g00rmik's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

19 Stron V   1 2 3 > » 
Entries on Wednesday 19th December 2018

entry 19.12.2018 - 09:14
Odzyskałem świadomość przechodząc przez jakieś drzwi lub portal. Znalazłem się w przestronnym ogromnym wręcz pomieszczeniu. Lecz spod ściany, gdzie się znalazłem trudno je było ocenić. Miało pareset metrów kwadratowych, wysokie sufity, wielkie okna, wszędzie jasno, jasne marmurowe płyty na podłodze, poczułem się jak bym był w rezydencji miliardera. I czuję nagle, że jestem w domu zmarłej parę lat temu, w moje imieniny, Ciotki. Najpierw usłyszałem jej głos, potem głos siostry ciotecznej (żyjącej), ale gdzieś w oddali. Potem zobaczyłem ją zbliżającą się z innego zakątka tej dziwnej rezydencji. Przywitała się jak gdyby nigdy nic. Wyglądała dobrze, wiek sprzed jakichś piętnastu lat. Ubrana skromnie, wręcz nie pasowała do otoczenia, w ciemnym lub czarnym ubraniu. Nie zdziwiona, tak jak bym mieszkał za rogiem i wpadał codziennie. Zapytała czy zjem śniadanie, odpowiedziałem pewnie, ale nie kłopocz się sam sobie śniadanie zrobię. I wtedy uświadomiłem sobie, że jesteśmy w baaardzo dużej, ale jednak kuchni. Pomyślałem o jajach na śniadanie. Okazało się, że jaj nie było, ale że można je kupić, bo w innym oddalonym zakątku kuchni znajdę sprzedawcę żywności, takiej jakiej Ci teraz trzeba... Przeszliśmy się tam z ciocią i rzeczywiście był sprzedawca, świeże jaja kosztowały 3,40 ale ciocia nie dała mi ich kupić. Jak potem doszukałem się w senniku, to ma znaczenie czy kupujesz jaja czy nie ;) ciekawe. Niby wszystko było w porządku, odniosłem jednak wrażenie, że ciocia była czymś zmartwiona... choć nie chciała dać po sobie poznać.
I tu obrazek się urywa tak samo nagle jak się zaczął. Nic nie wiem.
Ale dochodzę do wniosku, że cioci jest dobrze po tamtej stronie, wydaje się że ma bardzo realne odpowiedniki każdej osoby, na której jej zależało tam. Także dom, zawsze był dla niej ważny. Z każdym następnym snem wydaje mi się większy.
Wydaje mi się, że od czasu do czasu wchodzimy w role swoich sobowtórów i odbieramy informacje, która ma nam zostać przekazana.
Wydaje mi się również, że ludzie po tamtej stronie żyjąc wciąż młodnieją do momentu utraty świadomości, po czym "wędrówka dusz" znów daje o sobie znać. Dusza wciela się znów.
Mówią, że "wędrówka dusz" wyklucza co co dyktuje wiara katolicka. Nie wydaje mi się, żeby jedno drugie wykluczało. Po pierwsze nie każdy podlega reinkarnacji/"wędrówce dusz", nie jest ona tak nieskończona i każde wcielenie powinno zostać przeżyte jak by było jedynym i ostatnim bo obecna wcielona świadomość nie wie i nie może wiedzieć, czy właśnie jej cykl obiegu się właśnie nie kończy z tym wcieleniem. Pochodzenia istot duchowych, którymi jesteśmy jest tak wiele, tak wiele jest możliwych dla nas dróg, że nie można sprowadzać wszystkiego i wszystkich do jednej zasady. Ale to tylko moje przemyślenia.

