pieczywo - do?wiadczenia


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

3 Stron V  < 1 2 3 >
entry 11.07.2007 - 21:20
Postanowi?em tego wieczoru wyj?? z cia?a. Zreszt? ju? dzie? wcze?niej wysy?a?em sygna?y do ja?ni i NP, w których prosi?em o ?wiadomo??. Zacz??o si? od LD co? ko?o 4:30. Sk?d to wiem? Hmmm... w pewnym momencie pojawi? mi si? zegarek przed oczami :) Polata?em sobie, pop?ywa?em w okolicznych jeziorkach. Próbowa?em obudzi? koleg?, la?em go po twarzy. Jednak ten powiedzia?, ?e jest bardzo ?pi?cy i bym si? odczepi?. Pó?niej pojawi? si? drugi kumpel z mojej miejscowo?ci. Zapyta?em si? go czy jest ?wiadomy teraz... spojrza? si? na mnie z lekk? zazdro?ci? i powiedzia?, ?e nie jest ?wiadomy swojego snu. Prawdopodobnie to by? i tak mój sen, ale nie zaszkodzi?o zapyta?. Pami?tam, ?e w mi?dzy czasie konsultowa?em si? z pod?wiadomo?ci?, bad? jak?? kobiet?. Powiedzia?em jej o tym, ?e chcia?bym dzi? wyj?? z cia?a. Zapyta?em si? jak mog? to zrobi? przez LD (chocia? znam ju? tak? jedna technik?).
- Przetnij powietrze i pomy?l, ?e po tamtej stronie jest ?wiat przycielesny - odpowiedzia?a
- Tak jak rozpinam rozporek?
- Mo?e by? i tak
Wyobrazi?em sobie przed sob? pó? metrowy zamek b?yskawiczny, rozpi??em go i post?pi?em zgodnie z instrukcj? Tej dobrodusznej Pani. Po drugiej stronie czu?em bardzo wyra?n? zmian?. Tak jakbym normalnie wyszed? z cia?a. Potrzebowa?em jeszcze ma?ego dostrojenia, wiec potar?em d?o?mi o segmentowe pó?ki. Wszystko ju? by?o OK. Przed wyj?ciem w realu zaplanowa?em sobie przesuni?cie fazy do ?rodka. Poprzednio ju? próbowa?em ale stchurzy?em. Tym razem by?o inaczej. Skupiam SI? w okolicach ?rodka, upadam na kolana, mój ruch staje si? powolny, czuj wir w sercu, jednocze?nie otoczenie zmienia si? jak w filmie o przyspieszonym tempie. Po jakich? 30sek. wracam do normy, wir ustaje. Wstaje, rozgl?dam si?, jestem w obcym pokoju. My?la?em, ?e to mój - w przysz?o?ci. Jak si? okaza?o pó?niej tylko druga cze?? si? zgadza. Zobaczy?em siebie na komputerze, podszed?em przywita?em si?. Mia?em krótkie w?osy. Ten Ja poda? mi zdj?cie i kawa?ek prze?roczystego papieru. Mia?em
odrysowa?, która na nim widnia?a. W trakcie rysowania przeprowadzili?my rozmow?.
- Dlaczego mam to rysowa??
- My tutaj stracili?my ju? zdolno?? rysowania i pisania odr?cznie, pos?ugujemy si? tylko komputerami.
- To który jest tutaj rok?
- (milcza?)
- No który? 2050 czy wcze?niej - rzuci?em dat? bez zastanowienia
- Tak
Teraz jakim? cudem wbi?em si? chyba w jego cia?o, a na jego miejscu sta?a moja dziewczyna.
- Wiec m?odo wygl?dasz jak na ponad 40 lat wi?cej - zrozumia?em, ?e nie chce mi powiedzie? prawdziwej daty.
