pieczywo - doświadczenia


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

3 Stron V  < 1 2 3
entry 08.10.2006 - 19:51
Ostatnich pare nocy przyniosło różne efekty... wychodzę z ciała nowym sposobem. Kiedy jestem w półśnie np. w środku nocy, gdy przebudzam się na chwile by z powrotem zasnąć... po prostu odruchowo przekręcam się na bok i spadam z łóżka (niefizycznie). Ciało fizyczne już podczas transu hipnagogicznego odłącza się od fizycznego. Tak było tej nocy, a właściwie nad ranem. Jestem półświadomy... nagle przebudzam się i nie myśląc o niczym przekręcam się... jestem na podłodze. Fatalne dostrojenie - nic nie widzę i boje się na siłę otworzyć oczy, ponieważ z doświadczenia wiem, że mogę obudzić się w ciele. Przecieram je, krzyczę "OSTROŚĆ" - bezustannie. Od czasu do czasu zaczyna się poprawiać, ale po to by zaraz znowu się pogorszyło. Zdołałem wylecieć na pole sąsiada. Chwytam ziemie i przerzucam... NIC. Wróciłem do ciała. Przespałem się trochę, po czym przebudziłem i nie mogłem zasnąć. Wiedziałem, że to jest ta godzina przebudzonej świadomości w naturalnej wersji 4+1 (mój "oldskul"). Jako że byłem dzisiejszego ranka sam w domu, mogłem pozwolić sobie na cierpliwy spokój. Po jakimś czasie nastały wibracje (trzykrotnie), niestety nie potrafiłem ich zwiększyć... to chyba jednak z braku energii. Szkoda, bo czułem, że ktoś tam na zewnątrz chciałby ze mną porozmawiać... może jutro, pojutrze, bądź za tydzień :)

entry 01.10.2006 - 11:12
Wczoraj
Nie mogłem zasnąć tej nocy i często budziłem się w środku. Nad ranem koło 6 to samo. Wiedziałem, że za chwile mogą przyjść wibracje ale nie chciałem tego bo za jakieś dwie godziny miałem wstawać i jechać na poprawkę egzaminu. Jednak podjąłem decyzje o wyjściu. Nie czekałem nawet na wibracje... byłem w stanie pomiędzy snem, a jawą - ciało astralne lewitowało w styczności z fizycznym. Obróciłem się energicznie i spadłem z łóżka. Wstałem, oczy miałem zamknięte. Otworzyłem jedno (lewe) ale otworzyło się to fizyczne (gdy wróciłem do ciała widok był ten sam). Czym prędzej je zamknąłem i dostroiłem prawe oko. Wyleciałem na zewnątrz. Klimacik wiosenny, zielono, drzewa (było ich więcej niż w fizyce) bujają się lekko od powiewów wiatru. Domy były znowu nowocześniejsze i była ich większa ilość. Dalej na chodnikach przechadzali się ludzie... szli do centrum mojej miejscowości (może do kościoła). Dostroiłem drugie oko (zajęło mi to dobre 50% całego wypadu) i ruszyłem w stronę przypadkowo wybranego domu. O dziwo zaczął mnie gonić mój pies. Podskakiwał prawie tak wysoko gdzie byłem zawieszony w powietrzu - jakieś 15m. Wygoniłem go na podwórko. Doleciałem do domu. Zauważyłem, że z komina bądź z jego okolic wydostaje się jakaś różowa mgiełka/dymek. Pomyślałem, że to pewnie norma i postanowiłem dostać się do środka domu przez szczyt dachu. Zanurkowałem głową i zanurzyłem rękę. Szło ciężko i opornie... użyłem zbyt dużo siły i ruszyłem się w ciele fizycznym :/
ps. Poprawkę zaliczyłem :)

