|
|
Zmęczony całym dniem, położyłem się na nie rozłożonym łóżku koło mojej dziewczyny. Leżymy we dwoje oglądając tv. Po chwili przymknąłem oczy i pozwoliłem swojemu umysłowi odpłynąć. Kiedy znużyło mnie wyobrażanie sobie różnych rzeczy pomyślałem, że skoncentruję się może, policzę sobie wspinając się i co dziesięć upadał. W między czasie koty powariowały, a ma luba wyłączyła telewizor. W którymś momencie zacząłem śnić sen, w którym byłem tajnym agentem próbującym wcisnąć się w szeregi terrorystów na terytorium afryki w rejonach pustynnych. Co jakiś czas widziałem jakby na czarno szarej kliszy ekwipunek do zakupienia. Po krótkim momencie śnienia zacząłem odczuwać wibracje. Najpierw w okolicy głowy, ale zaczęły się rozrastać na całe ciało. Próbowałem zaobserwować ich wzorzec jak przebiegają od głowy do stóp i z powrotem jednak bezskutecznie. Po momencie jestem na swoim łóżku leżąc w dziwnej pozycji wciąż w ubraniu obok śpiącej partnerki. Próbowałem się ruszyć ale nie mogłem. Z racji że umysł wciąż miałem lekko przyćmiony pomyślałem, że jestem na tyle zmęczony, że się w pełni nie przebudziłem. Po momencie zmagań wróciłem do snu, ale już bardziej świadomie. Podsłuchiwałem swoją konwersację z ów terrorystami jak ich przekonywałem, że jestem po ich stronie. Znowu odczułem wibracje i znów powróciłem do pokoju na me łoże, gdzie podjąłem kolejną próbę aby się ruszyć. Wibracje powracały co chwilę. Wtedy przypomniałem sobie jak pisał o nich Robert Monroe, że z początku odczuwał je za każdym razem kiedy kład się spać lub też na chwilę się położył. Wibracje wciąż trwały. Pomyślałem o R.A.M. że fajnie było by go spotkać jak niby spotkał go Darek Sugier, i fajnie gdyby nauczył mnie jakiś fajnych sztuczek czy podpowiedział jak łatwiej osiągać stan OBE. Wibracje ustawały. Wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Na korytarzu usłyszałem głosy rodziny - mojej mamy, ciotki, babci i kuzynki, w sumie tych mi najbliższych. Jakoś otrzymałem sygnał, że mam wyłączyć światło. Unoszę rękę pstrykam przycisk i kiedy miałem odciągnąć dłoń do siebie zahaczyłem o takie plastikowe coś przy tym włączniku i wyciągnąłem za sobą białą, plastikową obudowę. Spojrzałem i zauważyłem rozbebeszone gniazdko. W miejscu, w którym powinny być dziurki, wystawały dwa pręty jak do uziemienia. Wiedziałem, że tak być nie powinno więc chciałem je czymś tymczasowo zakleić aby nikogo w nocy czasem nie popieścił prąd gdy ten będzie chciał włączyć światło. Nie miałem niczego pod ręką, dlatego zawołałem mamę o pomoc aby podpowiedziała mi gdzie mogę coś znaleźć (ostatnio rzadko bywam w domu rodzinnym i nie rozeznaję się w organizacji różnych rzeczy). Podeszła wraz z babcią i kuzynką a ciotkę wyczułem, że przesiaduje w kuchni. Mam powiedziała, że zadzwoni po pomoc ale to dopiero jutro bo dziś już jest za późno (było coś koło północy). Ja w tym czasie spytałem czy to co trzymałem w rękach może być. Odpowiedziała że nie bardzo po czym przyjrzałem się bliżej trzymającej w ręku folii aluminiowej - nie miałem więcej pytań. Dalej sięgnąłem po wytłaczanki do jaj, które znajdowały się za kaflowym piecem w małym pokoju. Zauważyłem, że wytłoczki