Sko?czy?em rysunek, przerysowa?em nieznanego mi ?ysego cz?owieka... pami?tam, ?e skupi?em si? na szczegó?owym odwzorowaniu jego ucha. Dziewczyna czym? si? zaj??a, a ja usiad?em przy kompie, wizualnie na zewn?trz nie ró?ni? si? bardzo od komputerów w tera?niejszych latach. Jedyne co mnie zaskoczy?o do dwie myszki. Jedna obok monitora, druga ju? normalnie przy klawiaturze. Sprawdzi?em i obie prawid?owo prowadzi?y kursor. Na monitorze w??czone by?y jakie? nieznane mi programy. W jednym wy?wietlane by?y jakie? fotki chyba ziemi, lub innego gruntu... mo?liwe, ?e z Marsa. Chcia?em w??czy? Internet Exlporer, by zobaczy? co dzieje si? aktualnie na ?wiecie. By?a nawet jedna podobna ikonka ale jednak to nie by? ten program. Us?ysza?em jak kto? wchodzi do mieszkania. By?o to par? znajomych mi osób, oko?o 4ka. Przywita?em si? serdecznie. Wygl?dali zaledwie o kilka lat starzej. Zapyta?em si?, który mamy teraz rok. Moja dziewczyna próbowa?a wymówi? dat? 2050 ale szybko zas?oni?em jej buzi? moj? d?oni? :) Wszyscy si? u?miechali i jedna kole?anka odpowiedzia?a, ?e jest teraz 2012. By?em w szoku, pu?ci?em ju? dziewczyn?. Zapyta?em si? jaka dok?adna data (wiem, ?e podobno 21.12.2012r. ma nast?pi? wa?ne wydarzenie). Zanim zd??yli mi odpowiedzie?, wyjrza?em przez okno. By?o zielono. Acha, wi?c musi by? pó?na wiosna b?d? lato. Usiad?em jeszcze z jednym z tych osób na przeciwko siebie... na fotelach. To by? mój wuj od strony mamy ( w fizycznym ?wiecie ze dwa razy wyszed? z cia?a).
- Co si? dzieje teraz na ?wiecie? Du?o ludzi wie o tej dacie?
- Ma?o powiedziane, nie ma nikogo kto by jej nie zna?
- ?a?! Co w zwi?zku z tym?
- Napompowali?my sobie balon i teraz musimy go znale??
Wyt?umaczyli mi pó?niej, ?e szukaj? Tego lub Czego? co ma spowodowa? te zmiany. Pokazali mi fragment zamieszek w miastach. Bunty na ulicach, ludzie niszcz? ulice i domy. Dok?adnie nie pami?tam, chyba rz?d mia? wi?cej informacji ale nie chcia? si? podzieli? tym ze spo?ecze?stwem i stad te zamieszki.
Wróci?o mnie do cia?a.
Obudzi?em si? i przez d?u?sz? chwil? by?em mocno zszokowany podró??, która w?a?nie mia?a miejsce. Nie tyle wizualnie by?a bardzo realistyczna... to same rozmowy z tamtymi lud?mi by? bardzo prawdziwe i naturalne. Jedna z moich najlepszych podró?y.

entry 25.02.2007 - 13:18
To historia cz?owieka, który bardzo wp?yn?? na moje ?ycie, historia ta jeszcze si? nie sko?czy?a i trwa dalej pomimo tego, ?e Tego cz?owieka nie ma ju? na tym ?wiecie.
Pozna?em Dawida na pierwszym zje?dzie studentów kulturoznawstwa w ?odzi. Chusta na g?owie, oczy przys?oni?te okularami przeciws?onecznymi, wygl?d typowego szpanerska ale... szybko si? zaprzyja?nili?my. Jako? wiedzia?em, ?e mog? mu zaufa? i opowiedzia?em czym si? interesuje (OOBE) to by?o ju? w pierwszym dniu znajomo?ci. Zaintrygowany tym wszystkim tak?e podzieli? si? tajemnic? - relacj? z obserwacji UFO, ale nie to jest tu istotne. Podczas zjazdów czy innych okolicznych spotka? opowiada?em mu na bie??co o swoich post?pach w wychodzeniu z cia?a. Poleci?em mu kilka technik. Pewnego zjazdu Dawid przyzna?, ?e te? mu si? w ko?cu uda?o! Wyszed? z cia?a - lewitowa? nad swoim ?