g00rmik's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

19 Stron V  < 1 2 3 4 > » 
Entries on Wednesday 11th October 2017

entry 11.10.2017 - 17:36
Niezwykły obrazek, gdy wchodzę do "chińczyka" mega sklepu ze wszystkim i ku zaskoczeniu widzę, że zamiast sklepu w środku jest potężna galeria z miejscami pochówku. Otwarte plastikowe pojemniki leżą zagłębieniach w posadzce, niektóre gołe przeźroczyste plastiki, ale większość ozdobiona chociaż jakimś suknem, a niektóre sztucznymi kwiatami. Ludzi bez liku, wciąż tłum idzie znaleźć coś dla siebie. Idę i ja, wreszcie gdzieś głęboko wydaje mi się, że to moja trumna. Och jak źle się czuję, kładę się do plastikowej balii imitującej trumnę niewiele zagłębionej do kolana w posadzce. Wchodzę do niej i kładę się, tak... będę umierał, leżę... nic się nie dzieje, nie umieram, dochodzę do wniosku, że to bez sensu leżeć tu kiedy jestem jeszcze taki młody i tyle rzeczy mogę zrobić. Samopoczucie mam dużo lepsze, fizycznie też czuję się dużo lepiej. Wstaje z tej trumny i wychodzę. Zdegustowany oglądam się na tłum i wychodzę żyć dalej z "chińczyka". Bez sensu to całe umieranie...

Entries on Friday 22nd September 2017

entry 22.09.2017 - 06:20
Jak w temacie, czego więcej chcieć :) ... Jestem w znajomym nieistniejącym w rzeczywistości openspace wielkiego biurowca. Kupa ludzi kupa pięter, całe miasto pod ziemią... miejsce gdzie można pracować, żyć i zgubić się. Jestem gdzieś na swoim piętrze pracy. W pewnym momencie zaczepia mnie naprawdę fajna dziewczyna, co prawda jej nie znam ale wydaje mi się, że ją widziałem. Zachowuje się jak byśmy się już poznali. Gładko wchodzę w gadkę o niczym. Nagle blondi zaczyna mnie rwać. Trochę zaskoczony cofam się do swojej zasady nic w pracy poza żartem. Rozmówczyni wyciąga ze mnie szczegóły jak by chciała się więcej o mnie dowiedzieć. Rozmowa się kończy. Idę w inne miejsce na piętrze, mija jakiś czas.
Nagle siedzę sobie w jakimś zaułku i słyszę w oddali jej głos. Rozmawia ze starszym mężczyzną o mnie. Okazuje się, że chciałaby mnie zatrudnić w ich dziale, opowiada o mnie bardzo pozytywnie. Coś wspomina o słodkim studenciaku o świeżym spojrzeniu. Zdenerwowałem się i wstaje żebym był widziany. Blondi jest zmieszana, coś tłumaczy, ja mówię głośno że potraktuje to jako komplement.

Entries on Saturday 5th August 2017

entry 05.08.2017 - 08:30
Kroi się jakaś mega zmiana w moim życiu wydaje się bardzo pozytywna... niewiele pamiętam ale ilość ważnych symboli mnie przygniotła. Muszę to przemyśleć.

Najpierw przygotowania do swego własnego ślubu i wesela, choć bardziej miało to być przyjęcie. Była cała rodzina, trochę znajomych, takich najbliższych. Wiedziałem, że przecież biorę ślub z moją własną żoną, z którą jestem już 17 lat. Ale jednak towarzyszyło temu przekonanie, że to nowy początek, odnowienie czegoś... Było wszystko, od wyboru gejeru i sukni, po wybór restauracji na jakiejś starówce nieznanego lecz znajomego skądś miasta.

Drugi obrazek też dziwny. Byliśmy na farmie, gospodarstwie, którego wcześniej nie widziałem. Był tam mój zmarły ponad dekadę temu dziadek, dbał o to gospodarstwo. Dziadek o słabej formie, to znaczy wiedziałem, że to on, ale wyraźnie go nie widziałem. Dziwne to gospodarstwo, bo bardziej obóz survivalowy na Alasce w spartańskich warunkach, ale pal licho. Fakt faktem następny mocny symbol, niedźwiedź brunatny, chodził po tym gospodarstwie, nikt nie wie jak się dostał i w sumie nie wiadomo kiedy i gdzie odszedł. W sumie szkód nie narobił, bo chyba wpadł z ciekawości. Pytałem dziadka gdzie ten niedźwiedź, ale zajęty był i powiedział tylko, że albo poszedł, albo gdzieś się tu kręci.