mają idealny kształt pod kontakt. Ciotka mnie za to pochwaliła. Ale hola. Coś jest nie tak. Ja przecież nie powinienem znajdować się teraz tutaj. Przecież jestem w Poznaniu. Odczułem wibracje i znalazłem się w łóżku. Znowu problemy ze wstaniem, ale teraz zauważyłem, że moja dziewczyna ogląda coś w telewizji. Chciałem się do niej odezwać ale nie starczało mi sił. Wibracje. Znalazłem się w pokoju na scenie z filmu "American beauty" gdzie Kevin Spacey odbywał stosunek z koleżanką swojej córki, jako bierny obserwator. Co prawda nie widziałem całej sprawy ale miałem taką świadomość. Po chwili do domu wjechał jakiś młody harleyowiec rozwalając pomieszczenie w pył i kolejne, w którym spała jego nic świadoma żona. Motorzysta wpadł do basenu, a przebudzona hałasem żona wstała i spojrzała na swego męża w szlafroku z pistoletem wymierzonym w wandala. Dalej za nim spostrzegła młodą nagą dziewczynę, po czym uświadomiła sobie co się działo i zaczęła kłótnię. Kierowca motocyklu wyszedł z basenu i powiedział, że musi lecieć po czym sobie poszedł. Mi było troszkę niezręcznie tak tam stać, a w dodatku zdałem sobie sprawę, że mnie tam być nie powinno i że chcę wrócić do siebie. Odczułem wibracje. Znów leże w łóżku, koło dziewczyny, z którą próbuję porozmawiać o tym co mi się przed chwilą przytrafiło. Wtedy też zdałem sobie sprawę jakbym przełączał się pomiędzy wymiarami, doświadczając kilka wersji tego samego czasu. Wciąż pogrążony byłem w tym nienaturalnym wymęczeniu co stawało się coraz bardziej męczące. Już naprawdę zaczynałem mieć tego dosyć i chciałem w końcu wstać zrobić normalnie łóżko i się położyć dalej spać. Po chwili zdałem sobie sprawę, że najlepszym sposobem na rozbudzenie jest gimnastyka. Z wielkim trudem jakoś wstałem i obszedłem tapczan dookoła (mam łóżko centralnie na środku pokoju). Z tyłu z kolejną trudnością zacząłem się gimnastykować ruszając rękoma, które w końcu niewyraźnie ale zacząłem je widzieć, oraz robiłem przysiady. Pomyślałem, że już lepiej, jednak wciąż coś nie pasowało mi ze wzrokiem. Widziałem jakby tylko prawym okiem, co by niby miało sens bo to oko mam mocniejsze. Próbowałem wymusić widzenie lewym, co troszkę poskutkowało - obraz zaczynał nabierać życia, jakbym się rzeczywiście rozbudzał. Wibracje. Znów znalazłem się na łóżku i opowiadam mej dziewczynie, że już mnie to męczy, próbuję wstać ale nie mogę, ponieważ co próbę ja jedyne co robię to przenoszę się do innego wymiaru, czasu i przestrzeni, do innego równoległego świata. Coś do mnie odpowiedziała. Wibracje. Jestem na łóżku, patrzę w jej stronę, a ona śpi. Wciąż trudno wstać. Utrata świadomości na ułamek sekundy. Jestem na łóżku, otwieram oczy. rozmyty obraz zaczyna się wyostrzać. Ruszyłem ręką, którą miałem pod jej głową. Przebudza się po czym zapytałem czy pamięta czy z nią rozmawiałem, na co przez pół sen odpowiedziała przecząco. chwilowe osłabienie świadomości jakbym miał znów zasnąć. Potrząsnąłem głową, przetarłem oczy. Zapytałem ponownie, padła ponowna przecząca odpowiedź. Wstałem, udało się, wróciłem do siebie, do tego prawdziwego fizycznego siebie, pełen energii i szczęścia na fakt co przed chwilą przeżyłem.