ó?kiem. To by?a chyba jego jedyna podró?, chocia? od czasu do czasu mia? jeszcze tzw. schizy :) ?ycie bieg?o normalnym tempem - zjazdy, egzaminy, egzaminy, zjazdy. Mogli?my ze sob? rozmawia? na ka?dy temat... nie by?o ogranicze?. Zg?osili?my si? we dwójk? do wspólnego referatu z Hitchcocka. Umówili?my si?, ?e przygotujemy materia?y w domu (osobno, poniewa? mieszkamy troch? daleko od siebie) i spotkamy si? kilka godzin przed pierwszymi zaj?ciami. Ja oczywi?cie spó?ni?em si? z godzin?, za co dosta?em zas?u?ony opierdziel. Podzielili?my si? tekstami, akurat Dawid mia? wiecej do czytania. Podczas referowania wida? by?o jego zdenerwowanie/stres/dyskomfort. Czu?em, ?e jest z nim co? nie tak... nikt inny tego chyba nie zauwa?y?. Sko?czyli?my referowa?, ja poszed?em do mieszkania, a Dawid jak zwykle pojecha? do domu. Niestety drugiego dnia si? nie zjawi?. W smsie przys?a? mi, ?e si? ?le czuje i nie b?dzie go. Za dwa tyg. na kolejnym zje?dzie równie? si? nie zobaczyli?my - "grypa mnie wzi??a". Wys?a?em mu ?yczenia ?wi?teczne i noworoczne - nie odpisa?. Pewnej nocy przy?ni?o mi si?, ?e odwiedzam Dawida w szpitalu. Rozmawiali?my, przychodzi?y piel?gniarki, lekarze go badali. Podczas ostatnich odwiedzin Dawida nie by?o ju? w ?ó?ku... nie wiedzia?em co si? sta?o. Obudzi?em si?. Czu?em, ?e co? nie gra. Wcze?niej zauwa?y?em (i nie tylko ja), ?e Dawid nie ma w?osów na g?owie. Domy?li?em si?, ?e mia? robion? chemioterapi?. Nie zna?em si? specjalnie na raku ale wiedzia?em, ?e dobrze nie jest. Razem z jego i moj? kole?anka wys?a?em go?ciowi sms'a z ?yczeniami szybkiego powrotu do zdrowia, chocia? jeszcze nie wiedzieli?my co jest nie tak. Krótko po tym zadzwoni? brat Dawida i u?wiadomi? nas: Dawid jest od 3 lat chory na raka trzustki, wie o tym tylko najbli?sza rodzina po naszym smsie nagle si? obudzi?, teraz jest w domu bo szpital nie ma sensu - czekaj? na cud. Jeszcze wtedy nic do mnie nie dosz?o. Przyj??em to na spokojnie dopiero kiedy wróci?em do domu. Przez kolejne dwa tygodnie stan Dawida si? nie poprawia?, wszyscy mieli nadzieje, ?e jednak co? si? ruszy w dobr? stron?. Niestety w niedziele - ostatnim dniu zjazdu Dawid odszed?. Jego choroba by?a znana tylko bliskiej rodzinie, nawet jego dziewczyna dowiedzia?a si? o wszystkim przed ?wi?tami. Nie próbuje sobie nawet wyobrazi? cierpienia, które m?czy?y ich wszystkich po stracie Dawida. Po zaj?ciach przyjecha?em do domu i pogr??y?em si? w refleksji, wspomnieniach. Wieczorem wyrazi?em intencje by Dawid skontaktowa? si? jako? ze mn?. Niestety tej nocy nic si? nie wydarzy?o. Nast?pnego dnia siad?em za perkusja i poczu?em si? jak w transie... nie przestawa?em prosi? o kontakt. Poczu?em w pod?wiadomo?ci, ?e dzi? mo?e jest wi?ksza szansa... co? mi mówi?o, ?e wczoraj w nocy Dawid po?wi?ci? swój czas swoim najbli?szym, a tej nocy mo?e b?d? móg? si? z nim "zobaczy?". Usn??em z nadziej?.
?rodek nocy... czuje, ?e mog? wyrwa? si? z cia?a. Wstaje i widz? Dawida - sta? w drzwiach. Zszokowany przywita?em si?. Wyszli?my z pokoju na podwórko i zacz?li?my rozmawia?. Niewiele pami?tam z tej rozmowy. Zadawa?em mu du?o pyta?... Od razu zaznaczy?, ?e to nie jest spotkanie po?egnalne - b?dzie mnie jeszcze odwiedza?. Powiedzia?, ?e kontaktowa? si? wczoraj z rodzin?