MetaVirus


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

3 Stron V   1 2 3 >

entry 13.03.2008 - 22:02
Dzisiaj poszedłem do pracy niewyspany i lekko skacowany. Przysnąłem w bardzo niewygodnej pozycji. Przez brak wygody i fakt, że w pracy spać się nie powinno :> utrzymywałem ciągłą świadomość. Pojawiały się obrazy - same obrazy bez dźwięku, przez co nie jestem pewny czy były to hipnagogii (podczas hipnagogii zazwyczaj słyszę dźwięki). Gdy zauważałem je, znikały, lecz po którymś razie przestały znikać. Obraz się jakby wyostrzył. Scenka przedstawiała coś co działo się w powietrzu. Chciałem zobaczyć co jest niżej - na ziemi. Udało mi się skierować obraz niżej, a raczej go poszerzyć. Potem przerzuciłem akcję na inny obszar tych.... hipnagogi???

entry 10.03.2008 - 00:39
Już co najmniej drugi raz miałem podobny sen. Sen w którym mam bardzo słabą świadomość, a raczej podświadomą wiedzę, że śnię. Wiem że śnię i nie wiem czemu prubuję otworzyć oczy. Idzie to bardzo opornie, ale w końcu je otwieram i przechodzę w stan czuwania (otwieram fizyczne).

entry 27.02.2008 - 21:10
15 Luty 2008
Piątek. Jestem chory. Przychodzę zmęczony z roboty a moi współlokatorzy zapraszają na wódeczkę... Jak tu odmówić - trza się w końcu zintegrować ;] . Pijemy, gadamy, pijemy, gadamy. Przed 24:00 kładę się spać. Budzę się jakoś przed 6:00 przez dziwnie kończący się sen (naładowanie snu w ciągu ok sekundy dużą ilością agresji i "złą, aczkolwiek nie negatywną energią"). Budzę się, otwieram oczy i widzę jakiś dywan zamiast swojego pokoju. Nagle kojarzę, że to przecież dywan jaki miałem w mieszkaniu w wieku ok 10 lat. O co chodzi :/ ? Od razu wpada mi do głowy pomysł że to było fałszywe przebudzenie i mam LD. Zadowolony siadam na łóżku, lecz w momencie w którym się poruszyłem obraz dywanu od razu znikł i pojawiła się ściana, a potem (gdy się obrzuciłem) zobaczyłem swój pokój... Do tej pory nie wiem o co chodzi :/ .

entry 05.02.2008 - 17:57
Od jakiegoś już czasu wykonuję sporadyczne TR. Wczoraj nie robiłem nic specjalnego przed zaśnięciem. Po prostu zasnąłem późno jak zwykle. Po dwóch godzinach przebudzenie - współlokatorzy zbierają się do pracy. Potem 3,5h dalszego spania. Budzi mnie telefon. Coś mi się śniło, ale stwierdziłem że spiszę później - no i zapomniałem co to było :/ . Idę spać dalej - kolejne 3,5h i dzwoni telefon. Jest 14:30. Myślę sobie: jak się opierdalać to się opierdalać, a poza tym jeszcze LD nie było. No i zasypiam na kolejne niecałe 90 minut.

