oobe.pl

Start Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Forum
OWCA's Notatnik

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

 

entry 16.03.2012 - 22:24
Ostatnio czuję bardzo silną potrzebę komunikacji z moim zmarłym przed 26 laty ojcem. Gdy umarł byłam małym dzieckiem, jednak bardzo dobrze go pamiętam i mam jak najlepsze wspomnienia o nim. Przez tych dwadzieścia kilka lat śnił mi się bardzo rzadko, sny były raczej pozytywne, zawsze czułam w nich ojcowską miłość- te sny sprawiały mi radość, uspokajały mnie, napawały optymizmem. Być może, a raczej na pewno tęskniłam za tym rodzajem miłości- nie zrozumie ten, kto ma oboje rodziców. W ciągu ostatniego roku tata śnił mi się dość często. Ostatnimi czasy intensywnie myślę o tym, by go spotkać w poza- od około dwóch tygodni wyrażam taką intencję przed zaśnięciem. Wczoraj w nocy- nie pamiętam dokładnie snu, ani okoliczności, spotkałam istotę, właściwie to nie była istota, ale jakby skumulowana energia, z którą niewerbalnie rozmawiałam. Powiedziałam jej, że chciałabym spotkać się z ojcem- odpowiedziała, że to niemożliwe, zapytałam - „dlaczego”- odpowiedziała, że on jest lamą i jest za daleko (tzn. nie powiedziała, że za daleko, ale tak to odebrałam - jakby spotkanie z nim było niemożliwe z powodu odległości, jaka nas dzieli, albo po prostu zakazane(?) Dziwny to był sen i pewnie nic nie znaczy, ale jakoś nie mogę przestać o tym myśleć.
Może ktoś z Was mógłby mi dać jakieś wskazówki, jak w bezpieczny sposób mogę w poza skontaktować się z ojcem i czy jest to w ogóle możliwe. Dodam tylko, że oobe doświadczyłam zaledwie 7 razy i nie były to dalekie podróże. Jeśli ktoś z Was doświadczył spotkania w poza ze zmarłą osobą to proszę o kontakt.

entry 10.02.2012 - 19:58
Technika wielokrotnego budzenia się po kilku godzinach snu jest skuteczna- udało mi się dzisiaj wyjść.:-)
Nie do końca było to zamierzone- nie spodziewałabym się, że będąc w stresie można doświadczyć odmiennych stanów świadomości- a jednak.

Ostatnio mam trudny okres w pracy- nadmiar obowiązków, nadgodziny- nie wyrabiam się, a do tego wciąż mam kolejne wizytacje. Firma tnie koszty i zwalnia ludzi na potęgę. To wszystko wywołuje u mnie strach, żyję w ciągłym stresie, ostatnio w nocy budzę się kilka razy (nad ranem) i nie mogę zasnąć. Ta sytuacja spowodowała, że na jakiś czas postanowiłam odpuścić sobie oobe.Do tej pory myślałam, że aby doświadczyć tego stanu, muszę być spokojna, zrelaksowana, panować nad myślami.

Dzisiaj miałam wyjątkowo ciężką noc. Położyłam się o 23, nastawiłam budzik na 6. Pierwszy raz obudziłam się po pierwszej, ale od razu zasnęłam, kolejne wybudzenie o godz. 4.23 (spowodowane atakiem paniki)umysł był tak rozbudzony, że wiedziałam, że za nic nie zasnę. Postanowiłam wykorzystać okazję i zastosować technikę opisaną przez Deimonda- zaczęłam wizualizować sobie, że pływam-po chwili poczułam, że ciało astralne się kołysze. Pomyślałam to dobry znak, lecz niestety zasnęłam. Obudziłam się po ok. 10 minutach, znów atak paniki, umysł rozbudzony jak po espresso, więc znów zaczynam wizualizację. Tym razem wyobraziłam sobie, że odrywam się od ciała i unoszę się. Po kilku minutach poczułam wibracje (nigdy wcześniej ich nie odczuwałam), podkręcałam je siłą woli (chyba) do takiego stopnia, że stały się wręcz nieprzyjemne. Zaczęłam, unosząc się, odrywać od mojego ciała fizycznego- widziałam je bardzo wyraźnie. Oobe nie trwało jednak długo- może 2 minuty. Pamiętam, że pomyślałam o pracy i cofnęło mnie.

