pieczywo - doświadczenia


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

3 Stron V  < 1 2 3 >
entry 11.07.2007 - 21:20
Postanowiłem tego wieczoru wyjść z ciała. Zresztą już dzień wcześniej wysyłałem sygnały do jaźni i NP, w których prosiłem o świadomość. Zaczęło się od LD coś koło 4:30. Skąd to wiem? Hmmm... w pewnym momencie pojawił mi się zegarek przed oczami :) Polatałem sobie, popływałem w okolicznych jeziorkach. Próbowałem obudzić kolegę, lałem go po twarzy. Jednak ten powiedział, że jest bardzo śpiący i bym się odczepił. Później pojawił się drugi kumpel z mojej miejscowości. Zapytałem się go czy jest świadomy teraz... spojrzał się na mnie z lekką zazdrością i powiedział, że nie jest świadomy swojego snu. Prawdopodobnie to był i tak mój sen, ale nie zaszkodziło zapytać. Pamiętam, że w między czasie konsultowałem się z podświadomością, badź jakąś kobietą. Powiedziałem jej o tym, że chciałbym dziś wyjść z ciała. Zapytałem się jak mogę to zrobić przez LD (chociaż znam już taką jedna technikę).
- Przetnij powietrze i pomyśl, że po tamtej stronie jest świat przycielesny - odpowiedziała
- Tak jak rozpinam rozporek?
- Może być i tak
Wyobraziłem sobie przed sobą pół metrowy zamek błyskawiczny, rozpiąłem go i postąpiłem zgodnie z instrukcją Tej dobrodusznej Pani. Po drugiej stronie czułem bardzo wyraźną zmianę. Tak jakbym normalnie wyszedł z ciała. Potrzebowałem jeszcze małego dostrojenia, wiec potarłem dłońmi o segmentowe półki. Wszystko już było OK. Przed wyjściem w realu zaplanowałem sobie przesunięcie fazy do środka. Poprzednio już próbowałem ale stchurzyłem. Tym razem było inaczej. Skupiam SIĘ w okolicach środka, upadam na kolana, mój ruch staje się powolny, czuj wir w sercu, jednocześnie otoczenie zmienia się jak w filmie o przyspieszonym tempie. Po jakichś 30sek. wracam do normy, wir ustaje. Wstaje, rozglądam się, jestem w obcym pokoju. Myślałem, że to mój - w przyszłości. Jak się okazało później tylko druga cześć się zgadza. Zobaczyłem siebie na komputerze, podszedłem przywitałem się. Miałem krótkie włosy. Ten Ja podał mi zdjęcie i kawałek przeźroczystego papieru. Miałem
odrysować, która na nim widniała. W trakcie rysowania przeprowadziliśmy rozmowę.
- Dlaczego mam to rysować?
- My tutaj straciliśmy już zdolność rysowania i pisania odręcznie, posługujemy się tylko komputerami.
- To który jest tutaj rok?
- (milczał)
- No który? 2050 czy wcześniej - rzuciłem datę bez zastanowienia
- Tak
Teraz jakimś cudem wbiłem się chyba w jego ciało, a na jego miejscu stała moja dziewczyna.
- Wiec młodo wyglądasz jak na ponad 40 lat więcej - zrozumiałem, że nie chce mi powiedzieć prawdziwej daty.
