmo. Jak ten sprzedawca mnie wyprowadzał widziałem drugą część sklepu, która nie istnieje na prawdę, miała szklane ściany i widać było sprzęt muzyczny (studio nagraniowe?). Pod nieobecność sprzedawcy jakaś pani brała rzeczy z półek (widać było przez te szyby). Czy kradła czy tylko przygotowywała sobie to nie wiem. Jak doszliśmy do mieszkania to ten sprzedawca zamienił się w sprzedawczynie z innego sklepu.

07.01.2017

Szedłem pośpiesznie pustym, ocienionym korytarzem. Na końcu były dwa ciemne przejścia bez drzwi. Wybrałem te po lewej, uważając je za prawidłowe, chociaż pewności nie miałem. Te przejścia wiele razy powtarzały się w moich snach. Dotarłem do chyba podziemnego bardzo rozległego, jasnego pomieszczenia składającego się z korytarzy, sal, dziwnych schodów. Wszystko to wyglądało jak labirynt. Mam wrażenie, że to miejsce wiele razy mi się kiedyś śniło, nieznacznie tylko za każdym razem zmienione. Ściany były prawdopodobnie białe. Dotarłem tam jako pierwszy, były tylko osoby obserwujące "grę". Wszędzie na około były pozawieszane różnokolorowe elementy, litery lub cyfry albo po prostu kółka. Miałem znaleźć i zebrać jak najwięcej tych zielonych, powiedzmy kółek. Więc chodziłem tam, znajdowałem i zabierałem z różnych miejsc te zielone kółka (były chyba z kartonu). Chyba już znalazłem wszystkie zielone i w tej chwili przyszedł dawny kolega z koleżankami z podstawówki/gimnazjum. Byli to następni "gracze", ale się spóźnili, bo zakończyłem tą grę i wygrałem, dostałem mniej więcej 147 punktów. Przeszedłem na salę sportową, grali tam w koszykówkę. Miałem tam rzucić te kółka żeby się naliczyły punkty, wiec rzuciłem. Było tego więcej niż mi się wydawało. Trochę się zdziwiłem, ponieważ okazało się, że tamci co przyszli dołożyli do tego jakieś trupy. I wtedy pani wuefistka zaczęła się na nas wydzierać...

09.01.2017

Ciemna jaskinia, nie w górach tylko w mieście. Nawet nie zauważyłem kiedy tam wszedłem. Pełno tam ludzi (same najgorsze szumowiny, menele itp.) chodziło w grupkach, tańczyło, gdzieniegdzie dyskotekowe oświetlenie. Ogólnie taka dzika impreza. Wychodzę stamtąd. Jest ciężko, przez niskie przejścia trzeba się co chwilę schylać i muszę się jakoś bokiem prześlizgiwać, czołgać. Widzę, że ktoś z lewej leży przy skalnej ścianie, pewnie piję alkohol. Idę dalej, już myślę, że może wyskoczę i podlecę kawałek, ale nie znowu niskie przejście. Okrążyła mnie jakaś grupka młodszych osób. Jeden z nich miał dwa miecze japońskie, dał mi jeden i powiedział, że będą walki. Przenosimy się do sali jakiegoś budynku. Siedząc na ławce wyciągam miecz z pochwy, na podłogę wypada zatyczka. Idziemy na korytarz. Okazało się, że dał mi lepszy miecz, a miał mi dać ten pusty w środku, nie oddałem mu. Dalej są te niby walki, ale chyba działa tylko moja senna wyobraźnia, pozbawiłem wszystkich mieczy i wygrałem…

Dziwny sen. W sypialni, tej obok łazienki, siedzi dwóch starszych panów, słuchają radia lub rozmowy telefonicznej. Czuć taką atmosferę jak z serialu LOST. Po chwili tłumaczą mi o co chodziło, że to nic tajemniczego. Idę do kuchni, a oni do ubikacji. Zaraz przychodzą do mnie i patrzymy przez okno. Najpierw wydaję nam się, że to wojskowe samoloty lądują. Jednak po chwili przypatrywania się dochodzę do wniosku, że ludzie nie posiadają tak zaawansowanej technologii. Właśnie lądują ogromne pojazdy latające, są częściowo przezroczyste, chyba świecą na lekki fioletowo biały kolor. Są to fraktalne obiekty w kształcie piramid o kryształowej strukturze. Na ziemi stoją już obce humanoidalne postacie, mają świetliste białe ciała. W tej chwili odskakujemy od okna, aby nas nie zauważono i uciekamy z mieszkania. Biegłem po ulicy, po chodniku. Był raczej dzień. Co chwile spotykałem bardzo dziwnych ludzi. Mieli może po pięć metrów wysokości. Byłem pewien, że to z powodu mutacji spowodowanych przez obcych. Zatrzymałem się przy murze obok zwykłych ludzi (albo tacy się wydawali). Przede mną kilka osób zachowywało się bardzo agresywnie. Najpierw wydawało mi się, że chcą zniszczyć tory, ale tam nie było torów. Pomyślałem, że pewnie chcą przeciąć jakieś kable. Za pomocą myśli odrzucałem ich na bok na trawę, szło bardzo ciężko. Ktoś mi nawet mówił, abym to robił szybciej. Odrzuceni, nie wracali.

Przeszedłem przez dziurę w murze. Szedłem przez jakieś wertepy, chodniki, trawniki. Była tam dziewczynka, jej babcia miała ją odebrać ze szkoły, ale ta miała jeszcze rzeczy w szafce i babcia ją zostawiła i wróciła do domu. Pomogłem tej dziewczynce. Otworzyliśmy tą blaszaną szafkę znajdującą się na dworze i zabraliśmy z niej materiałową torbę. Zawiesiłem torbę na kierownicy jej rowerku. Wsiadła na rower i ja chyba także, a może na czas jazdy zamieniłem się w tą dziewczynkę (nie widziałem siebie). Udało się wrócić, jakoś przejechaliśmy dokładnie tą samą drogę, którą przeszedłem. Po drodze spotkaliśmy bawiące się dzieci, w jednym miejscu musieliśmy nawet przeskoczyć tym rowerem z jednego murku do drugiego. Jak już znaleźliśmy się przed blokiem, zawołałem jej babcię, ta wyszła na balkon (pierwsze lub drugie piętro) i coś tam do nas powiedziała, nie zrozumiałem jej, schowała się z powrotem do mieszkania. Nie zdążyłem jej zapytać, przez które drzwi mamy wejść i zadzwonić domofonem, bo były trzy i jeszcze jakieś od elektrycznej budki w ścianie. Dziewczynka chyba nie wiedziała.

13.01.2017

Dom miał schody, ojciec dwóch synów wszedł na piętro i poszedł na sam koniec korytarza, stanął obok otwartego pokoiku bez drzwi, widać było łóżko. Przyszli jego synowie i wbiegli po schodach. Prawdopodobnie byłem jednym z nich albo tylko obserwatorem. Oznajmił im, że wygrał milion w lotto. Jeden z jego synów wskazał na łóżko i spytał się czemu, więc przyniósł to zakryte starą narzutą i w ogóle, że trzeba było od razu kupić jakiś drogi samochód i nim przyjechać, aby pokazać wszystkim w sąsiedztwie jacy są bogaci. Ojciec odpowiedział im, że właśnie nie chce, aby inni wiedzieli cokolwiek o jego wygranej. Wyłożył na szafkę z butami dwie podręczne torby, jedna większa i grubsza druga mniejsza. Wygraną jednak wyjął z kieszeni kurtki, zmieściło się, bo bank wypłacił mu w banknotach każdy po 147 tysięcy…

Pamiętam jakieś urywki, coś mnie chciało wyciągnąć z łóżka, było dużo chodzenia po leśnych i chyba wiejskich terenach. Dużo ludzi, wydaje mi się, że tańczyli. Siedziałem też w barze wśród tłumu ludzi, było nawiązanie do jakiegoś serialu.

Lato, ciepły słoneczny dzień. Stoję nad wielką rzeką i obserwuję kobiety, które przypłynęły w swoich łódkach z drugiej strony. Wydaje mi się, że są to Indianki. Ktoś, chyba narrator, tłumaczy, że przez tą rzekę bardzo trudno się przedostać i trwa to bardzo długo, więc ludzie stamtąd bardzo rzadko tu przypływają, jedynie jak mają taką potrzebę. Wszystkie kobiety były zupełnie nagie. Zauważyłem, że jak jedna z kobiet się uśmiechnęła to było widać błysk metalowego zęba. Inna, gruba kobieta, już wracała. Scenka się przybliża. Ułożyła swoje dziecko do łódeczki (chyba je dopiero co urodziła) i sama też usiadła. Łódka była tak malutka, że tylko to dziecko się pomieściło i ona usiadła na nie, w ten jednak sposób, że go nie przygniotła. Dziecko chwilę popłakało i się uspokoiło. Indiance wystawały nogi na zewnątrz, nie posiadała wiosła, myślę więc, że musiała napędzać łódkę nogami. Nie wiem jak było dokładnie, bo nie widziałem, wiem, że płynęła niesamowicie szybko.

W innym śnie, gdzieś szedłem, chyba do ortodonty. Zatrzymałem się, aby popatrzeć na czarnowłosą dziewczynę z dwójką rodzeństwa (albo to była ich matka), przymierzała lekko prześwitującą, ciemno fioletową bluzkę. Coś tam do mnie zawołała i chwytając mnie za rękę, przyciągnęła do siebie. Uznała, że będzie moją dziewczyną. Spytała się mnie czy ładnie wygląda w tej bluzce, zanim się namyśliłem i jej odpowiedziałem, sama powiedziała, że przecież bardzo ładnie wygląda. Poszliśmy do jej domu. Nie pamiętam co się tam dokładnie działo, ale byłem już niby długo i przypomniało mi się, że przecież idę do ortodonty i nie zdążę, wybiegłem na zewnątrz. Znalazłem się w jakiejś innej społeczności, gdzie mieli dziwne prawa. Nie wolno było oglądać filmów dla rozrywki, jedynie władza je przeglądała w zamkniętym pomieszczeniu. Stałem przed łazienką i wydmuchałem nos, okazało się, że niewolno tego robić nie będąc w łazience. Już wysłano za mną policję, musiałem uciekać. Biegłem na autobus, aby się schować. Niestety nie zdążyłem, bo już odjeżdżał. Wszyscy na mnie wskazywali. Uciekłem do domu tej dziewczyny, nie było jej, tylko jej ojciec i młodszy brat. Schowałem się razem z nim za jego biurkiem. Usłyszałem jak weszło dwóch agentów. Ojciec tej dziewczyny chciał ich zmylić, ale i tak mnie zauważyli. Wyszedłem z ukrycia. Ten agent uśmiechał się i zaczął przyciskać moje zęby swoim palcem, odwróciłem się, coś do mnie mówił, ale nie zrozumiałem. Jakoś udało mi się uciec.

Poleciałem wysoko i daleko, co chwilę lądowałem w nieznanych miejscach i leciałem dalej, bo nadal było niebezpiecznie. Jedno miejsce było w jakiś sposób oddzielone od tego świata snów, osobny prostokątny fragment przestrzeni, był to szary las z chatką czarownicy, jednie się zniżyłem tam, nie lądując, szybko odleciałem. Trafiłem do domku, gdzie pracowali jacyś mężczyźni. Wszedłem, przeszedłem z jednym z nich przez hol i drugie drzwi, poszliśmy na górę schodami. Nie wiem co tam robili. Coś mi powiedziało, że to nie są ludzie tylko roboty i będzie kłopot jak im zdradzę to, że jestem człowiekiem. Jeden z nich kazał mi podejść, to zapcha mi wszystkie dziury. Szybką stamtąd wybiegłem, pod pretekstem, że wychodzę tylko na chwilę, coś wziąć czy coś, jeszcze coś do mnie wołał, ale nie słuchałem. Na zewnątrz już, odbiłem się od ziemi poleciałem. Nie pamiętam, gdzie wylądowałem, chyba się już obudziłem.

