oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

13 Stron V   1 2 3 > »   
Reply to this topicStart new topic
> Od PodrÓŻnika Do ChrzeŚcijanina
kis-kos
post 17.05.2011 - 09:19
Post #1


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 9



Od Podróżnika do Chrześcijanina.

Witam postanowiłem poruszyć ten wątek ponieważ ciekawy jestem czy ktoś ma podobne doświadczenia, oraz chciałbym opowiedzieć coś o potencjalnych zagrożeniach o których bardzo mało można przeczytać, a jeżeli proponuje się często młodym i niedoświadczonym umysłom drogę Obe to myślę, że należy się im pełna wiedza. Ponadto napisać dlaczego wybieram jednak chrześcijaństwo. Zaznaczam od razu, że bycie chrześcijaninem to na pierwszym miejscu Bóg, na drugim Bliźni na trzecim Ja, oraz że wszystko co pisze to prawda kłamać nie mogę bo mi na to moja religia nie pozwala. Jezus uczy między innymi takich postaw.


Moja chrześcijańska droga zakończyła się na etapie pierwszej komunii, ponieważ cała ta religia wydawała mi się niezrozumiała i nudna. Lecz zawsze czułem, że jest coś więcej, wiec nie przestałem się modlić. Z czasem głód odpowiedzi na pytania typu, o co tu chodzi? był tak silny, że doprowadzało mnie to prawie do depresji. I zaczęły się poszukiwania poprzez różne religie i nauki o duchowości (teoria z praktyką). I tak trafiłem w końcu na podróże astralne. Poczytałem i się zaczęło samo bez ćwiczeń, za pierwszym razem tak się spietrałem, że prawie błagałem, aby mnie z powrotem do ciała cofnięto (w szczegóły podróży nie będę się wdawał). I tak od czasu do czasu sobie podróżowałem. Uspokoiło mnie to bardzo bo w końcu wiedziałem, że jestem czymś więcej niż ciałem, ale również moja pycha (jeden z grzechów głównych bardzo ciężki) co jest jednym z zagrożeń, poszybował w górę człowiek ma się za lepszego od innych szczególnie tych biedaków w kościele co się modlą nie wiadomo do kogo i nic nie wiedzą. Z czasem granica dobra i zła się zacierała i wydawało mi się, że wszystko mogę np. zaspokajać swoje rządzę nie pytając o pozwolenia czyli gwałt, nastawienie na zniszczenie wszystkiego co mi stoi na drodze do wyjścia z ciała, ponieważ czasami pojawiają się istoty które przeszkadzają. A w realu miałem się za super dobrego człowieka a tam skoro nie ma policji i piekła to jestem panem, ale prawda jest taka czyn popełniony świadomie to czyn popełniony - może być dobry lub zły i to wszystko idzie na twoje konto. Zdarzało się, że nie zawsze byłem panem spotykałem tam raz naprawdę wcielone zło myślałem, że dam mu rade, ale obszedł się ze mną jak chciał. To była dość skomplikowana sytuacja, on miał demoniczne imię oraz wygląd ogromnego szczura, co ciekawe po 2 dniach pojawił się w moim mieszkaniu nie wiadomo skąd szczur i potem jeszcze dwa nigdy wcześniej i potem nie miałem takich problemów - może to przypadek. W Obe bywało różnie 50 na 50 raz fajne raz nie. Pewnego razu w Obe dostałem wyraźny komunikat, że mam wrócić do kościoła. Uwierzcie mi wcale się nie ucieszyłem w ogóle mi się nie chciało, chodziłem tam może raz na miesiąc bo fajnie grali i śpiewali, no ale po tym jak powiedzieli, że mam wrócić to zacząłem chodzić co tydzień. I tak sobie minęło może z 2 lata, miałem się za kogoś lepszego od tych ludzi. Z czasem pogłębiałem wiedzę na temat Obe, i trafiałem na dużo ciekawsze i starsze materiały niż trylogia, nie jest to nowy temat i dużo bardziej skomplikowany niż opisuje to pan Monroe czy Bruce, i jest mocno zakorzeniony w tradycji okultystycznej. Co ciekawe okazało się, że czytam tam na temat sakramentów kościelny oraz o Jezusie, o tym jak niesamowite rzeczy się dzieją podczas mszy kiedy podnoszona jest np. hostia, byłem bardzo zaskoczony i nie spodziewałem się, że w czymś co jest w opozycji do chrześcijaństwa odnajdę potwierdzenie jego prawdziwości. Oczywiście literatura ta kładzie nacisk bardziej na sprawy okultyzmu niż chrześcijaństwa. No więc myślę sobie skoro to prawda to idę się wyspowiadać po 20 latach, i będę korzystał z tych sakramentów. W międzyczasie obejrzałem trochę na temat Jezusa i jego słowa zaczęły we mnie pracować. Po spowiedzi potoczyło się lawinowo dostałem za pokutę, pójść 5 razy do kościoła poza niedzielą oraz dowiedziałem się, że są organizowane katechezy neokatechumenalne, dziś jestem członkiem takiej wspólnoty. Lubie załatwić sprawy od reki to chodziłem co dzień, jestem na piątej mszy zadowolony, że to ostatnia. A ksiądz nagle mówi od dzisiaj w tym kościele zaczyna się seminarium ?odnowy w duchu świętym? chętni proszę pozostać, i czuje że on mówi to do mnie znowu się wkurzyłem bo mi się nie chciało. No, ale zostałem, tam się działy różne rzeczy, świadomość tych spraw wzrastała, w międzyczasie zwróciłem się do Boga ?jeżeli obe jest dla mnie dobre to ja proszę co dzień jeżeli nie zabierz to ode mnie?, od tamtej pory spokój. Ale ciekawsze - po seminarium poszedłem do bierzmowania, (z tym też był niezły zbieg okoliczności) dzięki temu seminarium mogłem je otrzymać. Poznałem tam bardzo fajnych ludzi i jeden z nich zaprosił mnie na takie spotkanie do dobrego egzorcysty, gdzie ludzie z problemami duchowymi typu dręczenia się spotkali, pomodlił się nade mną w sumie nic nie czułem, ale inni padali na ziemie leżeli potem wstawali i niektórzy płakali to się nazywa spoczynek w duchu świętym. Kiedy wyszedłem zrobiło mi się słabo zacząłem się trochę zataczać i poczułem się jak pijany, i że coś zemnie wyszło. No, ale ok może zbyt dużo wrażeń pojechałem do domu poszedłem spać, i zaczęło się. Ci co wychodzą wiedzą czym są wibracje, które zaczynają się od głowy i podczas nich bardzo łatwo się wychodzi, ale tym razem nie poczułem ich w głowie tylko jako osobny byt, który próbuje wejść we mnie na siłę. Przestraszyłem się i zacząłem się modlić odpuścił i tak dwie noce z rzędu. Od tamtej pory a minęło już trochę czasu jestem nieomal pewny, że Obe mi się nie przydarz po prostu to czuje, ja też się czuje inaczej. Każdy może sobie zinterpretować to jak chce i zrobić z tym co chce, Prawda jest taka że dobro i zło istnieje choć ostatnio usłyszałem, od jednego z waszych, że to stan umysłu, ale powiedz to np. zgwałconej dziewczynie, że oprawca tak naprawdę nie jest dobry ani zły to tylko taki stan umysłu i to twoje cierpienie teraz to też tylko taki stan także luz. Realne dobro i zło istnieje a tam po drugiej stronie, my jesteśmy zbyt słabi, aby móc je rozpoznać będziesz robił coś i nawet nie będziesz wiedział, że robisz źle. Jesteśmy tam jak 3 latek tutaj puszczony na miasto z pieniędzmi, który ma pozałatwiać różne sprawy, możemy trafić na dobrą babcie, która nam pomoże albo na pedofila. Sam obszar Obe nie jest ani dobry ani zły jest neutralny jak ziemia to w istotach kryje się dobro lub zło. I tu jest rola Jezusa który nam pokazuje co jest co i jak mamy postępować, przeczytajcie chociaż raz Nowy Testament z otwartym sercem a sami się przekonacie. Gra nie idzie o ilość doświadczeń, ale o nasze dusze w jakim stanie będą gdy stąd odejdziemy, i będą albo dobre albo złe lub przeciętne. Ciało opuszczamy i co nam zostaje to kim jesteśmy w danym momencie jakim człowiekiem co myślimy i jak zachowamy się w danej sytuacji. Wasza dusza będzie biletem wstępu, albo do dużo ciekawszych obszarów niż Obe, albo do dużo gorszych. Jezus to nie fikcja literacka nawet wasz inicjator, który was zostawił (dla porównania Jezus za swoich życie oddał) coś o tym wspomina na spotkaniu w Puławach (film dostępny na YouTube). Mimo że w książce ośmielił się napisać coś innego bo jakaś istota mu powiedziała, że Jezus nie istnieje. Tylko jakim cudem oni nie słyszeli o najsłynniejszym człowieku na ziemi przez ostatnie 2000 lat, który z 12 osób stworzył religie którą wyznaje obecnie 2,1 mld ludzi i jest największa na świecie. Czy też czyściec jak czytamy trylogie Monro opowiada o kopcu z ciął, które nie mogą zaspokoić swoich żądz i tak jest dusza czym za życia grzeszy po śmierci będzie pokutować. Tu macie link człowieka, który też wyszedł z ciała, ale trafił jak twierdzi do piekła sami osądzicie:

http://www.youtube.com/watch?v=FO0McVS0Buw


Ja wiem, że wielu się wydaje, że odkryli coś co może zmienić świat i ludzi, ale podróże tego nie zrobią tylko ciężka praca nad sobą w prawdzie jaką jest Jezus. A ten ruch obe może się okazać czymś takim jak to:

http://www.kapucyni.pl/index.php/info/4014...chno-swiadectwo

Świadectwo osoby, która tworzyła kulturę miłości, wolności, muzyki i współpracował przy takich projektach jak MAYDAY, ale na końcu się mocno zdziwiła. Z Obe może być tak samo na dzień dzisiejszy tego nie wiem, ale wiem jedno jeżeli chcesz być bezpieczny i naprawdę się rozwijać stań się mistrzem w naśladowaniu Jezusa Chrystusa a dopiero potem myśl o dalekich duchowy podróżach i doświadczeniach. Nic nie stracisz próbując zrozumieć jego słowa, ale za to możesz dużo zyskać.


Ps. świat cudów i uzdrowień , egzorcyzmów i opętań jest realny i dzieje się to tu i teraz tu macie coś pozytywnego (cudowne uzdrowienia):

http://www.coretlumenchristi.org/Site_stream/videos.htm

Ten pan był w Polsce, to nie sztuczki temat potwierdzony.



Pozdrawiam serdecznie
Go to the top of the page
 
+Quote Post
4 Dzięki kis-kos za ten przydatny wpis:
biosone, mosh, Rafael198, SleepY_DreameR
Egy
post 17.05.2011 - 13:25
Post #2


Przyjaciel Rodziny
*****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1



Zaintrygowałeś mnie.Większość ludzi sądzi,że Bóg nie istnieje i po co On w ogóle jest,tak naprawdę ta większość nigdy Go nie doświadczyła żeby móc mówić,że to bez sensu i że nic nie daje ;)
Chętnie dałabym CI pochwałę za tego posta!
Czyli oobe powinni się podjąć ludzie,którzy są blisko Jezusa?I wtedy to nie będzie szkodliwe?
Go to the top of the page
 
+Quote Post
masa
post 17.05.2011 - 17:15
Post #3


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1037

Notatnik


Jezusowa ścieżka miłości i zrozumienia to wspaniała ścieżka ale za chiny nie rozumiem jaki przekaz ma mieć ten post. Pamiętasz jak we śnie do Marii przyszedł Anioł żeby ją ostrzec? Mogę uznać jednak sny za nie istotne i przestać o nich pamiętać ale śnić nie mogę przestać.

Pozdrawiam
Go to the top of the page
 
+Quote Post
hepi
post 17.05.2011 - 17:52
Post #4


Przyjaciel Rodziny
*****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 9

Notatnik


Jeśli chrześcijaństwo jest Twoją drogą ku lepszemu, to ok, ale nie ma jednej słusznej ścieżki, która sprawdzi się w każdym przypadku. Moim zdaniem z tym demonem trochę przesadziłeś. Ogólna puenta Twojego tekstu jest taka, że oobe prowadzi do złego i zgodzę się, że tak właśnie może być, bo jak sam stwierdziłeś Twoja pycha doprowadziła cię do stanu w którym "wszystko możesz" i zacząłeś Tam zaspokajać swoje żądze. Tylko, że to jest pośrednia przyczyna, bezpośrednią jesteś Ty. To tak jak pijany kierowca zwalałby winę na alkohol. Wszystko z umiarem, a będzie dobrze.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki hepi za ten przydatny wpis:
Kalyna
Bilu
post 17.05.2011 - 19:08
Post #5


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 349

Notatnik


Zgodzę się z hepi, że nie ma jednej słusznej ścieżki. Każda jest dobra, dopóty dopóki jesteśmy usatysfakcjonowani tym, jak ona na nas oddziałuje. Na nas i na ludzi w okół.
Ja osobiście nie potrzebuję jakiegoś wzoru religijnego, aby wiedzieć jak postępować a jak nie. Wystarczy, że jestem świadomy swoich działań i ich konsekwencji :)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Kalyna
post 17.05.2011 - 20:08
Post #6


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 17

Notatnik


Bardzo podoba mi się to zdanie hepi'ego: "To tak jak pijany kierowca zwalałby winę na alkohol."
OBE to tylko narzędzie, jeden z możliwych sposobów na poznanie samego siebie. Dzięki niemu kis-kos poznałeś swoje żądze czy też 'ciemniejsze' strony siebie których być może nie byłeś do tej pory świadomy. Ale nie można zwalać winy za ich wystąpienie na OBE.
Piszesz o astralu, że "Jesteśmy tam jak 3 latek tutaj puszczony na miasto z pieniędzmi, który ma pozałatwiać różne sprawy, możemy trafić na dobrą babcie, która nam pomoże albo na pedofila." Zgadzam się, masz całkowitą rację. Ale każdy z nas i tak tam trafia podczas snu no i wszyscy trafimy na tamtą stronę po śmierci. Więc prędzej czy później i tak będziemy musieli się oswoić z tym obszarem. Tylko dlaczego uważasz że poznawanie tego miejsca świadomie, za życia jest złe, a już trafienie tam po śmierci jest w porządku? Co to za różnica czy ja zwiedzę POZA z własnego wyboru czy z konieczności? I tak wyjdzie na to samo, więc już lepiej się przygotować.
Pozdrawiam i mimo wszystko podziwiam twoją wiarę. Jeżeli czujesz, że jest ona tobie pomocą i ścieżką przez życie, a w szczególności jeśli uczy cię kochać i żyć w miłości i harmonii ze światem to trzymaj się jej. :)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Egy
post 17.05.2011 - 20:45
Post #7


Przyjaciel Rodziny
*****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1



CYTAT(Kalyna @ 17.05.2011 - 21:08) *
Ale każdy z nas i tak tam trafia podczas snu no i wszyscy trafimy na tamtą stronę po śmierci.


Hmm po śmierci?Z tego co wiem oobe składa się z myślokształtów i jest wytworem naszego mózgu a jeśli mózg przestaje już pracować(śmierć) to wygasa cała ta funkcja.Może przez ten moment,w którym umieramy doznajemy tego a później już koniec
Go to the top of the page
 
+Quote Post
kis-kos
post 17.05.2011 - 21:39
Post #8


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 9



[quote name='Egy' post='71085' date='17.05.2011 - 14:25']Zaintrygowałeś mnie.Większość ludzi sądzi,że Bóg nie istnieje i po co On w ogóle jest,tak naprawdę ta większość nigdy Go nie doświadczyła żeby móc mówić,że to bez sensu i że nic nie daje ;)
Chętnie dałabym CI pochwałę za tego posta!
Czyli oobe powinni się podjąć ludzie,którzy są blisko Jezusa?I wtedy to nie będzie szkodliwe?[/quote]
Chodzi mi tu o kolejność, nauka Jezusa to coś co sprawi, że będziesz gotowy na wszystko, jak się zaangażujesz na 100% (to nie oznacza chodzenie raz w tygodniu do kościoła). Rozwiniesz się Ty jako istota a nie tylko twoja wiedza. I na dzień dzisiejszy uważam, że to sztuczka złego, który pod postacią kolegi po tamtej stronie powolutku będzie ciebie wciągał w coś co nie jest ok. Lecz tak być nie musi ja po prostu już nie ryzykuje. Po śmierci chciałbym trafić do miejsca gdzie już dziwne i nieprzyjemne zdarzenia oraz istoty nie mają do mnie dostępu lub będę wyposażony w takie zmysły dzięki, którym będę mógł nad nimi zapanować a w obe jak wiemy bywa różnie. A do takiego miejsca trafia tylko tacy, którzy sami nie będą w stanie krzywdzić lub zostaną wyposażeni w takie właściwości ponieważ będzie wiadomo, że źle ich nie wykorzystają. I z doświadczenia - trwam w tak zwanej łasce uświęcającej i mam w sobie wielką pogodę ducha a za obe w ogóle nie tęsknie. I wszystko w swoim czasie do wszystkiego należy dojrzeć, a 15 latek nieukształtowany wychodzący aby sobie coś tam porobić to nie jest dobry pomysł. Jak będziesz naprawdę blisko Jezusa to zapomnisz o OBE.