Skończyłem rysunek, przerysowałem nieznanego mi łysego człowieka... pamiętam, że skupiłem się na szczegółowym odwzorowaniu jego ucha. Dziewczyna czymś się zajęła, a ja usiadłem przy kompie, wizualnie na zewnątrz nie różnił się bardzo od komputerów w teraźniejszych latach. Jedyne co mnie zaskoczyło do dwie myszki. Jedna obok monitora, druga już normalnie przy klawiaturze. Sprawdziłem i obie prawidłowo prowadziły kursor. Na monitorze włączone były jakieś nieznane mi programy. W jednym wyświetlane były jakieś fotki chyba ziemi, lub innego gruntu... możliwe, że z Marsa. Chciałem włączyć Internet Exlporer, by zobaczyć co dzieje się aktualnie na świecie. Była nawet jedna podobna ikonka ale jednak to nie był ten program. Usłyszałem jak ktoś wchodzi do mieszkania. Było to parę znajomych mi osób, około 4ka. Przywitałem się serdecznie. Wyglądali zaledwie o kilka lat starzej. Zapytałem się, który mamy teraz rok. Moja dziewczyna próbowała wymówić datę 2050 ale szybko zasłoniłem jej buzię moją dłonią :) Wszyscy się uśmiechali i jedna koleżanka odpowiedziała, że jest teraz 2012. Byłem w szoku, puściłem już dziewczynę. Zapytałem się jaka dokładna data (wiem, że podobno 21.12.2012r. ma nastąpić ważne wydarzenie). Zanim zdążyli mi odpowiedzieć, wyjrzałem przez okno. Było zielono. Acha, więc musi być późna wiosna bądź lato. Usiadłem jeszcze z jednym z tych osób na przeciwko siebie... na fotelach. To był mój wuj od strony mamy ( w fizycznym świecie ze dwa razy wyszedł z ciała).
- Co się dzieje teraz na świecie? Dużo ludzi wie o tej dacie?
- Mało powiedziane, nie ma nikogo kto by jej nie znał
- Łał! Co w związku z tym?
- Napompowaliśmy sobie balon i teraz musimy go znaleźć
Wytłumaczyli mi później, że szukają Tego lub Czegoś co ma spowodować te zmiany. Pokazali mi fragment zamieszek w miastach. Bunty na ulicach, ludzie niszczą ulice i domy. Dokładnie nie pamiętam, chyba rząd miał więcej informacji ale nie chciał się podzielić tym ze społeczeństwem i stad te zamieszki.
Wróciło mnie do ciała.
Obudziłem się i przez dłuższą chwilę byłem mocno zszokowany podróżą, która właśnie miała miejsce. Nie tyle wizualnie była bardzo realistyczna... to same rozmowy z tamtymi ludźmi był bardzo prawdziwe i naturalne. Jedna z moich najlepszych podróży.

entry 25.02.2007 - 13:18
To historia człowieka, który bardzo wpłynął na moje życie, historia ta jeszcze się nie skończyła i trwa dalej pomimo tego, że Tego człowieka nie ma już na tym świecie.
Poznałem Dawida na pierwszym zjeździe studentów kulturoznawstwa w Łodzi. Chusta na głowie, oczy przysłonięte okularami przeciwsłonecznymi, wygląd typowego szpanerska ale... szybko się zaprzyjaźniliśmy. Jakoś wiedziałem, że mogę mu zaufać i opowiedziałem czym się interesuje (OOBE) to było już w pierwszym dniu znajomości. Zaintrygowany tym wszystkim także podzielił się tajemnicą - relacją z obserwacji UFO, ale nie to jest tu istotne. Podczas zjazdów czy innych okolicznych spotkań opowiadałem mu na bieżąco o swoich postępach w wychodzeniu z ciała. Poleciłem mu kilka technik. Pewnego zjazdu Dawid przyznał, że też mu się w końcu udało! Wyszedł z ciała - lewitował nad swoim łóżkiem. To była chyba jego jedyna podróż, chociaż od czasu do czasu miał jeszcze tzw. schizy :) Życie biegło normalnym tempem - zjazdy, egzaminy, egzaminy, zjazdy. Mogliśmy ze sobą