|
|
Teraz krótkie przebłyski LD mam przynajmniej raz w ciągu nocy, dzisiaj np. było dwa razy i wszystko pamiętam. Fajnie się lata, uświadamia świat we śnie że jest snem, itepe, wszystko ok, tyle że... JA CHCIAŁAM WYJŚĆ Z CIAŁA!!! W miarę sobie o tym przypominam podczas snu, ale zupełnie nie wiem co z tym zrobić i odpuszczam. A ja tak chcę wyjść z ciała, że chce mi się krzyczeć. Chcę realnie poczuć moment oddzielenia, poczuć, że jak mówię I'am more then my phisical body, to jest o prawda. Wiem, że chcę tego tak bardzo dlatego, że nienawidzę tego ciała i wiem, że to uczucie jednocześnie przeszkadza psychicznie w odseparowaniu się od niego. Ale ja się k*** nie dam i będę się starać choćby i do samej śmierci. Tyle.
Dzisiejsza noc była bardzo specyficzna: pamiętam bardzo dokładnie 3 naprawdę długie sny, które na dodatek były tak realistyczne, że mogłabym fotorealistycznie namalować każdą scenę. Ale zaczynam się przyzwyczajać więc mniejsza o to, dziwny był natomiast krótki moment, kiedy odzyskałam świadomość. Jechałam wtedy pociągiem, który właśnie zatrzymywał się na stacji w Tarragonie, jak zorientowałam się że śpię, postanowiłam wyjść przenikając przez szybę (pierwszy raz coś takiego zrobiłam, już rozumiem o co wszystkim chodzi jak piszą, że to tak jakby się przedzierało przez gumę). Na stacji zaczęłam się zastanawiać co zrobić dalej... mój problem z ld jest taki, że cały czas jestem tak podjarana, żę wiem, że śnię, że mam tysiąc pomysłów na sekundę co z tym zrobić i na nic nie mogę się zdecydować. Ale w końcu padło na to, że sobie polatam. Tutaj już drugi raz ten sam problem - zaczęłam lecieć pionowo do góry i nie mogłam przestać, zero kontroli. Raz się od tego obudziłam, więc postanowiłam, że trzeba postarać się w drugą stronę, tzn trochę "pozapadać" - przypomniało mi się wtedy wszystko co a propos oobe czytałam co do "zapadania się w siebie" i naprawdę coś takiego właśnie czułam. I wtedy nastąpiło właśnie to coś "dziwnego": obudziłam się w czymś co chyba było wibracjami(! ale nie wiem bo pierwszy raz coś takiego miałam), a po chwili do pokoju weszła moja matka i wszystko minęło, ale... Problem w tym, że nie mieszkam z rodzicami i na pewno nie w tym miejscu w którym się "obudziłam", ale już nie zorientowałam się, że coś nie gra i świadomość była zerowa. Dalej sen był jeszcze długi i teraz zastanawia mnie - czy opisane "wybudzenie się do snu" z wibracjami mogło mieć jakiś związek z realnym przeżyciem tego, czy to tylko senne marzenie? Miał ktoś z początkujących podobne przeżycia?