14.01.2017

Lato, świeci słońce itd. Przed balkonem jest rozwieszona czarna lina od lampy do lampy. Jakiś dzieciak, ktoś mówi, że Egipcjanin, wisi do góry nogami nad trawnikiem przywiązany za nogi do tej liny. Wije się, próbując się rozplątać. Chce go odwiązać i wołam mamę, aby przyniosła mi nożyczki. Przynosi mi kilka par butów na zmianę, założenie butów i zawiązanie sznurowadeł trochę trwa. Przychodzą starsi od wiszącego, chłopcy, którzy się nim zainteresowali. W końcu sam idę po nożyczki, ale gdy wracam już jest to niepotrzebne. Tamci co przyszli już go odwiązali i gdzieś z nim poszli. Miałem tylko zebrać pozostałą linę, zmieniła się w jakieś badyle, wziąłem je i poszedłem w stronę drugiego końca trawnika. Trawnik był kilkukrotnie większy niż w rzeczywistości, jego fragment był plażą (która według sennej mamy pozostała przeniesiona z trawnika innej sąsiadki i nasz się zaraził tym pustynnieniem) obok, której stała zjeżdżalnia z placu zabaw. Przy tej zjeżdżalni rósł krzak rumianku, który przyciągał osy. Pogoniło właśnie mnie pełno os jednak wróciłem tam. Mama mówiła, że mam zwrócić uwagę na okno w bloku na przeciwko, takie przystrojone, pewnie to tamta kobieta co się dopiero co wprowadziła zabiła poprzedniego mieszkańca. Przy drugiej lampie nie było pozostałości liny.

Z innego snu pamiętam, że wszyscy ludzie biegli przez labirynt korytarzy w jakimś budynku, uciekaliśmy przed wdzierającą się wodą. Musieliśmy dostać się na najwyższe piętro, ponieważ woda podnosiła się coraz wyżej z piętra na piętro. Raz skręciłem w stronę, gdzie kilku ludzi wybrało zły kierunek, ale na szczęście wróciłem i pobiegłem innym, właściwym korytarzem. Tamci zginęli zalani wodą. Znalazłem się na wielkim, pustym holu, ze mną była tam tylko jedna osoba. Na końcu tego holu była winda. Tamten wcisnął przez przypadek niższe piętro, ale nic się nam nie stało, bo winda była szczelna. Wcisnąłem numer najwyższego piętra, czyli 25 i pojechaliśmy tam windą. Na koniec zauważyłem, że woda dotarła na najwyższe piętro, jednak była płytka i ktoś się z tego śmiał.

18.01.2017

Leżę na łóżku i patrzę na odsłonięte okno, było już jasno. Szyba okna była częściowo wsunięta do góry, choć w rzeczywistości nie da się w ten sposób otworzyć okna. Na zewnętrznym parapecie usiadła mewa, ale nie zwykła mewa, tylko wielka, a może większa niż cało okno. Wsunęła dziób w szczelinę okna i coś zabrała, aparat fotograficzny czy coś podobnego, i odleciała. Szybko doskoczyłem do okna, ale było już za późno. Potem sąsiedzi z balkonu obok, podali mi stosik rysunków wielkości A4, które rzekomo ja narysowałem i kiedyś im podrzuciłem na balkon, chociaż nigdy naprawdę tego nie zrobiłem. Przejrzałem te rysunki i rzeczywiście je rozpoznałem, chociaż byłem pewny, że niczego takiego nie rysowałem. Jeden przedstawiał żołnierza. Jeszcze raz podszedłem do okna. Chciałem wyjść przez okno. Gdy już wychodziłem na zewnątrz, znalazłem się w innym pomieszczeniu, chyba w czyjejś firmie. Wiedziałem, że tam powinno być okno, ale i tak się pytałem tego kogoś, czy to on tak to zabudował, że nie ma już widoku na zewnątrz.

Na łóżku miałem porozkładane kilka pudełek z kasetami VHS. Były na nich nagrane horrory. Wyciągnąłem jedną, na której była naklejka z obrazkiem przedstawiającym skaczącego potwora. Każda kaseta miała dodatkowe "lepsze" kopie na mniejszych kasetach. Wyciągnąłem jeden koniec taśmy z kasety i ciągnąłem go przed przedpokój. Chciałem go przeciągnąć przez okno znajdujące się na półpiętrze klatki schodowej. Niestety nie udało się, bo taśma zacięła się między drzwiami i cofnęło mnie do mojego pokoju. Zostawiłem kasety w spokoju i wyszedłem z mieszkania. Wyskoczyłem przez to okno na daszek nad drzwiami do klatki schodowej. Pomyślałem, że choć to jest sen, to zadzwonię domofonem i wszystkich obudzę. Nie udało się, ponieważ drzwi zmieniły się w tunel. Biegłem przez niego, zatrzymałem się i chciałem się przecisnąć przez ścianę, poczułem tylko ból od uderzenia głową. Pobiegłem dalej. Trafiłem do Parku Oliwskiego. Po lewej zauważyłem lecącego motyla. Raczej jest lato. Biegłem dalej. Chciałem pójść tam, gdzie jest więcej ludzi. Ciągle miałem wrażenie, że jak za bardzo obrócę głową w prawo lub w lewo to się obudzę. W parku były siedzenia, na których siedzieli starsi ludzie, chyba znajdowała się tam jakaś mała muzyczna scena. Poszedłem dalej, przeniosło mnie w nie do końca mi znane miejsce. Tu już był wszędzie śnieg. Czarnowłosa dziewczyna śpieszyła się na autobus. Pobiegłem za nią, chcąc ją dogonić. W końcu ją złapałem. Ale to nie była ona tylko jakiś chłopak z fioletowymi włosami. Puściłem go i odszedłem.

19.01.2017

Na statku obcych

Był wielki kataklizm na Ziemi i całe życie na planecie zostało zniszczone. Tylko niewielka grupka ludzi została zabrana na statek kosmiczny obcych. Byłem w niej ja i jakaś ważna dziewczyna (jakby księżniczka?), której, ani razu nie widziałem. Już w tym statku kosmicznym, szedłem z kilkoma osobami. Jedni poszli schodami, a drudzy razem ze mną w dół o piwnicznych pomieszczeń. Znaleźliśmy się w czymś w rodzaj szatni. Byłem z kilkoma obcymi, wyglądali zupełnie jak ludzie. W pewnym momencie jeden z nich naśmiewał się, że jak przyjdzie ta księżniczka to ją postraszy i wtedy zdjął częściowo warstwę skóry na twarzy. Widziałem jego ostre zęby drapieżnika. Udawał, że odgryza jej głowę. Trochę się przestraszyłem. Inni też zsuwali lekko "maski" i pokazywali zęby. Na początku wydawało mi się, że mają dzioby z ostrymi zębami, ale raczej pod tym "przebraniem" byli na prawdę jaszczurami. Miałem takie głupie myśli, że się teleportuję na Ziemię i znajdę im jakieś jedzenie, aby nie pozjadali tych ludzi, których zabrali, ale chyba im w końcu tego nie powiedziałem. Nagle wszyscy się obrócili w moją stronę i się spytali czy ja też nie pokażę swojej twarzy. Zakłopotany, zacząłem się cofać, pewnie myśleli, że jestem jednym z nich. Chyba się domyślali, że jestem człowiekiem i podejrzałem ich prawdziwą istotę. Chcieli się na mnie rzucić, ale pomyślałem, że stanę się niewidzialny i chyba mi się udało. Sprawdziłem to pukając kilku z nich palcem, tylko się wzdrygnęli i nic nie robili. Stali przy oknie i na coś czy kogoś czekali. Przyszła wreszcie ich królowa, razem z nią przyszedł inny obcy. On mnie wyczuwał, kierował się w moją stronę. Nie wiem po co popukałem w kilku miejscach ścianę i odbiegłem na drugi koniec sali. Tamten zatrzymywał się przy każdym miejscu prze ze mnie dotkniętym. Królowa obeszła szatnię i wyszła. Potem sen się zmienił albo się obudziłem.

27.01.2017

Wieczór, albo noc. Coś miałem robić, może czytać książkę, ale zgasło światło. Próbuję zapalić lampkę nad łóżkiem, ale nie chce się palić. Idę do dużego pokoju, też nie da się tam zapalić. Pomyślałem, że coś jest nie tak z prądem. W końcu zapaliły się lampki choinkowe zawieszone na przedpokoju, chociaż w rzeczywistości tam nie było nigdy lampek choinkowych. Zaczęły mrygać. Wróciłem się do pokoju i położyłem na brzuchu na łóżku. Na łóżku wyświetliło się okienko z czymś podobnym do ajsenowego czatu. Była mowa o jakiejś muzyce i programach do zainstalowania. Lampki ciągle mrygają…

We śnie poprzedniej nocy też nie zwróciłem uwagi, że to sen. Środek nocy, ciemno, a ja wyciągam jedzenie, chyba obiad i jadłem…

01.02.2017

Chodziłem z młodszą ode mnie dziewczyną po sklepie. Miało chyba być jakieś święto albo sylwester i mieliśmy kupić słodycze. Ja w końcu nic nie wziąłem. Ona wzięła ogromny przezroczysty wór z czekoladowymi kulkami, bardzo drogi. Kilka spróbowałem, były dobre. Poszliśmy każdy w swoją stronę. Później wróciłem się tam autobusem. Biegłem, chciałem znaleźć tą dziewczynę, bo chciałem jednak ten wór czekoladek sobie kupić, ale nie wiedziałem, gdzie to było. W oddali widziałem tunel przy lesie, przy którym wysiadłem. Szło za mną dwóch takich dziwnych, zapytałem się, gdzie jest ten sklep, bo pomyliłem przystanki i się zgubiłem. Jeden z nich nic nie powiedział tylko mnie zaatakował i wtedy się po chwili zmienił sen. Znalazłem się w domu i miałem ten wór, ale było już tylko trochę tych czekoladowych kulek i kilka grubych czekoladowych patyczków. Nie zjadłem nic, bo sen się znowu zmienił.

Przeglądałem stronę z czarnym tle, blog z wpisami w postaci okładek książek. Było osiem pełnych wpisów i dziewiąty tylko rozpoczęty, co wyglądało jak otwarta książka, miał być uzupełniony 9 lutego.

Byłem w jakimś zacisznym miejscu w głębi miasta, wokół pełno zieleni, jakby w ukryciu. Razem ze mną był mój niby wspólnik. Mieliśmy coś jakby mapę. On stał niżej na chodniku, a ja się wspiąłem na ścianę i stamtąd zrzuciłem tą mapę. Rozpłaszczyła się na zielono. Zabraliśmy ją, to był raczej rozłożony karton z rysunkami. Położyliśmy go na korytarzu. Ten wspólnik coś tam szybko pisał, powiedziałem, aby się pośpieszył, bo zaraz uczniowie wychodzą z klas i pewnie nagryzmolą na tej mapie-kartonie. Zgiąłem ten karton i poszliśmy do sali, gdzie robią prześwietlenia. Otworzyłem drzwi i się spytałem czy już można, mam mapę do prześwietlenia. Pani, która robiła prześwietlenia kazała chwilę zaczekać, ponieważ jeszcze nie przyszła. W tym momencie ktoś inny już ustawił się w kolejce. Chyba nie było robionego tego prześwietlenia mapy. Wyszliśmy na zewnątrz. Była już noc. Szedłem z dziewczyną i z kimś jeszcze. Przyśpieszyliśmy kroku. Ten kartonik z mapą zmienił się w urządzenie przypominające tablet, z wieloma przyciskami, przełącznikami i suwakami do głośności i jasności, jeden przełącznik miał z obu stron wartość 1. W trakcie jak szliśmy uliczką miałem wszystko odpowiednio poustawiać, chociaż za bardzo nie wiedziałem jak. Zauważyłem, że w tym kartoniku urządzeniu są dwie tabliczki czekolady. Coś tam niby poprzestawiałem i dziewczyna wcisnęła czerwony przycisk z lewej strony, który to miał uruchomić. Byliśmy podekscytowani, że teraz się wszystko zmieni. Jeszcze bardziej przyśpieszyliśmy. Spojrzeliśmy na niebo i rozejrzeliśmy się dookoła. Niestety nic się nie działo, paliły się tylko światła w mieszkaniach, jedno większe było dziwne, ale nie zainteresowało mni. Zaczęliśmy wracać. Urządzenie się w końcu rozsypało i został z niego tylko zeszyt. Pomyślałem, że to zeszyt ze snów. Dziewczyna na głos wykrzyknęła "zeszyt ze snów?". Okazało się, że to był zeszyt Monroa, tego od podróży astralnych, w którym opisywał swoje przeżycia. Pismo było wyraźne i bardzo łatwo i szybko czytałem. Większości z tego nie zapamiętałem, tylko dwa fragmenty. W jednym pisał mniej więcej, że spotkał się z transcendentalnymi astralnymi istotami. Dalej napisał, że ostatnio obciążył oczy o 41%, ale za to jakie wyniki! Nie wiem o co w tym chodziło. Dalej jeszcze było równanie matematyczne na pół strony, wyszło 2zł, a potem zmieniło się na 250 lub 520zł i sen się skończył.