Chyba miałem kilka snów w jednej fazie REM, bo wszystko co jakiś czas ulegało zmianie (czas, miejsce, osoby). Pamiętam ostatnie dwa "sny":
Śniło mi się, że próbuję zasnąć - leżę na swoim łóżku, ale przeszkadzają mi jacyś ludzie, którzy są w moim pokoju. Niektórzy coś ode mnie chcą. Już mi się udaję coś wizualizować, już prawie zasypiam, już zaczynam coś widzieć ze świadomością że to sen - już prawie wchodzę w LD, a tu nagle te osoby mnie budzą :/. Ale byłem wkurwiony. Szkoda, że nie skapnąłem się, że ja cały czas śnię...
Potem chyba już drugi sen - pamiętam, że jadę do urzędu - nie mam samochodu, więc podjeżdża po mnie ojciec. Nie pamiętam skąd mnie odbiera. Dojeżdżamy do jakiegoś dużego budynku. To chyba kino. Wchodzimy i pytamy ludzi jak dojechać tam gdzie chcemy. Martwię się trochę, że chyba mi odbiło - myślę i postrzegam w dziwny sposób - "jak we śnie" :> . Ktoś odpowiedział w końcu, no więc ruszamy. W tym momencie odzyskałem świadomość. Wsiadłem za kółko i ruszyłem. Myślę sobie można się zabawić. Dałem wsteczny i przywaliłem w siatkę (ogrodzenie) za mną. Ogrodzenie opada na samochód. Trochę się przestraszyłem, gdy w niego uderzyło - zdarzenia gwałtowne niby we śnie powinny dziać się z oporem, lub w zwolnionym tempie, a siatka normalnie opadła na samochód, zostawiając nawet wgniecenie w jednym miejscu. No ale upewniłem się dość szybko że śnię, więc nie trzeba się martwić. Mniej więcej w tym momencie nadbiega mój ojciec i wsiada za kierownicę. Ja wsiadam do tyłu. Ojciec rusza i jedziemy dość szybko przez jakąś drogę. Nie wiem gdzie ta droga prowadzi, ale wiedziałem że znajdujemy się w Polsce. Potem otworzyłem tylne drzwi (te które jeszcze były), oparłem ręce o dach, nogi cały czas były tam gdzie powinny być w trakcie jazdy i sobie jadę. Myślę co by tu porobić... Wiem. Zobaczymy jak szybko biegam. Zeskoczyłem z samochodu i biegnę obok niego. Samochód jechał naprawdę szybko, ale bez problemu go doganiam. Zaglądam przez szybę kierowcy, aby spojrzeć na licznik, ale samochód przyśpiesza. Ja też przyśpieszam ale nie mogę go dogonić. Zaczyna padać lekki deszczyk. Czuję każdą kroplę spadającą na moje ciało. Wspaniałe i zarazem niewiarygodne uczucie - lekki chłodny deszcz w ciepłą noc w LD po prostu wygrywa. Uświadamiam sobie, że nie wiem gdzie jestem. Coś mi mówi, że jeśli przyśpieszę i dalej pobiegnę prosto, dobiegnę do swojej chaty, a że mam zamiar zrobić tam jakiś eksperyment (sprawdzić czy wszystko się zgadza), właśnie to robię. Biegnę bardzo szybko. Zaczynam czuć ruchy jakby w ciele fizycznym, odczuwam przyśpieszony puls i chyba nawet zmęczenie. Zwalniam aby się nie obudzić, lecz jest już za późno. Tracę obraz, po czym otwieram oczy.

Sen był bardzo realistyczny (8,5/10) - nawet się zastanawiałem czy to na pewno sen. Świadomość również na dobrym poziomie (7/10).
Czyli zła passa naprawdę została przerwana. Dwa LD w ciągu trzech dni to niezły wynik jak dla mnie. Pokuszę sie nawet o pewne spostrzeżenia:
1. Bardzo dobre LD wychodzą po ok 8 godzinach snu.
2. Nie należy biegać podczas LD - wystarczająco długi bieg czy to w przód, czy w tył, kończy się przebudzeniem (jeszcze do sprawdzenia).
3. Wikipedia kłamie ;] :
"Istnieją pewne szczególne cechy, które występują w snach wszystkich ludzi.
...
Zdarzenia, które normalnie dzieją się nagle (strzał z broni, włączenie światła, upadek), odbywają się z oporem, opóźnieniem lub nie mają związku z przyczyną."

