pływak's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

15 Stron V  < 1 2 3 4 5 > » 
entry 13.11.2014 - 19:51
Przeżyłem dziś bardzo ciekawy LDek a już od dawna nie potrafiłem wyjść z ciała. Po opuszczeniu ciała wstałem z łóżka i przemieściłem się w kierunku balkonu. Żeby się dowiedzieć czy to jawa czy sen, spróbowałem najpierw otworzyć drzwi, lecz zauważyłem, ze nie ma takiej potrzeby bo oto potrafię przejść przez szybę na druga stronę, dalej wychylam się przez balustradę, najpierw się boje, żeby nie spaść, ale oto już jestem na dworze i frunę. Najpierw lekko w dół ale utrzymałem się nad powierzchnia ziemi. Kontynuowałem swój lot nad miastem, widziałem ludzi, samochody, bawiące się dzieci, wyraźnie słyszałem ich krzyki, potem chciałem wznieść się wyżej ale z tym był jakiś kłopot, jakbym za dużo ważył. I tak sobie leciałem i leciałem, aż w końcu znalazłem się w miejscu które już kiedyś odwiedziłem we śnie. Był to kompleks starych budowli, zamek, kościół, stare domy, kanał. Najpierw przeleciałem nad woda, tak nisko, ze niemal poczułem jej bryzgi na sobie. Potem zobaczyłem zamek, cały czarny, z wieloma wnękami i oknami. Kręcili się tam jacyś ludzie, zapewne turyści. Ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Potem zobaczyłem fasadę kościoła, identyczna już kiedyś widziałem. Stałem dokładnie jej naprzeciw. Zsunąłem się w dół i poleciałem powoli do góry delektując się mozaiką fasady. Doleciałem do samej góry i... natrafiłem na opór. Nie potrafiłem wzlecieć wyżej. Ledwo co udało mi się wspiąć na obelisk zawieszony na samym szczycie, a tam siedziały dwie młode dziewczyny i rozmawiały.
- Czy wy tez latacie? - zapytałem.
- My nie - roześmiały się - po prostu tu siedzimy i patrzymy.
- Ale jak się tu dostałyście?
- Nie wiemy.
Przyjrzałem się im. Młode, ładne, krótko obcięte włosy, niemal siostry, nawet podobne do siebie. I cały czas się śmiały. Ze mnie? To dziwne, że one jedne mnie zauważyły jak dotąd.
- Wiecie co, zeskoczmy stad. Zobaczymy co się stanie.
Znowu się roześmiały.
- My jesteśmy twoimi opiekunkami, głuptasie, wiec po co mamy skakać.
- Boicie się?
- To nie, ale my mamy to za sobą. Jak chcesz to skacz.
- Szkoda, bo ja lubię latać, a zawsze jestem sam.
I skoczyłem. Słyszałem jeszcze ich śmiech nad sobą. Chyba jednak śmiały się ze mnie.
Po chwili obudziłem się w swoim ciele i w swoim łóżku.

