Wreszcie założyłem notatnik, chociaż wątpię żebym dużo w nim pisał... ale dzisiaj muszę. Obudziłem się jak zwykle po jakichś 3 godzinach snu, z tym że byłem za bardzo wyspany i nie mogłem długo zasnąć. Z wychodzenia zrezygnowałem już jakiś czas temu, po prostu nie mam ochoty... czuje że mi to do niczego nie potrzebne...Była około 4 rano, a ja dalej nie spałem, oglądałem myśli(latały jak głupie), nagle pod wpływem jednej myśli poczułem się senny i poczułem że będę mógł zaraz wyjść(po waszemu wibracje). No ok pomyślałem to jedziemy, dosłownie w 5 sekund byłem gotowy do wyjścia, wystarczyło wstać. Usłyszałem wchodzenie po schodach, przestraszyłem się, wiedziałem że to mój kolega po nich wchodzi. chciałem szybciej się dostroić i wyjść żeby go spotkać już w poza(takie majaki). Gdy był już blisko i nawet nacisnął klamkę od mojego mieszkania mówię dobra nie ma czasu na dostrajanie, wychodzę... i trach coś złapało mnie za głowę czy ramiona i ciągnie bardzo szybko i mocno, przestraszyłem się nie na żarty, ale puściłem to i pozwoliłem się ciągnąć, jakby to było coś "złego" to ten sposób zawsze działał, no ale nic ciągnie dalej, no więc otworzyłem oczy, patrze a ja normalnie lecę po podwórku tylko bez wysiłku z mojej strony. Spojrzałem w górę i zauważyłem zarys moich ramion, jednocześnie czułem jak coś mocno trzyma mnie za nie, spojrzałem wyżej, i widzę czyjeś dłonie(czułem się dobrze:)), przelecieliśmy jeszcze kawałek i mnie puściła, złapała mnie za prawą rękę i lecieliśmy obok siebie. Gdy ją zobaczyłem w całej krasie, zdygałem się jak cholera ale w jednej chwili wybuchnąłem śmiechem. Wyglądała jak "duch" i uśmiechała się do mnie, i tak od niej biło szczęściem i radością i miłością że nie mogłem się bać, masakra, stanąłem wziąłem ją mocno w ramiona i przytulałem jak długo się dało:) była bardzo cierpliwa. W końcu mnie cofnęło, nie złe to było... Ale to nie wszystko, za chwilę trochę przestraszony leże w łóżku i myślę, dawaj Michał jeszcze raz, dostrajamy się, znowu parę sekund i stoję już w moim pokoju całkiem trzeźwy, jest ciemno, myślę spadam z tąd na zewnątrz jak wylecę przez okno będę wolny, wyleciałem niebo było piękne, bezchmurne, a tu nagle cap mnie znowu za głowę i latamy po podwórku. Dobra chwila zabawy i trzeba stanąć i pogadać, stajemy ja patrzę a ich jest troje, wszyscy wyglądają jak duchy i jeszcze byłem przeświadczony że oni już nie żyją, jedna wyglądała jak moja siostra tylko trochę starsza, druga jak siostra mojego ojca(też trochę starsza), trochę mnie to przestraszyło, to poprosiłem żeby zmieniły wygląd bo trochę mnie to przeraża, zgoda, trzeci to był facet może około 60 lat. No i pytam kim są, odzywa się tylko dziadek, kurde zapomniałem co powiedział, na pewno to on jako jedyny z trójki ze względu na jego chorobę ma jeszcze adres fizyczny, one nie, spytałem czy są świadomością, powiedział tak jesteśmy świadomością. Zabrali mnie na boisko, które jest na moim podwórku, "najstarsza" posadziła mnie na krześle i zaczęła pokazywać coś na liściach akacji, tłumaczyła mi rożne rzeczy coś o DNA i naturze życia ogólnie, ale ja nie miałem ochoty jej słuchać, miałem ochotę jej powiedzieć że nie potrzebuje tego, że mam gdzieś wiedzę jest dobrze jak jest ale nie chciałem jej urazić, w tym samym czasie "staruszek" pytał mnie o książki jakie czytam, wypytywał czy czytałem tą czy tamtą, a ja ciągle nie i nie, zapamiętałem tylko dwa słowa z tego co radził mi przeczytać: gont i detektyw... kazał mi powiedzieć jaka jest moja ulubiona książka, ni cholery nie umiałem odpowiedzieć, a potem nagle wręczył mi rożne książki, które jak mi się wydawało już przeczytałem, zdziwiłem się skąd to wie, ale w tym momencie już mnie odesłali, chyba się trochę poirytowali moją lekko dusznością, ale to nic. Mocne to było na serio. Pozdro ludzie.