obudziłam się o 3.00 i jak codziennie próbowałam wyjść (prosząc o pomoc NP:) w relaksacji dochodzę do etapu, że czerń przed oczami robi się jakaś inna,kręci mi się w głowie, a pisk w uszach nasila się i wchodzi na wyższe tony, ale nie udaje mi się tego długo utrzymać (z resztą nawet nie wiem czy to jest coś prawidłowego). Po jakiejś godzinie zasnęłam i odzyskałam świadomość na jakimś obrzydliwym betonowym podwórku, ale przynajmniej pogoda była ładna i sam środek dnia. Tym razem udało mi się zachować spokój (wcześniej tak się ucieszyłam, że zaraz się obudziłam). Zachciało mi się zmienić otoczenie na las, ale nie byłam w stanie kompletnie wyeliminować wpływów ludzkich na przyrodę i zamiast lasu pojawiam się w parku, a alejkami przechodziły się sennym krokiem pary alla wiek XIX - ogólnie nuda, więc zmieniłam koncepcję i postanowiłam znaleźć się w Japonii: pstryk udało się! Szłam małą tłoczną uliczką, ewidentnie turystyczną i nawet kimono miałam na sobie. Potem spotkałam jakąś grupkę arabów i mniej więcej wtedy już świadomość straciłam. Pamiętam jeszcze parę późniejszych snów w stylu spływ kajakowy morzem pomiędzy meduzami albo, że miałam własną malutką kawiarenkę w Edamie, ogólnie bardzo przyjemna noc:) jako, że coraz bardziej oswajam się z rzeczywistością ld, następnym razem postaram się pamiętać o oobe i spróbuję wyjść przez sen. Życzcie powodzenia:)
Wszystko się pokićkało przez ten plener i teraz jeszcze tak bardzo źle się czuję... Raz, że się przeziębiłam, a dwa, że czuję się, no po prostu samotna, czuję się tak strasznie samotna, że aż boję się powrotu do rzeczywistości. Sny, sny... Miałam jeden sen, gdzie oddzyskałam świadomość: to był disneyland kolejka na rakietę, de ja vu. Jak tylko zorientowałam się, że to sen, to niewiadomo dlaczego zaczęłam lecieć do góry z zawrotną prędkością, coraz szybciej i szybciej i nie mogłam przestać... Oczywiście zaraz się obudziłam i tyle tego było..Dalej sniła mi się Wiktoria, która wróciła do Tomka (ciekawe czy ten sen pokrywa się datą z tym, jak spotkał jej samochód, myślę, że to możliwe). Wydała mi się strasznie dziecinna, przypominała mi Bernardettę... Prawie w ogóle się nie odzwyała, jakby mało obchdziło ją co się dookoła niej dzieje... A Tomek odchodził od zmysłów w stylu "NARESZCIE" i cacy, no i oczywiście mnie miał już kompletnie gdzieś. W innym śnie cała rzeczywistość była skonstruowana ze szklanych szyb, w których były półokrągłe przejścia, które można było wywarzać... W tym śnie Tomek leżał pod jednym z takich przejść, a ja za wszelką cenę próbowałam się do niego dostać, kiedy wreszcie mi się udało on powiedział... Przytul mnie. A ja miałam głębokie przeczucie że NIE POTRAFIĘ. Chociaz bardzo chciałam. Ale to sny z pleneru, a ja niestety znowu jestem w Warszawie... Dzisiaj natomiast sen był długi, złożony, ale kompletnie nieświadomy. Mieszkałam na kabatach i chyba miałam te pare lat mniej, ale przedewszystkim: nie byłam córką moich rodziców, tylko dziwnym tworem wychodowanym w labolatorium, którym rodzice postanowili się zaopiekować. Byłam 2000 z kolei mutacją jakiejś dziwnej istoty, przez co mogłam latać i miałam zdolność telekinezy (świetne uczucie, tyle, że nie mogłam tym wszystkim zanegować rzeczywistości, bo skoro nie byłam człowiekiem wszystko wydawało mi się normalne). Sen opisywał cały mój proces uświadamiania "kim jestem", był rozciągnięty na wiele dni - pamiętam jak kładłam się spać i wstawałam, a rodzice zapewniali mnie, że i tak kochają mnie jak córkę. Ale najważniejsze przez cały czas było ostrzeżenie, że ktoś chce mi zrobić krzywdę i muszę uciekać - z takim przekonaniem w ogóle się obudziłam, ciekawe, czy to był jakiś przekaz od mojej podświadomości... Do tego umiejętność przenoszenia dowolnych przedmiotów w śnie siłą woli wydawała mi się tak banalna, że nie mogłam po obudzeniu uwierzyć, że jednak tego nie potrafie :P Chcę więcej takich snów tylko, żeby były do cholery świadome! No i oczywiście tak strasznie strasznie chcę wyjść z ciała... Cały dzień dzisiaj próbuję o tym powiedzieć mojemu NP., chociaż to trochę dziwne jeśli wziąć pod uwagę, że nigdy go nie spotkałam, nie wiem jak wygląda, kim tak naprawdę jest... Ale podczas popołudniowego treningu releksacji miałam wrażenie, że ktoś mnie pogłaskał po głowie. Może to był on? |
Moje Albumy
|