rozmawiać na każdy temat... nie było ograniczeń. Zgłosiliśmy się we dwójkę do wspólnego referatu z Hitchcocka. Umówiliśmy się, że przygotujemy materiały w domu (osobno, ponieważ mieszkamy trochę daleko od siebie) i spotkamy się kilka godzin przed pierwszymi zajęciami. Ja oczywiście spóźniłem się z godzinę, za co dostałem zasłużony opierdziel. Podzieliliśmy się tekstami, akurat Dawid miał wiecej do czytania. Podczas referowania widać było jego zdenerwowanie/stres/dyskomfort. Czułem, że jest z nim coś nie tak... nikt inny tego chyba nie zauważył. Skończyliśmy referować, ja poszedłem do mieszkania, a Dawid jak zwykle pojechał do domu. Niestety drugiego dnia się nie zjawił. W smsie przysłał mi, że się źle czuje i nie będzie go. Za dwa tyg. na kolejnym zjeździe również się nie zobaczyliśmy - "grypa mnie wzięła". Wysłałem mu życzenia świąteczne i noworoczne - nie odpisał. Pewnej nocy przyśniło mi się, że odwiedzam Dawida w szpitalu. Rozmawialiśmy, przychodziły pielęgniarki, lekarze go badali. Podczas ostatnich odwiedzin Dawida nie było już w łóżku... nie wiedziałem co się stało. Obudziłem się. Czułem, że coś nie gra. Wcześniej zauważyłem (i nie tylko ja), że Dawid nie ma włosów na głowie. Domyśliłem się, że miał robioną chemioterapię. Nie znałem się specjalnie na raku ale wiedziałem, że dobrze nie jest. Razem z jego i moją koleżanka wysłałem gościowi sms'a z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia, chociaż jeszcze nie wiedzieliśmy co jest nie tak. Krótko po tym zadzwonił brat Dawida i uświadomił nas: Dawid jest od 3 lat chory na raka trzustki, wie o tym tylko najbliższa rodzina po naszym smsie nagle się obudził, teraz jest w domu bo szpital nie ma sensu - czekają na cud. Jeszcze wtedy nic do mnie nie doszło. Przyjąłem to na spokojnie dopiero kiedy wróciłem do domu. Przez kolejne dwa tygodnie stan Dawida się nie poprawiał, wszyscy mieli nadzieje, że jednak coś się ruszy w dobrą stronę. Niestety w niedziele - ostatnim dniu zjazdu Dawid odszedł. Jego choroba była znana tylko bliskiej rodzinie, nawet jego dziewczyna dowiedziała się o wszystkim przed świętami. Nie próbuje sobie nawet wyobrazić cierpienia, które męczyły ich wszystkich po stracie Dawida. Po zajęciach przyjechałem do domu i pogrążyłem się w refleksji, wspomnieniach. Wieczorem wyraziłem intencje by Dawid skontaktował się jakoś ze mną. Niestety tej nocy nic się nie wydarzyło. Następnego dnia siadłem za perkusja i poczułem się jak w transie... nie przestawałem prosić o kontakt. Poczułem w podświadomości, że dziś może jest większa szansa... coś mi mówiło, że wczoraj w nocy Dawid poświęcił swój czas swoim najbliższym, a tej nocy może będę mógł się z nim "zobaczyć". Usnąłem z nadzieją.
Środek nocy... czuje, że mogę wyrwać się z ciała. Wstaje i widzę Dawida - stał w drzwiach. Zszokowany przywitałem się. Wyszliśmy z pokoju na podwórko i zaczęliśmy rozmawiać. Niewiele pamiętam z tej rozmowy. Zadawałem mu dużo pytań... Od razu zaznaczył, że to nie jest spotkanie pożegnalne - będzie mnie jeszcze odwiedzał. Powiedział, że kontaktował się wczoraj z rodziną/dziewczyną ale niektórzy byli w takim stanie, że żaden sygnał do nich nie docierał. Uświadomił mi, że pogodził się ze swoja śmiercią, spełnił swoją misje i jest szczęśliwy. Porozmawialiśmy jeszcze chwile i spojrzeliśmy razem na gwiazdy. Dawid