entry 02.02.2008 - 15:44
Tej nocy znów próbowałem utrzymywać ciągłą świadomość skupiając się na czakrze trzeciego oka. Wyłączyłem z tego skupianie się na oddechu - wydaje mi się, że właśnie przez koncentrację uwagi również na oddechu wczoraj zarwałem nockę. Do tego zastosowałem się do rady, aby patrzeć w dół. Niestety oczy same kierowały się w górę - to chyba przez kierowanie uwagi na czakrę. Dziś było inaczej niż wczoraj - albo przez oczy, albo przez "pominięcie oddechu", traciłem często świadomość na parę chwil. W miarę szybko zasnąłem, niestety nieświadomie. Miałem jakieś tam sny. Właściwie to mi wyszło 4+1 bo gdy się obudziłem po około 4 godzinach, spisałem sny, pochodziłem po necie i poszedłem spać dalej :> . Obudził mnie telefon po 3 następnych godzinach. Pogadałem z ojcem, coś tam chciał ode mnie. Potem poszedłem spać dalej. I pojawiło się to na co czekałem - LD. Może i nie przez świadome zaśnięcie, ale zawsze to LD ;]

Sen był dość długi, więc nie pamiętam dokładnie co się działo, zanim odzyskałem w nim świadomość. Szedłem sobie jakąś wiochą gdzie było sporo przystanków autobusowych. Zakręciłem w stronę jednego. Gdy dochodziłem do przystanku, jakaś kobieta powiedziała coś w stylu "Wszedłeś w mój sen, tu nie jeżdżą autobusy". No i bingo - skapnąłem się, że śnię :> . Poszliśmy chyba na inny przystanek. O czymś tam sobie chyba rozmawialiśmy, ale nagle zacząłem tracić ostrość. Myślę no kurwa nie! Pierwszy LDek od X czasu a tu już pobudka? Ni chuja. Obraz już prawie zanikł, wszystko stało się mniej intensywne. Położyłem ręce na ziemi i zacząłem ją pocierać. Jakość snu się poprawiła :> . Wziąłem trochę tej ziemi do rąk i trę w rękach. Chyba mniej więcej w tym momencie świadomość we śnie znacznie mi spadła bo nie zdziwiło mnie nawet, że mam na rękach gumowe białe rękawiczki, potem spadła jeszcze bardziej. Obraz stał się mniej rzeczywisty, bardziej jakby z filmu animowanego. Spostrzegłem, że stoję przy jakiejś fabryce. Podszedłem bliżej i zacząłem się dusić (tutaj już miałem tylko ułamek świadomości), bo jak się okazało fabryka emitowała dużo gazów trujących zanieczyszczających środowisko. Pomyślałem - czas spierdal*ć. Uciekam dusząc się, patrzę - jest nawet jakiś protest ekologów :> . Idę dalej i znalazłem się nagle na rynku w swoim mieście. Przechodzę wokół niego... i dzieje się coś dziwnego. Jednocześnie przechodzę wokół rynku i oglądam fakty w TVN... Ciężko to wytłumaczyć - jakby 2 sny jednocześnie. W faktach same złe wiadomości. Nagle przypominam sobie, że przecież śnię :> . Obraz z faktami znika - zostaje tylko rynek. Przechodzę do końca i wychodzę z niego. Myślę, co by tu porobić? Wiem! Polatam! Tak - kilka LDeków już miałem, ale nigdy nie latałem - raz tylko próbowałem podczas pierwszego LD i dziwnie się to skończyło. No więc stoję sobie na ulicy i wkręcam : "jestem bardzo lekki...". Nie zdążyłem dokończyć a zacząłem się unosić. Żebyście mogli zobaczyć minę Tomasza Lisa (nie wiem skąd on się tam wziął ;] ) gdy zobaczył, jak odrywam się od ziemi ;] . Unoszę się ciągle w górę, przyśpieszam. Osiągam zadowalającą wysokość. Hmm. Jak to się kurwa zatrzymuje? Przyśpieszam, lecz cały czas jedynie unoszę się w górę. Jestem już ponad chmurami. Stop! Kurwa ja chcę polatać, ale nie w kosmosie! Robi się ciemno, jestem naprawdę wysoko i unoszę się wyżej z niesamowitą prędkością - jakby ktoś wystrzelił mnie z katapulty. Zaczynam odczuwać strach. Obraz zanika, ja próbuję go jeszcze odzyskać, ale nic z tego. W końcu sen się kończy - całkowity brak obrazu. Wciąż próbuję powrócić do LD :> . W końcu otwieram oczy.