[quote name='masa' post='71091' date='17.05.2011 - 18:15']Jezusowa ścieżka miłości i zrozumienia to wspaniała ścieżka ale za chiny nie rozumiem jaki przekaz ma mieć ten post. Pamiętasz jak we śnie do Marii przyszedł Anioł żeby ją ostrzec? Mogę uznać jednak sny za nie istotne i przestać o nich pamiętać ale śnić nie mogę przestać.

Pozdrawiam[/quote]
Po co go napisałem jest we wstępie. A o snach nic nie pisałem jedynie opisałem moją drogę i ewentualne zagrożenia w obe.

[quote name='hepi' post='71099' date='17.05.2011 - 18:52']Jeśli chrześcijaństwo jest Twoją drogą ku lepszemu, to ok, ale nie ma jednej słusznej ścieżki, która sprawdzi się w każdym przypadku. Moim zdaniem z tym demonem trochę przesadziłeś. Ogólna puenta Twojego tekstu jest taka, że oobe prowadzi do złego i zgodzę się, że tak właśnie może być, bo jak sam stwierdziłeś Twoja pycha doprowadziła cię do stanu w którym "wszystko możesz" i zacząłeś Tam zaspokajać swoje żądze. Tylko, że to jest pośrednia przyczyna, bezpośrednią jesteś Ty. To tak jak pijany kierowca zwalałby winę na alkohol. Wszystko z umiarem, a będzie dobrze.[/quote]
Tak zgadza się, na ziemi nie byłem zły tam się stawałem a jak napisałem czyn tu czyn tam nie ma znaczenia. I powiem tak dziś po paru długich i głębokich lekcjach na pewno bym tak się nie zachował i właśnie o to w tym chodzi Jezus uczy jak być godną i boską istotą nie obe. Post jest dużo głębszy to jest akurat mniej istotna kwestia. Czy Jezus jest jedyną drogą powiem tak jest najpewniejszą i najszybszą drogą do prawdziwego celu (a kilka nauk jak napisałem już zgłębiłem). Co do demona musiał byś tam być i to wszystko poczuć i usłyszeć jego imię, i zrozumieć cel jego wizyty. Demony to w naszej rzeczywistości nic nowego.

[quote name='Bilu' post='71102' date='17.05.2011 - 20:08']Zgodzę się z hepi, że nie ma jednej słusznej ścieżki. Każda jest dobra, dopóty dopóki jesteśmy usatysfakcjonowani tym, jak ona na nas oddziałuje. Na nas i na ludzi w okół.
Ja osobiście nie potrzebuję jakiegoś wzoru religijnego, aby wiedzieć jak postępować a jak nie. Wystarczy, że jestem świadomy swoich działań i ich konsekwencji :)[/quote]
Też tak myślałem, miałem się za super gościa w skali bezwyznaniowca dał bym sobie 4/5, ale jako chrześcijanin daje sobie 7/10. To oznacza, że przeszedłem wszystkie 5 skal bezwyznaniowca plus 2 wyżej, poszerzyła mi się świadomość okazało się, że skala ma 10 a nie 5. Sam z siebie nie jesteś wstanie zrozumieć do końca co jest dobre a co złe i dlaczego. Zresztą Jezus nie uczy jedynie tego co jest dobre a co złe jest tym dla duszy czym siłownia dla mięśni. A ponadto daje wieczną satysfakcje.

[quote name='Kalyna' post='71104' date='17.05.2011 - 21:08']Bardzo podoba mi się to zdanie hepi'ego: "To tak jak pijany kierowca zwalałby winę na alkohol."
OBE to tylko narzędzie, jeden z możliwych sposobów na poznanie samego siebie. Dzięki niemu kis-kos poznałeś swoje żądze czy też 'ciemniejsze' strony siebie których być może nie byłeś do tej pory świadomy. Ale nie można zwalać winy za ich wystąpienie na OBE.
Piszesz o astralu, że "Jesteśmy tam jak 3 latek tutaj puszczony na miasto z pieniędzmi, który ma pozałatwiać różne sprawy, możemy trafić na dobrą babcie, która nam pomoże albo na pedofila." Zgadzam się, masz całkowitą rację. Ale każdy z nas i tak tam trafia podczas snu no i wszyscy trafimy na tamtą stronę po śmierci. Więc prędzej czy później i tak będziemy musieli się oswoić z tym obszarem. Tylko dlaczego uważasz że poznawanie tego miejsca świadomie, za życia jest złe, a już trafienie tam po śmierci jest w porządku? Co to za różnica czy ja zwiedzę POZA z własnego wyboru czy z konieczności? I tak wyjdzie na to samo, więc już lepiej się przygotować.
Pozdrawiam i mimo wszystko podziwiam twoją wiarę. Jeżeli czujesz, że jest ona tobie pomocą i ścieżką przez życie, a w szczególności jeśli uczy cię kochać i żyć w miłości i harmonii ze światem to trzymaj się jej. :)[/quote]
Swoich żądz byłem świadomy i tutaj, ale nie obróciłbym ich w czyn, a czyn dokonany świadomie to czyn. Gra się toczy o coś dużo więcej niż obszar obe. O dużo leprze miejsce i dużo lepszego ciebie jako istota. Do obe ma dostęp każdy, ale wybacz jakoś sobie tego nie wyobrażam, że Matka Teresa jest wrzucona do tego samego worka co stalin po śmierci. Wyobraź sobie górę podzielona na 5 części, im wyższy stopień człowieczeństwa się tobie udało osiągnąć za życia tym masz dostęp do wyższego poziomu na każdym może być nawet nawet, ale im wyżej tym lepiej. Lecz na szczycie góry będą stały drzwi drzwi przy drzwiach ktoś kto zapyta co dobrego uczyniłeś i sprawdzi na jakim poziomie jesteś, jeżeli się tobie udało osiągnąć poziom Jezusa wchodzisz jeżeli nie to przykro mi. I gra się toczy o to przejście a tam mój drogi będzie naprawdę fajna impreza gdzie nie wpuszcza byle kogo. To tak jak ty nie wpuścisz na swoją kogoś kto by ja tobie zespół bo jest egoistą lub agresywny. Jeżeli uważasz, że uda się tobie osiągnąć ten poziom bez pomocy Jezusa to mogę jedynie przyklasnąć i życzyć powodzenia.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
masa
post 18.05.2011 - 02:27
Post #9


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1037

Notatnik


Myślę że nie rozumiesz na czym polegały nauki Jezusa.
Myślę że mówisz Jezus, Jezus a serce twe nie czyste. Że jesteś zwykłym egoistą i chcesz nakarmić swoje ego i że uważasz że tylko twa ścieżka właściwa. Że nie wiesz co to dobra nowina, że mylisz nauki Jezusa z potarzaniem jego słów a nie z czynieniem świadectwa.

Pozdrawiam cię serdecznie i niech Jezus zawsze będzie gościem w twym sercu.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Bilu
post 18.05.2011 - 06:06
Post #10


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 349

Notatnik


kis-kos, pozwól, żeby czyny mówiły same za siebie. Moim zdaniem nie potrzebujesz do tego autorytetu w postaci Jezusa. Zamiast niego lepiej skupić się na pomaganiu innym.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
kis-kos
post 18.05.2011 - 08:37
Post #11


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 9



CYTAT(masa @ 18.05.2011 - 03:27) *
Myślę że nie rozumiesz na czym polegały nauki Jezusa.
Myślę że mówisz Jezus, Jezus a serce twe nie czyste. Że jesteś zwykłym egoistą i chcesz nakarmić swoje ego i że uważasz że tylko twa ścieżka właściwa. Że nie wiesz co to dobra nowina, że mylisz nauki Jezusa z potarzaniem jego słów a nie z czynieniem świadectwa.

Pozdrawiam cię serdecznie i niech Jezus zawsze będzie gościem w twym sercu.


