Niewytłumaczalne Wydarzenia W Naszym życiu Tu I Teraz., Piszemy to co uważamy za niewytłumaczalne lub niesamowite. |
|
|
Tulsi
|
08.06.2013 - 17:56
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 852
Dołączył: 11.03.2013
Nr użytkownika: 9350

|
Nie wiem czy taki temat gdzieś tu już jest. Jeśli tak, to proszę Cię twistoid, skasuj ten mój temat ( moim zdaniem nowy ).
Ja mam wiele do opowiedzenia w sprawie niesamowitości i niewytłumaczalności wielu wydarzeń z mego życia, a i innych znanych mi osób również.
Zacznę od tego, co mi się przytrafiło dzisiaj. Odwiedziłam dawno niewidzianą rodzinę mieszkającą ode mnie 60 km. Wzięłam torbę z prezentami, bo jest tam mały 6 letni chłopczyk. Torba zwyczajna, ekologicza, z Żabki. Zielona jak żaba :)
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i czas mi było ruszać do domu.
Za jakieś 10 min. po moim odjeździe, odezwał się mój telefon. Członek rodziny powiadomił mnie, że zapomniałam zabrać od nich moją zieloną torbę. Powiedziałam że to żaden problem, bo jak będę następnym razem, to mogę ją sobie ewentualnie odebrać, przecież to nie moja jedyna torba na zakupy. Faktem jest, że mam wiele toreb, ale ta była taka moja ulubiona.
Ledwie weszłam do domu, a prawie za mną przyszedł mój znajomy z mojej klatki ( mieszkam w bloku ). Prawie z nim na co dzień nie rozmawiam, tylko "dzień dobry". Wsadził głowę w drzwi i oznajmił mi, że ma darmową ekologiczną torbę dla mnie, że on ma taką samą i jej nie potrzebuje, i że przyszło mu na myśl, aby tę torbę podarować akurat mnie.
To była identyczna torba, którą zostawiłam u rodziny !
No zatkało mnie, wzięłam, podziękowałam, znajomy poszedł sobie.
I zaczęłam rozważać : faktem jest, że ta utracona torba była mi szczególnie przydatna. Lubiłam ją. Faktem też jest to, że zostawiłam ją u rodziny na czas nieokreślony ( bardzo rzadko się widujemy ), wcale mnie nie zmartwił.
Po skończonej rozmowie z członkiem rodziny na temat tej zapomnianej torby, po chwili zapomniałam o tym.
A jednak ta torba się u mnie pojawiła prawie natychmiast................ Nie potrafię tego nijak sobie wytłumaczyć, ale w tym temacie nie o to chodzi, tylko o to, żeby dzielić się swoimi doświadczeniami.
Zapraszam.
Ps. Mam w zanadrzu jeszcze inne niewytłumaczalne opowiastki, no ale nie wszystko naraz, bo to byłoby nudne :)
|
|
|
|
|
|
Tulsi
|
08.06.2013 - 19:36
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 852
Dołączył: 11.03.2013
Nr użytkownika: 9350

