Se7en's Diary of Dreams


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

3 Stron V  < 1 2 3 >
entry 23.06.2016 - 14:35
Idę w stronę hal sportowych dla dorosłych i dzieci, ktoś mi mówi po dotarciu, że są jeszcze dwie bliźniacze dla palących. Było to tak absurdalne, że odzyskałem świadomość w drodze do nich. Nie potrzebowałem testu, skupiłem się na sobie aby wyostrzyć świadomość. W halach dla palących była o wiele niższa temperatura i rześkie powietrze co świadczyło o dobrej wentylacji wnętrza. Wydało mi się to dosyć komiczne jednak nie miało to jakiegoś znaczenia, przeszedłem przez ścianę. Trafiłem do bajecznej natury która nie była skażona ludzką egzystencją. Zacząłem lot, podziwiałem otoczenie lecąc tuż nad drzewami, nie mogłem się nadziwić tym pięknem. Zauważyłem rzeczkę, płytką ale szeroką z piękną krystaliczną wodą i kamieniami. Woda zawsze mnie ściąga na ziemie, zacząłem brodzenie w wodzie która sięgała mi po łydki była niezwykle przyjemna. Dostrzegłem małe wodospady i kaskady widok był dosłownie powalający. Szybko jednak dała o sobie znać drugą natura sennego ciała - seks. Wzbijając się w powietrze powiedziałem sobie, że na pewno zobaczę miasto za górką pełną chętnych towarów. Miasto zobaczyłem za wzgórzem ale wiedziałem, że sen dobiega końca, może jakbym był na ziemi to udało by mi się to cofnąć.

entry 12.06.2016 - 03:31
Położyłem się do relaksacji przed snem, tym razem skupiłem się na wzroku. Początkowo błądziłem nieco myślami, przyszło odrętwienie dosyć słabe. Skupiłem się na punktach nad głową które wyznaczyłem w różnych odległościach. Szybko przyszły wibracje z początku bardzo słabe, zacząłem je kontrolować, nabrały odpowiednią formę. Poczułem, że mogę wychodzić jednak pierwsza próba się nie udała bezpośredniego wstania więc się wyturlałem z ciała. Chciałem od razu przejść przez ścianę ale nie mogłem, więc ruszyłem za przygodą po domu. Znudzony tym wszystkim postanowiłem kogoś odwiedzić, wzbiłem się do lotu jednak poczułem brak mocy czego rezultatem było cofnięcie do ciała. Leżałem chwilę bez ruchu po czym ponownie wyszedłem, nakreśliłem kierunek i wzbiłem się w powietrze. Leciałem w ciemności nabierając prędkości dostrzegłem światła dużego miasta. Niestety cofnęło mnie po raz kolejny ale wyszedłem trzeci raz. Badałem dziwny budynek przenikając przez ściany w ciemnościach, napotkałem chyba znaną mi osobę, doszło do kontaktu płciowego. Kolejna cofka, nie wiem kiedy straciłem świadomość ale bardzo szybko ją odzyskałem. Uświadomiłem sobie, że śnię przez znajomość owego budynku który badałem wcześniej w ciemnościach. Zacząłem biegąć od miejsca do miejsca potwierdzając rozmieszczenie wszystkiego, byłem z grupą osób które sprawdzały chyba moje kwalifikacje do pracy tutaj. Zachciało mi się śmiać z tego wszystkiego zdecydowanie byli nieco poirytowani moim zachowaniem. Zrzedły im miny jak wyleciałem przez okno i zawisłem tuż obok niego aby się z nimi pożegnać. Świadomość utrzymywałem bardzo długo zmieniając lokację cały czas, mógłbym podzielić miejsca czy też etapy w których błądziłem po omacku w ciemnościach widząc nie wiele i na te gdzie widzę normalnie. Z czasem stało się to monotonne, nie mogło się skończyć, ciągnęło się to w nieskończoność. Jednak nie starałem się obudzić bo po co, lepiej zachować świadomość i się nieco ponudzić.