Być może tak jest bracie, być może masz racje, ale ja tak się nie czuje na dzień dzisiejszy. Prawdę mówiąc spodziewałem się tu przykrości a nie oklasków. A z tą ścieżką, to ścieżka Jezusa i wielu jego zwolenników. Nakarmić ego gdyby tak było to bym nie był anonimowy, myślisz, że nie mam lepszych rzeczy do roboty niż pisanie takich postów, ale takie mam doświadczenie i coś mi kazało to napisać, aby każdy młody umysł zanim się zdecyduje był świadomy co go tam czeka, i że nie tylko fajerwerki. A każdy ukształtowany umysł spróbował i sam się przekonał czy rzeczywiście to właściwa droga, do stracenia nic nie ma wręcz przeciwnie co najwyżej poszerzy horyzonty. Co do świadectw Bóg jeden wie co uczyniłem do tej pory i jakie są moje intencje i niech tak zostanie. Ps. ten post jest kierowany do ogółu nie indywidualnie do kokoś bo być może tak jest może jesteś już jak Jezus plus podróżujesz i robisz dużo dobrych rzeczy tu i tam tego nie wiem. Jeżeli tak jest i tak się da to ja bym bardzo się z tego ucieszył.

CYTAT(Bilu @ 18.05.2011 - 07:06) *
kis-kos, pozwól, żeby czyny mówiły same za siebie. Moim zdaniem nie potrzebujesz do tego autorytetu w postaci Jezusa. Zamiast niego lepiej skupić się na pomaganiu innym.

Powodzenia 3mam kciuki.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki kis-kos za ten przydatny wpis:
Faithful
Zielarz Gajowy
post 18.05.2011 - 12:42
Post #12


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 6184



Droga do samorealizacji polega na oczyszczaniu jaźni z egoizmu. Kiedy znika ego, wówczas osiąga się stan czystej świadomości - poza umysłem i intelektem - ujawniający prawdziwą jaźń, którą jest Bóg.

Umysł jest tkaniną zakrywającą czystą świadomość, której nićmi są pragnienia. Po usunięciu nici tkanina znika i objawia się nasza prawdziwa natura. To właśnie ma na myśli Wedanta, kiedy głosi, że w celu urzeczywistnienia własnej Jaźni należy się wyzbyć ego. Kiedy wznosicie się ponad zmysły i umysł, urzeczywistniacie Jaźń (Ducha). W tym oświeceniu stajecie się jednym z kosmiczną Mocą. Urzeczywistnienie siebie jest urzeczywistnieniem Boga. Tak właśnie człowiek osiąga Boga.

Miłość, a nie pożądliwość, jest esencją szczęśliwego życia. Zaczynajcie dzień Miłością. Oto droga ku Bogu.

Satya Sai Baba "Migawki z życia"
Go to the top of the page
 
+Quote Post
kis-kos
post 18.05.2011 - 17:15
Post #13


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 9



CYTAT(Zielarz Gajowy @ 18.05.2011 - 13:42) *
Droga do samorealizacji polega na oczyszczaniu jaźni z egoizmu. Kiedy znika ego, wówczas osiąga się stan czystej świadomości - poza umysłem i intelektem - ujawniający prawdziwą jaźń, którą jest Bóg.

Umysł jest tkaniną zakrywającą czystą świadomość, której nićmi są pragnienia. Po usunięciu nici tkanina znika i objawia się nasza prawdziwa natura. To właśnie ma na myśli Wedanta, kiedy głosi, że w celu urzeczywistnienia własnej Jaźni należy się wyzbyć ego. Kiedy wznosicie się ponad zmysły i umysł, urzeczywistniacie Jaźń (Ducha). W tym oświeceniu stajecie się jednym z kosmiczną Mocą. Urzeczywistnienie siebie jest urzeczywistnieniem Boga. Tak właśnie człowiek osiąga Boga.

Miłość, a nie pożądliwość, jest esencją szczęśliwego życia. Zaczynajcie dzień Miłością. Oto droga ku Bogu.

Satya Sai Baba "Migawki z życia"



Wszystko pięknie, ale jak to zrobić w obliczu teraźniejszości codziennego życia i wielu ekstremalnych wydarzeń, które możesz po drodze napotkać. Jezus tak bardzo wyzbył się samego siebie, że pozwolił się skatować i zabić dla nas! a pan Wedanta co zrobił ? I czy to jest w ogóle możliwe, aby samemu z siebie tego dokonać, Jezus obiecuje ducha świętego na pomoc, a pan Wedanta?
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Danmaster
post 18.05.2011 - 18:28
Post #14


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 8

Notatnik


http://www.youtube.com/watch?v=HPAznbHHNQk
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Anczej
post 19.05.2011 - 08:14
Post #15


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 81

Notatnik


Ciekawa historia, słyszałem już kilka takich, ale ta była bez epatowania fanatyzmem, po prostu czysta, i mówiąc szczerze mogłaby do mnie trafić.

Mogłaby trafić ale europa i północna afryka to nie jedyny obszar świata, i nie jeden Jezus przyszedł na świat.
Mówisz Jezus, a starożytny Meksykanin powie Ci Quetzalkoatl. Na wschodzie usłyszysz o Bodhisattwie, a Grek opowie Ci o Prometeuszu.
I wszyscy opowiecie tą samą historię, przepuszczoną jedynie przez filtr kultury, warunków geograficznych i wszystkiego innego co wpływa na człowieka podczas jego życia w danym rejonie świata.
Zbawicieli jest wielu i tylko jeden jednocześnie, a naśladowanie go nie jest tylko cechą Chrześcijan.
Można odbywać astralne podróże na własną odpowiedzialność bez pomocy jakiejkolwiek religii, i można sobie całkiem nieźle poradzić.
Można też zwrócić się ku zbawicielowi i żyć w zgodzie ze wszystkim bez doświadczania czegoś takiego jak OOBE.
Jednak kiedy jesteśmy należycie przygotowani (jesteśmy wypełnieni miłością Jezusa, posiadamy duchowego przewodnika, albo mamy za sobą trening z czakrami itd ) to nic nie może nam się stać.

Moja osobista opinia brzmi, że okultyzm zakłada swego rodzaju satanizm intelektualny, czyli hedonizm w czystej postaci, i dlatego może być szkodliwy ale to nie świadczy o wyższości któregokolwiek ze zbawicieli, bo w Europie Jezus Cię uratuje i jemu to przypiszesz, Egipcjanin zostanie uratowany przez Ozyrysa i wszyscy zadowoleni

Pozdro
Go to the top of the page
 
+Quote Post
kis-kos
post 19.05.2011 - 09:26
Post #16


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 9



CYTAT(Anczej @ 19.05.2011 - 09:14) *
Ciekawa historia, słyszałem już kilka takich, ale ta była bez epatowania fanatyzmem, po prostu czysta, i mówiąc szczerze mogłaby do mnie trafić.

Mogłaby trafić ale europa i północna afryka to nie jedyny obszar świata, i nie jeden Jezus przyszedł na świat.
Mówisz Jezus, a starożytny Meksykanin powie Ci Quetzalkoatl. Na wschodzie usłyszysz o Bodhisattwie, a Grek opowie Ci o Prometeuszu.
I wszyscy opowiecie tą samą historię, przepuszczoną jedynie przez filtr kultury, warunków geograficznych i wszystkiego innego co wpływa na człowieka podczas jego życia w danym rejonie świata.
Zbawicieli jest wielu i tylko jeden jednocześnie, a naśladowanie go nie jest tylko cechą Chrześcijan.
Można odbywać astralne podróże na własną odpowiedzialność bez pomocy jakiejkolwiek religii, i można sobie całkiem nieźle poradzić.
Można też zwrócić się ku zbawicielowi i żyć w zgodzie ze wszystkim bez doświadczania czegoś takiego jak OOBE.
Jednak kiedy jesteśmy należycie przygotowani (jesteśmy wypełnieni miłością Jezusa, posiadamy duchowego przewodnika, albo mamy za sobą trening z czakrami itd ) to nic nie może nam się stać.