|
CYTAT(I L'OBE YOU @ 08.06.2013 - 19:17)  Przeżyłem śmierć kliniczną w wieku 5 lat.
<pisać pisać, bo słyszałem że tera tematy zamykajo, zwłaszcza paranormalne> No chyba twistoid nie zamknie, bo przypuszczam że ma nam również wiele do opowiedzenia ze swoich paranormalnych doświadczeń. Bo każdy z nas je ma, wystarczy być skrupulatnym obserwatorem samego siebie i wokół siebie. Wierzę Ci, że przeżyłeś śmierć kliniczną w wieku 5 lat. Wszak wiek nie ma tu nic do rzeczy, moim zdaniem. Ja takowej nie przeżyłam, ale wiele na ten temat publikacji czytałam, a poza tym, miałam w najbliższej rodzinie osobę, która miała zawał serca i znalazła się 'poza". Parę lat temu ta osoba odeszła z tego planu, ale jak wcześniej mnie zapewniała, nie bała się śmierci fizycznej, bo wiedziała, że jest realne życie nadal... Dwa razy w życiu miałam spontany OOBE, nie wiedzieć czemu, ale były. Też widziałam swoje ciało leżące na łóżku ( byłam zdrowa ), a mimo to, doznałam wcześniej dziwnych wibracji. Były krótkotrwałe, coś jakby popieścił mnie prąd, ale zupełnie bezbolesne. Takie jakieś były "grubofaliste", no nie właśnie szybkie, tylko takie łagodniejsze, nie wiem jak to wytłumaczyć. Za pierwszym razem "ocknęłam się" wisząc obok mojego łóżka.....głową w dół ! Obok widziałam moje śpiące ciało. Tak mnie to wystraszyło ( choć wcześniej czytałam pierwszy tom Monroe'a ), że momentalnie wstrzeliło mnie z powrotem do ciała. A za drugim razem jak mnie wystrzeliło, to już wiedziałam co jest grane, i sobie przeszłam przez ścianę :) Były pewne trudności, jakiś niedługi czas to trwało, to było jakby moje molekuły przeciskały się przez gąbkę, nie mam na razie innego na to określenia na to przełażenie przez ścianę :):) To już jak przeciskałam się przez tę astralną ścianę, to znaczy chyba te molekuły, bo moje ciało niesamowicie się wtedy rozrzedziło, to widziałam wtedy tylko taką jakby jasną, trochę rozświetloną szarość tego terytorium ( tej ściany ). I jak już stamtąd wylazłam, to pojawiła się przede mną najnormalniejsza w świecie rzecz, a mianowicie jakaś mi nieznana ziemska miejscowość. Jakaś wioska jakby, tam były rzadko usytuowane domy. To był typowo ziemski teren, ale mi nieznany. I unosiłam się w powietrzu, robiłam beczki i jakieś inne piruety i akrobacje powietrzne, i co dziwne, że wydawało mi się, że ludzie pode mną to widzą i podziwiają moje umiejętności akrobatyczne:) Bynajmnie zadzierali głowy do góry i "podziwiali" moje wyczyny :) W pewnym momencie "przypłynęłam" nad jakiś jednopiętrowy budynek nad jakąś niby wioską czy osadą. Podpłynęłam pod jedno z okien na 1 piętrze. W pokoju siedziały dwie kobiety. Postanowiłam celowo je trochę przestraszyć, tak dla żartów. Zapukałam w okno, ciągle wisząc na zewnątrz. Chyba usłyszały, bo przerwały rozmowę, gapiąc się na to okno na 1 piętrze gdzie ktoś nagle bez drabiny puka. Zapukałam jeszcze raz, tak dla jaj :) Zerwały się z krzeseł, ciężko przerażone, a ja poczułam, że trochę przeholowałam w tej astralnej zabawie. Oddaliłam się od tego budynku, i nagle przyszło mi na myśl, że polecę sobie do Indii, o czym od dawna marzyłam. I już zrywałam się do lotu, a tu nagle usłyszałam nie głos, tylko myśl ( nie moją ) w mojej głowie: Wracaj natychmiast do ciala. Na razie nie masz jeszcze sił, aby udać się tak daleko." A ja na to: " Ani mi się śni ! Jest mi tak dobrze, że nie wracam ! " A ta myśl: "Wracaj natychmiast !" A ja: Nie, nie nie !!! Nagle, właściwie znikąd, zaczął do mnie dryfować ogromny, okrągły przecudny bukiet kwiatów, misternie złożony z rózowych główek kosmosu podwójnie pierzastego :) Zielarz, znasz te popularne u nas pajączki lub motylki ? :) Taka kwiecista kula to była, bardzo delikatna i misterna :) Jak już była w moim zasięgu, to pstryknęłam ją palcem z intencją : leć zamiast mnie do Indii. I w tym momencie ocknęłam się w swoim ciele na własnym łóżku. Z nerwów aż się popłakałam, że ten "ktoś" mi nie pozwolił na to co chcę ..... Ech..................z jednej strony to było fajne doświadczenie, ale z drugiej bardzo przykre, takie ograniczające :((( Tak czy siak, za parę lat znalazłam się w Indiach i to nie tylko raz......bo trzy razy :) Aha. I w USA się znalazłam na dłuższy dość czas ( 2 lata ), choć wcale o tym nie marzyłam, to coś jak z tym mojej mamy świerzbem, tzn. tym przeze mnie urojonym.....lub z tą zieloną torbą z Żabki :) Nie chciałam, a wydarzyło się, cholera wie po co :))) Oj.....czuję że narupieciłam tu zdrowo, chyba za dużo jak na jeden post, za co przepraszam, bo kto by miał cierpliwość czytać w nieskończoność moje długie i być może nudne wywody ?
|
|
|
|
|
|
Echelon
|
08.06.2013 - 22:44
|
Członek Rodziny
Grupa: Podróżnicy
     