entry 09.05.2014 - 15:51
ostatnio śni mi się często, że wychodzę z ciała i przemieszczam się daleko od domu, ale to tylko sen. Czasem jest ciekawy i warty zapisania, ale jak nie zdążę to potem mi ulatuje, zapominam i już nie wracam do niego traktując go jak jeden z wielu przeżytych snów. Często widzę w nim odbicie tego co przeżyłem w realu i interpretuję go na co dzień, jednakże nie wgłębiam się co do jego znaczenia. Ale to tylko sny, nie mam pewności czy tak naprawdę jestem poza ciałem i czy to co przeżywam we śnie może być tym czwartym wymiarem. Dziś udaje mi się po raz pierwszy w tym roku zapisać notatkę o moim ostatnim śnieniu (nie śnie), bo było bardzo wyraźne przesłanie i nawet jeżeli był to tylko sen to jakiś symboliczny. Ponieważ wciąż poszukuję nowych obszarów, które chcę eksplorować, a nie zawsze jest mi dane podróżować z przewodnikiem, pragnę poznawać i zapisywać swoje odczucia i emocje, nawet jeżeli moje przeżycia duchowe są skromne. Tak było i teraz. Po prostu natknąłem się na grupę osób w miejscu rodzinnym i zacząłem się z nimi witać. Byli tam ludzie młodzi i starsi, ale wszyscy pełni energii, optymistyczni, jakby żyli, a może byli żywi. To byłoby dziwne, gdybym miał spotkanie z żywymi i to w dodatku z moimi krewnymi. Nie znałem nikogo, zaczepiałem ich i pytałem o stopień pokrewieństwa, dawali mi wyczerpującą odpowiedź, tak, że mogłem skojarzyć swoje powiązania rodzinne i utworzyć drzewo genealogiczne. Może, gdybym się nie wybudził, rozpoznałbym swoich bliskich krewnych, ale tych ludzi nie znałem. Mimo to bawiliśmy się dobrze i było to dla mnie pouczające spotkanie. Zachęciło mnie to do dalszych podróży i poszukiwań moich bliskich. Wciąż nie wiem czy po śmierci ich spotykamy i czy wszystkich czy też tylko wybranych, tego chciałbym się dowiedzieć.

entry 14.11.2013 - 19:37
a oto i mój drugi wpis w tym roku; strasznie ich mało bo tylko 2 ale też czas mnie ogranicza i nie jestem już taki otwarty na podróże astralne jak dawniej, żyję więcej w codziennym stresie, mam mniej kontaktów z innymi podróżnikami no i w ogóle jest ostanio do dupy. Ale to tak na marginesie. Często próbuję wyjść z ciała i wydaje mi się że już już, gdzieś przełamuję barierę i dostaję się do innego świata, lecz inaczej niż zazwyczaj, bez tego typowego "klika w głowie", który był dla mnie sygnałem oderwania się od ciała fizycznego. No i sny są trochę inne, mniej kontrolowalne, ale niemniej ciekawe. Dlatego ten sen chcę zapisać, bo chociaż wydaje mi się, że nie było to ani OOBE ani nawet LD, to sen jest niesamowity na wpół realny. Podobne sny miałem już kiedyś i też je zapisywałem, może więc to jakaś seria?
Sen nie był długi, chociaż to co się w nim wydarzyło, mogło trwać nawet kilka dni. Nie wiem nawet jak się zaczął. Pojechałem z dziećmi (nie swoimi) na wycieczkę czy kolonie, szefową była moja dawna dyrektorka ze szkoły (a więc element realizmu). Dostałem pod opiekę grupę dzieci średniego wieku i po przyjeździe na miejsce, a były to okolice Szczecina, rozłożyliśmy się w sali, każdy zajął swoje łóżko i rozpakowywał się. Stwierdziłem, że do kolacji czy obiadu jest jeszcze trochę czasu i postanowiłem pójść do kiosku po baterie do latarki. Zapytałem kto chce iść ze mną, zgłosiło się kilku chętnych chłopców; wybrałem jednego jako towarzysz, innego wyznaczyłem do pilnowania porządku. Poszedłem do szefowej zgłosić wyjście a ona mi jeszcze kazała zabrać ze sobą jakąś dziewczynkę, która też ma coś kupić w kiosku. No i poszliśmy. Do tego momentu wszystko było realne, z chwilą opuszczenia terenu koloni, znaleźliśmy się jakby w innym świecie. Zamiast kiosku była dżungla i rzeka. Staliśmy przed wyborem, albo przebijamy się przez las do poszukiwanego kiosku, albo prędzej rzeką.