entry 10.05.2016 - 10:13
Odzyskuję świadomość, z trudem wstaje ociężałe ruchy świadczą tylko o jednym, że to fałszywe przebudzenie. Udaje mi się podnieść, totalna ciemność, wciągam powietrze w zatkany nos, odzyskuje władzę nad ciałem. Czekam w ciemności, rozjaśnia się, przechodzę przez ścianę na zewnątrz, okien już wole unikać. Jestem u siebie, szara pogoda jakby po deszczu, coś przykuwa moją uwagę, doganiam osobnika, zamieniam po jednym słowie, budzę się.

entry 04.05.2016 - 11:37
Coraz częściej mi się śni, że biegam długodystansowo po nieznanych albo po mniej znanych mi terenach sennych lokacji. Dzisiaj biegałem ale nie wiem dokąd, chciałem gdzieś dotrzeć, zgubiłem się jednym słowem. Postanowiłem się zawrócić, robiąc kolejne kilometry po asfaltowej drodze przez lasy, pola i wioski. Podbiegając po stromą górę doznałem przebłysku świadomości, zatrzymałem się postanowiłem zrobić test rzeczywistości w celu wyostrzenia świadomości. Zatkałem więc nos i zacząłem dmuchać powietrze niestety powietrze nie chciało uchodzić, mocno się już uodporniłem na ten zabieg. Zrobiłem go w drugą stronę wciągając powietrze, zadziałało nawet jeśli by nie wyszedł pozytywnie mam jeszcze dużo takich weryfikacji w zanadrzu. Standardowo w takiej sytuacji skupiłem się na otoczeniu uzmysławiając sobie, że jestem we śnie. Ujrzałem stromą górę na której się znalazłem z jakiegoś powodu na tym pustkowiu otoczonego lasem i polami. Postanowiłem nigdzie nie odchodzić i skupić się na sobie i otoczeniu jak to robił Castaneda podczas nauki śnienia. Usiadłem po turecku na ziemi nie zwracając uwagi na znaczną pochyłość oraz na niezbyt przyjemne podłoże żwirowo-piaskowe obrośnięte w pojedyncze kępy traw i chwastów. Zacząłem medytacje, zdziwiony byłem z jaką łatwością od razu się skupiłem, niestety prawie po chwili straciłem obraz i w mojej głowie zaczęło wrzeć od głosów i dźwięków. Efektem tego było wybudzenie się i cały czar prysł szybciej niż się zaczął.

entry 21.04.2016 - 21:08
Brałem udział w zawodach, a mianowicie biegu na czworaka. Bardzo chciałem wygrać, z determinacją pokonywałem kolejne nawrotki jak na wf-ie w podstawówce na czternastej udało mi się wyjść na prowadzenie i wygrałem wyścig.
Śnił mi się prawdopodobnie zlot, byłem z kimś w lesie. Znalazłem muchomory w brzezince, zorientowałem się, że muchomorów w maju nie ma. Podekscytowany zacząłem je zbierać. Przypomniał mi się na widok muchomorów post zielarza, pomimo wszystkiego nie doszło do przebłysku świadomości. Następnym razem uda mi się odzyskać świadomość we śnie natykając się na nieprawidłowości jakie tam zachodzą.

entry 04.04.2016 - 12:49
Można powiedzieć, że coraz więcej pamiętam albo, że cokolwiek pamiętam z nocy. Po raz kolejny śnię w nie swojej osobie, sny są o tyle dziwne iż poruszają tematykę nierówności społecznej, kontroli społeczeństwa.