/dziewczyn? ale niektórzy byli w takim stanie, ?e ?aden sygna? do nich nie dociera?. U?wiadomi? mi, ?e pogodzi? si? ze swoja ?mierci?, spe?ni? swoj? misje i jest szcz??liwy. Porozmawiali?my jeszcze chwile i spojrzeli?my razem na gwiazdy. Dawid powiedzia?, ?e gdzie? mnie zabierze. Wznie?li?my si? w gór? z?apali?my, nawzajem obj?li?my za szyje i polecieli?my w jakim? kierunku. Czu?em du?e przyspieszenie powiedzia?em Dawidowi, ?eby troch? zwolni? bo ja jeszcze tak? pr?dko?ci? nie lata?em. Przeprosi?em te? z góry, ?e mog? nieoczekiwanie znikn?? i wróci? do cia?a. Zacz??em si? przyzwyczaja? do pr?dko?ci kiedy wyl?dowali?my w jakim? ?redniowiecznym zamku. W ?rodku by? dwie komnaty... w jednej spa? kto? na ?ó?ku, by? ca?y przykryty kocem. ?ci?gn??em go, ale okaza?o si?, ?e pod tym kocem jest nast?pny. Zrobi?em to samo co z poprzednim, ale ci?gle bez dalszego efektu, nie mogli?my odkry? tej postaci. Weszli?my do komnaty obok. Oprócz innych dziwnych rzeczy by? tam jaki? taki wielki kielich... si?ga? mi do pasa. Okaza?o si?, ?e jest to podajnik energii. Nad kielichem unosi?a si? zielona kula energii. Dawid wpad? na pomys? by rzuca? ta energie w posta? w ?ó?ku. Zadzia?o! Rzucali?my kule w posta?, po czym ko?dra/koc zacz?? z niej po trochu schodzi? i ods?ania? jej cia?o. Dawid bra? po dwie kule, ja jedna. Po jakim? czasie ods?onili?my j? ca?a... by?a to kobieta. Pó?niejszej cz??ci nie pami?tam zbyt dobrze. Wiem, ?e kobieta zamieni?a si? pó?niej w jakiego? ma?ego psa, który rozmawia? ze mn? telepatycznie. Zrozumia?em tylko to, ?e nie mo?emy si? zbytnio dogada? bo pochodzi z bardzo odleg?ego miejsca. Nasz "j?zyk" za bardzo si? ró?ni?. Nie pami?tam kiedy dok?adnie wróci?em do cia?a, poniewa? pó?niej jeszcze spa?em.

entry 13.02.2007 - 15:26
17.01.07r.
Obudzi?em si? w ?rodku nocy i nie mog?em zasn?? przez d?u?szy czas, ?wirowa?em juz! Dobiega?y do mnie glosy z pod?wiadomo?ci. Po d?u?szym czasie przysz?y wibracje... Poczu?em kogo? obok... chyba mi pomaga?. To by? mój dziadek... wczoraj by?a rocznica jego ?mierci, nie ?yje ju? 10 lat. Bez wi?kszego trudu wyszed?em z cia?a, gorzej by?o z widoczno?ci?. Krzycza?em "ostro??" ma?o pomaga?o. Wylecia?em przez okno, zauwa?y?em jakiego? m??czyzn? - ucieka? gdzie?. Wróci?o mnie do cia?a. Kolejne wibracje przysz?y po ok. 30 sek.! Z wyj?ciem juz by?o gorzej, zawo?a?em NP i poprosi?em o pomoc. Chyba pomog?o, bo tak jakby wyci?gn??a mnie jaka? si?a przez plecy. Zastanawia?em si? dlaczego ich nigdy nie widzie. Pod?wiadomo?? odpowiedzia?a na pytanie: "Oni s? zawsze przy tobie kiedy opuszczasz cia?o." Dalej pami?tam, ze pokona?em swoja barier?... wcze?niej ba?em si? polecie? wy?ej ni? poza Ziemie. Teraz polecia?em w przestrze? kosmiczna. Myls?, ?e to b?dzie mia?o du?e znaczenie dla moich nast?pnych do?wiadcze?. By?y jeszcze jakie? mniej znacz?ce akcje, np. skaka?em po meteorytach :)

entry 13.02.2007 - 15:19
30.12.06r.
Odzyska?em ?wiadomo?? w ?nie. Krzykn??em - To LD! Wyszed?em natychmiast z cia?a. Wyskoczy?em na zewn?trz. Podnios?em g?ow? do góry i ogl?da?em gwiazdy, niektóre pi?knie wirowa?y. Obraca?em si? dooko?a osi i nie mog?em si? nacieszy? i zatrzyma?. Niebo by?o pi?kne i w miedzy czasie s?ysza?em jeszcze ?piew ptaków - troch? dziwne jak na noc, chocia? juz si? powolu rozja?nia?o. Nast?pne co pami?tam to wizyta w jakim? domu... by?em w dwóch miejscach na raz. Jedno Ja by?o w tym domu, a drugie gdzie? wystrzeli?o w niebo. Strasznie dziwne uczucie. Nie wiele zapami?ta?em z tego wyj?cia, poniewa? d?ugo po nim jeszcze spa?em.

entry 13.02.2007 - 15:17
15.12.06r.