07.02.2017

Jestem z grupą osób na korytarzu szkolnym. Niedaleko jest inna grupa, to są ufoludki. Nic nie robią, bo wiedzą, że są silniejsi od nas, wysyłają tylko drony wielkości owadów. Kilka razy mnie taki gonił, ale w końcu dał spokój. Wszyscy nagle, gdzieś uciekli, a ja się schowałem do wnęki korytarza. Był ze mną mały Trump, po chwili też poszedł. Wiązałem sznurowadła i patrzyłem jak głównym korytarzem przelatują wielkie ciężkie przedmioty. Gdy się to skończyło (huragan?) także opuściłem to miejsce.

W moim pokoju był telewizor (a nie ma) i coś oglądałem. Zaczął się film, miał być huragan i pokazano drewniany domek przy jeziorze, naokoło drzewka. Tam byli naukowcy. Przyszła mama i kazała mi ściszyć. No to najpierw skierowałem pilota na szafę, bo szafa też była głośna, i ściszyłem. Na telewizorze musiałem ustawić na maksimum, bo wcale nie było głosu i przeskakiwało na różne menu. W filmie teraz był widok z samochodu. Miasto terroryzowała ogromna żółta żyrafa, większa niż budynki. Chyba nawet przewróciła kilka budynków. Goniła samochód.

Idę na górę klatki schodowej. Biegnę do ostatnich drzwi. Rodzice za mną krzyczą, abym nie wchodził tam, ale i tak wchodzę. Zapada się jakby ciemność i przechodzę do przodu przez tą ciemność. Wyczuwam naokoło czyjąś obecność. W powietrzu wirują, latają dwie postacie (duchy?). Układam palce jakbym strzelał z pistoletu, ale nie daje to żadnego efektu. Robi się jaśniej i oni siadają na łóżku i się przytulają.

Uruchomił się program, pewnie wirus, i instalował jakieś programy. Dziwiłem się, bo ja nie mam Windowsa, a tu takie coś się samo włącza. Zaznaczam ikonki (takie stare windowsowskie programy, różnych wielkości, jedna była trójkątna) pojawiające się na pulpicie i przeciągam do kosza. Pojawia się tego coraz więcej, nie nadążam, a nie mogę wyłączyć tego programu. Przychodzi do mnie mama i mówi, że już koniec czasu. Idziemy chodnikiem bez kapci (raczej butów, pokój był na zewnątrz widocznie), idę drobnymi krokami, schodzimy niskimi schodkami. Mówię, że jeszcze kapcie idziemy na lewo. Jak dochodzę do kapci dzwoni budzik.

13.02.2017

Wracałem skądś idąc wzdłuż ogrodzenia z siatki, za którym bawiło się dwóch chłopaków. Przeszedłem przez bramkę. Miałem długą linę z latawcem, wypuściłem go wysoko, aż do chmur. Pomyślałem, aby wysłać impuls elektryczny poprzez tą linkę, wysiliłem się, ale pokazało się tylko kilka bardzo słabych piorunów, które uderzały w latawiec. Zostawiłem latawiec chyba tamtym dwóm, linka wisiała w powietrzu. Wszedłem do domu, był inny. Smarowałem kanapki miodem, trochę się wylało na blat i zjadałem od razu ten miód. Miałem trzy papierki do wyrzucenia. Tam, gdzie jest okno kuchenne były drzwi wychodzące na plażę. Ciepło, lato. Kierowałem się do małego przewróconego śmietniczka. Papierki kilka razy się w coś zmieniały, aż zmieniły się w trzy metalowe kapsle, więc pomyślałem, aby to wrzucić do odpowiedniego pojemnika, wtedy pojawiły się duże śmietniki. Szedłem po piasku, a tu nagle coś podleciało i usiadło na mnie, wlazło mi pod koszulkę. Podciągnąłem branie i jakoś udało mi się to przekręcić do przodu, zobaczyłem, że to pszczoła, zrzuciłem ją z siebie, nie goniła mnie. Śmieci chyba zostawiłem na piasku i wróciłem. W łazience myła się siostra. Patrząc przez okno zauważyłem, że z okna na przeciwko wygląda rudowłosa dziewczyna, mrugnąłem do niej, ale chyba nie widziała mnie. Na trawniku przed oknem kuchennym wyschła woda i wszystkie rybki leżały w trawie zdechłe. Za drzwiami stała starucha z małą dziewczynką, wpuściłem ją do środka, nie wiem po co, weszła nic nie mówiąc. Dziewczynka była od tułowia do głowy, okazała się rozwalonym robotem, a więc mnie oszukano. Potem siostra i tata byli u mnie w pokoju. Przeglądałem na smartfonie, którego nie posiadam, ocenzurowane strony. Siostra się kręciła na krześle. Wyjrzałem przez okno, coś mi nie pasowało. Rośliny, które zasadziłem zostały przesadzone w dwa rzędy, a jedna paprotka wyrzucona. Tata stwierdził, że to moja fantazja, zezłościłem się na niego. Pobiegłem, coś tam porozwalałem, z lodówki wyrzuciłem dwa jajka na podłogę. Biegłem dalej korytarzem, który nie był już w domu, jakiś inny budynek, uczelnia czy coś. Mijałem różne pomieszczenia, w których było dużo osób. Chciałem skręcić na lewo do wyjścia, ale zmieniłem zdanie i wszedłem do sali pełnej ludzi, podszedłem do ładnej dziewczyny i...i się wtedy obudziłem :) Ta dziewczyna, jak się kończył sen, mówiła coś o mamie, chyba pytała się czy mama już dzwoniła, raczej od rzeczy.

27-02-2017

We śnie leżałem na łóżku odwróconym o 90 stopni. Wpatrywałem się w sufit, gdzie była przyklejona biała rzeźba z gipsu (niby tata ją tam wstawił, aby wpływała na moje sny). Rzeźba przedstawiała realnej wielkości drewnianą ławkę i cztery osoby na niej siedzące, kobieta i trzech mężczyzn. Kobieta siedziała po lewej stronie ławki i patrzyła się do przodu, dwóch mężczyzn siedziało po prawej, byli schyleni i opierali się o kolana. Trzeci mężczyzna siedział pośrodku i patrzył się do góry (czyli w moją stronę). Gdy tak się wpatrywałem, scenka nabierała rzeczywistości, nabierała coraz więcej barw, kawałek zielonego wskazywał na to, że za ławką była łąka. Wciągnęło mnie do snu z ławką. Kobieta z mężczyzną wstali i poszli ziemistą drogą. Kobieta trzymała go pod ramię. Doszli do schodów, którymi weszli na rozwalający się most, widać było pofalowaną, łuszczącą się drogę na moście. Po chwili on ją odepchnął, a ja poszedłem dalej (chyba przez ten czas moja świadomość siedziała w tej kobiecie). Padał deszcz. Znalazłem się w nieznanym mi budynku. Siedziałem i coś zawiązywałem. Zebrał się tłum. Po środku stała szkolna ławka, za nią usiadł pan związany chyba z orkiestrą, miał odświętne ubranie. Po chwili wstał i zaprosił wszystkich na koncert, mieliśmy zejść schodami do dużej sali. Potem (a może wcześniej, już nie wiem) mama mówiła mi, że ktoś dzwonił mi na komórkę, którą zostawiłem w domu. Pomyślałem, że mogła mnie mama powiadomić dzwoniąc do babci, z którą byłem przez cały czas na spacerze (ta babcia była zmarła i nigdy nie miała swojej komórki za życia). Potem jeszcze siedziałem na kanapie w dużym pokoju i trzymałem jakiś zmoczony papierek.

11-03-2017

Lecę wysoko w chmurach, wydaje mi się, że jestem przemokniętym papierkiem (papierowym samolocikiem?), mam lekki, niezupełnie świadomy lęk wysokości. Niedaleko mnie przelatuje prawdziwy, pasażerski samolot. Podlatuję bliżej, ponieważ widzę otwarte okienko. Ktoś mnie chwyta i wciąga do środka.

Trafiam do nieznanego mi pokoju na poddaszu. Jestem razem z jakąś dziewczyną, może z tego samolotu. Pan, który tam mieszka coś nam opowiada, m.in. o wąskim wysokim na dwa metry łóżku. Pokazał też, że dokupił tak samo wielką poduszkę i ustawił na podłodze obok łóżka. Pomyślałem, że rzeczywiście była potrzebna taka wielka, bo jakby się przez przypadek spadło to można by się połamać, a tak miękko na poduszkę... Poza tym, częściowo świadomy, rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem, że jest bardzo duży, na pewno nie śni mi się mój. Szedłem dalej, po lewej stronie znajdowały się schody prowadzące na dół, na których szczycie przysiadła moja kotka. Pomyślałem, że może później sprawdzę co tam jest, a teraz pójdę w prawo korytarzem. Na samym końcu korytarza była wnęka, stała tam stara brązowa szafa. Nagle przyszedł pomocnik tego pana mieszkającego w tym pokoju, był bardzo zdenerwowany, pewnie chciałem zobaczyć co jest w środku. Zabrał ze sobą szafę. Wcale nie chciałem otwierać tej szafy. Wiedziałem jednak, że kryje ona coś, czego oni nie chcą nikomu wyjawić, trup, albo coś związane z wampirami. Szedłem dalej, bo okazało się że jest tam przejście do innego korytarza, większego i szkolnego. Chodziło tam dużo uczniów. Po środku korytarza zaczęła się toczyć duża metalowa kula. Z dużą trudnością poruszałem ją za pomocą telekinezy. Trudność była związana z tym, że kula miała magnetyczny napęd, jej obie połowy kręciły się w odwrotną stronę wytwarzały pole elektromagnetyczne. Dalej chodziłem korytarzami nieznanej szkoły. Potem chciałem wrócić z dziewczyną do tych schodów prowadzących na dół, ale nie mogłem, korytarze się pomieszały i nie dało się tam trafić z powrotem.

18-03-2017

Biegłem środkiem ulicy, nie jechał ani jeden samochód. W odwrotną stronę biegł tłum ludzi, uciekali przed czymś. Powiał silny wiatr i zaczęło padać. Widziałem zbliżające się ciemne chmury, pewnie huragan. Nie zawróciłem, wiedziałem, że dalej był domek, w którym się schroniłem w jakimś poprzednim śnie. Nie wiem czy się obudziłem, czy przeniosło mnie do innego snu. Szedłem z blokiem, nagle zachciało mi się iść do lasu, a może coś mnie tam skierowało. Po lewej stronie boiska (tak na prawdę to tam jest niedorobiony parking, ale i owszem jest jeden kosz do koszykówki) była brama, nad którą wisiał napis wybity na prostokątnej blaszce:
"Oto dziedzina Zielarza Styrylisa
- miejsce mocy"

Od napisu rozchodziły się wygrawerowane promienie słoneczne. Byłem pewien, że ta brama z napisem istnieje na prawdę (nawet po obudzeniu byłem przekonany, że rzeczywiście jest to prawda). Przeszedłem przez bramę i wszedłem ścieżką w las. Dotarłem do łąki. Zaczęła się ścieżka zbudowana z desek z poręczami, trochę podobna do mostu na płaskiej powierzchni. Ten "most" zakręcał często pod kątem 90 stopni. Myślałem, że lepiej jak bym w niektórych miejscach przeskoczył, ale tak nie zrobiłem, bo miałem zbyt mało energii i lepiej już było się przejść. W którymś momencie, deski zakręciły w lewo w głąb ciemnego lasu, już nie szło się po płaskim terenie, drewniana ścieżka obniżała się spiralnie. Chyba się obudziłem i od razu zasnąłem, powróciłem do tego samego miejsca. Szedłem w dół, po jakimś czasie zacząłem się kręcić w kółko. Okazało się, że jestem już na dole i to koniec ścieżki z drewna. Skręciłem w prawą stronę. Był tam sklep, zdziwiłem się, że w środku lasu sklep postawili. Wydaje mi się, że był jakby wyżej, a niedaleko mogły się ciągnąć tory. Byłem pewien, że to Sopot, a tak daleko na pewno nie zaszedłem. Szedłem po trawniku wzdłuż ulicy. Trawnik czy łąka była oddzielona ogrodzeniem z metalowej siatki. Na krawędzi lasu i ulicy leżał biały piasek. Dotarłem do nieznanego parku (w lesie?). Zrobiło się pochmurno, śnieg czy piasek leżał na ziemi. Szła kasjerka z Biedronki. Położyłem się na brzuchu i ślizgałem się lekko się unosząc.

