|
09.04.2012 - 20:59
|
Dzisiaj wyszedłem metodą, o której pisał Deimond. Kilka godzin snu, u mnie 6. Siusiu, i do łóżeczka. Początkowo nawet miałem "problem" z zaśnięciem.. Ale w końcu zasnąłem, czy może raczej przysnąłem. Coś takiego przytrafiało mi się, jak wychodziłem po 4 godzinach snu z 1 godzinnym wybudzaniem. Przysypiałem, a jak już zdążyłem się ocknąć, byłem troszkę poirytowany, że nie dotrwałęm. A wyjście było tak blisko.... Dzisiaj, jak po raz pierwszy się ocknęłem, zacząłem wyobrażać sobie, jak robię pajacyki. Trwało to chwilę, bo byłem zbyt zmęczony, by myśleć. Sen.. Znowu się budzę i znowu to samo... Sen, budzę się i zaczynam znowu pajacyki. Tym razem już nie byłem taki śpiący. Robię te pajacyki ale nic nie czuję, następnie robięwymachy rąk skacząc (oczywiście wszystko w myślach;) ). W pewnym momencie czułem, jakbym naprawdę je robił. Kontynuowałem, później pomyślałem, że to pora na wyturlanie się. Więc się turlam, turlam, turlam, turlam. Tym razem bardziej wydawało mi się realne, to co robiłem. Dalej się turlając myślę sobie, że może już wystarczy i że turlając się te kilkadziesiąt sekund dawno już bym spadł. Więc otwieram oczy i wstaję. Jestem w ospuo. Znalazłem się jakby na otwartej przestrzeni i nic szczególnego się nie działo. Zacząłem biec przed siebie aż w pewnej chwili postanowiłem wywołać płomienie z rąk i wtedy mnie cofnęło. Ogólnie do tej pory w moich wyjściach nic się nie działo. Miałem dużo cofek, emocje brały górę. Do tej pory moje wyjścia polegały raczej na poszukiwaniu odpowiedniej metody. Parę razy myślałem, że już znalazłem. Jednak metoda wychodzenia opisana powyżej jest rewelacyjna. Żadnego niedospania, żadnego godzinnego wybudzania, poprostu rewelka!!! Nie wiem tylko czemu Deimond pisał, żeby nie stosować jej częściej niż3, 4 razy w tygodniu. Ale zaraz go zapytam ;P
05.04.2012 - 06:29
|
Dziś od baaaardzo długiego czasu doznałem wibracji. Metoda wychodzenia wciąż ta sama. Zmieniłem tylko pozycję. Najpierw leżałem na boku (na moment przysnąłem) a później na wznak (ze zmęczenia w tej samej pozycji). Ogólnie dziś czułem się trochę bardziej zmęczony niż zwykle, dlatego koncentracja na tym ucierpiała. Lekko przysnąłem, przekręciłem się na wznak i czekam. Czuję jak się zapadam i czuję wibrację, dość silne a to chyba oznacza słabe dostrojenie. Wcześniej prosiłem mtj czy niefizycznych przyjaciół o pomoc w wyjściu. Wibracje po niedługim czasie ustały i obudziłem się. Dałem sobie spokój bo po kilku dniach byłem trochę zmęczony. U siebie w pracy mam teraz sezon, to też więcej pracuję. Dodatkowo ćwiczę, więc muszę się zregenerować. Wibracje, tak dawno ich nie miałem, że nie wiedziałem co mam z nimi zrobić...