Entries on Tuesday 1st August 2017

entry 01.08.2017 - 13:42
Zaprosiliście mnie do domu w sumie na jakąś imprezę. Byliście nieco starsi, a ja za to tak szczupły, że chyba nigdy taki nie byłem :) Było tam mnóstwo dość młodszych ode mnie ludzi. Ale nie czułem się źle, wręcz przeciwnie jak bym był przyjacielem rodziny. I znów ten dom niby Wasz, ale inny tak jak by dwa domy się przenikały Wasz i jakiś taki starszy z drewnianymi oknami i sześcioma lub ośmioma szybkami w jednym oknie, stare kotary i gęste firany, drewniane podłogi. Nie mniej jednak byłeś w centrum uwagi wszystkich, ale jakiś inny, bardziej pewny siebie, butny, nie dopuszczający do głosu, nietaktowny… sam byłem zdziwiony, bo aż mi taka myśl przyszła czy to ta sama osoba, z którą wczoraj rozmawiałem. Dużo piłeś i paliłeś, Milena dawała Ci jakieś niewerbalne sygnały, ale ją ignorowałeś. Nie denerwowała się się, tylko smutniała jak by na coś czekając… W pewnym momencie zrobił się mały kwas, chyba komuś przygadałeś za mocno i powiedziałeś że idziesz z psem. Mówię do Mileny, że Cię nie poznaję, a ta jak by czekała na to żebym to powiedział, ciągnie mnie za rękaw na bok i mówi, że może bym z Tobą porozmawiał, bo Ty taki nie byłeś i że się bardzo zmieniłeś i że już jej nie słuchasz. Nagle przytula się do mnie ze łzami w oczach – Marcin ja nie mam z kim o tym porozmawiać. Czuję, że pod tymi słowy drzemie głębsze znaczenie. Speszony trochę spoglądam za siebie, gdzie większość chyba wyczuła klimat i wyszła na balkon albo do innych pomieszczeń. Zacząłem pocieszać, że ok. na pewno trochę może się wydaje, może Ty masz gorszy dzień itp. Z pół godziny ryczała mi w rękaw, a ja czułem się taki bezradny… Wreszcie udało mi się zmienić temat, mówię - Milenka, dziękuję za zaufanie ale wiesz, nie czuję się kompetentny… za głęboka woda dla mnie, każda para od czasu do czasu ma jakieś problemy. Odpowiada mi: tak, ale każda normalna para o tym rozmawia. On mnie już nie słucha. Jest mi szczególnie ciężko, kiedy znów szukam pracy. Było coś o planowaniu rodziny, ale nie pamiętam szczegółów. Powiedziała mi jeszcze, że "nie mam pojęcia jak duży wpływ miałem na Ciebie i wciąż mam". Byłem osłupiały...

Odnoszę nagle wrażenie, że nie rozmawiamy o tym pierwszy raz. I że były inne wcześniejsze rozmowy, których nie pamiętam. Patrzę na Milenę i widzę dwa obrazy nakładające się na siebie ją w rzeczywistości i starszą kobietą z siwiutkimi włosami, która ma związek z Wami lub samą Milenką i tym wystrojem domu.

Ktoś puszcza film na ścianę z rzutnika, ale nie zwracam na niego uwagi. Wracasz z psem, choć pies gdzieś znika, Ty wydaje się jeszcze bardziej pijany znów ściągasz na siebie uwagę. Patrzysz na mnie wyraźnie wkurzony, a ja mnie mam pojęcia o co chodzi. Mówisz, ale bym pograł na gitarze… patrzę osłupiały. Marcin ty masz w domu elektryczną… patrzę osłupiały i widzę w domu czarnego elektryka w zapinanym etui. Marcin, a nie przyniósłbyś tej gitary… jedziesz szyderczo… za pół godziny wrócisz… dalej patrzę osłupiały i nagle puszczają mi nerwy, jak bym nie był sobą. Łapię Cię za koszulę podnoszę obracam i rzucam na dość niską ławę. Szkło i drewno pryska na boki. Zdziwiony patrzysz na mnie wybałuszonym wzrokiem. Cisza, wszyscy patrzą a jednocześnie są nieznaczącym tłem statystów, jesteśmy sami we trójkę z Mileną.

Rano pamiętałem więcej.

Entries on Tuesday 20th June 2017

entry 20.06.2017 - 07:32
Śniło mi się to z piątku na sobotę. Śniła mi się moja zmarła ciotka, umarła w dzień moich imienin, dwa lata temu. W porządku kobieta była, choć nieszczęśliwa w życiu. Tak czy inaczej jej stan po jej śmierci nie wydawał mi się dobry, jak to dzieje się w przypadku śmierci ludzi chorych na raka w hospicjach, na lekach bez kontaktu z rzeczywistością. Czytałem kiedyś o śmierci w pismach z Tybetu, dobrze tam opisali cały zestaw etapów składających się na "dobrą" śmierć. Coś w tym jest...
Cóż przyśniła mi się ciotka, młodsza od czasu kiedy ją mogłem pamiętać w takim wieku, szczupła... jednym słowem niezła laska. Mieszkała w przeogromnym domu, który żył i się zmieniał, ale nie był jej domem rodzinnym. Staliśmy w ogromniastej, nowocześnie urządzonej kuchni, poczęstowała mnie sokiem, gadaliśmy tak jak by nic się nie stało. Z tego co pamiętam opowiadała o domu i o tym, że już teraz jest dobrze. Że nie mieszka tu sama i że dobrze jej tu, nikt jej nie oszukuje, nikt jej nie krzywdzi, nikt jej nie zdradza. Poczęstowała mnie sokiem. Po tym jak powiedziała mi, że nie mieszka tu sama, trochę mnie to zastanowiło. Rozejrzałem się po kuchni. Nagle zauważyłem stojącą małą, może pięcioletnią dziewczynkę, ciemne długie włosy i znajome mi oczy. Była bardzo podobna do mojej siostry ciotecznej, która jest teraz w ciąży, córki tej samej ciotki, ale to nie była ona. A przynajmniej takie wrażenie odniosłem. Nagle dziewczynka przytuliła się do mnie i ja również ją przytuliłem. Powiedziałem jej na ucho najpierw po polsku potem po angielsku: Niewiarygodne, jaką cudowną duszą jesteś. Więcej nie pamiętam.

Z soboty na niedzielę grono zmarłych mojej rodziny poszerzyła matka mego ojca. Cały czas zastanawiam się, kim była ta dziewczynka? Czy możliwe, że widziałem duszę przyszłej córki mojej ciotecznej siostry? A może był to jakiś aspekt umierającej? Tylko przecież one się w ogóle nie znały...

19 Stron V  < 1 2 3 4 > »