|
|
Od dziś wszystkie moje wpisy z tego blogu można znaleźć na blogu mojego męża pod adresem: http://przestrzen-milosci.pl/?cat=15 Nowe wpisy, które będą powstawać na bieżąco można znaleźć tylko tam ;) pozdro ;)
Dzisiejsze doświadczenie było na tyle ciekawe i zabawne, że postanowiłam je uwiecznić. Otóż w trakcie akcji snu jesteśmy z draniem w domu, w którym znajduje się również złowrogi czarnoksiężnik. Ów czarnoksiężnik planuje zamach na rodzinę, mieszkająca w domu. My z draniem znajdujemy się w jednym z pokoi, lecz czarnoksiężnik wyczuwa naszą obecność i nasyła na nas swoje sługi, żeby zrobiły z nami porządek. Zobaczyłam jak w naszą stronę zbliża się gigantyczna gąsienica, była koloru zielonego i miała okrągłe różowe wypustki na sobie. Podpełzała do mnie, a ja nie chciałam mieć z nią nic wspólnego, była tuż, tuż , gdy nagle dotarło do mnie: ACH, TO PRZECIEŻ SEN, A SKORO TAK WŁAŚNIE JEST TO ZNACZY, ZE MOGĘ TĘ GĄSIENICĘ KONTROLOWAĆ I ŻE NIE PODEJDZIE DO MNIE BLIŻEJ. Tak też się stało :D Moja świadomość spowodowała, że gąsienica zatrzymała się jakby zupełnie pozbawiona życia. TERAZ TO W SUMIE MOGĘ JĄ DOTKNĄĆ – powiedziałam, ALE WCALE NIE CHCĘ :D ;D – dodałam po chwili. Ciesząc się ze świadomości przebywania poza ciałem postanowiłam wykonać swój plan na dzisiejsze oobe – chodziło w nim o stworzenie lustra, które to by odzwierciedlało moje energetyczne ciało, tak żebym wiedziała co się z nim dzieje i jak z nim pracować. Stworzenie lustra było bardzo proste, ale nie miało takich wymiarów jakich od niego wymagałam, więc postanowiłam je trochę przetworzyć. Spojrzałam najpierw na swoje oblicze i zobaczyłam, ze nie wyglądam zbyt wyraźnie, powoli traciłam świadomość – O NIE, TYM RAZEM TEN NUMER NIE PRZEJDZIE. NIE MAM ZAMIARU WCIĄGNĄĆ SIĘ W NIEŚWIADOMĄ AKCJĘ!! Zrobiłam intuicyjnie coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam – wróciłam na chwilę świadomością do ciała fizycznego by po chwili powrócić do oobeakcji z nową dozą energii. Zadziałało fantastycznie, bo czułam się bardzo dobrze i niesamowicie świadoma tego, że jestem poza ciałem. Znów byłam przed lustrem i mentalnie zmieniałam jego rozmiary. Obok mnie, po prawej stronie były drzwi, otwierane od połowy i do połowy. Górna część tych drzwi się otworzyła ,a w nich stanął misiek polarny :D po chwili zauważyłam, że to raczej jakaś osoba przebrana za polarnego miśka, a w dodatku czegoś ode mnie chce. ZNOWU JAKAŚ CHOLERNA ATRAPA CHCE MI PRZESZKODZIĆ – pomyślałam, a głośno do miśka powiedziałam - SPADAJ STĄD WSTRĘTNA ATRAPO, ZNIKAJ, NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!! MAM LEPSZE RZECZY DO ROBOTY NIŻ SIĘ TOBĄ ZAJMOWAĆ! ALE O CO CHODZI?? – zapytał mnie misiek, a mnie to zbiło z tropu, bo jeszcze nigdy żadna atrapa nie sprzeciwiła się w żaden sposób moim słowom, a tym bardziej nie zadawała mi pytań. Postanowiłam porozmawiać z miśkiem. Misiek zdjął z głowy głowę miśka :D i okazało się, ze w środku jest facet. Powiedział do mnie: CZEŚĆ, TO JA – SZCZĘŚLIWA, NIE POZNAJESZ MNIE? :D:D:D:DD: EEEEE, NO COŚ NIE BARDZO, BO WYGLĄDASZ JAK POSTARZAŁY CHŁOP :D – odpowiedziałam, jednak gdy się przyjrzałam zobaczyłam, że przez chłopa „prześwituje” wewnątrz twarz dziewczyny w blond włosach i czerwonych ustach – NIECH CI BĘDZIE ;), ALE O CO WŁAŚCIWIE CHODZI? A misiek na to - O TO, ŻE ZA TYMI DRZWIAMI ZNAJDUJE SIĘ SZKOŁA, DO KTÓREJ CHODZĄ OBEMANIACY – CHODŹ ZOBACZ. Wyszłam za drzwi razem ze Szczęśliwą i draqiem. Staliśmy na korytarzu, którego jeden koniec prowadził do klasy lekcyjnej, a drugi do pomieszczeń sportowych/gimnastycznych. Zauważyłam dwie dziewczyny idące w stronę sali gimnastycznej – udało mi się je zobaczyć tylko z tyłu – obie na bawełnianych dresach miały napisane liczby, a jedna z nich, prócz liczb, miała na pośladku napis: Abi :) ALE JAJA – pomyślałam, przecież kojarzę tę dziewczynę z forum oobe. Dziewczyny odeszły, a my skierowaliśmy się na lewo do klasy lekcyjnej, akurat kończyła się lekcja. Zobaczyłam wiele osób – głownie płci męskiej, których wcześniej nie widziałam, ale doskonale potrafiłam rozpoznać nicki poszczególnych osób z forum oobe. Przywitał nas znajomy z oobezlotu - Misha, powiedział, ze bardzo fajnie, że się lekcje kończą to gdzieś się wybierzemy. Mieliśmy iść już na główny dziedziniec, kiedy znów poczułam spadek świadomości, tym razem znów zastosowałam technikę z chwilowym powrotem do ciała fizycznego – znów ta technika zadziałała. Szczęśliwa gdzieś zniknęła, a ja draq i Misha znaleźliśmy się na głównym dziedzińcu szkoły. Akurat pani dyrektor kończyła przemawiać do uczniów i właśnie podjechał autobus, mający zabrać obemaniaków do domu. Zobaczyłam nawet herb szkoły, jej adres i nazwę patrona, ale tak bardzo nie chciało mi się w to wierzyć, że nie potrafiłam nic konkretnego przeczytać. Zastanawiałam się czy to jest w ogóle możliwe, żeby działo się to naprawdę czy to tylko wytwór mojego umysłu, czułam się zajebiście świadoma, ale jednak nie potrafiłam zweryfikować realności oobeszkoły. Zamiast jechać busem, będąc zupełnie świadomymi tego, ze znajdujemy się poza ciałem postanowiliśmy polecieć w jakieś fajne miejsce by podładować niefizyczne akumulatory. Chwyciłam draqa za prawe ramię, Mishę za lewe i polecieliśmy w gorę i przed siebie. Okazało się, że znajdujemy się w malowniczym miasteczku, a jako chwilowy cel naszej podróży wybraliśmy mały zameczek, z którego tryskały fontanny wody – no coś wspaniałego. Jednak zamek wydawał się nam zbyt blisko i zbyt mały, więc postanowiliśmy stworzyć większy i jeszcze bardziej wypasiony w oddali – co by sobie jeszcze trochę polatać :) Po drodze stworzyliśmy przy okazji wspaniały staw z fontannami i łabędziami, którym zachwycaliśmy się podczas lotu. Niestety zamek był na tyle daleko, że znów poczułam potrzebę doładowania świadomości. Wróciłam zatem do ciała fizycznego jednak za bardzo się wzbudziłam, żeby móc wrócić do lotu z chłopakami. Niby szkoda, ale po tym doświadczeniu czułam się bardzo spełniona, a jednocześnie zadziwiona nowymi doznaniami – głównie chodzi mi o to doładowywanie się poprzez wracanie do ciała. całe doświadczenie odbieram jako jedno z moich najdłuższych doświadczeń poza ciałem, w których utrzymałam świadomość do samego końca. Oczywiście bardzo ważne i niezbędne jest samo zyskanie świadomości, ale bez umiejętności jej utrzymania doświadczenia stają się ubogie i niezbyt barwne. Przy trwającej klarownej świadomości nawet z pozoru zwyczajne wydarzenia zyskują rangę megawypasionych :)