Postów: 67
Dołączył: 27.12.2011
Skąd: Łódż
Nr użytkownika: 8677

|
Wkleję sytuację, którą opisałem już w innym temacie. Do tego wątku pasuje jednak idealnie, więc pozwolę sobie opisać ją drugi raz. CYTAT(Echelon @ 26.05.2013 - 12:01)  Ogólnie byłem wtedy w dość trudnym życiowo okresie. Miałem poczucie, że skupiam się za bardzo na imprezowaniu, na takich pustych przyjemnościach. W ogóle nie zagłębiałem się emocjonalnie w życie. Dialogi przeze mnie prowadzone często były puste, nie wnosiły nic pod kątem emocjonalnym do mojego życia. Był tylko śmiech i używki. Uważałem, że żyłem życiem, ale tak naprawdę przechodziłem obok niego. Dostrzegałem to coraz bardziej i intensywniej, ale byłem tak zakleszczony, że nie umiałem zrobić nic, oprócz posiadania wyrzutów sumienia i częstej chęci zmiany. Dodatkowo od jakiegoś czasu słyszałem głosy. Rzadko były to głosy słyszalne fizycznymi uszami. Często były to jakby cudze myśli w mojej głowie. Miałem też często wrażenie, że czytam w cudzych myślach. Potrafiłem bardzo dobrze oceniać cudze emocje, cudze nastawienie, szczególnie do mnie. Byłem wtedy ateistą, nie wierzyłem w istnienie Boga, ale te głosy, które początkowo uważałem za chorobę psychiczną, coraz bardziej pasowały mi na jakieś istoty, które mnie dręczą.
Chcę zaznaczyć, że nie czytalem wcześniej żadnej książki o wychodzeniu z ciała, nie wiedziałem, że coś takiego istnieje, nie czytałem nic o jakichkolwiek dziwnych sytuacjach. Byłem zwykłym trochę zagubionym i błądzącym chłopakiem. Chcę też zaznaczyć, że tak jak napisał Suchowiec - wcale nie bałem się tego co będzie potem. Byłem wcześniej wychowywany w wierze katolickiej, ale ta cała wiara wydała mi się po prostu głupkowata i wyparłem ją z siebie. Nie potrzebowałem jej - wystarczyła mi świadomość, że przede mną całe życie tutaj, w świecie fizycznym.
Wyobraźcie sobie, że jako wyżej opisany człowiek, ateista pewnego dnia wychodzę z biblioteki. Idę ulicą i nagle czuję się tak, że jakby jestem w centrum wszystkiego - cały świat kręci się wokół mnie. Nie chodzi o to, że stałem się pępkiem świata nagle. Punktem wyjściowym, który łatwo zobrazuje Wam moje sampoczucie - de ja vu, ale to zupełnie coś innego, chciałem, zebyście zrozumieli mniej więcej, o co chodzi - każdy de ja vu miał :). Bardziej można to wszystko opisac jako granie w jakimś przedstawieniu. Być może ktoś z Was występował kiedyś w szkolnym teatrzyku, więc łatwiej będzie mu zrozumieć :) No więc czułem się tak, jakbym tę scenkę odgrywał już któryś raz. Wiedziałem dokładnie co się wydarzy, ale to nie było jak w tradycyjnym de ja vu. To bylo coś 100x bardziej intensywnego. Byłem po prostu głównym aktorem przedstawienia, które wszyscy dookoła odgrywali.
Idę więc odczuwając ten niesamowity stan. Nie wiedziałem co się dzieje, nie potrafiłem tego ogarnąć. pierwsze dziwne wydarzenie - spotkałem na swojej drodzę dziewczynę idącą w stronę bibiloteki - nieznajomą. Tydzień wcześniej spotkałem ją w innej bibliotece - mam bardzo dobrą pamięć do twarzy. Podchodzi do mnie około 100m od wejścia do biblioteki i pyta się: "czy przed wejściem do biblioteki trzeba zostawić kurtkę w szatni?" odpowiedzialem, że tak i poszedłem dalej. Pytanie co najmniej dziwne i na pewno uzyskanie odpowiedzi na nie nie było celem pytającej, bo było to bez sensu po prostu :). Od razu pojawiła mi się w głowie myśl, że chciała nawiązać kontakt ze mną, a ja jak zwykle swoją pustą i bezemocjonalną odpowiedzią zakończyłem sprawę :). Chwilę po tym z parku zza ogrodzenia krzyczy ktoś: "Ty debilu" - autentycznie krzyk - nie był to głos w głowie, bo takie coś znałem od dawna, tylko wyraźny krzyk i wiedziałem, że był on skierowany do mnie w celu ogarnięcia mnie. Idę dalej wszyscy ludzie mi się przyglądają - ale nie tak jak normalnie idąc ulicą, ludzie się sobie przyglądają jakieś delikatne spojrzenia. Wszyscy mijający mnie (jakieś 5 osób łącznie - różny przekrój społeczeństwa) patrzyli na mnie zdecydowanie, kierując głowy w moją stronę. Było to naprawdę dziwne. Cały czas jestem w tym samopoczuciu jak z jakiegoś przedstawienia i jest ono cały czas tak samo intensywne. Akcja trwała z jakieś 1,5 minuty - dłuugie 1,5 minuty. Zakładam słuchawki na uszy i przysięgam na wszystko co kocham - naciskam play i w tym momencie leci tekst piosenki Białasa (nie pamiętam tytułu - taki raper z Warszawy) - "Bóg ciągle czuwa, to taka gra i nie pomoże ci jej wygrać puste bla, bla, bla ... czekaj na kolejne projekty" W tym momencie wszystko pryska, całe to uczucie. Czuję się tak jak po wybudzeniu z jakiegoś lekkiego snu. Tak jakby kamień spadł mi z serca, jak się dowiadujesz, że np nic poważnego się nie stało - nigdy takiego uczucia nie miałem. Coś jak wyjście z de ja vu, ale duuużo mocniejsze.
W tym momencie, ja ateista, zrozumiałem - jest jakaś niewyobrażalna dla nas siła sprawcza, która tym wszystkim steruje. Te głosy, które słyszałem, miały wyprowadzić mnie na prostą, uświadomić mi pustkę, której doświadczałem. Zrozumialem, że w tym świecie dochodzi do rzeczy, o których nam się nie śniło. Dopiero po tym wydarzeniu zacząłem zagłębiać się bardziej w kwestie opętań itd. Dotarłem to kwestii związanych z OOBE, ogólnie rozwojem świadomości. Postanowiłem zrobić krok do przodu i się zmienić w kogoś, kto bardziej emocjonalnie podchodzi do świata - uwolniłem swoją duszę z tych łańcuchów, które coraz bardziej mnie więziły. Zmieniłem życiowe priorytety na takie, które dają mi satysfakcję do dziś. Moje życie od tamtego momentu potoczyło się błyskawicznie w dobrą stronę. Spotkało mnie mnóstwo dobrego, tak z emocjonalnego punktu widzenia.
Na finał chce powiedzieć, ze w 1 z dwóch ostatnich książek Darka Sugiera, znalazłem coś, ze aż ciary mi przeszły. Opisywał jak znalazł się w śnie, w ciele jakiegoś swojego wcielenia i je normalnie przeżywał jakby fizycznie. Otóż ja, wychodząc z bibilioteki czułem się podobnie jak on w tym opisywanym przez siebie przeżyciu, tylko jakby z drugiej strony. Poczułem jakby to ktoś we mnie wszedł. Może ja w jakimś śnie lub innym wcieleniu wszedłem w siebie w tej fizycznej rzeczywistości i stąd cała ta dziwna sytuacja?
Może uznacie, że to zwykły opis przeżyć jakiegoś świra - nie odbierze mi jednak nikt realności tego, czego doświadczyłem i świadomości jaką teraz posiadam :) Pozdrawiam
|
|
|
|
|
|
Echelon
|
09.06.2013 - 09:41
|
Członek Rodziny
Grupa: Podróżnicy
     