powiedział, że gdzieś mnie zabierze. Wznieśliśmy się w górę złapaliśmy, nawzajem objęliśmy za szyje i polecieliśmy w jakimś kierunku. Czułem duże przyspieszenie powiedziałem Dawidowi, żeby trochę zwolnił bo ja jeszcze taką prędkością nie latałem. Przeprosiłem też z góry, że mogę nieoczekiwanie zniknąć i wrócić do ciała. Zacząłem się przyzwyczajać do prędkości kiedy wylądowaliśmy w jakimś średniowiecznym zamku. W środku był dwie komnaty... w jednej spał ktoś na łóżku, był cały przykryty kocem. Ściągnąłem go, ale okazało się, że pod tym kocem jest następny. Zrobiłem to samo co z poprzednim, ale ciągle bez dalszego efektu, nie mogliśmy odkryć tej postaci. Weszliśmy do komnaty obok. Oprócz innych dziwnych rzeczy był tam jakiś taki wielki kielich... sięgał mi do pasa. Okazało się, że jest to podajnik energii. Nad kielichem unosiła się zielona kula energii. Dawid wpadł na pomysł by rzucać ta energie w postać w łóżku. Zadziało! Rzucaliśmy kule w postać, po czym kołdra/koc zaczął z niej po trochu schodzić i odsłaniać jej ciało. Dawid brał po dwie kule, ja jedna. Po jakimś czasie odsłoniliśmy ją cała... była to kobieta. Późniejszej części nie pamiętam zbyt dobrze. Wiem, że kobieta zamieniła się później w jakiegoś małego psa, który rozmawiał ze mną telepatycznie. Zrozumiałem tylko to, że nie możemy się zbytnio dogadać bo pochodzi z bardzo odległego miejsca. Nasz "język" za bardzo się różnił. Nie pamiętam kiedy dokładnie wróciłem do ciała, ponieważ później jeszcze spałem.

entry 13.02.2007 - 15:26
17.01.07r.
Obudziłem się w środku nocy i nie mogłem zasnąć przez dłuższy czas, świrowałem juz! Dobiegały do mnie glosy z podświadomości. Po dłuższym czasie przyszły wibracje... Poczułem kogoś obok... chyba mi pomagał. To był mój dziadek... wczoraj była rocznica jego śmierci, nie żyje już 10 lat. Bez większego trudu wyszedłem z ciała, gorzej było z widocznością. Krzyczałem "ostrość" mało pomagało. Wyleciałem przez okno, zauważyłem jakiegoś mężczyznę - uciekał gdzieś. Wróciło mnie do ciała. Kolejne wibracje przyszły po ok. 30 sek.! Z wyjściem juz było gorzej, zawołałem NP i poprosiłem o pomoc. Chyba pomogło, bo tak jakby wyciągnęła mnie jakaś siła przez plecy. Zastanawiałem się dlaczego ich nigdy nie widzie. Podświadomość odpowiedziała na pytanie: "Oni są zawsze przy tobie kiedy opuszczasz ciało." Dalej pamiętam, ze pokonałem swoja barierę... wcześniej bałem się polecieć wyżej niż poza Ziemie. Teraz poleciałem w przestrzeń kosmiczna. Mylsę, że to będzie miało duże znaczenie dla moich następnych doświadczeń. Były jeszcze jakieś mniej znaczące akcje, np. skakałem po meteorytach :)

entry 13.02.2007 - 15:19
30.12.06r.
Odzyskałem świadomość w śnie. Krzyknąłem - To LD! Wyszedłem natychmiast z ciała. Wyskoczyłem na zewnątrz. Podniosłem głowę do góry i oglądałem gwiazdy, niektóre pięknie wirowały. Obracałem się dookoła osi i nie mogłem się nacieszyć i zatrzymać. Niebo było piękne i w miedzy czasie słyszałem jeszcze śpiew ptaków - trochę dziwne jak na noc, chociaż juz się powolu rozjaśniało. Następne co pamiętam to wizyta w jakimś domu... byłem w dwóch miejscach na raz. Jedno Ja było w tym domu, a drugie gdzieś wystrzeliło w niebo. Strasznie dziwne uczucie. Nie wiele zapamiętałem z tego wyjścia, ponieważ długo po nim jeszcze spałem.

entry 13.02.2007 - 15:17
15.12.06r.