Dzisiejszej nocy przyłapałam się na czymś dziwacznym. Przy procesie zasypiania nagle jakbym się ocknęła i zaczęłam obserwować swoje poczynania - to jakbym obserwowała swoje drugie życie, które powadzę w nocy, a którego nie jestem świadoma. Zobaczyłam jak wokół swojego fizycznego ciała tworzę 4 postaci - coś w rodzaju moich sobowtórów-cyborgów. Postacie te, z tego co pamiętam, były koloru pomarańczowego. Najdziwniejsze jest to, że były one puste w środku, jakby plastikowe lalki, ale wszystkie miały swoja świadomość. To, co było charakterystyczne w tych postaciach to ich dość szerokie ramiona w stosunku do reszty człekokształtnego ciała. Dokładnie nie wiem, czy wyglądały tak, jak ja, bo były odwrócone do mnie plecami jednak czułam, że one są stworzone ze mnie i przeze mnie, więc są mną tyle, że na inny sposób. To doświadczenie, a raczej obserwacja bardzo mnie zdziwiła, jednak nie wybudziłam się, tylko dałam się ponieść snom. Kilka dni temu też przyłapałam się na obserwacji mojego "drugiego życia". Czasami robię sobie ćwiczenie, w którym to opleciona jestem złota kulą energii. kula ta stopniowo się powiększa, obejmuje najpierw pokój, potem mieszkanie, miasto, kraj aż w końcu całą kulę ziemską - wtedy to też stapiam się w miłosnym uścisku z całą Ziemią ;) Ostatnio podczas wykonywania tego ćwiczenia przysnęło mi się ;o Gdy się ocknęłam kontynuowałam ćwiczenie jednak już jako ta "druga rugwa". Tą ogromną kulę energii podzieliłam na miliony świetlistych promyczków, które wirowały wkoło. Promyczki były najgęściej uplasowane w środku kuli, a najrzadziej na jej brzegach - ślicznie to wyglądało w każdym razie. A CO BY BYŁO, JEŚLI BY TAK KULA ROZPRYSNĘŁA SIĘ NA CAŁĄ ZIEMIĘ I SWOIMI PROMYCZKAMI DOTARŁA DO LUDZI, A W MOMENCIE ZETKNIĘCIA Z PROMYCZKAMI WSZYSCY LUDZIE CHOĆBY NA JEDNĄ SEKUNDĘ ZYSKALI OŚWIECENIE ? - pomyślałam jako rugwa nocna i nawet nie wiem czy udało mi się zaobserwować rozprysk kuli, bo za chwilę jako rugwa dzienna wybudziłam się z wielkim znakiem zapytania w oczach. Według mnie pomysł jest genialny i szczerze mówiąc jako rugwa dzienna nigdy bym na coś podobnego nie wpadła. Na wszelki wypadek powtórzyłam całe ćwiczenie w wersji zmodyfikowanej przez rugwe nocną i dopiero potem zasnęłam. PRZEPOWIEDNIA O NIEBIESKIEJ ŁAZIENCE Jeden z moich dzisiejszych snów zasługuje na szczególną uwagę. Sen opowiada o żydowskiej rodzinie, żyjącej w czasach prześladowań przez nazistów. Rodzina ta żyła w niedużym miasteczku, w kraju, którego nie rozpoznaję, jednak nie była to Polska. Rodzina składała się z ojca (który w moim śnie przybrał postać aktora Christiana Bale'a) i matki, która była w zaawansowanej ciąży. Powiedzmy, że akcja rozpoczyna się w momencie, gdy do ojca przychodzi kolega i rozmawiają sobie spokojnie. Kolega ten zdaje sobie sprawę z pochodzenia ojca, jednak jest jego prawdziwym przyjacielem, nie mającym zamiaru wydać nazistom kompana. Ojciec rozmawia z kolegą o specyficznej przepowiedni, która ma się ziścić w dniu dzisiejszym. Przepowiednia ta mówi, że pewnego dnia człowiek, mający pomalowane całe mieszkanie i łazienkę na niebiesko zostanie stracony wraz z żoną i dwójką nowo narodzonych córek w jednej z czterech wież miasteczka. Ojciec ma świadomość, że przepowiednia dotyczy właśnie jego i że zdąży zapobiec tragedii jeśli wystarczająco wcześniej opuści miasto. Chce zatem namówić przyjaciela, żeby szybciej sobie poszedł, bo nie chce tracić cennego czasu. Wyjaśnia przyjacielowi, kogo tyczy się przepowiednia jednak przyjaciel nie chce wierzyć ojcu. W PRZEPOWIEDNI CHODZI O CZŁOWIEKA, KTÓRY MA POMALOWANE ŚCIANY NA NIEBIESKO W CAŁYM DOMU I W ŁAZIENCE. MÓGŁBYM CI UWIERZYĆ, BO FAKTYCZNIE W DOMU MASZ NIEBIESKIE ŚCIANY, JEDNAK