Postów: 67
Dołączył: 27.12.2011
Skąd: Łódż
Nr użytkownika: 8677

|
CYTAT(Zyga @ 09.06.2013 - 05:27)  Czytając pokolei całą Twoją opowieść pomyślałem sobie, że Ty miewałeś OBE na jawie. Stąd te słyszalne głosy w głowie i zauważane przez Ciebie dusze mijanych osób. Puenta w Twoim opowiadaniu to potwierdza. Wiesz co Zyga, nie myślałem nigdy o tym w ten sposób. Te głosy to wiadomo, jedni powiedzą, że to po prostu była schizofrenia. Ja w ogóle uważam, że wiele chorób psychicznych odbieramy nie naszym fizycznym umysłem, a naszą duszą. Zamiast leków, zapewne często wystarczy medytacja, chęć bycia lepszym człowiekiem i po chorobie psychicznej. Ja np. zacząłem medytować, zmieniłem podejscie do życia i głosy przestały być słyszalne. Uważam po prostu, że w przypadku chociażby schizofrenii, ludzka dusza jest jakoś dręczona przez istoty z innego wymiaru. To nie są głosy tworzone przez nas, tylko faktycznie pochodzące od jakichś istot. W związku z tym, że nie są one z naszego fizycznego wymiaru, odbieramy je jako głosy w naszej głowie. Być może dusze ludzi psychicznie chorych w wielu przypadkach wprowadziły się przez swoje postępowanie w niskie wibracjje + są jakoś tam otwarte na doznania tego typu i stąd rodzi się u nich jakaś choroba psychiczna np. schizofrenia. Zamiast faszerować ludźmi lekami zamulając w ten sposób ciało i ducha (owszem bodźce nie są wtedy odbierane, ale leczymy skutek a nie przyczynę), człowiek powinien mocno nad sobą pracować, a problemy moim zdaniem zniknęłyby - pozbylibyśmy się przyczyny naszej udręki. Tak było u mnie, ale na pewno nie u każdego to zadziała - trzeba być otwartym, dopóścić możliwość opisanego przeze mnie scenariusza. Dodatkowo ja mimo wszystko rozgraniczałem jakoś te głosy, nie poddałem się im jak typowy schizofrenik. Oczywiście mogę się też mylić, to przecież tylko moja laicka interpretacja tego, co spotkało mnie i spotyka wielu innych ludzi. Co do wyjścia z ciała. Nigdy nie miałem pełnego wyjścia z ciała w czasie snu, a od jakiegoś czasu w ogóle nie podejmuje prób. Wtedy w ogóle nie wiedziałem nic o wychodzeniu z ciala, więc zapamiętałem to jako naprawdę realne zdarzenie w świecie fizycznym. Naprawdę wszystko było identyczne realne jakbym nigdzie się nie przenosił swoją świadomością. Cały czas patrzyłem na świat tymi samymi oczami, tylko uczucie wewnątrz mnie było jakieś bardzo dziwne. Nigdy nie przyszło mi przez myśl, że to mogło się wydarzyć poza fizyczną rzeczywistości i trudno mi w to uwierzyć :). Miałem jeszcze kiedyś sytuację taką, że byłem mocno niewyspany. Miałem tego dnia rozmowę kwalifikacyjną i się do niej przygotowywałem. Razem z dziewczyną jechaliśmy tramwajem i rozmawialiśmy. 2 metry za nami siedziały 3 dziewczyny i rozmawiały między sobą. Nagle miałem taki moment jakbym się otrząsnął z czegoś. Słyszałem wyraźnie sprzed siebie głos mówiący " ty to masz te zdolności". Zapytałem się swojej dziewczyny co?? ona powiedziała, że nic nie mówiła. Wtedy uświadomiłem sobie, że słyszałem sprzed siebie głos jednej z tych dziewczyn siedzących za mną. ak jakby moja cząstka przeniosła się o 2 metry do tyłu i to tą cząstką słyszałem te słowa. Dziewczyny wysiadły na najbliższym przystanku, a ja ciągle zastanawiałem się kto i dlaczego wypowiedział te słowa. Tutaj myślałem sobie, że autentycznie cząstka mnie opóściła ciało i jestem tego pewien. Było to jednak zupełnie inne uczucie niż w opisanej we wcześniejszym poście sytuacji. Tutaj słyszałem tylko dziwny dźwięk, a na ułamek sekundy straciłem jakby świadomość. Jednego jestem pewien. Swiat snu, światem snu - kto chce, niech podważa. Ja wiem jednak, że właśnie takie zdarzenia w świecie fizycznym pokazują autentyczność niewidzialnych dla nas fizycznym wzrokiem przestrzeni. Pozdrawiam.
|
|
|
|
|
|
Zyga
|
09.06.2013 - 12:36
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 365
Dołączył: 03.03.2011
Skąd: Ezoteryczny Poznań
Nr użytkownika: 8367

