|
|
Cały proces (wliczając wszelkie utrudnienia) zajął mi jakoś od godziny 16:00-17:40. Położyłem się, stwierdzając, że wypróbuję do OOBE pewną technikę, która mi przyszła na myśl. Położyłem się i w pewnym momencie poczułem się jakoś inaczej. Intuicja podpowiadała mi "Wychodź! TERAZ! NaO!!!!!oneone!!1eleven!". Nie wiem czemu zacząłem się kręcić dookoła własnej osi, przypominało to trochę rzucającą się rybę. Co robiłem jak wyszedłem? Byłem u siebie w pokoju, widziałem nawet kolory, jednak: przypomniał mi się szereg rad a propos pierwszych wyjść, mianowicie musiałem zdusić narastający entuzjazm. Dalej, pocierałem ściany (bo nie są gładkie u mnie w pokoju) i inne rzeczy, jak próbowało mnie wessać z powrotem. Jak już miałem w miarę ogarniętą wizję trochę podleciałem do góry (zabije mój mózg za złudzenie grawitacji >.<), coś tam połaziłem, generalnie nic konkretnego, w końcu z każdą sekundą walczyłem o byt. Kilka faktów godnych wspomnienia: 1) Wyszedłem de fakto kilka razy, co najmniej 3 razy obracałem się i wyskakiwałem, w czasie tego: a) sprawdzałem to czy to na pewno to w ten sposób, że moja świadomość zarejestrowała, że w wyniku obrotów nie spadłem z łóżka ("jedziemy dalej!"). b) otwierałem czasami przed wyskoczeniem niefizyczne oczy, czasami potem przez przypadek otwierałem fizyczne (nie polecam!) c) nie miałem żaluzji w oknach, ba nawet trochę się przeglądałem w szybach! 2) W tle słyszałem bębny i inne szamańskie klimaty, a wychodziłem bez muzyki, jakby nie patrzeć. 3) Po wyjściu stwierdziłem, że drzwi do pokoju mam jednak zamknięte. 4) W związku z powyższym śmiem twierdzić, że chyba nędzne boty przybrały postacie członków mojej rodziny ALBO to byli oni i po prostu ich obserwowałem. Namawiałem babcię żeby nauczyła się OOBE xD (niestety stwierdziła, że za stara jest i zaczęła coś mówić o jakichś numerach telefonów, o dziwo wiem o co jej chodziło, mianowicie: opowiadała, że jak jej znajomi, znający dużo numerów, jak ona, wychodzili z ciała to te numery latały im wszędzie i w ogóle coś się niefajnego z nimi działo). Huh to tyle, może coś mi jeszcze wpadnie do głowy, to dopiszę.
Data: 14/15.12.2009 Czas: ~20:30- ~2:00 Wróciłem do domu po ponad 4 godzinach w centrum handlowym(brr!). Wykonałem kilka standardowych czynności i z braku perspektyw na jakiekolwiek logiczne myślenie położyłem się spać. Wstałem ok. 00:30, poszedłem z psami, wróciłem i wykąpałem się. Mając w planach dalsze działania w pewnym momencie stwierdziłem "Te, przecież to prawie 4+1!". Przyjmując balast potencjalnych niewykonanych zaplanowanych działań przeszedłem do "+1". Leżałem niespełna 30 minut na plecach bombardując się afirmacjami, po czym stwierdziłem, że już tak dalej nie mogę. Przewaliłem się na prawy bok. Leżąc wyobrażałem sobie, że pocieram biurko lub globus. Czułem jak coś tam gdzieś we mnie przeskakuje w dobrym kierunku, pojawiły się wibracje i uczucie zapadania. I nagle "pyk"- Warden traci świadomość. Drugie "pyk"- jestem z powrotem. Uznałbym to za rutynową utratę świadomości gdyby nie fakt, iż przed wskoczeniem do ciała miałem wizję/świadomość CZEGOŚ (obstawiałbym swój pokój). Cofka spowodowana potrzebą z korzystania z toalety. Próbowałem jeszcze się odbić potem, ale przy pierwszej próbie felernie uciskałem ramię, w związku z czym było bardzo obolałe i zdrętwiałe. Druga próba zakończona porażką. Warto zaznaczyć, iż: -> pierwszy raz przy 4+1 miałem tak rozbudzony umysł -> 2 albo 3 dzień korzystania z porad Noble -> w trakcie leżenie na plecach słuchałem hemi-sync "Between Worlds"
Po ponad 3 miesiącach, w momencie, w którym zacząłem tracić wiarę we własne OOBE-możliwości pojawia się światełko nadziei na horyzoncie. Otóż, wreszcie, po raz drugi udało mi się w miarę świadomie opuścić ciało! Wczoraj, 1.10.2009 w objęciach Piątego Jeźdźca Apokalipsy, zwanego również Bólem Głowy położyłem się spać. Położyłem się na lewym boku, stwierdzając, że skoro śpię na prawym to lewy będzie do OOBE. Wpatrywałem się w czerń przed oczami, nie wiem jak długo to trwało. W pewnym momencie chyba zasnąłem i poczułem coś jakbym klęczał i siedział na nogach (tj. Chińczycy do jedzenia), wydałem z siebie krzyk, odchylając się do tyłu, który brzmiał tak jakbym wchodził w zakres jakichś kosmicznych ultradźwięków. Następny epizod jest taki, że budzę się i czuję przypływ żądnego rozładowania napięcia seksualnego (nastąpił wzwód). Wstałem z łóżka w celu rozładowania go. Wychodząc z pokoju skapnąłem się, że idzie moja mama, więc się cofnąłem, bo niezbyt mi się uśmiechało żeby zobaczyła mnie paradującego ze sterczącym penisem (nie mam pojęcia czy byłem ubrany). Gdy zagrożenie minęło i nieznalazłszy obiektu, z którym współpraca przyniosłaby mi ukojenie, chciałem zasiąść do komputera i zrobić to na własną rękę. Jednak komputer był wyłączony/bez neta i zrezygnowałem. Podszedłem do łóżka i po prostu runąłem do tyłu. Obudziłem się. Stwierdzam, że to OOBE po następujących efektach: -obraz pod koniec miałem niesamowicie zamazany, jakbym się spił na potęgę -pojawiło się porządanie seksualne, o którym się naczytałem w książkach Monroe -moment "upadku" na łóżko był wystarczająco intrygujący -nie obchodziło mnie zbytnio otoczenie, tj. za pierwszym OOBE.
Z cyklu zapiski na karteczce. Data: 22/23.06.2009 r. Czas: ok. 23:05 - 00:30-40 Pamiętam jakby to był sen, tylko niektóre fragmenty. Zatem: Działo się to po około godzinnym pobudzeniu emocjonalnym + zmęczyłem się trochę fizycznie. Postanowiłem się położyć i pospać trochę (zazwyczaj budzę się w takich przypadakch w graniach godziny 3:00 - 5:00). Przyjąłem pozycję na plecach, potem na brzuch, by wreszcie skończyć na prawym boku. Nie robiłem właściwie nic konkretnego- wpatrywałem się w przestrzeń pod oczami oczekująć na jakieś hipnagogi, które a nóż widelec mogły się pojawić. Podczas tego zebrało mi się na przenalizowanie, pomyślenie o strachu przed OOBE. No i się zaczęło. Zaczęło mi bić szybciej serce, skojarzyło mi się z czymś podobnym przy pierwszej próbie OOBE, kiedy to biło jak szalone, zdawało się miec chęci na obranie podobnego tempa teraz. Poczułem, że mnie "bierze", jakaś siła zaczęła mnie ciągnąć. Stwierdziłem coś w stylu "Dobra, niech będzie.". Kierowany wcześniej uzyskanymi poradami zacząłem myśleć tylko o wyjściu. Teraz pamiętam tylko, że czułem/zdawało mi się, że obróciło mnie w lewo, do poziomu i byłem oderwany od nóg w górę (albo dopiero zaczynałem się odrywać stopniowo), tylko została głowa, która potem w końcu też się oderwała (jak to przepisuję mam wrażenie, że miałem chwilowy widok na to zdarzenie, widziałem je z profilu, ale to tylko przypuszczenie). Poczułem jakiś brak możliwości manewrowania, opór. Stwierdziłem, że to słynne gumo-ciasto. Wyciągnąłem ręce do góry i jakby chcąc lecieć napierałem z całej siły. W końcu znalazłem się w swoim pokoju. Nie było nikogo, był tylko jeden z moich