Sagle's blog


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

17 Stron V   1 2 3 > » 
entry 03.10.2016 - 22:34
Od razu jak w tytule, bo co prawda nie napisałem tu nic od ponad pół roku, to jednak nie będę tu opisywał teraz wszystko ze szczegółami co robiłem przez ten ostatni czas.
Obe i Ld nie doświadczam, a nawet jeśli bym miał to bym nie opisywał tego, bo to nie istotne już dla mnie.
Szczerze mówiąc może i nie chcę ale o tym później...
miałem kilkadziesiąt niezwykłych snów, ale ich też nie będę tu opisywał.
Nadmienię tylko tyle, że były jak filmy s-f jak "Matrix" a może lepsze, ale mniejsza z tym.
Wciąż jestem wegetarianinem, ale nie czuję obrzydzenia do mięsa. Toleruję je jak ktoś obok mnie i nikogo za to nie krytykuję. Sam mógłbym jeść nawet pod kilkoma warunkami:
gdybym sam wychował, sam zabił i oprawił i przyrządził, ewentualnie upolować dziczyznę...
Więc nie chcę jeść tego czegoś ze sklepu, czy nawet kupić sobie surowe, bo nie wiem jak było chowane.
Wracając do obe i ld to chciałbym doświadczać nie tylko z chęci samego odczucia bycia wtedy świadomym czy chęci latania ale zaspokojenia wiedzy czy potwierdzenia informacji. Są to potrzeby mojego umysłu, a i tak nie mam gwarancji, że w astralu dowiem się prawdy.
W rzeczy samej doświadczenia które już miałem w swoim czasie okazały się wystarczające by się "przebudzić" i rozwijać się, swoją duszę, wyjście z populistycznych schematów, spojrzenie na rzeczywistość z innej strony i zauważenie jak istotne są sprawy duchowe i te wszystkie filozoficzne spojrzenia na samo życie czy to co jest po nim itd co przełożyło się na moje podejście do rzeczywistości a więc zmieniło moje życie.
I wegetarianizm jest z tym powiązany, choć uważam, że jedzenie mięsa nie jest niczym złym, ale gdy nie jest ono "skażone" pod wieloma znaczeniami tego słowa, czy to fizycznie, chemicznie czy to w sposób emocjonalny i wyższych energii.
Zastanawiałem się nad światem astralnym i stanem obe.
Czy ten stan jest "naturalny", prawidłowy i zdrowy dla ciała/ciał i duszy?
Jaką naturę ma tamten świat? Analizując przeżycia innych są tam istoty i byty które nie są pozytywne, a więc z takich przesłanek wynika, że nie jest to w 100% świat pozytywny. Ale czy jest w 100% negatywny?
Myślę, że nie bo mnie spotkały raczej pozytywne i neutralne chwile, ale zdarzały się niepewne, choć mówię tak po analizie doświadczeń. Nic złego mi się tam nie stało. Nie miałem negatywnych odczuć.
Poza wymienionymi wcześniej chęciami, nie odczuwam potrzeby doświadczania obe tak jak nie odczuwam potrzeby jedzenia mięsa.
Ogólnie przez ten ostatni czas czuję się zrównoważony, choć to złe słowo. Mam na myśli wewnętrzną równowagę, harmonię. Niczego tak naprawdę nie potrzebuję, ani nikogo. Wszystko co mi potrzebne do fizycznego życia mam. A do życia duchowego jakoś samo przychodzi z życia, sytuacje, wszystko co przynosi kolejny dzień do przeżycia i medytuję to na bieżąco. Czuję w sobie zrozumienie i akceptację.
Mam jednak jedno zasadne pytanie, które można odnieść zawsze do każdego momentu życia, a odpowiedź na nie zawsze wnosi wiele, przede wszystkim zrozumienie. Jednak tym razem znikąd nie mam odpowiedzi.
Zastanawiam się czy wyższe istoty są w stanie mi na to pytanie odpowiedzieć.
Pytanie brzmi: PO CO? Po co istniejemy? Po co istnieje Wszechświat? Po co jest Bóg/Źródło?
Po co wszechświat się rozwija, po co są tworzone nowe światy i wszechświaty.
Po co to wszystko? Jakby to było gdyby nic nie było? Jak jest nie istnieć - to już kolejne pytania które właśnie mi się nasunęły. Te pytania kieruję jak do samego siebie, jakbym sam był stwórcą tego wszystkiego, wszak to ja kreuję swoją prawdę i swoje spojrzenie na świat, ja obserwuję, a tworzę w głowie, że jest coś takiego jak Bóg/Źródło, Stwórca.