entry 23.02.2016 - 23:12
Przebudzenie w nocy, dokładnie nie wiem ile po zaśnięciu. Idąc spać dalej z myślą o ld czy oobe. Trafiam do snu ale wszystko jest niewyraźne, ciemne, ciężko mi dostrzec cokolwiek. Robię test rzeczywistości, ogrania mnie euforia. Jednak sen jest tak płytki i niewyraźny, że po próbie zrobienia czegokolwiek od razu się budzę. Próbuję dalej, jednak sytuacja we "śnie" się nie zmienia jeżeli w ogóle można nazwać to snem. Pięciokrotnie bezskutecznie nic nie wychodzi i się od razu budzę.

entry 15.01.2016 - 09:17
Relaks przed snem po lemon hazie i od razu wchodzę. Holandia mój nowy domek, ale zaraz mnie wywala do przycielesnosci. Zaczynam wychodzić ale nie mogłem się przebić przez podłogę, więc zaczynam się kręcić do okola własnej osi. Wracam do ostatniej lokalizacji w astralu i tak dwa razy.

entry 29.09.2015 - 09:52
Napisze chronologicznie całą noc.

Zacząłem od relaksacji przed snem, skupiłem się na głębokim oddychaniu. Wyobrażałem sobie, że z każdym wdechem i wydechem napełniam się energia. W końcu uderzył potężny paraliż, starałem się go pogłębić. Problemy z oddychaniem i drżenie serca mi utrudniały sprawę. Ostatecznie nic z tego nie wynikło. Poszedłem spać ustawiając budzik na pobudkę po czterech godzinach. Nie pamiętam w ogóle kiedy go wyłączyłem ale z moich wyliczeń wynika, że wtedy doszło do pewnego zajścia które opiszę na podstawie dziennika.

Miałem paraliż z wibracjami ale coś mi przeszkadzało jakby sen. Pamiętałem wtedy o relaksacji przed snem iż to, że musiała mi pomóc. Skupiłem się na wyjściu z ciała ale sen usilnie mi przeszkadzał tocząc swoją akcję na drugim planie. Myślałem na wyjściem z ciała, o tym że będę miał co opisać w notatniku. Ów stan był mi już znany, a bynajmniej tak bezsilność w której mogę się "poruszać". Sen tylko mi przeszkadzał, całe zajście pamiętam jakby to był sen, ale pamiętam mocne odczucia temu towarzyszące.

Chodziłem do szkoły, poznałem osoby które mają konto na naszym forum. Robiliśmy porządek w klasie, rozgrzebałem jakieś gniazdo os. Zaatakowała mnie cała chmara, uporałem się z jednym szerszeniem. Próbował mnie użądlić w dłoń, próbowałem znaleźć żądło na prawej dłoni którą skróciłem życie owadowi przepoławiając go na pół w wyniku uderzenia z "paskacza". Dłoń miała brązowe stwardnienia skóry w niektórych miejscach. Zacząłem uciekać przed brygadą os, które goniły i atakowały mnie "gęsiego". Dziwnym sposobem znalazłem się na zewnątrz, uciekałem i broniłem się coraz zmyślniejszymi sposobami. Nie wiedzieć czemu miałem na sobie grubą zimową kurtkę, dzięki niej osy się tylko od niej odbijały.
W trakcie snu się obudziłem i zapisałem doświadczenia, kładąc się dalej około piątej, budzik był ustawiony na wpół do piątej.

Znowu wróciłem do szkoły, zaczął się rok szkolny. Byłem prawdopodobnie w ostatniej klasie. Byłem zdziwiony, że szkoła stworzyła nowe profile typu oobe. Działy się różne historie które niezbyt wyraźnie pamiętam i nie wiem czy były one w poprzednim śnie czy w tym. Poznałem nowe fajne towarzystwo, po szkole zaproponowałem, że odwiozę koleżankę która wpadła mi w oko. Poszliśmy na parking, nie mogłem znaleźć mojego auta, w końcu okazało się zostało spalone. Przeczytałem kartkę przy dziwnie skurczonym wraku, że ktoś zaczyna ze mną wojnę. Próbowałem zadzwonić na policję oraz do ubezpieczenia OC ale coś mi przeszkadzało. Udaliśmy się do pobliskiego zamieszkałego kolegi, siedzieliśmy u jego w lokum w szerszym gronie.