Ogólnie LD był bardzo wyraźny. Poziom świadomości może nie taki jak w tych najlepszych LDkach, ale wystarczający. Jednak coś było nie tak ze świadomością... tylko nie wiem co. :/
W każdym razie zła passa trwająca 2 miechy została przerwana. Czuję, że teraz znów będzie z górki.

entry 01.02.2008 - 14:09
Wczoraj stwierdziłem stanowczo: "Dzisiaj będzie LD i nie ma ch*ja we wsi". Zrelaksowałem się w łazience (bez skojarzeń - chodzi o kąpiel), po czym wskoczyłem do wyra i zaczynam kombinować. Na początek FILD - nic z tego, jestem zbyt rozbudzony/za mało zmęczony. Potem pomyślałem o skupianiu się na czakrze trzeciego oka - wkręciłem sobie że gdy robię wdech, robię go przez tą właśnie czakrę. Po półgodzinnym treningu trzeciego oka (wkręcaniu sobie, że tędy wlatuje powietrze) efekt był już na tyle silny, że gdy odwracałem uwagę od czakry, każdy wdech automatycznie moją uwagę kierował tam z powrotem - przy każdym wdechu czułem mrowienie jak przy stymulacji czakry. W efekcie odkryłem, że jest to zajebisty sposób na utrzymywanie ciągłej świadomości - 4 godziny ciągłej świadomości leżąc na łóżku i zasypiając to dobry wynik.

Przejdźmy do doznań fizycznych. Na początek znalazłem dość szybko odpowiednią pozycję, niestety musiałem po jakimś czasie przewrócić się na drugi bok. Uwagę kierowałem nie tylko na trzecią czakrę, ale i na oddech. Albo było to tylko złudzenie, albo (zwłaszcza później) oddech był głębszy niż zwykle. W każdym razie tak go odczuwałem. No to jedziemy... wdech - stymulacja czakry, wydech, wdech itd. Leżę w bezruchu. Najpierw zacząłem czuć mrowienie na palcach u rąk i nóg, potem na całych dłoniach i stopach, delikatne skurcze mięśni, uczucie falowania skóry w różnych miejscach (jakby przepływała pod nią woda) i wreszcie przyjemne ciepło i uczucie paraliżu. W międzyczasie kilka fal gorąca. Potem złudzenia ruchów ciała - a to wydawało mi się, że drgnęła mi ręka, a to, że palce u nóg się poruszyły. Pod koniec, pod powiekami kilka razy robiło się dość jasno - jakby ktoś świecił mi na twarz latarką.

Teraz doznania psychiczne. Tu będzie krócej. Długo nic. Mniej więcej w momencie, gdy zacząłem mieć te "rozjaśnienia" pod powiekami, poczułem się bardzo pobudzony psychicznie i jednocześnie uśpiony fizycznie. Nabrałem niesamowicie dużo entuzjazmu - byłem pewny że za chwile będzie piękny LD. Odczuwałem nawet mocne podekscytowanie i euforię, praktycznie bez powodu.