|
W moim życiu dzieje się tyle nieprawdopodobnych rzeczy, że powinienem raczej książkę napisać. Pomijając wszystkie moje astralne przygody, które możecie znaleść w moim notatniku, mam mnóstwo niezwykłych doświadczeń z świata fizycznego. Zacznę od tego, że miałem świadomość istnienia chyba od urodzenia. Za bardzo to mi nie zależało na tym życiu. Pamiętam, że nie chciałem ssać piersi "tej kobiety". Pamiętam, jak zaciskałem dziąsła, by nie pić herbatki. Pamiętam jak matka na mnie krzyczała, bo wszystko co zjadłem, to zwymiotowałem. Pamiętam jak ojciec pływał ze mną "na barana" w Rusałce. Miałem wtedy najwyżej dwa latka. Wczesne moje sny to ucieczki przed diabłem. Mając 13 lat po powrocie z obozu harcerskiego dość ciężko zachorowałem. W ciągu jednej nocy miałem wysyp ropnych i bolących trzyraków na całym ciele, a pod kolanem wielką bolącą kulę. W tym czasie często wpadałem w taki lękowy trans. Rytmiczne tykanie zegarka, czy kapanie wody z kranu brzmiało jak potężne bicie dzwonu i trwało wieczność. Moja kulka pod kolanem wreszcie pękła, wylewając śmierdzącą ropę. Skóra w tym miejcu obumarła odsłaniając ranę o średnicy 8 cm. Pan doktor o malinowym nosie kazał tylko obmywać ranę. Ta się, rzecz jasna, nie goiła. Aż wreszcie stary lekarz zaniemógł, a młody zastępujący go doktor natychmiast wysłał mnie do szpitala. Uniknąłem zakażenia kości i amputacji nogi. W wieku 16 lat jako kibic Kolejorza miałem jechać do Bydgoszczy na mecz z Zawiszą. Ostatecznie w ostatniej chwili zabrakło dla mnie miejsca w samochodzie. W drodze powrotnej jadący do Poznania znajomi mieli groźny wypadek z koziołkowaniem, dachowaniem i lądowaniem w rowie włącznie. Po raz drugi uniknąłem wypadku samochodowego, zakończonego kasacją auta, bo byłem tak mocno przeziębiony, że nie mogłem jechać na piłeczkę z kolegami. Kiedy indziej sam byłbym sprawcą wypadku i śmierci całej mojej rodziny. W ostatniej sekundzie wdusiłem hamulec do dechy unikając pędzącego TIR-a. Maturę ustną z "Polaka" zdałem na szóstkę tylko dlatego, że pytanie z gramatyki dotyczyło jedynego zagadnienia, którego się nauczyłem. Często śniły mi się rzeczy z pewnym wyprzedzeniem. Często pod wpływem impulsu wiedziałem i przepowiadałem, co się zaraz stanie. Często na jawie widziałem UFO. Widziałem też taką kulę ORB. Wychwyciłem moment "znikania" Wenus. Często Wszechświat odpowiada na moje prośby. Chciałem wykazać sę męstwem, to musiałem pokonać większego i silniejszego ode mnie huligana. Kolega wyśmiewał mnie za UFO, to sam je później spotkał. Kiedy poznałem OBE, nagle zewsząd i znikąd zaczęli pojawiać się w moim życiu ludzie o podobnych zainteresowaniach i doświadczeniach. Zbiegów okoliczności i niezwykłych zdarzeń było w moim życiu jeszcze więcej... ale to chyba wystarczy.
|
|
|
|
|
|
Krukos
|
09.06.2013 - 13:17
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Validating
      