ŚCIANY W ŁAZIENCE MAJĄ KOLOR ZŁOTY, WIĘC PRZEPOWIEDNIA NIE MOŻE TYCZYĆ SIĘ CIEBIE. - powiedział przyjaciel. Ojciec bezskutecznie próbował przekonać przyjaciela, tracąc przy tym cenny czas na ewentualną ucieczkę. W końcu , gdy czasu nie pozostało praktycznie wcale ojciec zdecydował się na wyjawienia przyjacielowi swojej łazienkowej tajemnicy. Zaprowadził go do łazienki, pod wciąż domurowywaną i w wiecznym remoncie ścianę. Ściana ta była nienaturalnie gruba i z czasem wciąż rosła, wyglądało to tak jakby w łazience stał mur, zajmujący około 1/4 jej powierzchni. Murowana ściana była dziwnie niestabilna i miękka. W tym szczególnym miejscu otwierają się wspomnienia ojca... Retrospekcja Działo się to w czasach gdy prześladowania Żydów dopiero się zaczynały - mogło to być nawet kilka lat przed rozmową ojca z przyjacielem. Ojciec był sam w domu, gdy po raz pierwszy odwiedzili go naziści, wiedzieli dobrze o jego pochodzeniu i mieli zamiar zabrać ojca i jego żonę. Ojciec miał plany, związane z rodziną i swoim życiem, wcale nie zamierzał kończyć wszystkiego już teraz. Nie zastanawiając się długo zamordował wszystkich nazistów, a zwłoki włożył do miski. Gdy wróciła żona, natychmiast dowiedziała się o całym zajściu i zrozumiała intencje męża; jedynym problemem, który pozostał to pozbycie się zwłok tak,żeby nie wydało się co zaszło w tym mieszkaniu. W tym czasie ojciec akurat kończył remontować łazienkę - pozostało mu tylko zamurowanie kawałka ściany i pomalowanie całości na niebiesko. Ojciec wpadł na doskonały pomysł; poćwiartował zwłoki na drobne kawałki i wmurował je w ścianę łazienki, a całość pomalował na niebiesko. Stąd wiadomo, że łazienka pierwotnie miała kolor zgodny ze straszliwa przepowiednią. Jednak naziści odwiedzali to mieszkanie jeszcze kilka razy, więc ściana stawała się coraz większa i była przemalowywana na coraz to nowe kolory. Powrót do teraźniejszości Teraz gdy naciśnie się na tą ścianę można zaobserwować wyciekającą spomiędzy cegieł krew, można też gdzieniegdzie zauważyć resztki niebieskiej farby. Po opowieści ojciec był już pewnie, że przepowiednia dotyczy właśnie jego rodziny - wcześniej łudził się, ze może jednak nie. Ojciec uświadomił sobie również, że od swojego losu nie ucieknie. Zobaczył w swojej wyobraźni, że uciekając przed nazistami ze swą ciężarną żoną trafiają do jednej z wież miasteczka. Zobaczył jak jego żona przedwcześnie rodzi w tej wieży dwie dziewczynki i jak po wszystkim przychodzą naziści. A gdy ojciec pogodził się ze swoim losem obudziłam się :)
Ja nic nie chcę mówić, więc napiszę:D Gdy dziś w nocy wyszłam sobie z ciała fizycznego, usiadłam na łóżku. Przed moimi oczami ukazały się moje stopy, które było około 5 razy większe niż w rzeczywistości materialnej, hahaha :D:D:D Moje zdziwienie było bardzo duże - nigdy wcześniej nie doświadczyłam tego typu anomalii. Chwilę popracowałam z masowaniem mojego ciała energetycznego i stopy wróciły do normy ;) Mówiłam do swojego ciała energetycznego, ze jest bardzo kochane itp:), co bardzo pomogło. Poczułam za chwilę tez jak draq kotłuje się na łóżku i jego ciało energetyczne również masowałam, okraszając masaż pełnymi miłości wyznaniami. Dalej za cholerę nie pamiętam, wiem tylko, ze po jakimś czasie bezpiecznie powróciłam z podróży do ciała i zasnęłam normalnie, a śniło mi się na tyle dużo i ciekawie, ze doświadczenie wyjścia gdzieś mi umknęło.