20-03-2017

Unosiłem się w nieznanej, trudnej do zidentyfikowania przestrzeni. Leciałem przez jakiś czas i wylądowałem. Szedłem z grupą osób miedzy blokami, rozglądałem się naokoło. Nagle tamci wpadają do dziury, która otwiera się na ulicy, blisko chodnika. Prawie cali przysypani piachem, śmieją się i podskakują. Idę w inną stronę. Jestem w czyimś mieszkaniu, coś z kimś przeglądam na komputerze. Pokój jest jasny, ja i członkowie rodziny tam mieszkającej, wychodzimy z pokoju. Wszyscy się rozbiegają po pokojach, widzę małe dziewczynki. Niektóre pokoje są ciemne, a inne jasne, jakby w jednych pokojach była noc, a w pozostałych dzień. Są tam schody prowadzące do ciemnych piwnicznych pomieszczeń. Nie wchodzę tam, bo mam przeczucie, że zakończyłoby się to koszmarem lub bym się od razu obudził, poza tym wydawało mi się, że kiedyś to miejsce mi się to śniło. Wszedłem do małego ciemnego pokoju, stała tam mała dziewczynka. Podszedłem do niej, ale prawie od razu wyszedłem z pokoju, ponieważ ta dziewczynka była jakby kocia i czułem, że chce mnie podrapać.

21-03-2017

Trwała wędrówka kosmicznego ludu. Unosiliśmy się w przestrzeni kosmicznej. Poruszaliśmy się wzdłuż strumienia patykopodobnych złotych obiektów. Każdy łamał te patyki, brałem nawet po kilka i je łamałem. Po dłuższym czasie stwierdziłem, co poinformowałem innych, że nie powinniśmy łamać wszystkich, bo to zaburzy równowagę, ale mnie nie słuchali. W pewnym momencie znaleźliśmy się na planecie, wędrowaliśmy wzdłuż brzegu morza po kamiennych płytach. Wiele osób szło po wodzie lub też unosiło się nisko nad nią. Spostrzegłem, że w wodzie znajdowało się wiele czegoś podłużnego, wystającego także w wielu miejscach na brzegu. Były jakby z gąbki i szarych szmat. Nikt nie zwracał na to uwagi, pewnie były to jakieś morskie wodorosty lub po prostu śmieci. Nagle jedno z tych, teraz wiadomo, że stworzeń, wynurzyło się i schwyciło jedną z unoszących się osób w pysk. Znowu się zanurzyło i popłynęło dalej. Zewsząd zaczęły się podnosić te stwory. Wyglądały jak wielkie tasiemce albo robale, np. dżdżownice, nie miały oczu. Nikt tego nie zauważył, szli dalej jak szli. Wiedziałem, że trzeba uciekać. Mogłem tylko zawrócić. Szybko biegłem i przeskakiwałem z miejsca na miejsce. Wydaje mi się, że to był jeden wielki stwór z wieloma odnóżami, które jak chciały mogły się odczepić i zostać osobnym organizmem. Wiele razy już prawie schwyciłby mnie za nogę, ale w porę wyskakiwałem do góry i biegłem, nie mogłem się unosić w powietrzu, oddychałem bardzo szybko. Dotarłem do jakichś zabudowań. Skoczyłem w górę na jakiś skalny blok i na następny wyżej. W chwili, gdy skoczyłem ostatni raz, zauważyłem odrywające się od moich stóp mrówki. Jestem pewien, że do tej pory byłem małym ludzikiem, a teraz w chwili skoku urosłem do normalnych rozmiarów. Mętnie pamiętam jeszcze, że żył tam już jakiś inny lud, który coś dla mnie przygotował, miały być trzy próby czegoś i przejście, gdzieś dalej.

W drugim śnie znalazłem się na bogatej posiadłości. Przed wielkim domem znajdował się równie wielki basen. W wodzie dwie pary uprawiały seks. Wszedłem do wody, jednak szybko ich wyminąłem. Po chwili, gdy dopłynąłem na koniec basenu, zjawiła się trzecia kobieta, nie wchodziła do wody. O coś mnie oskarżała i poszła zawołać ochronę. Uciekłem stamtąd. Wiedziałem, że tamci ją jednak w czymś oszukali i to ją, gdzieś zamknęli. Chciałem ją znaleźć i uwolnić. Niedaleko basenu znalazłem wejście do mini budynku parterowego. Przeszedłem krótki korytarzyk i wszedłem do małej salki na końcu. Przed stolikiem siedział Bill Gates, miał czekoladowe ciasteczka i herbatę. Zapraszał mnie do siebie. Nie chciałem się przyłączać, ponieważ wiedziałem, że to on zamknął dziewczynę. Wychodząc spytałem się go jedynie czy te ciastka to ciastka z przeglądarki internetowej. On się tylko uśmiecha jak to on. Wokół korytarza było pełno drzwi, otwierałem każde po kolei, ale nie znalazłem jej. Były jeszcze inne, dobrze zabezpieczone, pancerne drzwi, nie dałem rady ich otworzyć. Chociaż nikogo tam nie było, to zapewne obserwowano tutaj poprzez liczne kamery. Nie chciałem budzić niczyich podejrzeń, więc jak najszybciej opuściłem to miejsce.

entry 19.05.2018 - 20:22
Wokół jeziora
08.08.2016

Siedziałem na wannie i wlewałem zimnej wody. Ta woda była dostarczana przez mafię, skądś to wiedziałem. Po chwili poleciała cieplejsza i było wiadomo, że mafia przestała dostarczać tą swoją mafijną wodę. Widziałem, miałem przed sobą jakby wielki ekran i był tam widok na ścieżkę. Przeszedłem przez ten ekran. Byłem z kimś, ale tak jakby ten ktoś mną kierował. Myślałem, że skręcimy w prawo za kępę trawy, jednak nie. Poszliśmy prosto trawiastą ścieżką. Obejrzałem się w prawo i tam było jezioro przedzielone na dwie części. Przez środek biegła dróżka, a woda, chociaż nie było tam niczego co mogło by jej zatrzymać, nie mogła przez nią przepłynąć. Na tej dróżce były dwie osoby, chyba kobieta i mężczyzna, odpoczywały tam, bawiły się. Szedłem dalej po trawie. Kicał tam biały królik. Trochę przyśpieszyłem za nim.

Zombie w Sopocie
09.08.2016

W okolicy ponoć grasowała grupa zombie, ale gdzieś się wyniosła. Razem z tatą wiedzieliśmy, że przenieśli się do Sopotu. Szliśmy właśnie na przystanek. Mieliśmy pojechać do Sopotu, ponieważ trzeba było powstrzymać zombie przed rozprzestrzenianiem się na inne miasta.

Monety w średniowiecznym mieście
11.08.2016

Znalazłem się w średniowiecznym mieście. Szedłem zabłoconą wąską uliczką pomiędzy ceglastymi ścianami. Na żwirze, na czymś co wyglądało jak bardziej rozwalony próg niż krawężnik, leżało 20gr (lub 50). Nie podnoszę i idę dalej, skręcam w lewą stronę. Patrzę, a tam leży na ziemi pełno monet groszowych, najwięcej było tych brązowych jak 5gr. Pomyślałem, że nikt z ludzi nie zbiera tych monet, bo nie powinno się tego robić, więc nic nie ruszałem, poszedłem dalej za jakąś panią. Jakaś starsza pani siedziała pod murem. Było coś o tym, że ona coś tam udawała. Idąc tak trafiłem do sklepu. Kasjerką była dawna koleżanka z gimnazjum. Uśmiechała się i coś tam gadała, nie wiem o czym, ale długo. W pewnym momencie zaczęła literować mój nick z forum i się pytała czy taki mam. Ja się pytam skąd zna skoro nikomu w tym sklepie o tym nie mówiłem, nigdzie tego nie pisałem. Ona poszła na chwilę dokądś i przyszła. Sprawdziła, że na jakiejś tam tablicy ponoć było napisane jaki mam nick. W sumie jak już wiedziała to podałem jej adres i-Senu. Weszła na isen i po isen.pl/ był jeszcze bardzo długi kawał adresu. Strona była o jakichś niciach i włóczkach. Zwróciłem jej uwagę, że przecież tam powinien być jeszcze myślnik. Weszła tym razem na prawdziwe forum. Otworzył się forumowy kalendarz z przypisanymi awatarami użytkowników do każdego dnia.

Kontrola umysłu
13.08.2016

Przed wejściem do budynku ktoś stał na krótkim jasnym chodniku. Zbierali na coś, pewnie na biednych, trzeba było dać 50zł. Weszliśmy do środka. Była mama i zmarły dziadek. Stali chyba w poczekalni do czegoś. Miałem dać niby od dziadka te pieniądze, ale wziąłem z portfela mamy. Z drobnych wyszło prawie te 50zł. Dziadek wyszedł. Nie pamiętam części. Dalej byłem jako obserwator. Byłem w domu nieznanego mi starszego pana. Było wiadomo, że obcy z kosmosu przybyli zajmowali ciała ludzi, kontrolowali ich. W kuchni była jego żona i inna kobieta. Był pewien, że jego żona jest jeszcze niekontrolowanym człowiekiem i chciał zabić tamtą drugą. Znalazł stołek. Było mu ciężko, jednak dał radę, chciał nim rzucić. Żona mówiła coś do niego. Z tego wywnioskował, że w nią też wlazła obca istota, tylko udawała. Zostawił stołek i wybiegł z domu. Biegł aż trafił do tunelu. Od tunelu odchodziły różne korytarze i schody do nieznanej mi szkoły. Śmiały się tam i bawiły dzieciaki. Dziadek krzyknął na nich, aby uciekały, bo obcy gonią go i ich też mogą złapać. Pobiegły, pewnie do tej szkoły. On pobiegł na sam koniec tunelu. Przed końcem był jeszcze korytarz zastawiony ławkami. Byłem pewien, że tam mi się coś kiedyś śniło i był to raczej koszmar, zapewne z zombie. Wybiegł na zewnątrz. Trafił do wielkiego centrum handlowego, galerii. Zbiegł białymi schodami na dół. Zauważył przyjaciółkę swojej córki. Spytał się czy jest tu, gdzieś blisko lotnisko, ponieważ chciał uciec jak najdalej. Odpowiedziała, że nie. Objął ją i zaczął płakać.

Zarażone dziewczyny
19.08.2016

Coś działo się w budynku szkolnym, może w łazience, ale za bardzo nie pamiętam. Wiem, że miałem plecak. Widziałem jakby takie klatki filmowe ułożone pionowo, które można było przewijać i oglądać w umyśle. Potem to komuś tłumaczyłem, że miałem już taki sen i każda klatka jest jak ząb. Biegłem korytarzem i znalazłem się na zewnątrz, nie wiadomo gdzie. Była metalowa brama i trzy dziewczyny, jedna ciemnoskóra. Później przed łazienką był zawieszony obraz z tymi dziewczynami, ta po środku miała zakrwawioną dłoń. Zastanawiałem się w tym śnie czy nie opowiedzieć o nich tacie, postanowiłem jednak, że lepiej nie. No więc, jedna z tych dziewczyn pocierała ręką krocze innej dziewczyny potem oblizała rękę. Stwierdziła, że zaraziła się wirusem HIV i pozostałe też chciały być zarażone, więc się "podzieliły". Śmiały się i myślałem, że chcą mnie też zarazić i uciekłem.