Postów: 1265
Dołączył: 25.07.2009
Skąd: świat snów
Nr użytkownika: 7269

|
CYTAT(Echelon @ 09.06.2013 - 10:41)  Miałem jeszcze kiedyś sytuację taką, że byłem mocno niewyspany. Miałem tego dnia rozmowę kwalifikacyjną i się do niej przygotowywałem. Razem z dziewczyną jechaliśmy tramwajem i rozmawialiśmy. 2 metry za nami siedziały 3 dziewczyny i rozmawiały między sobą. Nagle miałem taki moment jakbym się otrząsnął z czegoś. Słyszałem wyraźnie sprzed siebie głos mówiący " ty to masz te zdolności". Zapytałem się swojej dziewczyny co?? ona powiedziała, że nic nie mówiła. Wtedy uświadomiłem sobie, że słyszałem sprzed siebie głos jednej z tych dziewczyn siedzących za mną. ak jakby moja cząstka przeniosła się o 2 metry do tyłu i to tą cząstką słyszałem te słowa. Dziewczyny wysiadły na najbliższym przystanku, a ja ciągle zastanawiałem się kto i dlaczego wypowiedział te słowa. Tutaj myślałem sobie, że autentycznie cząstka mnie opóściła ciało i jestem tego pewien. Było to jednak zupełnie inne uczucie niż w opisanej we wcześniejszym poście sytuacji. Tutaj słyszałem tylko dziwny dźwięk, a na ułamek sekundy straciłem jakby świadomość.
Jednego jestem pewien. Swiat snu, światem snu - kto chce, niech podważa. Ja wiem jednak, że właśnie takie zdarzenia w świecie fizycznym pokazują autentyczność niewidzialnych dla nas fizycznym wzrokiem przestrzeni.
Pozdrawiam. wygląda mi to na sen, albo cała sytuacja ci się przyśniła, albo w tramwaju przysnąłeś być może i ta opowieść z biblioteką ci się przyśniła ja ludzie miałem takie coś ze wróciłem z imprezy pijany i grało mi w uszach, nie mogłem zasnąć, duchy tego dnia potrafiły grać, a zawsze jak jestem zmęczony tylko gadają między sobą
|
|
|
|
|
|
Echelon
|
09.06.2013 - 19:29
|
Członek Rodziny
Grupa: Podróżnicy
     
Postów: 67
Dołączył: 27.12.2011
Skąd: Łódż
Nr użytkownika: 8677

|
CYTAT(suchowiec @ 09.06.2013 - 14:17)  wygląda mi to na sen, albo cała sytuacja ci się przyśniła, albo w tramwaju przysnąłeś być może i ta opowieść z biblioteką ci się przyśniła
ja ludzie miałem takie coś ze wróciłem z imprezy pijany i grało mi w uszach, nie mogłem zasnąć, duchy tego dnia potrafiły grać, a zawsze jak jestem zmęczony tylko gadają między sobą tramwaj - może i tak. Ale wychodząc z biblioteki, to było tak normalne jak to, że teraz odpowiadam Ci na posta. Idę, tak samo odczuwam temperaturę, wiatr, wszystko było identyczne, wszystko odbyło się płynnie, przed zdarzeniem wychodzę z biblioteki, a po zdarzeniu jestem te kilkaset metrów dalej. Nie było żadnej utraty świadomości. Odczuwanie identyczne jak masz Ty czy ja teraz, z dodatkiem tego dziwnego samopoczucia ala de ja vu i odgrywanie roli. Nic mi się nie przyśniło i nie było to jak normalne de ja vu, których miałem mnóstwo, w tym kiedyś jako dziecko niemal kilkugodzinne, na wycieczce po Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Miałem wtedy co chwilę napady de ja vu i to takie dużo dłuższe niż zwykle. Więc rozpoznałbym, gdyby to było kolejne de ja vu, gdyby wszystko mi się przyśniło też było by to inne uczucie. To naprawdę stało się w świecie fizycznym i rzeczywiście. Ewentualnie, jeśli OOBE jest tak realne jak mówią, to być może faktycznie miałem OOBE na jawie jak pisał Zyga. Trudno mi powiedzieć, nie mialem nigdy OOBE ze świadomością, że to OOBE, więc nie mam porównania. Wszystko było płynne, jak każdy normalny spacer w moim życiu, za wyjątkiem samopoczucia i dziwności sytuacji. Pozdrawiam
|
|
|
|
|
|
Deimond
|
09.06.2013 - 19:36
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 2541
Dołączył: 15.06.2011
Nr użytkownika: 8460