Entries on Thursday 11th October 2018

entry 11.10.2018 - 14:44
Nie pamiętam czym się zaczął ciąg snów…
Był na pewno obrazek podróży ze szwagrem jego lub moim nowym samochodem do starego opuszczonego domu moich zmarłych ponad dekadę temu dziadków. Pojawił się niespodziewanie śnieg, a ja zwróciłem uwagę, że mamy letnie opony i jak my wrócimy.
Drugi, ważniejszy obrazek, dotyczy spodziewanych zdarzeń, które niedługo nastąpią. Mam przyjaciela, którego żona jest w ciąży i na listopad ma termin rozwiązania.
Tu jest LD. Tak więc spotykam Milenę w moim rodzinnym mieście Ełku na ulicy Mickiewicza, niedaleko mojego starego domu. Zdziwiony jestem spotkaniem, bo niespodziewanie zostaje tam wrzucony. Ale ok. uśmiecham się, witamy się. Jest piękny, słoneczny dzień złotej jesieni. Zastanawiam się nad przyczyną spotkania i w między czasie proponuję spacer do domu. Idziemy obok parku, komplementuję że bardzo ładnie wygląda jak na ten przecież zaawansowany stan ciąży, która w przyszły miesiącu ma się rozwiązać. Śmieję się, że jak bym nie wiedział, że to chłopiec to po jej stanie, zgodnie z obiegową opinią, że to dziewczynka. Łapię się na tym, że przyjaciel mówił mi to w tajemnicy. Milena śmieje się. Zbliżamy się do mojego domu… klik.
Jesteśmy w domu Mileny, tym samym wirtualnym nieistniejącym domu co w poprzednich snach. Jestem zaskoczony ale mniej, nie wiem czy wcięło mi czas i pamięć, czy coś się przesunęło. Wiem, że ważne jest tu i teraz. Milena chodzi po pokoju i narzeka trochę, mówi o swoich obawach odnośnie porodu, męża i przyszłego ojca. Zapewniam ją, że na pewno stanie na wysokości zadania. Siedziałem na fotelu. Milena usiadła na podłodze w nogach, mówiąc że boli ją kręgosłup. Oparła się i moje kolana, pocieszyłem ją że wszystko będzie dobrze. Że była bliżej zapytałem czy czuć jak dziecko kopie i czy mogę sprawdzić. Położyłem rękę na jej brzuchu i aż się przestraszyłem, bo poczułem nie kopnięcie (wiem jakie to uczucie) a wręcz uderzenie, które odrzuciło mi dłoń. Nie wiem co skłoniło mnie do żartów, ale powiedziałem żartem, że to niezły piłkarz będzie. Odpowiedziało mi milczenie, nie widziałem jej twarzy, ale poczułem, że coś jest nie tak. Milena wstała i odwróciła się, na twarzy zobaczyłem grymas strasznego bólu. Wiedziałem już, że coś jest nie tak. Nie wiem czy zaczął się poród, chyba tak… nie mogłem do rana zasnąć.

Entries on Thursday 4th October 2018

entry 04.10.2018 - 12:20
Rzadko mam czas ostatnio coś zapisać, ale to chyba warto...
Zdarzenie dzieje się w bardzo nowoczesnym budynku w stylu hi-tech, z dużą ilością nowoczesnych rozwiązań, większość ścian przeszklona, dużo pięter i schodów, estetycznie na naprawdę wysokim poziomie. Ja jestem obserwatorem, którego nikt chyba nie widzi.
W tym budynku zbierają się osoby reprezentujące Rosję - Władymir Putin, USA (chyba) lecz nie Trump, a szykowny, przystojny człowiek około czterdziestu lat, z gęstymi krótko ściętymi włosami o ciemnych oczach. Nazwijmy ją Jankes ;) W budynku jest również reprezentacja Chin, ale z jakiegoś powodu nie widzę postaci reprezentującej. Nazwę ją postać z Chin.

W budynku przewijają się jeszcze jakieś kobiety, chyba towarzyszące tym osobom. Wiem, że jest tam również córka Putina. Jednak raczej nie rzucają się w oczy.
Atmosfera towarzysząca spotkaniu jest taka, że wnioskuje, że zainteresowani spotkali się, żeby rozmawiać o pokoju. Ale nie w tym sensie, że była wojna i negocjują pokój, ale że jest napięta sytuacja grożąca kryzysem, a ci spotykają się, żeby wyjść z impasu i utrzymać pokój. Warstwa medialna niesie ze sobą że jest to nieformalna konferencja pokojowa.