Dziś wyszedłem metodą hamaku. Najpierw bujałem się w myślach, a później wyczołgałem się z ciała. Poczułem, że jestem dobrze doenergetyzowany. Czułem radość. Przeszedłem przez drzwi, rozejrzałem się dookoła, ale nikogo nie dostrzegłem. Wyleciałem, wiec przez okno i nawet "puściłem" sobie jakiś utwór zespołu Mars Volta. Pomyślałem jednak, że nie będę marnował energii i zaprzestałem słuchania muzyki. podczas lotu w stronę ulicy zerknąłem na niebo, gdzie świeciły jeszcze gwiazdy. Nagle na straciłem widoczność. Macałem wszystko i powtarzałem "ostrość"... po jakimś czasie powróciłem do normy. Byłem teraz w jakimś pomieszczeniu przed drzwiami. Zapukałem i wszedłem. Pokój był przedziwny, mieszały się w nim style z całego stulecia. XIX wieczne lampy i cały sprzęt pt. biurka, krzesła itd. Wyglądało to na jakąś instytucje. Podszedłem do biurka gdzie siedział pewien elegancko ubrany pan (w ogóle to były 3 postanie, recepcjonista, facet obserwujący (może ochroniarz) i murzyn - jakby lokaj:).
- Proszę podać imię i nazwisko - recepcjonista wykonał swoja powinność
- Michał Biegański - bez zaskoczenia odpowiedziałem
- OK. teraz proszę o dowód osobisty - nawijał dalej
Teraz poczułem zakłopotanie... musiałem szybko myśleć, bo dowodu nie miałem... szybko ustawiłem cztery palce (na kształt dokumentu) i chciałem go zmaterializować tzn. stworzyć na nowo. Niestety nic się nie działo. Było to dziwne, ale w tej pustej przestrzeni pomiędzy palcami zobaczyłem dowód leżący na biurku. Po prostu tam już chyba był. Wyglądał trochę inaczej po był bardziej podłużny. Podałem go recepcjoniście. Coś tam sobie pospisywał z tego dowodu.
- Jest pan zameldowany...
- Tak - przerwałem mu
- W Krakowie - teraz skończył
- Nie, nie jestem zameldowany w Krakowie - ze zdziwieniem.
- Jak to nie, to dlaczego pan oszukuje?
Pokazał mi jakiś przedmiot w kształcie odtwarzacza mp3. Na wyświetlaczu było napisane, ze jestem zameldowany w Krakowie. Recepcjonista z "ochroniarzem" wymienili się wzrokiem.
- No to kończymy... - któryś z nich powiedział (nie zapamiętałem który)
- Najwyraźniej - drugi odpowiedział
- Wiec to był test jakiś? - wtrąciłem
Wymigiwał się od podana odpowiedzi. Wiedziałem, że jeszcze nie jeden test jest do przejścia. Wszyscy razem kierowaliśmy się w stronę wyjścia. Tak jakby odprowadzali mnie na zewnątrz. Otworzyłem drzwi i już prawie wyszedłem... jednak akwarium obok drzwi zwróciło moją uwagę.
- Dlaczego nie ma roślinek?
- Są, przyjrzyj się - ochroniarz
Pochyliłem się i zauważyłem zielone roślinki.
- No fakt.
Wyszli razem ze mną, znajdywaliśmy się teraz na korytarzu jakieś szkoły. Pożegnałem się, a kiedy już od siebie odchodziliśmy "ochroniarz" (teraz juz był normalnie ubrany... bluza z kapturem itp.) krzyknął
- Mars Volta!!!
Po czym podniósł rękę z zaciśniętą pięścią na znak braterstwa. Uśmiechnąłem się. Czułem, że oni mnie doskonale znają i wiedza nie tylko czego słucham. Wpadłem do pierwszej lepszej klasy, gdzie odbywały się zwyczajne zajęcia. Poprzechodziłem przez pare ścian i nic szczególnego nie znalazłem. Wróciłem do ciała.

entry 13.02.2007 - 15:12
19.11.06r.
Kilka podróży, które ostatnio zapamiętałem:
Jestem w centrum jakiegoś miasta. Pełno tramwaji, samochodów, ogólnie chyba środek dnia. Widzę mały park z małym jeziorkiem w środku. Mam problemy z lataniem ale za to przepłynąłem sobie przez jeziorko... trochę opornie ale lepiej niż w realu. Zwiedzam miasto... Doszedłem do peryferii, nie ma ulic jest tylko wiejska droga. w pewnym momencie dochodzę do znaku, na którym jest napisane "Jeśli pójdziesz dalej już kurwa nie żyjesz! Trzymaj się z daleka" (coś w tym rodzaju). Olałem tabliczkę i poszedłem dalej. Okolica wyglądała na opuszczoną, nie było żywej duszy. Wszedłem do jakiegoś warsztatu i do kilka domów, wszystko pokryte pajęczyna.