psów- Yorkshire Terrier, stał na podłodze i się na mnie patrzał (chyba), nie przywiązywałem do niego jakiejś większej uwagi, gdyż przed "zaśnieciem" też był u mnie. Zawołałem jakby myślowo "Opiekunie!". "Dźwięk" zdawał się rozchodzić po całym "obszarze". Znajdowałem się w pozycji pionowej nad moim łóżkiem (nie patrzałem pod siebie, po prostu wiedziałem to). Kierowany chęcią sprawdzenia czy to OOBE zapragnąłem przeniknąć ścianę, skierowałem w jej stronę rękę, jednak napotkałem opór, włożyłem w to więcej siły i moje palce wniknęły w nią. Zacząłem wydrapywać jakby pierwszą warstwę, z której się składała, była jak glina (nie czułem chyba konsystencji, ani jakiejkolwiek temperatury). Gdy dotarłem do następnej "warstwy"- twardszej i oporniejszej na moje starania, usłyszałem wołanie mamy. Chodziło o któregoś z moich 2 psów, raczej nie Yorka. Tata z nim był na spacerze i chyba zdarzyło się coś niedobrego psu. Miałem też chyba wizję ich dwóch, albo jakoś ich "wyczuwałem" //w momencie pisania tego na karce, jak i teraz, w notatniku słyszę dźwięk, jaki towarzyszy mi podczas głębokiego relaksu, w trakcie pisania ręcznego, krótko po przebudzeniu był jakby bardziej "rozwinięty", jakby zaliczył lvlup//. Wtedy poczułem chęć powrotu. Przez chwilę nie wiedziałem jak się do tego zabrać, ale koniec końców poczułem, że jestem spowrotem w ciele. Proces ten zachodził stopniowo, jakbym się przyłączał częściami. Miałem przyśpieszone tętno. Przebudziłem się, wstałem i spojrzałem na zegarek- była około 00:30-40. Starałem przypomnieć sobie jak najwięcej i stwierdziłem, że koniecznie muszę to zanotować. Kilka uwag: - przy wychodzeniu stwierdziłem, że jak to ma być OOBE to nie potrzebuję oddychać, przestałem to robić i jak mniemam wtedy "usłyszałem" jakiś świst czy coś takiego. Podczas zdarzenia nie pamiętam bym w ogóle oddychał. - podczas całego procesu zdawał się nie zwracać uwagi na kolory, ani nie przejmowac się grawitacją - zdaje mi się, że wykonałem kilka ruchów mających na celu zmianę położenia (lot) - po przebudzeniu trochę bolało mnie prawe ramię (widać cały czas leżałem na nim + miałem odbitą fakturę narzuty). Być może to skłoniło mnie do powrotu lub swoisty strach przed interakcją z inną "istotą". - przed wszystkim, jak sobie leżałem po moim pokoju i przedpokoju chodził York, pomyślałem, że chodzi jak strażnik. Może przez to, "tam" Yorkiem był mój Opiekun? - za podkładkę do pisania służyły mi "Podróże poza ciałem" Roberta A. Monroe xD Całe wydarzenie mnie nieco zaniepokoiło (totalna nowość i w ogóle). Czasowo przeszła mi ochota na dalszy sen. Czas sporządzania notatek: ok. godz. 00:45 - 01:25-27 Za oknem trochę odległa burza, jak się kładłem to jej nie było, jak mniemam. Jakby ktoś mi mógł udzielić odpowiedzi na pytanie w temacie byłbym bardzo wdzięczny :)
Zmotywowany kursem OOBE by Purple Cat zakładam niniejszy notatnik. Czas nadrobić spisy związane z kursem spowodowane moim lenistwem. Let the show begin... 