04.04.2012 - 06:52
|
Dziś faza znacznie dłuższa. Metoda z poprzedniego wpisu. Wniosek, jaki mi się nasuwa (choć wnioski początkującego zmieniają się jak kolory w kalejdoskopie..) odnośnie moich cofek: niewygodna pozycja przy samym wyjściu, Zawsze było to na wznak, raz mniej wygodnie a raz bardziej. Ostatnio mniej, bo starałem się nie leżeć jak do spania tylko trochę jakby siedzieć. Pod sam koniec miałem serdecznie dosyć, wtedy było wyjście i cofka. Dzisiaj np. przekręciłem się na bok (prawy). Początkowo, wcześniej nawet, jak próbowałem takiej pozycji od razu mnie muliło i albo miałem wrażenie, że zasnę (więc rezygnowałem) albo zasypiałem. W ogóle teraz stwierdzam, że trochę chaotycznie do tego wszystkiego podchodziłem. Kiedyś dość często podkręcałem procesor w kompie. No i oczywiście wszędzie pisali, żeby robić to małymi kroczkami. Fsb np. co 2,3 lub 5 podnosić. To samo z napięciami na procku czy na pamięci. A ja chcąc przyspieszyć cały proces przeskakiwałem co 50 :). I tak spaliłem np. kości pamięci. Również na raz podkręcałem pamięć i procka. BŁĄD!!! Ciężko wtedy wykluczyć ewentualny błąd. Z obe jest tak samo. Analogii na pewno można znaleźć wiele. Ta z kompem nasunęła mi się jako pierwsza.. Tak więc gdybym zrobił tak, jak robię teraz od paru dni prawdopodobnie miałbym za sobą wiele udanych i długich wyjść. Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny. Trzeba było przez to przejść, żeby pewne sprawy zrozumieć. Najważniejsze: wrócić do źródła. Ja swoją przygodę z obe zacząłem od tego forum. Później zamówiłem książkę Moroe ale tą "Dalekie Podróże", w której nie było nic na temat technik. Później pełno technik na forum. Potem parę filozoficznych książek. I ostatnio strona Darka Sugiera. Darek Sugier to dla mniej jakby czysty schemat. Posty użytkowników i ich techniki to już trochę jakby osobowości. Czy warto przyswajać sobie czyjąś osobowość ? Naśladować ją ? Trudno stwierdzić czy jest ona dla nas odpowiednia czy nie.. Więc powrót do źródła i szukanie w sobie odpowiedzi. Nie rozumie tego ten, kto dopiero zaczyna. Więc i ja nie rozumiałem. Dziś faza znacznie dłuższa. Nic specjalnego się nie działo. Tuż przed wyjściem poczułem, że jestem już po za ale nic nie widziałem. Wyobraziłem sobie, że biegnę, że widzę swoje nogi, słyszę odgłos uderzających nóg o asfalt. No i jestem. Biegnę. Dzisiaj starałem się po prostu eksplorować ospuo. Biegałem spotykałem jakiś ludzi. Później trafiłem do takiego domu. W jednym z pokojów spały małe dzieci a jednym z nich (podobny bardzo) był mój siostrzeniec. Teraz dokładnie wszystkiego nie pamiętam. Fazka dość długa, potem cofka ale nie miałem już ochoty wracać. I tak byłem zadowolony. Później przysnąłem i troszkę śniłem. Dziś zauważyłem zmianę co do koncentracji: troszkę się wyostrza. Również leżenie na boku umożliwia mi lepszą koncentrację niż wcześniej. Jest supcio !
