|
|
Po całkiem rozrywkowym weekendzie, z ilością 10 godzin snu w ciągu 3 dni, podszedłem do kolejnej próby w niedzielę. Kładę się o 22.30 budzę się samoczynnie punkt 2. Walczę sam z sobą, i chęć wyjścia jest mocniejsza od snu, 35minut czytania książki ("bogaty ojciec, biedny ojciec" polecam wszystkim). Kładę się spowrotem do wyra. Pozycja na plecach, (nie potrafię spać w ten sposób, poza stanami głębokiego upojenia alkoholowego). Udaje mi się całkiem szybko wejść w stan głębokiego relaksu. Staram się "myśleć o niczym" co okazuje się bardzo trudne, wciąż nowe myśli próbują zagościć w mojej głowie. Po paru minutach doznaje dziwnych dreszczy na całym ciele falowo... Jakby były to skurcze miokloniczne ale na konkretną skale, czyli całe ciało. Serduch również zaczyna lekko walić, ale tym razem już potrafiłem to opanować, tak samo z szybkich ruchem gałek ocznych. Leże w tej pozycji około 1h ,1,5h, odczuwam tylko te dreszcze, lekkie hipnagogi sluchowe i nic więcej. Nagle dostaję tak mocnego dreszczu, że otwiera mi oczy, postanawiam zakończyć próbę, odwracam się na bok próbuje zasnąć i nic. (gonitwa myśli itp...) Oczywiście udaje mi się to jakieś pól godziny przed budzikiem.;/ Wyglądam dziś w pracy niezbyt wyraźnie :P
Wróciłem,z treningu, kąpiel, szybka szama i do wyra. 22.30, lekki trans relaksujący przed snem, budzik nastawiony na 2,30. Budzę się, jest 6,30 rano. --.-- Ale dziś zaczyna się kolejny dzień i nowe wyzwania ;)
Położyłem się spać o 10, lekka afirmacja (dziadek i przyjazne istoty pomogą mi wyjść z ciała) budzik został nastawiony na 2. Budzę się 01:58, wyłączam budzik. Po 48 minutach czytania książki wracam do łóżka. Zaczynam relaksacje, nogi stają się ciężkie i ciepłe... dalej tułów i ręce... na końcu głowa. Pogłębiam trans na sam koniec dla całego ciała, jeszcze raz. Skupiam się na oddechu. na początku czuję jakby lekkie podniecenie które szybko ustępuje. Zaczyna się bicie serca, znam to uczucie kiedyś już to przeżywałem... oddech przyspiesza, nagle już nie zwracam na niego uwagi. Zaczynają się szybkie ruchy gałek ocznych. Trwa to kilka minut (przynajmniej mam takie wrażenie), staram się wizualizować bujanie się na huśtawce, jakby jakby "coś" już było blisko, coraz mocniej mocniej i nic. Potem próbuje jakby się turlać, lecz też bez rezultatów. Oczy jakby otwierają mi się samoistnie, przewracam sie na bok i zasypiam. Z rana nie pamiętam żadnych snów. Dziś kolejna próba. :)
Bardzo pragne wyjść z ciała, pomorze mi w tym moj dobry duch, i niedawno zmarły dziadek, On mnie naprowadzi na dobra drogę :)
|