Dzi? wyszed?em metod? hamaku. Najpierw buja?em si? w my?lach, a pó?niej wyczo?ga?em si? z cia?a. Poczu?em, ?e jestem dobrze doenergetyzowany. Czu?em rado??. Przeszed?em przez drzwi, rozejrza?em si? dooko?a, ale nikogo nie dostrzeg?em. Wylecia?em, wiec przez okno i nawet "pu?ci?em" sobie jaki? utwór zespo?u Mars Volta. Pomy?la?em jednak, ?e nie b?d? marnowa? energii i zaprzesta?em s?uchania muzyki. podczas lotu w stron? ulicy zerkn??em na niebo, gdzie ?wieci?y jeszcze gwiazdy. Nagle na straci?em widoczno??. Maca?em wszystko i powtarza?em "ostro??"... po jakim? czasie powróci?em do normy. By?em teraz w jakim? pomieszczeniu przed drzwiami. Zapuka?em i wszed?em. Pokój by? przedziwny, miesza?y si? w nim style z ca?ego stulecia. XIX wieczne lampy i ca?y sprz?t pt. biurka, krzes?a itd. Wygl?da?o to na jak?? instytucje. Podszed?em do biurka gdzie siedzia? pewien elegancko ubrany pan (w ogóle to by?y 3 postanie, recepcjonista, facet obserwuj?cy (mo?e ochroniarz) i murzyn - jakby lokaj:).
- Prosz? poda? imi? i nazwisko - recepcjonista wykona? swoja powinno??
- Micha? Biega?ski - bez zaskoczenia odpowiedzia?em
- OK. teraz prosz? o dowód osobisty - nawija? dalej
Teraz poczu?em zak?opotanie... musia?em szybko my?le?, bo dowodu nie mia?em... szybko ustawi?em cztery palce (na kszta?t dokumentu) i chcia?em go zmaterializowa? tzn. stworzy? na nowo. Niestety nic si? nie dzia?o. By?o to dziwne, ale w tej pustej przestrzeni pomi?dzy palcami zobaczy?em dowód le??cy na biurku. Po prostu tam ju? chyba by?. Wygl?da? troch? inaczej po by? bardziej pod?u?ny. Poda?em go recepcjoni?cie. Co? tam sobie pospisywa? z tego dowodu.
- Jest pan zameldowany...
- Tak - przerwa?em mu
- W Krakowie - teraz sko?czy?
- Nie, nie jestem zameldowany w Krakowie - ze zdziwieniem.
- Jak to nie, to dlaczego pan oszukuje?
Pokaza? mi jaki? przedmiot w kszta?cie odtwarzacza mp3. Na wy?wietlaczu by?o napisane, ze jestem zameldowany w Krakowie. Recepcjonista z "ochroniarzem" wymienili si? wzrokiem.
- No to ko?czymy... - który? z nich powiedzia? (nie zapami?ta?em który)
- Najwyra?niej - drugi odpowiedzia?
- Wiec to by? test jaki?? - wtr?ci?em
Wymigiwa? si? od podana odpowiedzi. Wiedzia?em, ?e jeszcze nie jeden test jest do przej?cia. Wszyscy razem kierowali?my si? w stron? wyj?cia. Tak jakby odprowadzali mnie na zewn?trz. Otworzy?em drzwi i ju? prawie wyszed?em... jednak akwarium obok drzwi zwróci?o moj? uwag?.
- Dlaczego nie ma ro?linek?
- S?, przyjrzyj si? - ochroniarz
Pochyli?em si? i zauwa?y?em zielone ro?linki.
- No fakt.
Wyszli razem ze mn?, znajdywali?my si? teraz na korytarzu jakie? szko?y. Po?egna?em si?, a kiedy ju? od siebie odchodzili?my "ochroniarz" (teraz juz by? normalnie ubrany... bluza z kapturem itp.) krzykn??
- Mars Volta!!!
Po czym podniós? r?k? z zaci?ni?t? pi??ci? na znak braterstwa. U?miechn??em si?. Czu?em, ?e oni mnie doskonale znaj? i wiedza nie tylko czego s?ucham. Wpad?em do pierwszej lepszej klasy, gdzie odbywa?y si? zwyczajne zaj?cia. Poprzechodzi?em przez pare ?cian i nic szczególnego nie znalaz?em. Wróci?em do cia?a.

entry 13.02.2007 - 15:12
19.11.06r.
Kilka podró?y, które ostatnio zapami?ta?em:
Jestem w centrum jakiego? miasta. Pe?no tramwaji, samochodów, ogólnie chyba ?rodek dnia. Widz? ma?y park z ma?ym jeziorkiem w ?rodku. Mam problemy z lataniem ale za to przep?yn??em sobie przez jeziorko... troch? opornie ale lepiej ni? w realu. Zwiedzam miasto... Doszed?em do peryferii, nie ma ulic jest tylko wiejska droga. w pewnym momencie dochodz? do znaku, na którym jest napisane "Je?li pójdziesz dalej ju? kurwa nie ?yjesz! Trzymaj si? z daleka" (co? w tym rodzaju). Ola?em tabliczk? i poszed?em dalej. Okolica wygl?da?a na opuszczon?, nie by?o ?ywej duszy. Wszed?em do jakiego? warsztatu i do kilka domów, wszystko pokryte paj?czyna.