- Umiecie pływać? - zapytałem dzieci
Oboje potaknęli, więc wskoczyliśmy do wody i zaczęliśmy płynąć. Okazało się, że nie było to wcale takie łatwe i po drodze czekały nas liczne niebezpieczeństwa np. musieliśmy przepłynąć pod zawalonym drzewem pod wodą, anie była ona zbyt ciepła. Spotykaliśmy też co jakiś czas inne dzieci płynące pod prąd. Cała akcja trwała może kilkanaście minut, wreszcie osiągneliśmy jakiś brzeg. Bałem się czy któreś z dzieci nie utonęło, przecież byłem za nie odpowiedzialny anie zawsze w wodzie miałem je przed oczami bo sam musiałem walczyć z żywiołem. Na szczęście okazało się, że wszyscy dopłynęliśmy szczęśliwie, aczkolwiek dzieci były mocno zmęczone. Rozejrzałem się po okolicy. Byliśmy na brzegu rzeki płynącej w pobliżu zabudowań.
- Chodźcie dzieci, zobaczymy gdzie jesteśmy.
Po drodze mijaliśmy różne budynki ale nie spotkaliśmy nikogo po drodze. Zaczynał zapadać zmrok. Wreszcie zobaczyliśmy budynek szkoły i zapalone światła. Weszliśmy do środka i zaczęliśmy kogoś wołać. Przyszła jakaś kobieta w średnim wieku i zapytała skąd się tu wzięliśmy.
- Zabłądziliśmy - skłamałem - A gdzie jesteśmy?
- W Szczecinie - odpowiedziała - Chodźcie ze mną, dzieci są na pewno głodne i - spojrzała na nie uważnie - przemoczone.
Przeszliśmy za nią do innego pomieszczenia, gdzie były jeszcz dwie inne panie, pewnie sprzątaczki. Dostaliśmy coś ciepłego do picia, dzieci po kanapce i koce aby się okryć. Opowiedziałem po kolei nasze przygody w dżungli i skąd się tu wzięliśmy. Okazało się, że w szkole, do której nas przywieziono, pracuje kuzynka jednej z pań.
- A czy może pani zadzwonić do niej? Ale proszę nie mówić o nas. Chciałbym sam z nią porozmawiać.
Zadzwoniła, ale było zajęte. Dopiero po jakimś czasie zgłosiła się po drugiej stronie kuzynka. Wymieniły kilka zdań, po czym dała mi ją do telefonu. Zapytałem czy wie coś o zaginionych dzieciach w placówce. Potwierdziła, że policja jest już powiadomiona, a kierowniczka chce odejść od zmysłów.
- Jak się pan znalazł u mojej kuzynki? - zapytała.
Nie potrafiłem jej tego wyjaśnić.
- Jest już ciemno, dzieci są zmęczone, zostaniemy tu może do jutra.
- To niezła myśl -podchwyciła jedna ze sprzątaczek'
- Dobrze, połóżcie się tutaj - druga wskazała nam miejsce do spania - ja załatwię resztę.
Dzieci położyły się na prowizorycznym legowisku i zaraz zasnęły, ja leżałęm wykończony, słyszałem tylko rozmowę telefoniczną jaką prowadziła jedna z pań. Potem chyba zasnąłem, bo obudziło mnie jakieś szarpanie.
- Niech pan już wstanie, jest samochód który was zawiezie do domu.
- Do domu? - zapytałem bo nie wiedziałem w tym momencie gdzie jest ten dom.
- No tak, na waszą placówkę.
Nie wiem która była godzina, ale było jeszcze ciemno, dzieci jeszcze spały. Musiałem je wziąść na ręce i przenieść do auta. No i wróciliśmydo siebie, nie wiem nawet jak bo było ciemno. Nie wiem też ile czasu minęło od chwili wyjścia. Dziwne wydaje mi się to przejście z jednego świata w inny, jakby w sen, a przecież to wszystko było snem.