Następny fragment podróży, który pamiętam:
To samo miasto. Uciekam przed kilkoma osobami, przebiegam przez ulice, tuż przede mną zatrzymuje się taksówka. Wydaje mi się, że jej kierowca chce mnie uratować. Otwieram drzwi, wpadam do środka i dojeżdżamy. Witam się z taksówkarzem i jednocześnie dziękuje za ratunek, wchodzimy w dialog. Zapytałem się go czy jest moją projekcją astralna, ponieważ wyczuwałem, że posiada swoją świadomość. Powiedział, że jest projekcją mojego umysłu. Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas okrążając miasto. W pewnej chwili powiedział, że musimy już się pożegnać... pogodziłem się z tym, chociaż rozmowa bardzo się kleiła (jednak nie pamiętam jej treści). Zapytałem czy kiedyś się jeszcze zobaczymy. Odpowiedział, że tak tylko nie tak jak teraz - w innej formie. Podziękowałem i uścisnęliśmy sobie dłonie. Poprzechadzałem się trochę po mieście i wróciło mnie do ciała. W miedzy czasie miałem jeszcze kilka snów - bardziej lub mniej świadomych. Wychodzę jeszcze raz z ciała wylądowałem w jakimś mieszkaniu. Idę przez korytarz, dochodzę do pewnego pokoju, w którym pali się TV. Na łóżku widzę mężczyznę i kobietę... widocznie im w czymś przeszkodziłem bo facet był zaskoczony. Rozpoznałem go! To mężczyzna z taksówki. Powiedział mi, że mam się przenieść do tego jeziora w mieście. Tak zrobiłem - teleportowałem się. Dalszej części nie pamiętam :(

entry 13.02.2007 - 15:09
03.11.06r.
Śpię... odzyskuje świadomość patrząc się na psa w budzie na podwórku sąsiadów. Uspokajam się i afirmuje, że zaraz przeniosę się do ciała. Opuszczam ciało, dostrajam się o stołek wiklinowy (siedzę na nim gdy gram na perkusji). Wylatuje przez okno. Pole sąsiada porośnięte jest wysokimi 2-metrowymi roślinami. Na tarasie spotykam starsza kobietę (pamiętam, że była wyjątkowo brzydka). Pyta się mnie czy nie widziałem jakieś młodej dziewczyny. Podobno uciekła (ta dziewczyna) i pobrała się za jej (ukradzione) pieniądze z jej synem. Później spotkałem jeszcze moją mame i powróciłem do ciała.

entry 24.10.2006 - 18:07
Tym razem zapamiętałem dużo więcej:
Zaczęło się od "LD! Tak to świadomy sen!"... byłem na podwórku u sąsiada Rosta, dzień słoneczny. Przeleciałem do jego pokoju. Spał (była to chyba drzemka bo był w ubraniach), postanowiłem go przebudzić i uświadomić, że to sen. Klepałem go po policzku i mówiłem "Stary przebudź się, teraz śnisz, to świadomy sen!". Był półprzytomny, klepałem go po policzkach... nic nie dało. Zrezygnowałem. Dziś nie miałem ochoty na zabawę w LD... wstałem ciałem astralnym obok łóżka. Widoczność była kiepska... Krzyczałem "Ostrość", nic. Wiem, że był to czas rzeczywisty - jesienna noc. Wróciłem się do ciała i spróbowałem jeszcze raz. Wyszedłem, znajdowałem się w jakimś nieznanym budynku... wyskoczyłem na ulice. Był wieczór, ciemno, ale gęsto spowijali się ludzie. Okolica była rozjaśniona i kolorowa, wszędzie wisiały jakieś reklamy - migotały światełkami. Byłem chyba w centrum miasta. Zapytałem przechodzącą kobietę:
- Witam, co to za kraj?