Obudziłem się około 7 i tak leżałem w łóżku bezczynnie. Czekałem, aż dziewczyna wyjdzie do pracy, abym mógł znów oddać się snom. Kiedy ponownie zamknąłem oczy i podświadomie skupiałem się na jednej czy 2 myśli. Myślałem sobie, że za moment wezmę PSP i pogram trochę, a później wezmę się za pracę. Pierwsze hipnagogi miały związek właśnie z grami. Dokładniej z Diablo na PSX i tym jak jakaś dziewczynka kazała mi iść do jaskini i tam zdobyć ileś punktów czy coś. Przed oczami przeskakiwały mi obrazki z gry tej na PS1 i jakieś inne przypominające japońskie cRPG na SNES'a czy GBA. Później pojawił się zrzut z jaskini z Diablo 2. Trochę mnie już to męczyło i postanowiłem wyślizgnąć się z łóżka i przeżyć swoją przygodę. Kiedy bohater gry doszedł do pewnego miejsca i miał iść dalej. Poczułem jak zaczynam się ślizgać, jak tracę grunt pod nogami i zapadam się w dół. Okazało się, że wszedłem na jakiś niepewny fragment jaskini i zjechałem szybem w dół. Beż światła latarki czy pochodni, było mi ciężko cokolwiek zobaczyć. Wyczuwałem jednak, że jestem w ciasnej wilgotnej grocie. Powędrowałem kilkoma korytarzami i zsunąłem się jeszcze kilkoma szybami. W między czasie upiększyłem nie które miejsca, groty źródłami światła z błękitno-białego kryształu. Pomyślałem czy było by mi wygodnie gdybym miał taki naszyjnik z ów kryształem na szyi. W końcu stwierdziłem, że nie, bo będzie przeszkadzał w ewentualnej walce. Po jakimś czasie doszedłem na najwyższy poziom jaskini skąd przeniosłem się w zupełnie inne miejsce. Przenosiłem się do łózka, do ciała, gdzie widziałem kawałek sufitu i pościeli. Po słabych wibracjach przenosiłem się dalej w kolejne miejsca. Często miałem tak, że czułem się rozciągnięty, lub czułem swoją obecność w dwóch miejscach na raz. Gdzieś tam, że stoję, że idę, że się podpieram i tutaj w łóżku nie mogąc się ruszyć obserwując skrawek kołdry i przesunięty oraz pod kątem biały sufit. W takich momentach starałem się zapomnieć o łóżku i skupić na tej drugiej pozycji. Po pewnym powrocie do siebie poczułem mocniejsze wibracje niż wcześniej. Postanowiłem się skupić na nich troszkę bardziej, skontrolować je, a być może uda mi się znaleźć w POZA w świecie fizycznym. Myślami zacząłem je kontrolować, aby przesuwały się w górę i w dół, w górę i w dół. Niby nic się nie działo, jednak po chwili poczułem jak wibracje pulsują, przesuwając się po moim ciele. Nagła lekkość oznajmiła mi, że mogę się ruszyć. Z niewielką trudnością, przechyliłem się delikatnie w prawą stronę, aby opaść na ziemi za łóżkiem, przy czym czuwałem aby nie poruszyć swoim ciałem fizycznym. Nie wiem skąd we mnie jeszcze ten strach, przecież w tym momencie nie ma możliwości nim ruszać, wiedząc to bylem pewniejszy siebie wykonując obrót. Moja widoczność była znacznie ograniczona. Raczej ciemne barwy, czy raczej plamy, na chwilę odkrywały bardzo rozmyte pomieszczenie. Postanowiłem się podeprzeć ręką by pomóc sobie unieść się wyżej. Dotknąwszy łóżka wyczułem pofałdowaną kołdrę i siebie - swoją nagą stopę i nogę. Mimo dalszych starań by pozostać w tym miejscu zostałem przeniesiony w inne. Dużo czasu spędziłem w moim rodzinnym domu, znowu. Nie wiem co mnie tam przyciąga będąc poza ciałem. Muszę się dowiedzieć. W każdym bądź razie wracałem tam dzisiaj nie raz, za każdym razem przeżywając nowy epizod. Z racji na dzisiejszy długi pobyt jestem w wstanie przypomnieć sobie tylko niektóre fragmenty. Jednym z nich było spotkanie z jakimiś dwiema laseczkami. Niby takie mangowe, niby nie. Były jakimiś kurtyzanami - przynajmniej ta starsza, bardziej doświadczona w tych sprawach. Ta druga zdecydowanie młodsza nie wiedziała o co w tym wszystkim chodzi. Wypytywała nas co my w tym widzimy, dlaczego to jest dla nas takie przyjemne. Zapytałem czy raczej stwierdziłem, że na pewno chce się o tym osobiście przekonać i doświadczyć tej