Nast?pny fragment podró?y, który pami?tam:
To samo miasto. Uciekam przed kilkoma osobami, przebiegam przez ulice, tu? przede mn? zatrzymuje si? taksówka. Wydaje mi si?, ?e jej kierowca chce mnie uratowa?. Otwieram drzwi, wpadam do ?rodka i doje?d?amy. Witam si? z taksówkarzem i jednocze?nie dzi?kuje za ratunek, wchodzimy w dialog. Zapyta?em si? go czy jest moj? projekcj? astralna, poniewa? wyczuwa?em, ?e posiada swoj? ?wiadomo??. Powiedzia?, ?e jest projekcj? mojego umys?u. Rozmawiali?my jeszcze jaki? czas okr??aj?c miasto. W pewnej chwili powiedzia?, ?e musimy ju? si? po?egna?... pogodzi?em si? z tym, chocia? rozmowa bardzo si? klei?a (jednak nie pami?tam jej tre?ci). Zapyta?em czy kiedy? si? jeszcze zobaczymy. Odpowiedzia?, ?e tak tylko nie tak jak teraz - w innej formie. Podzi?kowa?em i u?cisn?li?my sobie d?onie. Poprzechadza?em si? troch? po mie?cie i wróci?o mnie do cia?a. W miedzy czasie mia?em jeszcze kilka snów - bardziej lub mniej ?wiadomych. Wychodz? jeszcze raz z cia?a wyl?dowa?em w jakim? mieszkaniu. Id? przez korytarz, dochodz? do pewnego pokoju, w którym pali si? TV. Na ?ó?ku widz? m??czyzn? i kobiet?... widocznie im w czym? przeszkodzi?em bo facet by? zaskoczony. Rozpozna?em go! To m??czyzna z taksówki. Powiedzia? mi, ?e mam si? przenie?? do tego jeziora w mie?cie. Tak zrobi?em - teleportowa?em si?. Dalszej cz??ci nie pami?tam :(

entry 13.02.2007 - 15:09
03.11.06r.
?pi?... odzyskuje ?wiadomo?? patrz?c si? na psa w budzie na podwórku s?siadów. Uspokajam si? i afirmuje, ?e zaraz przenios? si? do cia?a. Opuszczam cia?o, dostrajam si? o sto?ek wiklinowy (siedz? na nim gdy gram na perkusji). Wylatuje przez okno. Pole s?siada poro?ni?te jest wysokimi 2-metrowymi ro?linami. Na tarasie spotykam starsza kobiet? (pami?tam, ?e by?a wyj?tkowo brzydka). Pyta si? mnie czy nie widzia?em jakie? m?odej dziewczyny. Podobno uciek?a (ta dziewczyna) i pobra?a si? za jej (ukradzione) pieni?dze z jej synem. Pó?niej spotka?em jeszcze moj? mame i powróci?em do cia?a.

entry 24.10.2006 - 18:07
Tym razem zapami?ta?em du?o wi?cej:
Zacz??o si? od "LD! Tak to ?wiadomy sen!"... by?em na podwórku u s?siada Rosta, dzie? s?oneczny. Przelecia?em do jego pokoju. Spa? (by?a to chyba drzemka bo by? w ubraniach), postanowi?em go przebudzi? i u?wiadomi?, ?e to sen. Klepa?em go po policzku i mówi?em "Stary przebud? si?, teraz ?nisz, to ?wiadomy sen!". By? pó?przytomny, klepa?em go po policzkach... nic nie da?o. Zrezygnowa?em. Dzi? nie mia?em ochoty na zabaw? w LD... wsta?em cia?em astralnym obok ?ó?ka. Widoczno?? by?a kiepska... Krzycza?em "Ostro??", nic. Wiem, ?e by? to czas rzeczywisty - jesienna noc. Wróci?em si? do cia?a i spróbowa?em jeszcze raz. Wyszed?em, znajdowa?em si? w jakim? nieznanym budynku... wyskoczy?em na ulice. By? wieczór, ciemno, ale g?sto spowijali si? ludzie. Okolica by?a rozja?niona i kolorowa, wsz?dzie wisia?y jakie? reklamy - migota?y ?wiate?kami. By?em chyba w centrum miasta. Zapyta?em przechodz?c? kobiet?:
- Witam, co to za kraj?