Po raz kolejny obudziłam się przed 6, wiedziałam, że budzik zaraz zadzwoni, zmieniłam godzinę pobudki na 6.20. Pomyślałam – spróbuję jeszcze raz: znowu wizualizacja- nie udało się- zasnęłam. Ocknęłam się we śnie(chyba)- brałam gorący prysznic- mówię w myślach to chyba nie oobe, a może? Pomyślałam, że gdyby to było oobe to mogłabym polatać. Nagle poczułam, że tracę świadomość (jakbym mdlała), robi mi się błogo i przyjemnie ciepło- stałam się wodą, która spływa po ścianie kabiny:-). Niesamowite uczucie- nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego we śnie, nawet nie potrafię opisać, co wtedy czułam. W każdej sekundzie odczuwałam zmianę swojej formy- to było harmonijne, naturalne przeobrażenie, któremu towarzyszyły bardzo przyjemne doznania- relaks, błogość, ciepło.
Trwało to kilka sekund, po czym rozproszone cząsteczki wody połączyły się stopniowo i znów stałam się sobą :-). Z pod prysznica „wypłynęłam” unosząc się w powietrzu. Postanowiłam wyjść z mieszkania, stanęłam na parapecie. Przez chwilę wahałam się czy wyskoczyć, ponieważ byłam naga, mokra, a na dworze cholernie zimno. Pomyślałam jednak, że ostatnio podczas oobe nie odczuwałam chłodu, więc i tym razem pewnie też tak będzie- skoczyłam i faktycznie- temperatura była idealna. Postanowiłam kogoś odwiedzić- uniosłam się w powietrze, ale nie wiedziałam, w którą stronę się udać i obudziłam się.

entry 25.01.2012 - 10:26
To nie jest sen- pomyślałam, widząc jak zza rogu wyjeżdża ogromny czołg i kieruje lufę w naszą stronę. Uciekamy !!! Głuchy dźwięk rozpadających się nade mną murów całkiem mnie otrzeźwił. Boże- gdzie ja jestem, co tu się dzieje- zwracam się do młodej dziewczyny, która zdawała się być w nie mniejszym szoku niż ja. Odpowiada po rosyjsku, a ja nie rozumiem nic z tego, co do mnie mówi. Chrzęst śniegu, który coraz głośniej komunikuje zbliżające się niebezpieczeństwo, wywołuje we mnie narastające uczucie paniki. Boże to miał być sen, a znalazłam się w środku rewolucji. Bez namysłu biegnę przed siebie, mijam ludzi lamentujących nad zwłokami, mijam osoby, które tak jak ja próbują się stąd wydostać. Ktoś woła pomocy- kobieta wyciąga do mnie ręce, błagalnym wzrokiem prosi, by ją stąd zabrać. Mijam ją bez reakcji. W oddali widać tunel metra- tam będę bezpieczna- jeszcze tylko kilkaset metrów. Znowu wybuch- posypały się odłamki gruzu. Odwróciłam się. Słońce raziło w oczy- zasłoniłam twarz ręką, żeby lepiej widzieć- widok był przerażający. Kilkudziesięciu żołnierzy bagnetami rozprawiało się ze stawiającą opór garstką ludzi. Śnieg leżący w tym miejscu miał barwę szaro brunatną od zastygającej momentalnie krwi. Było mroźno, nawet nie zauważyłam, że mam na sobie tylko koszulę i buty- strach był silniejszy od zimna. Ostrza bagnetów połyskujące w oddali oślepiały mnie, nie mogłam, nie chciałam już na to patrzeć. Jeszcze tylko parę metrów… uda mi się.
Wejście do tunelu było częściowo zasypane, jednak nie na tyle, by dostanie się do środka mogło sprawić trudność drobno zbudowanej osobie. Panowała tam cisza, przerywana od czasu do czasu chrząknięciami, płaczem, głosami osób, które podobnie jak ja znalazły tam schronienie. Nie mogę tu zostać, przecież w końcu nas znajdą, nie będzie ucieczki. Postanowiłam iść dalej, wzdłuż torów. Po pokonaniu kilkuset metrów dotarłam do wykolejonego pociągu. Z zapachu, który unosił się wokół wywnioskowałam, że katastrofa musiała nastąpić dość dawno. W środku było mnóstwo ciał- kilkadziesiąt trupów w każdym wagonie. Niektóre zwłoki były nadpalone, inne rozczłonkowane- smród, który się tam unosił przenikał mnie na wskroś, wżerał się we mnie, nie mogłam oddychać. Zrobiło mi się duszno, zemdlałam.