przyjemności. Przytaknęła kiwając głową i uśmiechem na twarzy. Następnie spotkałem moją rodzinę, moją mamę i kuzynkę. Rozmawialiśmy o jakichś różnych rzeczach, których teraz nie pamiętam. Gdzieś w czasie rozmowy bardzo chciałem przenieść się do świata fizycznego do jakiegoś znajomego lub do mojego pokoju aby móc pozbierać dowody na jakąś, choć minimalną współzależność tych dwóch światów. Niestety nie udało mi się. skończyłem kręcąc się w kółko. (Jeżeli ktoś zna jakieś sposoby na przemieszczanie się w przestrzeni w POZA, będę po stokroć wdzięczny za jakiekolwiek wskazówki;)) W pewnym momencie znów zachciało mi się polatać. Pamiętałem co było ostatnio - zostałem zablokowany przez barierkę. Tym razem postanowiłem się nieco bardziej rozpędzić. Zacząłem biec od kuchni, przez korytarz, duży pokój, przez balkonowe okno, przez barierkę i znalazłem się w powietrzu. Zacząłem chwilę spadać po czym jak ptak machałem rękoma. Wzniosłem się niewiele jednak wciąż za mało by podziwiać krajobraz mojego miasta. Przypomniałem sobie jak niektórzy ludzie pisali na forach, że latają na supermena. Nie czekając dłużej wyciągnąłem dwie ręce przed siebie i zacząłem lecieć. Jak za dawnych czasów, pomyślałem. Kiedy byłem jeszcze mały często byłem świadomy w snach i często latałem po swoim mieście. Wymyślałem różne techniki latania i wznoszenia się - mam nadzieję, że wciąż je jeszcze pamiętam, i że wciąż to jeszcze potrafię robić tak dobrze jak wtedy. Wzniosłem się nad blok i jeszcze wyżej i wyżej. Krajobraz był nieco inny, ale dużo fajniejszy. Wszędzie dookoła było pełno drzew, wysokich ogromnych i w ogóle sporo zieleni. Gdzieś tam pomiędzy tym wszystkim wystawały średniej wysokości, chyba szklane, wieżowce. Ta wizja była fantastyczna, czułem jakby to w końcu ludzie pogodzili się z naturą i współżyli z nią. Postanowiłem polecieć dalej. Z szybowałem na chwilę w dół, gdzie na narożniku budynku zauważyłem kilka mangowych uśmiechniętych postaci, dzieci i wzbiłem się ponownie w górę. Następnie spotkałem się w moim rodzinnym domu z moją koleżanką ze studiów. Zaczęliśmy rozmawiać o lekcjach. Chwilę później pojawiła się druga siedząc na kanapie wraz z nauczycielką, która wypytywała o jakąś książkę z poprzedniego roku. Szybko poprawnie odpowiedziałem na pytanie dzięki czemu uszczęśliwiłem się, że jeszcze pamiętam. Na sam koniec znalazłem się na jakieś ulicy dużego miasta. Na skrzyżowaniu, na torowisku tramwajowym siedział kot. Tramwaje przejeżdżały nad nim. Moje towarzystwo zaniepokoiło się o niego, po czym podszedłem do niego, wziąłem pod pachę i zaniosłem w bezpieczne miejsce. Po tym incydencie obudziłem się na dobre. Przez chwilę chciałem jeszcze wrócić, ale wiedziałem, że już nie dam rady.
Jakimś sposobem stałem się milionerem. Nie wiem czy zarobiłem czy wygrałem w totolotku, ale tak się stało, że miałem ogromną sumę pieniędzy. Od razu wiedziałem co mam z nimi zrobić - wykupić jedną z pierwszych pasażerskich podróży w kosmos. Przedsięwzięcie brało pod uwagę 4 cywilnych uczestników (wśród, których się znalazłem), tygodniowy program ćwiczeniowy i badania oraz lot wahadłowcem w przestrzeń kosmiczną. Dotarłem już do ośrodka kosmicznego gdzieś w stanach zjednoczonych i zostałem ulokowany w jakimś pomieszczeniu z pozostałymi członkami. Jak to na początku bywa, trzeba przełamać pierwsze lody i nieśmiało powiedziałem, że fajnie będzie polecieć na taką wyprawę o ile oczywiście przejdę wszystkie badania pozytywnie. Miałem wrażenie, że moja nieśmiałość znów mnie zdominuje, jednak szybko okazało się, że reszta słuchała mnie z dużym zainteresowaniem. Kolejnych scen z bazy kosmicznej niestety nie pamiętam. Po jakimś czasie znalazłem się na ulicy, czy raczej na skrzyżowaniu dwóch ogromnych ulic. W okół było pełno różnych sylwetek mknących obok mnie z ogromną prędkością. Miałem wrażenie jakbym trwał w zwolnionym tempie, a