|
No to żeby nie było - przeklejam z tematu który sam sałożyłem: "Zaraz po pierwszych próbach SBaGen-em . Nie wiem czemu wkręciły mi się trzy szóstki - może dla tego że jeszcze był we mnie strach przed nieznanym - że przekraczam granicę TABU. Zaczęło się dosyć niewinnie - od tego że jak robiłem zakupy - na kasie wybiło 36,66 zl. to było mniej więcej miesiąc przed trzęsieniem w japonii(sic! - jak sobie o tym teraz pomyślę). kilka dni później budzę się czytam neta - a tam info o wypadku na drodze krajowej 66 i 6 osób zginęło. żeby nie było że sobie wymyśliłem: http://www.bizneswadowice.pl/6-ofiar-w-wyp...08.html?sonda=5oki myślę przypadek . Dosłownie kilka dni później - spisywałem licznik energii żeby podać kolesiowi przez telefon - a tam 6066 . opowiadam kumplowi w pracy o tym -a czułem się w ten dzień jakoś dziwnie - taki lekki niepokój. Gadamy gadamy - naprawiam maszyny pakujące karty(bankomatowe) z CardCarierami( taka strona A4 na której jest przyklejona karta z danymi adresowymi) - no i się coś zacięło i jeden z tych carierów tak wyciągnąłem i położyłem - i poszedłem zapalić. Wracam z fajki - koleś mi mówi - nie uwierzysz - i patrzy jak na opętanego - Na tym Card Carierze 3 ostatnie cyfry kodu kreskowego to 666. Chmm zacząłem się śmiać z tego. Po jakimś czasie poszedłem znowu na przerwę z innym kumplem i gadamy o tytoniu - że sobie kupił nowy - tytoń 66. to już mi się głupio zrobiło. Wracam z takim dziwnym przeczuciem na produkcję - i sobie pomyślałem - oki - sprawdzę to - wyciągnę jedną kartę z pudełka 500 kart i sprawdzę cyferki. Jakoś już mnie nie ździwiło że były w numerze karty trzy szóstki po sobie. Mina kumpla bezcenna:) Później było trzęsienie w japonii i przypadki z cyframi się skończyły. Do dziś nie wiem co otym myśleć. Później miałem jeszcze taki drobny przebłysk podobnego odczucia - tylko w pozytywnej tym razem sytuacji. Trochę osobiste - ale co tam:) Koleżanka zgubiła kolczyk na imprezie w rozległym lokalu. Chyba byłem mocno na rauszu i pomyślałem że go znajdę(chyba chciałem jej jakoś zaimponować). wyszedłem z toalety i czułem że na pewno go znajdę - podszedłem do parkietu(to były sekundy) i widzę jak się świeci do mnie pod fotelem obok(dosłownie jak psu nie powiem co) - za pierwszym spojrzeniem :) A najlepsze było to uczucie pewności - że wiem że to się stanie - jak by już było faktem dokonanym i tak to czułem wtedy. dziwne - a jak się koleżanka zdziwiła:) Jakiś czas później w rozmowie o snach , medytacj (nie mówiłem nic o kolczyku)- ta sama koleżanka odparła że nie wierzy w takie rzeczy - troszkę musze przyznac mnie to przydołowało bo to tak jakby Ci ktoś powiedział że to co robisz jest gówno warte - nie starając się nawet zrozumieć tematu:/ Ale cóż - nie każdy musi to rozumieć. Dalej mnie zastanawia jak to powiązać z OOBE . Jakoś tak dziwnie jak bym przekroczył jakąś granicę - kurtynę - za którą takie rzeczy mnie już nie dziwią tylko powodują uśmiech. "
|
|
|
|
|
|
Koko1718
|
13.06.2013 - 06:50
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 213
Dołączył: 09.04.2010
Skąd: Manchester
Nr użytkownika: 7886

|
Ja mam powiedzmy wiecej szczescia niz rozumu,co wlasnie czasem przeklada sie na takie az zadziwiajace zdarzenia.. Jednym z nich byl moment,w ktorym przeprowadzilam sie do innego miasta. Moi rodzice juz tam mieszkali,a tata do dzisiaj jest kierowca autobusu. Kiedy przyjechalam z lotniska do centrum miasta autokarem,wysiadlam spokojnie i przeszlam pare krokow na przystanek autobusowy i nagle podjechal autobus,a w nim-moj tata! Wchodze szczesliwa do autobusu a tacie mina zrzedla -GDZIE TY MASZ WALIZKI? Okazalo sie,ze zapomnialam walizek z autokaru. Biegiem odwrocilam sie i pobieglam na przystanek,ale autokar juz odjezdzal. Byl tam jeszcze pewien pan,ktory sprzedawal bilety i jemu udalo sie skontaktowac z kierowca,ktory za 10 min wracal na ten przystanek i obiecal oddac walizki. Niby nic szczegolnego,ale podczas tych calych 4 lat,ktore mieszkam w tym miescie i komunikacji miejskiej uzywam prawie codziennie,czasem po pare razy tate widzialam cale 3 razy. Inna sytuacja. Te samo miasto,rok wczesniej. Przyjechalam do rodzicow na wakacje,podjelam sie pracy w centrum miasta. Dopiero wprowadzilismy sie do tego domu,nie znalam okolicy zupelnie. Zreszta ja moge zgubic sie w rodzinnym miescie,a co dopiero w innym panstwie,do ktorego dopiero co przyjechalam. Bylo wczesne rano. Jak zwykle spozniona biegne na autobus.W biegu przypominam sobie,ze skoczyl mi sie tygodniowy bilet i mialam ostatniego funta przy sobie. Biegnac zobaczylam,ze jedzie autobus wiec wskoczylam do niego.Majac te 18 lat podalam sie za 15 zeby kupic bilet dzieciecy,zeby starczylo.Jakims cudem sie udalo.Rozsiadlam sie wygodnie i jade.Po okolo 15 min autobus sie zatrzymuje i kierowca informuje,ze koniec jazdy,to ostatni przystanek. Jak to ostatni? Przeciez do centrum jedzie sie godzine! Ale koniec to koniec,niestety. Nie mialam przy sobie kompletnie zadnych pieniedzy,nie mialam zielonego pojecia,gdzie jestem. Na ulicach pustki,bo to przeciez dopiero 6 rano. Zaczelam na oslep wracac do domu. Zajelo mi to moze z godzine. Budynki w tym miescie wygladaja prawie identycznie,czerwona cegla,gora jedno pietro..Jakim cudem trafilam do domu nie mam zielonego pojecia. . Pewnego razu dostalam podwojna wyplate.Oczywiscie z powrotem tego sciagnac nie mogli,ale rowniez nikt sie o to nie upomnial. Nigdy w moim zyciu nie dbalam jakos szczegolnie o kase,a co chwile udaje mi sie otrzymac jakies dodatkowe pieniadze. Ale swoje juz tez stracilam,pomagajac niewlasciwym ludziom.
Przez cale zycie towarzyszy mi taki jak ja to nazywam fart. Nawet jesli przydarzy sie cos niespodziewanego to jakims cudem z tego wychodze. Patrzac na zycie innych,to jakie dramaty przezywaja zwyklam myslec,ze chyba urodzilam sie pod cholernie szczesliwa gwiazda. Bo choc oczywiscie zdarzaja mi sie rozne nieprzyjemne rzeczy to porownujac do innych narzekac na pewno nie moge.
|
|
|
|
|
|
obenautka
|
08.07.2013 - 13:47
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 216
Dołączył: 16.09.2012
Nr użytkownika: 9168