Czy to zapętlony fraktal rozwijający i rozszerzający się do zewnątrz i do wewnątrz, w głąb i w poza w nieskończoność.
To przytłaczające, ale prawda jest taka, że jest taka jaką chcemy aby była, czyż nie?
Alternatyw naszego całego świata, Ziem, wszechświatów, nas w istocie jako jednostki jest w bezliku, a teraz odgrywamy jedną z możliwych linii czasu i włożonych w ten czas konkretnych wydarzeń, które z kolei prowadzą do kolejnych alternatyw wydarzeń, a decydujemy wszyscy, choćby i motyl, który powoduje huragan w innej części świata. A to wszystko jest nieskończoną biblioteką zdarzeń usadowioną na niezlokalizowanym fraktalu.
Czy w tym zamęcie i natłoku wszystkiego można to pojąć i zrozumieć. I tak i nie. To zależy, ale już kończę tą moją ciężko-umysłową filozofię i może przejdę do czegoś lżejszego.
A mianowicie do tego co pojawiło się na forum. Temat wcielenia jest jak zwykle interesujący.
Obecnie w tym położeniu co jestem, jestem na Nie, że już nie chcę więcej się wcielać, że już mam dość, mimo że nie pamiętam poprzednich żyć. Ale widząc to wszystko (a wciąż jednak tak nie wiele) w moim krótkim jeszcze życiu już mam dość i jestem gotów bez obaw odejść. Czekam spokojnie z małą nadzieją, że jednak mnie życie w jakiś sposób zaskoczy, ale strachu w "śmierci" nie widzę. Nie żal mi nikogo ani niczego zostawić. To ta wewnętrzna akceptacja mająca również znamiona obojętności tak na mnie działa.
Nie mam jednak jeszcze zrozumienia dla paru spraw, jak np dla Rady Galaktycznej. Nie rozumiem na jakim prawie się opierają i jakim prawem działają i przede wszystkim PO CO są? I gdy słyszę w jakichś przekazach wzmianki o nich czy o ich postanowieniach i działaniach, to mam to nich pretensje w co niektórych sprawach, ale muszę ich zgłębić i zrozumieć, bo gdybym teraz umarł i miał taką wiedzę i zrozumienie dla nich jaką obecnie mam, to poleciałbym tam do nich i zrobił im wielką burdę.
W niektórych przekazach jest np właśnie o wcielaniu się itp, w które ingeruje RG. Np w sprawie czy dusza musi się jeszcze wcielać, czego musi doświadczyć itd. A może ja po prostu nie chcę? Nie będą mogli mnie zmusić, chyba że przez manipulacje, ale mam nadzieję, że to nie powinno mi grozić jeśli faktycznie są ze światła lub neutralności. Ale jak już powiedziałem muszę w ich sprawie więcej się dowiedzieć i więcej zrozumieć i myślę też, że po śmierci powinienem wiedzieć.
Aaa nasunął mi się teraz jeszcze jedna sprawa związana ze stronnością.
Jak wiadomo jest strona jasna/światła - pozytywna i ciemna/mroku - negatywna i jest też bezstronność czyli strefa neutralna.
strony te charakteryzują się pewnymi cechami jak np dla pozytywu jest rozwój,tworzenie, to dla negatywu jest degradacja, niszczenie, a dla neutralności jest stagnacja, nic nie robienie.
Czy jest możliwość istnienia 4. drogi, która będzie swojego rodzaju przeciwieństwem dla neutralności, a zarazem nie powieli innej strony?
I czy mogą istnieć światy pozbawione w zupełności zła lub dobra lub jednego i drugiego?
przeciwieństwem dla stagnacji nie jest rozwój, ani degradacja, lecz ruch ale nie w progres ani regres, tylko na granicy, pomiędzy. Czym jest taki ruch? Hipokryzją? Chyba nie bo to jest w kwestii negatywu...
Czy taki ruch jest nie zdecydowaniem? Czy może taki rodzaj ruchu też leży w sferze neutralności, co wydaje się logiczne i chyba jest już dla mnie odpowiedzią.
Jeszcze wracając do wcielania się, kwestii zapominania i karmy jest dla mnie w pewnym punkcie jasne dlaczego tak jest, co może być skierowane dla częściowego zrozumienia dla Rady Galaktycznej.