wszystko do o koła w przyśpieszonym. Sylwetki były cieniste, bez wyrazu albo ich indywidualność była dla mnie nie zauważalna, chociaż wyczuwalna. Czułem się troszkę jak zagubione dziecko w wielkim mieście w godzinach szczytu. Co ciekawsze nie dostrzegłem żadnych zabudowań ani żadnej wyraźnej scenerii w okół skrzyżowania. Było dość ciemno ale wszystko było jakby rozświetlone milionem gwiazd. Gdzieś pośród tego krzątającego się tłumu zauważyłem kątem oka kobietę przypominającą mi moją znajomą ze szkolnej ławki. Spojrzałem jeszcze raz i zauważyłem jak już miała zniknąć po drugiej stronie zbiorowiska. Tak, to była ona. Zapytałem co u niej słychać i że dawno się nie widzieliśmy. W mgnieniu oka znalazłem się w szkole, ona zniknęła, a ja pośpieszyłem na zajęcia. Na sali przypomniałem sobie, że muszę poprawić jeszcze poprawić fonetykę hiszpańską. Zapytałem kogoś z klasy gdzie znajdę nauczycielkę, po czym pomknąłem do kantorka. Przeszedłem kilka kroków przez korytarz szkoły. Był dość spory, głównie na wysokość. Szerokość była raczej standardowa lub o około metr większa. Masywne ciemne drzwi pośrodku ogromnej futryny zapraszały do klas co kilka metrów. Przystałem przy jednych z nich po przeciwległej stronie sali, z której przyszedłem. Drzwi się otwarły i zobaczyłem wydłużony pokoik, na którego końcu znajdowało się ciemne biurko, przy którym siedziała jedna z nauczycielek oraz kilka szafek po jego bokach. Duże okno na przeciwległej do drzwi ścianie wpuszczało do środka bardzo jasne światło, co przyczyniało się do dużego kontrast przedstawionego widoku. Moja nauczycielka od hiszpańskiego podeszła do mnie, a ja zacząłem się tłumaczyć dlaczego nie przyszedłem wcześniej i pytałem ją kiedy będę mógł przyjść następnym razem poprawiać. Była troszkę oburzona, że tak sobie to olewam i poprosiła mnie o przetłumaczenie na polski kilku słów, które nawet w moim rodzimym języku wydawały się nie mieć sensu - "kastanietkapodaster" i coś jeszcze czego nie pamiętam. Nie znając odpowiedzi zacząłem się tłumaczyć, że dopiero zacząłem nadrabiać zaległy materiał i że te ów słówka pojawiły się w podręczniku dopiero w dalszych rozdziałach. Kiedy już wszystko wyjaśniłem, wróciłem do sali na lekcję. Spóźniłem się niewiele, ale udało mi się jeszcze znaleźć wolne miejsce i usiąść przy stoliku. Pośpiesznie przywitałem się hiszpańsko-języcznym nauczycielem słowami "!Hola y Buenos dias!" oraz nie wiedząc jak przeprosić za spóźnienie powiedziałem "I'm sorry". Kiedy zacząłem wyciągać podręczniki, wszystko zaczęło zanikać, po czym się obudziłem.
Nad ranem obudziła mnie melodia budzika. Wstałem sięgnąłem po telefon, wyłączyłem alarm i wróciłem do łóżka z telefonem w ręku. Po jakimś czasie alarm znów dał osobie znać. Ponownie go wyłączyłem i zasnąłem na kolejne 9 min. Znalazłem się w jakimś samochodzie. W ręce miałem telefon i ustawioną funkcję aparatu. Miałem zrobić zdjęcia Pannie młodej i jej drużbom. Stały na niewielkim wzniesieniu przed średniej wielkości przyczepą campingową. Ustawiłem kadr i pstryknąłem zdjęcie. Miałem zrobić jeszcze kilka ale moją uwagę przyciągnęła jedna z drużb. Była to średniego wzrostu i średniej urody szatynka o lokowanych włosach. przyglądałem się jej twarzy i zauważałem coraz więcej niedoskonałości. Chyba to zauważyła i odwróciła moją uwagę zmieniając pozycję na coraz to pociągające, miejscami podnosząc sukienkę. Musiałem jej przyznać, że była niezwykle zgrabna, a jej piękne długie nogi i na wpół gołe pośladki przyciągnęłyby niejednego faceta. Zmiana scenerii. Miałem zrobić zdjęcia na łódce. Ktoś chyba mi podał kajak czy łódź i jak już ją trzymałem w rękach zapadła się podwodę. Miałem wsiąść z Panną młodą na drugą łódkę ale jak się okazało zaczynała tonąć. Po chwili cały pomost wraz z łodzią jakby zapadły się pod taflę wody. Zaraz po nich dołączyłem i ja. Wynurzyłem się i zorientowałem, że