No i czas na finisz. Gdy tak sobie leżałem i leżałem, nagle nasiliły się strasznie złudzenia ruchów ciała. Gdy odczuwałem że cała ręka samoistnie podnosi się w górę, postanowiłem jej trochę pomódz. To był błąd. Skończyło się na tym, że usiadłem na łóżku, lecz niestety w realu :/ . Leżałem ze 3 godziny, więc byłem na tyle zrozpaczony, że nawet wykonałem 3 TRki - za każdym razem wynik negatywny :/ . Potem próbowałem jeszcze raz, jednak po godzinie, może półtorej zacząłem tracić ciągłość świadomości, aż straciłem ją całkowicie. Po paru minutach, góra pół godzinie obudził mnie współlokator :/ .

entry 30.01.2008 - 17:51
Ostatnio coś marnie było z moimi LDkami... Dwa miechy nawet bez hipnagogii, no może z rzadkimi, ale o LD mogłem sobie tylko pomarzyć. W gruncie rzeczy można było się tego spodziewać - sylwester trwający 2 tygodnie, z czego przez tydzień przyjmowałem jedynie pokarmy w płynie z procentami, musiał mieć jakiś wpływ na moją świadomość ;] .

Od paru dni próbuję zmienić nieco ten stan rzeczy - eksperymentuje z FILDem, jakąś techniką oddechową polegającą na wdychaniu powietrza czakrą trzeciego oka a wypuszczaniu czakrą splotu słonecznego czy cuś, a nawet powoli powracam do medytacji. Wczoraj nawet zaplanowałem sobie 3+1 i o dziwo dziś pomysł ten wprowadziłem w życie, a podczas rozbudzania założyłem dziennik snów - no po prostu nie poznaje sam siebie :) .

No ale do rzeczy. Wyglądało to tak: Kładę się spać. Jak zwykle drobne problemy z zaśnięciem. Nawalam palcem o materac (FILD), lecz nie mogę zasnąć. No nic. Trza spróbować tej techniki oddechowej co to ściągnąłem sobie z nią nagranie mp3 z neta. Przypominam sobie mniej więcej jak to szło i startuję. No. Pomogło trochę - jest zmęczenie, relaks, świadomość na dobrym poziomie. Zasypiam, zaczyna się sen - do tego momentu niestety świadomości nie utrzymałem :/ . Sen troszkę poryty, ale w normie. Umieszczę najważniejszy z punktu widzenia tematyki fragment jego opisu:
CYTAT("http://metadreamlog.blogspot.com/2008/01/akcja-snu-toczya-si-w-sdzie.html")
Idę jakimś korytarzem, aż wchodzę w ślepy zaułek. Obracam się za siebie, rozglądam się, okazuje się że wyjść stąd można tylko po drabinie w dół. Zaczynam kłócić się z jakimś gościem, kto pierwszy ma zejść po drabinie (skąd ten kolo się tam wziął?!). Gość wydaje się znajomy... Nagle myślę - kurwa to chyba sen. Rozglądam się... tak to możliwe... eh jednak nie - wszystko jest takie rzeczywiste i logiczne (logiczne kurwa? apelacja była logiczna?)... przebudzam się po paru sekundach...

No po prostu chuj by to strzelił... Po 2 miechach totalnego przestoju, zadaje sobie pytanie we śnie czy to sen, automatycznie odzyskuje jakąś tam świadomość, rozglądam się, analizuje i dochodzę do wniosku że to nie sen, :( po czym budzę się przez niepokój wywołany zadaniem sobie tego pytania. Podejrzewam że to wina zbyt niskiej świadomości - spróbuję poćwiczyć trochę świadka i shine, czy jak to się tam piszę.

entry 09.12.2007 - 21:33
Ostatnio musiałem dać sobie spokuj z LD'kami z powodu pewnych problemów (kto czytał blog wie o co biega ;] ).