03.04.2012 - 18:32
|
Dziś jest drugi dzień, kiedy poukładałem sobie różne sprawy dnia codziennego. I tak, kładę się spać o 22.00. Śpię 6 godzin, czyli wstaję o 4 rano. Wybudzanie bez kawy, tylko łyk wody. 30 minut okazało się ciut za długie, więc skróciłem do 20 minut. Dla czytających i początkujących: im więcej śpimy tym krótsze wybudzanie stosujemy. Dla mnie bardziej wygodne. Później do wyrka, tylko nie tego co śpię a w drugim pokoju. Dziś akurat był kocyk, jednak mimo ogrzewania (gazowe, więc nie grzeję na maksa jak przy centralnym, bo majątek bym zapłacił...) było troszkę za chłodno. Następnym razem będzie kołdra. Choć lato tuż tuż.. W każdym razie niska temperatura to czynnik, który może zakłócić wyjście. Chyba dlatego, że leżąc czujemy sie zbyt przytulnie pod kocem czy kołderką a to wzmaga uczucie snu. Odkąd zacząłem próbować i doświadczać obe przez cały czas do momentu wyjścia (lub zaśnięcia..) leżałem w jednej pozycji. jak mnie coś swędziało próbowałem to przezwyciężyć. Tak naprawdę okazuje się, żenawet jak powoli zaczynamy odczuwać drętwienie czy lekki paraliż, poruszenie ręką aby się podrapać nie ma praktycznie żadnego wpływu czas pozostały do wyjścia. Np kiedy zasypiamy wieczorem też czasem coś nas swędzi. Raz się drapiemy, drugi raz i nie wiemy kiedy, zasypiamy. Więc nie jest to czynnik, który nas wybudza. To samo ze zmianą pozycji. Kiedy leżę na wznak i czuję jak ciało mi drętwieje. Przekręcam się na bok. Mimo, że się poruszę, chwila nieuwagi i mogę łatwo zasnąć. Mało tego. Dzisiaj leżąc na wznak zmieniłem pozycję, ale zanim się ułożyłem tak jak mi było najwygodniej, to parę razy nogami przemieliłem pod kocem. Pozycja boczna jest wygodna, bo nie mam przy niej napięć mięśni prawej nogi (nie wiem czemu tylko prawa mi się spina), jednak jest bardziej wygodna niż na wznak a przez to trzeba zachować większą czujność. Następnym razem może spróbuję najpierw leżeć na boku a później zmienić na pozycję na wznak. Wtedy ta pozycja na wznak wyda mi się wygodna i łatwiej będzie przy niej "do czuwać" do wyjścia. Mam wrażenie, że robiąc obe regularnie, fazy wydłużą mi się samoczynnie. Dwa krótkie wyjścia, które zaliczyłem przy "nowym systemie", zakończyły się cofką. Pierwsza, znalazłem się jakby w mieszkaniu w bloku. Tyle, że stan surowy. Zero mebli, kolorów. Pomieszczenie, w którym stałem było ciemne a przede mną było następne pomieszczenie, z którego wydobywało się światło. Spojrzałem jednak na swoje ręce i cofka. Drugie, dzisiejsze wyjście: widzę dziadka w swoim starym domu, którego już nie ma zresztą. Podchodzę do niego, uśmiecham się do niego a on do mnie. Zaczynamy się przytulać i cofka. Na razie jestem usatysfakcjonowany tym, że nie zasnąłem. Różnych metod próbowałem przed wyjściem. Wizualizacje, nie robienie niczego, tylko patrzenie w czerń pod powiekami i koncentracja przyśnięcie. ta ostatnia metoda dla mnie jest najbardziej odpowiednia. Patrząc w czerń pod powiekami bardzo łątwo wpaść w pętlę myśli i zasnąć. Wizualizacje są dobre, tylko że nie lubię uczucia napięcia mięśni. Wystarczy, że o czymś pomyślę i już czuję napięty mięsień prawego uda. Rozluźniam a za parę sekund znowu jest napięte. Koncentracja-przyśnięcie dzieli cały proces oddzielania na takie jakby krótkie koncentracje. Ciężko jest utrzymać koncentrację obojętnie czy na jakiejś rzeczy czy po prostu na niczym (nie myśleć o niczym) dłużej niż minutę czy dwie. oczywiście to kwestia wprawy ale dla początkującego (ja) łatwiej jest koncentrować się przez 10 czy 20 sekund, oddzielić to 2 - 3 sekundowym przyśnięciem i znowu koncentracja (tak jakby od początku). Tylko mam wrażenie, że tą metodą tracimy na chwilę świadomość i budzimy się w ospuo. Kilka razy zdarzyło mi się mieć świadomość do samego końca i jest nie stracić do momentu, aż znalazłem się w ospuo. To tyle. Analizuję i zapisuję teraz każdy swój sen. Tak jak sugerował Sugier zresztą. Po pierwsze mają znaczenie (bo świadome czy nie też jest w nich jakiś przekaz) a po drugie też dają nam frajdę (może nie taką samą jak świadome sny) i pozwalają się cieszyć porażkami (próbami wyjścia kończącymi się zaśnięciem). Po zaśnięciu przy próbie wyjścia sny są znacznie bardziej wyraźne, więc łatwiej je zapamiętać i analizować. Wszystko opisane powyżej sprowadza próby wyjścia do bardziej wyluzowanego zajęcia. 6 godzin snu tak naprawdę wystarcza mi na niemalże pełną regenerację. 20 minut wybudzania to tak naprawdę chwila. Cieszę się, że właściwie od końca stycznia próbuję i nie poddaję się. Każda porażka tak naprawdę przybliża mnie do mojego celu jakim jest długa faza, długi pobyt w ospuo, czy wreszcie spotkanie z moim wyższym JA.