panny młodej nie było na powierzchni. Szybko zanurkowałem i dostrzegłem ją gdzieś na dnie pod belami pomostu i łodzi. Podpłynąłem do niej, chwyciłem i wyciągnąłem na powierzchnię, gdzie przekazałem ją jej ojcu. Zadzwonił alarm. Przebudziłem się i szybkim minimalnym ruchem wyłączyłem go. Telefon wciąż tkwił w mej dłoni, a ja nie chcąc jeszcze wstawać i nie chcąc się ruszać postanowiłem chwilę pomedytować. Zacząłem odliczać oddechy. Wdech, "jeden", wydech. Wdech, "dwa", wydech... wdech, "pięć" wydech. nagle słyszę dźwięk alarmu. Nie był ten sam, był inny bardziej przytłumiony ale wiem że to alarm w telefonie. Już miałem ponownie ruszyć mym fizycznym palcem aby go wyłączyć, ale się spostrzegłem, że ten dźwięk nie dochodził ze świata fizycznego. Uśmiechnąłem się w duchu, że to spostrzegłem i oczekiwałem momentu, w którym będę mógł ze spokojem opuścić moje ciało. Po chwili pojawiały się kolejne dźwięki. Jakieś drobne nic nie znaczące pojedyncze odgłosy. Po chwili wyczułem, ze koło mojego łóżka kręci się jakaś postać. Chodziła dookoła łóżka jakby na coś czekała z niecierpliwością. Chwilę później zacząłem słyszeć jej kroki i głos. Gdzieś w między czasie w myślach prosiłem ją aby mnie chwyciła za rękę czy nogę i wyciągnęła. Nie zrobiła tego lecz wciąż krzątała się wokół. Kilka chwil później zacząłem ją widzieć. Był to średniego wieku szczupły mężczyzna. Przypominał trochę jakiegoś biznesman'a. Usiadł centralnie koło mnie na taboreciku i mówił coś po angielsku. Doskonale rozumiałem jego poprawną amerykańską angielszczyznę, niestety po powrocie zapomniałem co mówił. Na koniec dodał coś jeszcze po hiszpańsku. Wtedy poczułem wibracje. Najpierw lekkie, po których wciąż nie moglem się ruszyć, potem mocniejsze. Podczas tych drugich przypomniałem sobie o metodzie Roberta Monroe aby spróbować ściągnąć na siebie wibracje z góry. Okiem wyobraźni spojrzałem nad siebie i wibrację się nasiliły. Zaraz po nich z lądowałem twarzą ku ziemi w kuchni mojego rodzinnego mieszkania. Za oknem było ciemno ale pomieszczenie było oświetlone światłem lampy. W tym miejscu przy mnie znalazł się mój dawny znajomy, który zaczął mi mówić o pracy którą mi chce zlecić. Wiedziałem, że go tam nie powinno być więc nawet sobie nim nie zawracałem głowy, gdyż miałem ważniejsze rzeczy do zrobienia - poszukać dowodów na związek pomiędzy światem snów, a światem fizycznym. Pierwsze co zrobiłem to poszedłem zobaczyć do pokoju czy mnie tam czasem nie ma leżącego na łóżku. Oczywiście bylem, ale się nie przyglądałem. Co prawda pokój był ten z mojego rodzinnego domu, ale łóżko w nim to na którym śpię w mieście, w którym obecnie zamieszkuję. Na łóżku spostrzegłem moją śpiącą dziewczynę i obok niej siebie. Wydawało się, że jest to w porządku więc powędrowałem do kolejnego pokoju. Tam spotkałem moją babcię oglądającą telewizję. Wróciłem się na korytarz, gdzie koło nóg przebiegł mój kot. Chciałem go zagadać ale mnie totalnie zignorował, czy wręcz uciekł przede mną i schował się pod łóżko. W mojej głowie zaświtała mi myśl, że nie mam tu zbyt wiele czasu. Za niecałe 9 min zadzwoni alarm i mnie wybudzi. Postanowiłem powędrować na balkon i unieść się w górę by po podziwiać moje rodzinne miasto z lotu ptaka jak za dawnych lat. Poszedłem szybko do pokoju, przeszedłem przez balkonowe drzwi i miałem przejść przez barierkę balkonu by znaleźć się w powietrzu. Jednak coś mnie zablokowało. Spróbowałem ponownie i znów to samo. Chwila zastanowienia i zdałem sobie sprawę, że jeszcze za bardzo się tego boję by tak nagle wyskoczyć z balkonu. Nie byłem na to jeszcze gotowy. Postanowiłem zatem sprawdzić co słychać u moich sąsiadów jednak już zacząłem tracić ostrość i świadomość, obraz zaczął się przekrzywiać i zamazywać. Zamknąłem oczy, obróciłem się kilka razy w kółko powtarzając sobie, że chcę się dostroić i być świadomym. Po chwili