12.06.2009: Zapisałem się na kurs OOBE by Purple Cat i oto przede mną wyłania się pierwsze zadanie- założenie notatnika. Ok, done. Treść właściwa: Moje doświadczenia z OOBE są znikome (wcześniej jakoś bałem się spróbować). Od około miesiąca ćwiczę z różnymi efektami (wydaje mi się, że najlepszy był podczas pierwszej próby, ale niestety nie udało mi się go do tej pory powtórzyć), skupiam się głównie na wchodzenia w jaknajgłębszy trans. Wspomagam się też ostatnio nagraniem, które w teorii ma mi pomóc. Czy pomaga, trudno stwierdzić. Na pewno dzięki niemu mogę się bardziej skupić na transie, gdyż moja uwaga skupia się na dźwięku zamiast na pieczeniu zmęczonych oczu. Mam zamiar osiągnąć ten stan w celu przełamania swoistej "bariery", ograniczenia. Tyle. 13.06.2009: Postępując zgodnie z instrukcjami postanowiłem podjąc relaksację. Mogę rzec, że efekty mnie zaskoczyły. W pewnym momencie gdy już było mi tak hmm.. lekko i fajnie stwierdziłem, że otworzę oczy. Na suficie ponad sobą ujrzałem jakiś półprzezroczysty punkt o nieokreślonej konsystencji, wyglądał jak jakaś iluzja. Wielkoś trudna do określenia, ze względu na równie trudno do określenia odległość, zdawał się być w pewnym sensie odzwierciedleniem moich źrenic. Jednak ważne jest to, że pulsował, wychodziły od niego eliptyczne fale. Wypatrywałem się w niego starając się je pochłaniać. Zacząłem rejestrować jakąś zmianę. Zamknąłem oczy i całą przestrzeń wypełnił kolor.. RÓŻOWY. Następnie wszystko zaczęło przyjmować kształ cybernetycznej mapy jakiegoś górzystego terenu. Niechętnie przerwałem wzywany innymi sprawami. Tej nocy (tak mi się zdaje) śniło mi się, że jestem w jakimś hmm.. portowym miasteczku. Kojarzę jakąś skałę i ducha kobiety, której miałem pomóc [chyba] przez zbydowanie domu i znalezienie męża [/chyba]. Dom został wybudowany ona wzięła ślub z pewnym panem, którego potem [chyba] zabiłem w wypadku samochodowym. Drugi był osobnik z wygląduj przpominający ghoulową postać aktora grającego pewną postać z X-men: Origins. Walczyliśmy ze sobą w locie, jednak pod koniec w pewien sposób się pogodziliśmy. W pewny momencie rzekł coś w stylu "Jak umierasz, pamiętaj żeby mieć trochę energii" (albo się najeść :|). Był jeszcze jakiś trzeci, ale nie pamiętam nic poza tym, że był. Oznaczenia [chyba] i [/chyba] wskazują na luki w pamięci odnośnie snu... 14.06.2009/15.06.2009: W nocy miałem wykonać 4+1 jednak po pobudcce stwierdziłem, że jestem zbyt zmęczony i nie dam rady. Poszedłem spać. 15.06.2009: Godzina 15:32. Czekam na następne zadanie. Siła cytrusów, czyli wizualizacja cytryny. Tak wygląda moje zadanie nr. 4. Wciąż na nim pracuję. Spostrzeżenie: Zegar odpowiadający za pokazanie czasu wysłania wiadomośći spóźnia się o godzinę. Zapamiętać. 16.06.2009: Miałem ambicje na 4+1 jednak tykanie zegara doprowadzało mnie do szaleństwa, nie mogłem zebrać myśli. Zirytowany do granic możliwości próbowałem zasnąć, ale mój wkurzony umysł niebardzo był skory do współpracy. 17.06.2009: Wizualizacji ciąg dalszy. 18.06.2009: Miałem wykoanć 4+1, jednak za późno położyłem się spać ;/ 19.06.2009: Ok, zadania jak nie było tak nie ma. Spróbuję dzisiaj 4+1. Go go Power Rangers! Do dnia 21.06.2009 miałem wykonywać ćwiczenia z wizualizacji (których nie zrobiłem niestety ;/) oraz parę razy wykonać 4+1- skutek był rozmaity. Np. raz w końcu chyba zasnąłem, ale świadomość miałem na stosunkowo dobrym poziomie. Byłem w jakiejś wiosce rybackiej, wpadłem do wody (czułem, że mniej więcej do poziomu nosa jestem zanurzony), jakieś duże ryby chciały mnie zaatakować, stwierdziłem, że to mój sen i nie będą mi go psuły, wytworzyłem pod wodą fale psychokinetyczne by je odpędzić, chyba się powiodło, potem się obudziłem. Coś tam jeszcze było, teraz mi się przypomniało, że krzyknąłem do jakiejś kobiety wskazując na coś "Here she is!", co miało oznaczać chyba kogoś złowrogiego, potem wpadłęm do wody. |