Moja osobista opinia brzmi, że okultyzm zakłada swego rodzaju satanizm intelektualny, czyli hedonizm w czystej postaci, i dlatego może być szkodliwy ale to nie świadczy o wyższości któregokolwiek ze zbawicieli, bo w Europie Jezus Cię uratuje i jemu to przypiszesz, Egipcjanin zostanie uratowany przez Ozyrysa i wszyscy zadowoleni

Pozdro



Wiem o czym mówisz doskonale ciebie rozumiem, bo z wielu kielichów piłem wcześniej, ale są pewne niuanse które decydują o tym, że uważam drogę Jezusa za tą właściwą. Jako jedyny przywódca oddał życie za swoich i za to co głosił, i to że on jest drogą prawdą i życiem, i nikt nie wejdzie do królestwa jak przez niego bo on jest bramą to są jego słowa, no ale one przemawiają do tych którzy w niego wierzą. Plus dane statystyczne Chrześcijanie są wszędzie jak napisałem 1/3 ludzkości to chrześcijanie i w chinach mocno się rozwija jest tam już 200 milionów mimo, że do niedawna zamykano i torturowana za tą wiarę i dzieją się tam niesamowite rzeczy obie Ameryki też są chrześcijańskie. Ponadto jak kopiesz to rzeczywiście się dokopiesz do czegoś takiego jak cudownych uzdrowienia(link powyżej), które mają miejsce tu i teraz czy opętania. Nasz naród dzięki wierze też potrafił się zjednoczyć w wielu ciężkich chwilach. No i moje własne doświadczenie tej wiary (daje mi to ciągłość pogody ducha i pcha mnie do czynienia rzeczy o które bym siebie nigdy nie posądzał tych dobrych, i w ekspresowym tępię wyplewia zemnie egoizm, uczy odwagi, miłości itd.) oraz ludzi których poznałem sprawia, wszystkim chętnie polecę aby choć raz w życiu przeczytały Nowy Testament z otwartym sercem. Inne formy nauk i praktyk duchowych dawały mi chwilową satysfakcje. Co do tych fanatycznych ludzi to jest tak, często doświadczają czegoś tak przerażającego (jak np. ten gość od MAYDAY link powyżej), że ich to zmienia i chcą na siłę wszystkich ratować, po tym czego doświadczyli jest to normalna reakcja, ale masz racje pod wpływem tych emocji raczej przestraszą ateistę niż go przekonają do tego, aby spróbował i sam ocenił. Ja do tej pory nie wiem do końca czy Obe jest złe, w pewnym stopniu dzięki niemu odnalazłem drogę do kościoła, tylko chodzi tu o tego egzorcystę i o to co się zemną działo potem, i dziś wiem, że to co wywoływało we mnie obe to było coś z zewnątrz i było bardzo agresywne jak chciało wrócić, i ciekawy jestem czy kiedyś ktoś miał podobne doświadczenie i podobna opinie, albo przynajmniej sprawdzi to i tu napisze czy obe to właściwość umysłu człowieka koleiny etap ewolucji, czy coś na zasadzie Symbiontu - jak w Spider-Manie, i czy przypadkiem nie jest z tym obe jak z baja o Jasiu i Małgosi, chatce z piernika i baba jadze. :)

Pozdrawiam
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Anczej
post 19.05.2011 - 12:09
Post #17


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 81

Notatnik


CYTAT(kis-kos @ 19.05.2011 - 10:26) *
Wiem o czym mówisz doskonale ciebie rozumiem, bo z wielu kielichów piłem wcześniej, ale są pewne niuanse które decydują o tym, że uważam drogę Jezusa za tą właściwą. Jako jedyny przywódca oddał życie za swoich i za to co głosił, i to że on jest drogą prawdą i życiem, i nikt nie wejdzie do królestwa jak przez niego bo on jest bramą to są jego słowa



Wg mnie podstawowym niuansem jest kultura która Cię wychowała, i żebyśmy się dobrze zrozumieli w pełni szanuję Twój wybór i uważam że wybrałeś to co właściwe i wykorzystałeś to co najlepszego ta kultura Ci dała.
Ja na przykład nie mam takiego komfortu, bo nie umiem chyba myśleć po zachodniemu a szczególnie zrozumieć logikę kościoła katolickiego, po prostu chyba mam inny typ duchowości.

Jeśli zaś chodzi o bohaterów, którzy oddali życie, to jest ich mnóstwo, wielu narodzonych z dziewicy, i kilku mniej lub bardziej dosłownie zmartwychwstało :)
Wszyscy godni naśladowania, jednak każdy wzorzec pasuje do innego typu duchowości jak ja to rozumiem.

A co do OOBE, to w sumie mam niewielkie doświadczenie, więc lepiej zamilknę

Pozdro


Go to the top of the page
 
+Quote Post
masa
post 19.05.2011 - 17:20
Post #18


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1037

Notatnik


"odcinek 13: Prześwietlanie

Piszę na świeżo. Doznanie, które miało dzisiaj miejsce, mocno mną wstrząsnęło. Sam już nie wiem, co o tym myśleć. Opiszę wszystko jak było i absolutnie niczego nie zinterpretuję. Boże, normalnie nie wiem, o co chodzi:

Trwa sen. Uczestniczę w nim i nie mam jeszcze świadomości, jedynie pamięć. Od tej chwili pamiętam całe wydarzenie. Świadomość powoli napłynie, a jej kulminacja będzie w szczytowym momencie doświadczenia na końcu. Zupełnie jakbym miał wszystko zapamiętać, ale w nic nie ingerować, tylko bacznie obserwować. Oto, co się dzieje:

Stoję, a raczej unoszę się parę centymetrów nad kamienistą drogą. W oddali widzę rozległy dziedziniec. Wielkie podwórze usytuowane między parterowymi budynkami ułożonymi w kształt litery „C”. Na podwórzu trwa krzątanina. Każdy czymś jest pochłonięty, gada do siebie, coś próbuje robić, przypomina to wielką krzątaninę zaabsorbowanych czymś ludzi. Co oni właściwie robią? Zadaję to pytanie i w tej samej chwili uświadamiam sobie, że sam tam przed sekundą byłem i jako nieprzytomny śniłem. Przypomniałem sobie.
Napływa więcej uwagi i świadomości. To są śpiący ludzie, istoty odbywające sen. Przyglądam im się uważnie. Normalni, zwykli ludzie, nic ciekawego. Łażą w tę i we w tę. Pośród nich są nieco wyżsi, nie chodzący, tylko zamarli w bezruchu ludzie o innym spojrzeniu i wyrazie twarzy. Patrzą na tych co śnią i bacznie obserwują ich poczynania. Przypomina to jakąś szkołę, wybieg dla śpiących.

W sumie nie jest tak daleko. Może podejść i zbadać to z bliska? Musiałbym przejść przez kamienny, łukowy mostek zawieszony nad wartkim strumieniem. Ale nie płynie w nim woda, tylko kolorowa, mglista substancja. To przecież ta sama co przy szczelinie! I w tej chwili napływa jeszcze więcej świadomości. Dobra, idę to bliżej zbadać. W tym momencie nie mogę się ruszyć. Ktoś z tyłu, o ciepłych wibracjach, unieruchamia mnie i mówi bez słów: „obserwuj co się będzie działo” Od tej chwili akcja przybiera nieoczekiwanego zwrotu:

Z tyłu dziedzińca, na samym jego końcu, normalnie ze ściany budynku wyłania się POSTAĆ. Jest całkowicie inna niż pozostałe. Narzuconą ma na siebie zwiewną białobłękitną szatę. Nie jest w nią odziana, to tylko pewne przykrycie, kamuflaż. Materiał nie dotyka jego ciała, tylko zasłania go całego włącznie z głową. Istota nie idzie, tylko jakby płynie. Materiał powiewa na niej z gracją i wzniosłością, jakby był dumny, że może zaznać zaszczytu i służyć jako mgliste odzienie. Co to za istota? Przypominam sobie coś. Niedawno ją spotkałem. Napływa kolejny fragment wspomnień, a dzięki niemu większa świadomość. Istota bardzo się wyróżnia, nie da się jej przeoczyć. Jest całkowicie inna…o boże kochany, co ona robi?!

Jestem świadkiem niesłychanej rzeczy, pierwszy raz coś takiego widzę:
Postać w zwiewnej szacie staje na środku wielkiego podwórza pośród śniących i łagodnie obracając się wokół własnej osi prześwietla ludzi. Inaczej tego nie nazwę... Zupełnie, jakby jego osoba wrośnięta była w taflę przezroczystej ściany, za pomocą której, obracając się dookoła, zdejmuje z ludzi ich śniąca strukturę i obnaża ich totalnie, sprawdzając kto, jest kto i jak idą postępy... Jakby szukał swoich ludzi, odszukiwał ich pośród śniących. O! znalazł jednego, a teraz drugiego! i kolejnego! jest ich sporo. Boże, oni są ze złota! Z jakiejś dziwnej, złotej substancji. Tak mniej więcej, co dziesiąty jest jego człowiekiem, jego częścią. A on, wielki, dogląda ich, czy wszystko jest ok i przebiega pomyślnie proces... Nie jest wysoki, ale wielki w swojej strukturze i w tym, kim jest. Wyczuwam jego ogromną siłę i coś, co można nazwać wybitnym profesjonalizmem w czymś, w jakiejś skomplikowanej dziedzinie. Jest idealny w tym, co robi. O boże! kto to jest? W tym momencie, wyczuwając moją myśl, przerywa obracanie się i zaczyna iść w moim kierunku. Powoli, dostojnie, niczym unoszony na falach. Wciąż towarzyszy mu ściana przezroczystej energii inwigilacyjnej. Nie przerywa prześwietlania. Idzie w moim kierunku i wszystko sprawdza. Zbliża się do kamiennego mostu. U jego progu, niczym strażnicy, siedzą dwie istoty o nieustalonej płci. Tafla prześwietlającej energii przechodzi przez nich i widzę kim naprawdę są...