Ocknęłam się na jakimś polu, śnieg wokół mnie zdążył się rozpuścić, mokra koszula przywarła do zmarzniętej ziemi, a może to całe ciało do niej przymarzło? Z trudem rozejrzałam się wokół próbując zorientować się gdzie się znalazłam. Resztkami sił uniosłam głowę – snajper tylko na to czekał…

entry 24.01.2012 - 12:05
Ocknęłam się na jakiejś wyspie, w norze, której nie można nazwać hotelem, a raczej chatą pokrytą strzechą. Wyszłam na zewnątrz, widok był niesamowity- słońce zachodziło, otulając różowa poświatą senny już krajobraz.. Z daleka dochodziły budzące się przed zmierzchem odgłosy dżungli. Pod stopami czułam przyjemne ciepło dochodzące spod powierzchni ziemi. Co ja tu robię, pomyślałam? Nagle ktoś mnie trącił- z chaty wyłoniła się młoda dziewczyna, która biegnąc musnęła lekko moje ramię. W tej sekundzie uświadomiłam sobie kim jestem i co tu robię… Biorę udział w jakimś przedsięwzięciu, rywalizuję z modelkami o nagrodę w reality show. Zaraz zaraz - przecież muszę znaleźć banknot- takie zadanie otrzymaliśmy od trenera. W sekundzie przestałam kontemplować przyrodę i biegiem wróciłam do chaty, by ją przeszukać. Gdzie to może być…? Wertowałam stosy ubrań, jakieś przewodniki, zaglądałam pod poduszki, do glinianych garnków, unosiłam klepki na podłodze- nic. Miejsce było już wielokrotnie przeszukiwane – inne uczestniczki szukają na zewnątrz. Może powinnam zrobić to samo? Nie, nie odpuszczam- znajdę to tutaj- jestem tego pewna. Spojrzałam w kierunku drzwi, a te jakby odczytując moje myśli zaczęły się powoli zamykać, wydając przy tym przeraźliwy odgłos . Zupełnie jakby chciały mnie przed czymś ostrzec. Nie w głowie mi wtedy było zastanawianie się nad tym. Teraz miałam pewność, że to, czego szukam znajduje się w tym miejscu. Bez namysłu wbiegłam po drabinie, która była za drzwiami- stojąc na ostatnim szczeblu sięgnęłam belki podtrzymującej strop, zaczęłam dotykać jej po omacku- sprawdzając wszystko, co się na niej znajdowało. Było tam mnóstwo kurzu, pyłu, wyschniętych fragmentów drewna, martwych owadów i…jakiś papier opleciony sznurkiem-tak- to musi być to, czego szukam. Pośpiesznie schowałam zawiniątko pod bluzkę, poprawiłam ubranie i- jakby nigdy nic- wyszłam na zewnątrz. Sytuacja nie była już tak napięta jak wcześniej. Po długich poszukiwaniach dziewczyny zrezygnowały, za to teraz ich wzrok skupiał się na mnie. Byłam pewna, że one wiedzą. Bałam się tego, że będą chciały mi odebrać to, co jest dla mnie przepustką do lepszego życia. Wygrana przecież gwarantuje spełnienie wszystkich moich marzeń. Wyniki miały zostać ogłoszone wieczorem, więc do tego czasu postanowiłam trzymać się z dala od obozu.
Schodząc w dół czułam przyjemny spokój, wszystkie obawy z każdym pokonanym metrem stawały się bardziej odległe. Przyjemnością było stawianie stóp w miękkiej, lepkiej i ciepłej ziemi. Pod nią coś było, coś się kryło, coś żyło. Czułam pulsowanie - jak bicie serca w żywym organizmie. Słońce opadło już całkiem na wodę i dryfowało leniwie roztaczając resztkami sił czerwono- złotą poświatę. Mgła unosiła słodkawy zapach kwiatów, wzbijana coraz wyżej odgłosami budzącej się do życia dżungli. To jest ten świat, pomyślałam- tutaj mogłabym umrzeć nawet w tej chwili. Temperatura powietrza spadła, ale ciepło bijące od podłoża przenikało przez moje stopy. Zdawało mi się, że przywołuje mnie do siebie- nie byłam w stanie się temu oprzeć. Osunąwszy się na ziemię, odurzona unoszącymi się z jej środka oparami, pogrążyłam się w błogim letargu.