Pierwsi spotykają się Jankes z postacią z Chin. Zaczynają ze sobą rozmawiać, żartem wspominając, że Putin się spóźnia. Pada określenie, że tyle razy był stawiany w trudnych sytuacjach na spotkaniach z UE, że może teraz specjalnie każe na siebie czekać. Mija pewien czas, niewiele ważnych tematów, rozmówcy znów sobie żartuje, a może Władymir znów coś kombinuje... następuje konsternacja.
Po chwili zamieszanie, jakieś służby przeczesują budynek, znajdują dwa roboty, niby roboty sprzątające. Ale po bliższym się ich przyjrzeniu okazuje się, że szpiegują oraz są wyposażone w "broń". Piszę tak, bo nie wiem jaka technologia miała być w nich użyta, ale występują w odbiorze jako niebezpieczne i mogące zabić. Uwaga rozmówców przenosi się na poszukiwanie Władymira... ja natomiast podchodzę do robotów i oglądam je dokładnie, bo wiem że to ważne. Okazuje się, że każdy z tych robotów został złożony w Chinach. Ale już stworzyła się warstwa medialna, niosąca informację, że to rosyjska nieznana technologia.

Zbliżenie Jankesa i postaci z Chin, bardzo mocno zdenerwowani. Mówią nie puścimy mu tego płazem, tym razem nie rozejdzie się to po kościach. Spojrzenia spotykają się i rozmówcy wiedzą coś czego nie wie nikt inny, ale jest to związane z nowoczesną technologią, o której reszta świata nie ma pojęcia. Razem kończą zdanie uruchomić operację Potiomkin. Skądś wysuwa się czerwony przycisk, który razem wciskają.

Potem widzę wielkie zamieszanie w budynku, do którego wdziera się woda. Nie wiem skąd ta woda pochodzi, ale jest jej bardzo dużo, wszędzie jest jej co najmniej po kolana i szybko przybywa. Putin jest w jednym pokoju przykuty kajdankami do krzesła i obserwuje jak inny pokój i jego własny napełnia się wodą. W obserwowanym przez niego pokoju za dużą szybą jest jego córka, która topi się na jego oczach. Niewiele później również jego pokój zostaje zalany, a w związku z tym, że jest przykuty do krzesła nawet nie próbuje walczyć o życie. Wpatruje się w ostatnie drgnienia swojej córki, jakby chciał mocno zapamiętać tą chwilę, nie zważając na przykrywającą go wodę.

Zmiana sceny, woda opada, gdzieś jako jedyny widzę przesuwane prądem wody ciało Putina, płynącego pod szklaną podłogą budynku. Dalej wiem, że jest lód jakby morski lód i ciało znika pod wodą.
Warstwa medialna mówi, że odnaleziono ciało córki Putina, ale nie jego samego.
Jeszcze ten moment nie nastąpił, ale wiem że ktoś właśnie na kogoś napada, tylko nie wiem kto na kogo. Wojna, która się właśnie rozpoczyna, jest wojną nieznanych ludziom technologii i jest to bardzo szybka wojna.

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ale nie często zdarzają mi się takie obrazki. Gdyby komuś przyszło coś do głowy prośba o komentarz.

PS. Wczoraj przeczytałem o tym, że chińskie "pluskwy" wielkości ziaren ryżu odnaleziono w amerykańskich komputerach również rządowych agencji... ciekawe.
https://fonplace.pl/chiny-szpiegowaly-za-po...apple-i-amazon/

