|
|
Właśnie obudziłam się ze snu, w którym oglądałam wakacyjne oferty biur podróży. To oglądanie polegało na tym, że na chwilę naprawdę przenosiłam się do miejsc, do których miałabym się wybrać. Pływałam właśnie w wielkim morzu, a razem ze mną tłumy ludzi, kiedy zorientowałam się, że śnię. Zanim zdążyłam o tym pomyśleć, zaczęłam się unosić. Pomyślałam, że pewnie znowu to się skończy i natychmiast sen zaczął tracić przejrzystość. Udało mi się przywołać ostrość na chwilkę, a później znajoma ciemność. Ale nie czułam jeszcze mojego ciała w łóżku. Nie było obrazu, ale moje stopy odbijały się od sprężystej powierzchni, jak przy skakaniu na batucie. Spojrzałam w dół i zobaczyłam ciemnozieloną podłogę w jakieś wzory retro. Było tam kompletnie pusto. Kiedy się odwracałam, obraz rozmazywał siei znikał jak przy oglądaniu dynamicznego filmu na kiepskim kompie. Znalazłam jakieś drzwi, weszłam tam, zobaczyłam go i obudziłam się.
Im więcej się dzieje, tym mniejszą mam ochotę, żeby się tym dzielić. Nie czuję potrzeby, ani nie widzę sensu. "To poszukiwanie jest indywidualne i pełne niebezpieczeństw. Samemu trzeba wędrować. W głębokiej samotności inteligencja staje się jasnym płomieniem. W głębokiej samotności otacza cię cisza i błogość. W głębokiej samotności otwierają się twoje oczy i twoje istnienie. To poszukiwanie jest indywidualne" Osho Jeśli to prawda, że w trudnych chwilach uczymy się najwięcej, to teraz powinnam się nauczyć całkiem sporo.
Siedzimy z siostrą na ogromnej sali, której większość zajmują krzesła dla publiczności. Otaczają one niewielką przestrzeń, na której stoi prowadzący ceremonię. Zaczynają gromadzić się inni uczestnicy i zajmują swoje miejsca. Ogarnia mnie przerażenie, bo wszyscy mają na sobie strój Lorda Wadera z Gwiezdnych Wojen. Słyszę też muzykę z tego filmu, która jest bardzo głośna i przytłacza mnie. Po chwili cała przestrzeń jest wypełniona mrocznymi postaciami w czarnych hełmach. Boję się spojrzeć na osoby siedzące obok mnie, bo mimo że nie widzę ich twarzy wiem, że część nich jest wrogo nastawiona, a ich wygląd jest ohydny i odrażający. Czuję, że jestem w pułapce, ale ucieczka tylko pogorszyłaby sytuację. Postanawiam więc przeczekać to, jak najmniej rzucając się w oczy. W pewnym momencie mistrz ceremonii zaczyna się do nas zbliżać i zatrzymuje się przy mnie wręczając mojej siostrze nakrycie głowy, które ona mi zakłada. Jest to rodzaj srebrzystej metalowej siateczki, którą rycerze zakładali pod hełm. Zakrywa mi ona całą twarz, a obraz staje się zniekształcony. Cały proces odbywa się bez wypowiedzenia jednego słowa, a mimo to wiem, że w ten sposób zostałam wybrana na dowódcę zgromadzonej armii. Nie chcę tego, a jednocześnie nie sprzeciwiam się.
Cierpliwość to cecha, której najbardziej mi ostatnio brakuje. Nietrudno znaleźć relacje osób, które czekały miesiącami, latami... ale to łagodzi frustrację tylko na chwilę. Z nieskrywaną radością przyjęłam przeziębienie, które ostatnio mnie odwiedziło. Cztery dni zwolnienia lekarskiego i leżenia w łóżku w oczywisty sposób skojarzyły mi się z szansą na jakiekolwiek osiągnięcia. Jako że decyzyjność i umiejętność podjęcia konkretnych działań są bardzo silnie osadzone w mojej mózgowej zakładce "cechy człowieka sukcesu", nie wzięłam nawet pod uwagę opcji marnotrawienia tego czasu i zwykłego czekania na cud. Czytam więc wszystko na raz (Monroe, Castaneda, Bytof... pozycji oczekujących na swoją kolej sama już nie ogarniam), mantruję, przywołuję, rozpaczliwie błagam...cisza. Dlaczego nie posuwam się chociaż o milimetr, czy pół roku to nie wystarczający czas, żeby zrobić chociaż najmniejszy postęp? Wkurza mnie chodzenie do tej pieprzonej pracy, która zabiera mi więkoszość siły i czasu. W ogóle w tym gronie czuję się jak stara krowa i że zmarnowałam conajmniej 10 lat życia.
Śniło mi się, że budzę i uświadamiam sobie, że znajduję się na wąskiej, twardej, drewnianej półce przyczepionej do ściany na wysokości ok. trzech metrów. Jest ona umocowana na zawiasie w taki sposób, że w każdej chwili może się urwać. Ostrożnie schodzę na dół. Następnie znalazłam się w pokoju mojej koleżanki z licealnej ławki. Rozmawiamy o tym, jak potoczyły się nasze losy po maturze i okazuje się, że ona też interesuje się oobe. Szkoda jednak, że poruszenie tego tematu nie spowodowało u mnie zadania sobie zasadniczego pytania „Czy teraz śnię”.
|
|