- Chiny
- A dok?adniej, gdzie jestem, co to za miasto?
- Pozna?
Troch? si? zmiesza?em i polecia?em dalej. Moj? uwag? przyku? olbrzymi kana? odprowadzaj?cy du?a ilo?? wody... kana?em p?yn??y samochody, u?amane drzewa i inne rzeczy. Przelecia?em przez niego i wlecia?em do jakiego? budynku. W ?rodku przy du?ym stole siedzia?y 3 kobiety. Dokonywa?y one jaki? pomiarów.
- Co to za budynek?
- Stacja meteorologiczna. - odpowiedzia?a pierwsza z lewej
- Jaka b?dzie pogoda na jutro?
- Mo?liwe niewielkie opady, nic gro?nego.
Zaintrygowany ca?ym tym miastem polecia?em zwiedza? dalej. Teraz by?em w spokojnym miejscu: niewielkie pagórki poro?ni?te traw? i drzewami, niedaleko kilka budynków. Postanowi?em wezwa? NP:
- Pomocnicy gdzie jeste?cie? Przyjaciele prosz? przyjd?cie!
Nikt si? nie zjawi?. Przechadza?em si? i krzycza?em dalej, tym razem do AP.
- Czy jest tu jaki? Astralny Podró?nik?! Prosz?, skontaktuj si? ze mn? i przyle?!
Doszed?em do jakiego? baru na wolnym powietrzu - stoliki z drewna, ludzie jedz?cy posi?ki, konwersuj?cy ze sob?... wszystko znajdowa?o si? pod drewnianym zadaszeniem. Tu te? krzykn??em kilka razy. Na moje pro?by zareagowa? jeden ch?opak, by? w moim wieku.
- Jeste? kim? z Astralnych Podró?ników?
- Nie, ale mog? z tob? porozmawia?... najpierw zagramy.
Zaprowadzi? mnie do "strefy" z grami. Stan?li?my przy jednej. Mia?a puste r?czki (ga?ki), tak jak u pi?ka?yków. Na pr?tach zamiast pi?ka?yków k?adziono pewien dziwny przedmiot, który pod wp?ywem kr?cenia r?czk? przeskakiwa? na kolejne pr?ty. Urz?dzenie liczy?o ok. 7 pr?tów. Kolega startowa? z prawej (pierwszego pr?ta) ja mia?em swój "pionek" na pr?cie obok i mia?em za zadanie przeszkadza? tamtemu "pionkowi" w dotarciu do ko?ca "boiska". Chocia? gra mnie wci?gn??a, ci?gle pyta?em si? kiedy zaczniemy rozmawia? o konkretnych rzeczach. OBE w pewnym momencie zosta?o przerwane, a ja obudzi?em si? w ciele.
Ponownie wyszed?em... tym razem znalaz?em si? w jakim? mieszkaniu. Podszed?em do komody - sta?a na korytarzu. Przejrza?em si? w ma?ym lusterku. Odbicie mnie zaskoczy?o... by?em ma?ym dzieckiem (bobasem). Pomacha?em troch? rekami by zobaczy? reakcje odbicia i przeszed?em dalej. W rogu korytarza usytuowane by?y kolejne lustra... tym razem mojej wielko?ci. By?em w nich normalny. Przypomnia?o mi si?, ?e kiedy? czyta?em o lustrzanym ?wiecie. Postanowi?em sprawdzi? co jest za/w lustrami. Wszed?em w jedno... i tu brakuje s?ów. Czu?em si? niesamowicie dziwnie... wszystko by?o powywracane "do góry nogami": moje my?li, strony ?wiata, ruchy cia?a, otoczenie. Wszystko by?o na odwrót. Po 3 sekundach stwierdzi?em, ?e to dla mnie za wiele. Powróci?em na ten prawdziwy korytarz. Przeszed?em do jakiego? pokoju. Na ?ó?ku siedzia? facet kolo 50ki, ogl?da? TV.
- W ko?cu jeste?! Mam dla Ciebie te ksi??ki!
- Jakie ksi??ki?
- Te, o które prosi?e?.
Wsta? i zacz?? grzeba? w pó?ce pe?nej ksi??ek... Da? mi kilka m.in. Sapkowskiego (na co dzie? nie czytam i nie znam w ogóle). W jednej ksi??ce znalaz?em ró?ne zdj?cia (zwyk? je tam chyba przechowywa?). Przedstawia?y sylwetki (domy?lam si?) rodziny. Na zdj?ciach by?y dzieci. Pami?tam, ?e pod?wiadomo?? opowiada?a mi o pedofilii. Za jaki? czas obudzi?em si? w ciele.