13.03.2012 - 08:02
|
Dziś postanowiłem pospać 5 godzin. Wybudzanie spędziłem na czytaniu książki. Trwało to troszkę więcejn, niż godzinę. No i dziś postanowiłem leżeć na boku. Ciężko mi jest ostatnio utrzymać koncentrację. kilka razy straciłem na chwilę świadomość albo przysnąłem, sam nie wiem. W każdym razie stwierdziłem, że nie jest mi do końca wygodnie. I rzeczywiście, zgiąłem nogę w kolanie i poczułem lekki ból. Położyłem się więc na wznak, z tym, że jedna noga prosto a druga zgięta w kolanie a stopa oparta na udzie tej pierwszej. To wyeliminowało efekt napinania. Tym bardziej, że z reguły napinała mi się prawa noga i ją właśnie dzisiaj miałem zgiętą. Ręce złożone jak składa się umarłym w trumnie ;) Choć nie jest to dobre rozwiązanie, bo palce drętwieją. Później położyłem ręce do góry, tak najlepiej mi się zasypia. Pozycja pewnie nie spotykana, jednak u mnie wyeliminowała napięcia w nogach i rękach. Z drugiej strony leżąc jeszcze na boku czułem lekkie napięcie nóg. Później to olałem i skupiłem się na koncentracji. Po niedługim czasie zorientowałem się, że napięcie znikło. Wcześniej czuwałem nad stanem moich mięśni, by się nie napinały. Jak tylko to czułem, "zwalniałem" napięcie. Po dzisiejszej "sesji" stwierdzam, że lepiej chyba się na tym nie skupiać, jeśli są to lekkie napięcia powinny same ustąpić. A więc leżąc już na wznak w "mojej" pozycji poczułem lekki paraliż. Pierwszy raz słyszałem też piski. Po chwili stoję w swoim starym domu (ten sam co poprzednio). Świadomość "po drugiej stronie" naprawdę ostra. Więc ok idę ale czuję (czy też mi się przypomniało o tym - nie pamiętam dokładnie), że cofam się lub mogę się cofnąć. Składam więc ręce, jak do modlitwy. Tak radził Sugier. Pomogło ale na krótko. Następnie skierowałem się do wyjścia, przeniknąłem przez drzwi i jestem na dworzu. Widzę 2 samochody, do których zamierzałem wsiąść i pojeździć ale niestety mnie cofnęło. No i niestety byłem zbyt ospały, by wrócić spowrotem. Nie opisywałem w notatniku jednego z moich wyjść (chyba nie....). Kilka razy mnie cofało. Wystarczyło lekkie skupienie i jestem spowrotem tylko w innym miejscu. Mam wrażenie, że muszę się troszkę zregenerować, bo kilka razy pod rząd śpię po 4 godziny a jednocześnie ćwiczę siłowo i pracuję przez 9 godzin. Obserwacja, nie dążyć do celu, celem jest droga do celu ;)
| |
Powered By IP.Blog
© 2026 IPS, Inc.
|