Może zapominamy swoje poprzednie życia byśmy mogli normalnie żyć i przeżywać doświadczenia jakie sobie zaplanowaliśmy a nie roztrząsać to co przeżyliśmy a zostało już przeanalizowane odpowiednio po każdym życiu. Jak byśmy żyli z myślą, że się zabijało ludzi, że się było bestią lub że robiło się jakiekolwiek inne mniej lub jeszcze bardziej okropne, okrutne rzeczy innym czy to samym sobie (to bez różnicy, bowiem czyniąc komuś, czynisz sobie)? Skoro w obecnym życiu niektórzy nie potrafią sobie wybaczyć błahostki podług takim przykładowym przeżyciom. A czy potrafilibyśmy właśnie i innym wybaczyć.
Zapominamy o traumie, by było nam łatwiej wybaczyć sobie, innym i przeprosić.
Ale czy czas na wybaczenie i przeprosiny z poprzedniego życia jest w czasie życia czy w czasie wolnoduszy? Bo w czasie życia jest łatwiej wybaczyć coś czego się nie pamięta, ale czy tak w ogóle można, np przepraszać nie wiadomo za co? Czy gdy dusza jest wolna od życia inaczej przyjmuje życiowe doświadczenia i potrafi to zaakceptować tak by móc przeprosić i wybaczyć?
Po co więc karma? Czy sami się decydujemy i chcemy doświadczyć tego co powodowaliśmy?
Myślę, że po części system karmy jest nam narzucana, ale nie wiem przez kogo czy przez RG czy przez nas samych tzn ze sami tak postanawiamy i jest to akt naszej wolnej woli mamy odczucie od wyższego JA czy wciąż nie potrafimy sobie wybaczyć? Nie jestem pewien, ale czuję, że jest możliwość wyjścia z tego systemu a kluczem jest właśnie wolna wola.
Kolejna sprawa co do zapominania to forma zabezpieczenia świata przed nami samymi.
Niektóre życia mogą być dla nas tak wielkie, niezwykłe i cudowne,że obecnie mogłyby negatywnie na nas wpłynąć poprzez napompowanie naszego ego gdybyśmy się dowiedzieli, że np było się faraonem, królem czy kimś innym wielkim wspaniałym.
Pozostaje więc dopuszczenie do pamięci tylko wybranych żyć, które nie powodują skrajnych odczuć, a są "lekkimi" życiami, miłymi, pozytywnymi, neutralnymi czy umiarkowanymi. Dlaczego więc nie pamiętamy to nie wiem. Może robimy za życia coś takiego, że właśnie o tym zapominamy. Jako małe dzieci pamiętamy i wydaje się to dla nas normalne więc nie przywiązujemy do tego wagi, a młode umysły otwarte na nowe doświadczenia i pragnące przeżyć coś nowego z czasem wypierają jakiekolwiek informacje o poprzednich życiach, więc zapominamy. Możemy się "winić" za to sami, bo my nie przywiązujemy wagi by zadbać o to u naszych dzieci i ich nauczyć by one kontynuowały takie poczynanie u swoich dzieci itd, aż w końcu sami gdybyśmy się znowu wcielali w takich czasach to byśmy taką pamięć mieli.
Kolejną sprawą jest możliwość inkarnowania w różnych miejscach i czasach oraz alternatywach.
A więc mamy do wyboru bardzo dużo możliwości i może jest to tak na prawdę dla nas zabawa i rozrywka, która pozornie trwa latami i czujemy spełnianie misji jakbyśmy grali w jakąś grę rpg czyżby taki pogląd nie mógłby być możliwy z tym, że w bardziej zaawansowany sposób. W owej realnej rzeczywistości - pośmiertnej "budzimy się". Tu trwa to dziesięciolecia, a tam może to np 2 godzinki zabawy?
Później robimy sobie tam trochę przerwy i odpalamy inne życie.
Przecież wszystko już się wydarzyło, wszystko jest wiadome i rozwiązane w Źródle.
I nie ma na to czasu, bo tam nie ma czasu, a tylko istnienie, więc wybór czasu, w którym chcemy żyć jest jak wielka biblioteka tylko, że z płytami cd, które są o każdym życiu w każdym czasie i sobie wybieramy co chcemy dziś pograć? Przyjemny pogląd?
Będzie prawdziwy jeśli tylko zechcesz, żeby taki był.