entry 20.10.2006 - 18:12
Wczoraj wieczorem czu?em wyra?ne pulsowanie czakr. Po w?lizgni?ciu si? do ?ó?ka wyrazi?em intencje o OOBE. Obudzi?em si? jako? w ?rodku nocy i w pó??nie poprosi?em pomocników/NP o pomoc (przed snem te? to zrobi?em). Po krótkim czasie jaka? si?a wyszarpn??a mnie z cia?a. Znalaz?em si? na ?rodku pokoju. Usatysfakcjonowany rozejrza?em si? dooko?a... nikogo nie by?o. Tym razem nie wyskakiwa?em przez okno - przechadza?em si? po domu, mo?liwe, ?e z kim? rozmawia?em.
(tutaj nie pami?tam)
Jestem w jakim? nieznanym mi miejscu, zwyk?e budynki, dziwnie suchy klimat... prawie pustynny. Obserwuje/?ledz? jak?? jaszczurk? czy rodzaj dinozaura... mo?liwe, ?e gdzie? mnie prowadzi?a.
(kolejna dziura w pami?ci)
Pami?tam, ?e lecia?em jaki? czas w to miejsce i dopiero po chwili je pozna?em. "Przecie? do Piotrków!" By?em w okolicznym mie?cie. Jako? si? w cale nie zdziwi?em, ?e bloki i wie?owce do po?owy stoj? w wodzie. Inni ludzie tak jakby te? ju? si? do tego przyzwyczaili: pomi?dzy blokami zawieszone by?y pomosty i liny... jestem teraz na jakim? balkonie, obserwuje z góry dziwn? sytuacj?: Ojciec namawia syna by ten rzuci? si? z balkonu i utopi?. Dosta?by wtedy pieni?dze (odszkodowanie). By?em pod?wiadomo?ci? tego ch?opca... proponowa?em mu zdania/s?owa, które mówi? do ojca. Sprawa by?a bardziej skomplikowana ni? pami?tam. Fina? konwersacji te? przepad? w pami?ci, ale wiem, ?e ch?opiec zosta? prawie przekonany, bo dzi?ki jego ?mierci reszcie rodziny by?oby lepiej. Po wizycie na balkonie obudzi?em si? w fizycznym ciele.
Cz??? podró?y nie jestem w stanie sobie przypomnie?, poniewa? by?em fizycznie zm?czony i szybko pó?niej zasn??em. Co prawda po kilku, ma?ych, pó?niejszych pobudkach powtarza?em sobie ca?o??, ale z ka?dym razem umyka?o mi par? istotnych faktów.
W tym miejscu dzi?kuj? moim Pomocnikom.

entry 16.10.2006 - 19:59
Przebudzi?em si? w ?rodku nocy, ale nie zmieni?em pozycji cia?a... przeczeka?em a? cia?o za?nie. Podnios?em si?, jednak tylko od pasa w gór?, nogi zosta?y w ciele i nie chcia?y si? oderwa?. Pokój mój wygl?da? inaczej. Po ?rodku sta? du?y stó? z jakimi? rupieciami i narz?dziami warsztatowymi. Rozci?gn??em r?ce i ca?y tu?ów w stron? okna. Z?apa?em d?o?mi zewn?trzny parapet i tym sposobem wyci?gn??em reszt? cia?a z fizycznych wi?zów. Wylecia?em na zewn?trz. Otoczenie ró?ni?o si? oczywi?cie od rzeczywisto?ci. Chyba nie by?em w swojej miejscowo?ci. Kraina by?a kolorowa, budynki przedziwnie owalne i bardzo ozdobione. Tak jak tam mnie zatka?o, tak teraz brakuje mi s?ów. Wszystko by?o OK z wyj?tkiem braku jakichkolwiek form ?ycia. Miasto wygl?da?o na opuszczone. Wo?a?em, krzycza?em "HALO! Czy jest kto? tutaj?" Nikt si? nie odzywa?. Przelecia?em si? troch? i pozwiedza?em, widzia?em bram? do miasta i dziwne "?ó?ka" w mieszkaniach/domach. Nagle kontem oka dostrzeg?em jak?? osob?... by? to chyba ma?y ch?opiec. Z rado?ci? i werw? krzykn??: "Teraz mnie go?!"
Niestety poczu?em dyskomfort w ciele fizycznym i wróci?em do niego. Cia?o domaga?o si? zmiany pozycji.

3 Stron V  < 1 2 3 >