(tu muszę koniecznie przerwać i o czymś ważnym przypomnieć: jestem niewierzący, nie wyznaję żadnej religii. To co za chwilę napiszę, jest jak najbardziej obiektywne i widziane chłodnym okiem obserwatora, jakim dzisiaj byłem w czasie wydarzenia. Wierzę w istnienie boga, jako wyższej siły, ale nie jestem religijny). OK, a teraz z powrotem do sprawozdania z Poza:

Istota przykryta biało-niebiesko mgłą-szatą prześwietla przy okazji siedzących strażników, którzy przez chwilę wyglądają zupełnie jak normalni ludzie, zaś za sprawą inwigilacyjnej tafli ukazują mi się jako aniołowie. Normalni aniołowie ze skrzydłami. Boże kochany! Czyli oni jednak istnieją. Są ze złota. Ze złotej materii. Tak jak tamci, co niektórzy, którzy byli na podwórku, lecz jeszcze skrzydeł nie mieli. Jednak ci mają, najnormalniej w świecie skrzydła. Siedzi sobie, jakby nigdy nic dwóch aniołów na przedprożu mostu, jakby to było coś zupełnie normalnego. Tafla inwigilacji a z nią tajemnicza postać, przechodzą dalej, a aniołowie z powrotem zamieniają się w normalnych ludzi. Nawet nie poruszeni całą sprawą. Jakieś dżinsy mają na sobie i zwykłe ubranie. Zajęci robotą, czyli siedzeniem niczym posągi u przedwejścia i pilnowaniem progu.

Wyższa istota nieprzerwanie zmierza przez most nad kolorową mgłą i zbliża się do mnie. Jeszcze tylko kolejnych dwóch strażników na moście od mojej strony. Myk, inwigilacja i znów w całej okazałości widzę aniołów. Teraz mogę im się przyjrzeć jeszcze dokładniej bo są o parę kroków ode mnie. Jacy fajni! Jacy cudowni! Jakby ich ktoś posprejował złotą farbą. Ale piękne złote skrzydła! Nie są uśmiechnięci. Nie są też smutni. Są neutralni i bardzo spokojni. Myk! Wyższa istota wyłącza taflę inwigilacji i z powrotem są w ludzkiej postaci. Jednego rozpoznaję ze snu. Tak! To on! To on mi wszczepiał w brzuch kulę świetlną. Coraz więcej świadomości, coraz więcej pamiętam. Kulminacja narasta! Mówię do niego myślą:

-Wiem jak masz na imię! Sorry, że się wtedy śmiałem z ciebie, ale twe imię nie pasowało mi. Myślałem, że byłeś jakąś atrapą, nieprawdziwy. Twoje imię odbiegało od moich przekonań, ale teraz już wiem kim jesteś. Faktycznie aniołowie istnieją, a twoje imię, to Gabriel. Tak? Koleś-Anioł, na chwilę się uśmiecha i przytakuje, po czym natychmiast wraca do pokerowej twarzy..

( ponownie muszę zapałzować, bo to jest tak niewiarygodne i wydaje się jak wzięte z kosmosu. Nie wierzyłem w aniołów. Nawet miałem z nich nabitę. Zawsze wyznaję zasadę: nie zobaczę, nie uwierzę. Zobaczyłem i już wiem, że oni istnieją. Od dawna miałem z nimi kontakt, tylko na siłę naginałem swoje przekonania, bo mi jakoś tak nie pasowali do całości. Pora zweryfikować sumę swoich doświadczeń i wyciągnąć wnioski: nigdy nie należy zamykać się w myślowych schematach. Czyli w religiach po trosze ukryta jest prawda, tylko że strasznie zniekształcona przez osiadły na niej kurz czasu i próby wykorzystywania jej do manipulacji, od której tak silnie uciekam, a przy okazji uciekłem i zamknąłem się w myślowym schemacie nie dopuszczając do świadomości, że coś takiego jak anioł może istnieć. Zwracam honor. Jednak bez obaw: do kościoła nadal nie będę chodził, bo dla mnie to wypaczona instytucja sekciarsko-mafijna, ale w aniołów będę wierzył, a ściślej wiedział że są i faktycznie się nami opiekują, nadzorują. Ok, lecę z reportażem dalej:

Zbliża się kulminacja przypływu uwagi i świadomość, a razem z nią zbliża się ON, a może to ONA... nie wiem, ale pod mglistą szatą skryty jest wielki Ktoś. Kim rzesz on jest? Coś mi świta. Nagle błysk! Szata się osuwa. Istota sama siebie zaczyna prześwietlać by pokazać mi, kim jest faktycznie… Ktoś mnie z tyłu chwyta i unosi w górę bym mógł GO obejrzeć w pełnej okazałości:
Cały jest w kolorze złota. Na głowie ma koronę, a na niej pieczecie-logo. Inaczej tego nie nazwę. Każde logo co innego oznacza i mówi, że posiadacz korony wywiera wpływy w rejonach mu podległych. Podległych złe słowo. Rejonach którymi się opiekuje i uczy czegoś. Ma bardzo duże wpływy i rozległe królestwo swej nauki. Jego korona to suma innych koron, jakby był królem-królów. Opadam lekko w dół i widzę jego czoło. Między oczami ma kolejną pieczęć-logo. Jest to zbiór najcudowniejszych i dobrych myśli z wymiarów, z których pochodzi i doświadczeń, które zebrał. W logo dostrzegam starożytne filozofie najsłowniejszych myślicieli. Widzę ich twarze, ich zmieniające się i przechodzące jeden w drugi profile. Myk-myk-myk: Arystoteles, Sokrates, ktoś z Indii, ktoś w turbanie, ktoś z poza ziemi, nie humanoid… Przechodzenie profili jeden w drugi przyspiesza i zamienia się w jeden uniwersalny o wspólnym mianowniku cudowny profil. Boże, to ktoś wybitnie mądry. Nie mam co do tego wątpliwości. Suma wszystkich mędrców wszechczasów nie tylko żyjących na ziemi. Bo on jest z innego wymiaru. Badam go dalej. Pomaga mi przy tym istota znajdująca się za plecami. Mój MTJ? Nie wiem, nie ważne. Zsuwa mnie w dół i widzę co ma wielki król-królów na szyi, a ściślej w gardle... wypisz wymaluj, to postać Jezusa! Szczęka mi opada, nie wiem co powiedzieć. Czuję niewerbalny komunikat w głowie:
-głoszę nauki miłości...
Za wiele jak na jeden raz. Co za postać! Co za istota! Jezu Chryste!
-Czyli ty jesteś Jezus Chrystus?
Znów niewerbalnie:
-między innymi złożony z niego...