znów z lądowałem twarzą przy ziemi, jednak tym razem na korytarzu. Uniosłem się na nogi i powędrowałem do łazienki skąd miałem się dostać dalej do kolejnego mieszkania. łazienka tak jak kuchnia była dobrze oświetlona. Skupiłem się na ścianie przede mną i ruszyłem w jej stronę. Zrobiłem pierwszy krok i już poczułem jej opór. Dosłownie takie gumociasto, gęste i potwornie uporczywe do prześlizgnięcia się. Wysiliłem się trochę bardziej i w końcu udało się. Jednak jak się okazało doświadczyłem efektu "pac-man'a"! Ponownie znalazłem się łazience od drugiej strony jak na początku! Ponowiłem próbę przebicia się przez mur i w końcu znalazłem się u sąsiadów. Tam zobaczyłem sąsiada z sąsiadką zabawiających się radośnie. A tak dokładniej to sąsiadka zadowalała sąsiada oralnie. Trochę korzystając z okazji postanowiłem przetestować mój zmysł dotyku i pozwoliłem sobie dotknąć jej nagiej piersi. Była idealna, w kształcie i jędrności. Obejrzałem się dookoła i zauważyłem, że mają otwarte drzwi do pokoju dziecinnego, co mnie troszkę zdziwiło. Jak można robić takie rzeczy przy dzieciach. Kobieta poprosiła męża by przyniósł kamerę, gdyż chciała by się nagrali podczas ich zabawy. Nie miałem więcej czasu by tam zostać i postanowiłem poszukać bardziej przekonywujących dowodów na związek pomiędzy tymi dwoma światami. Moim celem miało być przemieszczenie, się z tamtego miejsca do mieszkania mojego kolegi z pracy, co bym mógł zrelacjonować co u niego widziałem zaraz po tym jak się znajdę w biurze. Wyszedłem na korytarz i zacząłem szukać IDentu Marka, jednak mający mnie za chwilę obudzić budzik ściągnął mnie z powrotem do ciała. Obudziłem się, wyłączyłem alarm, poleżałem jeszcze chwilę z nadzieją, że będę mógł wrócić jednak nie było mi już to dane.
Zacząłem śnić, jak jakiś znajomy ciągnie mnie za linkę gdzieś koło jeziora. Ja byłem na drodze i miałem założoną jedną rolkę lub po prostu moja stopa bez oporu sunęła po ziemi. W pewnym momencie koleżko skręcił w lewo minął kilka topoli i znalazł się w motorówce na jeziorze. Oczywiście ja ciągnięty jak na nartach wodnych znalazłem się za nim. Słońce mocno oświetlało taflę jeziora tak że musiałem przymrużać oczy by móc go widzieć. Krzyknąłem do niego by starał się utrzymywać w miarę równe tempo bo nie chciałbym wpaść do wody i zmoknąć przez przypadek. Znaleźliśmy się w jakimś miejscu. Wspinałem się po jakimś slupie aby coś odzyskać na górze jakieś informacje czy rzeczy. W między czasie przybyły jakieś dwie kobiety i zaczęły do nas strzelać. Zostałem trafiony w nogę i zaraz potem schowałem się by mnie nie mogły dopaść. Nagle znalazłem się w jakieś wielkiej hali, która przypominała ani to fabrykę, ani to basen czy lodowisko. Byłem członkiem specjalnej grupy antyterrorystycznej i za zadanie mieliśmy pojmać groźnego przestępce, który chce kogoś tam zamordować. Długo kręciliśmy się tamtych korytarzach, aż w końcu natrafiłem na jego tropem. Ślady doprowadziły mnie na moje stare podwórko, a tam przy wejściu do domy mojego dobrego kolegi był zakuty w łańcuchy ów przestępca. Podszedłem do niego i zacząłem z nim rozmawiać. Wiedziałem, że moim obowiązkiem jest uchwycenie go i wsadzenie do więzienia, jednak czułem w sobie ogromna potrzebę pomocy temu człowiekowi, sprowadzenie go na dobrą ścieżkę. Zapytałem go co ma zamiar zrobić jakby go uwolnił, bo chciałbym to zrobić. Odpowiedział, że zabić osobę odpowiedzialną za śmierć jego brata czy kogoś bliskiego. Odpowiedziałem mu że to jest przecież sen i czy wie że śni. W sumie nie czekałem na jego odpowiedź. Sam wypowiadając te słowa odzyskałem pełną świadomość. Wyczułem czego mu brakuje za kim tęskni. Pstryknąłem palcami i z piwnicznych schodów wyszedł na górę jego młodszy braciszek. mały coś powiedział, że już nie żyje i że to kogoś wina. Przestępca wciąż miał zamiar popełnić morderstwo, ale w jakiś sposób