entry 25.09.2015 - 08:47
Zastosowałem autohipnozę, na zapamiętywanie snów i obudzenie się o 3:00 nad ranem. Obudziłem się o 4:00, ze snu praktycznie nic nie pamiętałem jedynie epizodyczną scenę odzyskania świadomości. Niestety sen mnie od razu porwał, nie umiem przenieść codziennej świadomości do snu. Pamiętam jak odkurzałem czyjś pokój, mieli tak mocny odkurzacz, że ściągną on i wessał oponę z dętką z koła u roweru dosłownie jakby to była jakaś nitka.

entry 20.09.2015 - 16:05
Zawsze jak się kładę spać czy popróbować coś przed snem, zaczyna się dziać. Nie wiem co to ani co o tym myśleć bo to stało się notoryczne i namacalne w jakiś sposób. Zaczynam słyszeć jakieś szmery, coś skrzypnie, cały czas coś słychać. Jakoś się tego nie boje z czasem przemija albo próbuję to przegnać. Wraz z "helikopterem" wraca i znowu zaczyna intensywnie szeleścić co parę sekund delikatny odgłos z pokoju.

Bardzo podobne do tego co się działo na niemieckim budownictwie tam gdzie kiedyś mieszkałem tylko tam potrafiły skrzypieć meble których nie było. Zawsze coś się działo w drugim pokoju, człowiek wchodził do tego pokoju siadał i nasłuchiwał i nic, nie zdążył wrócić i się tłukło na nowo.

entry 18.09.2015 - 08:16
Miałem sen, że jestem w szkole z osobami z którymi chodziłem do różnych klas. Pamiętam scenę jak jeden kolega robi sobie ze mnie jaja wydzwaniając do mnie w jakiś dziwny nieznany mi sposób. Nie wyświetlał się numer ale było na telefonie napisane połączenie jakieś tam. Jak się potem okazało było to związane z włączonym internetem, a raczej jego szukaniem. Z dowolnego miejsca na ziemi można było nawiązać darmowe połączenie oraz dowiedzieć się gdzie się znajduje osoba poprzez jakąś stronę internetową. Były jakieś długie zajęcia, pamiętam jak wszyscy czekali w szatni, żeby ktoś wydał nam ubrania. Przebudziłem się, w następnym śnie opowiadałem, że śnił mi się ów sen i tłumaczyłem o tej technologi. Okazało się, że to prawda i takie coś istnieje.

entry 15.09.2015 - 09:25
Zmieniłem trochę technikę przed senną i przyniosła lepsze efekty. Zacząłem od skupienia się na oddechu, oddychałem głęboko wyobrażałem sobie, że wypełnia mnie energia którą potem przelewam na trzecie oko. Efekt był znakomity, bardzo szybki i mocny paraliż równający się już prawie z bezsilnością. Ale za karę znowu kot zaczął skomleć, że chce wyjść na dwór w końcu któryś z domowników się zlitował i wypuścił zwierzaka. Paraliż nie opadł ale straciłem początkowe lekkie wibracje, a może przyzwyczaiłem się do stanu. Bardzo długo walczyłem z oddechem, żeby go uspokoić bo strasznie drgał przy każdym wdechu. Nie byłem wstanie pogłębić tego stanu, obierałem różne focusy oddech z napełnianiem się energii, afirmacje, stan bez myślowy, odczucie paraliżu w danej kończynie, starałem sobie coś wyobrażać ale bez większego efektu pomimo to, że dostrzegałem obrazy albo ich zarysy. O dziwo cała relaksacja bez "helikoptera". Skupiałem się na oddechu aby głębokie wdechy były ale nie takie, żebym przeciągał albo za duża uwagę na nie zwracał. W końcu odpuściłem zacząłem tracić powoli świadomość i w ogóle byłem strasznie już tym wszystkim zmęczony.