entry 17.12.2011 - 21:06
Wczorajszego wieczoru udało mi się sprawić, że moje ciało astralne wirowało w powietrzu-kręciło się wokół niewidzialnej osi, pęd był niesamowity, czułam ogromną siłę ciążenia.
Nie wiem jak to się stało i czy było to oobe czy może jakiś inny stan. Dziwne jest to, że nawet na moment nie straciłam świadomości, ale też nic nie mogłam zobaczyć- nie byłam w stanie otworzyć oczu.

Wcześniej tego wieczoru słuchałam HS "transcendence", potem otwierałam czakrę 3oka, następnie standardowo relaksacja, powtarzanie afirmacji, wyobrażanie sobie swojego ciała astralnego nad ciałem fizycznym i potem stało się to co wyżej opisałam.

Wydaje mi się, że to nie było oobe- ponieważ nie miałam wibracji, nie odczułam odrywania się od ciała, przez cały czas byłam w pełni świadoma.

Wirowanie przerwał dzwonek telefonu- słysząc go natychmiast się ocknęłam, głowa pulsowała, czułam lekki ból w skroniach, który szybko minął.
To tyle.

entry 21.11.2011 - 19:40
W nocy znowu próba-4+1, właściwie 4+0,5, ulubiona pozycja, chwilowa utrata świadomości.
Tego dnia dużo rozmyślałam o ostatnim oobe(poprzedni wpis) Przed snem powtarzałam afirmację. Po kilku minutach chwilowa utrata świadomości, właściwie to wtedy odechciało mi się oobe i zapragnęłam zwykłego Ldka- miałam złe wspomnienia z ostatniego oddzielenia (wyrywania z ciała) i nie miałam ochoty na powtórkę. Przy utracie świadomości czułam jednak, że chyba wyjdę- pomyślałam, że tym razem spróbuję sama- wyobraziłam sobie siebie niefizyczną nad ciałem no i udało się. W pokoju było widno- pomyślałam, że zrobię RT z włącznikiem światła- nie działał- ucieszyłam się, że jestem w poza. Pomyślałam, że tym razem na pewno uda mi się wyjść z mieszkania, jednak jakoś nie miałam ochoty przenikać przez ścianę więc wyskoczyłam przez zamknięte okno. Mimo skoku z trzeciego piętra na beton nic mi się nie stało- ucieszyłam się- pomyślałam "no w końcu jakiś postęp". Zaplanowałam sobie wcześniej, że podczas oobe "odwiedzę" siostrę, która mieszka na innym osiedlu. Z takim zamiarem zaczęłam swój lot, ale szło mi to strasznie opornie-po pierwsze nie wiedziałam w którą stronę się udać, a poza tym jakby brakowało mi paliwa- leciałam trochę i opadałam, nie mogłam się wznieść- było to strasznie meczące. Po drodze mijałam ludzi- byli tacy trochę jak zombie- szli wolnym krokiem, wzrok wbity w ziemię, twarze bez wyrazu, bez emocji. Nagle poczułam, że dzięki ich energii wzniosę się wyżej- dolatywałam do nich(nie widzieli mnie) i dotykałam rękami ich ramion- kradłam energię. Wiedziałam, że to coś złego, jakiś głos mówił mi, żebym tego nie robiła. Czułam się okropnie, ale jednocześnie nie mogłam przestać , bo dzięki temu miałam więcej mocy. Nawet teraz jak o tym myślę jest mi głupio, że zachowywałam się jak pasożyt. Nie wiem czy dotarłam do celu- słabo pamiętam resztę. Długo zastanawiałam się nad tym czy to było oobe czy ld i dochodzę do wniosku, że to jednak sen. W oobe wszystkie doznania są bardzo realne, a to doświadczenie takie nie było. Owszem w czasie jego trwania byłam przekonana , że wyszłam, ale po przebudzeniu miałam wiele wątpliwości. Chyba jednak to był tylko świadomy sen.