Biegłem przez trawniki, przeskoczyłem ulicę, aż znalazłem się przed drzwiami klatki schodowej. One mnie wcale nie goniły, ale przybiegł taki wielki pies, na oko wysoki na dwa metry, ale pewnie trochę niższy. Panowałem nad emocjami i się nie przestraszyłem. Otworzyłem drzwi kodem i wszedłem po schodach. Wszedłem do domu, zupełnie nie poznałem mieszkania. Zdjąłem plecak na środku korytarza. Była szatnia jak w szkole, siostra się przebierała. Mama oznajmiła, że gdzieś wychodzą. Powiedziałem, aby uważały na tamtego strasznego psa, który tam czeka na zewnątrz. Wyszły. Byli Sudo i Slavia. Mieli tam dodatkowy pokój, który przeznaczyli na materiały zbierane na ich stronę wyśmiewającą się z ezoteryki. Leżały tam stosy papierów, a także jakieś ludziki złożone z harmonijkowego kartonu. Sudo i Slavia wyszli i wpuścili do środka tego wielgachnego psa. W tym samym momencie też wyszedłem i zamknęliśmy drzwi. Była tam papuga, która odwróciła uwagę psa, było słychać, że została zjedzona. Chciałem wrócić po plecak, ale wiedziałem, że lepiej tam nie wchodzić, a miałem w tym plecaku kanapki, które pewnie też zeżarł. Potem ten pies dobijał się się do drzwi, ale mu nie otworzyliśmy.

Następnie biegłem między drzewami i znowu spotkałem się z tymi trzema dziewczynami. Pobiegły do tej bramy. Tym razem pobiegłem za nimi. Był tam park. Słoneczny dzień. Dwie z nich przebiegły przez strumyczek. Jedna usiadła na huśtawce zawieszonej na drzewie, a druga to nie wiem. Trzecią zatrzymałem i pytałem o imię. W myśli usłyszałem imię Sylwia, ale pomyślałem, że to ja wymyśliłem to i jeszcze raz się spytałem. Ona tylko się uśmiechała. Robiło się coraz jaśniej. Ona i wszystko dookoła zniknęło, zobaczyłem tyko biel i się obudziłem.

Pamiętam jeszcze inny sen, w którym chodziłem za Japonką, była modelką. Najpierw ją widziałem w gazecie, niby urządziła jakiś konkurs. Od kogoś się dowiedziałem, abym lepiej się z nią nie spotykał, bo przyjdą jacyś bogaci zazdrośni ludzie i mnie zabiją. Potem znalazłem się niedaleko niej. Wiedziałem, że to miało być za lasem. Ktoś jej powiedział, że aby dostać się tam gdzie chce to musi objechać ten budynek trzy razy i coś tam po drodze zrobić. Jechaliśmy więc samochodem, ale tylko raz, bo powiedziałem jej, że przecież to tutaj. Były tam drzwi ukryte za materiałową zasłoną, chyba błękitną. Wyskoczyła z samochodu, także pobiegłem za nią. Trafiliśmy do jakiegoś budynku, taki ni szkolny ni teatr. Biegliśmy po schodach, ledwo nadążałem za nią. Był tam korytarz z podłogą wyłożoną czerwonym materiałem. Krzyknąłem, aby tam nie szła, ponieważ tam już byłem, w którymś koszmarze. Jednak pobiegła i nic złego się nie stało. Miała kupić bilet na coś, chyba jakieś przedstawienie. To ja też chciałem iść z nią. Kosztował trzy grosze. Już sięgałem do kieszeni po pieniądze, gdy ona wyłożyła za mnie kilka japońskich monet i dała mi ten bilet.

Jazda w deszczu
20.08.2016

Wyszedłem przez balkon. Od razu ciągnęło mnie do klatki A, a ja chciałem do B. Chwilę się tak siłowałem i udało mi się tam dostać. Otworzyłem drzwi i poszedłem chyba na pierwsze piętro. Chciałem wejść do czyjegoś mieszkania. W obu drzwiach było ciemno, ale chyba przeszedłem przez któreś.

Szedłem chodnikiem albo trawą, aż dotarłem do szkoły, gdzie było gimnazjum. Przeszedłem przez cały korytarz i przez szklane drzwi prowadzące do sal gimnastycznych. Wszystko było tam pozmieniane. Po lewej, gdzie powinny być schody (może były) widziałem uczniów czymś zajętych. Kierowałem się na salę sportową, ale wszystko się transformowało, a drzwi się przesuwały i zbytnio pomniejszyły, więc przeszedłem przez drugie prowadzące na zewnątrz. Padał bardzo silny deszcz, tak silny, że każdego by chyba ścięło z nóg. Mi to jednak nie przeszkadzało, było nawet przyjemnie. Próbowałem, za pomocą energii z rąk, rozwalać kafle chodnikowe. Chyba trochę się udawało. Poszedłem dalej.

Jechałem z kilkoma osobami w samochodzie (z tyłu chyba siedziała jakaś dziewczyna), ciemno, nadal deszcz pada. Nie ja kierowałem, ale jednak siedziałem a siedzeniu kierowcy i chciałem się przesiąść. W końcu się zatrzymaliśmy i wysiadłem. Gdzieś szedłem, widziałem budynki, zniosło mnie niestety do jakiejś ciemnej wnęki, jakiejś budki czy ruin budynku. Wiedziałem, że są tam straszne postacie, ale ich nie widziałem. Nie bałem się tego co tam było. No to idę, będzie może bijatyka, ale za chwilę zmieniłem zdanie i chciałem się wrócić. Niestety senna siła dalej mnie popychała w ciemność i się obudziłem.

Sen i podróż po planecie
28.08.2016

Chłopak jadący na rowerze przewrócił się i zasnął. Tak w ogóle wszyscy tam nagle zasnęli i on przewrócił się właśnie dlatego, że zasnął, a nie np. że stracił równowagę. Przeniósł się duchem na inną planetę i od tego czasu podróżował z miasta do miasta na tej planecie. W każdym mieście znajdowała go jego zmarła przyjaciółka, była duchem. Nie pokazywała się przez cały czas, ponieważ była uzależniona od jakichś elektrycznych urządzeń znajdujących się tylko w niektórych miejscach w miastach. Nie wiem czego poszukiwali, może tylko zwiedzali nową planetę. Chociaż wydaje mi się jednak, że musieli znaleźć sposób, aby się obronić, ponieważ zbliżali się najeźdźcy z kosmosu, a wszyscy wokoło śpią...

Później, było to chyba na przejściu dworcowym, opowiadałem komuś ten sen. I właśnie w takim jakby kółeczku zobaczyłem tą scenkę jak ten chłopak leży przewrócony przy rowerze i śni. Coś tam mi się jeszcze wydawało, że to była gra w którą naprawdę grałem i po obudzeniu się nadal przez chwilę wydawało mi się to prawdą.

Potem jeszcze śniły mi się takie cukierki malinki w różnych kolorach. Składały się z większych kuleczek niż prawdziwe. Wziąłem jedną z półki. Siostra powiedziała, że dla mnie to może być za twarde, ale i tak spróbowałem.

Pralka wylała, ćwiczenia za karę
30.08.2016

Ubikacja z pralką znajdowała się w niezidentyfikowanym budynku, była kilka razy większa i wszystko było inaczej poustawiane. Nagle pierząca pralka się otworzyła i wylała się woda. Wyszedłem z ubikacji, ale i tak woda dotarła aż na zewnątrz, przez co zmoczyła mi nogi, a było tej wody trochę więcej niż do kostek. Razem z mamą musieliśmy zrobić z tym porządek.

Znalazłem się w rozległym pomieszczeniu, może w tym samym budynku. Kotka uciekła, gdzieś na środek. Byłem pewny, że ta część jest z wiązana z kościołem i nie powinienem się tam znajdować. Były tam jakieś brązowe krzesła. Zabrałem kotkę z jednego, na którym siedziała i uciekałem. Już chciałem wyjść stamtąd, ale zawróciłem (jak bym był świadomy tego, że to sen to bym nie wracał). Nauczycielka, bo to się okazało, że jest też tam szkoła, za karę zaprowadziła do salki znajdującej się piwnicach. Była tam gruba pani i trzech uczniów (też za karę). Zauważyłem kolegę z klasy policealnej. Mieliśmy za karę wykonywać jakieś taneczne ćwiczenia, ruchy trochę jak machający skrzydłami ptak. Nie wiedziałem czy będę umiał w to robić.

W innej części snu idę, gdzieś z mamą, chyba niedaleko przystanka i jakichś budek. Mama kazała mi kupić dwie małe butelki z wódką, więc kupiłem. Okazało się na dodatek, że miałem wódką, zamiast gorącą wodą, zalany kubek kawy. Wypiłem i zostały na dnie fusy z kawy. Możliwe, że coś potem działo się w autobusie.

Powycinane drzewa
01.09.2016

Wyskoczyłem przez balkon, cofnęło mnie i znowu idę. Przechodząc przez żywopłot widzę jakby kopię balkonu jakbym znowu był na nim, ale widok szybko wyblakł i poszedłem dalej chodnikiem obok placu zabaw. Padał mocny deszcz, czułem jak spływał po mojej głowie. Byłem pewien, że zaraz mnie wywali ze snu, ponieważ w którymś śnie jak wyszedłem na deszcz to się od razu obudziłem. Zacząłem machać prawą ręką, co niby miało zapobiec wywaleniu. Zastanawiałem się w tym czasie czy nie wejść do tego bloku po prawej, ale pomyślałem, że nikogo tam nie znam, więc idę prosto przechodzę przez ulicę i przez parking, gdzie jest kosz do koszykówki. Przede mną z chichotem dwie dziewczynki wchodzą do ciemnego lasu. Wchodzę za nimi. Kilka razy skręcam wijącą się ścieżką, opieram się o drzewo i czuję na ręce pajęczynę. Niestety coś mnie wybudza.

Znajduję się obok boiska. Są tam poucinane kawałki drzew, widać napis wycięte drzewa. Gdzieniegdzie widać rosnące drzewa. Spotykam jakąś dziewczynę. Pytam się, w którą stronę do lasu. Coś odpowiada, co rozumiem, że ona nie wie. Pytam się jak ma na imię. Rusza ustami, ale nic nie słyszę. Mówię, aby powiedziała głośniej, aby było słychać, znowu to samo, tylko rusza ustami. Potem trafiam, gdzieś niby niedaleko lasu. Jest jakaś sala. Pani każe dziewczynie coś opowiedzieć o swojej pracy artystycznej. Podnoszę rękę, że to niby ja i się chowam pod ławką. Podchodzi do mnie i mówi, że skoro tak to mam ją ocenić. Daję jej ocenę 5. Potem się okazuję, że maksymalnie było 13 punktów, tłumaczę się, że chciałem dać więcej. Jest druga dziewczyna, coś tam robiła z mapkami, pokazane było na smartfonie. Ponoć lubię takie mapki, więc powiedziałem się, że podoba mi się.

Uwięziony, złe krasnoludki
11.09.2016

Znalazłem się w zupełnie mi nieznanym miejscu, gdzieś na dworze, pełno ubitego piachu, kilka kępek trawy i nie ma wyjścia. Wiedziałem tylko, że ci z którymi byłem odlecieli na odległą planetę i mnie zostawili. Byłem zamknięty w jakiejś szklanej budce bez dachu. Idę wzdłuż ścian i tylko te wielkie okna są. Nie przeskoczę, bo za wysoko. Pod spodem, pod ramą też nie, bo za mała dziura była. Okrążam kilka razy i okazuje się, że przejście pod ramą okienną powiększyło się na tyle, że mogę się przedostać. Wychodzę z zamknięcia. Zrobiła się noc. Biegnę i wysoko podskakuję, powoli opadam. Przede mną kilka postaci, jakby na drabinkach się wspinają czy innych konstrukcjach. Budzę się, ale prawie natychmiastowo wracam do snu. Wmawiam sobie, że to ten sam sen, ale jestem już w innym miejscu, idę ciemną ulicą.

Spod bloku, gdzie się znajdowałem, wybiegła grupka strasznych małych ludzików, takich można by powiedzieć krasnoludków. Wiedziałem, że tego kto wpadł w ich pułapkę chwytali i jakoś dotykali jego czoła zamieniając w zombie, które kontrolowali. Uciekałem, jeden na mnie skoczył, ale się mu wyrwałem. Biegłem chyba z innymi osobami, okrążyłem bloki, dziwne ludziki daleko w tyle. Zatrzymuję się i widzę, że jednak się zbliżają. Tam, gdzie biegną drogą, błyska jakby piorun. Szybko opowiadam o tym sklepikarzowi, ale on nawet nie zwraca na mnie uwagi, pewnie myśli, że to jakieś głupoty. Idę, więc dalej. Nie wiem nawet kiedy, przyłącza się do mnie dziewczyna, nawet ładna. Wchodzimy do klatki schodowej. Ona chce wejść już do mieszkania ze mną. Mówię jej, że pójdźmy wyżej schodami i tam odpocznijmy, bo mam dwa wafelki czekoladowe, jak zjem to wejdziemy do domu...