entry 13.09.2015 - 07:46
Idę ulicą nagle odzyskuję świadomość, nie potrzebuje testu rzeczywistości co jest złe. Obserwuję najeżdżający z przeciwka autobus po czym siadam na ulicy aby pomedytować. Automatycznie budzę się i 10 cm od głowy mam mojego kota który zaczął się myć.

entry 01.09.2015 - 02:37
Szczerze mówiąc, to nie wiem co do końca zaszło, położyłem się po północy, a obudziłem się o trzeciej. Nieudolne próby relaksacji na plecach przyniosły szybki "helikopter", olałem go. Leżałem więc dalej, zaczął się paraliż, norma, znudzony tym wszystkim położyłem się spać w pozycji na boku. Przebudziłem się po jakimś śnie, nie rozbudzałem się, mocno skupiłem się, zacząłem mieć myślokształty. W końcu trafiłem do snu ale straciłem świadomość wątek snu mnie porwał i zagrożenie w nim wynikające. W totalnej ciemni polowałem na kogoś z karabinem i vice versa. Czuliśmy swoją obecność, skradałem się bezgłośnie tak samo wróg, wreszcie przystałem by go wysłuchać. Przystanąłem przy jakimś spadku z betonowej posadzki ze spadkiem w dół, coś zaczęło mnie ściągać w dół. Wpadłem do wody była dziwnie gęsta, od razu wyszedłem z ciała ale coś mnie od razu porwało. Zacząłem gdzieś lecieć, widziałem na początku swój dom potem inne budynki wszystko się zgadzało jak w rzeczywistości, dolatując do lasu zacząłem tracić ostrość obrazu. Podczas lotu zacząłem myśleć o śnie i nagle się zerwało. Prosiłem o jeszcze, żeby tak to się szybko nie skończyło jak ostatnio, zacząłem się skupiać na obrazie który się pojawiał przed oczami. Nagle znalazłem się w jakimś miejscu, od razu zrobiłem test rzeczywistości polegający na dmuchania w zatkany nos ale za żadne skarby nie chciało iść przez niego powietrze, próbowałem parę razy pod rząd mocno się na tym skupiając i nic. Wiedziałem, że śnię, potem ani na chwile nie straciłem świadomości. Wyszedłem z pokoju patrząc gdzie jestem, po chwili zorientowałem się, ze jestem w mieszkaniu Śp. babci i dziadka. Spotkałem tam ojca i znajomego ojca oraz jego syna. Nie mogłem latać, dmuchanie w nos dalej nie działało jakby real. Każdy tak jakby sen kończył się próbą, ktoś mi coś szeptał do ucha aby zrobić coś pozornie złego. Za każdym razem odmawiałem i od razu trafiałem w ciemność, trafiałem w różne lokacje z rożnymi znanymi mi osobami. Po drugim czy trzecim próbowałem wstać z łóżka i się obudzić, nie bylem w stanie, nieudolnie próbowałem włączyć lampkę do czytania, która normalnie działa ale nie chciała się włączyć. Udało mi się z wielkim trudem usiąść na łóżku leżąc plecami na kołdrze walczyłem o to żeby wstać. Trafiłem na kolejny sen znowu dmuchanie w nos i brak efektu przelatywania powietrza. Zacząłem się poważnie zastanawiać czy nie umarłem bo coś nie grało cały czas. Po kolejnej próbie za wszelka cenę chciałem się obudzić, z wielkim trudem słaniając się na nogach dotarłem w końcu do włącznika światła i zdałem sobie sprawę ze to sen bo paliło się światło w innych pokojach. Zrobiłem kolejny test rzeczywistości tym razem uchodziło powierzę przez zatkany nos. Pomyślałem o moim psie i automatycznie się przy nim znalazłem, zacząłem go głaskać, znudzony tym wszystkim ruszyłem w dalszą drogę. Podczas kolejnego snu po prostu się obudziłem trwało on dosyć długo od poprzedników. Zbytnio nic nie kombinowałem żeby robić coś na własna rękę, chętnie wchodziłem w rozmowy, nie tracąc przez wszystkie sny świadomości. Na prawdę w połowie tego wszystkiego zacząłem się zastanawiać czy czasem nie umarłem, nie mogłem się obudzić, wszystko było obłędnie naturalne, nasycone czymś więcej jakby każdy sen miał jakieś znaczenie podejmowanych decyzji.