entry 26.09.2006 - 16:23
Obudziłem się nad ranem i przez jakiś czas nie mogłem zasnąć. Przyszły wibracje, potem drugi raz - tych pierwszych nie udało mi się wykorzystać. Wyszedłem. Dostroiłem się powtarzając ciągle "ostrość" i ocierając dłońmi o dywan. Po chwili było już OK. Zauważyłem, że na półce stoi figurka, przedstawiająca głowę Jezusa. Wyskoczyłem przez okno i lewitowałem patrząc na coś dziwnego. Przed moim domem ktoś się bawił katapultą! Jakiś chłopak napiął ją i wystrzelił metalową kule, gdzieś w pobliże domu sąsiada. Poleciałem w to miejsce... dom sąsiada nie istniał - celowali w inny. Kule podniósł Niunio (kumpel) i dał mi ją do potrzymania. Nic specjalnego w niej nie widziałem, więc rzuciłem ja na ziemie (kilka kul
było porozrzucanych po polu). Rozejrzałem się dookoła: budynków było zdecydowanie mniej, każde podwórko posiadało prostokątną platformę (niektóre z zadaszeniem, niektóre bez). Niedaleko obok stało dwóch chłopców (znam z widzenia). Przywitałem się i zapytałem, który jest rok. Jeden z nich odpowiedział - 4002. Powtórzyłem z niedowierzaniem (myślałem, że do tej pory budynków już nie będzie). Odpowiedział: " no tak około 4002-gi, w dużym
przybliżeniu". Rozejrzałem się jeszcze i przez przypadek zamknąłem oczy. Chciałem je
otworzyć, ale bałem się, że otworze je już fizycznie. Po omacku znalazłem pierwszą lepszą
ścianę i macając ją dostroiłem wzrok z powrotem. Byłem u babci na podwórku. Spojrzałem na niebo, dostrzegłem kilka (może 6) NOLi (kolor biały). Już zacząłem lecieć w ich kierunku,
kiedy zamieniły się w ptaki podobne do mew. Teraz wiedziałem, że to nie były NOLe... to te
ptaki były zwite/skulone. Przyleciały blisko mnie... wzleciałem i zacząłem je gonić. To była zabawa i one to wiedziały. Wydaje mi się, że chciały mi pokazać jak teraz wygląda okolica. Np. w jednym miejscu, tuż obok domu babci była ogromna dziura w ziemi (pewnie krater), porośnięta (normalnie) trawą. Poganialiśmy się jeszcze chwile. Ptaki miały dziwną, pociągającą, pozytywną energie... byłem nimi dziecinnie zafascynowany. Jednego z nich dotknąłem, ale później przyspieszył lot. Przez całą gonitwę nie mogłem na stałe wzbić się w powietrze, co chwila zlatywałem na ziemie... może z braku energii. Wreszcie raz wzbiłem się na dłuższą chwilę. Byliśmy teraz nad polem, chociaż po chwili dostrzegłem, że pole jest całe zalane wodą! W jej tafli odbijało się całe niebo. "Mewy" poszybowały w górę, ja spadałem na pole z wodą. Zanurkowałem i obudziłem się w ciele.

entry 22.09.2006 - 09:20
Metoda 4+1
Po godzinnej aktywności położyłem się do łóżka. po 50 min. pojawiła się hipnagogia, a w niej nie znane (ale znajome) pomieszczenie, na pierwszym planie stary telewizor... był zgaszony. Już miałem w nią wchodzić (co dałoby WILDa), kiedy poczułem wibracje. Niestety były bardzo słabe, próbowałem wyturlać się z ciała lecz poruszyłem się fizycznie i wibracje ustały całkowicie. Postanowiłem się nie poddawać i przewróciłem się na drugi bok. Tym razem czekałem krócej, bo ok. 10 min. Postanowiłem spokojnie zwiększyć ich intensywność. Chyba straciłem na chwile świadomość bo nie pamiętam punktu Z. W moim łóżku leżała/spała moja dziewczyna (w "fizyce" spałem sam). Tutaj pewnej części też nie pamiętam, ale wiem, że rozmawiałem z nią przez chwile. Następnie przebudziłem się w mieszkaniu wuja, mieszka razem z babcią prawie na przeciwko mojego domu. Spotkałem tam ciotkę - jego żonę. Wyglądała na zaskoczoną... uścisnąłem jej dłoń i skierowałem się w stronę okna. Na dole, przy wejściu do domu stały dwa samochody i kilka osób.
- Kto to? - zapytałem ciotki
- Ekipa Polsatu.
No rzeczywiście, dopiero teraz zobaczyłem napisy "POLSAT" na drzwiach samochodów. Robili chyba wywiad z wujem. Wyleciałem przez okno i skierowałem się do centrum miejscowości. Było słonecznie i zielono. Układ i ilość budynków nie odbijała się w rzeczywistości. "Tam" było ich więcej... przypuszczam, że znalazłem się w przyszłości. Wszędzie plątali się ludzie... chyba organizowali jakiś festyn lub coś w tym rodzaju. Poleciałem na plac zabaw. Postanowiłem się teleportować do koleżanki Marty (znajomość internetowa), kręciłem się w powietrzu dookoła osi. Po jakimś czasie otworzyłem oczy. Znalazłem pod klatką bloku. Marta, czy nie Marta (bo nie była do niej podobna) rozmawiała z koleżanką. Poczekałem chwile... rozstały się. Spojrzeliśmy sobie w oczy i przywitałem się. Chwilkę porozmawialiśmy... na początku nie była chyba zadowolona z mojej wizyty, ale później zaprosiła mnie do środka. Zadzwoniła na domofon (kolor czarny). Drzwi (kolor brązowy) otworzyły się, weszliśmy do środka. Następnie przeszliśmy pomiędzy dziwną konstrukcją mechaniczną (przypominało to licznik prądu), a ścianą. Ledwo co się przecisnąłem i pomyślałem, że to znowu jakiś test. Teraz szliśmy po schodach w górę, również były wąskie. Dostaliśmy się na jakiś korytarz. Na dobrą sprawę nie pamiętam co to było za miejsce prawdopodobnie poczekalnia do jakiegoś lekarza. Pod ścianą stały krzesełka. Na jednym z nich siedziała moja koleżanka z liceum - Marzena. Marta usiadła obok niej, a ja wdałem się z Marzeną w krótką pogawędkę. Rozmawialiśmy o pierdołach... postanowiłem wracać już do ciała. Połączenie nie przysporzyło większych problemów, chociaż trwało dłuższą chwilę.
ps. Obiecałem sobie, że od tej pory będę trzymał notatnik obok łóżka i zapisywał wszystko zaraz po powrocie do ciała.