Koniec już tej filozofii i tych bzdet.
Kończę, bo już chyba wyczerpałem o czym chciałem napisać a kilka spraw i tak wypadło mi z głowy się może następnym razem (za pół roku :)

Jeśli ktoś to czyta, to mam informację dla owego czytelnika, że ja to piszę w zasadzie dla siebie.
Ale ciekaw jestem czy ktoś w ogóle był w stanie znieść to i przeczytać wszystko aż do tego momentu?
Jeśli tak to pozdrawiam serdecznie,
a jeśli nie to nie pozdrawiam.......
Nie no żartuję....
Poważnie żartuję ;)
Pozdrawiam wszystkich.

entry 16.03.2016 - 22:20
…czyli docenić niepamiętania wszystkich snów.
Tak samo jest to ważne jak niepamiętanie wszystkich wcieleń.
Wspólny mianownik: trauma.

Miałem nie pisać już o snach, ale to jest jednak pewne doznanie, ale może od początku…

Przedwczoraj, po prostu sobie siedziałem przed kompem i mi się przypomniał nagle ze szczegółami koszmar z dzieciństwa, który śnił mi się wiele razy, a ostatnio jakieś 10 lat temu.
Próbowałem go tu kiedyś opisać albo coś o nim wspominałem, ale miałem problem z przypomnieniem sobie szczegółów. To właśnie dopóki teraz jeszcze pamiętam, to co mi się przypomniało wtedy: Wielka, jasna, świetlista, bezhoryzontalna przestrzeń, mieniąca się kolorami tęczy. W przestrzeni tej pojawia się cienka czerwona linia, która z początku zaczyna delikatnie, subtelnie falować i zaczyna coraz szybciej i szybciej, zaczyna się pogrubiać i ciemnieć, fale gęstnieją.
Tworzy się nieprzyjemny ścisk, przytłaczające, brązowe tworzywo, struktura. Jestem jakby w tym, uciska mnie, nie mogę oddychać, panikuję, nic nie mogę zrobić, strach.
Przechodzę lub ta struktura się przekształca w olbrzymi równie przytłaczający obiekt, odbierający oddech i emanujący negatywną energią.
Jest coś dalej, jakieś struktury, połączenia jakby neurony już przyjemniejsze, jakieś przemieszczające się światła, ale to już słabo pamiętam, bo rzadko udawało mi się tak zajść w tym śnie. Zazwyczaj budziłem się przy tym ścisku, czasem przy tym obiekcie.

Ale to zapisałem, bo teraz to dobrze pamiętam, a to może trochę nie na temat, choć może fakt, że sobie to przypomniałem miało jakieś znaczenie, tego nie wiem.

Później ćwiczyłem, medytowałem, umyłem się i położyłem się spać.
Po jakimś czasie zaczął się nieświadomy, ale mega mocny, dokładny sen – koszmar.
Na początku przyjemnie, jest nas czterech i pies lub jakieś inne stworzenie, może mały delfin(?). Nie kojarzę ich, ale jakbyśmy się niby znali. Okolica mieszana, jakby widok z okna, ale urozmaicony o skałę, jeziorko i odprowadzoną od niego unormowaną płytami rzekę.
Jeden z kolegów skacze do tego jeziorka na bombę, jest trochę grubszy. Drugi siedzi w tej wodzie.
Trzeci stoi przy tym grubszym, co skakał. Stworzenie pałętało się gdzieś pomiędzy nimi.
Ja byłem z tyłu i jakby nagrywałem to wszystko. Ogólnie sielanka, ładna pogoda i przyjemnie.
Zerwał się wiatr i urwało znak ze słupkiem, który stał między drogą a rzeką. Kolega, który siedział w wodzie na widok wyłamanej rurki ze słupka wpada na pomysł głupiej, psychicznej zabawy.
Chciał sprawdzić kto wytrzyma dłużej uderzenie taką metalową rurką. Podpływa i bierze ten przedmiot. Uderza od razu tamto stworzenie, które od razu po pierwszym ciosie pada martwe.
Podpływa do grubszego i zaczyna go okładać narzędziem, gruby odpływa, ucieka, tamten go jednak dopada, ten nurkuje, szamotanina. Ten z rurą nie przestaję, jak nakręcony, nie reaguje na „słowa”.
Tamten bity już cały czerwony, płynie co sił w moją stronę i… już nie jest gruby.
Wygląda jak obdarty ze skóry, widać wszystkie mięśnie na twarzy, cały czerwony, tylko oczy białe i wpatrzone we mnie, nie ma już sił. Wyciągam rękę po niego, a on usiłuje mnie złapać. Podchodzi ten z rurą, sam się już boję o swoje życie. Wyciągam dalej rękę po tamtego, w jego oczach było wszystko, nadzieja, strach, chęć przeżycia, poddanie, brak siły. To wszystko zaczęło zanikać i rozpływać się w pustce jego oczu, zaczął się topić. Już go prawie miałem. Ten psychopata zamachnął się i oddał decydujący cios. Koniec.