entry 01.04.2013 - 17:25
To mój pierwszy wpis w tym roku, gratulacje. Był to tylko świadomy sen, ale jaki realistyczny. Otóż od dłuższego już czasu nie potrafię wyjść z ciała, coś się we mnie zablokowało, ale to było fajne. Przy wielu próbach pojawia się zlany obraz bez sensu i nie wiem gdzie się znajduję. A w tej historii było latanie. Człowiek od wieków marzy o tym, żeby móc latać. Mnie udało się to wielokrotnie w astralu. Tym razem znalazłem się wśród wielkiej ilości ptaków, i to nie jakiś małych; był wielki biały orzeł, dumny kondor, jakieś sokoły i jastrzębie, nie znam się na tyle na nazwach ptaków więc dokładnie nie wie,. Było to jakieś wielkie pole, widać, że te ptaki były szczęśliwe, a ja wśród nich, równie szczęśliwy. I fruwałem z nimi, choć nie potrafiłem wznieść się tak wysoko jak one. Ale to mi nie przeszkadzało. Miałem problemy z liniami energetycznymi, lecz stwierdziłę, że mimo iż je dotykałe, nic mi się złego nie działo, jedynie plątałęm się wśród przewodów. Gdy już tą trudność pokonałe, znalazłem się nagle w pewnej kamienicy i zostałem tam zamknięty. Długo nie mogłem się uwolnić, dopiero moja przyjaciółka mi otworzyła i wtedy razem z nią chciałęm fruwać, ale ona się bała. Pokazywałęm jej jak się lata, ale raczej tego nie pojmowała, miała za małą wiarę. Moje doświadczenia z tego pobytu ograniczją się więc do pragnienia aby móc przezyciężyć strach i po prostu latać, bo w astralu wszystko jest możliwe. Wydawało mi się, że to wszystko dzieje się naprawdę i żałuję, że tak nie było. Mimo to wdzięczny jestem, że astral istnieje i mogę tam doświadczać.

entry 01.10.2012 - 20:43
nie wiem dokładnie jakiego rodzaju był to sen (ldek czy zjawa) ale treść jest dla mnie symboliczna, więc postanowiłem go tu opisać. A było tak:
Znajduję się nagle w kościele, pełno w nim ludzi, ksiądz odprawia nabożeństwo. Stoję gdzieś z tyłu, rozglądam się, wszyscy mają smutne miny, moja rodzina, przyjaciele, ubrani na ciemno, więc to chyba pogrzeb - myślę sobie. I rzeczywiście, z przodu stoi trumna, moja matka płacze; ale czyj to pogrzeb - zastanawiam się. Wychodzę z kościoła przeczytać klepsydrę, a tam stoi moje nazwisko i imię.
- To jakaś pomyłka, przecież ja żyję - krzyczę i wchodzę spowrotem do kościoła.
- Ludzie, ja żyję, tu jestem, proszę księdza! - krzyczę na cały głos, ale nikt mnie nie słyszy.
Zdeterminowany wychodzę znów z kościoła i kieruję się przed siebie. Jest to jakaś wieża, wchodzę na nią. W górze piętrzy się woda, chcę wskoczyć i zobaczyć co się będzie ze mną działo (czy się utopię), ale nie mogę, jakieś belki mi przeszkadzają. Potem chcę skoczyć z niej ale sie boję, że się potłukę za mocno. Więc schodzę znowu w dół. Po drodze mijam jakąś grupę ludzi, spotykamy się w wąskim przejściu i, o dziwo, oni ustępują mi miejsca na przejście.
- Czy wy mnie widzicie? - pytam.
- A czemu mielibyśmy cię nie widzieć?
- Więc to ja żyję, czy wy jesteście martwi?
- Chyba wszyscy żyjemy jak widać.
I poszli dalej do góry, podziwiać widoki (nawet na nie nie zwróciłem uwagi). A ja? No cóż, zacząłem się cieszyć, że żyję, chociaż uświadomiłem sobie, że już nie tam gdzie kiedyś. Może w innym wymiarze? Jest to dla mnie symbol, że życie po śmierci na ziemi przenosi się w inny rejon i trwa nadal.

15 Stron V  < 1 2 3 4 5 > »   
Mój obraz