złagodniał. Pstryknąłem ponownie i pomyślałem, że wcale nikt nie został zabity i nie ma po co się mścić. Tak się stało, sprawa rozwiązana. Ów człowiek został rozkuty i rozgrzeszony. Przebudziłem się na moment, nie drgnąłem ani na momencik lecz pozwoliłem sobie zapaść w kolejny sen. Szybko poczułem wibracje, a po nich efekt zapadania się, jakbym powoli sturlał się z łóżka na podłogę. Tak jest pomyślałem, udało się opuściłem ciało. Otwieram oczy i znów przykuty do łóżka, rozglądam się troszkę choć wizja wciąż rozmyta. Widzę sufit, biurko i drzwi. Zamyka oczy i pozwalam sobie opadać, tym razem mówię sobie, że chce opaść tak głęboko że jak otworzy oczy nie chcę być przy łóżku ale mogę być w jakimś innym świecie czy lokacji. Otwieram oczy, spoglądam na drzwi i mam wrażenie, że wszystko jest jakieś pokręcone, że tam gdzie powinny być drzwi jest ściana, a tam gdzie są drzwi powinna być szafa. Pomyślałem, że na pewno doświadczam widoku w perspektywie 360 stopni przez co moje zmysły nie mogą się odnaleźć w tym stanie rzeczy (tak naprawdę widziałem swój pokój w którym się znajdowałem, ale w głowie miałem przeświadczenie, że znajduję się w swoim dawnym pokoju z dzieciństwa) Zamykam oczy okręcam się w kółko i myślę o dostrojeniu się i pogłębieniu świadomości. Otworzyłem je ponownie i w końcu stanąłem "na nogach" spojrzałem na łóżko, gdzie leżałem przykryty kołdrą (w rzeczywistości byłem w innym pokoju na nie rozłożonej sofie przykryty kocem). W pomieszczeniu obok usluszałem swoją babcię. Pomyślałem, że będzie to świetny sposób na zdobycie dowodów na OBE. Skoro jest ranek to zobaczę co ona robi w kuchni, a potem to wszystko potwierdzę. Tak więc moja wizyta w POZA skupiła się na zdobywaniu dowodów. Moja babcia przyszła do pokoju i ze stolika podniosła miskę z potrawą chińską, ale do ryżu dodana była jeszcze spora ilość kukurydzy. Troszkę zjadła i zaniosła do kuchni. Powędrowałem za nią. Na miejscu koło zlewu zauważyłem dzbanek z sokiem. Podszedłem do niego i aby przetestować zmysły czucia chwyciłem go i wziąłem kilka łyków. Smal był słaby lekko cytrynowy, konsystencja wodnista, a cały napój był schłodzony. Wyraźnie czułem jak wypełnia moje usta i spływa przełykiem w dół. W rękach czułem chłód i fakturę szkła. Obejrzałem się i spojrzałem za okno. Tam na ulicy zauważyłem kilka biegnących koni. Spojrzałem na babcię i zapytałem czy rzeczywiście tam byly konie. Odpowiedziała, że tak. No to fajnie - pomyślałem. Mam kolejny dowód konie. Babcia może nie pamiętać rozmowy ze mną, bo to pewno jej drugie ciało prowadzi ze mną rozmowę, ale konie będzie pamiętać na bank. przez chwilę pomyślałem o powrocie do ciała bo już bylem w POZA dość długo, ale w sumie skoro już tu jestem to czemu by nie korzystać. W dużym pokoju usłyszałem swojego zmarłego dziadka. Pomknąłem do nie mogłem uwierzyć, że go widzę. Ucieszyłem się tak bardzo, że aż łzy mi napłynęły do oczu. Widziałem go jak tam leżał na sowim łóżku jeszcze chyba nieświadomy, ze umarł kilka lat temu. Podszedłem do niego przytuliłem się na chwilę i powiedziałem, że się za nim stęskniłem. Chciałem mu powiedzieć to czego mu nie powiedziałem za życia. Nagle cale pomieszczenie zniknęło, byłem tylko ja, trochę młodszy on i otaczająca nas biel. Powiedziałem mu aby pomyślał o jakimś wydarzeniu z wcześniejszych lat (chciałem go zobaczyć młodszego :)). Nagle zaczął się zmieniać, ale jakoś tak nie naturalnie i przestawał być do siebie coraz bardziej nie podobny. Opowiedział jakąś nieprawdopodobną historię o sobie i o babci, po czym kazałem mu się zbliżyć i przytulić. Powiedziałem mu, że zabiorę go w lepsze miejsce. Zamknąłem oczy i poprosiłem swoją wyższą jaźń by zabrała nas do obszaru 29... nie, nie, do obszaru 27 bo do 29 ja nie dam rady się dostroić. Po chwili poczułem wietrzyk od spodu i uczcie unoszenia się. Biel stała się czernią, a ja się obudziłem. |
|