Złe miejsce
17.09.2016

Jest noc. Przez okno od strony balkonu obserwuję niebo, jest częściowo zachmurzone. Widać trochę gwiazd i coś co interpretuję jako księżyc, jest niewiele większy niż gwiazda, jakby w głębi za chmurami.

Już w dzień spotykam dawnego kolegę z podwórka. Chodzimy gdzieś, najpierw u mnie chyba na balkonie, potem u niego w pokoju, później przechodzimy do innej części jego mieszkania, zupełnie inaczej wyglądającej niż w rzeczywistości to wyglądało, przychodzi jego mama, mówię jej dzień dobry.

Pustkowie niedaleko lasu. Jakiś dziwny starzec stoi przed swoją chatką. Nagle tak śmiesznie podskakuje i nas woła, coś chyba chce nam sprzedać. Obok niego na tle chatki widać menu jak z gry. Na górze jest intro jak od introwertyk, reszty menu nie pamiętam.

W innej części snu wiele się dzieje, ale niewiele pamiętam. Wiem, że chodziłem z miejsca na miejsce w jakimś budynku, z kimś, albo sam. Przed czymś albo przed kimś uciekaliśmy. W jednej sali czy pokoju był ktoś straszny, on rządził całym światem i nie pozwalał na wiele rzeczy. Jacyś naukowcy wylecieli w kosmos i tam stworzyli kopię całej planety dla jakichś tylko im znanych eksperymentów. W którymś momencie spojrzałem w niebo i zaczął pojawiać się tekst, który oni tworzyli, to było prawdopodobnie to nad czym prowadzili badania. Przewijał się z góry na dół, były jakieś rozgałęziające się diagramy z różnymi opisami, może to był jakiś kod. Za każdym razem, gdy już myślałem, że to koniec było tego więcej i więcej.

Zepsuty domofon
18.09.2016

Stoję w ubikacji i sikam. Nie wiem jak, ale wychodzi na to, że nie trafiłem, ale za późno zauważyłem, bo naokoło wielkie kałuże moczu, nawet na pralce. Ścieram, używam dużej ilości papieru toaletowego... Potem siedzę na kanapie z siostrą i mamą przed telewizorem i oglądamy serial. Dziwne, bo nie oglądam polskich, ani żadnych innych telenowel. Nawet mnie zainteresowało, aż dosłownie wciągnęło. Mało to miało z rzeczywistym serialem wspólnego. Aktor i aktorka idą razem górzystą łąką. Idę za nimi. Coś tam się dzieje, ale co to już nie wiem. Dalej znajduję się w środku ostatniej klatki schodowej bloku na przeciwko. Jest tam założony domofon podobny do tabletu. Niestety był tam zainstalowany Windows i został zainfekowany przez wirusa. Ciągle się restartuje i co chwilę włącza się program testujący, a potem naprawczy. Dochodzi do 100% albo i nie i znowu włącza się ten naprawczy program i znowu. Procenty za każdym razem pokazują się w innym miejscu i na innym tle z geometrycznymi kształtami. Mam zamiar na tym domofonie zainstalować Linuksa, żeby tak sytuacja z wirusami już się nie powtarzała, ale program ten cały czas się włącza od nowa. Wchodzi jakaś pani przez pierwsze drzwi. Myślę, że nie wejdzie, bo domofon zepsuty, ta jednak wpisuje kod i otwiera drzwi. Pokazuje się nawet jej imię i nazwisko, których to nie zapamiętałem. Nie wiem kiedy zmienia się sceneria. Jestem ponoć z kimś na statku kosmicznym, mamy lecieć, ale coś jest zepsute. Opieram się przy poręczy, przede mną chyba ekran komputera wisi. Mężczyzna, może po czterdziestce, idzie coś naprawić. Jest tam ubikacja bez ścian. Pokazuje mi, że brudna woda z rury wycieka i przez to cały papier toaletowy jest mokry i brudny. Odwracam się w inną stronę i idę. Na krzesełkach siedzą starzy ludzie jak przed sceną i na coś czekają.

Duchy, pijawka
25.09.2016

Wchodzę do podziemnego poziomu nieznanego budynku. Szare ściany, widać cegły, nie pomalowane. Idę korytarzami, które często skręcają. Nagle widzę jakieś zjawy, widma ludzi idących w moją stronę. Macham ręką i powstała fala zdmuchuje ich i znikają. Za następnymi dwoma zakrętami powtarza się to samo, tylko że widma są coraz wyraźniejsze. Znowu się to dzieje, nie mogę ich już przegonić, nie są już duchami, wcześniejsze to były pewnie zapowiedzi teraz to naprawdę ludzie. Idzie znowu kobieta. Zauważam, że znajduję się w wielkiej sali, która jest na skrzyżowaniu dwóch korytarzy. Z czerech stron idzie tłum ludzi. Pamiętam, że kiedyś to mi się śniło, ale przestraszyłem się tych dziwnych ludzi i od razu obudziłem, teraz się nie boję, chociaż nadal wydają mi się jacyś dziwni, tamta kobieta co na początku szła, wyglądała jak z przeszłości. Pytam się Chińczyka, który szedł od strony drzwi, o co w tym chodzi, czemu tak ze wszystkich stron się ci ludzie schodzą, ale nic nie odpowiedział. Na środku stał stół z jedzeniem. Po prawej stronie był stolik z rysunkami. Wziąłem taki kosmiczny z gwiazdami, spojrzałem drugi raz, a na tym rysunku szła w deszczu dziewczyna z parasolką. Schowałem rysunek do plecaka. Usiadłem przy stole. W sałatce znalazłem wielką czarną pijawkę. Chciałem zobaczyć jak się przysysa do mojej ręki i ją przyłożyłem do ciała, ta od razu się przyssała. Jednak po chwili oderwałem ją dałem dziewczynie siedzącej obok mnie. Ta jednak zacisnęła i okręciła ciasno tą pijawkę wokół mojej ręki. Wyrwałem pijawkę i rzuciłem za stół. Miałem pobrudzoną rękę. Wszyscy zaczęli opuszczać tą salę. Szukałem ubikacji. Ktoś wskazał mi korytarz prowadzący do wc. Nie znalazłem. Był tam ktoś inny pytał się czy gram. Odpowiedziałem, że nie wiem, może. Wskazał mi następny korytarz, był pusty, nikt tam nie szedł. Zamiast plecaka miałem siatkę z tym rysunkiem. Wreszcie wszedłem do łazienki, za długo tam byłem i się obudziłem. Po obudzeniu stwierdziłem, że wcale mi się nie chciało...

Sypie się
27.09.2016

"Budzę się" w łóżku w pokoju siostry. Za bardzo się nad tym nie zastanawiam, pewnie zamieniliśmy się pokojami. Ale co to, coś się na mnie z góry sypie. Szybko wstaję żeby mnie nie przysypało. Sen znowu się rozpoczyna tak samo. Coś się sypie, ale skąd? Kilka razy tak się kończy i zaczyna, pewnie to fałszywe przebudzenia. Znowu sypie się coś mnie jakiś żwir czy gruz. Szybko wstaję. Szukam miejsca skąd to się sypie. Pewnie to gruz z mieszkania powyżej, sypie się przez sufit. Ale nie, nigdzie nie ma żadnej dziury, miejsca skąd to by się wydobywało. Wołam tatę, aby mi pomógł z odkopaniem tego gruzu, który zakopał część łóżka przy ścianie. Tata przychodzi. Następnym razem udaje mi się wyjść na przedpokój. Zamieniam się pokojami z powrotem. Dzieje się to tylko w pokoju siostry. Dochodzę do wniosku, że skoro nie ma tam nigdzie miejsca, przez które ten gruz by się przedostawał to zapewne ten pokój opanował jakiś złośliwy duch. Mówię to mamie. I, że ten duch przenosi gruz do pokoju za pomocą teleportacji.

Ucieczka z zamku, bar
02.10.2016

Wewnątrz mrocznego zamku. Wchodzę po szarych kamiennych schodach na górę. Ze mną jest młoda kobieta. Na samej górze jest stół przy oknie. Kobieta siada do tego stołu. Znowu wchodzę na górę, tym razem z jakimś strasznym, a może raczej szalonym, mężczyzną, chyba ma ciemną karnację. Ma jakąś dziwną, zmieniającą się twarz, po chwili się stabilizuje. Ma w ręku długi zakrwawiony nóż, mówi, że był na polowaniu w lesie. Przechwalam się, że takich słabych narzędzi to nie używam, ja tworzę ręką falę uderzeniową i gotowe. Dosiadamy się do stołu, przy którym siedzi ta kobieta. O czymś rozmawiamy, ale nie pamiętam. Ta kobieta jest chyba jego. Po cichu wymykam się, schodzę bocznymi schodami, jest tam jego wielki pokój, sala. Po środku stoi jakieś urządzenie z robotycznymi ramionami i siedzenie jak u dentysty, na którym można leżeć. Wiem, że prowadzi jakieś eksperymenty z DNA. Chcę coś zabrać, jednak nie mam czasu na przeszukanie tego urządzenia, ponieważ słyszę jak tamten schodzi. Uciekam, znajduję drzwi po lewej stronie. Są tam podziemia. Ciemno, szaro, pełno kurzu i pajęczyn. Jestem pewien, że to będzie się ciągnęło kilometrami, ale okazuje się, że to tylko jedno wielkie pomieszczenie, po środku którego poustawiane są grubo zakurzone szafy z różnymi rzeczami. Okrążam to wszystko i znajduję białe plastikowe drzwi podobne do balkonowych. Otwieram je i widzę coś czego nigdy bym się tam nie spodziewał. Bo stoję chyba kilka kilometrów nad ziemią, w dole widzę wielkie morze i gdzie nie gdzie kawałki lądu. Muszę skoczyć, ale wiem, że będzie nieprzyjemne uczucie spadania. Jednak nieprzyjaciel jest coraz bliżej. Skaczę i dziwne, bo robi się bardzo nisko, łagodnie zsuwam się ze ściany kilka metrów w dół i już jestem w wodzie. Jest to raczej wielki basen niż morze. Wszystko wygląda jakoś futurystycznie i kolorowo. Z wody wystają takie granatowe mini wysepki, chyba plastikowe. I albo pomarańczowe rybki pływają w tej wodzie, albo to tylko obrazy na tych wysepkach. Czuję, że nie wolno mi się zatrzymywać, bo tamten jest panem tego miejsca i może mnie łatwo złapać. Płynę pomiędzy tymi wysepkami. W moją stronę płynie kilka osób, pewnie mają zajęcia w tej wodzie. Dopływam do jakiegoś wlotu, tunelu, jakbym przeniósł się do przyszłości. Tam jest pewnie ich szkoła. Przejścia są ciemno niebieskich materaców lub czegoś podobnego. Wyciągam takie materacowe drzwiczki i przechodzę dalej. Budzę się.

Siedzę na krześle, nie wiem gdzie, w powietrzu? Jest to chyba jakiś bar. Ktoś kto siedzi obok mnie, coś mi pokazuje. Domyślam się, że to siedzenie kierujące na dół. Siadam, to siedzenie zsuwa się w dół i już jestem na niższym poziomie. Biegnę, nie wiem po co, w górę po drewnianych schodach. Na piętrze w korytarzu po lewej stronie siedzi na krześle chłopak, ma może dziesięć lat. Jest ubrany w ciepłą kurtkę. Chwytam go za rękę, aby go wyprowadzić, on nie chce. Czeka na kogoś. Odsuwam białą materiałową zasłonę i wchodzę do niewielkiej salki. Tam są dwie kobiety i dziewczynka w wieku tego chłopaka. Myślę, że jedna jest jego matką. Gdy patrzę na nią ona i ta druga także młodnieją. Są to teraz Japonki, które mają dwadzieścia kilka lat. Nie wiem dlaczego, ale chcę, abyśmy wyszli z tego budynku (może się pali czy coś?), a poza tym dopytuję się czemu jej niby syn jest ubrany w grubą ciepłą zimową kurtkę chociaż jest ciepłe lato? Jakoś ją obejmuję i podciąga mnie do okna, mocno świeci słońce. Biorę ją jednak za rękę i wyprowadzam na zewnątrz, pozostali podążają za nami. Po wyjściu chwilę się rozglądam, ponieważ jestem zdezorientowany, nie wiem gdzie się znajdujemy, nigdy tam nie byłem. Wybieram prawą stronę i idziemy. Cały czas trzymam ją za rękę. Nie wiem, gdzie tak dokładnie się udajemy, może one wskażą mi kierunek. Niestety budzę się.