|
Mieszkam w Holandii ,zeby moc tutaj normalnie zyc wiadomo -trzeba znac dobrze jezyk.Kiedy po dwoch latach opanowalam go w miare dobrze zapisalam sie na kurs jezyka dla zaawansowanych. Do szkoly musialam jezdzic do duzego miasta metrem tak bylo najszybciej i najtaniej.
pewnego ranka stanelam w krotkiej kolejce do automatu,zeby naladowac monetami moj bilet i kiedy podeszlam do automatu pojawil sie moim oczom wielki napis:BILETY MOZNA DOLADOWAC TYLKO KARTA BANKOMATOWA. Zdenerowalam sie bo wiedzialam,ze tego dnia nie zabralam karty ani w ogole portfela.za pozno wstalam,mlodszy syn wolal euro na rogalika do szkoly i w tym pospiechu po prostu go nie wzielam,spokojna bo wiedzialam,ze w malej kieszeni w torebce mam duzo drobnych. Stalam przy tym automacie wiedzac,ze jesli nie wydarzy sie jakis cud tego dnia nie pojade do szkoly i z buta bede wracac do domu-na autobus ktorym dojechalam do metra bilet obowiazuje ten sam... Prawie ze lzami w oczach odwrocilam sie i spojrzalam na nieco mlodszego ode mnie mezczyzne.Spytalam czy moglby mi doladowac moj bilet swoja karta a ja dam mu pieniadze.Od razu sie zgodzil,poprosilam o 2 euro-wiedzialam,ze w drodze powrotnej doladuje sobie sama tymi monetami ktore mialam przy sobie. Doladowal mi bilet ,zaplacil 2 euro po czym wyciagam do niego reke z moneta i mowie ;Dziekuje panu bardzo.A gosc pospiesznie macha reka i mowi:nie trzeba.Nie jestem przyzwyczajona,zeby cos dostawac...w zyciu chyba niczego nie dostalam za darmo.Wszystko co mam ,mam dzieki wlasnej i meza pracy. Nieco zdezorientowana nalegam i mowie: prosze wziac ja tylko prosilam...facet w tym czasie odchodzi od automatu i mowi do mnie : milego dnia... W nosie z nim...jak nie chce to nie ,nie bede za nim leciec,zeby mu te 2 euro oddac. Pojechalam do szkoly i na przerwie wyszlam z ludzmi (z calego swiata) na zewnatrz na kawe i papierosa.Przyblizyl sie do mnie facet z jakiegos islamskiego kraju.Wymienilismy sie standardowymi pytaniami : jak dlugo?Z kim?Po co?Dlaczego?Po czym powiedzial mi,ze jest po psychiatrii i w tej branzy bedzie szukal pracy.Nagle padlo nazwisko Freuda-islamista i Freud przyznacie,ze musialo to wzbudzic moja ciekawosc...a moze sie nie znam ale wzbudzilo:) I wtym momencie kiedy zasypywalismy sie wlasnymi spostrzezeniami podeszla do nas kobieta...miala kolo 80 lat i wygladala na bardzo slaba.Nigdy nie widzialam w Holandii zebraka a Ona podeszla i spytala czy nie mamy......2 euro!!!!!!!!!!!!!!!! Bylam tak zaabsorbowana tematem i samym gosciem,ze zbylismy szybko starsza pania.To dzialo sie blyskawicznie...starsza pani odeszla wyszla docentka ktora zakomunikowala,ze skonczyla sie pauza po czym usiedlismy na swoje miejsca i mnie olsnilo..Wyjelam szybko z torebki pare monet i wybieglam oszolomiona na zewnatrz ale kobiety juz nie bylo.Do dzis nie moge sobie wybaczyc,ze nie dalam jej wtedy moze na chleb..moj blad.Wielki. Dopatruje sie w tym zdarzeniu czegos wiecej niz tylko zbiegu okolicznosci.Nie wierze,ze tak po prostu pierwszy raz w zyciu ktos dal mi 2 euro i za kilka godzin ktos potrzebujacy o nie popprosil. czesto mysle o tej kobiecie...i otym jaka bezduszna istota czasem jestem:(
|
|
|
|
|
|

2 Stron
1 2 >
|
 |
|