Trzydniowa głodówka, zbytnio nic nie dała oprócz pierwszego dnia. Zauważyłem im wcześniej od zaśnięcia tym bardziej to wszystko jest stabilne, wyraźniejsze, realne. Więc od dzisiaj robię metodę 1+0, z wcześniejszym przygotowaniem się w postaci relaksacji.

entry 25.08.2015 - 08:52
Od wczoraj zacząłem głodówkę i od razu dzisiejszej nocy efekty. Próbowałem przed snem relaksację jak to zawsze ja, ale po pół godzinie sobie dałem spokój. Pierwszy raz odzyskałem świadomość na jakiejś płytkiej fazie bo nie było snu ani paraliżu, ale umysł intensywnie wymyślał jakąś historie. W pierwszej chwili myślałem, że jestem we śnie, no nic położyłem się dalej. Następnym razem odzyskałem świadomość już we śnie, szedłem polną drogą z kolegą. Nagle zatrzymałem się i go się pytam w prost jak naprawdę ma na imię, a on na to, że świadomość. Od razu ekran zaczął mi się rozmazywać, nie czekając rzuciłem się na drogę. Zacząłem macać ziemię i się po niej turlać, rozmazywanie ustało. Kolega zaczął się śmiać co robię, ale nagle ogarnęła mnie ciemność. Poczułem ciało i nagle się zapadłem jakby pod łóżko postanowiłem płynąć w dół ale nic z tego nie wynikło więc starałem się wrócić na "powierzchnię" bez efektywnie wiosłując rekami pod górę w totalnej ciemności. Po jakimś czasie wróciłem do ciała z niedosytem wrażeń była 2 w nocy, dwie godziny po zaśnięciu.

entry 16.08.2015 - 12:25
Pojechałem pociągiem z jakąś misją do Rosji, w drodze powrotnej zaczęła się na mnie obława. Musiałem skakać z pędzącego pociągu. Odzyskałem świadomość, wyszedłem niebezpieczeństwu na przekór, samą myślą nieprzyjaciele stali się sojusznikami. Ukradłem żółte bmw serii 3, tą kwadratową, poszedłem bokiem przez parking ale niestety się obudziłem zaraz od budzika.

entry 14.08.2015 - 11:12
Była chyba 8 rano, miałem sen już nie pamiętam jaki. Nagle wszedł śp. dziadek, od razu odzyskanie świadomości. Po rt'ku wróciłem do ciała, nie jestem pewny czy się obudziłem czy to było fałszywe przebudzenie nie ryzykowałem. Skupiłem się i wróciłem do snu ale zaraz się obudziłem.

Dziadek był o wiele młodszy niż go pamiętam z dzieciństwa, był pełen życia i energii. Z uśmiechem na twarzy wszedł i ucieszył wszystkich swoim widokiem. Zawsze na jego widok odzyskuje od razu świadomość jest swego rodzaju głęboko zakorzenioną kotwicą.