- Chiny
- A dokładniej, gdzie jestem, co to za miasto?
- Poznań
Trochę się zmieszałem i poleciałem dalej. Moją uwagę przykuł olbrzymi kanał odprowadzający duża ilość wody... kanałem płynęły samochody, ułamane drzewa i inne rzeczy. Przeleciałem przez niego i wleciałem do jakiegoś budynku. W środku przy dużym stole siedziały 3 kobiety. Dokonywały one jakiś pomiarów.
- Co to za budynek?
- Stacja meteorologiczna. - odpowiedziała pierwsza z lewej
- Jaka będzie pogoda na jutro?
- Możliwe niewielkie opady, nic groźnego.
Zaintrygowany całym tym miastem poleciałem zwiedzać dalej. Teraz byłem w spokojnym miejscu: niewielkie pagórki porośnięte trawą i drzewami, niedaleko kilka budynków. Postanowiłem wezwać NP:
- Pomocnicy gdzie jesteście? Przyjaciele proszę przyjdźcie!
Nikt się nie zjawił. Przechadzałem się i krzyczałem dalej, tym razem do AP.
- Czy jest tu jakiś Astralny Podróżnik?! Proszę, skontaktuj się ze mną i przyleć!
Doszedłem do jakiegoś baru na wolnym powietrzu - stoliki z drewna, ludzie jedzący posiłki, konwersujący ze sobą... wszystko znajdowało się pod drewnianym zadaszeniem. Tu też krzyknąłem kilka razy. Na moje prośby zareagował jeden chłopak, był w moim wieku.
- Jesteś kimś z Astralnych Podróżników?
- Nie, ale mogę z tobą porozmawiać... najpierw zagramy.
Zaprowadził mnie do "strefy" z grami. Stanęliśmy przy jednej. Miała puste rączki (gałki), tak jak u piłkażyków. Na prętach zamiast piłkażyków kładziono pewien dziwny przedmiot, który pod wpływem kręcenia rączką przeskakiwał na kolejne pręty. Urządzenie liczyło ok. 7 prętów. Kolega startował z prawej (pierwszego pręta) ja miałem swój "pionek" na pręcie obok i miałem za zadanie przeszkadzać tamtemu "pionkowi" w dotarciu do końca "boiska". Chociaż gra mnie wciągnęła, ciągle pytałem się kiedy zaczniemy rozmawiać o konkretnych rzeczach. OBE w pewnym momencie zostało przerwane, a ja obudziłem się w ciele.
Ponownie wyszedłem... tym razem znalazłem się w jakimś mieszkaniu. Podszedłem do komody - stała na korytarzu. Przejrzałem się w małym lusterku. Odbicie mnie zaskoczyło... byłem małym dzieckiem (bobasem). Pomachałem trochę rekami by zobaczyć reakcje odbicia i przeszedłem dalej. W rogu korytarza usytuowane były kolejne lustra... tym razem mojej wielkości. Byłem w nich normalny. Przypomniało mi się, że kiedyś czytałem o lustrzanym świecie. Postanowiłem sprawdzić co jest za/w lustrami. Wszedłem w jedno... i tu brakuje słów. Czułem się niesamowicie dziwnie... wszystko było powywracane "do góry nogami": moje myśli, strony świata, ruchy ciała, otoczenie. Wszystko było na odwrót. Po 3 sekundach stwierdziłem, że to dla mnie za wiele. Powróciłem na ten prawdziwy korytarz. Przeszedłem do jakiegoś pokoju. Na łóżku siedział facet kolo 50ki, oglądał TV.
- W końcu jesteś! Mam dla Ciebie te książki!
- Jakie książki?
- Te, o które prosiłeś.
Wstał i zaczął grzebać w półce pełnej książek... Dał mi kilka m.in. Sapkowskiego (na co dzień nie czytam i nie znam w ogóle). W jednej książce znalazłem różne zdjęcia (zwykł je tam chyba przechowywać). Przedstawiały sylwetki (domyślam się) rodziny. Na zdjęciach były dzieci. Pamiętam, że podświadomość opowiadała mi o pedofilii. Za jakiś czas obudziłem się w ciele.