entry 13.09.2006 - 11:20
Metoda 4+1.
Po wczorajszej rozmowie na czacie postanowiłem bardziej przyjrzeć się procesowi wibracji, zauważyłem, że kiedy już nastąpią wzrastają wraz z wydechem powietrza. Gdy trwają należy starać się aby ani trochę nie poruszyć ciałem fizycznym... inaczej zmniejszą swoją intensywność lub ustaną. Przejdę teraz to treści samego wyjścia. Moment odłączenia nazywałem kiedyś punktem Z, wiec w kolejnych notatkach pozostanę przy tym nazewnictwie. Po punkcie Z wstałem i przetarłem oczy, krzyczałem "Ostrość!", niestety nie pomagało. Podszedłem do ściany i pocierałem ją przez chwile. Dostrojenie się udało. Zauważyłem, że w mój pokój jest pusty - nie ma w nim ani jednego mebla. To co bardziej przykuło moją uwagę znajdowało się za oknem. Było tam jakby drugie pomieszczenie, w którym znajdował się ogromny ekran (właściwie zajmował cały ten pokój). Ekran falował, przypominał tafle wody. Wyświetlane na nim było jakieś miejsce... ukazany był (od zewnątrz) pewien bliżej nieznany mi budynek. Wydawało mi się, że to portal do tamtego miejsca. Zajrzałem w głąb (włożyłem tam tylko głowę)... czułem wyraźną różnice, czułem gęstość i "materiał" portalu w całej głowie. Niestety nic nie widziałem po drugiej stronie. Wiedziałem, że musze wejść tam cały. Tak zrobiłem, ale po chwili przypomniała mi się opowieść Songa (na forum oobe.pl), o tym jak trudno mu było powrócić ze świata równoległego. Wróciłem do ciała. Teraz, z perspektywy czasu jestem na siebie zły. Mama nadzieje, że w przyszłych doświadczeniach ciekawość wygra ze strachem :)