SEN O ODZYSKANIACH jestem z grupa niezidentyfikowanych mi bliżej osób w jakimś pokoju. nagle przybiega do nas inna grupa ludzi, z przerażeniem w ozach, mówiących, że w sąsiednim pomieszczeniu znajdują się duchy. Pełna zaciekawienia postanawiam zajrzeć do nawiedzonego pokoju. Ku mojemu zdziwieniu w pomieszczeniu faktycznie znajdują się "duchy" i to całkiem widzialne dla każdego. Jest tam mężczyzna, przypominający zombi, a wraz z nim kobieta. Zachowują się dość chaotycznie, ale nie wyczuwam, żeby byli niebezpiecznie - raczej swoim dziwacznym zachowaniem wywołują nieświadomie strach u innych. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby ich odzyskać, zdaję sobie sprawę z tego, ze nie są oni świadomi swojej śmierci, więc najpierw tym faktem zamierzam się zająć. cała grupa, z która wcześniej przebywałam ma mi pomóc. Zeby przeprowadzić takie zbiorowe odzyskanie najpierw tworze stół, przy którym wszyscy razem usiądziemy - wraz z duchami oczywiście. Okazuje się, że wśród duchów znajduje się jeszcze jedna zagubiona duszyczka - mianowicie duszyczka dość pokaźnego trzmiela :D Trzmiel lata za mną wkoło stołu, chcąc się ze mną porozumieć, nieświadomy, ze uciekam przed nim, bo nie chcę, żeby za bardzo zbliżał się do mnie ze swoim żądłem. Po krótkiej i komicznej pogoni zatrzymuję się i tłumaczę trzmielowi, żeby zachował bezpieczną dla mnie odległość. Okazuje się, ze z trzmielem bardzo łatwo było mi się porozumieć i natychmiast przeszliśmy do rzeczy. Poczułam, że moim zadaniem jest odzyskanie właśnie trzmiela i że cała grupa przechodzi właśnie kolejny sprawdzian z odzyskiwania zmarłych. Trzmiel tłumaczył, żebym nie porównywała się z Moenem, tylko, żebym działała po swojemu. Miałam wrażenie, ze właśnie Moen jest jednym z członków naszej dziwnej grupy. Czułam także, ze każda z dusz jest jakby podstawiona - jednocześnie naprawdę potrzebuje odzyskania, a z drugiej strony jest swoistym egzaminatorem. Zaczęłam odzyskanie trzmiela od rozmowy z nim i od słowa do słowa pomogłam mu uświadomić sobie, że nie żyje, pomogłam mu także trafić do jego przejściowego miejsca w tzw. parku. Miejsce to wyglądało dość komicznie - bardzo malutka posiadłość, obok niej jakieś zabudowania, jezioro i drzewa - wszystko oczywiście w wielkości dopasowanej do trzmielich rozmiarów. Byłam ucieszona, ze odzyskanie się udało jednak trzmiel, który akurat kąpał się w swoim jeziorze powiedział, że to jeszcze nie koniec sprawdzianu, że jeszcze coś mam do zrobienia. Pomyślałam, że powinnam sprawdzić czy na pewno trzmiel trafił na miejsce i czy wszystko mi się tylko nie wydawało - w tym momencie trzmiel zaśpiewał kościelna piosenkę Alleluja:D:D:D:D:D:D:D hahaha Wykonałam jeszcze dwie czynności, których teraz nie pamiętam, a po każdej z nich trzmiel śpiewał kolejną zwrotkę kościelnej pieśni :D:D Egzamin został zaliczony, a ja niespodziewanie się obudziłam, nie przyglądając się nawet dalszym odzyskaniom - jakbym miała spać tylko do momentu zaliczenia egzaminu, a dalsza akcja nie była już dla mnie istotna. NOTATNIK SILVERKI Nad ranem mentalnie przeglądałam notatniki ludzi z forum oobe.pl i nagle spontanicznie pojawił mi się przed oczami wpis Silverki, który wyglądał mniej więcej tak: MOI RODZICE PONIEŚLI DZIŚ NIEPOWETOWANĄ STRATĘ. NA ZAWSZE BĘDĄ MUSIELI POŻEGNAĆ SIĘ Z SZEKSPIREM. Nie wiedziałam o co chodzi z tym Szekspirem - czy to jakaś książka, czy raczej pies lub ktoś z rodziny. Odczułam jednak, że dla samej Silverki nie jest to taką stratą jak dla jej rodziców. Prócz tego zauważyłam, że rodzice Silverki siedzieli na dziwnym czymś :) może to była kanapa jakby bez oparcia i zabudowana z jednej strony/tak jakby coś na niej leżało. Nie wiem, skąd ta dziwna wizja, ale była na tyle wyraźna, że postanowiłam ją zapamiętać. |