Obudziłem się, grube łzy leciały mi same z oczu, nie mogłem się otrząsnąć, to było tak realne, ja nie mogłem pomóc. Serce mi się krajało. Próbowałem ochłonąć, zastanawiałem się dlaczego to mi się śniło i że nie chcę tego pamiętać. To było mocne doznanie.
Położyłem się, byłem wystraszony, obawiałem się zamknąć oczy, bo widziałem tylko ten moment śmierci i te wołające oczy biedaka. Myślałem, że nie zasnę już tej nocy, ale nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Śniło mi się, że opowiadam o tym śnie swojej siostrze, która z początku średnio zainteresowana, później słuchała.

Rano i cały wczorajszy dzień wspomnienie było wciąż „żywe”. Darowałem sobie ćwiczenia, nie chciało mi się. Odpuściłem sobie również medytację, wiadomo, chyba nie miałaby sensu. Ogólnie to czułem w sobie jakąś nieprzyjemną energię obwiniania siebie. Nawet się nie umyłem, od razu się położyłem, ale nie zasnąłem, chciałem zapomnieć, a jednocześnie rozmyślałem dlaczego i po co ten sen.
I stwierdziłem, że to może jakiś mentalny atak, ale potem nie i już wiem dlaczego, po co i od kogo/czego to przeżycie. Później udało mi się po dłuższym czasie zasnąć. Śnił mi się znowu jakiś nieprzyjemny sen, ale nie aż tak jak ten.

Zdecydowałem się to napisać, ale nie po to, żeby to pamiętać, tylko po to, żeby rozładować i opuścić tą ciężką energię, bo nie mam komu o tym tak dokładnie opowiedzieć.
Niemniej jednak rozumiem, a przynajmniej tak uważam, to była lekcja, ciężki sprawdzian związany z intencją medytacji, która była parę godzin wcześniej. I oznacza, że nie do końca jeszcze jestem gotowy, ale już nie mogę się cofnąć o krok, mogę stanąć w miejscu, przećwiczyć, przeżyć i przetrwać to.

Pozdrawiam ;)

entry 02.03.2016 - 23:13
Hej.
Dawno mnie tu nie było. Długo się zastanawiałem i zbierałem, żeby napisać cokolwiek. Miałem zamiar napisać w lutym "ostatni wpis" ale zrezygnowałem, nie wiem dlaczego.
Nie zamierzam jednak pisać o swoich snach, ld'kach czy może nawet obe. Tego ostatniego nie doświadczam nie pamiętam od kiedy, nic się nie zmieniło. Sny jakieś tam są ld'ki naprawdę sporadycznie.
Mogę powiedzieć, że się już tym tak nie interesuję, ale zostawiam sobie uchyloną furtkę do tego, mimo że już dobrze nie pamiętam, ale to nic.
Teraz chcę się ukierunkować, kierować swoim życiem jak chcę. Wprowadzam zmiany np od tego poniedziałku przestałem jeść mięso. Chcę przejść na wegetarianizm, co uważam za i tak konieczne w przyszłości.
Mam nadzieję, że mi się uda, ale nie czy wytrzymam, tylko czy moi rodzice to wytrzymają i ostatecznie zaakceptują i zrozumieją. Niby to nic takiego, ale wiadomo jak to bywa. Jak będę mieszkał sam nie będę robił z tym nikomu problemu, o ile to dla niektórych może nim być. Czuję się bardzo dobrze, nie czuję potrzeby jeść mięsa. Być może dzięki temu poprawiłaby się moja kondycja duchowa, tu kwestia wibracji.
Znajduję coraz więcej ludzi z pozytywną energią, którzy są "kompatybilni" ze mną, a ja się czuję z nimi. Nie znajduję ich jednak w swoim najbliższym otoczeniu tylko w Internecie, na yt, ale i tu na forum, znajdują się jeszcze tacy ludzie. Cieszę się z tego, że są i MY razem to wyższe JA. Akceptuję fakt, że nawet moi przyjaciele, z którymi się spotykam, moja rodzina mogą tego nie czuć, nie rozumieć, ale cieszę się, że istnieją tacy ludzie tu na Ziemi. W otoczeniu takich ludzi czułbym się niesamowicie, jak w raju i choć dzielą nas kilometry, setki, czy nawet inne sprawy to nie czuję się samotny i jest ok. Poniekąd może jest w tym jakiś sens, że jesteśmy porozrzucani na planie fizycznym.
Być może rozwiąże się pewna sprawa, ale nie wiem, takie przeczucie.
Chodzi o liczbę 21. Pisałem już o tym kilka razy w swoim notatniku. 21 to szczególna liczba, która mi towarzyszy...hmmm... no nie wiem, ale od paru dobrych lat. Oto za parę chwil będę kończył właśnie 21. rok swojego życia i jestem ciekaw czy coś się stanie i jeśli tak to co? Zobaczę.
W sumie to chyba tyle. Jakoś tak ostatecznie wyszedł mi spontanicznie ten wpis i spoko.
Cieszę się, że żyję w Polsce.
Cieszę się życiem, coraz bardziej.
No to tyle...
Do następnego ;).