entry 11.09.2006 - 19:06
Dziś w nocy długich świadomych doświadczeń, opisze tylko te fragmenty, które zapadł mi w pamięć.
Całe miasto (piotrków) w panice... korki... ludzie ustawiają się w jakiś długich kolejkach. Myślę, że to chyba jakieś skażenie powietrza.
Jestem koło jakiegoś kiosku, wchodze do środka przez ścianę, chce ukraść/wziąć jakąś gazetę by przeczytać co się tak na prawdę dzieje. Kioskarce nie podoba się moja obecność, wiec wychodzę... spotykam moją mame, jest spanikowana. Próbuje ją przetransportować w bezpieczne miejsce, chyba na dach jakiegoś wieżowca.
Teraz jestem w jakimś budynku bez pięter (tylko parter). Przechodzę przez ściany i w jednym pokoju dostrzegam grupkę osobników (to nie rasa ludzi jakich znam)... pamiętam, że mieli białe kombinezony, a w rękach długie laski zakończone jakimiś białymi kryształami. Byli chyba wrogo nastawieni. Chciałem im uciec i przeniosłem się do świata równoległego (choć nie wiem jak to zrobiłem). Powierzchnia planety była bardzo zniszczona i zanieczyszczona. Całe niebo ogarniała ciemność. Na ziemi rosły jakieś duże (metrowe) grzyby, które migotały zielonym światłem.
Budzę się w jakiejś klinice... jestem tam z moim kolegą (z fizycznego świata) wiśnią. Przychodzi do nas pielęgniarka i chce nas oprowadzić po ośrodku. Przechodzimy przez korytarze... zaglądam do pokoi, leżą w nich chorzy pacjenci (wszelkie możliwe urazy), praktycznie każdy się wykrwawia. Możliwe, że to działanie tego zatrucia (myślę, że to mógł być jakiś gaz - broń biologiczna).
Następne co pamiętam to wizyta w dziwnej krainie:
Jestem ze swoją dziewczyną, lewitujemy wysoko w powietrzu (kilka dni wcześniej miałem LD, w którym uczyłem ją latać). Zastanawiamy się gdzie lecieć: w góry czy nad morze (które też jest za wielką górą). Wszystko mamy w zasięgu wzroku. Decydujemy się na morze. Najpierw lecimy... po drodze przyplątała się do nas jakaś pszczoła, która nie dawała spokoju. Wyraziłem intencje, w której rozkazałem jej odlecieć - posłuchała. Dolecieliśmy do góry, która otaczała plaże. Nie wiem dlaczego, ale byliśmy zmuszeni przebyć resztę drogi na piechotę. Wspięliśmy się na czubek i dostrzegliśmy ciesząca się wolnym czasem parkę. Pomyśleliśmy, że gdy dotrzemy na dół dotrzymamy im towarzystwa. Jeszcze trochę na temat konstrukcji całej plaży i samej góry:
Góra od strony plaży była zbudowana z twarzy faraonów (!) Posągi były ogromne. Cała plaża była OK, jednak woda, tzn. morze nie kończyło się wraz z linią horyzontu, ponieważ horyzontu nie było (!). Morze wpływało do czegoś w rodzaju czarnej dziury, miała ona kwadratowy kształt. Widziałem, że tam dalej (w niej) jest przestrzeń kosmiczna :) Próbowałem zejść po tych ogromnych twarzach, ale gdy stąpnąłem na jedną obsunęła się i spadła na piasek. Zdążyłem tylko krzyknąć do pary na dole ponieważ ogromny posąg spadał prosto na nich... na szczęście odskoczyli. W miejsce posągu zacząłem budować przejście, a zarazem zejście w dół - na plaże. Znalazłem kilka desek i chciałem je ułożyć, jednak nie szło mi to doskonale. Nagle zjawił się jakiś pan (30 lat) z młotkiem i gwoździami po czym pokazał mi "jak to się robi". Byłem lekko zdenerwowany... swoimi umiejętnościami zaimponował mojej dziewczynie co jeszcze bardziej mnie wkurzyło. Powiedziałem: dlaczego nie możemy zwyczajnie zeskoczyć z tej olbrzymiej faraonowej góry (w istnieje coś takiego jak lewitacja). W tej chwili obudziłem się (FA). Wstaje z łóżka, patrzę na ścianie, a tam wyniki testu:
"Test myśli - nie zdany"
Było jeszcze wiele informacji i przeróżnych danych dotyczących tego testu, a na samej górze moje imię - Michał.
Teraz obudziłem się już na prawdę.

entry 04.09.2006 - 13:24
Wczoraj ogladałem sobie przez chwile Sopot festiwal w TV. W pokoju razem ze mna była mama i siostra. W pewnym momencie pomyślałem o NP (dwa dni wczesniej tez chciałem się z Nimi skontaktowac). Ogarnał mnie nagle niesamowity spokój i doszło do mnie potwierdzenie o odbiorze mojej wiadomości (proźby o pomoc). Poczułem, że są przy mnie i będą nadal. Oczy zaczęły mi się szklić, ale łzy wstrzymałem... jak by to wyglądało gdybym płakał bez przyczyny? :P

entry 23.08.2006 - 11:45
22.08.06r.
Wychodze... zamim wyskoczyłem przez okno zaplątałem się w firankę. Na zewnątrz był zmrok, chociaz przed wyjściem (z ciała) już się świeciło. Wiedziałem, że jestem w świecie astralnym. Budynków było mniej i były nieco inaczej porozmieszczane. Panował dziwny klimat grozy. na lewo od mojego domu dostrzegłem samochód, podleciałem do niego. W środku siedziała całująca się para. Nastepnie podleciałem na wprost mojego domu... do pana, który naprawiał jakies urządzenie (możliwe, że też jakiś samochód). Dostrzegłem rodziców obok. Szykowali się do czegoś sąsiedzi również. Podleciałem do mamy... powiedziała, że robią wesele. Było to moje wesele... Zapytałem się o Beate, moją aktualną dziewczyne. Powiedziała z wielkim oburzeniem żebym dał sobie z nią z spokój i że nic dobrego z tego związku nie wyniknie. Wysłała mnie jeszcze do tego faceta, który naprawiał samochód. Reszty wyjścia nie pamiętam ale prawdopodobnie zaraz po tym wróciłem do ciała.
Przed opuszczeniem ciała bawiłem się astralnymi rekoma - rozciągałem je i próbowałem złapać za klamkę drzwi, która jest w odległości ok. 2 m. od mojego łóżka.

entry 16.08.2006 - 09:55
Witka!
Rzecz jasna tutaj bede umieszczał notatki z moich doświadczeń poza ciałem. Mam nadzieje, ze beda liczne i treściwe :)

3 Stron V  < 1 2 3