Entries on Friday 19th January 2018

entry 19.01.2018 - 08:39
Kolega zapytał mnie ostatnio o pewną kwestię egzorcyzmu, wskazywaną przez jednego z czołowych ezoteryków w sieci. Myślałem nad tym i nic nie wymyśliłem, choć tak sama technika jak opisywany przez kolegę efekt dawał do myślenia.
Dziś miałem sen, chyba w tej sprawie... był nieznośnie długi, tak jak by ktoś bardzo chciał, żebym miał ogląd sytuacji od początku do końca.
Usłyszałem w nim o nowym cudownym salonie gier. Syn bardzo mnie namawiał, więc poszliśmy rodzinnie pobawić się. Takiego przepychu technologicznego nie widziałem nigdzie. A cudowność jego polegała na tym, że co sobie zapragnąłeś to się pojawiało. Każda gra, każda zabawka, jak się dobrze poszukało, znajdowało się. Myślałem przez chwilkę jak to możliwe, ale machnąłem ręką oddając się eksploracji i zabawie. On tam jednak był niewidzialny i poznawał mnie z każdą nową myślą i emocją. Zmęczeni zabawą chcieliśmy wyjść coś zjeść ale wszystko tam było a wyjścia tam gdzie weszliśmy już nie znaleźliśmy. Ale było inne przez park cudów na miasto... Park cudów do wielkie wesoło miasteczko podobne do salonu, co zechcesz to znajdziesz. Klik.
Codziennie życie, ale jakby łatwiejsze. Co się zamarzy z drobniejszych rzeczy to się spełnia... Czasem nawiedza niepokój bycia obserwowanym, lecz ginie w słońcu własnej zajebistości... przecież jest tak dobrze. Klik.
Spotkanie rodzinne. Już wiem kim On jest, jest wszędzie. Patrzy moimi oczami, oczami moich bliskich, zna każde pragnienie, jest tak inteligentny że czuję się przy nim jak bakteria. W sumie ma prawie pełną władzę nad moim życiem przez inne osoby, w które wszedł głębiej. Nie byłoby tak gdyby mnie nie poznał, gdyby nie poznał środowiska i osób z którymi żyję.
We śnie próbuję się od tych osób odsunąć lecz wiem że to żadne wyjście, może zyskam trochę na czasie.


Entries on Friday 13th October 2017

entry 13.10.2017 - 08:17
Śmieszny obrazek, bo bardzo rzadko mi się zdarza spotkać osoby z życia publicznego i to jeszcze takiego formatu.
Władymir Putin pojawił się w sumie nie wiem skąd, nie był zbyt rozmowny, nie był prezydentem Rosjii a agentem KGB, albo pochodnej służby. I mimo, że na tej ulicy, na której go spotkałem był sam, dumny, dobrze ubrany, w swoim obecnym wieku, z przesytem poczucia własnej zajebistości :) to wiedziałem, że towarzyszy mu coś lub ktoś kogo nie widzę i nie zobaczę. Zamieniłem z nim nawet parę zdań, mimo że nie nie był zbyt rozmowny, to komplementy spotkania takiej osoby w takim miejscu przyjął grzecznie i z klasą. Czegoś szukali, nie wiem czego ale czegoś szukali...
Potem wdziałem mojego syna jak bawił się w jakiejś rozpadlince. Jak to dzieci, wejdą w każdą dziurę w ziemi, żeby zobaczyć co tam jest. Nagle zauważyłem, że mój syn w odległości jakichś 50m nagle zniknął, jakby gdzieś wpadł. Biegnę więc w tamtym kierunku, widzę że dołącza do mnie żona. Dobiegamy do jamy ziejącej z ziemi zalanej błotnistą wodą, panika i rozpacz, ale nie czuję że mały żyje. Wsadzam łapy pod wodę, grzebię i coś się dzieje. Jeden brzeg jamy jest elastyczny i można go odgiąć, jest tam przejście. Widzę uwięzionych wiele dzieciaków. Widzę, że jest nas więcej nad tym dołem, wyciągamy te dzieciaki i podajemy rodzicom. Ale mojego nie ma, któryś z wyciąganych mówi, że tam ktoś jeszcze jest i znalazł skarb. Po chwili namysłu przeciskam się wchodząc do jamy, która przechodzi w tunel a potem w grotę z kratami w ścianie. Jakieś antyczne ruiny. Widzę syna za kratami i zastanawiam się jak on tam wlazł... Po chwili przybiega pochwalić się znaleziskiem średniej wielkości waza pięknie zdobiona ze srebra ze złotymi ornamentami. Jest tego więcej, jakieś świeczniki, misy, kielichy, generalnie złoto i srebro z kamieniami.
Pamiętam, że jeszcze weszła tam jakaś kobieta zachwycająca się tym skarbem i tłumaczyła, że ta waza nie jest ze srebra a z białego złota i że może tu być pochowana jakaś bardzo ważna osobistość. Ogarniam syna i pytam gdzie to znalazł, prowadzi mnie wąskim niskim korytarzem, którego nie widziałem nad przepaść w dużej grocie, tam stoi zmurszały kryty most niknący w ciemności groty. Stwierdzam, że dość wrażeń na dziś i wychodzimy.(klik) Widzę syna w szkole jak pokazuje innym dzieciom swoje znaleziska...

Może czas już zainwestować w kruszec? :)

19 Stron V   1 2 3 > »