Czyli to jesteś ty Jezusie? Na imię masz Jezus? To jeden z członów twojego długiego i nie do wypowiedzenia imienia. Jezus to twój aspekt. Twoja część. Czyli jesteś Jezusem, a raczej czymś więcej...
Opuszczają mnie niżej i widzę na wysokości serca coś co... co nie sposób ubrać w słowa. Nawet nie próbuję, jest to takie piękne COŚ... jeszcze niżej… Czuję, że faza się cofa. Pierwszy raz się cieszę z tego powodu. Za duże jak na jedno doświadczenie nawet dla starego OBE Maniaka... gdy myślę o sobie ktoś z tyłu delikatnie pochyla mi głowę bym mógł obejrzeć siebie w blasku prześwietlającego promienia odbitego od złotej Istoty w koronie, bym się w końcu dowiedział i przyjął do wiadomości kim jestem, gdzie przynależę, czym jest moja tożsamość…
tyle…

jestem w ciele. Wstaję z wyrka i widzę dookoła niebieską poświatę. Automatycznie wykonuję test rzeczywistości. Chwilę zastanowiłem się, czy nie jestem jeszcze w poza. Nie, to na pewno Real. Dziwnie się czuję. Trochę mi się kręci w głowie i jakoś tak się chwieję, ale nie ciałem fizycznym, tylko w środku. Nad głową czuję przestrzeń i wiatr, faktura reala ma niebieskie kontury…
Tego dnia będzie mi ciężko wrócić do rzeczywistości, a raczej do stanu umysłu, w którym muszę być, by dalej odgrywać społeczną rolę. Najchętniej bym sobie pomilczał, posiedział i zastygł w cudownym bezruchu…

Cóż mogę rzec jeszcze... zwracam Ci honor Jezusie. Pojechałem po tobie swoją niewyparzoną gębą w „MIWPC”. Jak kiedyś napiszę dwójkę, to przede wszystkim ze względu na Ciebie... Faktycznie jesteś. Dziwnie to brzmi, bo wydawało mi się, że jestem twoim przeciwnikiem, a jednak nie. Mamy tą samą tożsamość i… kolor…

Wpis ten dedykuję kościołowi katolickiemu, do którego, proszę mi wybaczyć, nadal nie będę uczęszczał, chyba, że księża zaczną praktykować OBE/LD :)

DS"
Go to the top of the page
 
+Quote Post
1 Dzięki masa za ten przydatny wpis:
Kimkolwiek
Alcior
post 19.05.2011 - 18:07
Post #19


Częsty Gość Rodziny
**
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1



Masa dzieki wielkie za to az sie rozplakalem mialem metlik w glowie przez to cale OOBE ale teraz jakos zaczyna mi sie to wszystko ukladac. Jeszcze tylko pytanie to sa twoje wspomnienia z podroz astralnych czy wiziales to skads jesli tak to prosze o link.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
masa
post 19.05.2011 - 18:12
Post #20


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 1037

Notatnik


To Darka Proszę Shizmo ostatnio wrzucał ten link słabo czytasz:) :

http://www.obemania.pl/index2.php-id=blog.htm
Go to the top of the page
 
+Quote Post
kis-kos
post 20.05.2011 - 08:17
Post #21


Znajomy Rodziny
****
Grupa: Podróżnicy
Punkty prestiżu: 9



CYTAT(masa @ 19.05.2011 - 18:20) *
"odcinek 13: Prześwietlanie

Piszę na świeżo. Doznanie, które miało dzisiaj miejsce, mocno mną wstrząsnęło. Sam już nie wiem, co o tym myśleć. Opiszę wszystko jak było i absolutnie niczego nie zinterpretuję. Boże, normalnie nie wiem, o co chodzi:

Trwa sen. Uczestniczę w nim i nie mam jeszcze świadomości, jedynie pamięć. Od tej chwili pamiętam całe wydarzenie. Świadomość powoli napłynie, a jej kulminacja będzie w szczytowym momencie doświadczenia na końcu. Zupełnie jakbym miał wszystko zapamiętać, ale w nic nie ingerować, tylko bacznie obserwować. Oto, co się dzieje:

Stoję, a raczej unoszę się parę centymetrów nad kamienistą drogą. W oddali widzę rozległy dziedziniec. Wielkie podwórze usytuowane między parterowymi budynkami ułożonymi w kształt litery ?C?. Na podwórzu trwa krzątanina. Każdy czymś jest pochłonięty, gada do siebie, coś próbuje robić, przypomina to wielką krzątaninę zaabsorbowanych czymś ludzi. Co oni właściwie robią? Zadaję to pytanie i w tej samej chwili uświadamiam sobie, że sam tam przed sekundą byłem i jako nieprzytomny śniłem. Przypomniałem sobie.
Napływa więcej uwagi i świadomości. To są śpiący ludzie, istoty odbywające sen. Przyglądam im się uważnie. Normalni, zwykli ludzie, nic ciekawego. Łażą w tę i we w tę. Pośród nich są nieco wyżsi, nie chodzący, tylko zamarli w bezruchu ludzie o innym spojrzeniu i wyrazie twarzy. Patrzą na tych co śnią i bacznie obserwują ich poczynania. Przypomina to jakąś szkołę, wybieg dla śpiących.

W sumie nie jest tak daleko. Może podejść i zbadać to z bliska? Musiałbym przejść przez kamienny, łukowy mostek zawieszony nad wartkim strumieniem. Ale nie płynie w nim woda, tylko kolorowa, mglista substancja. To przecież ta sama co przy szczelinie! I w tej chwili napływa jeszcze więcej świadomości. Dobra, idę to bliżej zbadać. W tym momencie nie mogę się ruszyć. Ktoś z tyłu, o ciepłych wibracjach, unieruchamia mnie i mówi bez słów: ?obserwuj co się będzie działo? Od tej chwili akcja przybiera nieoczekiwanego zwrotu:

Z tyłu dziedzińca, na samym jego końcu, normalnie ze ściany budynku wyłania się POSTAĆ. Jest całkowicie inna niż pozostałe. Narzuconą ma na siebie zwiewną białobłękitną szatę. Nie jest w nią odziana, to tylko pewne przykrycie, kamuflaż. Materiał nie dotyka jego ciała, tylko zasłania go całego włącznie z głową. Istota nie idzie, tylko jakby płynie. Materiał powiewa na niej z gracją i wzniosłością, jakby był dumny, że może zaznać zaszczytu i służyć jako mgliste odzienie. Co to za istota? Przypominam sobie coś. Niedawno ją spotkałem. Napływa kolejny fragment wspomnień, a dzięki niemu większa świadomość. Istota bardzo się wyróżnia, nie da się jej przeoczyć. Jest całkowicie inna?o boże kochany, co ona robi?!

Jestem świadkiem niesłychanej rzeczy, pierwszy raz coś takiego widzę:
Postać w zwiewnej szacie staje na środku wielkiego podwórza pośród śniących i łagodnie obracając się wokół własnej osi prześwietla ludzi. Inaczej tego nie nazwę... Zupełnie, jakby jego osoba wrośnięta była w taflę przezroczystej ściany, za pomocą której, obracając się dookoła, zdejmuje z ludzi ich śniąca strukturę i obnaża ich totalnie, sprawdzając kto, jest kto i jak idą postępy... Jakby szukał swoich ludzi, odszukiwał ich pośród śniących. O! znalazł jednego, a teraz drugiego! i kolejnego! jest ich sporo. Boże, oni są ze złota! Z jakiejś dziwnej, złotej substancji. Tak mniej więcej, co dziesiąty jest jego człowiekiem, jego częścią. A on, wielki, dogląda ich, czy wszystko jest ok i przebiega pomyślnie proces... Nie jest wysoki, ale wielki w swojej strukturze i w tym, kim jest. Wyczuwam jego ogromną siłę i coś, co można nazwać wybitnym profesjonalizmem w czymś, w jakiejś skomplikowanej dziedzinie. Jest idealny w tym, co robi. O boże! kto to jest? W tym momencie, wyczuwając moją myśl, przerywa obracanie się i zaczyna iść w moim kierunku. Powoli, dostojnie, niczym unoszony na falach. Wciąż towarzyszy mu ściana przezroczystej energii inwigilacyjnej. Nie przerywa prześwietlania. Idzie w moim kierunku i wszystko sprawdza. Zbliża się do kamiennego mostu. U jego progu, niczym strażnicy, siedzą dwie istoty o nieustalonej płci. Tafla prześwietlającej energii przechodzi przez nich i widzę kim naprawdę są...

(tu muszę koniecznie przerwać i o czymś ważnym przypomnieć: jestem niewierzący, nie wyznaję żadnej religii. To co za chwilę napiszę, jest jak najbardziej obiektywne i widziane chłodnym okiem obserwatora, jakim dzisiaj byłem w czasie wydarzenia. Wierzę w istnienie boga, jako wyższej siły, ale nie jestem religijny). OK, a teraz z powrotem do sprawozdania z Poza:

Istota przykryta biało-niebiesko mgłą-szatą prześwietla przy okazji siedzących strażników, którzy przez chwilę wyglądają zupełnie jak normalni ludzie, zaś za sprawą inwigilacyjnej tafli ukazują mi się jako aniołowie. Normalni aniołowie ze skrzydłami. Boże kochany! Czyli oni jednak istnieją. Są ze złota. Ze złotej materii. Tak jak tamci, co niektórzy, którzy byli na podwórku, lecz jeszcze skrzydeł nie mieli. Jednak ci mają, najnormalniej w świecie skrzydła. Siedzi sobie, jakby nigdy nic dwóch aniołów na przedprożu mostu, jakby to było coś zupełnie normalnego. Tafla inwigilacji a z nią tajemnicza postać, przechodzą dalej, a aniołowie z powrotem zamieniają się w normalnych ludzi. Nawet nie poruszeni całą sprawą. Jakieś dżinsy mają na sobie i zwykłe ubranie. Zajęci robotą, czyli siedzeniem niczym posągi u przedwejścia i pilnowaniem progu.