entry 11.11.2015 - 15:49
... A może i nie... (odnoście poprzedniego wpisu).
Hah... możecie powiedzieć, że "słoma targana" ze mnie :D - zabawne.

Ale teraz to widzę, teraz to rozumiem.
Rozumiem co? - rozumiem to wszystko, siebie samego.
Jest ciało fizyczne, astralne, .. , jest dusza, ale nie tylko.
Jest coś jeszcze więcej, nie dane jest wiedzieć co, ale dane jest w to wierzyć. Ten kto sam rozmyśla, też to wie. Nie będę pisał konkretnie, każdy musi sam pojąć i wierzę, że każdy o tym myśli i wierzy.
To nie jest taka znowu zmiana w poglądzie, a raczej głębsze zrozumienie poglądu i jego rozwój.

Po poprzednim wpisie zrozumiałem, że zaczynam popadać w stagnację i gdybanie, a to nie jest ważne.
Od dawna nie wychodzę regularnie, a wręcz rzadko, więc zastanawiałem się nad tym coraz bardziej.
Pojąłem, być może to jakaś forma informacji od opiekuna, że to może być istotne, ważne dla mnie, żebym nie wychodził, nie miał obe, a przyjdzie jeszcze na to czas i to prędzej niż prędko.

Nadeszły te czasy, mianowane czasami janowymi, ale innymi, zmienionymi, a to za sprawą nas - ludzi, bo od nas to zależy co się stanie.
Za sprawą kolejnego przekazu "z innego" źródła zainteresowałem się znowu, zweryfikowałem informacje z innego przekazu, o którym zakładałem temat, które się pokrywają w znacznej mierze.
Tutaj podaję link do jednego z tych przekazów, który mnie szczególnie zaciekawił:
https://www.youtube.com/watch?v=DBt4Ni9k87M
Polecam również cały kanał na yt i blog Arona.

Pozdrawiam ;).

entry 06.11.2015 - 19:48
Chyba tak.
Nie mam w sumie regularnie (i w ogóle od ostatniego opisanego razu ani obe, ani ld, najwyżej jakieś symboliczne sny, których zwyczajnie nie chce mi się na razie zapamiętywać, wspominać, zapisywać),
a i przestałem tęsknić za tym stanem.
Nie ma, to nie ma... nic się nie dzieje, żyje się dalej przecież jak dotychczas.
Jak będzie, to super i tyle...

Nie chce mi się.
po prostu
nie odczuwam takiej potrzeby.

Nie ciągnie mnie do tego
Przestało mnie to obchodzić
i tyle.

Czy można by powiedzieć, że się "cofnąłem" w rozwoju świadomościowym czy duchowym?
Myślę, że zdecydowanie nie, bo zmiana we mnie się dokonała, światopogląd zmieniony...
A co teraz? - nie wiem, będzie co ma być i już.

Przyjdzie jeszcze czas

Do przeczytania,
;).


17 Stron V   1 2 3 > »   
Mój obraz