Czekoladki, na innej planecie
03.10.2016

Fragment dłuższego snu. Na tyłach, na zewnątrz pracowali chłopacy, układali torby ze słodyczami, w każdej były czekoladki o różnych kształtach z białej czekolady. Gdy kierowniczka odeszła, zaczęli zajadać się torbami czekoladek. Też wziąłem jedną torbę, były tam czekoladki w kształcie kółek, ale gdy zacząłem jeść, a brałem garściami, kształt zmienił się w gwiazdki. Coś się zbliżało. Schowaliśmy się w oszklonym korytarzu. Za drzwiami widziałem, że stoi niedźwiedź. Szybko otworzyłem drzwi i rzuciłem mu paczkę czekoladek, które i tak były dla mnie bezsmakowe i zamknąłem drzwi na zasuwkę. Po chwili zauważyłem, że go nie ma. Pewnie najadł się i sobie poszedł.

Na początku tego snu było coś o lądowaniu na innej planecie. Nie wiem kto tam był, skąd i dokąd lecieli, bo to wszystko było raczej abstrakcyjne trudne do opowiedzenia. Mniej więcej było tak, że ten statek kosmiczny się rozbił, ale zrobił się płynny jakby z błota, albo z kolorowej kałuży, może się rozpuszczał. Ktoś miał przybyć, aby go naprawić, ale nie przyleciał. Jeden element był cały, malutka piramidka, która miała teleportować. Niestety nie potrafiłem tego naprawić, ani odpowiednio złożyć i zrezygnowałem z czekania. Zostałem na tej planecie, była mniej rozwinięta, natrafiłem na miejsce ze straganami. Była ze mną dziewczyna, jechaliśmy rowerami, ale niestety się rozdzieliliśmy, ona pojechała dalszą ścieżką, równoległą do mojej. Goniłem ją, bo chyba nie mogła się zatrzymać i miałem ją złapać, aby się nie przewróciła i nie wpadła na coś.

Trójkątne statki kosmiczne
07.10.2016

W moim pokoju miałem pootwierane i poustawiane kartony na podłodze, a w nich różne gazety, książki, zapisane pojedyncze kartki i inne stare rzeczy. Na małym papierku było imię i nazwisko dziewczyny i napisane co mam do niej napisać. Oczywiście wszystko było tak realne, że nie rozpoznałem snu i myślałem, że to naprawdę się dzieje. Kartkę schowałem do kieszenie na później i oczywiście nie pamiętam już teraz imienia, ani nazwiska tej dziewczyny. Miałem jeszcze dużą kartkę z jakimiś słowami, przełożyłem do drugiego kartonu. Siostra przyszła i spytała się "a to takie literki masz?", odpowiedziałem, że tak. Potem jak wyszła obróciłem się i zamiast zwykłego okna miałem duże szklane drzwi od razu prowadzące na trawę, ale zupełnie gdzieś indziej niż na rzeczywisty trawnik tam się znajdujący. Był jasny wieczór. Cały czas czuć było wysoką realność. Patrzę przez okno w niebo, a tam wielkie trójkątne statki kosmiczne obcych lecą, a za nimi gonią malutkie samolociki wojska ludzi. Wyszedłem na trawę. Drzwi otwierało się wypychając szybę do przodu. Wszedłem z tymi szybo drzwiami trzy metry w trawę, ale musiałem szybko wracać i zamykać drzwi, bo komary do pokoju wlecą...

Śnieżny widok
10.10.2016

Ubieram górną część od piżamy, po chwili jednak rezygnuję i zostawiam na podłodze. Wychodzę przez okno jak przez drzwi, przemieszczam się gdzie indziej zamiast na trawnik przed oknem. Przez chwilę wydaje mi się, że to gdzieś niedaleko na dzielnicy, ale jednak nie wiem co to za miejsce. Przez cały czas widzę bardzo słabo, chyba głowę mam zwieszoną w dół i widzę jedynie drogę. Wchodzę do jakiejś budki coś jak większy kiosk, może papierniczy. Na lodówce widzę rysunki zwierzątek, jedno to słoń. Męski głos pyta się w czym może mi pomóc, nie odpowiadam i wychodzę. Udało mi się spojrzeć w kierunku z którego przybyłem, oczywiście nie ma tam mieszkania, ani mojego okna tylko budynek, albo i także podobny sklepik w nieznanym miejscu. Idę za sklepik, z którego dopiero co wyszedłem. Mocno muszę się skupić, aby coś zobaczyć, skręcam też głową w prawo, co mi polepsza widok. Patrzę w niebo, widać jakieś drobne światełka i duże mocno świecące słońce, wygląda dziwnie. Patrzę teraz w dół, ze wzgórza, na którym stoję, rozpościera się rozległy wspaniały widok. Mocno zaśnieżona droga prowadzi stromo w dół. Dalej jest woda, chyba jezioro, a za nim gęsty las. Chcę się tam przedostać, nie przeszkadza mi to, że będę musiał pokonać wodę. Gdy chcę już schodzić śnieżną drogą, budzę się.

Krwiożercze zmutowanie zombie, sala rozpraw
17.10.2016

Niestety (jak zwykle) nie pamiętam co tam się wcześniej działo. Nie wiem czy to był wcześniejszy sen, czy część tego. A więc znowu jestem w szkole siedzę przy ławce, ławki są jakoś inaczej poustawianie niż zazwyczaj, jakoś skośnie po bokach. W ławce po prawej stronie siedzi CosmicKid. Podchodzi do tablicy i coś pisze. Zapisał kilka podpunktów, możliwe, że to tematy do wyboru, ale nie wiem. Przepisuję to do zeszytu. Ostatni to nie żaden temat tylko jego podpis, podpisał się samym "Kid" i chyba podkreślił. Wraca do ławki. W tym momencie sen przenika się i przenosi się do mojego pokoju, ale w taki sposób jak bym w nim był przez cały czas. Czytałem właśnie co zapisałem w zeszycie. Pojechałem z siostrą rowerami, byłem częściowo świadomy, ale nie wiem po co chciałem jechać do szkoły i jeszcze na dodatek podsuwałem siostrze pomysły, gdzie pójść, do jakiej sali, może gimnastycznej... Nic nie wyszło, nie był to przyjemny sen, zaczął się koszmar, a nawet horror. Ocknąłem się na łóżku, niby w tej szkole. Do pomieszczenia zbliżało się kilka osób. Gdy podeszły bliżej, wiedziałem już, że coś jest nie w porządku. Trzy zombie rzuciły się na mnie, chciały mnie pogryźć, rozszarpać. Uderzałem z całej siły pięściami w głowy niebezpiecznych postaci. Nie zrobiłem im za wiele, ich głowy robiły się jedynie miękkie i potem dziwnie chodziły. Wybiegłem z pokoju, przyszła starucha zombie, silniejsza od innych i mnie zaatakowała. Z góry zeszła po schodach wysoka pani ubrana na biało. Zaprowadziła mnie na górę, stały tam tłumy innych kobiet, także ubranych na biało i w szaty o innych jasnych kolorach. Prawdopodobnie nie były to zombie, może nawet elfy, ale i tak się przestraszyłem i uciekłem. Biegłem korytarzem, tamta pani szła powoli za mną, goniły mnie dziewczyny zombie, miały dziwne kolorowe, zielone i różowe, świecące oczy. Trafiłem do jakiejś sali, była jednocześnie sypialnią rodziców. Był tam mały tłumek ludzi, wbiegła ta straszna starucha i zaczęła ich gryźć, mnie na szczęście nie zauważyła. Pobiegłem o łazienki obok i przeszedłem przez lustro, myśląc, że trafię do równoległej rzeczywistości bez zombie. Okrążyłem łazienkę, wybiegłem z niej i na zewnątrz. Biegłem schodami na górę. Byłem trochę świadomy i mogłem przypomnieć sobie jakie anime aktualnie oglądam (Aria the Natural). Biegnę, wspinam się po schodach, jestem już przy 11, dalej powinien być dach, ale dalej prowadzi korytarz, i jest jeszcze 12, 13 i może następne drzwi. Są to jakieś firmy, jedna związana ze zwierzętami (weterynarz?). Przy ścianie po dwóch stronach tego korytarza siedziało kilka osób na pojedynczych drewnianych krzesłach (takich szkolnych z metalowymi nogami). Przestraszyłem się, że to znowu zombie i się wróciłem chcąc wejść do innego mieszkania. Na schodach dogoniła mnie pani podobna do sprzedawczyni ze sklepu. Jednak była normalna. Wołała mnie i pytała się o coś, chyba między innymi dlaczego zawróciłem. Sen zaczął się kończyć. Już znalazłem się w łóżku. Widziałem jednak jak jeden z zombich chce mnie zaatakować, a ja się nie mogę obronić, bo nie mogę się poruszać. Na szczęście zjawa szybko zniknęła, gdy się obudziłem.

Idę z dawnym kolegą (już się wyprowadził, na imię miał Tomek) po jakimś placu, o czymś rozmawiamy. Dziwię się, ponieważ samochód wyjeżdża z małej bramy nie przeznaczonej dal pojazdów, normalnie by się nie zmieścił. Skręcamy w prawo, a tam kałuża przed chodnikiem. Idę, buty już mi mokną, dalej będzie woda ponad kostki. Chcę więc wyciągnąć do niego rękę, aby mi pomógł, ale jest już za późno i się przewracam na prawy bok, jestem w połowie zmoknięty, już lepiej było zamoczyć buty... Jakoś wstaję, sceneria płynnie się zmienia. Idąc w stronę budynku opowiadam ten poprzedni sen o zombie, myśląc, że to co teraz to rzeczywistość. W tym czasie wchodzimy po schodach i idziemy korytarzem. Nie zdążyłem mu opowiedzieć całego snu. Gdy pani z rozmowy o pracę szybko wprowadza mnie do sali i zamyka na klucz. Okazuje się, że jest to symulacyjna sala rozpraw. Dziwię się, bo z pracą w prawie to ja nie mam nic wspólnego. Siadam na krześle pod ścianą, kilka osób jest z lewej i z prawej strony. Mam chyba plecak, kładę na podłogę. Coś chcę powiesić czy wpiąć w wieszak, już nie wiem co, na pewno nie kurtka, takie małe coś zwinięte w kółko jakby pasek od spodni. Męczę się z tym, ktoś ze "sceny" się na mnie patrzy z miną "czy możemy już zacząć?", ale chyba chodzi mu o kogoś innego, który czymś hałasował przez chwilę. Mało to wyglądało na rozprawę sądową, bardziej jak przedstawienie, bo były i tańce. Obok mnie pod ścianą walały się kable od internetu i moja komórka. Dziewczyna siedząca po lewej stronie się przepycha, o chce siedzieć dalej i tym samym mnie przesuwa (nie siedzimy już na krzesłach, lecz bezpośrednio na podłodze). Tamta pani karze jej pozwolić siedzieć mi gdzie chcę, chociaż tak na prawdę bym jej ustąpił miejsca. Budzę się.