Zastanawia mnie jedna kwestia, odnośnie zmarłych czemu wszyscy zawsze przeżywają, że śnił mu się ktoś. Sen jak każdy inny.

entry 23.07.2015 - 13:06
Siedziałem ze znajomymi aż tu nagle zrobiło mi się czarno przed oczami skutkiem tego kompletnie oślepłem. Nie mogłem z nikim nawiązać żadnego kontaktu. Kiedy wszystko wróciło do normy nie wiedział co się tak naprawdę stało. Zacząłem wracać do domu po drodze spotkałem starego kolegę więc szybko nawiązaliśmy kontakt ze sobą. Usłyszałem dziwnie mi znaną muzykę dobiegającą z nieco oddalonego kościoła na wzgórzu. Ruszyliśmy w dalsza wędrówkę aż tu nagle znowu zaczęło robić się czarno tym razem na szarości ustało. Kolega uciekł przodem z tyłu mnie usłyszałem głos żeby położyć się na ziemi i zakryć uszy, dziwny szum z chwili na chwilę narastał. Szybko więc znalazłem dogodne miejsce nieco osłonięte, położyłem się na brzuchu mocno zaciskając uszy. Owładną mną strach przed śmiercią i końcem wszystkiego co kochałem. Nie ubłaganie odczuwałem nadciągającą fala uderzeniowa która przemieszczała się z zawrotną szybkością. Cały czas obawiałem się, że znajduję z byt blisko epicentrum wybuchu i strawi mnie ogień. Tak się o dziwo nie stało wyszedłem z całej katastrofy bez szwanku, jednak gorąco było tak przeraźliwe iż pobliska konstrukcja z desek zaczęła się palić. Usłyszałem w oddali wycie syreny w pobliskim wojsku, wróciłem na chodnik którym zmierzałem do domu. Wszyscy razem szliśmy i gadaliśmy na temat co tak naprawdę się stało, dokonała się rzecz niezwykłą wszyscy Ci ludzie z zemną włącznie się zmienili zaczęli żyć chwilą. Dostrzegając piękno natury oraz szanując siebie nawzajem nie zważając na żadne podziały. Poczułem niezwykła więź do ludzi, życia i wszystkiego co mnie otacza odczuwając przy tym lęk przed nasza niepewną przyszłością. Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy w dalszą trasę prowadząc ciekawe rozmowy. W końcu nadeszła pora wysiadki na moim przystanku z bólem serca pożegnałem wszystkich ruszając z kolegą w kierunku naszego bloku. Ledwo wyszliśmy z autobusu zaczepił nas żołnierz z siekierą w ręku, że tu nie można zaglądać ani podchodzić pod płot. Kolega zaczął się kłócić, chciałem załagodzić sprawę jednak nie dało to zamierzonego efektu. Towarzysz drogi wyzwał go, zauważywszy furię na jego twarzy zawinął się w mgnieniu oka, ten jednak ruszył w pogoń za nim. Nie mogąc go dogonić rzucił w niego więc siekierą, w powietrzu zawisła namacalna cisza. Na szczęście chybił o włos, swoją złość skierował na mnie, zaczęła się walka. Dobył siekiery po raz drugi i ruszył w moją stronę, oddał ponowny rzut udało mi się uniknąć ciosu. W końcu kolega nadszedł z pomocą i daliśmy mu radę. Co się potem okazało ruszył za mną w pogoń i zaczął się dobrze mi znany "survival" uciekałem długo przez najróżniejsze lokacje. Stanąłem nad wyborem czy nie zejść w labirynt znany mi z innego snu o którym nie miałem wcześniej pojęcia. Przypomniał mi się częściowo inny sen, labirynt ten miał wejście w podziemie jednak obawiałem się tam schodzić z obawy, że już nie wyjdę. Wiedziałem iż potem nie sposób będzie z niego wyjść jeżeli wejdę za głęboko, a także napotkam różne strachy. Uciekałem więc dalej inna drogą kiedy już myślałem, że udało mi się go zgubić napastnik z siekierą wychodził nie wiadomo skąd. Przeprawiałem się przez najtrudniejsze przeszkody w tym różne rusztowania, wodę i dachy. Obudziłem się o 2:30, półtorej godziny po zaśnięciu od razu zabierając się za pisanie. Sen przed zapadnięciem ciemności bardzo słabo pamiętam.