Wyższa istota nieprzerwanie zmierza przez most nad kolorową mgłą i zbliża się do mnie. Jeszcze tylko kolejnych dwóch strażników na moście od mojej strony. Myk, inwigilacja i znów w całej okazałości widzę aniołów. Teraz mogę im się przyjrzeć jeszcze dokładniej bo są o parę kroków ode mnie. Jacy fajni! Jacy cudowni! Jakby ich ktoś posprejował złotą farbą. Ale piękne złote skrzydła! Nie są uśmiechnięci. Nie są też smutni. Są neutralni i bardzo spokojni. Myk! Wyższa istota wyłącza taflę inwigilacji i z powrotem są w ludzkiej postaci. Jednego rozpoznaję ze snu. Tak! To on! To on mi wszczepiał w brzuch kulę świetlną. Coraz więcej świadomości, coraz więcej pamiętam. Kulminacja narasta! Mówię do niego myślą:

-Wiem jak masz na imię! Sorry, że się wtedy śmiałem z ciebie, ale twe imię nie pasowało mi. Myślałem, że byłeś jakąś atrapą, nieprawdziwy. Twoje imię odbiegało od moich przekonań, ale teraz już wiem kim jesteś. Faktycznie aniołowie istnieją, a twoje imię, to Gabriel. Tak? Koleś-Anioł, na chwilę się uśmiecha i przytakuje, po czym natychmiast wraca do pokerowej twarzy..

( ponownie muszę zapałzować, bo to jest tak niewiarygodne i wydaje się jak wzięte z kosmosu. Nie wierzyłem w aniołów. Nawet miałem z nich nabitę. Zawsze wyznaję zasadę: nie zobaczę, nie uwierzę. Zobaczyłem i już wiem, że oni istnieją. Od dawna miałem z nimi kontakt, tylko na siłę naginałem swoje przekonania, bo mi jakoś tak nie pasowali do całości. Pora zweryfikować sumę swoich doświadczeń i wyciągnąć wnioski: nigdy nie należy zamykać się w myślowych schematach. Czyli w religiach po trosze ukryta jest prawda, tylko że strasznie zniekształcona przez osiadły na niej kurz czasu i próby wykorzystywania jej do manipulacji, od której tak silnie uciekam, a przy okazji uciekłem i zamknąłem się w myślowym schemacie nie dopuszczając do świadomości, że coś takiego jak anioł może istnieć. Zwracam honor. Jednak bez obaw: do kościoła nadal nie będę chodził, bo dla mnie to wypaczona instytucja sekciarsko-mafijna, ale w aniołów będę wierzył, a ściślej wiedział że są i faktycznie się nami opiekują, nadzorują. Ok, lecę z reportażem dalej:

Zbliża się kulminacja przypływu uwagi i świadomość, a razem z nią zbliża się ON, a może to ONA... nie wiem, ale pod mglistą szatą skryty jest wielki Ktoś. Kim rzesz on jest? Coś mi świta. Nagle błysk! Szata się osuwa. Istota sama siebie zaczyna prześwietlać by pokazać mi, kim jest faktycznie? Ktoś mnie z tyłu chwyta i unosi w górę bym mógł GO obejrzeć w pełnej okazałości:
Cały jest w kolorze złota. Na głowie ma koronę, a na niej pieczecie-logo. Inaczej tego nie nazwę. Każde logo co innego oznacza i mówi, że posiadacz korony wywiera wpływy w rejonach mu podległych. Podległych złe słowo. Rejonach którymi się opiekuje i uczy czegoś. Ma bardzo duże wpływy i rozległe królestwo swej nauki. Jego korona to suma innych koron, jakby był królem-królów. Opadam lekko w dół i widzę jego czoło. Między oczami ma kolejną pieczęć-logo. Jest to zbiór najcudowniejszych i dobrych myśli z wymiarów, z których pochodzi i doświadczeń, które zebrał. W logo dostrzegam starożytne filozofie najsłowniejszych myślicieli. Widzę ich twarze, ich zmieniające się i przechodzące jeden w drugi profile. Myk-myk-myk: Arystoteles, Sokrates, ktoś z Indii, ktoś w turbanie, ktoś z poza ziemi, nie humanoid? Przechodzenie profili jeden w drugi przyspiesza i zamienia się w jeden uniwersalny o wspólnym mianowniku cudowny profil. Boże, to ktoś wybitnie mądry. Nie mam co do tego wątpliwości. Suma wszystkich mędrców wszechczasów nie tylko żyjących na ziemi. Bo on jest z innego wymiaru. Badam go dalej. Pomaga mi przy tym istota znajdująca się za plecami. Mój MTJ? Nie wiem, nie ważne. Zsuwa mnie w dół i widzę co ma wielki król-królów na szyi, a ściślej w gardle... wypisz wymaluj, to postać Jezusa! Szczęka mi opada, nie wiem co powiedzieć. Czuję niewerbalny komunikat w głowie:
-głoszę nauki miłości...
Za wiele jak na jeden raz. Co za postać! Co za istota! Jezu Chryste!
-Czyli ty jesteś Jezus Chrystus?
Znów niewerbalnie:
-między innymi złożony z niego...

Czyli to jesteś ty Jezusie? Na imię masz Jezus? To jeden z członów twojego długiego i nie do wypowiedzenia imienia. Jezus to twój aspekt. Twoja część. Czyli jesteś Jezusem, a raczej czymś więcej...
Opuszczają mnie niżej i widzę na wysokości serca coś co... co nie sposób ubrać w słowa. Nawet nie próbuję, jest to takie piękne COŚ... jeszcze niżej? Czuję, że faza się cofa. Pierwszy raz się cieszę z tego powodu. Za duże jak na jedno doświadczenie nawet dla starego OBE Maniaka... gdy myślę o sobie ktoś z tyłu delikatnie pochyla mi głowę bym mógł obejrzeć siebie w blasku prześwietlającego promienia odbitego od złotej Istoty w koronie, bym się w końcu dowiedział i przyjął do wiadomości kim jestem, gdzie przynależę, czym jest moja tożsamość?
tyle?

jestem w ciele. Wstaję z wyrka i widzę dookoła niebieską poświatę. Automatycznie wykonuję test rzeczywistości. Chwilę zastanowiłem się, czy nie jestem jeszcze w poza. Nie, to na pewno Real. Dziwnie się czuję. Trochę mi się kręci w głowie i jakoś tak się chwieję, ale nie ciałem fizycznym, tylko w środku. Nad głową czuję przestrzeń i wiatr, faktura reala ma niebieskie kontury?
Tego dnia będzie mi ciężko wrócić do rzeczywistości, a raczej do stanu umysłu, w którym muszę być, by dalej odgrywać społeczną rolę. Najchętniej bym sobie pomilczał, posiedział i zastygł w cudownym bezruchu?

Cóż mogę rzec jeszcze... zwracam Ci honor Jezusie. Pojechałem po tobie swoją niewyparzoną gębą w ?MIWPC?. Jak kiedyś napiszę dwójkę, to przede wszystkim ze względu na Ciebie... Faktycznie jesteś. Dziwnie to brzmi, bo wydawało mi się, że jestem twoim przeciwnikiem, a jednak nie. Mamy tą samą tożsamość i? kolor?

Wpis ten dedykuję kościołowi katolickiemu, do którego, proszę mi wybaczyć, nadal nie będę uczęszczał, chyba, że księża zaczną praktykować OBE/LD :)

DS"




dziękuje bardzo fajne - w Puławach podobnie ujął temat z tymi kolorami, załóżmy, że to co widział to było właśnie to. I chodzi o to, aby stać się tymi istotami ze złota a nie kimś kto tylko na to patrzy z boku. Jeszcze raz podkreślam z mojego doświadczenia wynika że obe to nie umiejętność tylko coś na zasadzie symbiontu, który to w nas wywołuje i nie jest prezentem od Boga. Pzdr ps. a do kościoła jak chcesz, ale przeczytaj raz Nowy Testament z otwartym serduchem 10 dni jak się przyłożysz.


a tu taka mała namiastka:

http://www.youtube.com/watch?v=3aKuV_1catY
Go to the top of the page
 
+Quote Post

13 Stron V   1 2 3 > » 
Reply to this topicStart new topic

 

Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park