Pomimo to zauważyłem że ostatnio prawie codziennie odzyskuje szczątkową świadomość lub utrzymuje ją nie specjalnie intencjonalnie do momentu zaczynania się snu. To znaczy mam świadomość gdy zaczyna się dziać akcja snu. Obserwuję ją "oczami wyobraźni". Nie widzę akcji tylko po prostu wiem co się dzieje - takie jakby całkowite odpłynięcie podczas marzenia na jawie. Niestety gdy w pewnym momencie kapuje, że to właśnie zaczyna się sen, jakoś nie mogę się powstrzymać przed skupieniem się na obrazie, przez co paradoksalnie sen zaczyna zanikać i w końcu znika całkowicie zanim jeszcze zdąży się zacząć, a ja wkrótce tracę świadomość :/ . Szkoda. Ale podejrzewam, że to klucz do częstych WILDów, więc może już niedługo jak tylko nauczę się kontrolować to zjawisko będę miał bardzo częste LDki - warto się przynajmniej pooszukiwać ;] .

Dzisiaj chyba jednak sprubuję WILD'a intencjonalnie. Zobaczymy co z tego wyjdzie...

entry 19.11.2007 - 19:55
Dziś po prowocie z pracy zrobiłem pare rzeczy (jakie to nieistotne). I o godzinie 17:11 walnąłem się w kime na dwie godzinki (ustawiłem budzik na 19:00), bo byłem zmęczony. Znów śniło mi się, że jestem w pracy :/ . Sen jest nie istotny, po prostu sobie pracowałem :> , więc opisze jedynie końcówkę - to było najciekawsze. W pewnym momencie usłyszłem że ktoś mnie woła. No to se myśle - idę. No to sobie idę i idę... no tak ale gdzie mam właściwie iść :>? Nagle pomyślałem - biuro. Patrze a tam....... moja ciotka(!) podaje mi telefon ze smutnym wyrazem twarzy. Myślę - coś się stało. Przytykam słuchawkę do ucha, a tam smutny (zapłakany) głos mojej matki i mówi coś o moim bracie. Nie jestem pewny czy mówiła o nim czy kierowała słowa do mnie jako do mojego brata. // jakie to rodzinne :> // właściwie to dziwne, bo typem rydzinnym to ja chyba nie jestem.

I zaczyna się dziać... Tracę obraz, w uszach słyszę coś w rodzaju dudnienia (wibrujący dźwięk jakby telewizora włączonego po zakończeniu edycji jakiejś stacji - pojawia się wtedy zegar i jest taki dźwięk). Dźwięk staje się coraz głębszy i głębszy, głośniejszy i głośniejszy. Czuje jak mnie troche miażdy ten dźwięk (inaczej nie potrafię tego ująć). Dźwięk nie był podobny do klasycznego pisku przy wychodzeniu. Uświadamiam sobie w pewnym momencie że jestem w pozycji leżącej. Zaczynam odczuwać, jakby ktoś prubował mnie podnosić, ale moje ciało staje się bardzo ciężkie. Nagle odczuwam jakby dwa ciała - jedno prawdziwe i jedno wyimaginowane. Są w tym samym położeniu, w tym samym miejscu. Jedno z nich zaczyna się poruszać i zmieniać pozycję, ale z oporem - jakby ktoś je podnosił - tłów mam przekręcony... to znaczy jednym ciałem (prawdziwym) leżę, a drugie jest jakby w pozycji wstającej. Pokrywają się tylko nogi i dolna część tłowia. Tam gdzie jedno ciało wychodzi z drugiego i ma już inne położenie odczuwam ogromną ciężkość tych obszrów jakby ból. Ciężkoźć i dźwięk narasta strasznie. Od jakiegoś czasu wiem że leżę na łóżku i miałem przed chwilą sen. Po prostu czuje jakby ktoś próbował mnie podnieść na chama, więc się przestraszyłem i w końcu leciutko otwarłem jedno oko. I zonk :/ . Koniec jazdy :/ Godzina 18:16

Po przebudzeniu czuje się naładowany emocjami - ekscytacja, radość, bardzo łatwo mnie rozdrażnić...

UPDATE
Sory za błędy ort i sposub pisania być może nie jasny, ale to przez to podjaranie z niewiadomego powodu.

3 Stron V   1 2 3 >