1. Ciemność która na początku opisałem skądś była mi już znana. Wiedziałem, że zapadnie totalna ciemność i nic nie będę w stanie zrobić więc próbowałem polecić nade mną opiekę osobie która wówczas mi towarzyszyła, jednak nie miałem żadnego z nią kontaktu. Nie wiem co się potem działo, wygląda na to iż sen się skończył, żeby mógł nastąpić nowy.

2. Dwa miejsca czy też motywy jakie spotkałem na drodze częściowo przypomniały mi inny sen o którym nie miałem wcześniej pojęcia. Pierwszy był kościół, a raczej piosenkę w którym grali, była mi już wcześniej znana bo zacząłem ją śpiewać. Ów wcześniej już wspomniany labirynt tylko potwierdza we mnie, że miejsca które spotkam są stałe, połączone ze sobą, wymieszane z prawdziwymi znanymi mi lokacjami. Chciałbym więcej tak dokładnie pamiętać sny za każdym razem, to zaczął bym tworzyć "mapę snów" jeżeli coś w ogóle takiego istnieje.

entry 22.07.2015 - 06:00
Na początku akcja dzieje w starym świecie wikingów, byłem obserwatorem. Trafiają oni do Valhalli po przegranej bitwie. Akcja przenosi się do zaświatów, mój sen jest dosyć nie typowy bo biorę udział w dwóch miejscach naraz. Oglądam tak jakby film lektor z którym rozmawiam, tłumaczy on na jakiś dziwny język twierdząc, że to niemiecki. Same ich rozmowy są zrozumiałe, ale coś mi na siłę tłumaczy nie wiedzieć czemu są też napisy do tego. W końcu się okazuję wszystko to nie oglądam sam, jestem w dziwnym pokoju z śp. babcią i dziadkiem. Wyszedłem na zewnątrz, było tam nieznane mi blokowisko. Wróciwszy z powrotem położyłem się spać bo było już ciemno. Nie mogłem zasnąć bo słyszałem chrapiących za ścianami, ale w końcu to się stało i przeniosłem się do poprzedniego wątku. Wikingowie a ja wraz z nimi pokonaliśmy jakiegoś boga, dzięki któremu dowiedzieliśmy się jak odrodzić ponownie z mnóstwem pieniędzy. Przenieśliśmy się do naszych czasów z nielimitowaną gotówka. Było nas około dziesięciu każdy kupił sobie pojazd jednak wikingowie zagustowali w ciężkim sprzęcie albo w ciężarówkach. Jako jedyny jechałem w bugatti, strasznie komicznie cały peleton wyglądam w mieście. Kierowca spycharki nie jedno auto zepchną z drogi czy też wyrwał znak. Tak samo tirem nie wyrabiał na zakrętach na wąskich uliczkach, więc powoli torowaliśmy sobie drogę. W końcu zatrzymaliśmy się w jakiejś biednej dzielnicy, wikingowie robili straszna trzodę. Jednym z nich udałem się na rekonesans okolicy, okazało się, że jest tutaj nie wyobrażalny slams gorszy niż w trzecim świecie. Towarzysz zaczął buszować po wrakach auto i po szopach.

Obudziłem się z małym niedosytem, pięć minut przed budzikiem. W końcu coś zapamiętałem z nocy nie tylko jeden wątek może dlatego, że się położyłem normalnie. Sen mój można podzielić na 3 części z których najlepiej pamiętam ostatni. U mnie sen się nie kończy tylko przeradza się w inny, kiedyś pamiętałem nawet po 5 złączonych ze sobą epizodów.

3 Stron V  < 1 2 3 >  
Mój obraz