entry 19.11.2011 - 15:50
Dzisiejszej nocy miałam swoje czwarte w życiu oobe- dla większości wyjadaczy z tego forum pewnie nic specjalnego(nawet nie udało mi się opuścić pokoju), ale dla mnie to wciąż spora dawka emocji. Metoda 4+1. Po wybudzeniu (prysznic,herbata, książka) wróciłam do łóżka. Pozycja na wznak, próba relaksacji nieudana z resztą- czułam jakieś dziwne podniecenie, nie potrafiłam całkowicie wyłączyć ciała:);leżałam kilkanaście minut, żadnego efektu. W trakcie próby relaksacji powtarzałam afirmację i prosiłam NP o pomoc w wyjściu(do tej pory nigdy samej nie udało mi się opuścić ciała, zawsze ktoś ciągnął mnie delikatnie do góry za ramiona). Próba nieudana, zero wibracji, położyłam się w ulubionej pozycji z zamiarem szybkiego zaśnięcia. Już prawie zasnęłam kiedy nagle poczułam jak coś/ktoś mnie ciągnie za rękę- nie było to przyjemne, bardzo realne, wręcz bolesne. Ból sprawił, ze ocknęłam się i zrozumiałam, że to co jeszcze chwile temu wydawało mi się snem wcale nim nie było. Nie wiem ile trwało wyciąganie mnie z ciała, ale to było okropne,chciałam żeby się skończyło, choć wiedziałam, że to oobe. Pierwszy raz widziałam istotę, która pomogła mi wyjść.Moje ciało niefizyczne zostało wyrwane z taką siłą, że kręciło się wokół istoty, która mnie wyciągnęła (cały czas trzymała za rękę). Oczy miałam zamknięte, ale wszystko widziałam- nie potrafię opisać tej postaci, wiem, że była półprzezroczysta, miała sylwetkę wysokiego szczupłego człowieka. Dostrojenie było kiepskie, w pokoju panował półmrok. Mimo strachu otworzyłam oczy- nic się nie zmieniło- widziałam tak samo jak z zamkniętymi. Wiem też, że chciałam wydostać się z pokoju przez ścianę na zewnątrz, ale próba się nie powiodła- ściana była jak z gumy, nie mogłam przez nią przejść. Pomyślałam, że zerknę na ciało, odwróciłam się w jego stronę i... ocknęłam się w pełni świadoma w moim fizycznym ciele.
Zastanawia mnie kilka rzeczy:
Dlaczego sama nie potrafię wyjść z fizycznego ciała?
Dlaczego nie mam wibracji ani nie słyszę pisku jak większość ludzi praktykujących oobe?
Czy strach powoduje to, że nie jestem w stanie wydostać się podczas oobe z sypialni?

 
Mój obraz