entry 20.10.2006 - 18:12
Wczoraj wieczorem czułem wyraźne pulsowanie czakr. Po wślizgnięciu się do łóżka wyraziłem intencje o OOBE. Obudziłem się jakoś w środku nocy i w półśnie poprosiłem pomocników/NP o pomoc (przed snem też to zrobiłem). Po krótkim czasie jakaś siła wyszarpnęła mnie z ciała. Znalazłem się na środku pokoju. Usatysfakcjonowany rozejrzałem się dookoła... nikogo nie było. Tym razem nie wyskakiwałem przez okno - przechadzałem się po domu, możliwe, że z kimś rozmawiałem.
(tutaj nie pamiętam)
Jestem w jakimś nieznanym mi miejscu, zwykłe budynki, dziwnie suchy klimat... prawie pustynny. Obserwuje/śledzę jakąś jaszczurkę czy rodzaj dinozaura... możliwe, że gdzieś mnie prowadziła.
(kolejna dziura w pamięci)
Pamiętam, że leciałem jakiś czas w to miejsce i dopiero po chwili je poznałem. "Przecież do Piotrków!" Byłem w okolicznym mieście. Jakoś się w cale nie zdziwiłem, że bloki i wieżowce do połowy stoją w wodzie. Inni ludzie tak jakby też już się do tego przyzwyczaili: pomiędzy blokami zawieszone były pomosty i liny... jestem teraz na jakimś balkonie, obserwuje z góry dziwną sytuację: Ojciec namawia syna by ten rzucił się z balkonu i utopił. Dostałby wtedy pieniądze (odszkodowanie). Byłem podświadomością tego chłopca... proponowałem mu zdania/słowa, które mówił do ojca. Sprawa była bardziej skomplikowana niż pamiętam. Finał konwersacji też przepadł w pamięci, ale wiem, że chłopiec został prawie przekonany, bo dzięki jego śmierci reszcie rodziny byłoby lepiej. Po wizycie na balkonie obudziłem się w fizycznym ciele.
Część podróży nie jestem w stanie sobie przypomnieć, ponieważ byłem fizycznie zmęczony i szybko później zasnąłem. Co prawda po kilku, małych, późniejszych pobudkach powtarzałem sobie całość, ale z każdym razem umykało mi parę istotnych faktów.
W tym miejscu dziękuję moim Pomocnikom.

entry 16.10.2006 - 19:59
Przebudziłem się w środku nocy, ale nie zmieniłem pozycji ciała... przeczekałem aż ciało zaśnie. Podniosłem się, jednak tylko od pasa w górę, nogi zostały w ciele i nie chciały się oderwać. Pokój mój wyglądał inaczej. Po środku stał duży stół z jakimiś rupieciami i narzędziami warsztatowymi. Rozciągnąłem ręce i cały tułów w stronę okna. Złapałem dłońmi zewnętrzny parapet i tym sposobem wyciągnąłem resztę ciała z fizycznych więzów. Wyleciałem na zewnątrz. Otoczenie różniło się oczywiście od rzeczywistości. Chyba nie byłem w swojej miejscowości. Kraina była kolorowa, budynki przedziwnie owalne i bardzo ozdobione. Tak jak tam mnie zatkało, tak teraz brakuje mi słów. Wszystko było OK z wyjątkiem braku jakichkolwiek form życia. Miasto wyglądało na opuszczone. Wołałem, krzyczałem "HALO! Czy jest ktoś tutaj?" Nikt się nie odzywał. Przeleciałem się trochę i pozwiedzałem, widziałem bramę do miasta i dziwne "łóżka" w mieszkaniach/domach. Nagle kontem oka dostrzegłem jakąś osobę... był to chyba mały chłopiec. Z radością i werwą krzyknął: "Teraz mnie goń!"
Niestety poczułem dyskomfort w ciele fizycznym i wróciłem do niego. Ciało domagało się zmiany pozycji.

3 Stron V  < 1 2 3 >