Woda
19.10.2016

Wyszedłem z klatki schodowej na słoneczny dzień. Idę, a tu stado czarnych pająko-psów biegnie na mnie. Przestraszyłem się i uniosłem się w powietrzu, gdy były już blisko drzwi. Wydaje mi się jednak, że nie leciałem w powietrzu, pewnie wcześniej się czołgałem czy coś, a teraz po prostu się podniosłem i byłem ponad tymi psami, nóg nie widziałem tylko zieloną trawę. Szedłem teraz na drugą stronę ulicy i chodnikiem, słabo widziałem co jest wokół mnie, ponieważ nie mogłem podnieść głowy do góry i patrzyłem się tylko na kostki chodnika. W końcu, gdy już prawie udało mi się wyprostować cofnęło mnie do mieszkania. Wybiegłem przez drzwi, zostawiając je otwarte. Biegłem na górę po schodach. Wiedziałem, albo tak mi się wydawało, że goni mnie projekcja mamy, przyśpieszyłem, aby świadomość nie obniżyła się. Znowu jak poprzednio widziałem jakieś dodatkowe mieszkania 12, 13 i dalsze. Dalej był pusty korytarz łączący z nieznanym mi budynkiem. Ściany były w większości oszklone, drzwi też. Korytarz się rozgałęział, wybrałem pierwsze z lewej strony. Przez szybkę w ścianie zobaczyłem w oddali napis "WODA" i wielką rybę w skalnym zagłębieniu podobną do wieloryba. Wiedziałem już, że to ukryte miejsce, które śniło mi się wiele razy. Jest tam dużo wody, można się dostać przez miasto niedaleko morza, albo gdzieś przez las. Drzwi miały dziwny zamek, klamka była przyciskiem, więc przycisnąłem i przekręciłem. Ukazały się drugie drzwi z wyłącznikiem z cyframi 0 i 1, było ustawione na 1, otwarte, przeszedłem przez drzwi i je zamknąłem. Był tam metalowy pomost, częściowo zarośnięty, przeszedłem po nimi chyba zszedłem po schodach na prawą stronę pod ten pomost. Było tam wejście do zalanego miejsca. Siedziało tam kilka osób. Od razu zanurkowałem pod wodę, widziałem tam ryby może pół metrowej długości, podobne do delfinów. Płynąłem pod wodą, mogłem oddychać, ale próbowałem jak najciszej, bo myślałem, że się przez to obudzę. Nie wiem w jakim celu, ale zapragnąłem popłynąć do tej wielkiej ryby i wejść do jej paszczy, aby mnie połknęła. Ludzie siedzący na kamieniach wołali do mnie po co to robię, ale było już za późno. Poczułem ukłucie w głowie i się obudziłem...tak mi się bynajmniej zdawało, ponieważ był to nadal sen. Stałem w kuchni, w ręku trzymałem zawiniątko. Śmiałem się, że to ziemniaki z gołąbków, w których znalazłem zakrwawioną kluchę (niby to ja ten zjedzony przez rybę) i zacząłem się od siebie oddalać, obserwowałem siebie samego i się obudziłem.

8 wieczorem
02.11.2016

Ustawiłem budzik na 7 i poszedłem spać. We śnie dzień, siedzę przed laptopem. Otwieram prawą szufladę biurka (chociaż w rzeczywistości jest tylko po lewej stronie) i wyciągam część siatki po chlebie albo ciastkach. W szufladzie jest kilka minerałów, większe czarne, podobne do węgla, i kilka drobnych chyba też czarnych, ale może były także czerwone. Nie wiem po co chciałem wyciągać te kamienie. Po chwili patrzę, a jeden z tych drobnych się porusza, podobny jest do okruszka ciemnego chleba. To czarny robal, rozgniatam go i wyrzucam go do śmietnika. Robi się ciemno. Mama, która już spała, woła, abym już kończył i też szedł spać, bo jest późno, chyba po jedenastej w nocy. Dziwne to było, bo niby byłem w swoim pokoju, ale jakbym był w dużym pokoju połączonym z sypialnią rodziców, co jest niemożliwe, ponieważ te pokoje są rozdzielone kuchnią i ubikacją. Sprawdzam na zegarku, jakoś szybko ten czas leci, bo była już 7 rano, a ja nie zdążyłem pójść spać. Nagle "budzę się" wychodząc z tego niby mojego pokoju przemieszanego z dużym i sypialnią rodziców, w której rodzice cały czas śpią. Patrzę na zegar na przedpokoju, a tam 8 wieczorem. Idę do pokoju siostry, na łóżku siedzi siostra i mama (przecież śpi w sypialni) i mówię, że to jednak dopiero 8 godzina. Siadam też na łóżku, mam ponoć urodziny. Siostra przyczepia mi coś do twarzy, coś jak biały urodzinowy nos klauna na gumce, przesuwam to na mój nos. Siostra daje mi bitą śmietanę, ale jakąś dziwną, taki bezkształtny kawałek na materiale, pachniało bandażem.

Chyba koniec snu, teraz kawałek, który może był teraz, a może wcześniej, gdzieś pomiędzy. Czytam książkę, mam uczucie, że to podręcznik do angielskiego. Przeczytałem kawałek tekstu po angielsku, wtedy rozumiałem i wiedziałem o co chodzi. Pozostało tylko jedno niewyraźne słowo. Było napisane czcionką stylizowaną na chińskie znaczki. WoodGate albo FloodGate, miałem jakieś skojarzenia z widget czy gadget. Później szedłem ulicą i chyba trafiłem na dach wieżowca, padał deszcz. Miałem widok na trzy batony - snickers, mars i jakiś jeszcze. "Kamera" kilkakrotnie pokazywała każdego batona. Miały takie ceny jak 7.45 zł. Każdy miał w cenie 4. Przez te chińskie znaczki skojarzyło mi się to z tym, że w Japonii cyfra 4 przynosi nieszczęście tak jak 13 (oczywiście w to nie wierzę), bo wymawia się ją jak śmierć :D

Smartphony, żółty samochód
03.11.2016

Jakieś dziewczyny chodziły po mieście. Jedna chciała być modna i kupiła iPhona, którego dopiero co widziała u koleżanki. Pokazała jej jakiego ma wreszcie modnego wąskiego iPhona. Tamta mówi, że takie są już niemodne i pokazuje dopiero co kupionego z dziwną nazwą, właśnie wychodziła ze sklepu. No i ta pierwsza dziewczyna nie chciała być gorsza i też poszła kupić takiego jak jej koleżanka. Chyba tak kilka razy zmieniały i kupowały nowe smartfony…

Wchodzę do tego niby sklepu z telefonami. Jest to chyba przychodnia. Jest tam moja mama i ciocia, pielęgniarki i lekarz. Na środku stoi ławka, na której leży koperta wysłana do mnie. Ciocia mówi, że to pieniądze dla mnie. Dziwię się, bo nie znam adresata, otwieram, a tam nie ma żadnych pieniędzy, tylko strój jak dla panie pielęgniarki, zostawiam to na ławce. Potem coś znowu ze smartfonem. Lekarz daje mojej mamie jakiś niby lepszy telefon, ale trzeba jakoś przeciąć tą gumę, która wystaje i oplata smartfona. Lekarz przecina, teraz wystają długie szerokie kawałki tej gumy czy czegoś. Mama mówi, że nie chce czegoś takiego, zostawia na ławce i oznajmia, że więcej tam nie będzie przychodzić.

Lato, jest ciepło. Zostawiam rower na parkingu obok lasu. Przyjeżdża jakiś stary samochód, na szczęście jedzie obok. Idę dalej. Z daleka widzę, że ten sam stary (zabytkowy?) żółty samochód znowu jedzie w stronę mojego roweru. Robi jakieś ewolucje, wyskakuje obracając się wokół własnej osi, ląduje na boku. Przewraca przy tym mój rower. Podbiegam do roweru. Ktoś wychodzi z samochodu i z uśmieszkiem na twarzy się tłumaczy.

Roztrzaskany księżyc
19.11.2016

Jest dzień, widzę księżyc. Wydaje mi się jakiś taki wielki. Widzę go z góry w chmurach. Zapewne wydaje się taki wielki, ponieważ wleciał w atmosferę ziemską. Dopiero po chwili orientuję się, że unosi się kilka metrów nad ziemią i ma kilkadziesiąt metrów średnicy. Myślę, że wojsko łatwo tam teraz doleci. I przylatuje odrzutowymi samolotami. Żołnierze przyjeżdżają także wojskowymi samochodami. Księżyc się chyba pomniejszył, a na dodatek został roztrzaskany na dwie połówki. Jest czarny, w środku w większości pusty. Żołnierze zapakowali te połówki na przyczepy, jadą w dwie różne strony. Chcę wejść do jednej z nich. Ktoś pyta się po co to robię, więc przestaję. Chwytam się tylko krawędzi połówki księżyca, która pędzi na wojskowej przyczepie.

09.12.2016

Potwór z ciemności

Jak zwykle większa część tego i następnego snu uciekła mi z pamięci. W tym śnie jestem na początku tylko obserwatorem. Kobieta została zamknięta przez kogoś w ciemnym pomieszczeniu. Było to niby "za karę", ale pewnie chcieli się nad nią poznęcać, zapewne byli to jacyś psychopaci. Na środku sali stała na stole rozbita szklana kula (lub inny podobny pojemnik), w której był uwięziony straszny stwór. Ten stwór nie posiadał konkretnego kształtu, był jak czarna gęsta substancja przyjmująca dowolny kształt. W pewnym momencie to coś zaczęło wyłazić. Kobiecie zaczęło szybko bić serce ze strachu. Gdy już prawie wyszło, cofnęło się do środka. Zrobił to chłopak, który nagle się ukazał w ciemności. On się ponoć zajmuje tym stworem Włączył jakieś urządzenie, które utrzymywało to w zamknięciu. Kobieta była prawdopodobnie naukowcem (albo po prostu taka bardzo ciekawa) i zaczęła to badać. Stanęła przed tym i oczywiście, chociaż przed chwilą tak się bała, włożyła rękę do szklanego pojemnika i dotknęła tą istotę. To natychmiastowo wyprysło ze zbiornika, zeżarło jej rękę do ramienia i się z nią połączyło, kontrolowało jej umysł. Otworzono drzwi, ktoś wszedł. To czarne coś wylazło z drugiej ręki kobiety i zrobiło to samo z tym co tam wszedł. Wgryzało się w ludzi i łączyło tak jakby trzymali się za ręce. Przybiegli inni ludzie, ci też zostali schwytani. Słychać było krzyki "o moja ręka!" czy "o moje ramię". Wyszedłem na jasny korytarz i zacząłem uciekać, bo jakiś mężczyzna choć jeszcze nie podłączony to i tak był sterowany przez tego potwora. Na końcu korytarza były pootwierane łazienki. Wiedziałem, że nie zdążę otworzyć okna i wyskoczyć, więc biegłem dalej i przeniknąłem ścianę. Znalazłem się w nieznanym mi mieście. Mogłem skakać ponad blokami. Widziałem, że już wszyscy ludzie tam mieszkający zostali opanowani. Wyglądało to jak wesołe, trzymające się za ręce zombie...


Nowy sen

Skądś szedłem, miałem wracać do domu, ale nagle zorientowałem się, że to sen i powiedziałem, że nie, nie idę z powrotem, tylko szybciej bym się obudził. Nawet się przytrzymałem znaku przy ulicy i skręciłem w lewo. Nagle pojawił się śnieg. Widziałem jeszcze inne przenikające się obrazy. Na koniec pokazał się obraz przedstawiający otwartą salę podstawówki, ten się utrwalił. Zobaczyłem jak zaczyna się inny sen, czego zazwyczaj nie zauważam. Znowu byłem w podstawówce (a może byłem kimś innym), wszedłem do klasy. Jeden kolega przesiadł się o ławkę do przodu, zostawił kogoś samego. Dosiadłem się do tego z przodu. Nikogo tam nie znałem. Rozglądając się, z początku widziałem tylko chłopaków, później zauważałem także i dziewczyny.

14.12.2016

Dodatkowy pokój

Jechałem z tatą samochodem, widok był z zewnątrz. Ciągle nie mógł poprawnie skręcić i za każdym razem jak skręcaliśmy "za róg" ulicy, to trzeba było zrobić dodatkową pętlę, aby trafić i równo wjechać w uliczkę. Zatrzymaliśmy się, bo zabrakło paliwa. W tamtym miejscu panował półmrok. Chcieliśmy ukraść trochę paliwa z innego samochodu i dlatego mieliśmy jakoś połączyć oba samochody. Wyciągałem brzydkie kawałki z samochodu, skojarzenie z resztkami pozostałymi pomiędzy zębami, np. pieczarki :) Nie wiem czy się nam udało. Okazało się, że jesteśmy już w domu. Wszedłem do pokoju. Nie poznałem go. Był prawie pusty, chyba miał być remont. Po prawej stronie była ściana z mleczno białego szkła, lekko przezroczysta. Za nią było widać cienie ludzi wpatrujących się w moją stronę i dziwnie się poruszających (opierali się o tą ścianę). Wyszedłem z pokoju. Teraz zauważyłem, że znajduje się pomiędzy moim pokojem a pokojem mojej siostry. Zdziwiłem się, że od tylu lat jak tu mieszkam, dopiero teraz zauważyłem to pomieszczenie.

22 Stron V   1 2 3 > »   
Mój obraz